Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 5 'Prośba', część 1/2
Holly:
Jestem taka zdenerwowana. Muszę coś zrobić i wiem, że to nie będzie zabawne. Usiadłam przed holograficznym teefonem, ale zanim wybrałam numer doszło mnie pukanie w drzwi.
Ruszyłam do drzwi i otwarłam je bez patrzenia, kto jest po drugiej stronie (tak wiem, że to głupie). Po prostu sądziłam, że wiem, kto będzie po drugiej stronie. Może Caballine, która chciała na chwilę wstąpić po wieczornym bieganiu, albo Ogierek, aby nie przeprosić. Ewentualnie... Mierzwa? Żeby mnie zdenerwować... Albo Lili Rzęska, która nalegała, żeby z nią pogadać. Ale w drzwiach stanęła osoba, której w ogóle się nie spodziewałam. Kłopot Wodorost. O nie.
- Mogę wejść, Holly? - zapytał. Zmienił uniform SKR na ciemnoniebieskie jeansy i czerwony T-Shirt. Włosy miał wciąż rozczochrane. Elf omiótł mnie wzorkiem.
Bardzo niedobrze. Po przyjściu do domu ściągnęłam mudnur, a teraz miałam na sobie koszulkę z dekoltem w kształcie litery "v" i czarne krótkie szorty. Jednak zbyt krótkie, aby pokazywać się w nich przed mężczyzną. Oczywiście dla Kłopota "krótkie" oznaczało długość spodni przed kostki.
Nie mówiłam nic bardzo długo.
- Ewentualnie możemy pogadać tutaj - zasugerował.
- Nie, nie. Wejdź do środka - powiedziałam.
- Jak zwykle wszystko prezentuje się doskonale - odrzekł, rozglądając się wokół.
Był tu tak wiele razy. Najczęściej przychodził, gdy uczęszczaliśmy do Akademii; jeszcze gdy żyła moja mama. I później, gdy rozpoczynaliśmy pracę.
Kłopot usiadł w fotelu, który uwielbiał. Klapnęłam na przeciwko niego.
- Czy coś się stało? - zapytałam, jakbym nie wiedziała, o co może mu chodzić.
- Właściwie to tak - zaczął - No wiesz, chodzi mi o to... Jak się przytulaliśmy.
Nie spodziewałam się, że będzie mówił o tym tak otwarcie. Zarumieniłam się.
- I co w związku z tym? - zapytałam, prostując się.
- No wiesz. Ogierek, Chix i Lili nas widzieli.
- Przecież wiem - powiedziałam.
- Świetnie, a teraz chciałbym Cię zapytać, dlaczego wyrzuciłaś mnie z biura i zablokowałaś drzwi - zadumał się - Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Bo to prawda - zapewniłam go.
- Ale czy na pewno? - zapytał, patrząc mi w oczy po raz pierwszy, odkąd tu przyszedł.
- Oczywiście, jesteśmy nimi od lat. I nic tego nie zmieni.
- Wydaje mi się, że już to się stało - odparł - Ale nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie: dlaczego wyrzuciłaś mnie z biura?
- Nie chciałam kolejnych plotek - zarumieniłam się - Po dzisiejszym zajściu.
- Plotki? - Zapytał - To dlatego się martwisz. Świetnie. Naprawdę tak bardzo przejmujesz się tym, co inni o Tobie myślą?
- Kłopocie, gdzie byłeś podczas dzisiejszego lunchu? - Odpowiedziałam wymijająco, pytaniem na pytanie - Wszyscy myśleli, że to robiliśmy.
- Och, więc martwisz się o swoją reputację? - Zapytał, a w jego oczach rozbłysło zdumienie, które bardziej wyglądało, jak złość.
- Nie. Bardziej chodzi mi o Twoją - powiedziałam trochę bardziej szorstko niż chciałam - Chcesz wiedzieć, czy przejmuję się tym, co inni o mnie myślą? Odpowiedź brzmi tak i nie.
- O moją reputację? Proszę, wyjaśnij to - polecił zadziwiony.
- Jako komendant każdemu nadajesz rangę. A wszyscy sądzą, że jesteś z majorem - powiedziałam - I jeśli tak myślą, będzie im się wydawało to niesprawiedliwe. Coś w stylu faworyzowania. A szczególnie jeśli ten major był znany z łamania zasad.
- Ach, rozumiem. Więc unikałaś mnie, żeby mi pomóc? - Rzekł, jednak bardziej brzmiało to jak pytanie.
- Tak! - Prawie krzyknęłam z radości, że w końcu mnie zrozumiał.
- A co jeśli oni mnie nie obchodzą? - zapytał - Jeśli nic dla mnie nie znaczą? - To zbiło mnie z tropu. Na pewno nie mówił poważnie.
Byliśmy przyjaciółmi, tak? Nie mógł... Mnie pożądać tak, jak mówili inni... Prawda?
- Że co? - Jęknęłam, unikając jego wzroku. Czułam, że patrzy na mnie. A ja wpatrywałam się w drewnianą podłogę.
- Holly, nie obchodzi mnie to - powiedział, wstając - Może chcialbym, aby plotki okazały się prawdą.
- Ale dlaczego? - Zapytałam, chociaż znałam odpowiedź.
Chciał, żebym z nim była, ale musiałam powiedzieć "nie".
- Jeszcze tego nie zauważyłaś? - Zapytał, chwytając mnie za ręce i zmuszając, abym na niego spojrzała - Kocham Cię.
Może gdybym była pijana, od razu bym mu powiedziała. Ale nie byłam. Czułam, jak powietrze ucieka mi z płuc. Nie mogłam wziąć oddechu.
- Nie, to niemożliwe. Przepraszam. Ja Ciebie nie kocham - powiedziałam i nawiązałam kontakt wzrokowy, tak, aby dać mu pewność, że mówię poważnie.
- Tak, wiem - uśmiechnął mnie - Jeszcze mnie nie kochasz, ale będziesz.
- Nie. Nie chcę nikogo kochać. Jestem szczęśliwa bez tego.
- Holly, popatrz mi w oczy i odpowiedz szczerze - powiedział - Czy to on? Czy kochasz Artemisa Fowla?
- Nie kocham nikogo! Nie w ten sposób! - pokręciłam głową, aby podkreślić swoje słowa - On jest moim przyjacielem. I Ty również nim jesteś.
- Zobaczymy, jak długo nie będziesz go kochać... - urwał, aby dać mi jakąś rzecz do przemyślenia - Myślę, że powinienem już iść - wyciągnął się, tak, jak ja zrobiłam to przy Artemisie, prawdopodobnie chciał, abym nacieszyła się widokiem. Wiecie co? Wcale nie jest to takie fajne, gdy się jest odbiorcą tego gestu.
- Do zobaczenia Kłopocie - powiedziałam, wstając.
- Jeszcze coś - rzekł - Chcę abyś wiedziała, że jesteś piękna. I bardzo podobała mi się Twoja dzisiejsza fryzura.
- Dziękuję - odparłam, próbując popchnąć go w stronę drzwi. Jednak on się nie dał.
- I chciałbym zapytać... Nie umówiłabyś się ze mną? - Zapytał, patrząc mi w oczy i chwytając mnie za ręce. Staliśmy tutaj, po środku salonu. I on pytał mnie o taką rzecz. Wydawało mi się, ze jest to fabuła do jakiegoś głupiego romansidła, które bardzo szybko by się sprzedawało. Ale życie to nie kino. A ja nigdy nie spodziewałam się, że te wszystkie pogłoski to prawda.
- Kłopocie, to nie jest dobry pomysł - ostrzegłam.
- No dobrze - powiedział, nachylając się w moją stronę. Miałam nadzieję, że w końcu mnie zrozumiał, ale nie... To nie było to. Pocałował mnie w usta. Jego wargi były miękkie, delikatne. Odsunął się po kilku sekundach - Jestem przygotowany na to, co będą o nas mówić. Ale trudno. Ten, kto czeka, zawsze zyska. A ja patrzę optymistycznie w przyszłość - puścił mnie i przeszedł przez drzwi - Do zobaczenia jutro, Holly.