Jeśli są jakieś błędy to naprawdę przepraszam, co widziałem to poprawiłem, ale jestem nieźle wykończony tym całym tygodniem. Pozdrawiam :)
- Artemisie? Artemisie! - Obudził mnie całkiem inny głos. Niski, męski. A duża dłoń potrząsała moim ramieniem.
Owtorzyłem niechętnie oczy, moje myśli wciąż krążyły wokół snu, który przed chwilą miałem.
- Butler - wymamrotałem słabo.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Jak Twoje słodkie sny?
Znowu te słowa przywróciły mi obraz, jakby 'marzenia'.
- Nawet nie masz pojęcia - odprałem nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówię. Wciąż czułem mrowienie na ustach.
- Mogę zapytać, o czym śniłeś?
- O niczym ważnym - powiedziałem z nadzieją, że przestanie drążyć temat.
- Holly? - Zapytał, uśmiechając się.
- Oczywiście, że nie - odrzekłem, uciekjąc wzrokiem, aby ukryć moje zakłopotanie.
- To dlaczego wołałeś ją po imieniu? - Dopytywał się, unosząc brwi.
- Jak dokładnie długo tutaj byłeś?
Bałem się, że może słyszał zbyt dużo. To w połączeniu z tym, o czym czytałem mogło by powiedzieć naprawdę za wiele.
- Krótko - wzruszył ramionami.
Zdecydowałem, że pora to zakończyć. Butler był jak głaz. Nie dało się go ruszyć. A kiedy już coś się wydało, chciał wiedzieć więcej. Właśnie teraz tak było.
- Co chciała Julia? - Zapytałem wymijająco.
- To samo co zawsze. Potrzebowała, abym zaniósł jej zakupy do auta, jakbym naprawdę nie miał nic innego do roboty.
- Bo nie miałeś? - Zachichotałem.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co, stary przyjacielu?
- O to, że nie jestem wołem towarowym - powiedział Butler, a w jego głosie było coś dziwnego.
- Wątpie, żeby ktoś mogłby Cię pomylić z "wołem towarowym".
- Prawda - stłumił śmiech.
- No dobrze. Muszę przyznać, że jestem zaciekawiony.
- Czym? - Butler udał zdezorientowanie.
- Wiesz o tym dobrze - odparłem ostro i poważnie.
- Naprawdę wątpię.
- Nowa przyjaciółka Julii - westchnąłem - Jaka ona jest?
- Spokojna i miła, ale nie łatwa. Definitywnie wyznacza granice i ma dobre poczucie humoru.
- Zaimponowała Ci? - Zapytałem, wychwytując dumę w głosie mojego przyjaciela.
- Trochę. A wiesz, jak ciężko to uczynić.
- Owszem - zaśmiałem się na samą myśl o tym - Jestem jeszcze bardziej zaintrygowany. Jak ona wygląda?
Butler uniósł wysoko brwi.
- Dlaczego?
- Jestem ciekawski?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedział, próbując ukryć uśmiech - Ale skoro chcesz wiedzieć to tak będzie.
- W odpowiednim czasie... - Mruknąłem do siebie.
- Jest ładna.
- Ładna? - Zapytałem. Takie słownictwo nie było raczej odpowiednie. Wiele dziewczyn było "ładnych", ale nie miały tego czegoś. Pewnie była podobna do nich.
- Hm, była bardzo wysokam, jak na jej wiek. Miała ciemną karnację. I ogromne zielone, przeszywające oczy i długie, kręcone, blond włosy. Wyglądała naprawdę naturalnie, prawdziwie, wiesz. Chodzi mi o makijaż. Ale w sumie Julia może to zmienić. Ma tony kosmetyków.
Nieźle. Ale na pewno była jakąś cizią z Kalifornii lub Francji, która chcialaby zobaczyć krasnoludki.
- Och. Julia prosiła, aby Ci coś przekazać - uśmiechnął się. Jestem pewien, że to nic dobrego.
- Co tym razem? Tylko nie kolejna randka - zawsze, gdy zaczynałem lubić jakąś dzieczynę, Julia próbowała mnie z nią zeswatać. Przychodziła z jakąś "idealną dziewczyną", przed którą zawsze się "bronię". Jeśli jest jakaś rzecz, której nienawidzę to właśnie to. Nigdy tego nie polubię.
- Zaprasza Cię w pewne miejsce dziś w nocy.
- To jest? - Zapytałem.
- Phenom.
- Mhm - mruknąłem.
Kiedy już miałem odpowiedzieć, coś mi przerwało:
- Artemisie, mogę Cię tutaj na moment prosić? - Zawołał ojciec ze swojego biura.
- Idę, idę - odkrzyknąłem - Pogadamy - powiedziałem do Butlera.
- Oczywiście.
- Tak ojcze? - Zapytałem, wchodząc do jego osobistego pokoju.
- Usiądź Arty - wskazał dłonią duży fotel na przeciwko niego.
- Czy czegoś potrzebujesz?
- Jestem trochę zaintrygowany... - Zaczął.
- Czym takim? - Wprawił mnie w zakłopotanie.
- Wszedłem do Twojego pokoju, podczas gdy spałeś. Nie miałem serca, żeby Cię obudzić. Ale chcę z Tobą porozmawiać.
- Zamieniam się w słuch ojcze.
- Chodzi mi o Ciebie. Do tej pory nic jeszcze nie zrobiłeś, ani nigdzie nie poszedłeś, a ja nie chcę brać tej sprawy w swoje ręce.
- To będzie zbędne - przełknąłem ślinę - Postaram się coś z tym zrobić.
- Mam nadzieję - ojciec skinął głową.
- To wszystko? - Zapytałem, szykując się do wyjścia.
- Tak, możesz odejść - uśmiechnął się do mnie.
- Butler! - Zawołałem, kiedy wchodziłem do swojego pokoju.
- Tak Artemisie?
- Wiesz, co dziś będziemy robić?
- To samo, co zawsze. Spróbujemy przejąć władzę nad światem! - Odgryzł się Domowoj.
- Bardzo zabawne. Naprawdę, Butler... - Potrząsnąłem głową.
- Tak więc?
- Wyjdziemy - odparłem, a jego brwi znowu się uniosły. Butler popadnie w nawyk robienia tego, jeśli bedę w pobliżu.
- Gdzie? - Uśmiechnąłem się, a jego oczy rozszerzyły się, a "szczęka opadła".
- Do Phenomu.
- Możesz mi podać jeden powód, dla którego to zrobisz?
- Nie mogę być normalnym facetem chodzącym do klubu?
- Nie - odparł bez wahania.
- O, dzięki.
- Mówię, co widzę i czuję - uśmiechnął się - A tak napawdę, po co tam idziesz?
- Zobaczysz...