Rozdział 13 'Rozproszenie' część 3

Jeśli są jakieś błędy to naprawdę przepraszam, co widziałem to poprawiłem, ale jestem nieźle wykończony tym całym tygodniem. Pozdrawiam :)

 - Artemisie? Artemisie! - Obudził mnie całkiem inny głos. Niski, męski. A duża dłoń potrząsała moim ramieniem.
 Owtorzyłem niechętnie oczy, moje myśli wciąż krążyły wokół snu, który przed chwilą miałem.
 - Butler - wymamrotałem słabo.
 - Dzień dobry, śpiąca królewno. Jak Twoje słodkie sny?
 Znowu te słowa przywróciły mi obraz, jakby 'marzenia'.
 - Nawet nie masz pojęcia - odprałem nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówię. Wciąż czułem mrowienie na ustach.
 - Mogę zapytać, o czym śniłeś?
 - O niczym ważnym - powiedziałem z nadzieją, że przestanie drążyć temat.
 - Holly? - Zapytał, uśmiechając się.
 - Oczywiście, że nie - odrzekłem, uciekjąc wzrokiem, aby ukryć moje zakłopotanie.
 - To dlaczego wołałeś ją po imieniu? - Dopytywał się, unosząc brwi.
 - Jak dokładnie długo tutaj byłeś?
 Bałem się, że może słyszał zbyt dużo. To w połączeniu z tym, o czym czytałem mogło by powiedzieć naprawdę za wiele.
 - Krótko - wzruszył ramionami.
 Zdecydowałem, że pora to zakończyć. Butler był jak głaz. Nie dało się go ruszyć. A kiedy już coś się wydało, chciał wiedzieć więcej. Właśnie teraz tak było.
 - Co chciała Julia? - Zapytałem wymijająco.
 - To samo co zawsze. Potrzebowała, abym zaniósł jej zakupy do auta, jakbym naprawdę nie miał nic innego do roboty.
 - Bo nie miałeś? - Zachichotałem.
 - Nie o to chodzi.
 - Więc o co, stary przyjacielu?
 - O to, że nie jestem wołem towarowym - powiedział Butler, a w jego głosie było coś dziwnego.
 - Wątpie, żeby ktoś mogłby Cię pomylić z "wołem towarowym".
 - Prawda - stłumił śmiech.
 - No dobrze. Muszę przyznać, że jestem zaciekawiony.
 - Czym? - Butler udał zdezorientowanie.
 - Wiesz o tym dobrze - odparłem ostro i poważnie.
 - Naprawdę wątpię.
 - Nowa przyjaciółka Julii - westchnąłem - Jaka ona jest?
 - Spokojna i miła, ale nie łatwa. Definitywnie wyznacza granice i ma dobre poczucie humoru.
 - Zaimponowała Ci? - Zapytałem, wychwytując dumę w głosie mojego przyjaciela.
 - Trochę. A wiesz, jak ciężko to uczynić.
 - Owszem - zaśmiałem się na samą myśl o tym - Jestem jeszcze bardziej zaintrygowany. Jak ona wygląda?
 Butler uniósł wysoko brwi.
 - Dlaczego?
 - Jestem ciekawski?
 - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedział, próbując ukryć uśmiech - Ale skoro chcesz wiedzieć to tak będzie.
 - W odpowiednim czasie... - Mruknąłem do siebie.
 - Jest ładna.
 - Ładna? - Zapytałem. Takie słownictwo nie było raczej odpowiednie. Wiele dziewczyn było "ładnych", ale nie miały tego czegoś. Pewnie była podobna do nich.
 - Hm, była bardzo wysokam, jak na jej wiek. Miała ciemną karnację. I ogromne zielone, przeszywające oczy i długie, kręcone, blond włosy. Wyglądała naprawdę naturalnie, prawdziwie, wiesz. Chodzi mi o makijaż. Ale w sumie Julia może to zmienić. Ma tony kosmetyków.
 Nieźle. Ale na pewno była jakąś cizią z Kalifornii lub Francji, która chcialaby zobaczyć krasnoludki.
 - Och. Julia prosiła, aby Ci coś przekazać - uśmiechnął się. Jestem pewien, że to nic dobrego.
 - Co tym razem? Tylko nie kolejna randka - zawsze, gdy zaczynałem lubić jakąś dzieczynę, Julia próbowała mnie z nią zeswatać. Przychodziła z jakąś "idealną dziewczyną", przed którą zawsze się "bronię". Jeśli jest jakaś rzecz, której nienawidzę to właśnie to. Nigdy tego nie polubię.
 - Zaprasza Cię w pewne miejsce dziś w nocy.
 - To jest? - Zapytałem.
 - Phenom.
 - Mhm - mruknąłem.
 Kiedy już miałem odpowiedzieć, coś mi przerwało:
 - Artemisie, mogę Cię tutaj na moment prosić? - Zawołał ojciec ze swojego biura.
 - Idę, idę - odkrzyknąłem - Pogadamy - powiedziałem do Butlera.
 - Oczywiście.
 - Tak ojcze? - Zapytałem, wchodząc do jego osobistego pokoju.
 - Usiądź Arty - wskazał dłonią duży fotel na przeciwko niego.
 - Czy czegoś potrzebujesz?
 - Jestem trochę zaintrygowany... - Zaczął.
 - Czym takim? - Wprawił mnie w zakłopotanie.
 - Wszedłem do Twojego pokoju, podczas gdy spałeś. Nie miałem serca, żeby Cię obudzić. Ale chcę z Tobą porozmawiać.
 - Zamieniam się w słuch ojcze.
 - Chodzi mi o Ciebie. Do tej pory nic jeszcze nie zrobiłeś, ani nigdzie nie poszedłeś, a ja nie chcę brać tej sprawy w swoje ręce.
 - To będzie zbędne - przełknąłem ślinę - Postaram się coś z tym zrobić.
 - Mam nadzieję - ojciec skinął głową.
 - To wszystko? - Zapytałem, szykując się do wyjścia.
 - Tak, możesz odejść - uśmiechnął się do mnie.
 - Butler! - Zawołałem, kiedy wchodziłem do swojego pokoju.
 - Tak Artemisie?
 - Wiesz, co dziś będziemy robić?
 - To samo, co zawsze. Spróbujemy przejąć władzę nad światem! - Odgryzł się Domowoj.
 - Bardzo zabawne. Naprawdę, Butler... - Potrząsnąłem głową.
 - Tak więc?
 - Wyjdziemy - odparłem, a jego brwi znowu się uniosły. Butler popadnie w nawyk robienia tego, jeśli bedę w pobliżu.
 - Gdzie? - Uśmiechnąłem się, a jego oczy rozszerzyły się, a "szczęka opadła".
 - Do Phenomu.
 - Możesz mi podać jeden powód, dla którego to zrobisz?
 - Nie mogę być normalnym facetem chodzącym do klubu?
 - Nie - odparł bez wahania.
 - O, dzięki.
 - Mówię, co widzę i czuję - uśmiechnął się - A tak napawdę, po co tam idziesz?
 - Zobaczysz...

Rozdział 13 'Rozproszenie' część 2

No tak, Some sobie chodzi na jakieś spotkania, a ja tu muszę siedzieć. Buu, jutro o 5 do pracy :(


 Gdzieś w natłoku tych myśli musiałem się w końcu zatrzymać i zasnąć. Wiedziałem, że śniłem.
 Stałem na ganku Dworu Fowlów. Przede mną rozpościerał się naturalny, roślinny obasza. Niedaleko lasku stała elfka. Miała długie, kasztanowe włosy, które rozpoznawałem wszędzie. Holly. Chociaż może mógłby to być ktoś inny. Miliony kobiet posiadają takie włost, ale nie. Czułem w środku, że to była ona.
 Zaszłem ją od tyłu. Nie odwróciła się, ani nie dała znać, że wie, iż tutaj jestem w żaden sposób. Nawet kiedy byłem jeszcze bliżej. Nie zrobiła tego.
 - Holly - wyszeptałem jej imię, opierając się pokusie, aby dotknąć jej włosów.
 - Artemisie? Chcesz czegoś? - Wypowiedziała moje imię w taki sposób, że przeszły mnie ciarki. Nie ze strachu czy zimna, ale raczej z jakiegoś... podniecenia?
 - Jesteś w moim domu - wzruszyłem ramionami.
 - Przecież widzę, że czegoś chcesz. O co chodzi? - Znała mnie tak dobrze. Czasem wydawało mi się, że nawet lepiej niż ja sam.
 - Tego, czego chcę od zawsze. Najważniejszej rzeczy na świecie - odparłem, spoglądając na nią. Nadal opierałem się pokusie, aby dotknąć jej włosów czy ust.
 - Więcej złota? - Kiedy o to zapytała dojrzałem coś w jej oczach. Złość.
 - Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - trochę zdziwiłem się, że potrafiłem wykrzesać z siebie tak szczere zdanie. W całym teraźniejszym moim rozumowaniu nic takiego się nie pojawiło. Spojrzałem na nią. I w tym momencie nie mogłem oprzeć się, aby jej nie dotknąć. Mój palec wskazujący zaczął kręcić kosmykiem jej włosów. Byłem prawie pewien, że odepchnie moja dłoń, ale zamiast tego zeknęła na mnie z pewnym wzruszeniem. Z jakąś pasją, ale co ja wiem o takich rzeczach.
 - Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytała, kładąc dłonie na moich policzkach. Jej dotyk był ciepły i przyjemny. Chciałem odsunąć od siebie te myśli i powrócić do konwersacji.
 - Możesz mi mówić o wszystkim - odparłem szczerze. Muszę przyznać, że czułem się dobrze, gdy wiedziałem, że ona mi ufa. Że może powiedzieć mi wszystko, co dzieje się w jej życiu.
 Holly poruszyła się niespokojnie. To znaczy lekko prouszała biodrami. Była taka... piękna. Jak mogłem przed tem tego nie zauważyć? Była idelana. I nerwowa. Nawet bardziej, niż wtedy, kiedy pytała, czy mogę ją odwiedzić.
 - Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptała. A mnie to zmroziło. Jasne, że wiedziałem, iż ona mu się podoba. Komu nie. W sumie z logiki wynikało, że nie jest jeszcze tak źle. Najważniejsze pytanie brzmialo: Czy ona go kocha?
 - Nie... Naprawdę? - Zapytałem, próbując ukryć rosnącą złość i zazdrość, ale nic nie mogło powstrzymać tego, jak zabrzmial mój głos. Nic - A Ty? Co mu powiedziałaś?
 Holly lekko się uśmiechnęła, kiedy spoglądała mi w oczy:
 - Że nie żywię do niego takich uczuć - wciąż dotykała mojej twarzy, a jej dłonie były delikatne jak piórka - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
 Próbowałem zachować się spokojnie. Pomijając fakt, że serce zaczęło mi bić. Zatrzymałem oddech. To było pytanie o którym nieświadomie przed chwilą myślałem. Ale bałem się zapytać. Nawet byłbym przerażony jej odpowiedzią. Ogarnj się! Upomniałem się w myślach. Fowlowie nie boją się nieznanego:
 - I co Ty na to? - Mój głos brzmiał tak bardzo zwyczajnie, iż mam podstawy sądzić, żę trochę ją to zdezorientowało.
 - Powiedziałam, że Cię nie kocham - poczułem, jakby ktoś wbijał mi nóż w serce. Ból był nie do wytrzymania, owijał się wokół mnie. Odwróciłem wzork, ponieważ nie mogłem znieść myśli, co zobaczyłbym w jej oczach. Moje uczucia nie były podzielane. Jedyne, co mogłem zrobić to stłumić cierpienie i iść dalej przez życie - Ale myślę, że skłamałam.
 Podniosłem na nią wzrok. Poczułem przypływ nadziei. Spróbowałem ją stlumić. To mogloby załamać mnie całkowicie - "Myślisz, że skłamałaś"?
 - Nie, wiem, że to zrobiłam. Kocham Cię, Artemisie - I znowu to powtórzyła. Nie w sposób taki, w którym mogłaby zobaczyć moją rekcję. Ale w taki, abym zapmiętał to na... zawsze?- Kocham Cię.
 Wziąłem głęboki wdech. Nawet nie zdawałem spobie sprawy, że nie oddychałem:
 - To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly. Jak było od zawsze i będzie - nawet trochę się zdziwilem na punkcie moich słów. W sumie trochę już minęło odkąd braliśmy udział w sprawie na Arktyce. I wiedziałem, że zawsze będę to do niej czuł. Kiedy już to z siebie wyrzuciłem, poczułem się trochę bezbronny. Raczej nie dzieliłem się niczym z nikim, ale ufałem Holly i byłem pewien, że ona nie nadużyje mojego zaufania. A ja zrobię dla niej wszystko.
 - A co z Minerwą? Albo Shry? - Nie, one nie były warte. Ale skąd znała Shry? Musiałem to zapamiętać.
 - One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odpowiedziałem, spoglądając w jej dwu kolorowe oczy - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są.
 Czułem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Odkąd tylko jej dotknąlem, miałem ochotę ją pocałować. No i do tego czasu walczyłem z tym dość dzielnie. Ale nie. Pocałowałem ją. Miała słodkie i ciepłe wargi. To było, jakbyśmy robili to już wiele razy. Nasz pierwszy pocałunek był niczym w porównaniu z tym. Iskierki zaczęły skakać wokół, gdy tylko złączyliśmy dłonie i usta.

 Wplotłem ręce w jej włosy, a ona w moje. Nasze ciała były tak blisko, że bardziej już się nie dało. Ten pocałunek był jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Czułem, że wszystkie argumenty, dlaczego nie powinienem był tego zrobić odeszły w niepamięć. Po raz pierwszy czułem się naprawdę dobrze. Potrzebowaliśmy się w sposób fizyczny.
 Trwało to dopóki nie skończyło nam się powietrze. Miałem nogi, jak z waty (chociaż może dlatego, że brakowało mi tlenu) więc zsunąłem się na ziemię, pociągając Holly ze sobą. Lekko zachichotała. Położyłem się na plecach, ale ona siedziała tyłem i to mi nie pasowało. Lekko ją do siebie przyciągnąłem i położyłem jej głowę na swojej klatce piersiowej. Wtuliła się we mnie.
 - Artemisie - powiedziała. Chciała, aby to zabrzmiało troche ostro, ale jednak dla mnie było to bardzo pieszczotliwe.
 - Holly? - Zapytałem, mój głos był lekko ochrypnięty.
 - Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota - odparła, głeboko patrząc w moje oczy - Więc odpowiedz mi.
 - Prawie jak policjantka - zaśmiałem się - Jesteś taka podejrzliwa.
 - To nie jest odpowiedź na moje pytanie - powiedziała głośniej.
 Nie mogłem się zatrzymać i zachichotałem.
 -  Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem. Bez Ciebie jestem niczym.
 - Przesadzasz - odchrząkneła, przybliżając się.
 - Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham?
 - Jestem policjantką.
 - Więc, co mogę zrobić, abyś uwierzyła w moje słowa? - Zapytałem bardziej siebie, niż jej.
 - Udowodnij to - wyzywała mnie.
 - Postaram się.

Rozdział 13 'Rozproszenie' część 1

Witam, witam :) Przepraszam, że musieliście czekać, ale nie zdawałem sobie sprawy, dopóki Madzalen nie przysłała mi smsa, że trzy kolejne rozdziały są moje, wybaczcie za opóźnienie. Poza tym pracuje :(

Rozdział pisany z punktu widzenia Artemisa. Dzieje się to w czasie, gdy Holly biega po centrum.

 - Butler, jestem pewien, że wszystko jest w porządku - powiedziałem podirytowany przez mojego starego przyjaciela. Przechodził z miejsca na miejsce, podczas gdy ja próbowałem skupić się na przeczytaniu książki.
 - Artemisie, nie wiemy, kim może być ta dziewczyna. Nawet nie mamy pewności, jak się nazywa - westchnął. Siedziałem przy biurku i naprawdę próbowałem skoncentrować się na książce, ale Butler ciągle mówił o Julii.
 - Nie sądzisz, że Julia jest w stanie dać sobie sama radę? - Zapytałem, w końcu ją zamykając. Wiedziałem, że raczej teraz nie mam szans zagłębić się w tekst.
 - Oczywiście - skinął głową - Ale jest zbyt ufna. W każdym potrafi dojrzeć dobro.
 - Więc dlaczego po prostu do niej nie zadzwonisz? - Ponownie zapytał, aczkolwiek znałem odpowiedź na to pytanie.
 - Wtedy zdałaby sobie sprawę, że chcę ją sprawdzic...
 - A nie robisz tego? - Uśmiechnąłem się przelotnie.
 - Pewnie, że tak, ale ona nie może o tym wiedzieć.
 - Świetnie - powiedziałem ostro - W takim razie może siedź spokojnie, abym mógł trochę
 - Wybacz Artemisie - wymamrotał i usiadł w fotelu naprzeciwko mnie - Po prostu się... Martwię.
 - W porządku Butler - skinąłem głową. A kiedy chciałem dodać jeszcze kilka słów, przerwał mi telefon Domowoja z kawałkiem "Beep"*. Popatrzyłem na niego z zapytaniem w oczach. To nie był styl, w którym się lubował.
 Butler poruszył się z niepokojem, kiedy dostrzegł, że go obserwuję.
 - To sprawka Julii. A dodatkowo jakoś to zablokowała i nie potrafię tego zmienić.
 - Pozwolisz, że pomogę?
 - Jeśli jesteś w stanie.
 Nie mogłem nic na to poradzić, ale poczułem się urażony.
 - Pewnie, że jestem. Na pewno nie jest takie trudne.
 - Przepraszam. Wiesz, co miałem na myśli - powiedział wymachując swoją ogromną dłonią w powietrzu
 - Oczywiście - skinąłem głową - Ale dlaczego nie odbierzesz?
 - To nic ważnego - odparł. Lecz niecałe dwie minuty później telefon zadzwonił ponownie. Odebrał już po pierwszym sygnale. To musiała być Julia. Wiele razy skinął glową, ale konwersacja była naprawdę krótka.
 - Julia - oznajmił.
 - Wychodzisz? - Zapytałem niewinnym głosikiem.
 - Tak, potrzebuje mnie na chwilę. Prawdopodobnie do tego, abym zaniósł jej zakupy do samochodu - stęknął.
 - Nie zazdroszczę - odparłem potrząsając głową, dzięki Bogu, że miałem tylko braci - Życzę miłej zabawy.
 - Mam przekazać twoje "życzenia>? - Odchrząknął - Wszak przyjaciółką Julii jest dziewczyna.
 Poczułem, że się rumienię:
 - Nie ma takiej potrzeby.
 - Do zobaczenia później, Artemisie - Butler znowu chrząknął kiedy opuszczał pokój,
 - Do widzenia - odburknąłem. Wyszedł z pokoju, a wtedy usłyszałem odgłos zamykanych drzwi i zaplający samochód. W pewnym sensie poczułem ulgę. Butler był jednym z moich najlepszych przyjaciół, ale są takie chwile, kiedy człowiek potrzebuje być sam na sam. Wyciągnąłem książkę i znowu spróbowałem wtopić się w kontekst. A kiedy tylko to się stało mój komputer zabrzęczał. Westchnąłem. Nigdy nie przeczytam tego tekstu. Rozmowa nadchodziła ze strony Ogierka.
(Artemis - Aurumestpotestas, Ogierek - Horselovin'69 XD)


Horselovin'69: Co tam błotniaczku?
Aurumestpotestas: Witaj Ogierku, wszystko w porządku. Ale może być zmienił swoją nazwę?
H: Czemu? Co w niej złego?
 Wow, poczułem się lepszy. Bardziej znałem współczesną terminologię od niego.* 
A: To nic. Zwykła myśl. A teraz do rzeczy, dlaczego zaszczyciłeś mnie możnością rozmowy z Toba?
H: Muszę Ci coś pokazać.
 Zrobiłem się ciekawy. To musiało być naprawdę coś... Dobrego. A znając jego chodziło o Holly. Na moim komputerze otworzyło się okienko. Twarz Ogierka wyrażała zadowolenie z siebie. Uważnie mi się przypatrywał. A u mnie pierwszą rzeczą, którą zauważyłem było to, że Ogierek schudł. Pewnie za sprawą Caballine

 - Hej Błotniaku - uśmiechnął się ironicznie.
 - Ogierku... - skinąłem głową z dezaprobatą. Nie miałem humoru na jego głupie gierki. Pomijając fakt, że i tak zawsze je wygrywałem.
 - Wow, co się stało? - Zapytał, wbijając we mnie wzrok. Od razu wiedziałem, o czym mówił. Zawsze byłem opisywany, jako "wampir". Teraz, moja skóra była jeszcze bardziej blada, biała a pod oczami widniały ciemne kręgi. Wszystko przez zbyt małą ilość snu. A działo się to dlatego, że ostatnio miewałem naprawdę przedziwne sny - Wszystko w porządku? - Usłyszałem zaniepokojenie przebijające się przez jego głos.
 - Brak snu nie jest powodem do troskania się o mnie - powiedziałem trochę ostrzej niż zamierzałem.
 Ogierek uśmiechnął się saraktycznie, jakbym w ogóle nic nie powiedział:

 - A może to przez tą wielką książkę - skierował kamerę w dół, aby zobaczyć jej tytuł zanim zdążyłem go zakryć. D'Arvit! Ogierek wybuchnąl śmiechem - A więc "Jak zauroczyć kobietę i odnaleźć się w społeczeństwie" będąc kretynem? Przynajmniej ta ostatnia część ma coś wspólnego z prawdą - sapnął, a ja poczerwieniałem na twarzy
 - Może Ty coś powiesz? - Zapytałem - Na przykład, po co zadzwoniłeś.
 - Oj, po prostu, żeby zobaczyć, czy się ucieszysz.
 - Pewnie. Po prostu skaczę z radości. Naprawdę to taka wielka tajemnica? - Dopytywałem, a mój głos ociekał sarkazmem.
 - Nie słyaszłeś czegoś ciekawego od Holly? - spytal, jakby naprawdę tego nie wiedział.

 - Nic od czasu, kiedy zaprosila mnie do siebie. Dlaczego? - Poczułem się zaniepokojny, że coś złego mogło się jej stać.
 - To tylko moja ciekawość - Tak, na pewno w to uwierzę. Kiedy Grzebaczek będzie chociaż raz naprawdę niewinny.
 - Co chciałbyś mi zameldować? - Zapytałem, wiedząc, że ma jakieś plotki, z którymi musi się podzielić. Gdyby nigdy wcześniej nie był podeksctyowany pewnie teraz skakałby z radości - Co Grzebaczek wykombinował tym razem?
 - Szczerze mówiąc to wcale nie był on - uśmiechnął się z ironią. Czasami Ogierek potrafił mnie zadręczać.A szczególnie, gdy tak sobie siedział i oglądał moje staranie. Gdybym nie był tak chorobliwie ciekawy z pewnością zamknąłbym okienko. Na moje nieszczęście właśnie teraz byłem.
 - Więc kto? - Spytalem, chociaż znakomicie znałem odpowiedź - Doodah? Kłopot?
 - Połowa racji - odparł, chcąc mi dokuczyć
 - Możesz mnie w końcu oświecić? - Bylem znużony. I zmęczony ślęczeniem nad tym tematem. Albo mi powie, albo nie. Chociaż wątpię, czy Ogierek zaprzepaściłby szansę wyagadania się komuś.
 - Lepiej będzie jeśli sam to zobaczyc.
 - Świetnie - powiedziałem ostro - Pokaż mi.
 - Twoje życzenie to dla mnie rozkaz - wymamrotał otwierając kolejne okienko na moim monitorze.
 - Mogłeś użyć tylko jednego - wypomniałem mu.

 - Wiem, ale chcę zobaczyć Twoją minę - w tym momencie uświadomiłem sobie, jak naprawdę to będzie złe.
 - Tak, tak. A teraz otwórz w końcu ten film! - Byłem zdenerwowany. Zły i zakłopotany. A nie ma nic gorszego niż zdezorientowany geniusz.
 - Pod jednym warunkiem - powiedział, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie.
 - Dobrze. O co chodzi? - Zgodziłbym się na wszystko.
 - Odpowiesz na trzy pytania. Po video.
 - Świetnie, zgadzam się - skinąłem głową. Pytania nie mogły być najgorsze. Prawda?
 - Nie mów, że Cię nie ostrzegałem - pouczył mnie.
 - Ogierku włącz film - rozkazalem. Ogierek wymamrotał coś, co zabrzmialo jak "zero szacunku". Ale w końcu zobaczyłem obraz.
 Taśma pochodziła z kamery ochrony. Na wyświetlaczu widniała data i czas. Widziałem płtki holu i drzwi. Niecałą minutę później do środka wbiegła kobieta. Elfka. Wyglądała bardzo znajomo, ale na początku nie zorientowałem się kto to.
 - Pozwól mi... - Uciął Ogierek, przybliżył i wyostrzył obraz - Teraz ją rozpoznajesz?
 Mój pierwszy wniosek: była piękna. A wtedy przyjrzałem się bardziej. Miała dość nisko rozpięty mundur. Kształt jej piersi był bardzo dobrze widoczny. Twarz miała oblaną rumieńcem, a włosy rozczochrane, jakby dopiero co wyszła z łóżka. Wyglądało to bardzo dobrze. Po chwili uświadomiłem sobie, że miała kasztanowe włosy i ma dwoje różnych oczu. Jedno było orzechowe, drugie - moje - niebieskie. To była Holly.
 - H-h-holly? - Zająknąłem się. Widok wprowadził mnie w zakłopotanie.

 - Tak to, H-h-holly - zaśmiał się - Patrz dalej, błotniaku.
 Video znów zaczęło się odtwarzać. Kolejną minutę później do środka wbiegł poczerwieniały mężczyzna. Jego włosy również były zmierzwine a unifrom wyglądał dość niepoprawnie. Również w połowie rozpięty ukazywał muskularną klatkę piersiową. Stanął przed Holly. Sposób w jaki Kłopot na nią spoglądał był... To jakby kot spoglądał na smaczną myszkę.
 Holly spojrzała na jego twarz i zobaczyła jego uśmiech. Odwzajemniła gest z zakłopotaniem. Jakby właśnie przed chwilą na czymś ją przyłapano.
 - To wszystko? - Zapytałem lodowato. Mój głos prawie w ogóle nie chciał wydobyć się z ust.
 - Prawie. A to urywek z tego samego ranka, później - powiedział Ogierek, kiedy sceneria się zmieniła.
 Środek biura. Na drzwiach napisane było: "Major H. Nieduża". A więc biuro Holly. I wtedy zobaczyłem dwie osoby stojące obok stolika. Teraz uniform Holly byl bez żadnego zarzutu. Włosy spływały w dół, a jej twarz nie była już zarumieniona - nie wyglądała tak samo, jak przed tem.
 Kłopot stał tyłem do mnie. Obejmowali się. Poczułem się, jakby moje serce skamieniało. Ale skupiłem się z powrotem, ponieważ filmik się jeszcze nie skończył. Kłopot musiał wyszeptać coś do jej ucha, ponieważ otwarła szeroko oczy. Chociaż może i mi się to wydawało zobaczyłem cierpienie w jej oczach. Cofnęła się. Ale on przyciągnął ją do siebie i pocałował ją. Długi i pasjonujący pocałunek. Filmik się skończył.
 - Artemis? Artemis! - Zawołał Ogierek, wyrywając mnie z odrętwienia.
 - Czy oni...? - Te słowo nawet nie mogło przejść mi przez myśl.
 - Holly mówi, że nie, ale strona całkiem co innego... - uciął, jakby chciał zobaczyć, co będzie sobie.
 Pamiętaj, sprawdź potem to, o czym wspomina Ogierek.
 - Strona? - Zapytałem - Powiedziałeś strona.
 - Nie wiem, o czym mówisz - odparł urażony - A teraz przejdźmy do moich pytań.
 - Dobrze, dobrze - To nie to, że tego chciałem, ale Fowl musiał dotrzymać słowa.
 - Po pierwsze, jesteś zazdrosny? Chciałbyś, żeby to Tobie się przytrafiło?
 - Nie, oczywiście, że nie. Są dorośli, mogą robić, co chcą - skłamałem. Pocałować Holly. Muszę przyznać, że ciągle o tym myślałem, odkąd powróciliśmy z przeszłości.
 - Przeszłość lubi się powtarzać - wymamrotałem sam do siebie, mając nadzieję, że stara maksyma się sprawdzi.
 - Że co? - Zapytał Ogierek, kiedy w myślach zbeształem się za głośne wyrażanie myśli
 - Mowiłem do siebie - odparłem.

 - "Mówienie do siebie" to pierwszy objaw obłędu - Nie, żebym tego nie wiedział.
 - Nie masz więcej pytań? - Zagaiłem ostro, chociaż to raczej nie było potrzebne.
 - Pewnie, że mam - Ogierek uśmiechnął się niecierpliwie - Kochasz Holly? Albo raczej czy ją lubisz?

 - Bardzo. Jest jedną z moich najlepszych przyjaciół - odpowiedziałem, celowo omijając pyatnie.
 - To nie byla zbyt precyzyjna odpowiedź. Wiesz, że nie o to mi chodziło - Jasne, że wiedziałem, co miał na myśli, ale nie mogłem dać mu solidnej odpowiedzi.
 - W taki sposób nie. Nie kocham jej tak. Bardziej, jako przyjaciółkę, jak wszystkich innych - znowu kłanstwo. Jest moją przyjaciółką. Ale szczerze martwię się o nią najbardziej - Jak najlepszą przyjaciółkę i nic więcej.
 - Artemisie, znam Cię dość długo, prawda? - Zapytał, szukając czegoś w wyrazie mojej twarzy.
 - Taak - odrzekłem ostrożnie.
 - I w tym czasie staliśmy się przyjaciółmi.
 - Nie inaczej.
 - I wiesz, że droczę się z Tobą, ponieważ się martwię?
 - Tak? - Powiedziałem, ale to jednak zabrzmiało, jak pytanie.
 - I przez te lata poznaliśmy się nawzajem, prawda?
 - Prawda? - Spytałem niepewnie.
 - Więc dość wciskania mi kitów i mówienia gówno prawdy.
 - Co masz na myśli?
 - Pomiędzy tobą a Holly istnieje strasznie silna więź, chemia, której jeszcze nigdy nie widziałem. Pragiecie się nawzajem. Ale wiesz, co w tym wszystkim najsmutniejsze?
 - To, że próbujesz być mądrzejszy niż ja? - Zapytałem z gniewem w głosie.

 - To, że nawet o tym nie wiesz - zignorował mnie - Widzę wyraz twojej twarzy, twoje oczy. Byłeś zazdrosny. I zraniony.
 - Nie, nie byłem.
 - Słuchaj Arty. Artemisie - szybko się poprawił, kiedy ujrzał moje piorunujące spojrzenie - Bądźmy szczerzy. Wiem, że kochasz Holly, nawet jeśli Ty nie jesteś tego pewny. Możesz mi wierzyć, albo zaprzeczać sobie w myślach. Ale pamiętaj, że kiedy się tak blokujesz a nią, Kłopot jest coraz bliżej. Wyobraź sobie, że Holly go kocha. Ją w jego ramiomach. Niezbyt przyjemny widok - wzdrygnąłem się mimo woli - Myślę, że dałem Ci dość dużo do zrozumienia. Do zobaczenia. I nie zapomnij odwiedzić mnie podczas twojej wizyty tutaj - zamknął okno rozmowy.
 Siedziałem zszokowany, nie wiem, przez jak dlugo. To mogły być minuty, godziny, może nawet dni. Nie zauważyłem upływu czasu. Holly. Kłopot. Holly i Kłopot. Te słowa ciągle siedziały w mojej głowy. Nie kocham Holly. Nie mogę. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
 I niczym więcej.



*"Beep", podejrzewam, że to piosenka z repertuaru The Pussycat Dolls (kumplujesz się z Ssomebodyy -> znasz większość popowych piosenek sprzed roku 2009 :D)
*Ok, żeby to zrozumieć trzeba być bardziej lub mniej wtajemniczonym:c

Rozdział 12 'Philosophee' 4/4

Dzień dobry Państwu, zauważyłem, że Some powróciła, więc i ja uważam, że w mojej powinności jest  napisanie tutaj jakiejś notki :) Jestem w trakcie europejskiego tripu pomaturalnego (na szczęście nie na autostopa :D!) Ale stwierdziłem, że skoro Madzialenka znalazła czas to i ja muszę :)

 Kilka chwil później wyszliśmy na parking, gdzie Julia pociągneła nas na sam koniec. Sądziłam, że ujrzę Bentleya, ale zamiast tego zauwazyłam czarne Porche 911 Turbo (piękny wóz). Otworzyła bagażnik, który już był pełen zakupów. Nie wiem, jak, ale jakoś zdołaliśmy upchnąć resztę rzeczy w środku.
 - Dzięki - powiedziała Julia z dziwnym uśmieszkiem.
 - Nie ma problemu - Trzech młodzieńców się zmówiło.
 - Jeśli jeszcze czegoś byście potrzebowały, jestem dostępna - Shry odwzajemniła gest.
 I nagle do mojej głowy przyszedł świetny pomysł:
 - A może wybierzemy się wszyscy razem dziś wieczorem do Phenomu?
 - Pewnie - odparli. Czułam, że spełniłam już swoje zadanie.
 - Tak, tak... Musimy się zbierać. Pogadamy później - Julia wskoczyła na miejsce kierowcy, a ja usiadłam obok. Zapaliła silnik, szarpnęła wozem i od razu przyśpieszyła. Przez chwilę widzialam Shry i resztę, którzy nam kiwali zanim nie zniknęłyśmy im z zasięgu wzroku.
 - Zwolnij - zagaiłam do Julii, wbijając palce w fotel - Jeszcze kogoś zabijesz.
 - Spokojnie Holindo, jestem świetnym kierowcą - przewróciła oczami - A poza tym musimy się śpieszyć.
 - Niby dlaczego? - Zapytałam, lekko urażona. Właśnie przed chwilą skończyłam bieganie po sklepach. A czułam sie, jakbym spędziła na tej gonitwie cały dzień. I ostatnią rzeczą, którą w tej chwili chciałam był pośpiech.
 - Jest 17 - odparła - Musimy jeszcze dotrzeć do hotelu... I na pewno nie chciałabyś jeszcze trochę odpocząć zanim wybierzemy się do klubu?
 - No dobrze, masz rację - wymamrotałam - Motel...?
 - Hotel! - Poprawiła mnie. Przez kolejne dziesięć minut rozmawiałyśmy jeszcze o jakiś bzdurach - Jesteśmy - powiedziala w końcu i wskazała obiekt przez okno.
 - Obie ręce na kierownicy, proszę! - Zażądałam - I tak, widzę - Był to Mariott, którego nigdy nie można było zapomnieć. Budynek górował nad innymi. Oczywiście, inne hotele były trochę dalej, jeśli już mamy porównywać jakieś wielkości. Budowla połyskiwala nieco w słońcu. Stąd widziałam wszystko. Baseny, jacuzi, kort golfowy, wszystko!
 Kilka minut później podjechaymy pod baldachim. Zanim wyszłyśmy podszedł do nas lokaj:
 - Witam Panie - powiedział, spoglądając raz na mnie, raz na Julię - Mam nadzieję, że wszystko w porządku.
 - Pewnie - odparła Julia - Nawzajem.
 - Mogę prosić klucze? - Zapytał, a Julia od razu rzuciła je w jego stronę - Za chwilę dostarczę wasze torby.
 - Oczywiście - Julia skinęła głową.
 - Coś mi się wydaje, że będziesz potrzebował trochę pomocy - ostrzegłam go - Jest tam sporo zakupów.
 - Jestem pewien, że sobie poradzę - odparł próżny siebie - Nie może być ich aż tak dużo.
 Zaśmiałam się. Teraz był odpowiedni czas, aby pokazać mu kto tu ma rację.
 - Więc otwórz bagażnik.
 - Okej... - wzruszył ramionami, jakby naprawdę nic złego nie mogło by się stać.  Zrobił, to co mu kazałam i jego twarz nagle pobladła. Wybauszył oczy.
 - Miłej zabawy - zawołała Julia, kiedy się odwracała i ciągnęła mnie do środka. Ruszyłam w stronę recepcji, jednak ona mnie zatrzymała:
 - Gdzie się wybierasz? - Zapytała, wciąż chichocząc.
 - Do recepcji, aby się zamledować? - Odpowiedziałam zdezorientowana. Nigdy nie byłam w takim hotelu, ale chyba własnie to się robiło, czyż nie?
 - Nie ma takie potrzeby. Dzieki Fowlom, mozemy przebywac tu i tam... Kiedy chcemy.
 - Że co? Artemis nigdy mi o tym nie wspominał - było to dość zaskakujące. Nie, żeby się chełpił, ale zazwyczaj o wszystkim mówił. A tym bardziej o rzeczach, które dotyczyły jego. Artemis zazwyczaj nie potrafił usiedzieć na miejscu, żeby nie powiadomić mnie o takiej informacji. Więc dlaczego mi nie powiedział?
 - Nie mam pojęcia, dlaczego Ci o tym nie powiedział - Wlaśnie w tej chwili do mnie to dotarło. Arty jest mężczyzną, o czym często potrafię zapomnieć. Mógł zapraszać tutaj jakieś kobiety, dziewczyny, aby... Na Fronda, dzięki, że mi o tym nie powiedział.
 - Jest okej - odpowiedziałam
 - Eee... Holindo, wiem, że nie przepadasz za windami, ale pokój znajduje się na siódmym piętrze...

 - Dam radę tam wejść - zapewniłam ją - Jedź, zobaczymy się na górze.
 - Jak chcesz, ale wiesz, że jest to dość wysoko - powiedziała.
 - Tak więc lepiej się ruszmy.
Mimo wszystko Julia ruszyła ze mną. Przemierzałyśmy tysiące schodów. Oczywiście Julia nie wspomniała, że nasz apartament znajdował się na ostatnim piętrze. Kiedy w końcu tam dotarłyśmy odetchnęłam z ulgą. Julia podeszła do wejścia i wbiła kod. Nie zdążyłam go wyłapać. Drzwi stanęły otworem i nastolatka wprowadziła mnie do środka.
 Czułam, że otworzyłam usta, gdy tylko znalazłam się w pokoju. Był ogromny. Wielki, beżowy pokój dzienny. Widziałam też równie dużą łazienkę. Łazienkę z wanną, która wyglądała jak basen.

 - Nieźle, prawda? - Zapytała Julia, stojąca za mną.
 - Taaa - wymamrotałam zadziwiona - Naprawdę nieźle.
 - Pozwól, że pokaże Ci Twój pokój - poprowadziła mnie prosto wzdłuż korytarza i skręciła do wielkiej sypialni. Wskazała na nią. Słyszałam wiele razy, jak pracownicy mogli nie zmieniać pościeli, ale to było niemożliwe. To jak wszystko było czyste. Zapewne dzięki pieniądzom Fowla.

 Nagle poczułam ogromny przypływ fali zmęczenia, który brał nade mną górę. Czułam się bardzo słabo.
 - Zrobię sobie krótką drzemkę - chciałam powiedzieć, co raczej okazało się niedosłyszalnie i niezrozumiałe, ale sądzę, że Julia załapała. Rzuciłam się na łóżko. Było takie miękkie. Najlepsze, co w życiu mogło mnie spotkać. Zamknęłam oczy; wydaje mi się, że słyszałam ciche domknięcie drzwi. I to była ostatnia rzecz, jaką mój umysł zdołał zarejstrować zanim zapadłam w sen.



Pozdrowienia z Finladnii kochani :)

Rozdział 12 'Philosophee' 3/4


 - Okej, mamy tutaj to, czego potrzebujesz - Shry skinęła bardziej sama do siebie niż do mnie - Chodźcie ze mną - powiedziała, wychodząc zza lady. Ruszyłyśmy za nią przez cały sklep. Spoglądała na listę i brała rzeczy, na które przystawałyśmy lub nie. Chociaż większość szybko przegłosowana była na "tak" przez Julię albo mnie. Niedługo potem u naszych stóp pojawił się stos ciuchów. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób doniesiemy to do lady.
 - Mackenzie - zawołała Shry.
 - Tak? - Odparł wysoki, dźwięczny głos.
 - Mógłabyś tu na chwilkę przyjść? - Zapytała. Była bardzo miła. Nawet dla swoich pracowników. A to, jak pytała ich o zdanie, świadczył o tym, że naprawdę mieli wybór. Szkoda, że Komandor Wodorost taki nie był. Zero szans.
 - Tak, proszę Pani? - Spytała i podeszła do nas. Imię Mackenzie należało do rudej dziewczyny.
 - Och, skończ z tą panią - Shry uśmiechnęła się - Mów mi po imieniu.
 - Ee, dobrze - Mackenzie zająknęła się zdezorientowana - Czy czegoś potrzebujesz... Shry? - ponownie to zrobiła. Prawdopodobnie w przeszłosci nie pracowała dla zbyt miłej osoby.
 - Po pierwsze, to moje przyjaciółki. Julia - Zagaiła, a moja przyjaciółka pomachała jej ręką - I Holinda.
 - Cześć, nazywam się Mackenzie O'Reiley - uśmiechnęła się ukazując białe zęby.
 - Julia Butler, miło Cię poznać - powiedziała Julia, potrząsając jej dłonią.
 - A ja Holinda. Holinda Briefs - uśmiechnęłam się i również podałam jej rękę. Jej uścisk był krótki. Była niepewna. Biedna kobietka - I mnie również.
 - Nawzajem - odparła i znowu się uśmiechnęła - Zgaduję, że będziemy musiały przenieść to do lady - Był tego naprawdę ogrom. Innymi słowy, wydałam zbyt dużo pieniędzy i kupiłam zbyt wiele rzeczy, niż miałam zamiar.
 - To jak, macie wszystko, czego potrzebujecie? - Zapytała Shry, drapiąc się po podbródku.
 - Sądzę, że Holinda potrzebowała by jeszcze kilku - Julia uśmiechnęła się, widząc mój grymas.

 -A ja sądzę, że mam ich już wystarczająco - skrzywiłam się na myśl, że jeszcze cokolwiek bym mogła założyć.
 - Nigdy nie można mieć ich wystarczajaco! - Powiedziała Julia z przerażeniem, jakbym powiedziała nie wiadomo co.
 - Można, można - zapewnilam ją.
 Zrobiła "słodkie oczka":
 - No proszęę, poza tym nic tutaj sobie nie kupiłaś - poprosiła głośno i wyraźnie.
 - Dobra - zgodziła się - Wybierz mi coś.
 - Miałam nadzieję, że to powiesz - uśmiechnęła, ciągnąc mnie i Julię do jeszcze innej części sklepu
 Brała ciuch za ciuchem, a kiedy tylko wylądowały na podłodze (ode mnie: facet nigdy nie zrozumie ideologii zakupów i co tak naprawdę się wtedy dzieje :-D) Mackenzie, Julia lub ja zanosiłyśmy je do lady. Po całej wieczności w końcu Shry przestała. Odczułam ulgę. Znaczy przez chwilę zanim nie popchnęła mnie do jednego z dwóch pomieszczeń na zapleczu.

 - A tutaj mamy specjalne ciuszki - oznajmiła. Pokój był pełen ubrań. Wyglądały na naprawdę dobre i raczej drogie - Przetrzymujemy tu najlepsze rzeczy - Wyciągneła jeszcze więcej ubrań, które były "całkowicie w moim stylu" i razem zaniosłyśmy je do lady.
 Dziesięć minut później Julia zapłaciła i moje nowe ciuchy zostały zapakowane.
 - Że niby jak mamy to przenieść do auta?
 - Po prostu pochodzimy tysiąc razy w tę i wew tę? - Zapytała Julia.
 - Tak też mi się wydaje...
 - Nie ma mowy - wtrąciła Mackenzie - Za chwilę bedę - Zniknęła za drzwiami. A my usiadłyśmy, zastanawiając się w jaki sposób chce nam pomóc. Wróciła niespełna kilka minut później. Przyprowadziła dwóch rudych, piegowatych chłopaków i muskulrnego blondyna.
 - Dziewczęta, to moi bracia - wskazała na bliźniaków - Jason i Jackson. A to ich kumpel, Jasper.
 - Cześć, jestem Shry, a to moje przyjaciółki - Holinda i Julia - powiedziała wskazując na nas po kolei.

 - Miło was poznać - wymienialiśmy uściski dłoni, kiedy jeden z braci powiedział:
 - Tak więc potrzebujecie pomocy z tymi torbami? - Zapytał głębokim, bogatym w akcent głosem.
 - Gdyby można było o nią prosić? - Powiedziałam, jednak to bardziej zabrzmiało jak pytanie.
 - W takim razie trafiłyście na odpowiednich mężczyzn - powiedział drugi bliźniak - Wystarczy, że pokażecie nam drogę.
 - Świetnie, więc weźcie te torby i chodźcie za mną - Julia uśmiechnęła się. Chłopcy pochwycili zakupy, następnie zrobiła to Mackenzie i Shry. A w końcu wszyscy byliśmy obładowani. Kiedy tylko przeszliśmy przez próg Shry dokładnie je zamknęła. Poprowadziła nas do samego centrum. Oczywiście znajdowaliśmy się na drugim piętrze, więc na początek musieliśmy się przedostać się na dół.
 - Tam jest winda - powiedziała Julia wskazując miejsce na filarem. Ruszyliśmy w tamtą stronę, a ja od razu poczuła strach w sercu. Nie mogłam jechać windą. Definitywnie nie, a tym bardziej nie z tymi wszystkimi ludźnu i torbami. Zatrzymałam się, nie było mowy abym przekroczyła próg tej windy. Chwilę im zajęło zanim się zorientowali, że mnie tam nie ma. Oczywiście, pierwsza była Julia. Odwróciła się do mnie i zawołała:

 - No dalej Holindo, idziemy!
 - Ee... Chyba jednak znajdę jakieś schody - powiedziałam, a mój głos zabrzmiał bardzo nerwowo.
 - Niby dlaczego? - Zapytała Julia - Windy są o wiele lepsze... I szybsze.
 - Nie lubię ich - zadrżałam na samą myśl o małym, metalowym zamknięciu. Nie było żadnego sposobu na wciągnięcie do środka.
 - Hmm, rozszerzone źrenice. Paraliżujący strach - Shry pokiwała głową, sama do siebie - Klaustrofobia?
 - Coś w tym stylu - przyznałam - Nie za wielka rzecz. Idźcie dalej, znajdę jakieś ruchome schody.
 - Pójdę z Tobą - zaoferowała się Shry. Reszta ruszyła do windy, a Shry poprowadziła mnie za róg.
 - Nie ma potrzeby się stresować, Holindo - powiedziała i połozyła dłoń na moim ramieniu.
 - Wiem, ale to dość dziwne, kiedy ludzie się o tym dowiadują.
 - Taak, wiem z doświadczenia.
 - Co? - Zapytałam zszokowana.
 - Nie jesteś jedyną osobą, która cierpi na klaustrofobię, chociaż  może to tak czasem wyglądać. Swoją drogą, dzięki. Jestem Twoją dłużniczką. Zastanawiałam się, jak wybrnąć z tamtej sytuacji.
 - To nic takiego - powiedziałam.
 - Holindo? - Shry wyrwała mnie z zamyślenia.
 - O co chodzi?
 - Pamiętaj, że każdy się o coś boi. Strach nie jest kłopotem, tylko to, jak na niego reagujesz.
 Gdy już miałam zapytać, o co jej chodziło, musiałyśmy zejść z ruchomych schodów. Julia i reszta czekali na nas, więc nie zdążyłam tego zrobić.