Wyciągnęłam
jasnozielony T-Shirt, który kupiła mi Julia. Na środku widniało słowo „Dance”
napisane kursywą. Koszulka była trochę ciasna, więc kiedy ją założyłam
odsłoniła część mojego brzucha. Idealnie. Chwilę później zaczęłam przekopywać szafę
w poszukiwaniu czarnych spodni. Doskonale. Potem poszłam do łazienki i umyłam
jeszcze raz włosy. A kiedy już to zrobiłam wróciłam do holograficznego telefonu
i wybrałam pierwszy numer.
Po dwóch sygnałach
Artemis odebrał. Musiał być czymś zajęty, bo zazwyczaj odpowiadał za pierwszym
razem. Zorientowałam się, że muszę poprawić kamerę, więc ustawiłam ją tak, aby
widać było tylko moją twarz i ramiona.
Artemis siedział w
siatce hologramu, widać było w pełni jego buzię i klatkę piersiową. Wyglądał
dobrze, naprawdę dobrze. Jego włosy były rozczochrane, jakby chwilę przedtem
przejeżdżał po nich dłonią. Nie mogłam nic na to poradzić, ale pomyślałam, że
jego dłonie świetnie wyglądałyby na mojej talii. Natychmiast wyrzuciłam tę myśl
z głowy. To się nigdy nie wydarzy. Jego wzrok pałał radością i ciekawością. Był
teraz całkowicie inną osobą, niż tą, którą poznałam kilka lat temu.
Chwilę na siebie
patrzeliśmy. Zauważył moją nową fryzurę. Z zachwytem patrzyłam w jego oczy.
Wiem, że to głupio zabrzmi, ale byłam zadowolona, że teraz nie utrzymywał
kontaktu wzrokowego. Arty jest osobą, która potrafi się skrywać, ale nie przede
mną. Jego usta były otwarte, oczywiście, chciał je zamknąć, nim zdołałam to
zobaczyć.
Nie, że miałam coś
przeciwko. Szczerze mówiąc, uważam, że to nawet schlebiające. Byłam bardzo
zmęczona, więc tylko siedziałam i patrzałam na niego. Z drugiej strony miałam
tylko dwie i pół godziny na lunch. Pewnie potrwałoby to jeszcze dłużej, więc
musiałam to trochę przyśpieszyć.
- Hej Arty –
uśmiechnęłam się. W jego oczach pojawił się nieznaczny wyraz ciekawości.
Niezależnie ile razy zwracałam się tak do niego, zawsze zachowywał się tak samo
- Może zechciałbyś wytrzeć usta? – jego twarz w tym momencie wyglądała tak
komicznie, że zaczęłam się śmiać. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę spróbował
otrzeć usta. Chociaż w sumie, wierzyłam w to. Co za głupi błotniak.
- To nie było
zabawne, kapitanie – powiedział, celowo uniżając mi rangi. Cholernie dobrze
wiedział, że jestem majorem. Czasami tak bardzo mnie denerwował. I zapewne
chciał się odciąć.
- Jestem majorem, jak
dobrze wiesz – odparłam, a na twarzy pojawił mi się udawany gniew.
- Trochę uniżył się
mój stan umysłowy.
- Artemis nigdy o
niczym nie zapomina.
- Twoje zarzuty mnie
bolą. Jestem człowiekiem – Człowiekiem? No serio?
- Tylko – wyszeptałam
cicho. Wiedziałam, że to go nie zrani. Prawda pozostanie prawdą – Dobrze wiesz,
że jestem majorem – dodałam, a mój grymas przemienił się w uśmiech.
Czy w końcu zaczął
postrzegać humor, jak normalny człowiek?
- Tak, wiem –
przyznał w końcu uśmiechając się sarkastycznie - Jednak do tej pory nie wiem,
dlaczego zdecydowałaś się, aby do mnie zadzwonić.
- Nie mogę zadzwonić,
aby powiedzieć po prostu ‘cześć’? – poczułam się urażona.
Odpowiedź
prawdopodobnie brzmiała nie. Ale wciąż nie o to mi chodziło.
- ‘Cześć’, ‘cześć’? –
zapytał z niedowierzeniem, jakby nigdy się słyszał tego słowa. Może i go nie
używał, ale na pewno słyszał nie raz.
Mam doskonały plan,
aby Artemis dostrzegł, jak świetnie wyglądam. (ale wysoka samoocena :D)
- Tak. Cześć Arty.
Wiesz, tak się mówi – wzruszyłam ramionami – Hm, poczekaj chwilkę.
- Będę czekał z
zapartym tchem – powiedział z ironią i przewrócił oczyma.
- Sarkastyczny kretyn
– szepnęłam cicho, tak, aby Artemis mnie nie usłyszał. Oczywiście nic takiego
by się nie stało, nawet gdyby wiedział, co powiedziałam.
Wstałam i
przeciągnęłam się lekko. Odwróciłam się i podeszłam do stolika. Spojrzałam w
lustro obok i zobaczyłam, jak Artemis omiata wzrokiem moją sylwetkę. Pierwszy
raz widział mnie bez munduru i wydaje mi się, że nawet przypadło mu to do
gustu. A mnie to ucieszyło.
Pomyślałam, że miał
wystarczająco dużo czasu, aby się popatrzeć, więc wróciłam do telefonu.
- Przepraszam Arty –
uśmiechnęłam się. Artemis chyba nie zauważył, że wróciłam – Pozwól, że poprawię
kamerkę – oddaliłam ją, aby mógł widzieć moją twarz i cały brzuch. Wyglądał,
jakby ciężko było mu skleić zdanie.
- Wszystko w
porządku, Holly – powiedział, gdy w końcu się ogarnął – A teraz powróćmy do
‘cześć’.
- Oj, Arty! Powiedz
to ze względu Fronda – westchnęłam. Miałam dość tego głupiego tematu – Kolejnym
razem, kiedy zadzwonię powiedz ‘cześć’ zamiast ‘witam’ i ‘na razie’ zamiast ‘do
zobaczenia’.
- Och, dobrze Holly –
zrobił kwaśną minę i wydymał usta, jakby był nieszczęśliwym dzieckiem.
Dzieckiem, któremu coś nie idzie po jego myśli.
Byłam lekko poddenerwowana,
w końcu musiałam zapytać Artemisa, czy mógłby do mnie przyjechać. Wiedziałam,
że wychwycił to zachowanie.
- Oczywiście wiesz,
że jest inna przyczyna, dla której zadzwoniłam… - powiedziałam i założyłam ręce
na piersi. Trudno było mi spojrzeć mu w oczy.
- Oczywiście, takowa
zawsze jest – skinął głową. Prawdopodobnie myślał, że to jakaś poważna sprawa.
Dla mnie była ona przyjemna, ale kto wie, czy dla niego również. – Co tym
razem? Trolle? Gobliny? Demony? Opal Koboi w końcu powróciła?
- Nic. Nie, nie, nie
i nie – zaśmiałam się – Czy zawsze musi się coś stać, abym dzwoniła? –
oczywiście, że tak.
- Nie, nie musi, ale
zazwyczaj tak jest – powiedział. Prawda. Zawsze coś się działo, gdy dzwoniłam.
Jednak dziś było inaczej.
- Prawda –
przyznałam, szczerząc zęby – Ale nie tym razem.
- Holly? – zapytał, przywołując
mnie do siebie – Wiesz, że już nie jestem taki, jak kiedyś. To oczywiste, że
czegoś oczekujesz. Wyrzuć to z siebie. Co się dzieje?
- Naprawdę wiesz, jak
zrujnować czyjeś intencje, Arty – chrząknęłam na niego.
- Tak, tak. Jestem
okropną osobą – świetnie. Nie próbował się odciąć. I to była najlepsza polityka
- A teraz proszę, wróćmy do poprzedniej rozmowy.
- Uroczo – mruknęłam.
Artemis odchrząknął głośno, aby mnie pośpieszyć - Eee… Mam kilka wolnych dni za
dwa tygodnie… Dostałam półtora tygodnia przerwy, tak więc… - zaczęłam, ale
Artemis mi uciął.
- Więc chciałabyś się
u mnie zatrzymać? To mogłoby wyjść – podrapał się w podbródek. Muszę przyznać,
że to wydało się bardzo atrakcyjne. Frond wiedział, że nie miałam nic
przeciwko, aby zostać z Artemisem. Jeśli bylibyśmy sami. Ale były dwie
przyczyny, dla których to by nie zadziałalo. Po pierwsze, Artemis nigdy nie
zostawał samotny. Po drugie, to byłoby zbyt ciężkie do wykonania. Nie mogłoby
się wydać, a gdyby tak się stało Kłopot i Ogierek by mnie zabili.
- Nie, nie, Artemisie
– uśmiechnęłam się – Dzięki za propozycję.
- W takim razie, o co
chodzi? – Zapytał skonsternowany. Ten wyraz twarzy wyglądał bardzo dobrze.
Przeczesał ręką włosy,.
- Tak właściwie to
myślałam o tym…
- Tak, Holly? – Zapytał,
nieco się pochylając.
- Mógłbyś być chwilę
cicho, tak, abym mogła zapytać Cię, czy nie zechciałbyś mnie odwiedzić? –
podniosłam lekko głos we frustracji. Oj, to nie tak miało być.
- Słucham? – Zapytał.
- D’Arvit. To nie
miało tak zabrzmieć – zaklęłam.
- Chcesz, abym ja
został u Ciebie? – zapytał, szeroko
otwierając oczy. Wiedziałam, co miał na myśli. I oczywiście nie chciał mi niczego
ułatwiać.
- Tak, śmiej się, ile
chcesz – powiedziałam zdenerwowana – Ja, Holly Nieduża, kordialnie zapraszam
Ciebie, Artemisie Fowlu do mojego domu na półtorej tygodnia.
- Łaskawie przyjmuję
tą inwitację – odpowiedział i skinął głową.
- Co? – Zapytałam zdumiona
– Nie ma dziwnego zachowania? I sarkazmu? Co zrobiłeś z Artemisem, którego
znałam?
Artemis był całkiem
inny, niż kiedyś. Teraz szczęśliwy, a kiedyś… denerwujący. Wolałam tego
teraźniejszego.
- Oh, później
dostaniesz wystarczającą dawkę mojego sarkazmu – powiedział ze swoim wampirzym
uśmiechem.
- Spróbuj tego z
kimś, kto Cię nie zna, Arty – uśmiechnęłam się. On i jego gierki. Zawsze musiał
w nie grać… I zawsze musiał wygrywać.
- Prawda – mruknął.
- W końcu przełom.
Artemis junior II przyznaje komuś innemu rację – powiedziałam, powoli, ale głośno
klaskając i podkreślając każde słowo.
- Tak, tak. A co z
moją podróżą? – zapytał – W końcu nie mogę poprosić biura podróży o podróż do
środka Ziemi. Pomyśleliby, że jestem kompletnie obłąkanym szaleńcem.
I pewnie tak by to
wyglądało. Chciałabym to zobaczyć. Z drugiej strony, od kiedy nastolatkowie
mogą korzystać z biur podróży?
- Owszem nie. Ale
zabawnie by to wyglądało – zaśmiałam się – Wyślę do Ciebie e-maila z
informacją.
- Świetnie, mój adres
to… - zaczął, ale ucięłam mu, tak, jak on zrobił to wcześniej.
- Wiem…
- Ogierek? – zapytał.
- Tak, Ogierek –
przytaknęłam.
- Czy mogłabyś
zapytać go o…? – Ponownie mu przerwałam:
- O nie –
powiedziałam, grożąc mu palcem – Ty i Ogierek, kiedy cos zhakujecie możecie o
tym gadać przez kolejne dwa tygodnie…
- No dobrze – sapnął,
co zabrzmiało, jakby był zwyczajnym nastolatkiem. Jeśli on kiedykolwiek mógł
być porównany do zwyczajnego nastolatka.
- Hm, Arty, muszę
iść. Jestem na przerwie – nie chciałam odchodzić, ale musiałam. Uwielbiałam
takie niezobowiązujące rozmowy. Ale już niedługo będziemy mieli na to półtora
tygodnia.
- Ojej, zmarnowałaś
swój wolny czas na rozmowę ze mną – uśmiechnął się sarkastycznie – Jak słodko.
- Co za bzdury1
– powiedziałam, nie umiejąc odwzajemnić gestu.
- Trzymaj się… Miałem
na myśli ‘na razie’ Holly – powiedział, wypluwając słowo „na razie”, jakby było
trucizną.
- Cześć, Artemisie –
odpowiedziałam, szczerząc się bardziej niż to możliwe.
- Za bardzo Ci się to
podoba – odwzajemnił się – Cześć – chciał się rozłączyć, ale go zatrzymałam:
- Oh i… Nie zapomnij
ubrać się nieformalnie – jego wyraz twarzy wyglądał świetnie, kiedy się rozłączałam.
Był zszokowany. Dobrze mu tak.
To byłam ja. Zawsze
musiałam mieć ostatnie słowo.
Śmiałam się do siebie
w duszy przez kilka minut, aż sygnał nie wyrwał mnie z marzeń. Źle, alarm
oznaczał, że został mi kwadrans na wrócenie do pracy.
Zrzuciłam z siebie
ciuchy i wciągnęłam mundur SKR. Zostało dziesięć minut. Sekundę później byłam
już na dworze i biegłam w stronę Police Plaza2. Wparowałam do środka
akurat na czas. Dyszałam, wciąż truchtając, aż w końcu wpadłam na kogoś, kogo
nie miałam ochoty widzieć – Ogierka. Może i był moim przyjacielem, ale ja nie byłam w humorze, aby z nim
dyskutować. A szczególnie nie teraz, bo zapewne chodziło mu o zajście z
poranka.
- Cześć Holly –
Ogierek zaśmiał się, podnosząc mnie z podłogi – Eee… Chyba powinnaś zajrzeć do
lustra.
- Co? – Zapytałam –
Dlaczego?
- Hm… Wyglądasz
trochę inaczej – uśmiechnął się – A, i Kłopot jeszcze nie wrócił – O, to
niespodzianka. Mimo, że na lunch miał dwie godziny, zazwyczaj wykorzystywał
półtorej.
- Ciekawe –
powiedziałam.
- Jakbyś nie wiedziała,
gdzie jest – zarżał. Głupi centaur.
- Bo nie wiem – powiedziałam
ze złością – Dlaczego miałoby być inaczej?
Głęboki oddech.
Uspokój się.
- Ta… Jasne. A teraz
lepiej idź do łazienki – odpowiedział, upierając się przy swoim i popychając
mnie w stronę łazienki.
Chix wybrał właśnie
ten moment, aby wpaść do środka. I zobaczył mnie. Och, na Fronda, to nie mogło
się dobrze skończyć. Co takie zrobiłam, że na to zasłużyłam?
- Cz-cześć Holly – zająknął
się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Nie, żeby nigdy tego nie robił,
ale teraz to wyglądało trochę inaczej; jakby pies gapiący się na kawałek
soczystego mięsa.
- Hej Chix –
odpowiedziałam, jakby wszystko było normalnie. Co jest normalnego w moim życiu?
Na szczęście, w tym
momencie Kłopot wszedł do środka. Włosy miał rozczochrane i był zarumieniony.
Podszedł do mnie i otworzył usta. Wyglądało to okropnie, nawet gorzej, niż mogłam
to sobie wyobrazić. Ogierek próbował się nie zaśmiać, ale mu to nie wyszło.
- Holly – Kłopot na
mnie skinął – Przepraszam, spóźniłem się – mówił do wszystkich, ale wpatrywał
się tylko we mnie. I to było strasznie krępujące.
- Wcale nie,
komendancie – uśmiechnęłam się – Och… Muszę iść… Do łazienki…
Szybko się odwróciłam
i weszłam do damskiej ubikacji.
Byłam pewna, że w
lustrze zobaczyłam nie siebie, a kogoś innego. Seksowna, uwodzicielska osoba
nie mogła być mną. A jednak. Pierwszą rzeczą, na jaką zwróciłam uwagę był mój
uniform. Był zapięty tylko trochę. Widać było część piersi, a trochę niżej a
dostrzegalny byłby cały brzuch. Moje włosy były roztrzepane przez zrzucanie
T-Shirtu i długi bieg, aczkolwiek wyglądały seksownie. Byłam zarumieniona,
zarówno z biegania, jak i ze zdenerwowania.
I wtedy dotarło do
mnie, że Kłopot wyglądał tak samo. D’Arvit!
Życie lubi kopać Cię
w tyłek, a potem wrzucać do błota.
Lili Rzęska wyszła
zza przegrody obok mnie.
- Wow Holly! –
Powiedziała – Co Ci się stało? – Nie potrafiłam wydusić z siebie ani słowa –
Czy Ty i Kłopot…? – Zapytała sugestywnie.
- Nie! – Wybuchłam. Złość przesycała mój głos –
Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Dobrze, Holly – uśmiechnęła się, a wyraz
mojej twarzy złagodniał – Ale posłuchaj. Wiem, że kogoś bardzo lubisz.
- Nie… Ja… - zaczęłam, ale ona mi przerwała:
- I skoro nie jest to Kłopot, to musi to być
Artemis Fowl – skinęła głową – Wiem, że nie jesteśmy najlepszymi
przyjaciółkami, ale chciałabym pomóc – to zdanie mnie powaliło. Dlaczego każdy chciał
ingerować w moje znajomości?
- Dzięki Lili – powiedziała, odwracając się do
wyjścia.
- Och, i Holly. Chciałabym, abyśmy się bliżej
poznały – powiedziała – Pogadamy później.
- Dobrze Lili – uśmiechnęłam się. Naprawdę
nigdy z nią nie rozmawiałam. I mówiąc szczerze, zawsze uważałam ją za głupią,
blond cizię.
To mogłoby być zarazem dziwne, ale również
interesujące, aby myśleć o niej, jak o przyjaciółce. Przyjaciółce takiej jak
Caballine.
- Och, i jeszcze jedno – powiedziała, a ja
odwróciłam się do niej – Podoba mi się Twoja fryzura. Powinnaś częściej się tak
czesać.
Uśmiechnęłam się, patrząc na mój mundur.
Zapięłam go trochę bardziej. Trochę oznaczało różnicę pomiędzy byciem
seksownym, a wyglądaniem jak zdzira.
Wyszłam z łazienki. Oczywiście Ogierek wciąż
tam stał. D’Arvit! A miałam nadzieję, że wszystkim się znudziło o poszli. Zero szczęścia.
Lili przeszła obok i lekko pomachała do mnie
ręką. Jakby nie była pewna, co robi. Energetycznie odwzajemniłam gest i szeroko
się uśmiechnęłam.
- Holly, czy mogłabyś pójść ze mną? – Zapytał Ogierek.
- Jasne – przywołałam na twarz fałszywy
uśmiech. Nie było przed nim ucieczki. Miał dowody na coś, co musiało ujrzeć
światło dzienne. Wszystko wskazywało na to, że chodziło o mnie i o Kłopota.
- Od kiedy Ty i Lili jesteście przyjaciółkami?
– zapytał.
- Od teraz – wzruszyłam ramionami – Jest całkiem
miła.
- Zgaduję, że dlatego nie nazywasz już jej
cizią mizią?
- Szczerze mówiąc, nie potrafiłam jej przedtem
zrozumieć – przyznałam.
- I to się zmieniło? – zapytał z
niedowierzeniem.
- Staram się.
Weszliśmy do jego biura. Pomieszczenie przepełnione
było komputerami. Ogierek miał około dziesięću obrotowych krzeseł. Nie, żeby
mógł ich używać. Były tu tylko trzy specjalnie siedzenia dla centaurów.
- Usiądź Holly – powiedział wskazując na
krzesło obok siebie. Klapnął w dół.
Oczywiście zaczął od plotek, tak jak
podejrzewałam.
- Ach, więc Ty i Kłopot – uśmiechnął się.
- Definitywnie nie – zaprzeczyłam. Durny zbieg
okoliczności.
- Wiesz, wbiegłaś z tym swoim dziwnym
wyglądem, po chwili i on się pojawił… I jeszcze te „przytulanki” rano – D’Arvit!
Miał rację. Pierwszy incydent brzmiał bardzo źle, ale pierwszy z drugim w
połączeniu były katastrofą.
- Kłopot jest niesamowity – zaczęłam, a
Ogierek uniósł wysoko brwi w niezrozumieniu – Ale nie jest w moim typie – wiedział,
że mówię prawdę.
- Wspaniale – zaśmiał się – Arty mógłby się
bardzo zdenerwować i zabić Kłopka. Zabójstwo byłoby usprawiedliwione przez
płomienną miłość.
- Ogierku, nie czuję nic do Artemisa Fowla –
warknęłam – Żadnej płomiennej miłości.
- Czy aby na pewno? Żadnego momentu namiętności
czy pożądania? – zapytał – Nie siedzisz po nocach i nie marzysz o nim? –
Wyglądało na to, że znowu zaczął czytać romanse.
- Nie – powiedziałam – Nie ma nic takiego.
- A ja myślę, że zbyt bardzo protestujesz.
- A ja myślę, że czytasz za dużo romansów –
krzyknęłam, odrobinę za głośno.
- Taka jest prawa, Holly. To dlatego nie
lubisz Kłopota w ten sposób – skinął głową, będąc pewnym swego.
- Nie wystarcza to, że jest moim szefem? –
zapytałam sarkastycznie.
- Niee – odpowiedział, przeciągając literę „e”
– Kochasz jednego z nich. I obstawiam, że błotnego chłopaka.
- Więc lepiej oddaj pieniądze, bo przegrałeś –
wyciągnęłam do niego dłoń.
- Proszę Cię, Holly – parsknął – Swoją drogą,
Caballine kazała, abyś do niej napisała.
- Mówiąc o e-mailach, Arty jest wściekły, że
znowu go zhakowałeś.
- Ach, więc teraz to Arty? – zachichotał –
Słodko – cmoknął głośno.
- Ogiereku? – zapytałam z dziwną barwą głosu.
- Tak Holly? – zapytał nerwowo.
- Co niby chciałbyś poślubić? Może komputer?
- Hej, hej, Holly. Nie ma potrzeby, aby się
denerwować – powiedział, chcąc mnie uspokoić – Wiesz, że mogłabyś to zrobić.
- Nie, nie mogłabym – powiedziałam wstając i
podchodząc do niego coraz bliżej i bliżej. Zrównaliśmy się i wyszeptałam mu w
twarz – Słuchaj. Nie lubię w ten sposób Artemisa Fowla i jeśli jeszcze raz
stwierdzisz coś takiego, będę zmuszona,
żeby zrobić coś, co Cię zaboli.
- Przepraszam – zgrzytnął zębami.
- Do zobaczenia Ogierku – uśmiechnęłam się,
kiedy do niego machałam.
- Och, Holly, chcę się zobaczyć z Twoim
Artemisem, kiedy będzie już w Oazie – zawołał. Obróciłam się, aby wrócić, ale nie
było mnie już w pokoju, a Ogierek wcisnął „duży czerwony guzik”. Drzwi zamknęły
mi się przed nosem. Chciałam wpisać kod, aby wejść z powrotem i powiedzieć mu
co nie-co, ale nie zadziałał. Centaur musiał go zmienić. Tak czy siak, kiedyś
stamtąd musiał wyjść. Frond wiedział, że przez czekanie będę jeszcze bardziej
wściekła.
- Ogierek, wyłaź stamtąd! – zawołałam.
- A więc teraz próbujesz z Ogierkiem? –
zapytał Chix, stając za mną. O nie, tylko nie on.
- Nie próbuję z nikim! – warknęłam.
- Nie rozumiem Cię Holly – powiedział,
potrząsając głową – Więc nie komendant?
- Nie, nie komendant! – wrzasnęłam o wiele
głośniej niż zamierzałam.
Na tyle głośno, że wszyscy mnie usłyszeli.
Wszyscy na mnie spojrzeli. D’Arvit! Kłopot stał i patrzał na mnie. Byłam
strasznie zaczerwieniona. Zrobiłam jedyną rzecz, którą mogłam zrobić. Przepchnęłam się przez wszystkich i weszłam
do biura. Zablokowałam drzwi i zabrałam się do papierkowej roboty. Zostałam w
pracy trochę dłużej, żebym nie musiała spotkać się z pozostałymi.
Gdy wychodziłam, widziałam, jak Kłopot do mnie
machał. Ale nie obchodziło mnie to. Szłam dalej przed siebie. Dziesięć minut
później siedziałam przed telewizorem z miską pysznych przekąską.
Hm, miałam jeszcze jeden telefon do wykonania…
1 – dosłownie „przestań pie***lić”, ale chyba nie
przystoi.
2 – do tej pory nie wiem, jak to brzmi po polsku.