Drogi pamiętniku,
jest w pół do czwartej. Normalnie spałabym o tej porze, ale teraz nie mogłam. Miałam straszny sen, który mnie obudził. Był o Artemisie. Tak szczerze, to wcale nie był taki okropny. Bardziej przerażający - dlatego, że wiedziałam, że to nigdy nie zdarzy się w realnym życiu:
Chodziłam po ogromnym ogrodzie we Dworze Fowlów. Byłam sama, kiedy usłyszałam, że ktoś idzie w moją stronę. Nie obrociłam się, aby zobaczyć, kto to. Po prostu to wiedziałam.
- Holly - poczułam jego oddech koło ucha.
Po chwili objął mnie w talii.
- Artemisie? Chcesz czegoś? - Zapytałam, nadal nie odwracając się w jego stronę.
- Tego, czego chcę od zawsze - odpowiedział - Najważniejszej rzeczy na świecie.
- Więcej złota? - Ponownie zadałam pytanie, czując, że zaczynam się złościć. Złoto. Czy to wszystko o czym myślał? Czy mogło być dla niego coś ważniejszego?
- Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - odparł, przesuwając dłońmi po moich włosach. Odwróciłam się do niego. Jego oczy płonęły emocjami, ale nie byłam w stanie stwierdzić, jakimi. Brwi miał zmarszczone, jakby intensywnie się na czymś koncentrował.
- Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytałam, biorąc jego buzię w ręce. Jego oczy wpatrywały się we mnie. Jednak wyraz twarzy miał łagodny.
- Możesz mi mówić o wszystkim - powiedział takim przesyconym uczucami tonem, że na chwilę wybił mnie z rytmu. Nie byłam przyzwyczajona do tego typu relacji z Artym. Niezależnie, jak okazywał emocje było to dość dziwne.
- Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptałam.
- Nie... Naprawdę? - Zapytał Artemis, a złość pojawiła się w jego dwukolorowych oczach - A Ty? Co mu powiedziałaś?
- Że nie żywię do niego takich uczuć - odparłam, wciąż dotykając jego twarzy - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
- I co Ty na to? - Ton jego głosu i to, w jaki sposób to wypowiedział, zabrzmiało, jakby był normalnym chłopakiem. Jego oczy nic nie mówiły.
- Powiedziałam, że Cię nie kocham - przyznałam, a jego twarz, jakby pobladła, by po chwili powrócić do normalnego wyglądu - Ale myślę, że skłamałam.
- "Myślisz, że skłamałaś"? - Powtórzył pytającym tonem. Uniósł do góry brwi, a na czole uformowała się niegłęboka zmarszczka, która - jak nigdy nie sądziłam - okazała się dość atrakcyjna.
- Nie, wiem, że to zrobiłam - uśmiechnęłam się - Kocham Cię, Artemisie - powiedziałam - Kocham Cię - mogłam powiedzieć to przed wszystkimi ludźmi, ale oni nie obchodzili mnie aż tak bardzo. W tym momencie świat mógłby zostać zniszczony; mógłby się skończyć.
Patrzał mi w oczy, jakby chciał przeze mnie przejrzeć:
- To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly - uśmiechnął się. To tak, jakby sen stał się jawą. Sen, którego zawsze się bałam - Jak było od zawsze i będzie.
- A co z Minerwą? Albo Shry? - Zapytałam, nie mając pojęcia, kto jest drugą wymienioną osobą.
- One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odparł - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są - pochylił się i pocałował mnie. Nasz usta współgrały z sobą w skomplikowanym tańcu. Dlonie miałam w jego włosach; próbowałam się przyciągnąć bliżej, a on owinął rękę wokół mojej talii.
To było lepsze niż cokolwiek innego, co mogłam sobie wyobrazić.
Puścił mnie dopiero wtedy, gdy zabrakło mu powietrze. Postawił mnie na ziemi. Położył się, a ja obok niego. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej - oboje patrzyliśmy w nieb. Wiał lekki wiatr, który rozrzucał moje włost na boki i twarz Artemisa.
Odwróciłam się tak, że już nie leżałam na plecach, a na jego klatce piersiowej.
- Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota. Więc odpowiedz mi.
Artemis się zaśmiał:
- Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem.
- Przesadzasz - odchrząknełam, przybliżając się.
- Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham? - Zapytał i poczochrał mi włosy.
- Udowodnij to - powiedziałam z byłskiem w oku.
- Postaram się.W tym momencie zostałam wyrwana ze snu. Leżałam w łóżku, próbując ponownie zasnąć, ale sen nie przychodził. Tak więc jest trzecia trzydzieści, a ja siedzę nad pamiętnikiem. Miałam odrętwiałe ciało. Ale nie miałam pojęcia, jak zrozumieć ten sen. Przez cały dzień zaprzeczałam, że cokolwiek czuję do Artemisa. A może to było kłamstwo? Może to próbowało powiedzieć mi prawdę? Albo to były jakieś żarty...?
No dobra, mogę przyznać - Artemis jest przystojny. Jest inteligentny i zabawny, ale sen to sen. Z drugiej strony, on nie czuł do mnie tego samego. Na pewno skończy z Minerwą albo jakąś dziewczyną jej typu.
A z jeszcze innej perspektywy, Arty nie kochał nikogo bardziej niż złota. Złoto to władza. Złoto jest wszystkim, miłość nie. Nie wiem, dlaczego łudziłam się, że może mnie kochać. Ten sen był pewnie wymyśloną kontynuacją z dzisiaj. Nic wielkiego, lepiej o tym zapomnieć. I to zamierzałam zrobić.
Spojrzałam na zegarek, była czwarta trzydzieści. Jest późno, a ja muszę za niedługo wstać. Muszę się położyć. Odpocząć. Słodkich snów,
Holly.
Oczywiście, pogrubiona czcionka oznacza sen. Nie wiem, kiedy następna notka, będę miała teraz trochę wolnego czasu to prawdopodobnie się coś pojawi.
Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!