Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 12 'Philosophee' 2/4
- A jak trzyma się Artemis? - Zapytała, zmieniając temat.
- Och, świetnie. Wspaniale jak zawsze - powiedziała Julia, przewracając oczyma.
- Nie rozmawialiśmy bardzo długo - westchnęła. Wiedziałam, że raczej by z nią nie "gadał". Pewne, że była ładna, miła i inteligentna. Ale to nie był jego typ.
- Artemis Fowl? - Zapytałam - Jesteście przyjaciółmi?
- Taak, w pewnym sensie - uśmiechnęła się - Porównujemy się w stopniu tego, jak mądrzy jesteśmu.
- Więc... Nie jesteście razem? - Dopytywałam się.
- Jasne, że nie - zaśmiała się - Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Czemu pytasz?
D'Arvit. Oczywiście zwróciła uwagę, że jestem taka nonszalancka. Głupi geniusze.
- To po prostu ciekawość. Wygląda na to, że bardzo go lubisz - zaironizowałam.
A ona ponownie zaczęła się śmiać.
- Pewnie, że go lubię, ale jako przyjaciółka. Tak właściwie jest z Minerwą.
- Nie - wtrąciła Julia - Nie ma mowy. Spotyka się z osobą imieniem Holly. Holly Niedużą.
- Hm, nigdy o niej nie wspominał - Shry skubnęła się po brodze, próbując przypomnieć się moment, kiedy "Holly" została przywołana przez jej przyjaciela. Coś w jej słowach mnie tknęło. Nie mówił o mnie, w co jestem skora uwierzyć, ale czemu nie napomknął o niej?
- Tak, przecież Arty jest typem czlowieka, który powie Ci o swoich uczuciach i o całej reszczie.
Shry znowu się zaśmiała, jednak teraz o wiele głośniej.
- Okej, wiem o co chodzi - zachichotała - Ale czemu Minerwa oznajmia wszystkim wokół, że są razem?
- Ma urojenia... I jest wariatką - powiedziałam, a ona spojrzała na mnie ze sceptycyzmem w oczach. Jakby geniusz nie mógł być szalony.
- Ona ma rację, Shry - Julia skinęła głową - Minerwa go lubi, Artemis tego nie odwzajemnia.
- Nie mogę sie doczekać, aż dowiem się, jak to rzeczywiscie wygląda - uśmiechnęła się - Lepiej, żeby Holly była czujna, nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż geniuszka ubiegająca się o serce chłopaka.
- Jesteście przyjaciółkami z Minerwą? - Zapytałam, mając nadzieję, że to nie okaże się prawdą.
- Nie ma mowy. Jesteśmy inne. Jest zbyt poważna, aby ze mną wytrzymać.
- Shry, mam pytanko. Proszę nie bądź na mnie zła czy coś. Mogę zapytać? - Poprosiłam, chciałam to wiedzieć.
- Pewnie. Muszę przyznać, ze teraz bardzo mnie zaciekawiłaś. Pytaj.
- Jesteś geniuszem, tak? - Zapytałam ostrożnym tonem.
- Byłam, kiedy ostatni raz to sprawdzałam - powiedziała, a kiedy Julia zachochotała, próbowała powstrzymać uśmiech - To przez to, że się tak wyrażam, prawda?
- W zasadzie, tak. Skąd wiedziałaś, że mam to na mysli?
- Po prostu. Odkryłam, że wyrażanie się w sposób kolokwialistyczny jest lepsze, ludzie czują się przy Tobie lepiej. A to bardzo ważne w moim zawodzie. To jest rzecz, której Artemis jeszcze się nie nauczył.
- A mówiąc o zawodzie... - zaczęłam.
- Na pewno zastanawiasz się, dlaczego pracuję tutaj w sklepie. Dlaczego nie jest naukowcem albo doktorem?
- Tak, masz rację - przyznałam nieźle zbita z tropu.
- Jasne, że mogłabym robić te wszystkie rzeczy, ale lubię tu pracować. Ludzie powinni sobie uświadomić, że pieniądze to nie wszystko! Nie można za nie kupić miłości, szczęścia czy akceptacji. A mojej rodzinie nie przeszkadza fakt, że nie jestem popularna.
- Twojej rodzinie? - Zapytałam.
- Moja rodzina była... Jest bardzo zamożna. A ja jestem już przemęczona byciem "mała księżniczką mamusi". Więc postanowiłam coś w końcu zrobić - uśmiechnęła się, powracając do starych wspomnień - Zawsze interesowały mnie moda i prowadzenie dobrego biznesu. Więć jestem tutaj. Jasne, że publikuję naukowe artykuły w gazetach i książkach. Czuję się świetnie i jak najlepiej łaczę te dwa "odmiennie światy".
- To... naprawdę świetnie - powiedziałam oniemiała - Ale czy mogę zapytać o coś jeszcze? - Zazwyczaj nie wypytywałam o tak wiele (a jeszcze geniuszy!), ale najwidoczniej Shry to nie przeszkadzało. To znaczy pytania dotyczące jej osoby. Arty na przykład zmienił by temat na jakiś naukowy...
- Właśnie to zrobiłaś! - Zaśmiała się - Ale oczywiście, że tak.
- Nie zachowujesz się, jak geniusze, ktorych poznałam. Jesteś radosna... szczęśliwa - powiedziałam zdumiona - A na dodatek jesteś taka otwarta.
- To nie wyglądało, jak pytanie, ale wiem o co chodzi. To po prostu ja. Ale Holindo, nie daj się nabrać na te aktorskie posunięcią. Jestem przygnębiona jak każdy inny. Wciąż odczuwam żal i smutek.
- To wcale tak nie wygląda.
- Holindo, Holindo - powiedziała - Nie wiesz, że nie każdy jest taki, na jakiego się wydaje?
- Czy to nie prawa? - Zapytała Julia, świdrując mnie wzorkiem. Mówiąc szczerze, zapomniałam, że jest z nami. Była tak cicho, tak... nie-w-typie-Julii - Czuję się trochę wybita z rytmu, opuszczona.
Shry przewróciła oczami:
- Jasne, że tak się czujesz. Biedne dzieciątko.
- Sądzę, że powinnam zacząć płakać przez to, jak mnie potraktowałyście - jąknęła Julia.
- Podać Ci już chusteczkę? - Zapytałam z ironicznym uśmieszkiem.
- Tworzycie niezłe przyjaciółki - powiedziała - A teraz, mogę zadać wam pytanko?
- Jasne, czemu nie. Odpowiedziałaś na moje - wzruszyłam ramionami. Czy mogło być w tym coś złego?
- Pewnie - dodała Julia. Ciekawa, a raczej wścibska.
- Przyszłyście tutaj sobie pogawędzić czy macie jakiś inny pomysł? - Uśmiechnęła się szeroko.
No tak. Zakupy w zrzuciłyśmy na dalszy plan. Ze zdumiałego wyrazu twarzy Julii wyczytałam, żę zbyt bardzo zajęła się naszą konwersacją. Ale tak czy siak, miałyśmy dużo czasu.
- Tak w zasadzie Holinda jest tutaj, aby kupić jakieś ciuszki swojemu facetowi.
- Facetowi? - Shry zapytała zaciekawiona - Kto nim jest?
- Nazywa się... - Zaczęła Julia, ale przerwałam jej im zdążyła dokończyć.
- Nazywa się... Kłopot. Ma na imię Kłopot - powiedziałam, wyrzucając z siebie pierwsze imię, które przyszło mi na myśl.
- Kłopot... "Zły chłopiec". Ale tak na serio? - Spytała ponownie.
- Naprawdę ma tak na imię.
- No dobra - uśmiechnęła się - Więc to jakaś rocznica czy coś w tym stylu. Potrzebujesz eleganckich ubrań?
- Nie ma mowy! - Julia zaprzeczyła ruchem głowy - Wręcz przeciwnie.
- Miała na myśli, że Kłopot zawsze ubiera się bardzo formalnie - skłamałam, wiedząc, że wcale nie miałam go na myśli - Więc szukamy czegoś zwyczajnego. Tutaj jest lista tego, czego jeszcze potrzebuje.
Rozdział 12 'Philosophee' 1/4
Witam po dłuuuugiej przerwie.
- Wiesz jak to Arty mówi: "Czas to pieniądz" - powiedziała Julia, kiedy poprosiłam ją, żeby zwolniła.
- Pewnie, bo przecież on ma zawsze rację - odparłam sarkastycznie.
- Zazwyczaj tak. Przyznaj to.
- No dobra, ale gdzie idziemy teraz?
- Jest taki jeden nowy sklep, ktory chciałabym sprawdzić. Koleżanka jest właścicielkom.
- Jak się nazywa? - Zapytała, spoglądając na nazwy butików.
- Philosphee.
- Ale przecież to nie jest poprawne - zauważyłam.
- I nie powinno być. To po prostu takie wyrażenie - Julia przewróciła oczami.
- Jest hipiską? - Zapytałam zaintrygowana (od mnie - chodzi o to, że zazwyczaj hipisi tworzą sobie jakieś nowe wyrażonka, etc.). Hipisi są osobami, które wciąż przejmują się naszą planetą. Oczywiście, nikt ich nie słucha przez ich dziwne spojrzenie na innych.
- Coś w tym stylu - zachichotała Julia - Jest fajna, zobaczysz, polubisz ją.
- Mam nadzieję - wymamrotałam. Bądźmy szczerzy. W żaden sposób nie byłam taka jak człowiek. Lubię ludzi, ale oni odbierają moje zachowanie jako agresywne, lub zuchwałe. Albo, że jestem zbyt gwałtowna. A nie jestem.
- No proszę - powiedziała Julia wskazując palcem na bardzo estetyczny szyld. "Philosophee" było wypisane kursywą, jasnobiałymi literami na czarnym tle.
Koło wejścia stała dziewczyna. Najprościej byłoby ją opisać, jako typową irlandkę. Była ładna i wysoka. c Czerwone kręcone włosy opływały jej ramiona, a zielone oczy rozglądały się wokół. Zadarty nos pokrywały jasne piegi. Chwilę mi zajęło nim uświadomiłam sobie, że wcale nie jest dla mnie podejrzana (Holly pewnie wzięła ją za jakąś "złodziejkę targową"). Ona po prostu tutaj pracowała. Jednak jej dżinsy i zwykła bluzka nie wskazywały na ubiór do pracy.
Kiedy wchodziłyśmy do środka podała nam wizytówkę. Oczywiście czarną z białym napisem, który pasował do szyldu. Tłumaczyła, o co tak właściwie chodzi w nazwie:
- Niezłe - wymamrotałam.
- Wiem, ale poczekaj aż zobaczysz resztę - powiedziała Julia, prowadząc mnie obok lady.
Za nią stała wysoka dziewczyna o ciemno mlecznej karnacji. Jej oczy były brązowe, a rzęsy wydłużała odpowiednia maskara. Na początku nie zauważyłam, że są tak wyraźne i widzą wszystko. Włosy miała czarne, polokowane. Podtrzymywała je opaska. Loczki opływały jej plecy. Jej figura była zmysłowa i seksowna. Wielu ludzi opisałoby ją jako "ósemkę". Innymi słowy była chodzącym (i gadającym) ideałem.
Wiedziałam, że w tym samym momencie wyrabiała sobie opinię o mnie. Miałam nadziję, że była dobra, ponieważ nie byla typem kobiety, którą chciałbyś aby Cię nienawidziła. Och, mało tego, już wiedziałam, że miłość i nienawiść bardzo pielęgnowała.
- Shry - pisnęła Julia - Nie widziałam Cię przez wieki!
Shry. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że skądś znałam to imię. Dlaczego brzmiało tak znajomo? W mojej głowie pojawił się mur, który skutecznie zablokował przepływ tej informacji. Ostatecznie, w końcu mi się przypomni.
- W ostatnim tygodniu... To naprawdę wieki. Prawda Julio? - zapytała, uśmiechając się, a jednocześnie ukazując swoje białe zęby.
- Oho - Julia poczuła się urażona.
- No dobra, koniec tego przedstawienia - skarciła ją, spoglądając na mnie po raz pierwszy. Widziałam, że omiata mnie od stóp do głów. Nie było to chamskie czy wredne. Była po prostu ciekawa - Przepraszam za jej maniery Julii. Kim jesteś?
- Że ja? - Zapytałam.
- Jasne, że Ty - uśmiechnęła się ponownie - Jesteś jedyną soboą, która tu stoi.
- Jestem Holinda. Holinda Briefs.
- Nazywam się Shry - przedstawiła się, wyciągając rękę. Przeszedł mnie prąd, jakby szok. Rozumiałam, dlaczego nie mogłam sobie przypomnieć kim jest. Chciałam, aby jej imię poszło w niepamięć. Ona odnosiła się do snow, które miałam. Zapytałam Artiego czy kocha Shry...
Spojrzałam na jej dłoń. Do tej pory nią nie potrząsłam. Pochwyciłam ją. Miała bardzo delikatną skórę. Niedziwne.
- Miło Cię poznać - uśmiechnęłam się.
- Nawzajem - odparła.
- Hej, hej, nie zapominajcie o mnie - wtrąciła Julia.
- Jakby ktoś mogłby to zrobić - zachichotała.
- To prawda - Shry wyszczerzyła Julia - Skąd znacie się z Julią?
Na szczęście Julia miała gotową wymówkę:
- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami od zawsze, na zawsze.
- Jest Twoją "najlepszą przyjaciółką od zawsze, na zawsze" - zastanowiła się - Nielogiczne, bez sensu i niemożliwe. Jeśli to byłaby prawda nie mogłbyście być TERAZ przyjaciółkami, ponieważ na zawsze już minęło - powiedziała i uniosła brew.
- Proszę, nie kolejny geniusz... znowu - jęknęłam, zaczęła mnie boleć głowa od całej tej logiki.
- Masz rację. Jestem geniuszem - Shry uśmiechnęła się.
- Przynajmniej nie masz fioła na swoim punkcie - powiedziałam do siebie.
- Haha, i postaram się go nie mieć - odparła. Widziałam, że lekko szczerzy zęby, tak, żę wiedzialeś, że czuje się przy Tobie dobrze. Była osobą, którą raczej się lubiło. I faktycznie, czułam, że zaczynam ją lubić.
- Postarasz się, a i tak Ci się nie uda - wymamrotała Julia
- Wiesz jak to Arty mówi: "Czas to pieniądz" - powiedziała Julia, kiedy poprosiłam ją, żeby zwolniła.
- Pewnie, bo przecież on ma zawsze rację - odparłam sarkastycznie.
- Zazwyczaj tak. Przyznaj to.
- No dobra, ale gdzie idziemy teraz?
- Jest taki jeden nowy sklep, ktory chciałabym sprawdzić. Koleżanka jest właścicielkom.
- Jak się nazywa? - Zapytała, spoglądając na nazwy butików.
- Philosphee.
- Ale przecież to nie jest poprawne - zauważyłam.
- I nie powinno być. To po prostu takie wyrażenie - Julia przewróciła oczami.
- Jest hipiską? - Zapytałam zaintrygowana (od mnie - chodzi o to, że zazwyczaj hipisi tworzą sobie jakieś nowe wyrażonka, etc.). Hipisi są osobami, które wciąż przejmują się naszą planetą. Oczywiście, nikt ich nie słucha przez ich dziwne spojrzenie na innych.
- Coś w tym stylu - zachichotała Julia - Jest fajna, zobaczysz, polubisz ją.
- Mam nadzieję - wymamrotałam. Bądźmy szczerzy. W żaden sposób nie byłam taka jak człowiek. Lubię ludzi, ale oni odbierają moje zachowanie jako agresywne, lub zuchwałe. Albo, że jestem zbyt gwałtowna. A nie jestem.
- No proszę - powiedziała Julia wskazując palcem na bardzo estetyczny szyld. "Philosophee" było wypisane kursywą, jasnobiałymi literami na czarnym tle.
Koło wejścia stała dziewczyna. Najprościej byłoby ją opisać, jako typową irlandkę. Była ładna i wysoka. c Czerwone kręcone włosy opływały jej ramiona, a zielone oczy rozglądały się wokół. Zadarty nos pokrywały jasne piegi. Chwilę mi zajęło nim uświadomiłam sobie, że wcale nie jest dla mnie podejrzana (Holly pewnie wzięła ją za jakąś "złodziejkę targową"). Ona po prostu tutaj pracowała. Jednak jej dżinsy i zwykła bluzka nie wskazywały na ubiór do pracy.
Kiedy wchodziłyśmy do środka podała nam wizytówkę. Oczywiście czarną z białym napisem, który pasował do szyldu. Tłumaczyła, o co tak właściwie chodzi w nazwie:
Filozofia - nauka podstawowego charakteru i przeznaczenia człowieka, wszechświata i samego życia; wierzeń i przekonań ludzi.Jedyną ikoną na wizytówce był abstrakycjny obrazek na przodzie. Mowiąc szczerze, była bardzo przekonująca. Bardzo chciałam zajrzeć do tego sklepu/
Co to tak właściwie jest "Philosophee"?
Jest to swoboda wypowiedzenia się: wyrażenia samego siebie i swoich przekonań, do których nikt nie będzie się wtrącał. Znana także jako - wolność.
W "Philosophee" wierzymy, że ciuchy będą pierwszym krokiem do dalszego "filozoficznego oświecenia". Aby poznać siebie, trzeba poznać innych. Wyposażmy w coś, co pomoże wam rozwiązać problemy, które wydają się nie do rozwiązania.
Kim jest filozof?
Kiedy rozpoczniesz poszukiwania zmian wtedy się nim staniesz. Gdy tylko wejdziesz do naszego butiku zrozumisesz czego chcesz i potrzebujesz. A kiedy będziesz znał już filozfię i philosophee, zdecydujesz się rozpocząć życie, w którym będziesz odkrywal samego siebie.
Filozof to osoba, która poszukuje i próbuje znaleźć odpowiedź na pytania typu natury człowieka czy znaczenia życia.
Ostatnie pytanie:
Czy można odnaleźć tutaj sens swojego życia?
Nie można niczego obiecać, ale dlaczego nie spróbwać? Dlaczego nie tu, nie w tym momencie?
Philosophee
10:00 - 22:00 (Poniedziałki - Piątki)
9:00 - 23:00 (Soboty)
14:00 - 18:00 (Niedziele)
Pytania? Zadzwoń! 654-0128
- Niezłe - wymamrotałam.
- Wiem, ale poczekaj aż zobaczysz resztę - powiedziała Julia, prowadząc mnie obok lady.
Za nią stała wysoka dziewczyna o ciemno mlecznej karnacji. Jej oczy były brązowe, a rzęsy wydłużała odpowiednia maskara. Na początku nie zauważyłam, że są tak wyraźne i widzą wszystko. Włosy miała czarne, polokowane. Podtrzymywała je opaska. Loczki opływały jej plecy. Jej figura była zmysłowa i seksowna. Wielu ludzi opisałoby ją jako "ósemkę". Innymi słowy była chodzącym (i gadającym) ideałem.
Wiedziałam, że w tym samym momencie wyrabiała sobie opinię o mnie. Miałam nadziję, że była dobra, ponieważ nie byla typem kobiety, którą chciałbyś aby Cię nienawidziła. Och, mało tego, już wiedziałam, że miłość i nienawiść bardzo pielęgnowała.
- Shry - pisnęła Julia - Nie widziałam Cię przez wieki!
Shry. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że skądś znałam to imię. Dlaczego brzmiało tak znajomo? W mojej głowie pojawił się mur, który skutecznie zablokował przepływ tej informacji. Ostatecznie, w końcu mi się przypomni.
- W ostatnim tygodniu... To naprawdę wieki. Prawda Julio? - zapytała, uśmiechając się, a jednocześnie ukazując swoje białe zęby.
- Oho - Julia poczuła się urażona.
- No dobra, koniec tego przedstawienia - skarciła ją, spoglądając na mnie po raz pierwszy. Widziałam, że omiata mnie od stóp do głów. Nie było to chamskie czy wredne. Była po prostu ciekawa - Przepraszam za jej maniery Julii. Kim jesteś?
- Że ja? - Zapytałam.
- Jasne, że Ty - uśmiechnęła się ponownie - Jesteś jedyną soboą, która tu stoi.
- Jestem Holinda. Holinda Briefs.
- Nazywam się Shry - przedstawiła się, wyciągając rękę. Przeszedł mnie prąd, jakby szok. Rozumiałam, dlaczego nie mogłam sobie przypomnieć kim jest. Chciałam, aby jej imię poszło w niepamięć. Ona odnosiła się do snow, które miałam. Zapytałam Artiego czy kocha Shry...
Spojrzałam na jej dłoń. Do tej pory nią nie potrząsłam. Pochwyciłam ją. Miała bardzo delikatną skórę. Niedziwne.
- Miło Cię poznać - uśmiechnęłam się.
- Nawzajem - odparła.
- Hej, hej, nie zapominajcie o mnie - wtrąciła Julia.
- Jakby ktoś mogłby to zrobić - zachichotała.
- To prawda - Shry wyszczerzyła Julia - Skąd znacie się z Julią?
Na szczęście Julia miała gotową wymówkę:
- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami od zawsze, na zawsze.
- Jest Twoją "najlepszą przyjaciółką od zawsze, na zawsze" - zastanowiła się - Nielogiczne, bez sensu i niemożliwe. Jeśli to byłaby prawda nie mogłbyście być TERAZ przyjaciółkami, ponieważ na zawsze już minęło - powiedziała i uniosła brew.
- Proszę, nie kolejny geniusz... znowu - jęknęłam, zaczęła mnie boleć głowa od całej tej logiki.
- Masz rację. Jestem geniuszem - Shry uśmiechnęła się.
- Przynajmniej nie masz fioła na swoim punkcie - powiedziałam do siebie.
- Haha, i postaram się go nie mieć - odparła. Widziałam, że lekko szczerzy zęby, tak, żę wiedzialeś, że czuje się przy Tobie dobrze. Była osobą, którą raczej się lubiło. I faktycznie, czułam, że zaczynam ją lubić.
- Postarasz się, a i tak Ci się nie uda - wymamrotała Julia
Rozdział 11 'Powrót do obowiązków'
Cześć wszystkim.
Lunch się skończył, a ja czułam się strasznie pełna. Ogólnym problemem było to, że musiałyśmy powrócić do poprzedniego zajęcia. Ale nie to chodziło mi po głowie. Myślałam o Aidanie i Emorym. Zastanawiało mnie, dlaczego zapłacili za nasz posiłek. Jeśli bylibyśmy razem, czy coś takiego, mogłabym to zrozumieć, ale ja ledwo co ich znałam. Postanowiłam sobie, że oddam pieniądze Aidanowi. Naprawdę nienawidziłam być dłużną.
- Jak z Twoimi zakupami? Lista się skończyła? - Zapytała Julia, wyrywając mnie z zamyślenia.
Spojrzałam na kawałek papieru:
- No tak... O nie, całkowicie zapomniałam o butach!
...
- Znam świetne miejsce, w którym można je kupić - powiedziała, prowadząc mnie do następnego sklepu. Miała rację. "Journeys" był doskonałym butikiem. Było tam wszystko, czego potrzebowałam. Teraz jedynym problemem były te wszystkie torby. Ledwo, co mogłam chodzim. Aidan i Emory bardzo by sie teraz przydali.'
- Julio, co my z tym wszystkim zrobimy? - Zapytałam.
- To oczywiste - odpowiedziała, wyciągajac telefon. Po kilku minutach rozmowy zamknęła klapkę i dodała - Gotowe. Dajmy mu pięć minut.
Wcale tylu nie potrzebował. Pojawił się po trzech. Butler nic się nie zmienił. Jak zwykle miał ogoloną głowę i włożony garnitur. Chociaż może troche odróżniał się wśród tych wszystkich nastolatków biegających wokół. Gdy tylko wszedł do środka zaczął się rozglądać w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Następnie jego oczy spoczęły na mnie i na Julii. Szybko pokonał odległość, która nas dzieliła.
- Julio - powiedział i czule pogłaskał ją po głosach - Jak tam?
- Świetnie, Dom - zachichotała - To moja przyjaciółka - Holinda.
Postąpiłam krok do przody i wyciągnęłam dłon - Holinda Briefs. Miło Cię poznać.
- Mnie również. Mów na mnie Butler - odparł. Jego wielka ręką potrząsła moją. Jego uścik był oczywiście bardzo silny.
- Zjadłyście coś? - Zapytał.
- Taak - odpowiedziała Julia - Warzywne burgery.
- Okej, więc czego potrzebujecie? - Westchnął, jakby już wiedział. Wątpię, czy tak Julia lubił zakupy.
- Zanieś te zakupy do samochodu - nakazała, jakby był jej podwładnym.
- No dobra - powiedział, lekko unosząc brew. Chyba coś bardzo ciekawiło Butlera - Planujecie jakiś wypad dziś w nocy?
- Tak! - Krzyknęła podniecona Julia - Jedziemy do Phenomu. Powinieneś przyjść!
- Julio trochę za bardzo wrzeszczysz - rzekłam, przykładając palce do skroni, aby je rozmasować. Czułam, że migrena nadchodzi.
- Wybacz - zachichotała.
- To było niezłe - powiedział oniemiały Butler.
- Że co? - Zapytałam skrępowana - Coś zrobiłam?
- Ogarnęłaś ją - odchrząknął - Od wieków tego próbowałem - Oboje serdecznie się zaśmialiśmy.
- Hola! Widzę, że znaleźliście trochę czasu, żeby się pośmiać. Dom, musisz wziąć te torby, a Ty Holindo, pójdziesz ze mną - musimy zrobić więcej zakupów!
Nie mogłam nic na to poradzić, ale jęknęłam. Jak wiele można tego znosić.
- Julio, Twoja przyjaciółka chyba potrzebuje przerwy - skarcił ją - Z resztą tyle cichów starczy wam na rok!
- Czy on czasem nie ma racji? - Westchnęłam.
- Wcale nie! - Uśmiechnęła się - A teraz sio!
- Wspaniale - murknął Butler - Do zobaczenia, Holindo, miło było Cię poznać.
- Nawzajem - skinęłam głową.
- Zaczekaj Dom... - powiedziała - No wiesz jedziemy dziś do Phenomu, więc...
Butler uśmiechnął się ironicznie:
- To wskazówka, prawda?
- Nie, ja tylko coś zarządzam - uśmiechnęła się
- Dobrze, zobaczę, co mogę zrobić w tym kierunku - powiedział odwracając się i maszerując w swoją stronę. Wziął wszystkie torby, a wydawało się, jakby dla niego nie ważyły nic.
Kiedy tylko znalazł się poza zasięgiem naszych głosów Julia się do mnie odezwała:
- Holindo, mogłabyś to ze mnie ściągnąć?
- Pewnie - zgodziłam się.
Mała, czarna kropka widniała na koszulce Julii - przed tem jej tutaj nie było. Odczepiłam ją i przyjrzałam się jej. Rejestrator dźwięku. Oczywiście, Butler nie był tak ufny, na jakiego wyglądał. Skrzuszyłam małą pluskwę w rękach i spojrzałam jak jej drobne kawałeczki zlatują na ziemię.
- Skąd wiedziałaś, że będzię Cię podsłuchiwać? - Zapytałam nonszalancko.
- To standard u niego. Chyba nie sądzisz, że jest taki opanowy?
- Nie, nie - zachichotałam, próbując sobie wyobrazić Butlera, który byłby tak spokojny w środku, jak wyglądał. Niemożliwe. Chyba, że byłby robotem wtedy może by się udało.
- Swoją drogą, mogę się założyć, że kilka podsłuchów wylądowało w naszych torbach.
- Prawdopodobnie - skinęłam głową - Ale z drugiej strany może nie...
- Obstawiamy jakiś zakład? - Zapytała.
- Nigdy - odparłam - Pewnie to zrobił, a ja nie będę się zakładać, bo i tak przegram.
- Psujesz całą zabawę. To nie jest śmieszne - Julia nadąsała się, jakby była małym dzieckiem.
Julia naprawdę potrafiła mnie dołować, jak nikt. I o tym bardzo dobrze wiedziała:
- Jakie są warunki? - Zapytałam z ciekawością, która wzięła nade mną górę.
- Och to nic takiego, majorze - zachichotała - Wybiorę Ci jakiś fajny ciuszek na dzisiejszy wieczór i zrobię listę, jak Arty ma wyglądać podczas pobytu u Ciebie.
- Świetnie - skinęłam głową - A co jeśli to ja wygram?
- A co chciałabyś zrobić? - Spytała mnie.
- Umówisz się z Emorym i pointeresujesz się nim - czy udawanie, czy nie - przez dwa miesiące - uśmiechnęłam się.
- No dobra - wzruszyła ramionami. Potrząsłyśmy dłońmi, więc zakład został przyjęty.
- Hej, czy coś jeszcze musisz kupić Artiemu? - Zapytała - Proszę, powiedz, że nie.
- Wow, jesteś zmęczona zakupami. To jakiś cud! - Sapnęłam.
- Ha, wcale, że nie! Po prostu chciałabym skupić się na Tobie.
Jęknęłam.
- Te kapryszenie nie nie jest poprawną odpowiedzią na moje pytanie.
- Jak to nie - zirytowałam się - Jest jakakolwiek inna?
- W sumie to... - zagaiła - Tak czy siak, myślę, że będziemy musialy się tu jeszcze trochę pokręcić zanim znajdziemy odpowiedni butik! - Zanim Julia skończyła to zdanie, chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę sklepów.
Spojrzałam na nazwy tych, przed którymi się zatrzymałyśmy:
- Nie, nie i nie! - Wrzasnęłam, jednak to nie przyniosło pożadanego efektu.
- Och tak! Gucci, Prada, Juicy - zapiszczała.
- Juicy, jesteś pewna? - Zapytałam, przerwacając oczami.
- Jasne, że tak - zaśmiała mi się i wciągnęła w wir zakupów.
Biegałam od przebieralni do przebieralni. Przymierzyłam tyle ubrań, że po prostu wydaje mi się, że jestem jakąś modelką. A jakby tego było mało każda osoba znała Julię z imienia.
Julia robi zakupy przez pewien schemat. Wkracza do sklepu i wita się każdym, potem pyta ich o nowe, najlepsze ciuchy i dodatki, wtedy wysyła mnie do przymierzalni, a później ona i jej koledzy oceniają, jak wyglądam. W końcu albo zostało dodane na nasz rachunek, albo odłożone z powrotem na półkę. Oczywiście tylko jej zdanie się liczyło.
W kilka minut miałyśmy już pełno ciuchów. No i ja w końcu byłam gotowa. A kiedy tylko zapłaciłyśmy byłyśmy obładowane torbami, podobnie jak wcześniej. A sprzedawcy pozostali oniemiali i żadne z nich jakoś nie chciało nam pomóć.
Aż w końcu czarny mężczyzna podszedł do Julli.
- Pomóc wam to zanieść? - Zapytał.
- Pewnie - powiedziała - Jeden-dwa-jeden-jeden*, Jeeves - pochwycił torby i odeszł w swoją stronę. A ja byłam w szoku.
- Tak po prostu mu ufasz? - Spytałam zdziwiona.
- Wiesz, auto też ma podsłuch. A co do pytanie, znam Jeevesa od zawsze.
Sapnęłam?
- Nie widzę sensu w tym wszystkim - Tak czy siak, nie musialyśmy się już martwić o te wszystkie zakupy.
- Zoobacz, okularki! - Wskazałam palcem na mała budkę. Było tam wiele świetnych par, i wszystkie były w przecenie. Szybko wybrałam cztery najlepsze. A gdy tylko zapłaciłam, Julia pociągnęła mnie do kolejnego sklepu...
*Najprawdopodobniej jest to jakiś numer identyfikacyjny - tak jak to jest z tablicami rejstracyjnymi..
Lunch się skończył, a ja czułam się strasznie pełna. Ogólnym problemem było to, że musiałyśmy powrócić do poprzedniego zajęcia. Ale nie to chodziło mi po głowie. Myślałam o Aidanie i Emorym. Zastanawiało mnie, dlaczego zapłacili za nasz posiłek. Jeśli bylibyśmy razem, czy coś takiego, mogłabym to zrozumieć, ale ja ledwo co ich znałam. Postanowiłam sobie, że oddam pieniądze Aidanowi. Naprawdę nienawidziłam być dłużną.
- Jak z Twoimi zakupami? Lista się skończyła? - Zapytała Julia, wyrywając mnie z zamyślenia.
Spojrzałam na kawałek papieru:
- No tak... O nie, całkowicie zapomniałam o butach!
...
- Znam świetne miejsce, w którym można je kupić - powiedziała, prowadząc mnie do następnego sklepu. Miała rację. "Journeys" był doskonałym butikiem. Było tam wszystko, czego potrzebowałam. Teraz jedynym problemem były te wszystkie torby. Ledwo, co mogłam chodzim. Aidan i Emory bardzo by sie teraz przydali.'
- Julio, co my z tym wszystkim zrobimy? - Zapytałam.
- To oczywiste - odpowiedziała, wyciągajac telefon. Po kilku minutach rozmowy zamknęła klapkę i dodała - Gotowe. Dajmy mu pięć minut.
Wcale tylu nie potrzebował. Pojawił się po trzech. Butler nic się nie zmienił. Jak zwykle miał ogoloną głowę i włożony garnitur. Chociaż może troche odróżniał się wśród tych wszystkich nastolatków biegających wokół. Gdy tylko wszedł do środka zaczął się rozglądać w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Następnie jego oczy spoczęły na mnie i na Julii. Szybko pokonał odległość, która nas dzieliła.
- Julio - powiedział i czule pogłaskał ją po głosach - Jak tam?
- Świetnie, Dom - zachichotała - To moja przyjaciółka - Holinda.
Postąpiłam krok do przody i wyciągnęłam dłon - Holinda Briefs. Miło Cię poznać.
- Mnie również. Mów na mnie Butler - odparł. Jego wielka ręką potrząsła moją. Jego uścik był oczywiście bardzo silny.
- Zjadłyście coś? - Zapytał.
- Taak - odpowiedziała Julia - Warzywne burgery.
- Okej, więc czego potrzebujecie? - Westchnął, jakby już wiedział. Wątpię, czy tak Julia lubił zakupy.
- Zanieś te zakupy do samochodu - nakazała, jakby był jej podwładnym.
- No dobra - powiedział, lekko unosząc brew. Chyba coś bardzo ciekawiło Butlera - Planujecie jakiś wypad dziś w nocy?
- Tak! - Krzyknęła podniecona Julia - Jedziemy do Phenomu. Powinieneś przyjść!
- Julio trochę za bardzo wrzeszczysz - rzekłam, przykładając palce do skroni, aby je rozmasować. Czułam, że migrena nadchodzi.
- Wybacz - zachichotała.
- To było niezłe - powiedział oniemiały Butler.
- Że co? - Zapytałam skrępowana - Coś zrobiłam?
- Ogarnęłaś ją - odchrząknął - Od wieków tego próbowałem - Oboje serdecznie się zaśmialiśmy.
- Hola! Widzę, że znaleźliście trochę czasu, żeby się pośmiać. Dom, musisz wziąć te torby, a Ty Holindo, pójdziesz ze mną - musimy zrobić więcej zakupów!
Nie mogłam nic na to poradzić, ale jęknęłam. Jak wiele można tego znosić.
- Julio, Twoja przyjaciółka chyba potrzebuje przerwy - skarcił ją - Z resztą tyle cichów starczy wam na rok!
- Czy on czasem nie ma racji? - Westchnęłam.
- Wcale nie! - Uśmiechnęła się - A teraz sio!
- Wspaniale - murknął Butler - Do zobaczenia, Holindo, miło było Cię poznać.
- Nawzajem - skinęłam głową.
- Zaczekaj Dom... - powiedziała - No wiesz jedziemy dziś do Phenomu, więc...
Butler uśmiechnął się ironicznie:
- To wskazówka, prawda?
- Nie, ja tylko coś zarządzam - uśmiechnęła się
- Dobrze, zobaczę, co mogę zrobić w tym kierunku - powiedział odwracając się i maszerując w swoją stronę. Wziął wszystkie torby, a wydawało się, jakby dla niego nie ważyły nic.
Kiedy tylko znalazł się poza zasięgiem naszych głosów Julia się do mnie odezwała:
- Holindo, mogłabyś to ze mnie ściągnąć?
- Pewnie - zgodziłam się.
Mała, czarna kropka widniała na koszulce Julii - przed tem jej tutaj nie było. Odczepiłam ją i przyjrzałam się jej. Rejestrator dźwięku. Oczywiście, Butler nie był tak ufny, na jakiego wyglądał. Skrzuszyłam małą pluskwę w rękach i spojrzałam jak jej drobne kawałeczki zlatują na ziemię.
- Skąd wiedziałaś, że będzię Cię podsłuchiwać? - Zapytałam nonszalancko.
- To standard u niego. Chyba nie sądzisz, że jest taki opanowy?
- Nie, nie - zachichotałam, próbując sobie wyobrazić Butlera, który byłby tak spokojny w środku, jak wyglądał. Niemożliwe. Chyba, że byłby robotem wtedy może by się udało.
- Swoją drogą, mogę się założyć, że kilka podsłuchów wylądowało w naszych torbach.
- Prawdopodobnie - skinęłam głową - Ale z drugiej strany może nie...
- Obstawiamy jakiś zakład? - Zapytała.
- Nigdy - odparłam - Pewnie to zrobił, a ja nie będę się zakładać, bo i tak przegram.
- Psujesz całą zabawę. To nie jest śmieszne - Julia nadąsała się, jakby była małym dzieckiem.
Julia naprawdę potrafiła mnie dołować, jak nikt. I o tym bardzo dobrze wiedziała:
- Jakie są warunki? - Zapytałam z ciekawością, która wzięła nade mną górę.
- Och to nic takiego, majorze - zachichotała - Wybiorę Ci jakiś fajny ciuszek na dzisiejszy wieczór i zrobię listę, jak Arty ma wyglądać podczas pobytu u Ciebie.
- Świetnie - skinęłam głową - A co jeśli to ja wygram?
- A co chciałabyś zrobić? - Spytała mnie.
- Umówisz się z Emorym i pointeresujesz się nim - czy udawanie, czy nie - przez dwa miesiące - uśmiechnęłam się.
- No dobra - wzruszyła ramionami. Potrząsłyśmy dłońmi, więc zakład został przyjęty.
- Hej, czy coś jeszcze musisz kupić Artiemu? - Zapytała - Proszę, powiedz, że nie.
- Wow, jesteś zmęczona zakupami. To jakiś cud! - Sapnęłam.
- Ha, wcale, że nie! Po prostu chciałabym skupić się na Tobie.
Jęknęłam.
- Te kapryszenie nie nie jest poprawną odpowiedzią na moje pytanie.
- Jak to nie - zirytowałam się - Jest jakakolwiek inna?
- W sumie to... - zagaiła - Tak czy siak, myślę, że będziemy musialy się tu jeszcze trochę pokręcić zanim znajdziemy odpowiedni butik! - Zanim Julia skończyła to zdanie, chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę sklepów.
Spojrzałam na nazwy tych, przed którymi się zatrzymałyśmy:
- Nie, nie i nie! - Wrzasnęłam, jednak to nie przyniosło pożadanego efektu.
- Och tak! Gucci, Prada, Juicy - zapiszczała.
- Juicy, jesteś pewna? - Zapytałam, przerwacając oczami.
- Jasne, że tak - zaśmiała mi się i wciągnęła w wir zakupów.
Biegałam od przebieralni do przebieralni. Przymierzyłam tyle ubrań, że po prostu wydaje mi się, że jestem jakąś modelką. A jakby tego było mało każda osoba znała Julię z imienia.
Julia robi zakupy przez pewien schemat. Wkracza do sklepu i wita się każdym, potem pyta ich o nowe, najlepsze ciuchy i dodatki, wtedy wysyła mnie do przymierzalni, a później ona i jej koledzy oceniają, jak wyglądam. W końcu albo zostało dodane na nasz rachunek, albo odłożone z powrotem na półkę. Oczywiście tylko jej zdanie się liczyło.
W kilka minut miałyśmy już pełno ciuchów. No i ja w końcu byłam gotowa. A kiedy tylko zapłaciłyśmy byłyśmy obładowane torbami, podobnie jak wcześniej. A sprzedawcy pozostali oniemiali i żadne z nich jakoś nie chciało nam pomóć.
Aż w końcu czarny mężczyzna podszedł do Julli.
- Pomóc wam to zanieść? - Zapytał.
- Pewnie - powiedziała - Jeden-dwa-jeden-jeden*, Jeeves - pochwycił torby i odeszł w swoją stronę. A ja byłam w szoku.
- Tak po prostu mu ufasz? - Spytałam zdziwiona.
- Wiesz, auto też ma podsłuch. A co do pytanie, znam Jeevesa od zawsze.
Sapnęłam?
- Nie widzę sensu w tym wszystkim - Tak czy siak, nie musialyśmy się już martwić o te wszystkie zakupy.
- Zoobacz, okularki! - Wskazałam palcem na mała budkę. Było tam wiele świetnych par, i wszystkie były w przecenie. Szybko wybrałam cztery najlepsze. A gdy tylko zapłaciłam, Julia pociągnęła mnie do kolejnego sklepu...
*Najprawdopodobniej jest to jakiś numer identyfikacyjny - tak jak to jest z tablicami rejstracyjnymi..
Rozdział 10 "Przerwa obiadowa"
Cześć wszystkim ;) Zdaję sobie sprawę, że mnie trochę czasu nie było.
Restauracja nazywała się "Shamrock Cafe". Była bardzo przyjemna. Niezbyt duża, ale tętniąca życiem. Było to miejsce, do którego przychodziła cała warstwa społeczna - od prawników, przez artystów, po zwykłych, szarych ludzi. Ale ogółem wszyscy byli bardzo spokojni. Pomieszczenie było rozświetlone, a w około porozstawiane były wysokie, okrągłe stoliczki, z których więszkość miała dostawione po dwa krzesła. Przednią część sklepu zajmowała długa lada. Kiedy weszłyśmy do środka uderzył mnie aromat świeżo zmielonej kawy.
Julia poproawdziła mnie to stolika w kącie. Przez kilka minut patrzyłyśmy w menu.
Po chwili zbliżyła się do nas kelnerka:
- Dzień dobry Paniom. Jesteście gotowe? - Zapytała głośno. Chociaż może i nie chciała, żeby każdy ją usłyszał.
- Tak - zmówiłyśmy się z Julią.
- Tak więc? - Spytała, wyciągając notesik i długopis, który od razu skierowała w dół.
- Wezmę grillowanego, wegetariańskiego hamburgera i... frytki* - powiedziała Julia. Zapewniła mnie przed tem, że w menu nie było żadnego mięsa, więć czułam, że mogę zamówić wszystko. Ale jednak...
- To samo dla mnie - uśmiechnęłam się.
- Coś do picia? - zapytała ponownie.
- Mrożoną herbatę - odpowiedziała Julia.
- Świeżą irlandzką wodę, jeśli macie - dodałam, jednak zabrzmiało to bardziej, jak pytanie.
- Świetnie, za chwilę wrócę z waszymi zamówieniami - poinformmowała.
Dziesięć minut później z powrotem do nas podeszła.
Przez chwilę zajadałyśmy się "wegetariańskimi hamburgerami". Tak, musiałyśmy napełnić żołądki.
Aż nagle Julia odłożyła jedzenie na talerz. Spojrzałam na nią z pytaniem w oczach. W burgerze nie było nic niedobrego, więc nie wiedziałam, czemu to zrobiła.
- Holly, musimy pogadać.
- O czym? - Zapytałam, wciąż przeżuwając.
- O Tobie i Artemisie - powiedziała poważnie. A ja prawie wyplułam jedzenie z ust. Nie spodziwałam się. Że zapyta. I tak nie miałam pojęcia, co czułam.
- Co w związku z tym? - Sapnęłam.
- Proszę Cię. Cholernie dobrze wiesz, że... Kochacie się nawzajem.
- Jako przyajciele, owszem - odparłam uparcie.
- Z kogo chcesz zrobić idiotę? - Spytała - Pewnie samą siebie też.
- Julio, on nie jest w moim typie.
- Nigdy nie widziała osób, które bardziej by do siebie pasowały - rzekla.
- Wcale nie - odpowiedziałam, nie ustępując - Nie posiadamy nic wspólnego.
- Bzdura. I wiesz o tym, że tak jest - Julia zaczęła tracić cierpliwość - Kochasz go i to nie jest wcale złe.
- Nie kocham i jest - próbowała przekonać... samą siebie.
Chyba słyszała zawahanie w moim głosie:
- Posłuchaj, Artemis zaczął... - zaczęła, ale nim skończyła przerwał jej bardzo znajomy głos.
- Cześć Julio - powiedziala Minerwa Paradizo.
Seksowna, blond geniuszka, która ostrzyłasobie pazurki na Artemisa odkąd tylko się poznali.
Od razu moje tętno stało się szybsze, a dłonie zacisnęły się w pięści.
Nie lubiałam jej. A szczerze mówiąc to nawet nienawidziłam. Była zadufana w sobie, bezlitosna, a na dodatek zakochana w Artemisie. Nie tak, że ja go kochałam. Po prostu ona nie traktowała by go tak, jak powinien być. Ona wolała wykorzystywać, żeby dostać to czego chciała. I pragnęła sławy i uwagi. A pomoc innego geniusza dałaby jej wszystko. Nie chciałabym, żeby to się stało.
- Minerwo - odpowiedziała Julia i skinęła oschle głową.
- Jak się masz? - zapytała z uśmiechem, który był strasznie sztuczny.
- Dobrze, a Ty?
Julia tak samo, jak ona mogła udawać.
- Och, jak zawsze - zachichotała. A potem spojrzała na mnie, jakby nie zauważyła mnei wcześniej. Ona tak bardzo mnie denerwowała - Cześć - pomachała ręką - Jak się nazywasz?
- Holl-Holinda - powiedziałam. Nie myślałam wcześniej nad żadnym imieniem, które mogłabym przybrać. A jeśli powiedziałabym "Holly" wtedy na pewno by się zorientowała. Holinda była pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl. Cieżko się było przyznać, ale prawie bym wpadła.
- Och Holindo, miło mi Cie poznać - uśmiechnęła się fałszywie. Szkoda, że nie mogła wiedzieć, że to nie ja jestem w tym momencie ofiarą.
- Mi również, Minerwo - syknęłam. Ne tylko ona będzię grała w tą głupią gierkę. Mogę pokazać tak wiele nieżyczliwości, jak tylko ona może.
- Hm, słyszłam trochę waszej rozmowy i myślę, że jestem zmuszona coś dodać - powiedziała - Jestem jego dziewczyną.
- To zabawne, bo nigdy wcześniej o Tobie nie słyszałam - odparłam i przechyliłam głową w zamieszaniu.
- Tak, jestem tego pewna - przyznała - Bo niby dlaczego miałby mówić komuś takiemu, jak Ty o swoim życiu?
Kipiałam we wnątrz. Nawet chciałam ją uderzyć, ale w sumie... Mialabym potem jakieś porblemy z tutjeszą policją. Wolałam nie ryzykować.
- Jak ja? A co to niby znaczy? - Wydusiłam przez zaciśniete zęby. To było dziwne, że potrafiłam się tak opanować. Ale tylko, żeby jej nie uderzyć.
- Ktoś z tak niską inteligencją... Na pewno jesteś zwykłą szarą myszką... I masz pofarbowane włosy - zaśmiała się.
Wybuchłam, zanim zdążyłam zrobić cokolwiek innego:
- Słuchaj suko, radzę Ci nigdy więcej się tak do mnie nie odzywać - zagroziłam jej - Może i nie jestem geniuszem, ale to nie znaczy, że idiotą. A jeśli chodzi o włosy, to co powiesz na temat swojego siana?
- Hej, hej, dość tego - Julia wstała i pomachała rękoma przed naszymi twarzami.
- Minerwo, wiesz, gdzie Arty będzie dzisiaj wieczorem? - Szybko spojrzałam na Julię.
- Gdzie? - Zapytała urażona.
- W "Pheonmie" - Julia uśmiechnęła się. Oczywiście była po mojej stronie.
- Artemis na pewno nie zrobiłby czegoś bez mówienia mi - powiedziała, wyraźnie wstrząśnięta.
- Nie zrobiły, gdybyście rzeczywiście byli razem - poprawiłam ją.
- Nieważne - odparła, pokazując mi nieprzyzwoity znak. Miała szczęście, że byłam taka spokojna - Muszę już iść.
Skomentuje to tylko w jeden sposób: niech się cieszy, że może odejść w jednym kawałku.
- Serdecznie żegnam - powiedziałam, kiedy się odwróciłai wyszła.
Julia zachichotała, gdy tylko Minerwa znalazła się poza zasięgiem:
- Racja, racja, Holindo.
Ja również się zaśmiałam.
- Swoją drogą, co to jest "Phenom"? - Zapytała, z powrotem siadając, aby skończyć jedzenie, jakby nic nie zaszło.
- Klub, do którego dziś się wybierzemy - uśmiechnęła się.
- I Arty tam będzie? - Spytałam, próbując ugasić ciekawość.
- Prawdopodobnie, na pewno będzie ciekawy, gdzie się wybieram - zachichotała - I nawet jeśli nie przyjdzie, Twoi nowi przyjaciele się pojawią.
Mruknęłam. "Nowi przyjaciele".
I gdy już miałam to powiedzieć czyjś głos mi przerwał.
- Cześć? - Powiedział jakiś młodzieniec. Odwróciłyśmy się z Julia w jego stronę. Stał tam wyskoi blondyn. Ze świecącymi niebieskimi oczyma, który wyglądały jakby były przyćpane. Craig.
- Hej - uśmiechnęłam się do niego, jakbyśmy znali się już od dawna. Pomijając fakt, że poznaliśmy się dziś rano. Julia wyglądała na zdezorientowaną - najprawdopodobniej myślała, że to jakaś wróżka. Za Craigiem stało dwóch innych młodych mężczyzn. Jeden był blondynem i szeroko się uśmiechał, drugi miał jasno brązowe włosy - długie i proste. Oboje wyglądali dość... słodko.
Obok stała również kobieta - wysoka i szczupła. Ale umięśniona. Naprawdę. Jej ciemne, kasztanowe włosy okalały jej plecy, a zielone oczy płonęły ciekawością i inteligencją.
- Jak się masz? - Zapytałam.
- Świetnie akurat mam trochę wolnego czasu - uśmiechnął się - A tak właściwie to... Nie znam Twojego imienia.
- Holinda Briefs - powiedziałam (Briefs jako pierwsze przyszło mi na myśl. Krótki) - A to moja przyjaciółka - Julia.
- Miło mi Cię poznać - skinął głową - A to miłość mojego życia, Dana. A to Aidan - dodał, wskazując na blondyna - I jego bliźniak Emory.
Na początku nie zauważyłam podobieństw. Ale teraz, kiedy ponownie na nich spojrzałam widziałam je. Byli identyczni. Mieli proste włosy, te samo nosy i ten uśmiech. Jeden z nich przefarbował po prostu włosy. Myślę, że był to Emory. Aidan na pewno nie chciał zmieniać wyglądu.
- Miło nam - zmówiłyśmy się z Julią.
- Nie miałabyś nic przeciwko, abyśmy się dosiedli, Holindo? - Zapytał Craig.
- Jasne, że nie. Właśnie jesteśmy po lunchu.
Aidan i Emory przyciągnęli za sobą krzesła. Pierwszy usiadł obok mnie, drugi obok Julii. W ten sposób nas rozdzielili. Craig klapnął pomiędzy nimi dwoma. W tym momencie nie znalazło się więcej miejsca, więc Dana musiała usiąść na jego kolanie, czemu nie była zbyt przeciwna. Wydawało się nawet, że jej to pasuje.
Craig i Dana świetnie razem wyglądali. Delikatnie jej dotykał. Nie w sposób, który mógłby zrazić, ale w taki, że dawał jej znać, że jest przy niej. Przejeżdzał dłonią po jej policzku, trzymał ją za ręce, jakby nie chciał aby odeszła. Pomyślałam o mnie i Artemisie. Wtedy ogarnęła mnie fala smutku. Nie mogliśmy być razem. To niemożliwe. Nigdy tak nie będzie. I nie, że tego bym chciała.
- O co chodziło tej głupiej dziuni? - Zapytał Aidan. Jego głos był strasznie wyluzowany. Nawet myślałam, że doda na końcu zdania "lalunia" czy coś.
- Taa, wyglądałaby, jakby chciała kogoś zabić - zaśmiał się, spoglądając na Julię.
- Próbowała przywłaszyć sobie chłopaka Holindy - uciekając przed wzorkiem Emorego.
- On nie jest moim chłopakiem - zgrzytnęłam zębami - I dobrze o tym wiesz.
- Uch, och, więc jesteś singielką? - Zapytał Aidan.
- Tak, w każdym calu - odparłam.
- A co z Toba? - Emory zwrócił się do Julii z nadzieją.
- Taa, ja też - nastolatka się zarumieniła.
- Hej, hej, flirtujcie sobie, ale teraz chciałabym dowiedzieć się, czemu tak blondyneczka myślała, że jakiś koleś jest Twoim facetem - powiedziała Dana.
- Jest po prostu moim najlepszym przyjacielem - uśmiechnęłam się na samą myśl o nim. Zorientowałam się, że Julia dziwnie na mnie patrzy, jakby chciała odczytać, co chodzi mi po głowie.
- Skoro nie jest Twoim chłopakiem... - Zaczął Aidan.
- Chcielibyśmy się dowiedzieć, co robicie dziś wieczorem - powiedział Emory, kończąc zdanie brata.
- Wybieramy się do "Phenomu" - powiedziałam, jakbym niby wiedziała, o czym mowię.
- Naprawdę? - zdziwiła się Dana.
- Taak, będzie super - odparła podekscytowana Julia - Przetańczymy całą noc!
- Nie przeszkadzałoby wam, gdybyśmy poszli z wami..? - Zapytał Aidan.
- Oczywiście - znowu zmówilyśmy się z Julią.
Odwróciłam się do Dany i Craiga:
- Mam nadzieję, że wy rownież wpadniecie - zagaiłam.
- Na pewno - odrzekła Dana.
- Słyszeliście moją Panią. Przyjdziemy. A teraz musimy uciekać. Do zobaczenia wieczorem.
Wstali z zamiarem opuszczenia restauracji.
- Przepraszamy, że tak prędko idziemy, ale mamy trochę zakupow do zrobienia - Dana zaśmiała się.
- Nic dziwnego - zgodziła się Julia - My również.
Dana, Craig, Aidan i Emory pożegnali się z nami i ruszyli do wyjścia. Nim Aidan i Emory całkiem opuścili restaurację podeszli jeszcze do lady, może po coś do picia.
- Gotowa? - Zapytała Julia.
- Jasne, chodźmy - powiedziała i wstałam.
Kiedy mijałyśmy ladę, moje oczy rozszerzyły się w zdumieniu.
- Chciałybyśmy zapłacić - powiedziałam do młodego męzczyzny, stojącego za kontuarem.
- Wszystko jest już zrobione - uśmiechnął się, spoglądając na Julię.
- Przez kogo? - Spytała Julia, nie widząc w tym sensu.
- Przez młodych mężczyzn, którzy z wami siedzieli - uśmiechnął się - Na pewno jesteście z nimi szczęśliwe.
- Och... Możemy przynajmniej prosić o paragon? - Zapytałam. Oczywiście, potem oddalabym im pieniądzę. Nie było o czym mówić.
- Przepraszam, ale nakazano mi, aby nie.
Julia zadecydowała, aby zmienić strategię. Przyjęła bardzo gladki, jedwabny głos:
- Moja przyjaciółka bardzo chciałaby ten paragon - zamruczala.
- Jak ona się nazywa? - Zapytał, jąkając się.
- Elizabeth - powiedziała, biorąc jego dłoń - Taka jedna królewna.
Zauważyłam, że po coś sięgnął (Julia dała mu niemały napiwek, jakby coś :)). Pieniądze. Wrzucił je szybko do kieszeni, zanim mogłyśmy zmienić zdanie. Po chwili wstukał coś do kasy i podał nam kwitek.
- Proszę bardzo. Przepraszam za niedogodności. Życzę miłego dnia.
- O to się nie martw - odparła, machając mu na pożegnanie - Będzie miły, oj będzie.
Sęk w kilku ostatnich zdaniach jest taki: Julia zaczęła nim manipulować, bo niby skąd nastolatka może mieć tak dużo pieniędzy, aby dać tak wielki napiwek? :)
Życzę miłego dnia! :)
Restauracja nazywała się "Shamrock Cafe". Była bardzo przyjemna. Niezbyt duża, ale tętniąca życiem. Było to miejsce, do którego przychodziła cała warstwa społeczna - od prawników, przez artystów, po zwykłych, szarych ludzi. Ale ogółem wszyscy byli bardzo spokojni. Pomieszczenie było rozświetlone, a w około porozstawiane były wysokie, okrągłe stoliczki, z których więszkość miała dostawione po dwa krzesła. Przednią część sklepu zajmowała długa lada. Kiedy weszłyśmy do środka uderzył mnie aromat świeżo zmielonej kawy.
Julia poproawdziła mnie to stolika w kącie. Przez kilka minut patrzyłyśmy w menu.
Po chwili zbliżyła się do nas kelnerka:
- Dzień dobry Paniom. Jesteście gotowe? - Zapytała głośno. Chociaż może i nie chciała, żeby każdy ją usłyszał.
- Tak - zmówiłyśmy się z Julią.
- Tak więc? - Spytała, wyciągając notesik i długopis, który od razu skierowała w dół.
- Wezmę grillowanego, wegetariańskiego hamburgera i... frytki* - powiedziała Julia. Zapewniła mnie przed tem, że w menu nie było żadnego mięsa, więć czułam, że mogę zamówić wszystko. Ale jednak...
- To samo dla mnie - uśmiechnęłam się.
- Coś do picia? - zapytała ponownie.
- Mrożoną herbatę - odpowiedziała Julia.
- Świeżą irlandzką wodę, jeśli macie - dodałam, jednak zabrzmiało to bardziej, jak pytanie.
- Świetnie, za chwilę wrócę z waszymi zamówieniami - poinformmowała.
Dziesięć minut później z powrotem do nas podeszła.
Przez chwilę zajadałyśmy się "wegetariańskimi hamburgerami". Tak, musiałyśmy napełnić żołądki.
Aż nagle Julia odłożyła jedzenie na talerz. Spojrzałam na nią z pytaniem w oczach. W burgerze nie było nic niedobrego, więc nie wiedziałam, czemu to zrobiła.
- Holly, musimy pogadać.
- O czym? - Zapytałam, wciąż przeżuwając.
- O Tobie i Artemisie - powiedziała poważnie. A ja prawie wyplułam jedzenie z ust. Nie spodziwałam się. Że zapyta. I tak nie miałam pojęcia, co czułam.
- Co w związku z tym? - Sapnęłam.
- Proszę Cię. Cholernie dobrze wiesz, że... Kochacie się nawzajem.
- Jako przyajciele, owszem - odparłam uparcie.
- Z kogo chcesz zrobić idiotę? - Spytała - Pewnie samą siebie też.
- Julio, on nie jest w moim typie.
- Nigdy nie widziała osób, które bardziej by do siebie pasowały - rzekla.
- Wcale nie - odpowiedziałam, nie ustępując - Nie posiadamy nic wspólnego.
- Bzdura. I wiesz o tym, że tak jest - Julia zaczęła tracić cierpliwość - Kochasz go i to nie jest wcale złe.
- Nie kocham i jest - próbowała przekonać... samą siebie.
Chyba słyszała zawahanie w moim głosie:
- Posłuchaj, Artemis zaczął... - zaczęła, ale nim skończyła przerwał jej bardzo znajomy głos.
- Cześć Julio - powiedziala Minerwa Paradizo.
Seksowna, blond geniuszka, która ostrzyłasobie pazurki na Artemisa odkąd tylko się poznali.
Od razu moje tętno stało się szybsze, a dłonie zacisnęły się w pięści.
Nie lubiałam jej. A szczerze mówiąc to nawet nienawidziłam. Była zadufana w sobie, bezlitosna, a na dodatek zakochana w Artemisie. Nie tak, że ja go kochałam. Po prostu ona nie traktowała by go tak, jak powinien być. Ona wolała wykorzystywać, żeby dostać to czego chciała. I pragnęła sławy i uwagi. A pomoc innego geniusza dałaby jej wszystko. Nie chciałabym, żeby to się stało.
- Minerwo - odpowiedziała Julia i skinęła oschle głową.
- Jak się masz? - zapytała z uśmiechem, który był strasznie sztuczny.
- Dobrze, a Ty?
Julia tak samo, jak ona mogła udawać.
- Och, jak zawsze - zachichotała. A potem spojrzała na mnie, jakby nie zauważyła mnei wcześniej. Ona tak bardzo mnie denerwowała - Cześć - pomachała ręką - Jak się nazywasz?
- Holl-Holinda - powiedziałam. Nie myślałam wcześniej nad żadnym imieniem, które mogłabym przybrać. A jeśli powiedziałabym "Holly" wtedy na pewno by się zorientowała. Holinda była pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl. Cieżko się było przyznać, ale prawie bym wpadła.
- Och Holindo, miło mi Cie poznać - uśmiechnęła się fałszywie. Szkoda, że nie mogła wiedzieć, że to nie ja jestem w tym momencie ofiarą.
- Mi również, Minerwo - syknęłam. Ne tylko ona będzię grała w tą głupią gierkę. Mogę pokazać tak wiele nieżyczliwości, jak tylko ona może.
- Hm, słyszłam trochę waszej rozmowy i myślę, że jestem zmuszona coś dodać - powiedziała - Jestem jego dziewczyną.
- To zabawne, bo nigdy wcześniej o Tobie nie słyszałam - odparłam i przechyliłam głową w zamieszaniu.
- Tak, jestem tego pewna - przyznała - Bo niby dlaczego miałby mówić komuś takiemu, jak Ty o swoim życiu?
Kipiałam we wnątrz. Nawet chciałam ją uderzyć, ale w sumie... Mialabym potem jakieś porblemy z tutjeszą policją. Wolałam nie ryzykować.
- Jak ja? A co to niby znaczy? - Wydusiłam przez zaciśniete zęby. To było dziwne, że potrafiłam się tak opanować. Ale tylko, żeby jej nie uderzyć.
- Ktoś z tak niską inteligencją... Na pewno jesteś zwykłą szarą myszką... I masz pofarbowane włosy - zaśmiała się.
Wybuchłam, zanim zdążyłam zrobić cokolwiek innego:
- Słuchaj suko, radzę Ci nigdy więcej się tak do mnie nie odzywać - zagroziłam jej - Może i nie jestem geniuszem, ale to nie znaczy, że idiotą. A jeśli chodzi o włosy, to co powiesz na temat swojego siana?
- Hej, hej, dość tego - Julia wstała i pomachała rękoma przed naszymi twarzami.
- Minerwo, wiesz, gdzie Arty będzie dzisiaj wieczorem? - Szybko spojrzałam na Julię.
- Gdzie? - Zapytała urażona.
- W "Pheonmie" - Julia uśmiechnęła się. Oczywiście była po mojej stronie.
- Artemis na pewno nie zrobiłby czegoś bez mówienia mi - powiedziała, wyraźnie wstrząśnięta.
- Nie zrobiły, gdybyście rzeczywiście byli razem - poprawiłam ją.
- Nieważne - odparła, pokazując mi nieprzyzwoity znak. Miała szczęście, że byłam taka spokojna - Muszę już iść.
Skomentuje to tylko w jeden sposób: niech się cieszy, że może odejść w jednym kawałku.
- Serdecznie żegnam - powiedziałam, kiedy się odwróciłai wyszła.
Julia zachichotała, gdy tylko Minerwa znalazła się poza zasięgiem:
- Racja, racja, Holindo.
Ja również się zaśmiałam.
- Swoją drogą, co to jest "Phenom"? - Zapytała, z powrotem siadając, aby skończyć jedzenie, jakby nic nie zaszło.
- Klub, do którego dziś się wybierzemy - uśmiechnęła się.
- I Arty tam będzie? - Spytałam, próbując ugasić ciekawość.
- Prawdopodobnie, na pewno będzie ciekawy, gdzie się wybieram - zachichotała - I nawet jeśli nie przyjdzie, Twoi nowi przyjaciele się pojawią.
Mruknęłam. "Nowi przyjaciele".
I gdy już miałam to powiedzieć czyjś głos mi przerwał.
- Cześć? - Powiedział jakiś młodzieniec. Odwróciłyśmy się z Julia w jego stronę. Stał tam wyskoi blondyn. Ze świecącymi niebieskimi oczyma, który wyglądały jakby były przyćpane. Craig.
- Hej - uśmiechnęłam się do niego, jakbyśmy znali się już od dawna. Pomijając fakt, że poznaliśmy się dziś rano. Julia wyglądała na zdezorientowaną - najprawdopodobniej myślała, że to jakaś wróżka. Za Craigiem stało dwóch innych młodych mężczyzn. Jeden był blondynem i szeroko się uśmiechał, drugi miał jasno brązowe włosy - długie i proste. Oboje wyglądali dość... słodko.
Obok stała również kobieta - wysoka i szczupła. Ale umięśniona. Naprawdę. Jej ciemne, kasztanowe włosy okalały jej plecy, a zielone oczy płonęły ciekawością i inteligencją.
- Jak się masz? - Zapytałam.
- Świetnie akurat mam trochę wolnego czasu - uśmiechnął się - A tak właściwie to... Nie znam Twojego imienia.
- Holinda Briefs - powiedziałam (Briefs jako pierwsze przyszło mi na myśl. Krótki) - A to moja przyjaciółka - Julia.
- Miło mi Cię poznać - skinął głową - A to miłość mojego życia, Dana. A to Aidan - dodał, wskazując na blondyna - I jego bliźniak Emory.
Na początku nie zauważyłam podobieństw. Ale teraz, kiedy ponownie na nich spojrzałam widziałam je. Byli identyczni. Mieli proste włosy, te samo nosy i ten uśmiech. Jeden z nich przefarbował po prostu włosy. Myślę, że był to Emory. Aidan na pewno nie chciał zmieniać wyglądu.
- Miło nam - zmówiłyśmy się z Julią.
- Nie miałabyś nic przeciwko, abyśmy się dosiedli, Holindo? - Zapytał Craig.
- Jasne, że nie. Właśnie jesteśmy po lunchu.
Aidan i Emory przyciągnęli za sobą krzesła. Pierwszy usiadł obok mnie, drugi obok Julii. W ten sposób nas rozdzielili. Craig klapnął pomiędzy nimi dwoma. W tym momencie nie znalazło się więcej miejsca, więc Dana musiała usiąść na jego kolanie, czemu nie była zbyt przeciwna. Wydawało się nawet, że jej to pasuje.
Craig i Dana świetnie razem wyglądali. Delikatnie jej dotykał. Nie w sposób, który mógłby zrazić, ale w taki, że dawał jej znać, że jest przy niej. Przejeżdzał dłonią po jej policzku, trzymał ją za ręce, jakby nie chciał aby odeszła. Pomyślałam o mnie i Artemisie. Wtedy ogarnęła mnie fala smutku. Nie mogliśmy być razem. To niemożliwe. Nigdy tak nie będzie. I nie, że tego bym chciała.
- O co chodziło tej głupiej dziuni? - Zapytał Aidan. Jego głos był strasznie wyluzowany. Nawet myślałam, że doda na końcu zdania "lalunia" czy coś.
- Taa, wyglądałaby, jakby chciała kogoś zabić - zaśmiał się, spoglądając na Julię.
- Próbowała przywłaszyć sobie chłopaka Holindy - uciekając przed wzorkiem Emorego.
- On nie jest moim chłopakiem - zgrzytnęłam zębami - I dobrze o tym wiesz.
- Uch, och, więc jesteś singielką? - Zapytał Aidan.
- Tak, w każdym calu - odparłam.
- A co z Toba? - Emory zwrócił się do Julii z nadzieją.
- Taa, ja też - nastolatka się zarumieniła.
- Hej, hej, flirtujcie sobie, ale teraz chciałabym dowiedzieć się, czemu tak blondyneczka myślała, że jakiś koleś jest Twoim facetem - powiedziała Dana.
- Jest po prostu moim najlepszym przyjacielem - uśmiechnęłam się na samą myśl o nim. Zorientowałam się, że Julia dziwnie na mnie patrzy, jakby chciała odczytać, co chodzi mi po głowie.
- Skoro nie jest Twoim chłopakiem... - Zaczął Aidan.
- Chcielibyśmy się dowiedzieć, co robicie dziś wieczorem - powiedział Emory, kończąc zdanie brata.
- Wybieramy się do "Phenomu" - powiedziałam, jakbym niby wiedziała, o czym mowię.
- Naprawdę? - zdziwiła się Dana.
- Taak, będzie super - odparła podekscytowana Julia - Przetańczymy całą noc!
- Nie przeszkadzałoby wam, gdybyśmy poszli z wami..? - Zapytał Aidan.
- Oczywiście - znowu zmówilyśmy się z Julią.
Odwróciłam się do Dany i Craiga:
- Mam nadzieję, że wy rownież wpadniecie - zagaiłam.
- Na pewno - odrzekła Dana.
- Słyszeliście moją Panią. Przyjdziemy. A teraz musimy uciekać. Do zobaczenia wieczorem.
Wstali z zamiarem opuszczenia restauracji.
- Przepraszamy, że tak prędko idziemy, ale mamy trochę zakupow do zrobienia - Dana zaśmiała się.
- Nic dziwnego - zgodziła się Julia - My również.
Dana, Craig, Aidan i Emory pożegnali się z nami i ruszyli do wyjścia. Nim Aidan i Emory całkiem opuścili restaurację podeszli jeszcze do lady, może po coś do picia.
- Gotowa? - Zapytała Julia.
- Jasne, chodźmy - powiedziała i wstałam.
Kiedy mijałyśmy ladę, moje oczy rozszerzyły się w zdumieniu.
- Chciałybyśmy zapłacić - powiedziałam do młodego męzczyzny, stojącego za kontuarem.
- Wszystko jest już zrobione - uśmiechnął się, spoglądając na Julię.
- Przez kogo? - Spytała Julia, nie widząc w tym sensu.
- Przez młodych mężczyzn, którzy z wami siedzieli - uśmiechnął się - Na pewno jesteście z nimi szczęśliwe.
- Och... Możemy przynajmniej prosić o paragon? - Zapytałam. Oczywiście, potem oddalabym im pieniądzę. Nie było o czym mówić.
- Przepraszam, ale nakazano mi, aby nie.
Julia zadecydowała, aby zmienić strategię. Przyjęła bardzo gladki, jedwabny głos:
- Moja przyjaciółka bardzo chciałaby ten paragon - zamruczala.
- Jak ona się nazywa? - Zapytał, jąkając się.
- Elizabeth - powiedziała, biorąc jego dłoń - Taka jedna królewna.
Zauważyłam, że po coś sięgnął (Julia dała mu niemały napiwek, jakby coś :)). Pieniądze. Wrzucił je szybko do kieszeni, zanim mogłyśmy zmienić zdanie. Po chwili wstukał coś do kasy i podał nam kwitek.
- Proszę bardzo. Przepraszam za niedogodności. Życzę miłego dnia.
- O to się nie martw - odparła, machając mu na pożegnanie - Będzie miły, oj będzie.
Sęk w kilku ostatnich zdaniach jest taki: Julia zaczęła nim manipulować, bo niby skąd nastolatka może mieć tak dużo pieniędzy, aby dać tak wielki napiwek? :)
Życzę miłego dnia! :)
Rozdział 9 'Sobota', część 2/2
Witam serdecznie ;-)
Znalazłam odpowiedni rozmiar i wiecie... Chciałam od razu wziąć dziesięć par spodni w różnych odcieniach, ale Julia mnie zatrzymała:
- Te dżinsy są świetne - zaczęła - Ale na pewno znajdziemy inne, lepsze.
Tak więc pochwyciłam tylko dwie pary - czarne, obcisłe. To znaczy nie aż tak bardzo obcisłe... Po prostu doskonałe.
Przy okazji wzięłam dwie koszulki.I cztery bransoletki. Dwie z łańcuszkiem, dwie bez.
Niedługo potem wyszłyśmy ze sklepu.
Co mnie nieźle zaskoczyło to to, że centrum posiadało American Eagle, gdzie znalazłam dwie odpowiednie koszulki polo - zieloną i niebieską. Ta druga będzie na pewno wspołgrała z jego oczyma. A raczej z jednym (wiadomo, akcja dzieje się przez Ostatnim Wojownikiem). Wygrzebałam również parę czarnych dżinsów. Były przecenione, więc oczywiście je kupiłam. Julia ciągle mi doradzała. Była bardzo dobrą asystentką. Ale też nie chciała kupywać zbyt wielu rzeczy w jednym sklepie. Z kolei ja zrobiłabym zakupy tak szybko, jak to tylko możliwe. A Julia zawse miała czas, i jeśli miałaby tu spędzić cały dzień to by jej to nie przeszkadzało.
- Musimy tutaj wejść! - Julia uśmiechnęła się, wskazując palcem "Lucky Clovers".
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym sklepie. Aczkolwiek spodziwałam się wielu rzeczy będąc tutaj. Spojrzałam na duży, zielony znak. Na szczęście w środku nie było tak tandetnie.
Niektóre rzeczy były w typie Artemisa. Ale były też inne.
Julia nie potrafi stać i nic nie robić. Zawsze jest taka zabiegana. Pocigąnęła mnie w stronę regału z dżinsami.
- Widzisz, te są o wiele lepsze - powiedziała triumfalnie.
Musiałam przyznać - miała rację. Wyciągnęłam ciemnoniebieskie dżinsy. Były bardzo przyjemne w dotyku i trochę szerokie, ale sadzę, że są świetne. Przewiesiłam je przez ramię i wznowiłam poszukiwania.
- Hej Holly! Przyjdź tutaj! - Zawołała Julia, która odeszła w inną stronę.
- Co Ty tam robisz? - Zapytałam, wchodząc do sekcji dla juniorów.
Pozwólcie, że coś wam powiem. Jestem pewna w stu procentach, że Julia wciąż jest nastolatką, ale te zakupy były dla Artiego. Nie miałam nic przeciwko, żeby sobie coś kupiła. Ale szybko się rozkojarzała. Pewnie właśnie dlatego niemożliwe jest to, aby została ochroniarzem jakiegoś pryncypała.
- Patrz! - Pisknęła, pokazując mi najmniejszą mini, jaką kiedykolwiek widziałam. Była czarna i odkrywała prawie wszystko. Chociaż może...
- Jest świetna, ale nie sądzę, abyś mogła to założyć - zaśmiałam się, próbując wyobrazić sobie Julię w tym wdzianku.
- To nie dla mnie, glupia. Dla Ciebie! - uśmiechnęła się, a ja otwarłam usta. Mój śmiech zamarł. Ja nie noszę spódniczek. Nigdy. Nie jestem dziewczyną tego typu. Spodnie były najlepsze.
- Nie, nie - pokręciłam głową, zakładając ręce na piersi. Nie ulegnę.
Wiedziałam, ze Julia nie da za wygraną. Myślałam, że będzie próbowała mnie zaszantażować, że powie Artiemu o dzisiejszym dniu, jednak ona przyjęła całkiem inną politykę.
- Proszę Holly, nigdy nie zakładasz spódniczek - zaczęła błagać
- Nie - wydęłam wargi.
To było niemożliwe, abym założyła tą mini. A tym bardziej skoro mnie nie szantażowała.
- Arty Cię w tym pokochac - zachichotała. D'Arvit! To nie było fair! Nie musiała niczego na mnie wymuszać i tak wiedziała, że będę musiała to zrobić. Tak więc spróbowałam po raz ostatni.
- Nie mogę ubrać takiej mini - powiedziałam. Tak, nie potrafiłam wymyślić niczego innego - Nawet jak wróżka nie nosiłabym takiego rozmiaru, wiesz?
- Tak, wiem, wiem. Ale pozwól, że coś Ci wytłumaczę - odparła - Jesteś bardzo niska, nawet jak na człowieka, więc "ta mini" będzie doskonale pasować, i nie będzie odkrywać aż tak dużo! - Prawdopodobnie miałam rację. Ale ja nie mogłam jej tego przyznać, nigdy!
- Po prostu to przymierz - poprosiła, robią słodkie oczka.
Pokręciła głową. Takie rzeczy na mnie nie działały, ale teraz czułam, że biorą nade mną górę.
- Proszęę - ciągnęła dalej. Julia przeciągała słowo tak długo, dopóki nie zabrakło jej powierza. I to mnie wkurzało.
Zrobię wszystko, żeby się zamknęła. I wiem, że właśnie o to jej chodziło.
- No dobra - warknęłam, idać do najbliższej przebieralni.
Co bylo w tym takiego złego, że to przymierzę? Nie muszę przecież tego kupywać. I nikt nie będzie o tym wiedział, no może oprócz Julii i prawdopodobnie Ogierka, który pewnie będzie się ze mnie śmiał. Ale miała sposób, żeby ostudzić jego zapał.
Rozejrzałam się za kamerami, ale ich nie było. Świetnie. Ściągnęłam dżinsy i pierścień. Wciągnęłam spódniczkę, która wyglądała... nieźle. Kto by pomyślał. Holly Nieduża w mini. Ale nie. Zbyt dużo odkrywała, aby móc się w niej pokazać gdziekolwiek. Założyłam z powrotem obrączkę i pokazałam się Julii.
- Wow! - Wrzasnęła w taki sposób, że wystraszyłaby nawet umarlaka - Wyglądasz doskonale. Jest świetnie dopasowana.
- Jestem tutaj po to, żeby kupić coś dla Artiego, nie dla siebie - przypomniałam jej.
- Może, ale ja kupuję rzeczy również dla Ciebie. Potrzebujesz tego, serio - powiedziała i pomachała mi przed nosem doskonale zrobionymi paznokciami - Weźmiemy to. I nawet wiemy, jaki rozmiar Ci pasuje.
- O nie - odpowiedziałam i znowu pokręciłam głową - Nic na mnie nie będziemy wydawać.
- Mam dość tej głupiej gierki. Ty robisz zakupy dla Artiego, a ja dla Ciebie.
- Po pierwsze, nie będziesz nic na mnie wydawać. Po drugie, kto kupuje rzeczy dla Ciebie?
- Dostaję kilkadziesiat tysięcy euro na miesiąc od Fowlów na same zakupy!
- Wow - sapnęłam. W takim razie ile oni musieli mieć piniędzy...
- Więc jak widzisz - wzruszyła ramionami - Mogę wydać to kiedy i jak chcę.
- Dobra, ale proszę. Nie przesadzaj - ostrzegłam ją.
- Czy kiedykolwiek to zrobiłam? - Zapytała z dziwnym uśmiechem skierowanym do mnie...
Następnie Julia zabrała mnie do Aeropostle. Julia kłóciła się ze mną, żeby dokupić mi krótkie spodenki. Chciała, żebym wzięła szorty, które bardziej wyglądały jak bielizna. Mówiłam, że nigdy ich nie założę. Ale wtedy ona zaczęła, że wszyscy teraz takie mają i ja też muszę... Spierałyśmy się około dzisięciu minut, aż w końcu odpuściłam. Wybrała trzy różne pary i pasujące do nich koszulki.
Chodziłyśmy po różnych sklepach, szukając odpowiednich rzeczy. Nie tylko dla Artiego, ale dla mnie. Moja lista byla w połowie gotowa.
- Musimy tam iść - powiedziałam, wskazując na pewien sklep.
- Co? - Zmarszczyła nos - Po co? Artemisowi na pewno bardzo by się w nim podobało.
- Wiem, wieem - uśmiechnęłam się - Idziemy - powiedziałam i weszłam do Armaniego.
Od razu podeszła do nas asystentka o blond włosach.
- Czy mogę w czymś pomóc? - Zapytała. Spojrzałam na przypinkę z jej imieniem. Mandy.
- Nie, dziękuję, Mandy - ponownie uniosłam kąciki ust do góry.
- Jesteś pewna, że nie mogę nic doradzić? - Dopytywała.
- Nie, dzięki - powtórzyłam, już trochę mniej grzecznie.
- Na pewno?
W tym momencie chciałam na nią nakrzyczeć, ale się powstrzymałam. Jak bardzo można być nachalnym?
- Tak, jestem całkowicie pewna, że sobie poradzimy - wybuchłam.
- W porządku, nie ma potrzeby się denerwować - powiedziała, kiedy się odsuwała. Wyglądała na zdezorientowaną.
- Masz świetny kontakt z ludźmi - Julia zachichotała.
- Oczywiście, jakby inaczej? - Odchrząknęłam.
- Tak czy siak, czego szukamy?
- Eleganckiej koszuli - wzruszyłam ramionami.
Julia głośno się zaśmiała.
- Jakby niby ich potrzebował.
- Uwierz mi, przyda mu się - zachęciłam ją.
- Tam są - powiedziała i wskazała w prawą stonę.
Ruszyłam w tamto miejsce i zaczęłam szukać odpowiednich kolorów. Wzięłam jasnoniebiską i dwie białe. I to byłoby na tyle z eleganckich koszul, które będzie potrzebował.
A kiedy byłyśmy już gotowe, podeszłyśmy do lady. Mandy od razu spytała:
- Znalazłyście wszystko, czego potrzebowałyście?
- Tak - uśmiechnęłam się.
- Zgaduję, że robicie dla kogoś zakupy? - Zapytała. Albo próbowała być miła, albo wścibska.
- Tak, tak. Dla jej chłopaka - zachichotała Julia.
- Naprawdę? - Mandy zrobiła wielkie oczy. Prawdopodobnie była zaskoczona tym, że mam "chłopaka" - Jak długo ze sobą jesteście?
- Od lat - powiedziała zachwycona nastolatka - Odkąd miał dwanaście lat. Poznali się w Oazie.
- Oazie? Gdzie to jest?
- Oaza? Powiedziałam "Oaza"? Miałam na myśli "niebo", no wiesz - Julia ironicznie się uśmiechnęła.
Czułam, że moje policzki robią się co raz bardziej czerwono. Julia mi za to zapłaci.
Dziesięć minut później byłyśmy już poza sklepem i nastolatka zaczęła decydować, gdzie pójdziemy dalej. Ale zanim ruszyłyśmy zaburczało jej w burzchu. Zaczęłam się śmiać. A gdy skończyłam ten sam dźwięk wydał mój żołądek.
Julia spojrzała na mnie kątem oka:
- Przerwa na lunch? - Zapytała.
- Jasne, że tak - odparłam.
Julia poprowadziła mnie do baru z jedzeniem.
- Są tu jakieś wegetariańskie bary? - Zapytałam z nadzieją. Jeśli ich nie będzie, nie zjem nic. Nigdy w życiu nie wezmę mięsa do ust!
- Pewnie, znam świetne miejsce - opowiedziała, prowadząc mnie w mały, cichy zakątek.
Znalazłam odpowiedni rozmiar i wiecie... Chciałam od razu wziąć dziesięć par spodni w różnych odcieniach, ale Julia mnie zatrzymała:
- Te dżinsy są świetne - zaczęła - Ale na pewno znajdziemy inne, lepsze.
Tak więc pochwyciłam tylko dwie pary - czarne, obcisłe. To znaczy nie aż tak bardzo obcisłe... Po prostu doskonałe.
Przy okazji wzięłam dwie koszulki.I cztery bransoletki. Dwie z łańcuszkiem, dwie bez.
Niedługo potem wyszłyśmy ze sklepu.
Co mnie nieźle zaskoczyło to to, że centrum posiadało American Eagle, gdzie znalazłam dwie odpowiednie koszulki polo - zieloną i niebieską. Ta druga będzie na pewno wspołgrała z jego oczyma. A raczej z jednym (wiadomo, akcja dzieje się przez Ostatnim Wojownikiem). Wygrzebałam również parę czarnych dżinsów. Były przecenione, więc oczywiście je kupiłam. Julia ciągle mi doradzała. Była bardzo dobrą asystentką. Ale też nie chciała kupywać zbyt wielu rzeczy w jednym sklepie. Z kolei ja zrobiłabym zakupy tak szybko, jak to tylko możliwe. A Julia zawse miała czas, i jeśli miałaby tu spędzić cały dzień to by jej to nie przeszkadzało.
- Musimy tutaj wejść! - Julia uśmiechnęła się, wskazując palcem "Lucky Clovers".
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym sklepie. Aczkolwiek spodziwałam się wielu rzeczy będąc tutaj. Spojrzałam na duży, zielony znak. Na szczęście w środku nie było tak tandetnie.
Niektóre rzeczy były w typie Artemisa. Ale były też inne.
Julia nie potrafi stać i nic nie robić. Zawsze jest taka zabiegana. Pocigąnęła mnie w stronę regału z dżinsami.
- Widzisz, te są o wiele lepsze - powiedziała triumfalnie.
Musiałam przyznać - miała rację. Wyciągnęłam ciemnoniebieskie dżinsy. Były bardzo przyjemne w dotyku i trochę szerokie, ale sadzę, że są świetne. Przewiesiłam je przez ramię i wznowiłam poszukiwania.
- Hej Holly! Przyjdź tutaj! - Zawołała Julia, która odeszła w inną stronę.
- Co Ty tam robisz? - Zapytałam, wchodząc do sekcji dla juniorów.
Pozwólcie, że coś wam powiem. Jestem pewna w stu procentach, że Julia wciąż jest nastolatką, ale te zakupy były dla Artiego. Nie miałam nic przeciwko, żeby sobie coś kupiła. Ale szybko się rozkojarzała. Pewnie właśnie dlatego niemożliwe jest to, aby została ochroniarzem jakiegoś pryncypała.
- Patrz! - Pisknęła, pokazując mi najmniejszą mini, jaką kiedykolwiek widziałam. Była czarna i odkrywała prawie wszystko. Chociaż może...
- Jest świetna, ale nie sądzę, abyś mogła to założyć - zaśmiałam się, próbując wyobrazić sobie Julię w tym wdzianku.
- To nie dla mnie, glupia. Dla Ciebie! - uśmiechnęła się, a ja otwarłam usta. Mój śmiech zamarł. Ja nie noszę spódniczek. Nigdy. Nie jestem dziewczyną tego typu. Spodnie były najlepsze.
- Nie, nie - pokręciłam głową, zakładając ręce na piersi. Nie ulegnę.
Wiedziałam, ze Julia nie da za wygraną. Myślałam, że będzie próbowała mnie zaszantażować, że powie Artiemu o dzisiejszym dniu, jednak ona przyjęła całkiem inną politykę.
- Proszę Holly, nigdy nie zakładasz spódniczek - zaczęła błagać
- Nie - wydęłam wargi.
To było niemożliwe, abym założyła tą mini. A tym bardziej skoro mnie nie szantażowała.
- Arty Cię w tym pokochac - zachichotała. D'Arvit! To nie było fair! Nie musiała niczego na mnie wymuszać i tak wiedziała, że będę musiała to zrobić. Tak więc spróbowałam po raz ostatni.
- Nie mogę ubrać takiej mini - powiedziałam. Tak, nie potrafiłam wymyślić niczego innego - Nawet jak wróżka nie nosiłabym takiego rozmiaru, wiesz?
- Tak, wiem, wiem. Ale pozwól, że coś Ci wytłumaczę - odparła - Jesteś bardzo niska, nawet jak na człowieka, więc "ta mini" będzie doskonale pasować, i nie będzie odkrywać aż tak dużo! - Prawdopodobnie miałam rację. Ale ja nie mogłam jej tego przyznać, nigdy!
- Po prostu to przymierz - poprosiła, robią słodkie oczka.
Pokręciła głową. Takie rzeczy na mnie nie działały, ale teraz czułam, że biorą nade mną górę.
- Proszęę - ciągnęła dalej. Julia przeciągała słowo tak długo, dopóki nie zabrakło jej powierza. I to mnie wkurzało.
Zrobię wszystko, żeby się zamknęła. I wiem, że właśnie o to jej chodziło.
- No dobra - warknęłam, idać do najbliższej przebieralni.
Co bylo w tym takiego złego, że to przymierzę? Nie muszę przecież tego kupywać. I nikt nie będzie o tym wiedział, no może oprócz Julii i prawdopodobnie Ogierka, który pewnie będzie się ze mnie śmiał. Ale miała sposób, żeby ostudzić jego zapał.
Rozejrzałam się za kamerami, ale ich nie było. Świetnie. Ściągnęłam dżinsy i pierścień. Wciągnęłam spódniczkę, która wyglądała... nieźle. Kto by pomyślał. Holly Nieduża w mini. Ale nie. Zbyt dużo odkrywała, aby móc się w niej pokazać gdziekolwiek. Założyłam z powrotem obrączkę i pokazałam się Julii.
- Wow! - Wrzasnęła w taki sposób, że wystraszyłaby nawet umarlaka - Wyglądasz doskonale. Jest świetnie dopasowana.
- Jestem tutaj po to, żeby kupić coś dla Artiego, nie dla siebie - przypomniałam jej.
- Może, ale ja kupuję rzeczy również dla Ciebie. Potrzebujesz tego, serio - powiedziała i pomachała mi przed nosem doskonale zrobionymi paznokciami - Weźmiemy to. I nawet wiemy, jaki rozmiar Ci pasuje.
- O nie - odpowiedziałam i znowu pokręciłam głową - Nic na mnie nie będziemy wydawać.
- Mam dość tej głupiej gierki. Ty robisz zakupy dla Artiego, a ja dla Ciebie.
- Po pierwsze, nie będziesz nic na mnie wydawać. Po drugie, kto kupuje rzeczy dla Ciebie?
- Dostaję kilkadziesiat tysięcy euro na miesiąc od Fowlów na same zakupy!
- Wow - sapnęłam. W takim razie ile oni musieli mieć piniędzy...
- Więc jak widzisz - wzruszyła ramionami - Mogę wydać to kiedy i jak chcę.
- Dobra, ale proszę. Nie przesadzaj - ostrzegłam ją.
- Czy kiedykolwiek to zrobiłam? - Zapytała z dziwnym uśmiechem skierowanym do mnie...
Następnie Julia zabrała mnie do Aeropostle. Julia kłóciła się ze mną, żeby dokupić mi krótkie spodenki. Chciała, żebym wzięła szorty, które bardziej wyglądały jak bielizna. Mówiłam, że nigdy ich nie założę. Ale wtedy ona zaczęła, że wszyscy teraz takie mają i ja też muszę... Spierałyśmy się około dzisięciu minut, aż w końcu odpuściłam. Wybrała trzy różne pary i pasujące do nich koszulki.
Chodziłyśmy po różnych sklepach, szukając odpowiednich rzeczy. Nie tylko dla Artiego, ale dla mnie. Moja lista byla w połowie gotowa.
- Musimy tam iść - powiedziałam, wskazując na pewien sklep.
- Co? - Zmarszczyła nos - Po co? Artemisowi na pewno bardzo by się w nim podobało.
- Wiem, wieem - uśmiechnęłam się - Idziemy - powiedziałam i weszłam do Armaniego.
Od razu podeszła do nas asystentka o blond włosach.
- Czy mogę w czymś pomóc? - Zapytała. Spojrzałam na przypinkę z jej imieniem. Mandy.
- Nie, dziękuję, Mandy - ponownie uniosłam kąciki ust do góry.
- Jesteś pewna, że nie mogę nic doradzić? - Dopytywała.
- Nie, dzięki - powtórzyłam, już trochę mniej grzecznie.
- Na pewno?
W tym momencie chciałam na nią nakrzyczeć, ale się powstrzymałam. Jak bardzo można być nachalnym?
- Tak, jestem całkowicie pewna, że sobie poradzimy - wybuchłam.
- W porządku, nie ma potrzeby się denerwować - powiedziała, kiedy się odsuwała. Wyglądała na zdezorientowaną.
- Masz świetny kontakt z ludźmi - Julia zachichotała.
- Oczywiście, jakby inaczej? - Odchrząknęłam.
- Tak czy siak, czego szukamy?
- Eleganckiej koszuli - wzruszyłam ramionami.
Julia głośno się zaśmiała.
- Jakby niby ich potrzebował.
- Uwierz mi, przyda mu się - zachęciłam ją.
- Tam są - powiedziała i wskazała w prawą stonę.
Ruszyłam w tamto miejsce i zaczęłam szukać odpowiednich kolorów. Wzięłam jasnoniebiską i dwie białe. I to byłoby na tyle z eleganckich koszul, które będzie potrzebował.
A kiedy byłyśmy już gotowe, podeszłyśmy do lady. Mandy od razu spytała:
- Znalazłyście wszystko, czego potrzebowałyście?
- Tak - uśmiechnęłam się.
- Zgaduję, że robicie dla kogoś zakupy? - Zapytała. Albo próbowała być miła, albo wścibska.
- Tak, tak. Dla jej chłopaka - zachichotała Julia.
- Naprawdę? - Mandy zrobiła wielkie oczy. Prawdopodobnie była zaskoczona tym, że mam "chłopaka" - Jak długo ze sobą jesteście?
- Od lat - powiedziała zachwycona nastolatka - Odkąd miał dwanaście lat. Poznali się w Oazie.
- Oazie? Gdzie to jest?
- Oaza? Powiedziałam "Oaza"? Miałam na myśli "niebo", no wiesz - Julia ironicznie się uśmiechnęła.
Czułam, że moje policzki robią się co raz bardziej czerwono. Julia mi za to zapłaci.
Dziesięć minut później byłyśmy już poza sklepem i nastolatka zaczęła decydować, gdzie pójdziemy dalej. Ale zanim ruszyłyśmy zaburczało jej w burzchu. Zaczęłam się śmiać. A gdy skończyłam ten sam dźwięk wydał mój żołądek.
Julia spojrzała na mnie kątem oka:
- Przerwa na lunch? - Zapytała.
- Jasne, że tak - odparłam.
Julia poprowadziła mnie do baru z jedzeniem.
- Są tu jakieś wegetariańskie bary? - Zapytałam z nadzieją. Jeśli ich nie będzie, nie zjem nic. Nigdy w życiu nie wezmę mięsa do ust!
- Pewnie, znam świetne miejsce - opowiedziała, prowadząc mnie w mały, cichy zakątek.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)