Rozdział 13 'Rozproszenie' część 2

No tak, Some sobie chodzi na jakieś spotkania, a ja tu muszę siedzieć. Buu, jutro o 5 do pracy :(


 Gdzieś w natłoku tych myśli musiałem się w końcu zatrzymać i zasnąć. Wiedziałem, że śniłem.
 Stałem na ganku Dworu Fowlów. Przede mną rozpościerał się naturalny, roślinny obasza. Niedaleko lasku stała elfka. Miała długie, kasztanowe włosy, które rozpoznawałem wszędzie. Holly. Chociaż może mógłby to być ktoś inny. Miliony kobiet posiadają takie włost, ale nie. Czułem w środku, że to była ona.
 Zaszłem ją od tyłu. Nie odwróciła się, ani nie dała znać, że wie, iż tutaj jestem w żaden sposób. Nawet kiedy byłem jeszcze bliżej. Nie zrobiła tego.
 - Holly - wyszeptałem jej imię, opierając się pokusie, aby dotknąć jej włosów.
 - Artemisie? Chcesz czegoś? - Wypowiedziała moje imię w taki sposób, że przeszły mnie ciarki. Nie ze strachu czy zimna, ale raczej z jakiegoś... podniecenia?
 - Jesteś w moim domu - wzruszyłem ramionami.
 - Przecież widzę, że czegoś chcesz. O co chodzi? - Znała mnie tak dobrze. Czasem wydawało mi się, że nawet lepiej niż ja sam.
 - Tego, czego chcę od zawsze. Najważniejszej rzeczy na świecie - odparłem, spoglądając na nią. Nadal opierałem się pokusie, aby dotknąć jej włosów czy ust.
 - Więcej złota? - Kiedy o to zapytała dojrzałem coś w jej oczach. Złość.
 - Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - trochę zdziwiłem się, że potrafiłem wykrzesać z siebie tak szczere zdanie. W całym teraźniejszym moim rozumowaniu nic takiego się nie pojawiło. Spojrzałem na nią. I w tym momencie nie mogłem oprzeć się, aby jej nie dotknąć. Mój palec wskazujący zaczął kręcić kosmykiem jej włosów. Byłem prawie pewien, że odepchnie moja dłoń, ale zamiast tego zeknęła na mnie z pewnym wzruszeniem. Z jakąś pasją, ale co ja wiem o takich rzeczach.
 - Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytała, kładąc dłonie na moich policzkach. Jej dotyk był ciepły i przyjemny. Chciałem odsunąć od siebie te myśli i powrócić do konwersacji.
 - Możesz mi mówić o wszystkim - odparłem szczerze. Muszę przyznać, że czułem się dobrze, gdy wiedziałem, że ona mi ufa. Że może powiedzieć mi wszystko, co dzieje się w jej życiu.
 Holly poruszyła się niespokojnie. To znaczy lekko prouszała biodrami. Była taka... piękna. Jak mogłem przed tem tego nie zauważyć? Była idelana. I nerwowa. Nawet bardziej, niż wtedy, kiedy pytała, czy mogę ją odwiedzić.
 - Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptała. A mnie to zmroziło. Jasne, że wiedziałem, iż ona mu się podoba. Komu nie. W sumie z logiki wynikało, że nie jest jeszcze tak źle. Najważniejsze pytanie brzmialo: Czy ona go kocha?
 - Nie... Naprawdę? - Zapytałem, próbując ukryć rosnącą złość i zazdrość, ale nic nie mogło powstrzymać tego, jak zabrzmial mój głos. Nic - A Ty? Co mu powiedziałaś?
 Holly lekko się uśmiechnęła, kiedy spoglądała mi w oczy:
 - Że nie żywię do niego takich uczuć - wciąż dotykała mojej twarzy, a jej dłonie były delikatne jak piórka - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
 Próbowałem zachować się spokojnie. Pomijając fakt, że serce zaczęło mi bić. Zatrzymałem oddech. To było pytanie o którym nieświadomie przed chwilą myślałem. Ale bałem się zapytać. Nawet byłbym przerażony jej odpowiedzią. Ogarnj się! Upomniałem się w myślach. Fowlowie nie boją się nieznanego:
 - I co Ty na to? - Mój głos brzmiał tak bardzo zwyczajnie, iż mam podstawy sądzić, żę trochę ją to zdezorientowało.
 - Powiedziałam, że Cię nie kocham - poczułem, jakby ktoś wbijał mi nóż w serce. Ból był nie do wytrzymania, owijał się wokół mnie. Odwróciłem wzork, ponieważ nie mogłem znieść myśli, co zobaczyłbym w jej oczach. Moje uczucia nie były podzielane. Jedyne, co mogłem zrobić to stłumić cierpienie i iść dalej przez życie - Ale myślę, że skłamałam.
 Podniosłem na nią wzrok. Poczułem przypływ nadziei. Spróbowałem ją stlumić. To mogloby załamać mnie całkowicie - "Myślisz, że skłamałaś"?
 - Nie, wiem, że to zrobiłam. Kocham Cię, Artemisie - I znowu to powtórzyła. Nie w sposób taki, w którym mogłaby zobaczyć moją rekcję. Ale w taki, abym zapmiętał to na... zawsze?- Kocham Cię.
 Wziąłem głęboki wdech. Nawet nie zdawałem spobie sprawy, że nie oddychałem:
 - To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly. Jak było od zawsze i będzie - nawet trochę się zdziwilem na punkcie moich słów. W sumie trochę już minęło odkąd braliśmy udział w sprawie na Arktyce. I wiedziałem, że zawsze będę to do niej czuł. Kiedy już to z siebie wyrzuciłem, poczułem się trochę bezbronny. Raczej nie dzieliłem się niczym z nikim, ale ufałem Holly i byłem pewien, że ona nie nadużyje mojego zaufania. A ja zrobię dla niej wszystko.
 - A co z Minerwą? Albo Shry? - Nie, one nie były warte. Ale skąd znała Shry? Musiałem to zapamiętać.
 - One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odpowiedziałem, spoglądając w jej dwu kolorowe oczy - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są.
 Czułem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Odkąd tylko jej dotknąlem, miałem ochotę ją pocałować. No i do tego czasu walczyłem z tym dość dzielnie. Ale nie. Pocałowałem ją. Miała słodkie i ciepłe wargi. To było, jakbyśmy robili to już wiele razy. Nasz pierwszy pocałunek był niczym w porównaniu z tym. Iskierki zaczęły skakać wokół, gdy tylko złączyliśmy dłonie i usta.

 Wplotłem ręce w jej włosy, a ona w moje. Nasze ciała były tak blisko, że bardziej już się nie dało. Ten pocałunek był jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Czułem, że wszystkie argumenty, dlaczego nie powinienem był tego zrobić odeszły w niepamięć. Po raz pierwszy czułem się naprawdę dobrze. Potrzebowaliśmy się w sposób fizyczny.
 Trwało to dopóki nie skończyło nam się powietrze. Miałem nogi, jak z waty (chociaż może dlatego, że brakowało mi tlenu) więc zsunąłem się na ziemię, pociągając Holly ze sobą. Lekko zachichotała. Położyłem się na plecach, ale ona siedziała tyłem i to mi nie pasowało. Lekko ją do siebie przyciągnąłem i położyłem jej głowę na swojej klatce piersiowej. Wtuliła się we mnie.
 - Artemisie - powiedziała. Chciała, aby to zabrzmiało troche ostro, ale jednak dla mnie było to bardzo pieszczotliwe.
 - Holly? - Zapytałem, mój głos był lekko ochrypnięty.
 - Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota - odparła, głeboko patrząc w moje oczy - Więc odpowiedz mi.
 - Prawie jak policjantka - zaśmiałem się - Jesteś taka podejrzliwa.
 - To nie jest odpowiedź na moje pytanie - powiedziała głośniej.
 Nie mogłem się zatrzymać i zachichotałem.
 -  Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem. Bez Ciebie jestem niczym.
 - Przesadzasz - odchrząkneła, przybliżając się.
 - Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham?
 - Jestem policjantką.
 - Więc, co mogę zrobić, abyś uwierzyła w moje słowa? - Zapytałem bardziej siebie, niż jej.
 - Udowodnij to - wyzywała mnie.
 - Postaram się.