Rozdział 5 'Prośba', część 2/2


  Jutro. Coś, o czym definitywnie nie chcialam myśleć. Stałam chwilę w drzwiach, zastanawiając się nad tą całą sytuacją z Kłopotem. Czułam jego usta. W poprzednim pocałunku z całkiem inną osobą - bladym błotnym chłopcem - pryskały niebieskie iskierki na około nas. Iskierki. Teraz ich nie było.
 Byłam wykończona psychicznie, jak i fizycznie. Zazwyczaj w takich momentach rzucałam się na łóżko i zapominałam o wszystkim. Ale dziś miałam jeszcze jeden telefon do wykonania. Mus to mus.
 Czułam, jakby przechodziła déjà vu. Znowu siadłam w fotelu przed holograficznym telefonem. Szybko wybrałam odpowiedni numer i oczekiwałam odbioru. Zabrzmiały trzy sygnały, nim osoba po drugiej stronie się odezwała.
 Blond dziewczyna pojawiła się przede mną. Wyglądała, jak zwyczajna nastolatka. Jednak zwyczajna nastolatka nie znała pięciu tysięcy sposobów, jak zabić swojego przeciwnika. Miała na sobie różową koszulkę z napisem biegnącym na ukos. Włosy były spięte w warkocz, na którego końcu zwisal jadeitowy pierścień. Wyglądała bardzo ładnie.
 - Siemanko Holly - Julia Butler uśmiechnęła się so mnie.
 - Cześć Julio - mimo teg, co się dziś stało nie potrafiłam nie odwzajemnić gestu - Co słychać?
 - To samo, co zawsze - westchnęła, przewracając oczami. Szkoda, że moje życie nie było podobne. Tęskniłam za starymi czasami - A co u Ciebie?
 Powróciłam myślami do dzisiejszych zdarzeń:
 - Nie chcę o tym rozmawiać.
 - Och, brzmi kusząco.
 Ciężko było uwierztć, że jest spokrewniona z Butlerem. On był oazą spokoju. Julia nie znała tych słów, dopóki nie znalazła się w sytuacji kryzysowej. Mogli sobie nawzajem współczuć.
 Ale pomijając jej wygląd, nie była księżniczką.
 - Czego nie rozumiesz w słowie "nie"? - Zapytałam, unosząc brwi.
 - Okej, przestanę Cię teraz męczyć - powiedziała - Ale potem to z Ciebie wyciagnę.
 Szczerze mówiąc, wiedziałam, że to zrobi i nic jej nie powstrzyma. I jeśli ona się dowie, to Arty również. To po prostu jest moje szczęście.
 Przewróciłam oczami:
 - Trudno.
 - Hej - wyrwała mnie z myśli - Mogę gadać całą noc, ale co z Toba?
 - D'Arvit! - zaklęłam. Musiałam iść jutro do pracy. Jeśli byłoby inaczej podrażniłabym się z nią, aby przestała głupio komentować. Co, wiedząc z doświadczenia, mogłoby zająć dłuższą chwilę.
 - Więc co? Więcej kłopotów?
 Nie miałam nawet pojęcia, jaki Kłopot mam na głowie. Oczywiście, mój Kłopot był całkiem różny od tego, o którym myślała Julia i prawdopodobnie o wiele gorszy.
 - Nawet nie masz pojęcia - wyszeptałam cicho.
 - Co?
 - Och, nieważne - uśmiechnęłam się - Mam wolną sobotę i zastanawiałam się, czy masz może jakieś plany...
 - Nie - odpowiedziała zaintrygowana - Dlaczego pytasz?
 - Hm, Arty przyjeżdża i... - Zaczęłam, ale Julia mi przerwała:
 - Arty? - zapytała psotnym tonem - Od kiedy to "Arty" dla Ciebie?
 D'Arvit! Zazwyczaj używałam tego imienia tylko w myślach.
 - To po prostu zdrobnienie - westchnęłam dramatycznie.
 - Czy w końcu jesteście razem? To dlatego do Ciebie przyjeżdża? - dopytywała, nie robiąc nawet przerwy na oddech.
 - Nie! - wykrzyknęłam - Jesteśmy przyjaciółmi, którzy nigdy nie mają okazji spotkać się w normalnej sytuacji.
 - To tak samo jak my - wyszczerzyła zęby - A zaproszenia nie dostałam.
 - Możesz wpaść - odparłam i pomyślałam, że nie byłoby dla niej osobnego pokoju. Głupio mi się przyznać, ale miałam nadzieję, że odrzuci inwitację.
 - Nie, dzięki - zachichotała - Domowoj by mnie zabil za popsucie wam czasu.
 Nie, nie mógł by w tym wszystkim siedzieć. Wielu ludzi uwielbiało bawić się w swatki. Ale nie Butler. Nie mógł. A przynajmniej miałam taką nadzieję.
 - Tak czy siak, wróćmy do poprzedniego tematu - zaproponowałam.
 - Właśnie; co byś chciała zrobić? Wyjść gdzieś? Może potańczyć? - Zapytała.
 Praktycznie słyszałam myśli w jej głowie.
 - Powiedziałam Artemisowi, aby się ubrał... Zwyczajnie. Jak każda osoba w jego wieku - zaczęłam, ale oczywiście ona mi ucięła:
 - Teraz to Artemis? - Zakpiła, jednak moje spojrzenie dało jej wystarczająco dużo do zrozumienia - Więc chcesz iść na zakupy?
 - Tak. Dla niego zwyczajnie znaczy: eleganckie spodnie, koszula bez krawatu i półbuty.
 - Uch, wiem. To jest okropne - wykrzywiła się - Już kilka razy próbowałam wepchnąc mu jakieś młodzieżowe ciuchy, ale bezskutecznie/
 - Postaram się to zmienić - obiecałam.
 - Okej, czyli potrzebujesz partnera do pomocy - skinęła głową - I oczywiście stylistki. Coś jeszcze?
 - Musisz załatwić jego rozmiary. Wątpie, że są aż tak duże, no ale.
 - Zrobione - uśmiechnęła się łobuzersko - Chociaż myślę, że Ciebie interesuje tylko jeden rozmiar, którego ja nie mam zamiaru sprawdzać - zaczęła chichotać - Nie chcę wiedzieć, czy ma dużego, czy nie. Może Ty się dowiesz.
 - Obrzydliwe - powiedziałam, wykrzywiając usta. Może i byłam ciekawa, ale Julia nie musiała o tym wiedzieć - Muszę jeszcze tylko wymienić pieniądze.
 - Nie ma problemu Holly, zrobię to za Ciebie - skinęła głową.
 - Dzieki Julio.
 - Jak myślisz, jakich ciuchów będzie potrzebował?
 - Hm... Pewnie kilka par zwykłych spodni i... Koszulek. Nie, żebym miała również coś przeciwko trampkom. Przez te nie całe dwa tygodnie może przyzwyczaić się do jednego typu cichów. Z drugiej strony będzie potrzebował też coś eleganckiego.
 - Świetnie - powiedziała Julia i skinęła głową.
 - Dobrze, muszę uciekać. Dobranoc - odparłam.
 - Zaczekaj Holly! - Zawołała za mną siostra Butlera.
 - Co? - Sapnęłam, trochę ostrzej niż zamierzałam. Nie lubię być niemiła, ale byłam zmęczona, a w sobot będziemy miały mnóstwo czasu.
 - Zapomniałaś o trzech najważniejszych rzeczach - zauważyła. Jasne, była przyzwyczajona do przebywania z Artemisem i jego doskonałych planów. Naszczęście była bardziej buntownicza, tak, jak ja.
 - O co chodzi? - Zapytałam.
 - Po pierwsze, gdzie się spotkamy? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. To było dla mnie tak oczywiste, że wyleciało mi z głowy. Nie mogłyśmy się spotkać w domu Artemisa, ponieważ on również tam był. A on nie mógł wiedzieć, że wyszłam na powierzchnię - Na pewno nie Dwór Fowlów.
 - Nie, spotkamy się w centrum handlowym w Dublinie* - powiedziałam.
 - Ok - odrzekła. Widziała, jak unosiła dwa palce do góry - Po drugie: o której się spotkamy? I o której będziesz musiała wracać? - Znowu. Oczywiste pytanie. Planowanie chyba nie było moja mocną stroną. To była działka Artiego.
 - Hm, myślę, że kiedy zaczną otwierać sklepy... A na dole muszę być w niedziele o piątej.
 - Super. Więc możemy robić zakupy przez cały dzień, a potem iść się gdzieś zabawić - zgodziła się.
 - Tak, ale o co chodzi z trzecią rzeczą?
 - No fakt. Jesteś elfem o wzroście około jednego metra... I masz dlugie, odstające uszy. Chyba będziesz musiała być moją młodszą siostrą. Tylko musisz sprawić sobie perukę.
 - Załatwię to bezproblemowo - powiedziałam, a w jej oczach zabłysło podniecenie - Zobaczysz.
 - Hm, Ogierek?
 - Wiesz o tym bardzo dobrze - uśmiechnęłam się do niej.
 - No dobrze. Zmarnowałam już wystarczająco dużo Twojego czasu - odwzajemniła gest - Słodkich snów.
 - Zawsze je mam. Dobranoc Julio - powiedziałam, rozłączając się.
 Spedziłam dziś tak dużo czasu przy telefonie. I byłam zmieszana dzisiejszymi wydarzeniami. Było źle, a ja czułam się wykończona. Huśtawka nastroju obalała mnie z nóg.
 Podeszłam do szafy i sięgnęłam po pidżamę. Szybko wciągnęłam na siebie czarną bluzkę i ciemno-czerwony dres. Rzuciłam się na łóżko i zamknełam oczy. Spałam zanim dotknęłam poduszki. A ostatnią myślą, która przeszła moje myśli nim spowiła mnie czerń, był oczywiście Artemis Fowl.

* ja jestem świadoma, że center handlowych w Dublinie jest mnóstwo, ale autorka najprawdopodobniej nie. Może uważa, że Europa jest trochę mniej cywilizowana ;-)

 Notka się pojawiła z lekkim opóźnieniem, nie mam pojęcia dlaczego /wstawiłam ją dziś w nocy, jest późne popołudnie/. Postaram się o notkę w poniedziałek. (może jutro, ale nic nie obiecuję, bo wychodzę południem z przyjaciółmi)
 Pozdrawiam ;-)

1 komentarz:

  1. Bardzo podoba mi się to opowiadanie i cieszę się, że je tłumaczycie. Kocham Artemisa!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!