Siemankoo ;-)
Notka miałabyć wczoraj wieczorem, ale znowu miałam jakieś problemy z zalogowaniem się do systemu bloggera. Podzieliłam na dwie części - wiadomo Święta i mam trochę pracy, poza tym choroba zaatakowała i źle się czuję.
Tak! W końcu sobota! Akutalnie lecę promem, wystrzelonym w kierunku Tary. Wspaniałe uczucie, pomijając fakt, że siedzę pomiędzy dwoma grubymi gnomami. Od jednego z nich zajeżdzało ostrym odorem piwa. Zapowiadała się długa, śmierdząca podróż.
Dwadziecia minut później jestem u wylotu Tary. Aby szybciej przedrzeć się przez kolejkę musiałam pokazać odznakę. Spojrzałam na siebie, aby ocenić jak wyglądam. Miałam jakieś lekko obcisłe czarne jeansy. I zielony podkoszulek bez rękawów, a na nią narzucony szary, długi blezerek. Na środkowym palcu widniał morfologiczny pierścień. Przez ramie miałam przerzuconą czarną torebkę, o wiele inną, niż te, do których byłam przyzwyczajona.
Kiedy już opuściłam Tarę, znalazłam naprawdę duży, stary dąb, którego gałęzie były powykrzywiane i nisko zwisały. Nieważne. Musiałam zmienić się w człowieka. Pierścień był w kształcie kwiatu i miał ostro zakończone płatki, które wyłożone były diamencikami. Nacisnęłam środek, aby go uruchomić. Teraz małe klejnociki zaczęły mienić się różnymi kolorami. Niektóre były zielone, inne czerwone, a jeszcze inne niebieskie. Wybrałam wygląd, jaki był wpisany w pierścieniu i odczekałam chwilę, aby się załadował, po czym ponownie nacisnęłam na środek. Moje ciało było poddane jakiemuś dziwnemu uczuciu. Na początku to było jakby ktoś wylał mi zimną wodę na twarz, a potem jakby małe piórka łaskotały moje ciało - na zewnątrz, jak i wewnątrz.
Spojrzałam w dół. Moje ciało się wydłużało. Skóra jakby bulgotała i się błyszczała, a włosy się zmieniały, wraz z kolorem. To był niesamowity widok. Nie to, żeby Ogierek mógł o tym wiedzieć.
Dziesięć sekund później wyglądałam całkowicie inaczej. Byłam teraz znacznie wyższa. Nie tylko wysoka, jak na elfa, ale też na człowieka. Miałam teraz prawie 175 centymetrow. Skóra wyglądała na opaloną. Ciało wyglądało na bardzo chude, ale wciąż na atrakcyjne. Oczy były duże i emanowały przeszywającą zielenią. Włosy były faliste i długie - dotykały pleców, i były w kolorze blond. Wyglądałam trochę jak Lili większych rozmiarów. Nie, nie - wcale tak nie pomyślałam. Nie była taka zła, mogła nawet zostać moją przyjaciółką. No, ale do cholery to nie znaczyło, że chcę wyglądać, jak ona!
Chwilę później, obok mnie, a właściwie na drodze biegnącej obok mnie zatrzymała się taksówka. Tak jest! Ogierek wysłał mi transport. Świetnie - już myślałam, że będę musiała iść na piechotę. Doskoczyłam do samochodu i usiadłam na przednim siedzeniu.
- Cześć - przywitał się taksówkarz. Wyglądał na dwadzieścia lat. Miał kudlate, brązowe włosy, które sięgały jego szyji. Miał przenikliwe niebieskie oczy i wydawało mi się, że jest... naćpany. A może wcale tak nie było. MOŻE tylko mi się tak wydawało - i w to wierzyłam.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się. Byłam trochę zaskoczona barwą mojego głosu. Był w trochę innej tonacji. Taki rodzaj, który każda nastolatka by sobie wymarzyła. W połączeniu z moim nowym wyglądem byłam trochę takim jakby słodkim kiciakiem. (]:-D) To było dziwne uczucie.
- Nieźle wyglądasz! - Zaśmiał się, mierząc mnie wzorkiem od góry do dolu.
- Dzięku - nie mogłam nic na to poradzić, ale się uśmiechnęłam. Gdyby tylko zobaczył, jak wyglądam na prawdę. To byłoby zabawne.
- Hm, tak czy siak, powiedziano mi, że mam Cię podwieźć, ale nie mam pojęcia dokąd - powiedział.
- Centrum Handlowe w Dublinie - odparłam - O ile to nie za daleko?
- Nie - ponownie się zaśmiał - Nic nie jest dla mnie "zbyt" daleko. Jasne, że Cię tam zawioze.
- Muszę tam być o 11.
- Nie ma problemu - uśmiechnął się, trochę przyśpieszając. I szczerze mówiąc wydawało mi się, że jest typem osoby, dla której nic nie było niemożliwe. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 9.00.
Taksówkarz był strasznie gadatliwy. Na przykład powiedział mi, że ma na imię Craig Larabee. Mieszka w Dublinie z jego dziewczyną Daną, mamą Dianą i młodszą siostrą Jenny. Właśnie obchodził dwudzieste drugie urodziny. Miał w sumie dwie siostry Shelley i wyżej wymienioną Jenny. Jeździ taksówką, bo chce opłacić sobie studia. Jego ulubiony kolor to niebieski, a znak zodiaku to lew. O, i jeszcze ma psa, który nazywa się Bruno.
Tak więc, dość dużo się o nim dowiedziałam. Nie, żeby nie dawał mi nic powiedzieć. Wypytywał mnie o kilka rzeczy, ale zbyłam go. I w sumie nie zauważył tej polityki. Może i był ineteligentny, ale niezbyt szybki.
Prawie nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się pod centrum.
- Jesteśmy na miejscu - powiedział.
- Dzięki - skinęłam głową - Ile jestem Ci dłużna?
- Wszystko jest uregulowane - odpowiedział z uśmiechem - Jeśli będziesz chciała, żeby Cię gdzieś podwieźć, zadzwoń - rzekł i dał mi wizytówkę. Uśmiechnęłam się.
- Możesz na to liczyć - odparła, zamykając drzwi.
Craig szybko ruszył z miejsca, opuszczając parking. Spojrzałam na centrum. Było ogromne. Pięć pięter i do tego podziemny parking. Gapiłabym sie na to bez końca, gdyby mój zegarek nie zaczął brzęczęć, pokazując, że jest 10.55. Gdzie ten cały czas się podział?
Znając Julię, była tutaj prędzej.
No i pewnie, Julia stała za drzwiami, kiedy weszłam do środka. Patrzyła się przed siebie, niecierpliwie przekładając stopy. Spojrzałam mi prosto w oczy, co rozkojarzyło mnie na kilka sekund. I wtedy uświadomiłam sobie, że ona przecież nie wie, jak wyglądam. To będzie zabawne.
Podeszłam do niej:
- Przepraszam? - Zapytałam, moim innym tonem.
- Tak? - Odparła.
- Czy ja Ciebie czasem nie znam? - Dopytywałam, jakbym nie znała prawdy.
- Nie, nie sądzę - powiedziała, prawdopodobnie próbując skojarzyć mnie z jakimś swoim przyjacielem.
- Julia Butler! - Zawołałam - Jak mogłaś o mnie zapomnieć!?
- Jestem pewna, że się nie znamy - warknęła - I mam tego dość, czekam na kogoś.
- Byłyście umówione na 11, prawda? - Zapytałam przebiegle.
Julia wybałuszyła oczy.
- Jak to zrobiłaś...!? - I wtedy zobaczyłam, że nagle zrozumiała, o co chodzi.
- Cześć Julio - uśmiechnęłam się.
- Ty łobuziaro - zaśmiała się, wyciągając ręce, aby mnie uścisnąć - Ale mnie wrobiłaś, już zamierzałam zrobić coś niedobrego!
- Oj, mogłabyś, mogłabyś.
Była siostrą Butler, nie wątpiłam w jej czyny.
- Świetnie wyglądasz, mogłybyśmy nawet zostać rodzeństwem!
- Butler dostałby zawału - zażartowałam.
- To prawda. Dobra, dość gadania, więcej kupowania!
- Nawet mi nie przypominaj - zakupy nie były czymś, co lubiłam robić. Ae myślę, że nie będzie najgorzej.
- Daj spokój - zachichotała, ciągnąc mnie za ramię do pierwszego sklepu - Rue 21. Zgadywałam, że będzie miał jakieś młodzieżowe sklepy.
Weszłyśmy do środka i od razu zobaczyłam świetne spodnie.
- Mam coś dla Ciebie - powiedziała Julia, podając mi kawałek papieru, który od razu otworzyłam. Miał naniesione tylko cztery cyfry.
- Co to? - Zapytałam.
Julia spojrzała na mnie, jak na typowego głupka.
- Rozmiary Artemisa.
- Elegancko - skinęłam głową - Wow, patrz na to...
Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 8 'Podeksctyowanie'
Witam kochani po długiej przerwie. Niestety miałam problemy z zalogowaniem się do systemu. Pozdrawiam również gorąco nowych czytelników.
Rozdział troszku dziwny, ale nie mogę go pominąć.
Drogi pamietniku,
Jestem taka podekscytowana! Już za kilka dni sobota! Nie jestem jakąś wielką fanką robienia zakupów, wręcz przeciwnie nie lubię ich w ogóle. I jeszcze gdy Julia ma zamiar biegać jak szalona. Arty na pewno będzie o to zły, ale muszę to zrobić - nawet jeśli tylko po to, żeby chociaż przez kilka dni ponosił nomalne ciuchy. Oto lista moich zakupów:
Spodnie: z 20 par (!) - w ciemnych kolorach, jeansow zwykłych i obcisłych (zero eleganckich - z pewnością stos weźmie ze sobą),
Koszulki/e: 4 dopasowane (żeby eksponowały jego figurę!) koszulki; 3 polo; 2 zwyczajne T-Shirty (w obojętnie jakich kolorach); jedna biała i niebieska elegancka koszula + szara i czarna kamizelka!,
W końcu nigdy nie wiadomo, czy do koszuli nie przyda się jakiś dodatek. Uwaga: kupić wszystko to, co może się w tym celu przydać.
Buty: 2 pary conversów (nie jestem na bieżąco z młodzieżową modą, ale to chyba trampki, tak?) - jedne białe, drugie niebieskie, białe NIKE,
Zawsze dopasowywuj buty do koszulki, zawsze!
Akcesoria: duuuży zegarek, okulary "muchy" (=aviators; warto zapamiętać, bo takiego tłumaczenia nie spotkacie nawet w najlepszym słowniku), trzy bransoletki* - dwie skórzane i jedna gumowa (czarna!)**
Nie mam zamiaru kupywać mu ŻADNEJ bielizny! Nie ma mowy! Na tym muszę skończyć - no chyba, że trafię na jakieś seksowne... Nie!
Myślę, że to już wszystko. Tak czy siak, nie pokoję się trochę o Kłopota. Kocha mnie. Wiem, że jest mną zainteresowany, a ja nie mogę unikać o przez całą wieczność. Chociaż może? Ale też nie chcę go zranić. Ale z jednej strony - nie jestem w nim zakochana i nie chcę się z nim umawiać. Z drugiej jednak byliśmy przyjaciółmi przez tyle lat i może być gorzej, jeśli... Chix, ekchem. Głównym problemem jest to, że jestem zdezorientowana. Myślę, że jestem zakochana w kimś innym. Ale jestem pewna, że on nigdy nie odwzajemni moich uczuć, że nie jest mną zainteresowany. Prawdopodobnie woli jakąś blond inteligentkę - cizię mizię.
Zanim jeszcze odeszłam, spojrzałam na informacje dotyczące podróży Artiego, które napisał Ogierek.
Um, jeszcze tylko kilka dni!
~ Holly
*wiadomo, bransoletki dla mężczyzn, swoją drogą dziewczyna ma dziwny gust, ale o tym się nie dyskutuje ]:-D
** nie mam pojęcia, jak to się po polsku nazywa ;-), żeby wam się rozjaśniło: http://www.doris-bizuteria.pl/upload/sklep/normal/VmPgyX.jpg
Rozdział troszku dziwny, ale nie mogę go pominąć.
Drogi pamietniku,
Jestem taka podekscytowana! Już za kilka dni sobota! Nie jestem jakąś wielką fanką robienia zakupów, wręcz przeciwnie nie lubię ich w ogóle. I jeszcze gdy Julia ma zamiar biegać jak szalona. Arty na pewno będzie o to zły, ale muszę to zrobić - nawet jeśli tylko po to, żeby chociaż przez kilka dni ponosił nomalne ciuchy. Oto lista moich zakupów:
Spodnie: z 20 par (!) - w ciemnych kolorach, jeansow zwykłych i obcisłych (zero eleganckich - z pewnością stos weźmie ze sobą),
Koszulki/e: 4 dopasowane (żeby eksponowały jego figurę!) koszulki; 3 polo; 2 zwyczajne T-Shirty (w obojętnie jakich kolorach); jedna biała i niebieska elegancka koszula + szara i czarna kamizelka!,
W końcu nigdy nie wiadomo, czy do koszuli nie przyda się jakiś dodatek. Uwaga: kupić wszystko to, co może się w tym celu przydać.
Buty: 2 pary conversów (nie jestem na bieżąco z młodzieżową modą, ale to chyba trampki, tak?) - jedne białe, drugie niebieskie, białe NIKE,
Zawsze dopasowywuj buty do koszulki, zawsze!
Akcesoria: duuuży zegarek, okulary "muchy" (=aviators; warto zapamiętać, bo takiego tłumaczenia nie spotkacie nawet w najlepszym słowniku), trzy bransoletki* - dwie skórzane i jedna gumowa (czarna!)**
Nie mam zamiaru kupywać mu ŻADNEJ bielizny! Nie ma mowy! Na tym muszę skończyć - no chyba, że trafię na jakieś seksowne... Nie!
Myślę, że to już wszystko. Tak czy siak, nie pokoję się trochę o Kłopota. Kocha mnie. Wiem, że jest mną zainteresowany, a ja nie mogę unikać o przez całą wieczność. Chociaż może? Ale też nie chcę go zranić. Ale z jednej strony - nie jestem w nim zakochana i nie chcę się z nim umawiać. Z drugiej jednak byliśmy przyjaciółmi przez tyle lat i może być gorzej, jeśli... Chix, ekchem. Głównym problemem jest to, że jestem zdezorientowana. Myślę, że jestem zakochana w kimś innym. Ale jestem pewna, że on nigdy nie odwzajemni moich uczuć, że nie jest mną zainteresowany. Prawdopodobnie woli jakąś blond inteligentkę - cizię mizię.
Zanim jeszcze odeszłam, spojrzałam na informacje dotyczące podróży Artiego, które napisał Ogierek.
Cześć Błotny Chłopcze,
Wiem, że jestes strasznie zniecierpliwiony, aby nas odwiedzić, ale musisz jeszcze chwilę poczekać. W poniedziałek za tydzień Holly będzie na Ciebie czekać u wlotu Tary o godzinie 10.30, a wrócicie na dół o 11. Tak czy siak, radzę Ci być już tam o godzinie 1.00! Mam nadzieję, że Holly Cię nie zabije!
Hm, Ogierek nie byłby sobą, gdyby nie używał sarkazmu albo by nie zakpił. I żeby nie podrażnił Artiego na mój temat. I nawet gdyby... Oj, to będzie stresujące przeżycie. Tak czy siak, wielki geniusz będzie zależny w czasie podróży ode mnie. To niewiele, ale nie można mieć wszystkiegoWszechwiedzący Ogierek.
Um, jeszcze tylko kilka dni!
~ Holly
*wiadomo, bransoletki dla mężczyzn, swoją drogą dziewczyna ma dziwny gust, ale o tym się nie dyskutuje ]:-D
** nie mam pojęcia, jak to się po polsku nazywa ;-), żeby wam się rozjaśniło: http://www.doris-bizuteria.pl/upload/sklep/normal/VmPgyX.jpg
Rozdział 7 'Żądanie'
Witam, po długiej przerwie, Słomka chciała dodać jakąś notkę, ale... Ma coś z laptopem, więc poczyniam to za nią.
Obudziłam się rano, dziwnie wypoczęta. Ale kiedy tylko wstałam z łóżka, chciałam z powrotem zasnąć. Chyba coś mi się śniło, ale za nic w świecie nie pamiętałam, co. Może później mi się przypomni.
Powtórzyłam codzienną rutynę. Wykąpałam się, umyłam zęby i wciągnęłam mudnur. Nie poczesałam włosów - dlatego, że wczoraj spotkały się z tak dużym aplauzem. Zjadlam jeszcze śniadanie - grzanki i wypiłam sok z owoców.
Dziesięć minut później byłam w drodze do pracy. Mój dobry nastrój zniknął. Ale był zastąpiony natłokiem myśli. Musiałam sobie zrobić pogadankę z moim "przyjacielem". I jeśli nie dostnę tego, czego chcę polec głowy. A szczególnie ta od Ogierka.
Byłam wcześniej o prawie dwadzieścia minut - nie napotkałam nikogo w środku. Ruszyłam do góry do biura Ogierka. Wprowadziłam kod, ale drzwi się nie otworzyły.
- Ogierek, jeśli nie otworzysz drzwi to tego pożałujesz.
- Nie ma go tutaj - zawołał, próbując zmienić jego głos.
Miałam tego dość. Znałam inny kod. Wbiłam datę urodzin Caballine. Czerwono światełko mignęło na zielone. A kiedy to się stało drzwi stanęły otworem.
Gdy weszłam do środka Ogierek siedział w tym swoim specjalnym krześle. Wyglądał na spanikowanego i zdenerwowanego. Miał szeroko otwarte oczy i usta. Każdy, kto go znał mógłby powiedzieć, że był zszokowany. Ja, zwykły, szary major SKR złamałam jego zabezpieczenia, tylko dlatego, że znałam jego żonę. To już nigdy nie będzie takie proste. Niedobrze. Ale przynajmniej byłam usatysfakcjonowana.
- Ogierku jesteś mi coś winien - warknęłam.
- Proszę Holly nie działaj pochopnie - powiedział, próbując załagodzić sytuację.
- Czy ja kiedykolwiek się tak zachowywałam? - Zapytałam i dałam mu chwilkę, aby przemyślał, o co mi chodzi.
- N-nie, nigdy - przełknął ślinę - Potrzebujesz czegoś?
Mądry chłopiec. Wiedział, że tak w zasadzie nie potrafiłabym go skrzywdzić. No może troszeczkę. Z jednej strony dobrze, że mnie wczoraj zdenerwował - musiałam go lekko zaszantażować. Inaczej zostałoby mi tylko go wybłagać.
- Pomocy - powiedziałam z uśmiechem - Ty wyręczysz mnie, ja Ciebie.
- Ciekawe - zastrzygł uszami - Zamieniam się w słuch.
- Załatwisz mi wizę od sobotniego poranka do późnego niedzielnego popołudnia - oświadczyłam.
- W jaki sposób ma mi to pomóc? Pomijając fakt, że przez dwa dni nie będę musiał Cię spotykać - czułam, że w myślach rozstrząsywał tę sprawę.
Zaśmiałam się od niechcenia.
- Pamiętasz ten pierścień, którego nie miałeś okazji przetestować? - Zapytałam i zaczekałam na jego kiwnięcie głową. A kiedy to zrobił oznajmiłam - Zrobię to na powierzchni.
Ogierek znalazł sposób na to, aby wróżki mogły wyglądać tak jak ludzie, kiedy wychodzą na powierzchnie. Zaprojektował morfologiczny* pierścień. Nie tworzył holograficznej osoby, po prostu zmieniał wróżkę w człowieka. Jestem elfem z wzrostem jednego metra, ale jeśli się przemienię będę wyglądać na dziewczynę ze 150 centymetrami. A najlepsze z tego wszystkiego jest to, że ciuchy rosły razem z Tobą, a nawet jeśli miałeś ze sobą komputer SKR mogłeś zmienić wizerunek.
- Serio? - Zapytał - Prztestujesz go i mi wybaczysz? I nie ma żadnych haczyków?
- Tak, tak. Bez kruczków - zgodziłam się.
Podrapał się po brodzie, jakby ciężko nad tym myślał - No dobrze. Ale chcę to mieć na papierze.
- No jasne... - Westchnęłam.
Podał mi kawałek kartki i długopis, które zabrał z biurka. Zaczęłam pisać, a wtedy wkład zmienil kolor. Z niebieskiego na zielony, i dalej na różowy.
- Co z tym długopisem? - Zapytałam go, myśląc, że jest zepsute.
- Jeden z moich najnowszych wynalazków. "Humorzasty" długopis - uśmiechnął się, jak ojciec do dziecka, któremu tłumczył niezwykle trudną rzecz - Chcesz jeden?
- Pewnie - odparłam, wiedząc, że inaczej zraniłabym jego uczucia - Jak dużo ich masz?
- Tysiące, czemu?
- Skoro tak, to wezmę piętnaście - uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy - powiedział, podając mi je* - Te małe gadżeciki są naprawdę świetne. Nie działają poprzez temperature. O nie, one wykrywają, jaki jest Twój humor. Na początku musiałem... - Zaczął, ale wiedząc, co się szykuje przerwałam mu. I jeśli nie zrobiłabym tego w tym momencie to chyba by nie skończył.
- Powiesz to Artemisowi...
- A niby czemu jemu? - Zapytał głośno.
- Dobre pytanie. Frond pewnie wie, ale ja nie - powiedziałam - Chcesz w końcu podpisać ten kontrakt czy jak?
- Jakby to Julia powiedziała "pewka"! - Zacytował, przewracając oczami.
- Nie ma potrzeby na ten sarkazm - wymamrotałam.
Zaczęłam pisać kontrakt:
- Satysfakcjonujące? - Zapytałam.
- Jak najbardziej. Dzięki Holly - uśmiechnął się, kiedy wstałam i ruszyłam do drzwi. Mialam robotę do wykonania.
- Na razie Ogierku. Pogadamy później.
- Holly? - Zawołał - Jeszcze jedna rzecz.
- Tak? - Odparłam, próbując zabrzmieć niecierpliwe. I uwierzcie, było to cieższe niz mogłoby sie wydawać.
- Nie powiedziałaś, gdzie dokładnie chcesz go przetestować.
- Tak, jak Ty nie dałeś mi pierścienia - odpowiedziłam, chcąc aby odszedł od tematu. Działalo. Geniusze tak łatwo się dezorientują, kiedy popełnią jakiś nieświadomy błąd.
- No tak - powiedział i rzucił mi czarne, małe pudełeczko, które oczywiście zlapałam. Otworzyłam je i wyciagnęłam piękny pierścionek. Wyciągnęłam go, przymierzyłam i schowałam z powrotem. Dostałam kobiecy rodzaj obrączki. Była zrobiona ze srebra. Na środku widiał duży pięciolistny kwiat z wkutym diamentem. Był biały i wyglądal, jakby pulsował.
- Czegoś zapomniałaś - zawołał ponownie i znow coś rzucił. Instrukcję do pierścienia, którą musiałam przeczytać.
- Dzięki ponownie - pomachałam ręką - A teraz naprawdę uciekam.
Południe minęło mi bardzo szybko. Miałam dużo papierkowej roboty, ale nie zbyt się do niej przywiązywałam. Kłopot byl u mnie w biurze, ale udawałam, że wcale mnie tam nie ma. Na pewno znał prawdę, więc po prostu nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Minie dużo czasu zanim znowu przyzwyczaję przebywać z nim sam na sam. Oprócz tego reszta była całkiem niezła.
*„morfologiczny” – dotyczący postaci i budowy
*dość dziwne, jak dla mnie, ja bym nie schowal 15 długopisów do kieszeni ;) hue
Obudziłam się rano, dziwnie wypoczęta. Ale kiedy tylko wstałam z łóżka, chciałam z powrotem zasnąć. Chyba coś mi się śniło, ale za nic w świecie nie pamiętałam, co. Może później mi się przypomni.
Powtórzyłam codzienną rutynę. Wykąpałam się, umyłam zęby i wciągnęłam mudnur. Nie poczesałam włosów - dlatego, że wczoraj spotkały się z tak dużym aplauzem. Zjadlam jeszcze śniadanie - grzanki i wypiłam sok z owoców.
Dziesięć minut później byłam w drodze do pracy. Mój dobry nastrój zniknął. Ale był zastąpiony natłokiem myśli. Musiałam sobie zrobić pogadankę z moim "przyjacielem". I jeśli nie dostnę tego, czego chcę polec głowy. A szczególnie ta od Ogierka.
Byłam wcześniej o prawie dwadzieścia minut - nie napotkałam nikogo w środku. Ruszyłam do góry do biura Ogierka. Wprowadziłam kod, ale drzwi się nie otworzyły.
- Ogierek, jeśli nie otworzysz drzwi to tego pożałujesz.
- Nie ma go tutaj - zawołał, próbując zmienić jego głos.
Miałam tego dość. Znałam inny kod. Wbiłam datę urodzin Caballine. Czerwono światełko mignęło na zielone. A kiedy to się stało drzwi stanęły otworem.
Gdy weszłam do środka Ogierek siedział w tym swoim specjalnym krześle. Wyglądał na spanikowanego i zdenerwowanego. Miał szeroko otwarte oczy i usta. Każdy, kto go znał mógłby powiedzieć, że był zszokowany. Ja, zwykły, szary major SKR złamałam jego zabezpieczenia, tylko dlatego, że znałam jego żonę. To już nigdy nie będzie takie proste. Niedobrze. Ale przynajmniej byłam usatysfakcjonowana.
- Ogierku jesteś mi coś winien - warknęłam.
- Proszę Holly nie działaj pochopnie - powiedział, próbując załagodzić sytuację.
- Czy ja kiedykolwiek się tak zachowywałam? - Zapytałam i dałam mu chwilkę, aby przemyślał, o co mi chodzi.
- N-nie, nigdy - przełknął ślinę - Potrzebujesz czegoś?
Mądry chłopiec. Wiedział, że tak w zasadzie nie potrafiłabym go skrzywdzić. No może troszeczkę. Z jednej strony dobrze, że mnie wczoraj zdenerwował - musiałam go lekko zaszantażować. Inaczej zostałoby mi tylko go wybłagać.
- Pomocy - powiedziałam z uśmiechem - Ty wyręczysz mnie, ja Ciebie.
- Ciekawe - zastrzygł uszami - Zamieniam się w słuch.
- Załatwisz mi wizę od sobotniego poranka do późnego niedzielnego popołudnia - oświadczyłam.
- W jaki sposób ma mi to pomóc? Pomijając fakt, że przez dwa dni nie będę musiał Cię spotykać - czułam, że w myślach rozstrząsywał tę sprawę.
Zaśmiałam się od niechcenia.
- Pamiętasz ten pierścień, którego nie miałeś okazji przetestować? - Zapytałam i zaczekałam na jego kiwnięcie głową. A kiedy to zrobił oznajmiłam - Zrobię to na powierzchni.
Ogierek znalazł sposób na to, aby wróżki mogły wyglądać tak jak ludzie, kiedy wychodzą na powierzchnie. Zaprojektował morfologiczny* pierścień. Nie tworzył holograficznej osoby, po prostu zmieniał wróżkę w człowieka. Jestem elfem z wzrostem jednego metra, ale jeśli się przemienię będę wyglądać na dziewczynę ze 150 centymetrami. A najlepsze z tego wszystkiego jest to, że ciuchy rosły razem z Tobą, a nawet jeśli miałeś ze sobą komputer SKR mogłeś zmienić wizerunek.
- Serio? - Zapytał - Prztestujesz go i mi wybaczysz? I nie ma żadnych haczyków?
- Tak, tak. Bez kruczków - zgodziłam się.
Podrapał się po brodzie, jakby ciężko nad tym myślał - No dobrze. Ale chcę to mieć na papierze.
- No jasne... - Westchnęłam.
Podał mi kawałek kartki i długopis, które zabrał z biurka. Zaczęłam pisać, a wtedy wkład zmienil kolor. Z niebieskiego na zielony, i dalej na różowy.
- Co z tym długopisem? - Zapytałam go, myśląc, że jest zepsute.
- Jeden z moich najnowszych wynalazków. "Humorzasty" długopis - uśmiechnął się, jak ojciec do dziecka, któremu tłumczył niezwykle trudną rzecz - Chcesz jeden?
- Pewnie - odparłam, wiedząc, że inaczej zraniłabym jego uczucia - Jak dużo ich masz?
- Tysiące, czemu?
- Skoro tak, to wezmę piętnaście - uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy - powiedział, podając mi je* - Te małe gadżeciki są naprawdę świetne. Nie działają poprzez temperature. O nie, one wykrywają, jaki jest Twój humor. Na początku musiałem... - Zaczął, ale wiedząc, co się szykuje przerwałam mu. I jeśli nie zrobiłabym tego w tym momencie to chyba by nie skończył.
- Powiesz to Artemisowi...
- A niby czemu jemu? - Zapytał głośno.
- Dobre pytanie. Frond pewnie wie, ale ja nie - powiedziałam - Chcesz w końcu podpisać ten kontrakt czy jak?
- Jakby to Julia powiedziała "pewka"! - Zacytował, przewracając oczami.
- Nie ma potrzeby na ten sarkazm - wymamrotałam.
Zaczęłam pisać kontrakt:
Oboje podpisaliśmy się na kartce,Ja, Holly Nieduża, major SKR w tym momencie zgadzam się na układ z inżynierem SKR - Ogierkiem. Wygląda on następująco: w zamian za otrzymanie wizy przetestuję morfologiczny pierścień. Nie dodaję żadnych innych haczyków.
- Satysfakcjonujące? - Zapytałam.
- Jak najbardziej. Dzięki Holly - uśmiechnął się, kiedy wstałam i ruszyłam do drzwi. Mialam robotę do wykonania.
- Na razie Ogierku. Pogadamy później.
- Holly? - Zawołał - Jeszcze jedna rzecz.
- Tak? - Odparłam, próbując zabrzmieć niecierpliwe. I uwierzcie, było to cieższe niz mogłoby sie wydawać.
- Nie powiedziałaś, gdzie dokładnie chcesz go przetestować.
- Tak, jak Ty nie dałeś mi pierścienia - odpowiedziłam, chcąc aby odszedł od tematu. Działalo. Geniusze tak łatwo się dezorientują, kiedy popełnią jakiś nieświadomy błąd.
- No tak - powiedział i rzucił mi czarne, małe pudełeczko, które oczywiście zlapałam. Otworzyłam je i wyciagnęłam piękny pierścionek. Wyciągnęłam go, przymierzyłam i schowałam z powrotem. Dostałam kobiecy rodzaj obrączki. Była zrobiona ze srebra. Na środku widiał duży pięciolistny kwiat z wkutym diamentem. Był biały i wyglądal, jakby pulsował.
- Czegoś zapomniałaś - zawołał ponownie i znow coś rzucił. Instrukcję do pierścienia, którą musiałam przeczytać.
- Dzięki ponownie - pomachałam ręką - A teraz naprawdę uciekam.
Południe minęło mi bardzo szybko. Miałam dużo papierkowej roboty, ale nie zbyt się do niej przywiązywałam. Kłopot byl u mnie w biurze, ale udawałam, że wcale mnie tam nie ma. Na pewno znał prawdę, więc po prostu nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Minie dużo czasu zanim znowu przyzwyczaję przebywać z nim sam na sam. Oprócz tego reszta była całkiem niezła.
*„morfologiczny” – dotyczący postaci i budowy
*dość dziwne, jak dla mnie, ja bym nie schowal 15 długopisów do kieszeni ;) hue
Rozdział 6 'Słodkie Sny'
Drogi pamiętniku,
jest w pół do czwartej. Normalnie spałabym o tej porze, ale teraz nie mogłam. Miałam straszny sen, który mnie obudził. Był o Artemisie. Tak szczerze, to wcale nie był taki okropny. Bardziej przerażający - dlatego, że wiedziałam, że to nigdy nie zdarzy się w realnym życiu:
Chodziłam po ogromnym ogrodzie we Dworze Fowlów. Byłam sama, kiedy usłyszałam, że ktoś idzie w moją stronę. Nie obrociłam się, aby zobaczyć, kto to. Po prostu to wiedziałam.
- Holly - poczułam jego oddech koło ucha.
Po chwili objął mnie w talii.
- Artemisie? Chcesz czegoś? - Zapytałam, nadal nie odwracając się w jego stronę.
- Tego, czego chcę od zawsze - odpowiedział - Najważniejszej rzeczy na świecie.
- Więcej złota? - Ponownie zadałam pytanie, czując, że zaczynam się złościć. Złoto. Czy to wszystko o czym myślał? Czy mogło być dla niego coś ważniejszego?
- Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - odparł, przesuwając dłońmi po moich włosach. Odwróciłam się do niego. Jego oczy płonęły emocjami, ale nie byłam w stanie stwierdzić, jakimi. Brwi miał zmarszczone, jakby intensywnie się na czymś koncentrował.
- Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytałam, biorąc jego buzię w ręce. Jego oczy wpatrywały się we mnie. Jednak wyraz twarzy miał łagodny.
- Możesz mi mówić o wszystkim - powiedział takim przesyconym uczucami tonem, że na chwilę wybił mnie z rytmu. Nie byłam przyzwyczajona do tego typu relacji z Artym. Niezależnie, jak okazywał emocje było to dość dziwne.
- Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptałam.
- Nie... Naprawdę? - Zapytał Artemis, a złość pojawiła się w jego dwukolorowych oczach - A Ty? Co mu powiedziałaś?
- Że nie żywię do niego takich uczuć - odparłam, wciąż dotykając jego twarzy - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
- I co Ty na to? - Ton jego głosu i to, w jaki sposób to wypowiedział, zabrzmiało, jakby był normalnym chłopakiem. Jego oczy nic nie mówiły.
- Powiedziałam, że Cię nie kocham - przyznałam, a jego twarz, jakby pobladła, by po chwili powrócić do normalnego wyglądu - Ale myślę, że skłamałam.
- "Myślisz, że skłamałaś"? - Powtórzył pytającym tonem. Uniósł do góry brwi, a na czole uformowała się niegłęboka zmarszczka, która - jak nigdy nie sądziłam - okazała się dość atrakcyjna.
- Nie, wiem, że to zrobiłam - uśmiechnęłam się - Kocham Cię, Artemisie - powiedziałam - Kocham Cię - mogłam powiedzieć to przed wszystkimi ludźmi, ale oni nie obchodzili mnie aż tak bardzo. W tym momencie świat mógłby zostać zniszczony; mógłby się skończyć.
Patrzał mi w oczy, jakby chciał przeze mnie przejrzeć:
- To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly - uśmiechnął się. To tak, jakby sen stał się jawą. Sen, którego zawsze się bałam - Jak było od zawsze i będzie.
- A co z Minerwą? Albo Shry? - Zapytałam, nie mając pojęcia, kto jest drugą wymienioną osobą.
- One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odparł - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są - pochylił się i pocałował mnie. Nasz usta współgrały z sobą w skomplikowanym tańcu. Dlonie miałam w jego włosach; próbowałam się przyciągnąć bliżej, a on owinął rękę wokół mojej talii.
To było lepsze niż cokolwiek innego, co mogłam sobie wyobrazić.
Puścił mnie dopiero wtedy, gdy zabrakło mu powietrze. Postawił mnie na ziemi. Położył się, a ja obok niego. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej - oboje patrzyliśmy w nieb. Wiał lekki wiatr, który rozrzucał moje włost na boki i twarz Artemisa.
Odwróciłam się tak, że już nie leżałam na plecach, a na jego klatce piersiowej.
- Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota. Więc odpowiedz mi.
Artemis się zaśmiał:
- Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem.
- Przesadzasz - odchrząknełam, przybliżając się.
- Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham? - Zapytał i poczochrał mi włosy.
- Udowodnij to - powiedziałam z byłskiem w oku.
- Postaram się.W tym momencie zostałam wyrwana ze snu. Leżałam w łóżku, próbując ponownie zasnąć, ale sen nie przychodził. Tak więc jest trzecia trzydzieści, a ja siedzę nad pamiętnikiem. Miałam odrętwiałe ciało. Ale nie miałam pojęcia, jak zrozumieć ten sen. Przez cały dzień zaprzeczałam, że cokolwiek czuję do Artemisa. A może to było kłamstwo? Może to próbowało powiedzieć mi prawdę? Albo to były jakieś żarty...?
No dobra, mogę przyznać - Artemis jest przystojny. Jest inteligentny i zabawny, ale sen to sen. Z drugiej strony, on nie czuł do mnie tego samego. Na pewno skończy z Minerwą albo jakąś dziewczyną jej typu.
A z jeszcze innej perspektywy, Arty nie kochał nikogo bardziej niż złota. Złoto to władza. Złoto jest wszystkim, miłość nie. Nie wiem, dlaczego łudziłam się, że może mnie kochać. Ten sen był pewnie wymyśloną kontynuacją z dzisiaj. Nic wielkiego, lepiej o tym zapomnieć. I to zamierzałam zrobić.
Spojrzałam na zegarek, była czwarta trzydzieści. Jest późno, a ja muszę za niedługo wstać. Muszę się położyć. Odpocząć. Słodkich snów,
Holly.
Oczywiście, pogrubiona czcionka oznacza sen. Nie wiem, kiedy następna notka, będę miała teraz trochę wolnego czasu to prawdopodobnie się coś pojawi.
Dobranoc.
Rozdział 5 'Prośba', część 2/2
Jutro. Coś, o czym definitywnie nie chcialam myśleć. Stałam chwilę w drzwiach, zastanawiając się nad tą całą sytuacją z Kłopotem. Czułam jego usta. W poprzednim pocałunku z całkiem inną osobą - bladym błotnym chłopcem - pryskały niebieskie iskierki na około nas. Iskierki. Teraz ich nie było.
Byłam wykończona psychicznie, jak i fizycznie. Zazwyczaj w takich momentach rzucałam się na łóżko i zapominałam o wszystkim. Ale dziś miałam jeszcze jeden telefon do wykonania. Mus to mus.
Czułam, jakby przechodziła déjà vu. Znowu siadłam w fotelu przed holograficznym telefonem. Szybko wybrałam odpowiedni numer i oczekiwałam odbioru. Zabrzmiały trzy sygnały, nim osoba po drugiej stronie się odezwała.
Blond dziewczyna pojawiła się przede mną. Wyglądała, jak zwyczajna nastolatka. Jednak zwyczajna nastolatka nie znała pięciu tysięcy sposobów, jak zabić swojego przeciwnika. Miała na sobie różową koszulkę z napisem biegnącym na ukos. Włosy były spięte w warkocz, na którego końcu zwisal jadeitowy pierścień. Wyglądała bardzo ładnie.
- Siemanko Holly - Julia Butler uśmiechnęła się so mnie.
- Cześć Julio - mimo teg, co się dziś stało nie potrafiłam nie odwzajemnić gestu - Co słychać?
- To samo, co zawsze - westchnęła, przewracając oczami. Szkoda, że moje życie nie było podobne. Tęskniłam za starymi czasami - A co u Ciebie?
Powróciłam myślami do dzisiejszych zdarzeń:
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Och, brzmi kusząco.
Ciężko było uwierztć, że jest spokrewniona z Butlerem. On był oazą spokoju. Julia nie znała tych słów, dopóki nie znalazła się w sytuacji kryzysowej. Mogli sobie nawzajem współczuć.
Ale pomijając jej wygląd, nie była księżniczką.
- Czego nie rozumiesz w słowie "nie"? - Zapytałam, unosząc brwi.
- Okej, przestanę Cię teraz męczyć - powiedziała - Ale potem to z Ciebie wyciagnę.
Szczerze mówiąc, wiedziałam, że to zrobi i nic jej nie powstrzyma. I jeśli ona się dowie, to Arty również. To po prostu jest moje szczęście.
Przewróciłam oczami:
- Trudno.
- Hej - wyrwała mnie z myśli - Mogę gadać całą noc, ale co z Toba?
- D'Arvit! - zaklęłam. Musiałam iść jutro do pracy. Jeśli byłoby inaczej podrażniłabym się z nią, aby przestała głupio komentować. Co, wiedząc z doświadczenia, mogłoby zająć dłuższą chwilę.
- Więc co? Więcej kłopotów?
Nie miałam nawet pojęcia, jaki Kłopot mam na głowie. Oczywiście, mój Kłopot był całkiem różny od tego, o którym myślała Julia i prawdopodobnie o wiele gorszy.
- Nawet nie masz pojęcia - wyszeptałam cicho.
- Co?
- Och, nieważne - uśmiechnęłam się - Mam wolną sobotę i zastanawiałam się, czy masz może jakieś plany...
- Nie - odpowiedziała zaintrygowana - Dlaczego pytasz?
- Hm, Arty przyjeżdża i... - Zaczęłam, ale Julia mi przerwała:
- Arty? - zapytała psotnym tonem - Od kiedy to "Arty" dla Ciebie?
D'Arvit! Zazwyczaj używałam tego imienia tylko w myślach.
- To po prostu zdrobnienie - westchnęłam dramatycznie.
- Czy w końcu jesteście razem? To dlatego do Ciebie przyjeżdża? - dopytywała, nie robiąc nawet przerwy na oddech.
- Nie! - wykrzyknęłam - Jesteśmy przyjaciółmi, którzy nigdy nie mają okazji spotkać się w normalnej sytuacji.
- To tak samo jak my - wyszczerzyła zęby - A zaproszenia nie dostałam.
- Możesz wpaść - odparłam i pomyślałam, że nie byłoby dla niej osobnego pokoju. Głupio mi się przyznać, ale miałam nadzieję, że odrzuci inwitację.
- Nie, dzięki - zachichotała - Domowoj by mnie zabil za popsucie wam czasu.
Nie, nie mógł by w tym wszystkim siedzieć. Wielu ludzi uwielbiało bawić się w swatki. Ale nie Butler. Nie mógł. A przynajmniej miałam taką nadzieję.
- Tak czy siak, wróćmy do poprzedniego tematu - zaproponowałam.
- Właśnie; co byś chciała zrobić? Wyjść gdzieś? Może potańczyć? - Zapytała.
Praktycznie słyszałam myśli w jej głowie.
- Powiedziałam Artemisowi, aby się ubrał... Zwyczajnie. Jak każda osoba w jego wieku - zaczęłam, ale oczywiście ona mi ucięła:
- Teraz to Artemis? - Zakpiła, jednak moje spojrzenie dało jej wystarczająco dużo do zrozumienia - Więc chcesz iść na zakupy?
- Tak. Dla niego zwyczajnie znaczy: eleganckie spodnie, koszula bez krawatu i półbuty.
- Uch, wiem. To jest okropne - wykrzywiła się - Już kilka razy próbowałam wepchnąc mu jakieś młodzieżowe ciuchy, ale bezskutecznie/
- Postaram się to zmienić - obiecałam.
- Okej, czyli potrzebujesz partnera do pomocy - skinęła głową - I oczywiście stylistki. Coś jeszcze?
- Musisz załatwić jego rozmiary. Wątpie, że są aż tak duże, no ale.
- Zrobione - uśmiechnęła się łobuzersko - Chociaż myślę, że Ciebie interesuje tylko jeden rozmiar, którego ja nie mam zamiaru sprawdzać - zaczęła chichotać - Nie chcę wiedzieć, czy ma dużego, czy nie. Może Ty się dowiesz.
- Obrzydliwe - powiedziałam, wykrzywiając usta. Może i byłam ciekawa, ale Julia nie musiała o tym wiedzieć - Muszę jeszcze tylko wymienić pieniądze.
- Nie ma problemu Holly, zrobię to za Ciebie - skinęła głową.
- Dzieki Julio.
- Jak myślisz, jakich ciuchów będzie potrzebował?
- Hm... Pewnie kilka par zwykłych spodni i... Koszulek. Nie, żebym miała również coś przeciwko trampkom. Przez te nie całe dwa tygodnie może przyzwyczaić się do jednego typu cichów. Z drugiej strony będzie potrzebował też coś eleganckiego.
- Świetnie - powiedziała Julia i skinęła głową.
- Dobrze, muszę uciekać. Dobranoc - odparłam.
- Zaczekaj Holly! - Zawołała za mną siostra Butlera.
- Co? - Sapnęłam, trochę ostrzej niż zamierzałam. Nie lubię być niemiła, ale byłam zmęczona, a w sobot będziemy miały mnóstwo czasu.
- Zapomniałaś o trzech najważniejszych rzeczach - zauważyła. Jasne, była przyzwyczajona do przebywania z Artemisem i jego doskonałych planów. Naszczęście była bardziej buntownicza, tak, jak ja.
- O co chodzi? - Zapytałam.
- Po pierwsze, gdzie się spotkamy? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. To było dla mnie tak oczywiste, że wyleciało mi z głowy. Nie mogłyśmy się spotkać w domu Artemisa, ponieważ on również tam był. A on nie mógł wiedzieć, że wyszłam na powierzchnię - Na pewno nie Dwór Fowlów.
- Nie, spotkamy się w centrum handlowym w Dublinie* - powiedziałam.
- Ok - odrzekła. Widziała, jak unosiła dwa palce do góry - Po drugie: o której się spotkamy? I o której będziesz musiała wracać? - Znowu. Oczywiste pytanie. Planowanie chyba nie było moja mocną stroną. To była działka Artiego.
- Hm, myślę, że kiedy zaczną otwierać sklepy... A na dole muszę być w niedziele o piątej.
- Super. Więc możemy robić zakupy przez cały dzień, a potem iść się gdzieś zabawić - zgodziła się.
- Tak, ale o co chodzi z trzecią rzeczą?
- No fakt. Jesteś elfem o wzroście około jednego metra... I masz dlugie, odstające uszy. Chyba będziesz musiała być moją młodszą siostrą. Tylko musisz sprawić sobie perukę.
- Załatwię to bezproblemowo - powiedziałam, a w jej oczach zabłysło podniecenie - Zobaczysz.
- Hm, Ogierek?
- Wiesz o tym bardzo dobrze - uśmiechnęłam się do niej.
- No dobrze. Zmarnowałam już wystarczająco dużo Twojego czasu - odwzajemniła gest - Słodkich snów.
- Zawsze je mam. Dobranoc Julio - powiedziałam, rozłączając się.
Spedziłam dziś tak dużo czasu przy telefonie. I byłam zmieszana dzisiejszymi wydarzeniami. Było źle, a ja czułam się wykończona. Huśtawka nastroju obalała mnie z nóg.
Podeszłam do szafy i sięgnęłam po pidżamę. Szybko wciągnęłam na siebie czarną bluzkę i ciemno-czerwony dres. Rzuciłam się na łóżko i zamknełam oczy. Spałam zanim dotknęłam poduszki. A ostatnią myślą, która przeszła moje myśli nim spowiła mnie czerń, był oczywiście Artemis Fowl.
* ja jestem świadoma, że center handlowych w Dublinie jest mnóstwo, ale autorka najprawdopodobniej nie. Może uważa, że Europa jest trochę mniej cywilizowana ;-)
Notka się pojawiła z lekkim opóźnieniem, nie mam pojęcia dlaczego /wstawiłam ją dziś w nocy, jest późne popołudnie/. Postaram się o notkę w poniedziałek. (może jutro, ale nic nie obiecuję, bo wychodzę południem z przyjaciółmi)
Pozdrawiam ;-)
Rozdział 5 'Prośba', część 1/2
Holly:
Jestem taka zdenerwowana. Muszę coś zrobić i wiem, że to nie będzie zabawne. Usiadłam przed holograficznym teefonem, ale zanim wybrałam numer doszło mnie pukanie w drzwi.
Ruszyłam do drzwi i otwarłam je bez patrzenia, kto jest po drugiej stronie (tak wiem, że to głupie). Po prostu sądziłam, że wiem, kto będzie po drugiej stronie. Może Caballine, która chciała na chwilę wstąpić po wieczornym bieganiu, albo Ogierek, aby nie przeprosić. Ewentualnie... Mierzwa? Żeby mnie zdenerwować... Albo Lili Rzęska, która nalegała, żeby z nią pogadać. Ale w drzwiach stanęła osoba, której w ogóle się nie spodziewałam. Kłopot Wodorost. O nie.
- Mogę wejść, Holly? - zapytał. Zmienił uniform SKR na ciemnoniebieskie jeansy i czerwony T-Shirt. Włosy miał wciąż rozczochrane. Elf omiótł mnie wzorkiem.
Bardzo niedobrze. Po przyjściu do domu ściągnęłam mudnur, a teraz miałam na sobie koszulkę z dekoltem w kształcie litery "v" i czarne krótkie szorty. Jednak zbyt krótkie, aby pokazywać się w nich przed mężczyzną. Oczywiście dla Kłopota "krótkie" oznaczało długość spodni przed kostki.
Nie mówiłam nic bardzo długo.
- Ewentualnie możemy pogadać tutaj - zasugerował.
- Nie, nie. Wejdź do środka - powiedziałam.
- Jak zwykle wszystko prezentuje się doskonale - odrzekł, rozglądając się wokół.
Był tu tak wiele razy. Najczęściej przychodził, gdy uczęszczaliśmy do Akademii; jeszcze gdy żyła moja mama. I później, gdy rozpoczynaliśmy pracę.
Kłopot usiadł w fotelu, który uwielbiał. Klapnęłam na przeciwko niego.
- Czy coś się stało? - zapytałam, jakbym nie wiedziała, o co może mu chodzić.
- Właściwie to tak - zaczął - No wiesz, chodzi mi o to... Jak się przytulaliśmy.
Nie spodziewałam się, że będzie mówił o tym tak otwarcie. Zarumieniłam się.
- I co w związku z tym? - zapytałam, prostując się.
- No wiesz. Ogierek, Chix i Lili nas widzieli.
- Przecież wiem - powiedziałam.
- Świetnie, a teraz chciałbym Cię zapytać, dlaczego wyrzuciłaś mnie z biura i zablokowałaś drzwi - zadumał się - Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Bo to prawda - zapewniłam go.
- Ale czy na pewno? - zapytał, patrząc mi w oczy po raz pierwszy, odkąd tu przyszedł.
- Oczywiście, jesteśmy nimi od lat. I nic tego nie zmieni.
- Wydaje mi się, że już to się stało - odparł - Ale nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie: dlaczego wyrzuciłaś mnie z biura?
- Nie chciałam kolejnych plotek - zarumieniłam się - Po dzisiejszym zajściu.
- Plotki? - Zapytał - To dlatego się martwisz. Świetnie. Naprawdę tak bardzo przejmujesz się tym, co inni o Tobie myślą?
- Kłopocie, gdzie byłeś podczas dzisiejszego lunchu? - Odpowiedziałam wymijająco, pytaniem na pytanie - Wszyscy myśleli, że to robiliśmy.
- Och, więc martwisz się o swoją reputację? - Zapytał, a w jego oczach rozbłysło zdumienie, które bardziej wyglądało, jak złość.
- Nie. Bardziej chodzi mi o Twoją - powiedziałam trochę bardziej szorstko niż chciałam - Chcesz wiedzieć, czy przejmuję się tym, co inni o mnie myślą? Odpowiedź brzmi tak i nie.
- O moją reputację? Proszę, wyjaśnij to - polecił zadziwiony.
- Jako komendant każdemu nadajesz rangę. A wszyscy sądzą, że jesteś z majorem - powiedziałam - I jeśli tak myślą, będzie im się wydawało to niesprawiedliwe. Coś w stylu faworyzowania. A szczególnie jeśli ten major był znany z łamania zasad.
- Ach, rozumiem. Więc unikałaś mnie, żeby mi pomóc? - Rzekł, jednak bardziej brzmiało to jak pytanie.
- Tak! - Prawie krzyknęłam z radości, że w końcu mnie zrozumiał.
- A co jeśli oni mnie nie obchodzą? - zapytał - Jeśli nic dla mnie nie znaczą? - To zbiło mnie z tropu. Na pewno nie mówił poważnie.
Byliśmy przyjaciółmi, tak? Nie mógł... Mnie pożądać tak, jak mówili inni... Prawda?
- Że co? - Jęknęłam, unikając jego wzroku. Czułam, że patrzy na mnie. A ja wpatrywałam się w drewnianą podłogę.
- Holly, nie obchodzi mnie to - powiedział, wstając - Może chcialbym, aby plotki okazały się prawdą.
- Ale dlaczego? - Zapytałam, chociaż znałam odpowiedź.
Chciał, żebym z nim była, ale musiałam powiedzieć "nie".
- Jeszcze tego nie zauważyłaś? - Zapytał, chwytając mnie za ręce i zmuszając, abym na niego spojrzała - Kocham Cię.
Może gdybym była pijana, od razu bym mu powiedziała. Ale nie byłam. Czułam, jak powietrze ucieka mi z płuc. Nie mogłam wziąć oddechu.
- Nie, to niemożliwe. Przepraszam. Ja Ciebie nie kocham - powiedziałam i nawiązałam kontakt wzrokowy, tak, aby dać mu pewność, że mówię poważnie.
- Tak, wiem - uśmiechnął mnie - Jeszcze mnie nie kochasz, ale będziesz.
- Nie. Nie chcę nikogo kochać. Jestem szczęśliwa bez tego.
- Holly, popatrz mi w oczy i odpowiedz szczerze - powiedział - Czy to on? Czy kochasz Artemisa Fowla?
- Nie kocham nikogo! Nie w ten sposób! - pokręciłam głową, aby podkreślić swoje słowa - On jest moim przyjacielem. I Ty również nim jesteś.
- Zobaczymy, jak długo nie będziesz go kochać... - urwał, aby dać mi jakąś rzecz do przemyślenia - Myślę, że powinienem już iść - wyciągnął się, tak, jak ja zrobiłam to przy Artemisie, prawdopodobnie chciał, abym nacieszyła się widokiem. Wiecie co? Wcale nie jest to takie fajne, gdy się jest odbiorcą tego gestu.
- Do zobaczenia Kłopocie - powiedziałam, wstając.
- Jeszcze coś - rzekł - Chcę abyś wiedziała, że jesteś piękna. I bardzo podobała mi się Twoja dzisiejsza fryzura.
- Dziękuję - odparłam, próbując popchnąć go w stronę drzwi. Jednak on się nie dał.
- I chciałbym zapytać... Nie umówiłabyś się ze mną? - Zapytał, patrząc mi w oczy i chwytając mnie za ręce. Staliśmy tutaj, po środku salonu. I on pytał mnie o taką rzecz. Wydawało mi się, ze jest to fabuła do jakiegoś głupiego romansidła, które bardzo szybko by się sprzedawało. Ale życie to nie kino. A ja nigdy nie spodziewałam się, że te wszystkie pogłoski to prawda.
- Kłopocie, to nie jest dobry pomysł - ostrzegłam.
- No dobrze - powiedział, nachylając się w moją stronę. Miałam nadzieję, że w końcu mnie zrozumiał, ale nie... To nie było to. Pocałował mnie w usta. Jego wargi były miękkie, delikatne. Odsunął się po kilku sekundach - Jestem przygotowany na to, co będą o nas mówić. Ale trudno. Ten, kto czeka, zawsze zyska. A ja patrzę optymistycznie w przyszłość - puścił mnie i przeszedł przez drzwi - Do zobaczenia jutro, Holly.
Rozdział 4 ‘Zaproszenie’, część 2.2/4
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było ściągnięcie mojego
uniformu. Ciężko mi się do tego przyznać, ale lubiłam pokazać co nie-co więcej.
Otworzyłam szafę, aby znaleźć coś odpowiedniego.
Wyciągnęłam
jasnozielony T-Shirt, który kupiła mi Julia. Na środku widniało słowo „Dance”
napisane kursywą. Koszulka była trochę ciasna, więc kiedy ją założyłam
odsłoniła część mojego brzucha. Idealnie. Chwilę później zaczęłam przekopywać szafę
w poszukiwaniu czarnych spodni. Doskonale. Potem poszłam do łazienki i umyłam
jeszcze raz włosy. A kiedy już to zrobiłam wróciłam do holograficznego telefonu
i wybrałam pierwszy numer.
Po dwóch sygnałach
Artemis odebrał. Musiał być czymś zajęty, bo zazwyczaj odpowiadał za pierwszym
razem. Zorientowałam się, że muszę poprawić kamerę, więc ustawiłam ją tak, aby
widać było tylko moją twarz i ramiona.
Artemis siedział w
siatce hologramu, widać było w pełni jego buzię i klatkę piersiową. Wyglądał
dobrze, naprawdę dobrze. Jego włosy były rozczochrane, jakby chwilę przedtem
przejeżdżał po nich dłonią. Nie mogłam nic na to poradzić, ale pomyślałam, że
jego dłonie świetnie wyglądałyby na mojej talii. Natychmiast wyrzuciłam tę myśl
z głowy. To się nigdy nie wydarzy. Jego wzrok pałał radością i ciekawością. Był
teraz całkowicie inną osobą, niż tą, którą poznałam kilka lat temu.
Chwilę na siebie
patrzeliśmy. Zauważył moją nową fryzurę. Z zachwytem patrzyłam w jego oczy.
Wiem, że to głupio zabrzmi, ale byłam zadowolona, że teraz nie utrzymywał
kontaktu wzrokowego. Arty jest osobą, która potrafi się skrywać, ale nie przede
mną. Jego usta były otwarte, oczywiście, chciał je zamknąć, nim zdołałam to
zobaczyć.
Nie, że miałam coś
przeciwko. Szczerze mówiąc, uważam, że to nawet schlebiające. Byłam bardzo
zmęczona, więc tylko siedziałam i patrzałam na niego. Z drugiej strony miałam
tylko dwie i pół godziny na lunch. Pewnie potrwałoby to jeszcze dłużej, więc
musiałam to trochę przyśpieszyć.
- Hej Arty –
uśmiechnęłam się. W jego oczach pojawił się nieznaczny wyraz ciekawości.
Niezależnie ile razy zwracałam się tak do niego, zawsze zachowywał się tak samo
- Może zechciałbyś wytrzeć usta? – jego twarz w tym momencie wyglądała tak
komicznie, że zaczęłam się śmiać. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę spróbował
otrzeć usta. Chociaż w sumie, wierzyłam w to. Co za głupi błotniak.
- To nie było
zabawne, kapitanie – powiedział, celowo uniżając mi rangi. Cholernie dobrze
wiedział, że jestem majorem. Czasami tak bardzo mnie denerwował. I zapewne
chciał się odciąć.
- Jestem majorem, jak
dobrze wiesz – odparłam, a na twarzy pojawił mi się udawany gniew.
- Trochę uniżył się
mój stan umysłowy.
- Artemis nigdy o
niczym nie zapomina.
- Twoje zarzuty mnie
bolą. Jestem człowiekiem – Człowiekiem? No serio?
- Tylko – wyszeptałam
cicho. Wiedziałam, że to go nie zrani. Prawda pozostanie prawdą – Dobrze wiesz,
że jestem majorem – dodałam, a mój grymas przemienił się w uśmiech.
Czy w końcu zaczął
postrzegać humor, jak normalny człowiek?
- Tak, wiem –
przyznał w końcu uśmiechając się sarkastycznie - Jednak do tej pory nie wiem,
dlaczego zdecydowałaś się, aby do mnie zadzwonić.
- Nie mogę zadzwonić,
aby powiedzieć po prostu ‘cześć’? – poczułam się urażona.
Odpowiedź
prawdopodobnie brzmiała nie. Ale wciąż nie o to mi chodziło.
- ‘Cześć’, ‘cześć’? –
zapytał z niedowierzeniem, jakby nigdy się słyszał tego słowa. Może i go nie
używał, ale na pewno słyszał nie raz.
Mam doskonały plan,
aby Artemis dostrzegł, jak świetnie wyglądam. (ale wysoka samoocena :D)
- Tak. Cześć Arty.
Wiesz, tak się mówi – wzruszyłam ramionami – Hm, poczekaj chwilkę.
- Będę czekał z
zapartym tchem – powiedział z ironią i przewrócił oczyma.
- Sarkastyczny kretyn
– szepnęłam cicho, tak, aby Artemis mnie nie usłyszał. Oczywiście nic takiego
by się nie stało, nawet gdyby wiedział, co powiedziałam.
Wstałam i
przeciągnęłam się lekko. Odwróciłam się i podeszłam do stolika. Spojrzałam w
lustro obok i zobaczyłam, jak Artemis omiata wzrokiem moją sylwetkę. Pierwszy
raz widział mnie bez munduru i wydaje mi się, że nawet przypadło mu to do
gustu. A mnie to ucieszyło.
Pomyślałam, że miał
wystarczająco dużo czasu, aby się popatrzeć, więc wróciłam do telefonu.
- Przepraszam Arty –
uśmiechnęłam się. Artemis chyba nie zauważył, że wróciłam – Pozwól, że poprawię
kamerkę – oddaliłam ją, aby mógł widzieć moją twarz i cały brzuch. Wyglądał,
jakby ciężko było mu skleić zdanie.
- Wszystko w
porządku, Holly – powiedział, gdy w końcu się ogarnął – A teraz powróćmy do
‘cześć’.
- Oj, Arty! Powiedz
to ze względu Fronda – westchnęłam. Miałam dość tego głupiego tematu – Kolejnym
razem, kiedy zadzwonię powiedz ‘cześć’ zamiast ‘witam’ i ‘na razie’ zamiast ‘do
zobaczenia’.
- Och, dobrze Holly –
zrobił kwaśną minę i wydymał usta, jakby był nieszczęśliwym dzieckiem.
Dzieckiem, któremu coś nie idzie po jego myśli.
Byłam lekko poddenerwowana,
w końcu musiałam zapytać Artemisa, czy mógłby do mnie przyjechać. Wiedziałam,
że wychwycił to zachowanie.
- Oczywiście wiesz,
że jest inna przyczyna, dla której zadzwoniłam… - powiedziałam i założyłam ręce
na piersi. Trudno było mi spojrzeć mu w oczy.
- Oczywiście, takowa
zawsze jest – skinął głową. Prawdopodobnie myślał, że to jakaś poważna sprawa.
Dla mnie była ona przyjemna, ale kto wie, czy dla niego również. – Co tym
razem? Trolle? Gobliny? Demony? Opal Koboi w końcu powróciła?
- Nic. Nie, nie, nie
i nie – zaśmiałam się – Czy zawsze musi się coś stać, abym dzwoniła? –
oczywiście, że tak.
- Nie, nie musi, ale
zazwyczaj tak jest – powiedział. Prawda. Zawsze coś się działo, gdy dzwoniłam.
Jednak dziś było inaczej.
- Prawda –
przyznałam, szczerząc zęby – Ale nie tym razem.
- Holly? – zapytał, przywołując
mnie do siebie – Wiesz, że już nie jestem taki, jak kiedyś. To oczywiste, że
czegoś oczekujesz. Wyrzuć to z siebie. Co się dzieje?
- Naprawdę wiesz, jak
zrujnować czyjeś intencje, Arty – chrząknęłam na niego.
- Tak, tak. Jestem
okropną osobą – świetnie. Nie próbował się odciąć. I to była najlepsza polityka
- A teraz proszę, wróćmy do poprzedniej rozmowy.
- Uroczo – mruknęłam.
Artemis odchrząknął głośno, aby mnie pośpieszyć - Eee… Mam kilka wolnych dni za
dwa tygodnie… Dostałam półtora tygodnia przerwy, tak więc… - zaczęłam, ale
Artemis mi uciął.
- Więc chciałabyś się
u mnie zatrzymać? To mogłoby wyjść – podrapał się w podbródek. Muszę przyznać,
że to wydało się bardzo atrakcyjne. Frond wiedział, że nie miałam nic
przeciwko, aby zostać z Artemisem. Jeśli bylibyśmy sami. Ale były dwie
przyczyny, dla których to by nie zadziałalo. Po pierwsze, Artemis nigdy nie
zostawał samotny. Po drugie, to byłoby zbyt ciężkie do wykonania. Nie mogłoby
się wydać, a gdyby tak się stało Kłopot i Ogierek by mnie zabili.
- Nie, nie, Artemisie
– uśmiechnęłam się – Dzięki za propozycję.
- W takim razie, o co
chodzi? – Zapytał skonsternowany. Ten wyraz twarzy wyglądał bardzo dobrze.
Przeczesał ręką włosy,.
- Tak właściwie to
myślałam o tym…
- Tak, Holly? – Zapytał,
nieco się pochylając.
- Mógłbyś być chwilę
cicho, tak, abym mogła zapytać Cię, czy nie zechciałbyś mnie odwiedzić? –
podniosłam lekko głos we frustracji. Oj, to nie tak miało być.
- Słucham? – Zapytał.
- D’Arvit. To nie
miało tak zabrzmieć – zaklęłam.
- Chcesz, abym ja
został u Ciebie? – zapytał, szeroko
otwierając oczy. Wiedziałam, co miał na myśli. I oczywiście nie chciał mi niczego
ułatwiać.
- Tak, śmiej się, ile
chcesz – powiedziałam zdenerwowana – Ja, Holly Nieduża, kordialnie zapraszam
Ciebie, Artemisie Fowlu do mojego domu na półtorej tygodnia.
- Łaskawie przyjmuję
tą inwitację – odpowiedział i skinął głową.
- Co? – Zapytałam zdumiona
– Nie ma dziwnego zachowania? I sarkazmu? Co zrobiłeś z Artemisem, którego
znałam?
Artemis był całkiem
inny, niż kiedyś. Teraz szczęśliwy, a kiedyś… denerwujący. Wolałam tego
teraźniejszego.
- Oh, później
dostaniesz wystarczającą dawkę mojego sarkazmu – powiedział ze swoim wampirzym
uśmiechem.
- Spróbuj tego z
kimś, kto Cię nie zna, Arty – uśmiechnęłam się. On i jego gierki. Zawsze musiał
w nie grać… I zawsze musiał wygrywać.
- Prawda – mruknął.
- W końcu przełom.
Artemis junior II przyznaje komuś innemu rację – powiedziałam, powoli, ale głośno
klaskając i podkreślając każde słowo.
- Tak, tak. A co z
moją podróżą? – zapytał – W końcu nie mogę poprosić biura podróży o podróż do
środka Ziemi. Pomyśleliby, że jestem kompletnie obłąkanym szaleńcem.
I pewnie tak by to
wyglądało. Chciałabym to zobaczyć. Z drugiej strony, od kiedy nastolatkowie
mogą korzystać z biur podróży?
- Owszem nie. Ale
zabawnie by to wyglądało – zaśmiałam się – Wyślę do Ciebie e-maila z
informacją.
- Świetnie, mój adres
to… - zaczął, ale ucięłam mu, tak, jak on zrobił to wcześniej.
- Wiem…
- Ogierek? – zapytał.
- Tak, Ogierek –
przytaknęłam.
- Czy mogłabyś
zapytać go o…? – Ponownie mu przerwałam:
- O nie –
powiedziałam, grożąc mu palcem – Ty i Ogierek, kiedy cos zhakujecie możecie o
tym gadać przez kolejne dwa tygodnie…
- No dobrze – sapnął,
co zabrzmiało, jakby był zwyczajnym nastolatkiem. Jeśli on kiedykolwiek mógł
być porównany do zwyczajnego nastolatka.
- Hm, Arty, muszę
iść. Jestem na przerwie – nie chciałam odchodzić, ale musiałam. Uwielbiałam
takie niezobowiązujące rozmowy. Ale już niedługo będziemy mieli na to półtora
tygodnia.
- Ojej, zmarnowałaś
swój wolny czas na rozmowę ze mną – uśmiechnął się sarkastycznie – Jak słodko.
- Co za bzdury1
– powiedziałam, nie umiejąc odwzajemnić gestu.
- Trzymaj się… Miałem
na myśli ‘na razie’ Holly – powiedział, wypluwając słowo „na razie”, jakby było
trucizną.
- Cześć, Artemisie –
odpowiedziałam, szczerząc się bardziej niż to możliwe.
- Za bardzo Ci się to
podoba – odwzajemnił się – Cześć – chciał się rozłączyć, ale go zatrzymałam:
- Oh i… Nie zapomnij
ubrać się nieformalnie – jego wyraz twarzy wyglądał świetnie, kiedy się rozłączałam.
Był zszokowany. Dobrze mu tak.
To byłam ja. Zawsze
musiałam mieć ostatnie słowo.
Śmiałam się do siebie
w duszy przez kilka minut, aż sygnał nie wyrwał mnie z marzeń. Źle, alarm
oznaczał, że został mi kwadrans na wrócenie do pracy.
Zrzuciłam z siebie
ciuchy i wciągnęłam mundur SKR. Zostało dziesięć minut. Sekundę później byłam
już na dworze i biegłam w stronę Police Plaza2. Wparowałam do środka
akurat na czas. Dyszałam, wciąż truchtając, aż w końcu wpadłam na kogoś, kogo
nie miałam ochoty widzieć – Ogierka. Może i był moim przyjacielem, ale ja nie byłam w humorze, aby z nim
dyskutować. A szczególnie nie teraz, bo zapewne chodziło mu o zajście z
poranka.
- Cześć Holly –
Ogierek zaśmiał się, podnosząc mnie z podłogi – Eee… Chyba powinnaś zajrzeć do
lustra.
- Co? – Zapytałam –
Dlaczego?
- Hm… Wyglądasz
trochę inaczej – uśmiechnął się – A, i Kłopot jeszcze nie wrócił – O, to
niespodzianka. Mimo, że na lunch miał dwie godziny, zazwyczaj wykorzystywał
półtorej.
- Ciekawe –
powiedziałam.
- Jakbyś nie wiedziała,
gdzie jest – zarżał. Głupi centaur.
- Bo nie wiem – powiedziałam
ze złością – Dlaczego miałoby być inaczej?
Głęboki oddech.
Uspokój się.
- Ta… Jasne. A teraz
lepiej idź do łazienki – odpowiedział, upierając się przy swoim i popychając
mnie w stronę łazienki.
Chix wybrał właśnie
ten moment, aby wpaść do środka. I zobaczył mnie. Och, na Fronda, to nie mogło
się dobrze skończyć. Co takie zrobiłam, że na to zasłużyłam?
- Cz-cześć Holly – zająknął
się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Nie, żeby nigdy tego nie robił,
ale teraz to wyglądało trochę inaczej; jakby pies gapiący się na kawałek
soczystego mięsa.
- Hej Chix –
odpowiedziałam, jakby wszystko było normalnie. Co jest normalnego w moim życiu?
Na szczęście, w tym
momencie Kłopot wszedł do środka. Włosy miał rozczochrane i był zarumieniony.
Podszedł do mnie i otworzył usta. Wyglądało to okropnie, nawet gorzej, niż mogłam
to sobie wyobrazić. Ogierek próbował się nie zaśmiać, ale mu to nie wyszło.
- Holly – Kłopot na
mnie skinął – Przepraszam, spóźniłem się – mówił do wszystkich, ale wpatrywał
się tylko we mnie. I to było strasznie krępujące.
- Wcale nie,
komendancie – uśmiechnęłam się – Och… Muszę iść… Do łazienki…
Szybko się odwróciłam
i weszłam do damskiej ubikacji.
Byłam pewna, że w
lustrze zobaczyłam nie siebie, a kogoś innego. Seksowna, uwodzicielska osoba
nie mogła być mną. A jednak. Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę był mój
uniform. Był zapięty tylko trochę. Widać było część piersi, a trochę niżej a
dostrzegalny byłby cały brzuch. Moje włosy były roztrzepane przez zrzucanie
T-Shirtu i długi bieg, aczkolwiek wyglądały seksownie. Byłam zarumieniona,
zarówno z biegania, jak i ze zdenerwowania.
I wtedy dotarło do
mnie, że Kłopot wyglądał tak samo. D’Arvit!
Życie lubi kopać Cię
w tyłek, a potem wrzucać do błota.
Lili Rzęska wyszła
zza przegrody obok mnie.
- Wow Holly! –
Powiedziała – Co Ci się stało? – Nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa –
Czy Ty i Kłopot…? – Zapytała sugestywnie.
- Nie! – Wybuchłam. Złość przesycała mój głos –
Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Dobrze, Holly – uśmiechnęła się, a wyraz
mojej twarzy złagodniał – Ale posłuchaj. Wiem, że kogoś bardzo lubisz.
- Nie… Ja… - zaczęłam, ale ona mi przerwała:
- I skoro nie jest to Kłopot, to musi to być
Artemis Fowl – skinęła głową – Wiem, że nie jesteśmy najlepszymi
przyjaciółkami, ale chciałabym pomóc – to zdanie mnie powaliło. Dlaczego każdy chciał
ingerować w moje znajomości?
- Dzięki Lili – powiedziała, odwracając się do
wyjścia.
- Och, i Holly. Chciałabym, abyśmy się bliżej
poznały – powiedziała – Pogadamy później.
- Dobrze Lili – uśmiechnęłam się. Naprawdę
nigdy z nią nie rozmawiałam. I mówiąc szczerze, zawsze uważałam ją za głupią,
blond cizię.
To mogłoby być zarazem dziwne, ale również
interesujące, aby myśleć o niej, jak o przyjaciółce. Przyjaciółce takiej jak
Caballine.
- Och, i jeszcze jedno – powiedziała, a ja
odwróciłam się do niej – Podoba mi się Twoja fryzura. Powinnaś częściej się tak
czesać.
Uśmiechnęłam się, patrząc na mój mundur.
Zapięłam go trochę bardziej. Trochę oznaczało różnicę pomiędzy byciem
seksownym, a wyglądaniem jak zdzira.
Wyszłam z łazienki. Oczywiście Ogierek wciąż
tam stał. D’Arvit! A miałam nadzieję, że wszystkim się znudziło o poszli. Zero szczęścia.
Lili przeszła obok i lekko pomachała do mnie
ręką. Jakby nie była pewna, co robi. Energetycznie odwzajemniłam gest i szeroko
się uśmiechnęłam.
- Holly, czy mogłabyś pójść ze mną? – Zapytał Ogierek.
- Jasne – przywołałam na twarz fałszywy
uśmiech. Nie było przed nim ucieczki. Miał dowody na coś, co musiało ujrzeć
światło dzienne. Wszystko wskazywało na to, że chodziło o mnie i o Kłopota.
- Od kiedy Ty i Lili jesteście przyjaciółkami?
– zapytał.
- Od teraz – wzruszyłam ramionami – Jest całkiem
miła.
- Zgaduję, że dlatego nie nazywasz już jej
cizią mizią?
- Szczerze mówiąc, nie potrafiłam jej przedtem
zrozumieć – przyznałam.
- I to się zmieniło? – zapytał z
niedowierzeniem.
- Staram się.
Weszliśmy do jego biura. Pomieszczenie przepełnione
było komputerami. Ogierek miał około dziesięću obrotowych krzeseł. Nie, żeby
mógł ich używać. Były tu tylko trzy specjalnie siedzenia dla centaurów.
- Usiądź Holly – powiedział wskazując na
krzesło obok siebie. Klapnął w dół.
Oczywiście zaczął od plotek, tak jak
podejrzewałam.
- Ach, więc Ty i Kłopot – uśmiechnął się.
- Definitywnie nie – zaprzeczyłam. Durny zbieg
okoliczności.
- Wiesz, wbiegłaś z tym swoim dziwnym
wyglądem, po chwili i on się pojawił… I jeszcze te „przytulanki” rano – D’Arvit!
Miał rację. Pierwszy incydent brzmiał bardzo źle, ale pierwszy z drugim w
połączeniu były katastrofą.
- Kłopot jest niesamowity – zaczęłam, a
Ogierek uniósł wysoko brwi w niezrozumieniu – Ale nie jest w moim typie – wiedział,
że mówię prawdę.
- Wspaniale – zaśmiał się – Arty mógłby się
bardzo zdenerwować i zabić Kłopka. Zabójstwo byłoby usprawiedliwione przez
płomienną miłość.
- Ogierku, nie czuję nic do Artemisa Fowla –
warknęłam – Żadnej płomiennej miłości.
- Czy aby na pewno? Żadnego momentu namiętności
czy pożądania? – zapytał – Nie siedzisz po nocach i nie marzysz o nim? –
Wyglądało na to, że znowu zaczął czytać romanse.
- Nie – powiedziałam – Nie ma nic takiego.
- A ja myślę, że zbyt bardzo protestujesz.
- A ja myślę, że czytasz za dużo romansów –
krzyknęłam, odrobinę za głośno.
- Taka jest prawa, Holly. To dlatego nie
lubisz Kłopota w ten sposób – skinął głową, będąc pewnym swego.
- Nie wystarcza to, że jest moim szefem? –
zapytałam sarkastycznie.
- Niee – odpowiedział, przeciągając literę „e”
– Kochasz jednego z nich. I obstawiam, że błotnego chłopaka.
- Więc lepiej oddaj pieniądze, bo przegrałeś –
wyciągnęłam do niego dłoń.
- Proszę Cię, Holly – parsknął – Swoją drogą,
Caballine kazała, abyś do niej napisała.
- Mówiąc o e-mailach, Arty jest wściekły, że
znowu go zhakowałeś.
- Ach, więc teraz to Arty? – zachichotał –
Słodko – cmoknął głośno.
- Ogiereku? – zapytałam z dziwną barwą głosu.
- Tak Holly? – zapytał nerwowo.
- Co niby chciałbyś poślubić? Może komputer?
- Hej, hej, Holly. Nie ma potrzeby, aby się
denerwować – powiedział, chcąc mnie uspokoić – Wiesz, że mogłabyś to zrobić.
- Nie, nie mogłabym – powiedziałam wstając i
podchodząc do niego coraz bliżej i bliżej. Zrównaliśmy się i wyszeptałam mu w
twarz – Słuchaj. Nie lubię w ten sposób Artemisa Fowla i jeśli jeszcze raz
stwierdzisz coś takiego, będę zmuszona,
żeby zrobić coś, co Cię zaboli.
- Przepraszam – zgrzytnął zębami.
- Do zobaczenia Ogierku – uśmiechnęłam się,
kiedy do niego machałam.
- Och, Holly, chcę się zobaczyć z Twoim
Artemisem, kiedy będzie już w Oazie – zawołał. Obróciłam się, aby wrócić, ale nie
było mnie już w pokoju, a Ogierek wcisnął „duży czerwony guzik”. Drzwi zamknęły
mi się przed nosem. Chciałam wpisać kod, aby wejść z powrotem i powiedzieć mu
co nie-co, ale nie zadziałał. Centaur musiał go zmienić. Tak czy siak, kiedyś
stamtąd musiał wyjść. Frond wiedział, że przez czekanie będę jeszcze bardziej
wściekła.
- Ogierek, wyłaź stamtąd! – zawołałam.
- A więc teraz próbujesz z Ogierkiem? –
zapytał Chix, stając za mną. O nie, tylko nie on.
- Nie próbuję z nikim! – warknęłam.
- Nie rozumiem Cię Holly – powiedział,
potrząsając głową – Więc nie komendant?
- Nie, nie komendant! – wrzasnęłam o wiele
głośniej niż zamierzałam.
Na tyle głośno, że wszyscy mnie usłyszeli.
Wszyscy na mnie spojrzeli. D’Arvit! Kłopot stał i patrzał na mnie. Byłam
strasznie zaczerwieniona. Zrobiłam jedyną rzecz, którą mogłam zrobić. Przepchnęłam się przez wszystkich i weszłam
do biura. Zablokowałam drzwi i zabrałam się do papierkowej roboty. Zostałam w
pracy trochę dłużej, żebym nie musiała spotkać się z pozostałymi.
Gdy wychodziłam, widziałam, jak Kłopot do mnie
machał. Ale nie obchodziło mnie to. Szłam dalej przed siebie. Dziesięć minut
później siedziałam przed telewizorem z miską pysznych przekąską.
Hm, miałam jeszcze jeden telefon do wykonania…
1 – dosłownie „przestań pie***lić”, ale chyba nie
przystoi.
2 – do tej pory nie wiem, jak to brzmi po polsku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)