Rozdział 4 ‘Zaproszenie’, część 2.2/4

 Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, było ściągnięcie mojego uniformu. Ciężko mi się do tego przyznać, ale lubiłam pokazać co nie-co więcej. Otworzyłam szafę, aby znaleźć coś odpowiedniego.

 Wyciągnęłam jasnozielony T-Shirt, który kupiła mi Julia. Na środku widniało słowo „Dance” napisane kursywą. Koszulka była trochę ciasna, więc kiedy ją założyłam odsłoniła część mojego brzucha. Idealnie. Chwilę później zaczęłam przekopywać szafę w poszukiwaniu czarnych spodni. Doskonale. Potem poszłam do łazienki i umyłam jeszcze raz włosy. A kiedy już to zrobiłam wróciłam do holograficznego telefonu i wybrałam pierwszy numer.

 Po dwóch sygnałach Artemis odebrał. Musiał być czymś zajęty, bo zazwyczaj odpowiadał za pierwszym razem. Zorientowałam się, że muszę poprawić kamerę, więc ustawiłam ją tak, aby widać było tylko moją twarz i ramiona.

 Artemis siedział w siatce hologramu, widać było w pełni jego buzię i klatkę piersiową. Wyglądał dobrze, naprawdę dobrze. Jego włosy były rozczochrane, jakby chwilę przedtem przejeżdżał po nich dłonią. Nie mogłam nic na to poradzić, ale pomyślałam, że jego dłonie świetnie wyglądałyby na mojej talii. Natychmiast wyrzuciłam tę myśl z głowy. To się nigdy nie wydarzy. Jego wzrok pałał radością i ciekawością. Był teraz całkowicie inną osobą, niż tą, którą poznałam kilka lat temu.

 Chwilę na siebie patrzeliśmy. Zauważył moją nową fryzurę. Z zachwytem patrzyłam w jego oczy. Wiem, że to głupio zabrzmi, ale byłam zadowolona, że teraz nie utrzymywał kontaktu wzrokowego. Arty jest osobą, która potrafi się skrywać, ale nie przede mną. Jego usta były otwarte, oczywiście, chciał je zamknąć, nim zdołałam to zobaczyć.

 Nie, że miałam coś przeciwko. Szczerze mówiąc, uważam, że to nawet schlebiające. Byłam bardzo zmęczona, więc tylko siedziałam i patrzałam na niego. Z drugiej strony miałam tylko dwie i pół godziny na lunch. Pewnie potrwałoby to jeszcze dłużej, więc musiałam to trochę przyśpieszyć.

 - Hej Arty – uśmiechnęłam się. W jego oczach pojawił się nieznaczny wyraz ciekawości. Niezależnie ile razy zwracałam się tak do niego, zawsze zachowywał się tak samo - Może zechciałbyś wytrzeć usta? – jego twarz w tym momencie wyglądała tak komicznie, że zaczęłam się śmiać. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę spróbował otrzeć usta. Chociaż w sumie, wierzyłam w to. Co za głupi błotniak.

 - To nie było zabawne, kapitanie – powiedział, celowo uniżając mi rangi. Cholernie dobrze wiedział, że jestem majorem. Czasami tak bardzo mnie denerwował. I zapewne chciał się odciąć.

 - Jestem majorem, jak dobrze wiesz – odparłam, a na twarzy pojawił mi się udawany gniew.

 - Trochę uniżył się mój stan umysłowy.

 - Artemis nigdy o niczym nie zapomina.

 - Twoje zarzuty mnie bolą. Jestem człowiekiem – Człowiekiem? No serio?

 - Tylko – wyszeptałam cicho. Wiedziałam, że to go nie zrani. Prawda pozostanie prawdą – Dobrze wiesz, że jestem majorem – dodałam, a mój grymas przemienił się w uśmiech.

 Czy w końcu zaczął postrzegać humor, jak normalny człowiek?

 - Tak, wiem – przyznał w końcu uśmiechając się sarkastycznie - Jednak do tej pory nie wiem, dlaczego zdecydowałaś się, aby do mnie zadzwonić.

 - Nie mogę zadzwonić, aby powiedzieć po prostu ‘cześć’? – poczułam się urażona.

 Odpowiedź prawdopodobnie brzmiała nie. Ale wciąż nie o to mi chodziło.

 - ‘Cześć’, ‘cześć’? – zapytał z niedowierzeniem, jakby nigdy się słyszał tego słowa. Może i go nie używał, ale na pewno słyszał nie raz.

 Mam doskonały plan, aby Artemis dostrzegł, jak świetnie wyglądam. (ale wysoka samoocena :D)

 - Tak. Cześć Arty. Wiesz, tak się mówi – wzruszyłam ramionami – Hm, poczekaj chwilkę.

 - Będę czekał z zapartym tchem – powiedział z ironią i przewrócił oczyma.

 - Sarkastyczny kretyn – szepnęłam cicho, tak, aby Artemis mnie nie usłyszał. Oczywiście nic takiego by się nie stało, nawet gdyby wiedział, co powiedziałam.

 Wstałam i przeciągnęłam się lekko. Odwróciłam się i podeszłam do stolika. Spojrzałam w lustro obok i zobaczyłam, jak Artemis omiata wzrokiem moją sylwetkę. Pierwszy raz widział mnie bez munduru i wydaje mi się, że nawet przypadło mu to do gustu.  A mnie to ucieszyło.

 Pomyślałam, że miał wystarczająco dużo czasu, aby się popatrzeć, więc wróciłam do telefonu.

 - Przepraszam Arty – uśmiechnęłam się. Artemis chyba nie zauważył, że wróciłam – Pozwól, że poprawię kamerkę – oddaliłam ją, aby mógł widzieć moją twarz i cały brzuch. Wyglądał, jakby ciężko było mu skleić zdanie.

 - Wszystko w porządku, Holly – powiedział, gdy w końcu się ogarnął – A teraz powróćmy do ‘cześć’.

 - Oj, Arty! Powiedz to ze względu Fronda – westchnęłam. Miałam dość tego głupiego tematu – Kolejnym razem, kiedy zadzwonię powiedz ‘cześć’ zamiast ‘witam’ i ‘na razie’ zamiast ‘do zobaczenia’.

 - Och, dobrze Holly – zrobił kwaśną minę i wydymał usta, jakby był nieszczęśliwym dzieckiem. Dzieckiem, któremu coś nie idzie po jego myśli.

 Byłam lekko poddenerwowana, w końcu musiałam zapytać Artemisa, czy mógłby do mnie przyjechać. Wiedziałam, że wychwycił to zachowanie.

 - Oczywiście wiesz, że jest inna przyczyna, dla której zadzwoniłam… - powiedziałam i założyłam ręce na piersi. Trudno było mi spojrzeć mu w oczy.

 - Oczywiście, takowa zawsze jest – skinął głową. Prawdopodobnie myślał, że to jakaś poważna sprawa. Dla mnie była ona przyjemna, ale kto wie, czy dla niego również. – Co tym razem? Trolle? Gobliny? Demony? Opal Koboi w końcu powróciła?

 - Nic. Nie, nie, nie i nie – zaśmiałam się – Czy zawsze musi się coś stać, abym dzwoniła? – oczywiście, że tak.

 - Nie, nie musi, ale zazwyczaj tak jest – powiedział. Prawda. Zawsze coś się działo, gdy dzwoniłam. Jednak dziś było inaczej.

 - Prawda – przyznałam, szczerząc zęby – Ale nie tym razem.

 - Holly? – zapytał, przywołując mnie do siebie – Wiesz, że już nie jestem taki, jak kiedyś. To oczywiste, że czegoś oczekujesz. Wyrzuć to z siebie. Co się dzieje?

 - Naprawdę wiesz, jak zrujnować czyjeś intencje, Arty – chrząknęłam na niego.

 - Tak, tak. Jestem okropną osobą – świetnie. Nie próbował się odciąć. I to była najlepsza polityka - A teraz proszę, wróćmy do poprzedniej rozmowy.

 - Uroczo – mruknęłam. Artemis odchrząknął głośno, aby mnie pośpieszyć - Eee… Mam kilka wolnych dni za dwa tygodnie… Dostałam półtora tygodnia przerwy, tak więc… - zaczęłam, ale Artemis mi uciął.

 - Więc chciałabyś się u mnie zatrzymać? To mogłoby wyjść – podrapał się w podbródek. Muszę przyznać, że to wydało się bardzo atrakcyjne. Frond wiedział, że nie miałam nic przeciwko, aby zostać z Artemisem. Jeśli bylibyśmy sami. Ale były dwie przyczyny, dla których to by nie zadziałalo. Po pierwsze, Artemis nigdy nie zostawał samotny. Po drugie, to byłoby zbyt ciężkie do wykonania. Nie mogłoby się wydać, a gdyby tak się stało Kłopot i Ogierek by mnie zabili.

 - Nie, nie, Artemisie – uśmiechnęłam się – Dzięki za propozycję.

 - W takim razie, o co chodzi? – Zapytał skonsternowany. Ten wyraz twarzy wyglądał bardzo dobrze. Przeczesał ręką włosy,.

 - Tak właściwie to myślałam o tym…

 - Tak, Holly? – Zapytał, nieco się pochylając.

 - Mógłbyś być chwilę cicho, tak, abym mogła zapytać Cię, czy nie zechciałbyś mnie odwiedzić? – podniosłam lekko głos we frustracji. Oj, to nie tak miało być.

 - Słucham? – Zapytał.

 - D’Arvit. To nie miało tak zabrzmieć – zaklęłam.

 - Chcesz, abym ja został u Ciebie? – zapytał, szeroko otwierając oczy. Wiedziałam, co miał na myśli. I oczywiście nie chciał mi niczego ułatwiać.

 - Tak, śmiej się, ile chcesz – powiedziałam zdenerwowana – Ja, Holly Nieduża, kordialnie zapraszam Ciebie, Artemisie Fowlu do mojego domu na półtorej tygodnia.

 - Łaskawie przyjmuję tą inwitację – odpowiedział i skinął głową.

 - Co? – Zapytałam zdumiona – Nie ma dziwnego zachowania? I sarkazmu? Co zrobiłeś z Artemisem, którego znałam?

 Artemis był całkiem inny, niż kiedyś. Teraz szczęśliwy, a kiedyś… denerwujący. Wolałam tego teraźniejszego.

 - Oh, później dostaniesz wystarczającą dawkę mojego sarkazmu – powiedział ze swoim wampirzym uśmiechem.

 - Spróbuj tego z kimś, kto Cię nie zna, Arty – uśmiechnęłam się. On i jego gierki. Zawsze musiał w nie grać… I zawsze musiał wygrywać.

 - Prawda –  mruknął.

 - W końcu przełom. Artemis junior II przyznaje komuś innemu rację – powiedziałam, powoli, ale głośno klaskając i podkreślając każde słowo.

 - Tak, tak. A co z moją podróżą? – zapytał – W końcu nie mogę poprosić biura podróży o podróż do środka Ziemi. Pomyśleliby, że jestem kompletnie obłąkanym szaleńcem.

 I pewnie tak by to wyglądało. Chciałabym to zobaczyć. Z drugiej strony, od kiedy nastolatkowie mogą korzystać z biur podróży?

 - Owszem nie. Ale zabawnie by to wyglądało – zaśmiałam się – Wyślę do Ciebie e-maila z informacją.

 - Świetnie, mój adres to… - zaczął, ale ucięłam mu, tak, jak on zrobił to wcześniej.

 - Wiem…

 - Ogierek? – zapytał.

 - Tak, Ogierek – przytaknęłam.

 - Czy mogłabyś zapytać go o…? – Ponownie mu przerwałam:

 - O nie – powiedziałam, grożąc mu palcem – Ty i Ogierek, kiedy cos zhakujecie możecie o tym gadać przez kolejne dwa tygodnie…

 - No dobrze – sapnął, co zabrzmiało, jakby był zwyczajnym nastolatkiem. Jeśli on kiedykolwiek mógł być porównany do zwyczajnego nastolatka.

 - Hm, Arty, muszę iść. Jestem na przerwie – nie chciałam odchodzić, ale musiałam. Uwielbiałam takie niezobowiązujące rozmowy. Ale już niedługo będziemy mieli na to półtora tygodnia.

 - Ojej, zmarnowałaś swój wolny czas na rozmowę ze mną – uśmiechnął się sarkastycznie – Jak słodko.

 - Co za bzdury1 – powiedziałam, nie umiejąc odwzajemnić gestu.

 - Trzymaj się… Miałem na myśli ‘na razie’ Holly – powiedział, wypluwając słowo „na razie”, jakby było trucizną.

 - Cześć, Artemisie – odpowiedziałam, szczerząc się bardziej niż to możliwe.

 - Za bardzo Ci się to podoba – odwzajemnił się – Cześć – chciał się rozłączyć, ale go zatrzymałam:

 - Oh i… Nie zapomnij ubrać się nieformalnie – jego wyraz twarzy wyglądał świetnie, kiedy się rozłączałam. Był zszokowany. Dobrze mu tak.

 To byłam ja. Zawsze musiałam mieć ostatnie słowo.

 Śmiałam się do siebie w duszy przez kilka minut, aż sygnał nie wyrwał mnie z marzeń. Źle, alarm oznaczał, że został mi kwadrans na wrócenie do pracy.

 Zrzuciłam z siebie ciuchy i wciągnęłam mundur SKR. Zostało dziesięć minut. Sekundę później byłam już na dworze i biegłam w stronę Police Plaza2. Wparowałam do środka akurat na czas. Dyszałam, wciąż truchtając, aż w końcu wpadłam na kogoś, kogo nie miałam ochoty widzieć – Ogierka.  Może i był moim przyjacielem, ale ja nie byłam w humorze, aby z nim dyskutować. A szczególnie nie teraz, bo zapewne chodziło mu o zajście z poranka.

 - Cześć Holly – Ogierek zaśmiał się, podnosząc mnie z podłogi – Eee… Chyba powinnaś zajrzeć do lustra.

 - Co? – Zapytałam – Dlaczego?

 - Hm… Wyglądasz trochę inaczej – uśmiechnął się – A, i Kłopot jeszcze nie wrócił – O, to niespodzianka. Mimo, że na lunch miał dwie godziny, zazwyczaj wykorzystywał półtorej.

 - Ciekawe – powiedziałam.

 - Jakbyś nie wiedziała, gdzie jest – zarżał. Głupi centaur.

 - Bo nie wiem – powiedziałam ze złością – Dlaczego miałoby być inaczej?

 Głęboki oddech. Uspokój się.

 - Ta… Jasne. A teraz lepiej idź do łazienki – odpowiedział, upierając się przy swoim i popychając mnie w stronę łazienki.

 Chix wybrał właśnie ten moment, aby wpaść do środka. I zobaczył mnie. Och, na Fronda, to nie mogło się dobrze skończyć. Co takie zrobiłam, że na to zasłużyłam?

 - Cz-cześć Holly – zająknął się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Nie, żeby nigdy tego nie robił, ale teraz to wyglądało trochę inaczej; jakby pies gapiący się na kawałek soczystego mięsa.

 - Hej Chix – odpowiedziałam, jakby wszystko było normalnie. Co jest normalnego w moim życiu?

 Na szczęście, w tym momencie Kłopot wszedł do środka. Włosy miał rozczochrane i był zarumieniony. Podszedł do mnie i otworzył usta. Wyglądało to okropnie, nawet gorzej, niż mogłam to sobie wyobrazić. Ogierek próbował się nie zaśmiać, ale mu to nie wyszło.

 - Holly – Kłopot na mnie skinął – Przepraszam, spóźniłem się – mówił do wszystkich, ale wpatrywał się tylko we mnie. I to było strasznie krępujące.

 - Wcale nie, komendancie – uśmiechnęłam się – Och… Muszę iść… Do łazienki…

 Szybko się odwróciłam i weszłam do damskiej ubikacji.

 Byłam pewna, że w lustrze zobaczyłam nie siebie, a kogoś innego. Seksowna, uwodzicielska osoba nie mogła być mną. A jednak. Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę był mój uniform. Był zapięty tylko trochę. Widać było część piersi, a trochę niżej a dostrzegalny byłby cały brzuch. Moje włosy były roztrzepane przez zrzucanie T-Shirtu i długi bieg, aczkolwiek wyglądały seksownie. Byłam zarumieniona, zarówno z biegania, jak i ze zdenerwowania.

 I wtedy dotarło do mnie, że Kłopot wyglądał tak samo. D’Arvit!

 Życie lubi kopać Cię w tyłek, a potem wrzucać do błota.

 Lili Rzęska wyszła zza przegrody obok mnie.

 - Wow Holly! – Powiedziała – Co Ci się stało? – Nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa – Czy Ty i Kłopot…? – Zapytała sugestywnie.

 - Nie! – Wybuchłam. Złość przesycała mój głos – Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

 - Dobrze, Holly – uśmiechnęła się, a wyraz mojej twarzy złagodniał – Ale posłuchaj. Wiem, że kogoś bardzo lubisz.

 - Nie… Ja… - zaczęłam, ale ona mi przerwała:

 - I skoro nie jest to Kłopot, to musi to być Artemis Fowl – skinęła głową – Wiem, że nie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, ale chciałabym pomóc – to zdanie mnie powaliło. Dlaczego każdy chciał ingerować w moje znajomości?

 - Dzięki Lili – powiedziała, odwracając się do wyjścia.

 - Och, i Holly. Chciałabym, abyśmy się bliżej poznały – powiedziała – Pogadamy później.

 - Dobrze Lili – uśmiechnęłam się. Naprawdę nigdy z nią nie rozmawiałam. I mówiąc szczerze, zawsze uważałam ją za głupią, blond cizię.

 To mogłoby być zarazem dziwne, ale również interesujące, aby myśleć o niej, jak o przyjaciółce. Przyjaciółce takiej jak Caballine.

 - Och, i jeszcze jedno – powiedziała, a ja odwróciłam się do niej – Podoba mi się Twoja fryzura. Powinnaś częściej się tak czesać.

 Uśmiechnęłam się, patrząc na mój mundur. Zapięłam go trochę bardziej. Trochę oznaczało różnicę pomiędzy byciem seksownym, a wyglądaniem jak zdzira.

 Wyszłam z łazienki. Oczywiście Ogierek wciąż tam stał. D’Arvit! A miałam nadzieję, że wszystkim się znudziło o poszli. Zero szczęścia.

 Lili przeszła obok i lekko pomachała do mnie ręką. Jakby nie była pewna, co robi. Energetycznie odwzajemniłam gest i szeroko się uśmiechnęłam.

 - Holly, czy mogłabyś pójść ze mną? – Zapytał Ogierek.

 - Jasne – przywołałam na twarz fałszywy uśmiech. Nie było przed nim ucieczki. Miał dowody na coś, co musiało ujrzeć światło dzienne. Wszystko wskazywało na to, że chodziło o mnie i o Kłopota.

 - Od kiedy Ty i Lili jesteście przyjaciółkami? – zapytał.

 - Od teraz – wzruszyłam ramionami – Jest całkiem miła.

 - Zgaduję, że dlatego nie nazywasz już jej cizią mizią?

 - Szczerze mówiąc, nie potrafiłam jej przedtem zrozumieć – przyznałam.

 - I to się zmieniło? – zapytał z niedowierzeniem.

 - Staram się.

 Weszliśmy do jego biura. Pomieszczenie przepełnione było komputerami. Ogierek miał około dziesięću obrotowych krzeseł. Nie, żeby mógł ich używać. Były tu tylko trzy specjalnie siedzenia dla centaurów.

 - Usiądź Holly – powiedział wskazując na krzesło obok siebie. Klapnął w dół.

 Oczywiście zaczął od plotek, tak jak podejrzewałam.

 - Ach, więc Ty i Kłopot – uśmiechnął się.

 - Definitywnie nie – zaprzeczyłam. Durny zbieg okoliczności.

 - Wiesz, wbiegłaś z tym swoim dziwnym wyglądem, po chwili i on się pojawił… I jeszcze te „przytulanki” rano – D’Arvit! Miał rację. Pierwszy incydent brzmiał bardzo źle, ale pierwszy z drugim w połączeniu były katastrofą.

 - Kłopot jest niesamowity – zaczęłam, a Ogierek uniósł wysoko brwi w niezrozumieniu – Ale nie jest w moim typie – wiedział, że mówię prawdę.

 - Wspaniale – zaśmiał się – Arty mógłby się bardzo zdenerwować i zabić Kłopka. Zabójstwo byłoby usprawiedliwione przez płomienną miłość.

 - Ogierku, nie czuję nic do Artemisa Fowla – warknęłam – Żadnej płomiennej miłości.

 - Czy aby na pewno? Żadnego momentu namiętności czy pożądania? – zapytał – Nie siedzisz po nocach i nie marzysz o nim? – Wyglądało na to, że znowu zaczął czytać romanse.

 - Nie – powiedziałam – Nie ma nic takiego.

 - A ja myślę, że zbyt bardzo protestujesz.

 - A ja myślę, że czytasz za dużo romansów – krzyknęłam, odrobinę za głośno.

 - Taka jest prawa, Holly. To dlatego nie lubisz Kłopota w ten sposób – skinął głową, będąc pewnym swego.

 - Nie wystarcza to, że jest moim szefem? – zapytałam sarkastycznie.

 - Niee – odpowiedział, przeciągając literę „e” – Kochasz jednego z nich. I obstawiam, że błotnego chłopaka.

 - Więc lepiej oddaj pieniądze, bo przegrałeś – wyciągnęłam do niego dłoń.

 - Proszę Cię, Holly – parsknął – Swoją drogą, Caballine kazała, abyś do niej napisała.

 - Mówiąc o e-mailach, Arty jest wściekły, że znowu go zhakowałeś.

 - Ach, więc teraz to Arty? – zachichotał – Słodko – cmoknął głośno.

 - Ogiereku? – zapytałam z dziwną barwą głosu.

 - Tak Holly? – zapytał nerwowo.

 - Co niby chciałbyś poślubić? Może komputer?

 - Hej, hej, Holly. Nie ma potrzeby, aby się denerwować – powiedział, chcąc mnie uspokoić – Wiesz, że mogłabyś to zrobić.

 - Nie, nie mogłabym – powiedziałam wstając i podchodząc do niego coraz bliżej i bliżej. Zrównaliśmy się i wyszeptałam mu w twarz – Słuchaj. Nie lubię w ten sposób Artemisa Fowla i jeśli jeszcze raz stwierdzisz coś takiego, będę zmuszona, żeby zrobić coś, co Cię zaboli.

 - Przepraszam – zgrzytnął zębami.

 - Do zobaczenia Ogierku – uśmiechnęłam się, kiedy do niego machałam.

 - Och, Holly, chcę się zobaczyć z Twoim Artemisem, kiedy będzie już w Oazie – zawołał. Obróciłam się, aby wrócić, ale nie było mnie już w pokoju, a Ogierek wcisnął „duży czerwony guzik”. Drzwi zamknęły mi się przed nosem. Chciałam wpisać kod, aby wejść z powrotem i powiedzieć mu co nie-co, ale nie zadziałał. Centaur musiał go zmienić. Tak czy siak, kiedyś stamtąd musiał wyjść. Frond wiedział, że przez czekanie będę jeszcze bardziej wściekła.

 - Ogierek, wyłaź stamtąd! – zawołałam.

 - A więc teraz próbujesz z Ogierkiem? – zapytał Chix, stając za mną. O nie, tylko nie on.

 - Nie próbuję z nikim! – warknęłam.

 - Nie rozumiem Cię Holly – powiedział, potrząsając głową – Więc nie komendant?

 - Nie, nie komendant! – wrzasnęłam o wiele głośniej niż zamierzałam.

 Na tyle głośno, że wszyscy mnie usłyszeli. Wszyscy na mnie spojrzeli. D’Arvit! Kłopot stał i patrzał na mnie. Byłam strasznie zaczerwieniona. Zrobiłam jedyną rzecz, którą mogłam zrobić.  Przepchnęłam się przez wszystkich i weszłam do biura. Zablokowałam drzwi i zabrałam się do papierkowej roboty. Zostałam w pracy trochę dłużej, żebym nie musiała spotkać się z pozostałymi.

 Gdy wychodziłam, widziałam, jak Kłopot do mnie machał. Ale nie obchodziło mnie to. Szłam dalej przed siebie. Dziesięć minut później siedziałam przed telewizorem z miską pysznych przekąską.

 Hm, miałam jeszcze jeden telefon do wykonania…



1 – dosłownie „przestań pie***lić”, ale chyba nie przystoi.

2 – do tej pory nie wiem, jak to brzmi po polsku.