Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 12 'Philosophee' 3/4
- Okej, mamy tutaj to, czego potrzebujesz - Shry skinęła bardziej sama do siebie niż do mnie - Chodźcie ze mną - powiedziała, wychodząc zza lady. Ruszyłyśmy za nią przez cały sklep. Spoglądała na listę i brała rzeczy, na które przystawałyśmy lub nie. Chociaż większość szybko przegłosowana była na "tak" przez Julię albo mnie. Niedługo potem u naszych stóp pojawił się stos ciuchów. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób doniesiemy to do lady.
- Mackenzie - zawołała Shry.
- Tak? - Odparł wysoki, dźwięczny głos.
- Mógłabyś tu na chwilkę przyjść? - Zapytała. Była bardzo miła. Nawet dla swoich pracowników. A to, jak pytała ich o zdanie, świadczył o tym, że naprawdę mieli wybór. Szkoda, że Komandor Wodorost taki nie był. Zero szans.
- Tak, proszę Pani? - Spytała i podeszła do nas. Imię Mackenzie należało do rudej dziewczyny.
- Och, skończ z tą panią - Shry uśmiechnęła się - Mów mi po imieniu.
- Ee, dobrze - Mackenzie zająknęła się zdezorientowana - Czy czegoś potrzebujesz... Shry? - ponownie to zrobiła. Prawdopodobnie w przeszłosci nie pracowała dla zbyt miłej osoby.
- Po pierwsze, to moje przyjaciółki. Julia - Zagaiła, a moja przyjaciółka pomachała jej ręką - I Holinda.
- Cześć, nazywam się Mackenzie O'Reiley - uśmiechnęła się ukazując białe zęby.
- Julia Butler, miło Cię poznać - powiedziała Julia, potrząsając jej dłonią.
- A ja Holinda. Holinda Briefs - uśmiechnęłam się i również podałam jej rękę. Jej uścisk był krótki. Była niepewna. Biedna kobietka - I mnie również.
- Nawzajem - odparła i znowu się uśmiechnęła - Zgaduję, że będziemy musiały przenieść to do lady - Był tego naprawdę ogrom. Innymi słowy, wydałam zbyt dużo pieniędzy i kupiłam zbyt wiele rzeczy, niż miałam zamiar.
- To jak, macie wszystko, czego potrzebujecie? - Zapytała Shry, drapiąc się po podbródku.
- Sądzę, że Holinda potrzebowała by jeszcze kilku - Julia uśmiechnęła się, widząc mój grymas.
-A ja sądzę, że mam ich już wystarczająco - skrzywiłam się na myśl, że jeszcze cokolwiek bym mogła założyć.
- Nigdy nie można mieć ich wystarczajaco! - Powiedziała Julia z przerażeniem, jakbym powiedziała nie wiadomo co.
- Można, można - zapewnilam ją.
Zrobiła "słodkie oczka":
- No proszęę, poza tym nic tutaj sobie nie kupiłaś - poprosiła głośno i wyraźnie.
- Dobra - zgodziła się - Wybierz mi coś.
- Miałam nadzieję, że to powiesz - uśmiechnęła, ciągnąc mnie i Julię do jeszcze innej części sklepu
Brała ciuch za ciuchem, a kiedy tylko wylądowały na podłodze (ode mnie: facet nigdy nie zrozumie ideologii zakupów i co tak naprawdę się wtedy dzieje :-D) Mackenzie, Julia lub ja zanosiłyśmy je do lady. Po całej wieczności w końcu Shry przestała. Odczułam ulgę. Znaczy przez chwilę zanim nie popchnęła mnie do jednego z dwóch pomieszczeń na zapleczu.
- A tutaj mamy specjalne ciuszki - oznajmiła. Pokój był pełen ubrań. Wyglądały na naprawdę dobre i raczej drogie - Przetrzymujemy tu najlepsze rzeczy - Wyciągneła jeszcze więcej ubrań, które były "całkowicie w moim stylu" i razem zaniosłyśmy je do lady.
Dziesięć minut później Julia zapłaciła i moje nowe ciuchy zostały zapakowane.
- Że niby jak mamy to przenieść do auta?
- Po prostu pochodzimy tysiąc razy w tę i wew tę? - Zapytała Julia.
- Tak też mi się wydaje...
- Nie ma mowy - wtrąciła Mackenzie - Za chwilę bedę - Zniknęła za drzwiami. A my usiadłyśmy, zastanawiając się w jaki sposób chce nam pomóc. Wróciła niespełna kilka minut później. Przyprowadziła dwóch rudych, piegowatych chłopaków i muskulrnego blondyna.
- Dziewczęta, to moi bracia - wskazała na bliźniaków - Jason i Jackson. A to ich kumpel, Jasper.
- Cześć, jestem Shry, a to moje przyjaciółki - Holinda i Julia - powiedziała wskazując na nas po kolei.
- Miło was poznać - wymienialiśmy uściski dłoni, kiedy jeden z braci powiedział:
- Tak więc potrzebujecie pomocy z tymi torbami? - Zapytał głębokim, bogatym w akcent głosem.
- Gdyby można było o nią prosić? - Powiedziałam, jednak to bardziej zabrzmiało jak pytanie.
- W takim razie trafiłyście na odpowiednich mężczyzn - powiedział drugi bliźniak - Wystarczy, że pokażecie nam drogę.
- Świetnie, więc weźcie te torby i chodźcie za mną - Julia uśmiechnęła się. Chłopcy pochwycili zakupy, następnie zrobiła to Mackenzie i Shry. A w końcu wszyscy byliśmy obładowani. Kiedy tylko przeszliśmy przez próg Shry dokładnie je zamknęła. Poprowadziła nas do samego centrum. Oczywiście znajdowaliśmy się na drugim piętrze, więc na początek musieliśmy się przedostać się na dół.
- Tam jest winda - powiedziała Julia wskazując miejsce na filarem. Ruszyliśmy w tamtą stronę, a ja od razu poczuła strach w sercu. Nie mogłam jechać windą. Definitywnie nie, a tym bardziej nie z tymi wszystkimi ludźnu i torbami. Zatrzymałam się, nie było mowy abym przekroczyła próg tej windy. Chwilę im zajęło zanim się zorientowali, że mnie tam nie ma. Oczywiście, pierwsza była Julia. Odwróciła się do mnie i zawołała:
- No dalej Holindo, idziemy!
- Ee... Chyba jednak znajdę jakieś schody - powiedziałam, a mój głos zabrzmiał bardzo nerwowo.
- Niby dlaczego? - Zapytała Julia - Windy są o wiele lepsze... I szybsze.
- Nie lubię ich - zadrżałam na samą myśl o małym, metalowym zamknięciu. Nie było żadnego sposobu na wciągnięcie do środka.
- Hmm, rozszerzone źrenice. Paraliżujący strach - Shry pokiwała głową, sama do siebie - Klaustrofobia?
- Coś w tym stylu - przyznałam - Nie za wielka rzecz. Idźcie dalej, znajdę jakieś ruchome schody.
- Pójdę z Tobą - zaoferowała się Shry. Reszta ruszyła do windy, a Shry poprowadziła mnie za róg.
- Nie ma potrzeby się stresować, Holindo - powiedziała i połozyła dłoń na moim ramieniu.
- Wiem, ale to dość dziwne, kiedy ludzie się o tym dowiadują.
- Taak, wiem z doświadczenia.
- Co? - Zapytałam zszokowana.
- Nie jesteś jedyną osobą, która cierpi na klaustrofobię, chociaż może to tak czasem wyglądać. Swoją drogą, dzięki. Jestem Twoją dłużniczką. Zastanawiałam się, jak wybrnąć z tamtej sytuacji.
- To nic takiego - powiedziałam.
- Holindo? - Shry wyrwała mnie z zamyślenia.
- O co chodzi?
- Pamiętaj, że każdy się o coś boi. Strach nie jest kłopotem, tylko to, jak na niego reagujesz.
Gdy już miałam zapytać, o co jej chodziło, musiałyśmy zejść z ruchomych schodów. Julia i reszta czekali na nas, więc nie zdążyłam tego zrobić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!