Rozdział 9 'Sobota', część 2/2

Witam serdecznie ;-)


 Znalazłam odpowiedni rozmiar i wiecie... Chciałam od razu wziąć dziesięć par spodni w różnych odcieniach, ale Julia mnie zatrzymała:
 - Te dżinsy są świetne - zaczęła - Ale na pewno znajdziemy inne, lepsze.
 Tak więc pochwyciłam tylko dwie pary - czarne, obcisłe. To znaczy nie aż tak bardzo obcisłe... Po prostu doskonałe.
 Przy okazji wzięłam dwie koszulki.I cztery bransoletki. Dwie z łańcuszkiem, dwie bez.
 Niedługo potem wyszłyśmy ze sklepu.
 Co mnie nieźle zaskoczyło to to, że centrum posiadało American Eagle, gdzie znalazłam dwie odpowiednie koszulki polo - zieloną i niebieską. Ta druga będzie na pewno wspołgrała z jego oczyma. A raczej z jednym (wiadomo, akcja dzieje się przez Ostatnim Wojownikiem). Wygrzebałam również parę czarnych dżinsów. Były przecenione, więc oczywiście je kupiłam. Julia ciągle mi doradzała. Była bardzo dobrą asystentką. Ale też nie chciała kupywać zbyt wielu rzeczy w jednym sklepie. Z kolei ja zrobiłabym zakupy tak szybko, jak to tylko możliwe. A Julia zawse miała czas, i jeśli miałaby tu spędzić cały dzień to by jej to nie przeszkadzało.
 - Musimy tutaj wejść! - Julia uśmiechnęła się, wskazując palcem "Lucky Clovers".
 Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym sklepie. Aczkolwiek spodziwałam się wielu rzeczy będąc tutaj. Spojrzałam na duży, zielony znak. Na szczęście w środku nie było tak tandetnie.
 Niektóre rzeczy były w typie Artemisa. Ale były też inne.
 Julia nie potrafi stać i nic nie robić. Zawsze jest taka zabiegana. Pocigąnęła mnie w stronę regału z dżinsami.
 - Widzisz, te są o wiele lepsze - powiedziała triumfalnie.
 Musiałam przyznać - miała rację. Wyciągnęłam ciemnoniebieskie dżinsy. Były bardzo przyjemne w dotyku i trochę szerokie, ale sadzę, że są świetne. Przewiesiłam je przez ramię i wznowiłam poszukiwania.
 - Hej Holly! Przyjdź tutaj! - Zawołała Julia, która odeszła w inną stronę.

 - Co Ty tam robisz? - Zapytałam, wchodząc do sekcji dla juniorów.
 Pozwólcie, że coś wam powiem. Jestem pewna w stu procentach, że Julia wciąż jest nastolatką, ale te zakupy były dla Artiego. Nie miałam nic przeciwko, żeby sobie coś kupiła. Ale szybko się rozkojarzała. Pewnie właśnie dlatego niemożliwe jest to, aby została ochroniarzem jakiegoś pryncypała.
 - Patrz! - Pisknęła, pokazując mi najmniejszą mini, jaką kiedykolwiek widziałam. Była czarna i odkrywała prawie wszystko. Chociaż może...
 - Jest świetna, ale nie sądzę, abyś mogła to założyć - zaśmiałam się, próbując wyobrazić sobie Julię w tym wdzianku.
 - To nie dla mnie, glupia. Dla Ciebie! - uśmiechnęła się, a ja otwarłam usta. Mój śmiech zamarł. Ja nie noszę spódniczek. Nigdy. Nie jestem dziewczyną tego typu. Spodnie były najlepsze.
 - Nie, nie - pokręciłam głową, zakładając ręce na piersi. Nie ulegnę.
 Wiedziałam, ze Julia nie da za wygraną. Myślałam, że będzie próbowała mnie zaszantażować, że powie Artiemu o dzisiejszym dniu, jednak ona przyjęła całkiem inną politykę.
 - Proszę Holly, nigdy nie zakładasz spódniczek - zaczęła błagać
 - Nie - wydęłam wargi.
 To było niemożliwe, abym założyła tą mini. A tym bardziej skoro mnie nie szantażowała.
 - Arty Cię w tym pokochac - zachichotała. D'Arvit! To nie było fair! Nie musiała niczego na mnie wymuszać i tak wiedziała, że będę musiała to zrobić. Tak więc spróbowałam po raz ostatni.
 - Nie mogę ubrać takiej mini - powiedziałam. Tak, nie potrafiłam wymyślić niczego innego - Nawet jak wróżka nie nosiłabym takiego rozmiaru, wiesz?
 - Tak, wiem, wiem. Ale pozwól, że coś Ci wytłumaczę - odparła - Jesteś bardzo niska, nawet jak na człowieka, więc "ta mini" będzie doskonale pasować, i nie będzie odkrywać aż tak dużo! - Prawdopodobnie miałam rację. Ale ja nie mogłam jej tego przyznać, nigdy!
 - Po prostu to przymierz - poprosiła, robią słodkie oczka.
 Pokręciła głową. Takie rzeczy na mnie nie działały, ale teraz czułam, że biorą nade mną górę.
 - Proszęę - ciągnęła dalej. Julia przeciągała słowo tak długo, dopóki nie zabrakło jej powierza. I to mnie wkurzało.
 Zrobię wszystko, żeby się zamknęła. I wiem, że właśnie o to jej chodziło.
 - No dobra - warknęłam, idać do najbliższej przebieralni.
 Co bylo w tym takiego złego, że to przymierzę? Nie muszę przecież tego kupywać. I nikt nie będzie o tym wiedział, no może oprócz Julii i prawdopodobnie Ogierka, który pewnie będzie się ze mnie śmiał. Ale miała sposób, żeby ostudzić jego zapał.
 Rozejrzałam się za kamerami, ale ich nie było. Świetnie. Ściągnęłam dżinsy i pierścień. Wciągnęłam spódniczkę, która wyglądała... nieźle. Kto by pomyślał. Holly Nieduża w mini. Ale nie. Zbyt dużo odkrywała, aby móc się w niej pokazać gdziekolwiek. Założyłam z powrotem obrączkę i pokazałam się Julii.

 - Wow! - Wrzasnęła w taki sposób, że wystraszyłaby nawet umarlaka - Wyglądasz doskonale. Jest świetnie dopasowana.
 - Jestem tutaj po to, żeby kupić coś dla Artiego, nie dla siebie - przypomniałam jej.
 - Może, ale ja kupuję rzeczy również dla Ciebie. Potrzebujesz tego, serio - powiedziała i pomachała mi przed nosem doskonale zrobionymi paznokciami - Weźmiemy to. I nawet wiemy, jaki rozmiar Ci pasuje.
 - O nie - odpowiedziałam i znowu pokręciłam głową - Nic na mnie nie będziemy wydawać.
 - Mam dość tej głupiej gierki. Ty robisz zakupy dla Artiego, a ja dla Ciebie.
 - Po pierwsze, nie będziesz nic na mnie wydawać. Po drugie, kto kupuje rzeczy dla Ciebie?
 - Dostaję kilkadziesiat tysięcy euro na miesiąc od Fowlów na same zakupy!
 - Wow - sapnęłam. W takim razie ile oni musieli mieć piniędzy...
 - Więc jak widzisz - wzruszyła ramionami - Mogę wydać to kiedy i jak chcę.
 - Dobra, ale proszę. Nie przesadzaj - ostrzegłam ją.
 - Czy kiedykolwiek to zrobiłam? - Zapytała z dziwnym uśmiechem skierowanym do mnie...
 Następnie Julia zabrała mnie do Aeropostle. Julia kłóciła się ze mną, żeby dokupić mi krótkie spodenki. Chciała, żebym wzięła szorty, które bardziej wyglądały jak bielizna. Mówiłam, że nigdy ich nie założę. Ale wtedy ona zaczęła, że wszyscy teraz takie mają i ja też muszę... Spierałyśmy się około dzisięciu minut, aż w końcu odpuściłam. Wybrała trzy różne pary i pasujące do nich koszulki.
 Chodziłyśmy po różnych sklepach, szukając odpowiednich rzeczy. Nie tylko dla Artiego, ale dla mnie. Moja lista byla w połowie gotowa.
 - Musimy tam iść - powiedziałam, wskazując na pewien sklep.
 - Co? - Zmarszczyła nos - Po co? Artemisowi na pewno bardzo by się w nim podobało.
 - Wiem, wieem - uśmiechnęłam się - Idziemy - powiedziałam i weszłam do Armaniego.
 Od razu podeszła do nas asystentka o blond włosach.
 - Czy mogę w czymś pomóc? - Zapytała. Spojrzałam na przypinkę z jej imieniem. Mandy.
 - Nie, dziękuję, Mandy - ponownie uniosłam kąciki ust do góry.
 - Jesteś pewna, że nie mogę nic doradzić? - Dopytywała.
 - Nie, dzięki - powtórzyłam, już trochę mniej grzecznie.
 - Na pewno?
 W tym momencie chciałam na nią nakrzyczeć, ale się powstrzymałam. Jak bardzo można być nachalnym?
 - Tak, jestem całkowicie pewna, że sobie poradzimy - wybuchłam.
 - W porządku, nie ma potrzeby się denerwować - powiedziała, kiedy się odsuwała. Wyglądała na zdezorientowaną.
 - Masz świetny kontakt z ludźmi - Julia zachichotała.
 - Oczywiście, jakby inaczej? - Odchrząknęłam.
 - Tak czy siak, czego szukamy?
 - Eleganckiej koszuli - wzruszyłam ramionami.
 Julia głośno się zaśmiała.
 - Jakby niby ich potrzebował.
 - Uwierz mi, przyda mu się - zachęciłam ją.
 - Tam są - powiedziała i wskazała w prawą stonę.
 Ruszyłam w tamto miejsce i zaczęłam szukać odpowiednich kolorów. Wzięłam jasnoniebiską i dwie białe. I to byłoby na tyle z eleganckich koszul, które będzie potrzebował.
 A kiedy byłyśmy już gotowe, podeszłyśmy do lady. Mandy od razu spytała:
 - Znalazłyście wszystko, czego potrzebowałyście?
 - Tak - uśmiechnęłam się.
 - Zgaduję, że robicie dla kogoś zakupy? - Zapytała. Albo próbowała być miła, albo wścibska.
 - Tak, tak. Dla jej chłopaka - zachichotała Julia.
 - Naprawdę? - Mandy zrobiła wielkie oczy. Prawdopodobnie była zaskoczona tym, że mam "chłopaka" - Jak długo ze sobą jesteście?
 - Od lat - powiedziała zachwycona nastolatka - Odkąd miał dwanaście lat. Poznali się w Oazie.
 - Oazie? Gdzie to jest?
 - Oaza? Powiedziałam "Oaza"? Miałam na myśli "niebo", no wiesz - Julia ironicznie się uśmiechnęła.
 Czułam, że moje policzki robią się co raz bardziej czerwono. Julia mi za to zapłaci.
 Dziesięć minut później byłyśmy już poza sklepem i nastolatka zaczęła decydować, gdzie pójdziemy dalej. Ale zanim ruszyłyśmy zaburczało jej w burzchu. Zaczęłam się śmiać. A gdy skończyłam ten sam dźwięk wydał mój żołądek.
 Julia spojrzała na mnie kątem oka:
 - Przerwa na lunch? - Zapytała.
 - Jasne, że tak - odparłam.
 Julia poprowadziła mnie do baru z jedzeniem.
 - Są tu jakieś wegetariańskie bary? - Zapytałam z nadzieją. Jeśli ich nie będzie, nie zjem nic. Nigdy w życiu nie wezmę mięsa do ust!
 - Pewnie, znam świetne miejsce - opowiedziała, prowadząc mnie w mały, cichy zakątek.

1 komentarz:

  1. dzięki za spoiler z ostatniego strażnika... Czy raczej z ostatniego wojownika?! "A raczej z jednym (wiadomo, akcja dzieje się przez Ostatnim Wojownikiem)"

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!