Rozdział 12 'Philosophee' 4/4

Dzień dobry Państwu, zauważyłem, że Some powróciła, więc i ja uważam, że w mojej powinności jest  napisanie tutaj jakiejś notki :) Jestem w trakcie europejskiego tripu pomaturalnego (na szczęście nie na autostopa :D!) Ale stwierdziłem, że skoro Madzialenka znalazła czas to i ja muszę :)

 Kilka chwil później wyszliśmy na parking, gdzie Julia pociągneła nas na sam koniec. Sądziłam, że ujrzę Bentleya, ale zamiast tego zauwazyłam czarne Porche 911 Turbo (piękny wóz). Otworzyła bagażnik, który już był pełen zakupów. Nie wiem, jak, ale jakoś zdołaliśmy upchnąć resztę rzeczy w środku.
 - Dzięki - powiedziała Julia z dziwnym uśmieszkiem.
 - Nie ma problemu - Trzech młodzieńców się zmówiło.
 - Jeśli jeszcze czegoś byście potrzebowały, jestem dostępna - Shry odwzajemniła gest.
 I nagle do mojej głowy przyszedł świetny pomysł:
 - A może wybierzemy się wszyscy razem dziś wieczorem do Phenomu?
 - Pewnie - odparli. Czułam, że spełniłam już swoje zadanie.
 - Tak, tak... Musimy się zbierać. Pogadamy później - Julia wskoczyła na miejsce kierowcy, a ja usiadłam obok. Zapaliła silnik, szarpnęła wozem i od razu przyśpieszyła. Przez chwilę widzialam Shry i resztę, którzy nam kiwali zanim nie zniknęłyśmy im z zasięgu wzroku.
 - Zwolnij - zagaiłam do Julii, wbijając palce w fotel - Jeszcze kogoś zabijesz.
 - Spokojnie Holindo, jestem świetnym kierowcą - przewróciła oczami - A poza tym musimy się śpieszyć.
 - Niby dlaczego? - Zapytałam, lekko urażona. Właśnie przed chwilą skończyłam bieganie po sklepach. A czułam sie, jakbym spędziła na tej gonitwie cały dzień. I ostatnią rzeczą, którą w tej chwili chciałam był pośpiech.
 - Jest 17 - odparła - Musimy jeszcze dotrzeć do hotelu... I na pewno nie chciałabyś jeszcze trochę odpocząć zanim wybierzemy się do klubu?
 - No dobrze, masz rację - wymamrotałam - Motel...?
 - Hotel! - Poprawiła mnie. Przez kolejne dziesięć minut rozmawiałyśmy jeszcze o jakiś bzdurach - Jesteśmy - powiedziala w końcu i wskazała obiekt przez okno.
 - Obie ręce na kierownicy, proszę! - Zażądałam - I tak, widzę - Był to Mariott, którego nigdy nie można było zapomnieć. Budynek górował nad innymi. Oczywiście, inne hotele były trochę dalej, jeśli już mamy porównywać jakieś wielkości. Budowla połyskiwala nieco w słońcu. Stąd widziałam wszystko. Baseny, jacuzi, kort golfowy, wszystko!
 Kilka minut później podjechaymy pod baldachim. Zanim wyszłyśmy podszedł do nas lokaj:
 - Witam Panie - powiedział, spoglądając raz na mnie, raz na Julię - Mam nadzieję, że wszystko w porządku.
 - Pewnie - odparła Julia - Nawzajem.
 - Mogę prosić klucze? - Zapytał, a Julia od razu rzuciła je w jego stronę - Za chwilę dostarczę wasze torby.
 - Oczywiście - Julia skinęła głową.
 - Coś mi się wydaje, że będziesz potrzebował trochę pomocy - ostrzegłam go - Jest tam sporo zakupów.
 - Jestem pewien, że sobie poradzę - odparł próżny siebie - Nie może być ich aż tak dużo.
 Zaśmiałam się. Teraz był odpowiedni czas, aby pokazać mu kto tu ma rację.
 - Więc otwórz bagażnik.
 - Okej... - wzruszył ramionami, jakby naprawdę nic złego nie mogło by się stać.  Zrobił, to co mu kazałam i jego twarz nagle pobladła. Wybauszył oczy.
 - Miłej zabawy - zawołała Julia, kiedy się odwracała i ciągnęła mnie do środka. Ruszyłam w stronę recepcji, jednak ona mnie zatrzymała:
 - Gdzie się wybierasz? - Zapytała, wciąż chichocząc.
 - Do recepcji, aby się zamledować? - Odpowiedziałam zdezorientowana. Nigdy nie byłam w takim hotelu, ale chyba własnie to się robiło, czyż nie?
 - Nie ma takie potrzeby. Dzieki Fowlom, mozemy przebywac tu i tam... Kiedy chcemy.
 - Że co? Artemis nigdy mi o tym nie wspominał - było to dość zaskakujące. Nie, żeby się chełpił, ale zazwyczaj o wszystkim mówił. A tym bardziej o rzeczach, które dotyczyły jego. Artemis zazwyczaj nie potrafił usiedzieć na miejscu, żeby nie powiadomić mnie o takiej informacji. Więc dlaczego mi nie powiedział?
 - Nie mam pojęcia, dlaczego Ci o tym nie powiedział - Wlaśnie w tej chwili do mnie to dotarło. Arty jest mężczyzną, o czym często potrafię zapomnieć. Mógł zapraszać tutaj jakieś kobiety, dziewczyny, aby... Na Fronda, dzięki, że mi o tym nie powiedział.
 - Jest okej - odpowiedziałam
 - Eee... Holindo, wiem, że nie przepadasz za windami, ale pokój znajduje się na siódmym piętrze...

 - Dam radę tam wejść - zapewniłam ją - Jedź, zobaczymy się na górze.
 - Jak chcesz, ale wiesz, że jest to dość wysoko - powiedziała.
 - Tak więc lepiej się ruszmy.
Mimo wszystko Julia ruszyła ze mną. Przemierzałyśmy tysiące schodów. Oczywiście Julia nie wspomniała, że nasz apartament znajdował się na ostatnim piętrze. Kiedy w końcu tam dotarłyśmy odetchnęłam z ulgą. Julia podeszła do wejścia i wbiła kod. Nie zdążyłam go wyłapać. Drzwi stanęły otworem i nastolatka wprowadziła mnie do środka.
 Czułam, że otworzyłam usta, gdy tylko znalazłam się w pokoju. Był ogromny. Wielki, beżowy pokój dzienny. Widziałam też równie dużą łazienkę. Łazienkę z wanną, która wyglądała jak basen.

 - Nieźle, prawda? - Zapytała Julia, stojąca za mną.
 - Taaa - wymamrotałam zadziwiona - Naprawdę nieźle.
 - Pozwól, że pokaże Ci Twój pokój - poprowadziła mnie prosto wzdłuż korytarza i skręciła do wielkiej sypialni. Wskazała na nią. Słyszałam wiele razy, jak pracownicy mogli nie zmieniać pościeli, ale to było niemożliwe. To jak wszystko było czyste. Zapewne dzięki pieniądzom Fowla.

 Nagle poczułam ogromny przypływ fali zmęczenia, który brał nade mną górę. Czułam się bardzo słabo.
 - Zrobię sobie krótką drzemkę - chciałam powiedzieć, co raczej okazało się niedosłyszalnie i niezrozumiałe, ale sądzę, że Julia załapała. Rzuciłam się na łóżko. Było takie miękkie. Najlepsze, co w życiu mogło mnie spotkać. Zamknęłam oczy; wydaje mi się, że słyszałam ciche domknięcie drzwi. I to była ostatnia rzecz, jaką mój umysł zdołał zarejstrować zanim zapadłam w sen.



Pozdrowienia z Finladnii kochani :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!