Obudziłam się rano, dziwnie wypoczęta. Ale kiedy tylko wstałam z łóżka, chciałam z powrotem zasnąć. Chyba coś mi się śniło, ale za nic w świecie nie pamiętałam, co. Może później mi się przypomni.
Powtórzyłam codzienną rutynę. Wykąpałam się, umyłam zęby i wciągnęłam mudnur. Nie poczesałam włosów - dlatego, że wczoraj spotkały się z tak dużym aplauzem. Zjadlam jeszcze śniadanie - grzanki i wypiłam sok z owoców.
Dziesięć minut później byłam w drodze do pracy. Mój dobry nastrój zniknął. Ale był zastąpiony natłokiem myśli. Musiałam sobie zrobić pogadankę z moim "przyjacielem". I jeśli nie dostnę tego, czego chcę polec głowy. A szczególnie ta od Ogierka.
Byłam wcześniej o prawie dwadzieścia minut - nie napotkałam nikogo w środku. Ruszyłam do góry do biura Ogierka. Wprowadziłam kod, ale drzwi się nie otworzyły.
- Ogierek, jeśli nie otworzysz drzwi to tego pożałujesz.
- Nie ma go tutaj - zawołał, próbując zmienić jego głos.
Miałam tego dość. Znałam inny kod. Wbiłam datę urodzin Caballine. Czerwono światełko mignęło na zielone. A kiedy to się stało drzwi stanęły otworem.
Gdy weszłam do środka Ogierek siedział w tym swoim specjalnym krześle. Wyglądał na spanikowanego i zdenerwowanego. Miał szeroko otwarte oczy i usta. Każdy, kto go znał mógłby powiedzieć, że był zszokowany. Ja, zwykły, szary major SKR złamałam jego zabezpieczenia, tylko dlatego, że znałam jego żonę. To już nigdy nie będzie takie proste. Niedobrze. Ale przynajmniej byłam usatysfakcjonowana.
- Ogierku jesteś mi coś winien - warknęłam.
- Proszę Holly nie działaj pochopnie - powiedział, próbując załagodzić sytuację.
- Czy ja kiedykolwiek się tak zachowywałam? - Zapytałam i dałam mu chwilkę, aby przemyślał, o co mi chodzi.
- N-nie, nigdy - przełknął ślinę - Potrzebujesz czegoś?
Mądry chłopiec. Wiedział, że tak w zasadzie nie potrafiłabym go skrzywdzić. No może troszeczkę. Z jednej strony dobrze, że mnie wczoraj zdenerwował - musiałam go lekko zaszantażować. Inaczej zostałoby mi tylko go wybłagać.
- Pomocy - powiedziałam z uśmiechem - Ty wyręczysz mnie, ja Ciebie.
- Ciekawe - zastrzygł uszami - Zamieniam się w słuch.
- Załatwisz mi wizę od sobotniego poranka do późnego niedzielnego popołudnia - oświadczyłam.
- W jaki sposób ma mi to pomóc? Pomijając fakt, że przez dwa dni nie będę musiał Cię spotykać - czułam, że w myślach rozstrząsywał tę sprawę.
Zaśmiałam się od niechcenia.
- Pamiętasz ten pierścień, którego nie miałeś okazji przetestować? - Zapytałam i zaczekałam na jego kiwnięcie głową. A kiedy to zrobił oznajmiłam - Zrobię to na powierzchni.
Ogierek znalazł sposób na to, aby wróżki mogły wyglądać tak jak ludzie, kiedy wychodzą na powierzchnie. Zaprojektował morfologiczny* pierścień. Nie tworzył holograficznej osoby, po prostu zmieniał wróżkę w człowieka. Jestem elfem z wzrostem jednego metra, ale jeśli się przemienię będę wyglądać na dziewczynę ze 150 centymetrami. A najlepsze z tego wszystkiego jest to, że ciuchy rosły razem z Tobą, a nawet jeśli miałeś ze sobą komputer SKR mogłeś zmienić wizerunek.
- Serio? - Zapytał - Prztestujesz go i mi wybaczysz? I nie ma żadnych haczyków?
- Tak, tak. Bez kruczków - zgodziłam się.
Podrapał się po brodzie, jakby ciężko nad tym myślał - No dobrze. Ale chcę to mieć na papierze.
- No jasne... - Westchnęłam.
Podał mi kawałek kartki i długopis, które zabrał z biurka. Zaczęłam pisać, a wtedy wkład zmienil kolor. Z niebieskiego na zielony, i dalej na różowy.
- Co z tym długopisem? - Zapytałam go, myśląc, że jest zepsute.
- Jeden z moich najnowszych wynalazków. "Humorzasty" długopis - uśmiechnął się, jak ojciec do dziecka, któremu tłumczył niezwykle trudną rzecz - Chcesz jeden?
- Pewnie - odparłam, wiedząc, że inaczej zraniłabym jego uczucia - Jak dużo ich masz?
- Tysiące, czemu?
- Skoro tak, to wezmę piętnaście - uśmiechnęłam się.
- Nie ma sprawy - powiedział, podając mi je* - Te małe gadżeciki są naprawdę świetne. Nie działają poprzez temperature. O nie, one wykrywają, jaki jest Twój humor. Na początku musiałem... - Zaczął, ale wiedząc, co się szykuje przerwałam mu. I jeśli nie zrobiłabym tego w tym momencie to chyba by nie skończył.
- Powiesz to Artemisowi...
- A niby czemu jemu? - Zapytał głośno.
- Dobre pytanie. Frond pewnie wie, ale ja nie - powiedziałam - Chcesz w końcu podpisać ten kontrakt czy jak?
- Jakby to Julia powiedziała "pewka"! - Zacytował, przewracając oczami.
- Nie ma potrzeby na ten sarkazm - wymamrotałam.
Zaczęłam pisać kontrakt:
Oboje podpisaliśmy się na kartce,Ja, Holly Nieduża, major SKR w tym momencie zgadzam się na układ z inżynierem SKR - Ogierkiem. Wygląda on następująco: w zamian za otrzymanie wizy przetestuję morfologiczny pierścień. Nie dodaję żadnych innych haczyków.
- Satysfakcjonujące? - Zapytałam.
- Jak najbardziej. Dzięki Holly - uśmiechnął się, kiedy wstałam i ruszyłam do drzwi. Mialam robotę do wykonania.
- Na razie Ogierku. Pogadamy później.
- Holly? - Zawołał - Jeszcze jedna rzecz.
- Tak? - Odparłam, próbując zabrzmieć niecierpliwe. I uwierzcie, było to cieższe niz mogłoby sie wydawać.
- Nie powiedziałaś, gdzie dokładnie chcesz go przetestować.
- Tak, jak Ty nie dałeś mi pierścienia - odpowiedziłam, chcąc aby odszedł od tematu. Działalo. Geniusze tak łatwo się dezorientują, kiedy popełnią jakiś nieświadomy błąd.
- No tak - powiedział i rzucił mi czarne, małe pudełeczko, które oczywiście zlapałam. Otworzyłam je i wyciagnęłam piękny pierścionek. Wyciągnęłam go, przymierzyłam i schowałam z powrotem. Dostałam kobiecy rodzaj obrączki. Była zrobiona ze srebra. Na środku widiał duży pięciolistny kwiat z wkutym diamentem. Był biały i wyglądal, jakby pulsował.
- Czegoś zapomniałaś - zawołał ponownie i znow coś rzucił. Instrukcję do pierścienia, którą musiałam przeczytać.
- Dzięki ponownie - pomachałam ręką - A teraz naprawdę uciekam.
Południe minęło mi bardzo szybko. Miałam dużo papierkowej roboty, ale nie zbyt się do niej przywiązywałam. Kłopot byl u mnie w biurze, ale udawałam, że wcale mnie tam nie ma. Na pewno znał prawdę, więc po prostu nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Minie dużo czasu zanim znowu przyzwyczaję przebywać z nim sam na sam. Oprócz tego reszta była całkiem niezła.
*„morfologiczny” – dotyczący postaci i budowy
*dość dziwne, jak dla mnie, ja bym nie schowal 15 długopisów do kieszeni ;) hue
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!