Rozdział 13 'Rozproszenie' część 3

Jeśli są jakieś błędy to naprawdę przepraszam, co widziałem to poprawiłem, ale jestem nieźle wykończony tym całym tygodniem. Pozdrawiam :)

 - Artemisie? Artemisie! - Obudził mnie całkiem inny głos. Niski, męski. A duża dłoń potrząsała moim ramieniem.
 Owtorzyłem niechętnie oczy, moje myśli wciąż krążyły wokół snu, który przed chwilą miałem.
 - Butler - wymamrotałem słabo.
 - Dzień dobry, śpiąca królewno. Jak Twoje słodkie sny?
 Znowu te słowa przywróciły mi obraz, jakby 'marzenia'.
 - Nawet nie masz pojęcia - odprałem nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówię. Wciąż czułem mrowienie na ustach.
 - Mogę zapytać, o czym śniłeś?
 - O niczym ważnym - powiedziałem z nadzieją, że przestanie drążyć temat.
 - Holly? - Zapytał, uśmiechając się.
 - Oczywiście, że nie - odrzekłem, uciekjąc wzrokiem, aby ukryć moje zakłopotanie.
 - To dlaczego wołałeś ją po imieniu? - Dopytywał się, unosząc brwi.
 - Jak dokładnie długo tutaj byłeś?
 Bałem się, że może słyszał zbyt dużo. To w połączeniu z tym, o czym czytałem mogło by powiedzieć naprawdę za wiele.
 - Krótko - wzruszył ramionami.
 Zdecydowałem, że pora to zakończyć. Butler był jak głaz. Nie dało się go ruszyć. A kiedy już coś się wydało, chciał wiedzieć więcej. Właśnie teraz tak było.
 - Co chciała Julia? - Zapytałem wymijająco.
 - To samo co zawsze. Potrzebowała, abym zaniósł jej zakupy do auta, jakbym naprawdę nie miał nic innego do roboty.
 - Bo nie miałeś? - Zachichotałem.
 - Nie o to chodzi.
 - Więc o co, stary przyjacielu?
 - O to, że nie jestem wołem towarowym - powiedział Butler, a w jego głosie było coś dziwnego.
 - Wątpie, żeby ktoś mogłby Cię pomylić z "wołem towarowym".
 - Prawda - stłumił śmiech.
 - No dobrze. Muszę przyznać, że jestem zaciekawiony.
 - Czym? - Butler udał zdezorientowanie.
 - Wiesz o tym dobrze - odparłem ostro i poważnie.
 - Naprawdę wątpię.
 - Nowa przyjaciółka Julii - westchnąłem - Jaka ona jest?
 - Spokojna i miła, ale nie łatwa. Definitywnie wyznacza granice i ma dobre poczucie humoru.
 - Zaimponowała Ci? - Zapytałem, wychwytując dumę w głosie mojego przyjaciela.
 - Trochę. A wiesz, jak ciężko to uczynić.
 - Owszem - zaśmiałem się na samą myśl o tym - Jestem jeszcze bardziej zaintrygowany. Jak ona wygląda?
 Butler uniósł wysoko brwi.
 - Dlaczego?
 - Jestem ciekawski?
 - Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedział, próbując ukryć uśmiech - Ale skoro chcesz wiedzieć to tak będzie.
 - W odpowiednim czasie... - Mruknąłem do siebie.
 - Jest ładna.
 - Ładna? - Zapytałem. Takie słownictwo nie było raczej odpowiednie. Wiele dziewczyn było "ładnych", ale nie miały tego czegoś. Pewnie była podobna do nich.
 - Hm, była bardzo wysokam, jak na jej wiek. Miała ciemną karnację. I ogromne zielone, przeszywające oczy i długie, kręcone, blond włosy. Wyglądała naprawdę naturalnie, prawdziwie, wiesz. Chodzi mi o makijaż. Ale w sumie Julia może to zmienić. Ma tony kosmetyków.
 Nieźle. Ale na pewno była jakąś cizią z Kalifornii lub Francji, która chcialaby zobaczyć krasnoludki.
 - Och. Julia prosiła, aby Ci coś przekazać - uśmiechnął się. Jestem pewien, że to nic dobrego.
 - Co tym razem? Tylko nie kolejna randka - zawsze, gdy zaczynałem lubić jakąś dzieczynę, Julia próbowała mnie z nią zeswatać. Przychodziła z jakąś "idealną dziewczyną", przed którą zawsze się "bronię". Jeśli jest jakaś rzecz, której nienawidzę to właśnie to. Nigdy tego nie polubię.
 - Zaprasza Cię w pewne miejsce dziś w nocy.
 - To jest? - Zapytałem.
 - Phenom.
 - Mhm - mruknąłem.
 Kiedy już miałem odpowiedzieć, coś mi przerwało:
 - Artemisie, mogę Cię tutaj na moment prosić? - Zawołał ojciec ze swojego biura.
 - Idę, idę - odkrzyknąłem - Pogadamy - powiedziałem do Butlera.
 - Oczywiście.
 - Tak ojcze? - Zapytałem, wchodząc do jego osobistego pokoju.
 - Usiądź Arty - wskazał dłonią duży fotel na przeciwko niego.
 - Czy czegoś potrzebujesz?
 - Jestem trochę zaintrygowany... - Zaczął.
 - Czym takim? - Wprawił mnie w zakłopotanie.
 - Wszedłem do Twojego pokoju, podczas gdy spałeś. Nie miałem serca, żeby Cię obudzić. Ale chcę z Tobą porozmawiać.
 - Zamieniam się w słuch ojcze.
 - Chodzi mi o Ciebie. Do tej pory nic jeszcze nie zrobiłeś, ani nigdzie nie poszedłeś, a ja nie chcę brać tej sprawy w swoje ręce.
 - To będzie zbędne - przełknąłem ślinę - Postaram się coś z tym zrobić.
 - Mam nadzieję - ojciec skinął głową.
 - To wszystko? - Zapytałem, szykując się do wyjścia.
 - Tak, możesz odejść - uśmiechnął się do mnie.
 - Butler! - Zawołałem, kiedy wchodziłem do swojego pokoju.
 - Tak Artemisie?
 - Wiesz, co dziś będziemy robić?
 - To samo, co zawsze. Spróbujemy przejąć władzę nad światem! - Odgryzł się Domowoj.
 - Bardzo zabawne. Naprawdę, Butler... - Potrząsnąłem głową.
 - Tak więc?
 - Wyjdziemy - odparłem, a jego brwi znowu się uniosły. Butler popadnie w nawyk robienia tego, jeśli bedę w pobliżu.
 - Gdzie? - Uśmiechnąłem się, a jego oczy rozszerzyły się, a "szczęka opadła".
 - Do Phenomu.
 - Możesz mi podać jeden powód, dla którego to zrobisz?
 - Nie mogę być normalnym facetem chodzącym do klubu?
 - Nie - odparł bez wahania.
 - O, dzięki.
 - Mówię, co widzę i czuję - uśmiechnął się - A tak napawdę, po co tam idziesz?
 - Zobaczysz...