Cześć wszystkim.
Lunch się skończył, a ja czułam się strasznie pełna. Ogólnym problemem było to, że musiałyśmy powrócić do poprzedniego zajęcia. Ale nie to chodziło mi po głowie. Myślałam o Aidanie i Emorym. Zastanawiało mnie, dlaczego zapłacili za nasz posiłek. Jeśli bylibyśmy razem, czy coś takiego, mogłabym to zrozumieć, ale ja ledwo co ich znałam. Postanowiłam sobie, że oddam pieniądze Aidanowi. Naprawdę nienawidziłam być dłużną.
- Jak z Twoimi zakupami? Lista się skończyła? - Zapytała Julia, wyrywając mnie z zamyślenia.
Spojrzałam na kawałek papieru:
- No tak... O nie, całkowicie zapomniałam o butach!
...
- Znam świetne miejsce, w którym można je kupić - powiedziała, prowadząc mnie do następnego sklepu. Miała rację. "Journeys" był doskonałym butikiem. Było tam wszystko, czego potrzebowałam. Teraz jedynym problemem były te wszystkie torby. Ledwo, co mogłam chodzim. Aidan i Emory bardzo by sie teraz przydali.'
- Julio, co my z tym wszystkim zrobimy? - Zapytałam.
- To oczywiste - odpowiedziała, wyciągajac telefon. Po kilku minutach rozmowy zamknęła klapkę i dodała - Gotowe. Dajmy mu pięć minut.
Wcale tylu nie potrzebował. Pojawił się po trzech. Butler nic się nie zmienił. Jak zwykle miał ogoloną głowę i włożony garnitur. Chociaż może troche odróżniał się wśród tych wszystkich nastolatków biegających wokół. Gdy tylko wszedł do środka zaczął się rozglądać w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Następnie jego oczy spoczęły na mnie i na Julii. Szybko pokonał odległość, która nas dzieliła.
- Julio - powiedział i czule pogłaskał ją po głosach - Jak tam?
- Świetnie, Dom - zachichotała - To moja przyjaciółka - Holinda.
Postąpiłam krok do przody i wyciągnęłam dłon - Holinda Briefs. Miło Cię poznać.
- Mnie również. Mów na mnie Butler - odparł. Jego wielka ręką potrząsła moją. Jego uścik był oczywiście bardzo silny.
- Zjadłyście coś? - Zapytał.
- Taak - odpowiedziała Julia - Warzywne burgery.
- Okej, więc czego potrzebujecie? - Westchnął, jakby już wiedział. Wątpię, czy tak Julia lubił zakupy.
- Zanieś te zakupy do samochodu - nakazała, jakby był jej podwładnym.
- No dobra - powiedział, lekko unosząc brew. Chyba coś bardzo ciekawiło Butlera - Planujecie jakiś wypad dziś w nocy?
- Tak! - Krzyknęła podniecona Julia - Jedziemy do Phenomu. Powinieneś przyjść!
- Julio trochę za bardzo wrzeszczysz - rzekłam, przykładając palce do skroni, aby je rozmasować. Czułam, że migrena nadchodzi.
- Wybacz - zachichotała.
- To było niezłe - powiedział oniemiały Butler.
- Że co? - Zapytałam skrępowana - Coś zrobiłam?
- Ogarnęłaś ją - odchrząknął - Od wieków tego próbowałem - Oboje serdecznie się zaśmialiśmy.
- Hola! Widzę, że znaleźliście trochę czasu, żeby się pośmiać. Dom, musisz wziąć te torby, a Ty Holindo, pójdziesz ze mną - musimy zrobić więcej zakupów!
Nie mogłam nic na to poradzić, ale jęknęłam. Jak wiele można tego znosić.
- Julio, Twoja przyjaciółka chyba potrzebuje przerwy - skarcił ją - Z resztą tyle cichów starczy wam na rok!
- Czy on czasem nie ma racji? - Westchnęłam.
- Wcale nie! - Uśmiechnęła się - A teraz sio!
- Wspaniale - murknął Butler - Do zobaczenia, Holindo, miło było Cię poznać.
- Nawzajem - skinęłam głową.
- Zaczekaj Dom... - powiedziała - No wiesz jedziemy dziś do Phenomu, więc...
Butler uśmiechnął się ironicznie:
- To wskazówka, prawda?
- Nie, ja tylko coś zarządzam - uśmiechnęła się
- Dobrze, zobaczę, co mogę zrobić w tym kierunku - powiedział odwracając się i maszerując w swoją stronę. Wziął wszystkie torby, a wydawało się, jakby dla niego nie ważyły nic.
Kiedy tylko znalazł się poza zasięgiem naszych głosów Julia się do mnie odezwała:
- Holindo, mogłabyś to ze mnie ściągnąć?
- Pewnie - zgodziłam się.
Mała, czarna kropka widniała na koszulce Julii - przed tem jej tutaj nie było. Odczepiłam ją i przyjrzałam się jej. Rejestrator dźwięku. Oczywiście, Butler nie był tak ufny, na jakiego wyglądał. Skrzuszyłam małą pluskwę w rękach i spojrzałam jak jej drobne kawałeczki zlatują na ziemię.
- Skąd wiedziałaś, że będzię Cię podsłuchiwać? - Zapytałam nonszalancko.
- To standard u niego. Chyba nie sądzisz, że jest taki opanowy?
- Nie, nie - zachichotałam, próbując sobie wyobrazić Butlera, który byłby tak spokojny w środku, jak wyglądał. Niemożliwe. Chyba, że byłby robotem wtedy może by się udało.
- Swoją drogą, mogę się założyć, że kilka podsłuchów wylądowało w naszych torbach.
- Prawdopodobnie - skinęłam głową - Ale z drugiej strany może nie...
- Obstawiamy jakiś zakład? - Zapytała.
- Nigdy - odparłam - Pewnie to zrobił, a ja nie będę się zakładać, bo i tak przegram.
- Psujesz całą zabawę. To nie jest śmieszne - Julia nadąsała się, jakby była małym dzieckiem.
Julia naprawdę potrafiła mnie dołować, jak nikt. I o tym bardzo dobrze wiedziała:
- Jakie są warunki? - Zapytałam z ciekawością, która wzięła nade mną górę.
- Och to nic takiego, majorze - zachichotała - Wybiorę Ci jakiś fajny ciuszek na dzisiejszy wieczór i zrobię listę, jak Arty ma wyglądać podczas pobytu u Ciebie.
- Świetnie - skinęłam głową - A co jeśli to ja wygram?
- A co chciałabyś zrobić? - Spytała mnie.
- Umówisz się z Emorym i pointeresujesz się nim - czy udawanie, czy nie - przez dwa miesiące - uśmiechnęłam się.
- No dobra - wzruszyła ramionami. Potrząsłyśmy dłońmi, więc zakład został przyjęty.
- Hej, czy coś jeszcze musisz kupić Artiemu? - Zapytała - Proszę, powiedz, że nie.
- Wow, jesteś zmęczona zakupami. To jakiś cud! - Sapnęłam.
- Ha, wcale, że nie! Po prostu chciałabym skupić się na Tobie.
Jęknęłam.
- Te kapryszenie nie nie jest poprawną odpowiedzią na moje pytanie.
- Jak to nie - zirytowałam się - Jest jakakolwiek inna?
- W sumie to... - zagaiła - Tak czy siak, myślę, że będziemy musialy się tu jeszcze trochę pokręcić zanim znajdziemy odpowiedni butik! - Zanim Julia skończyła to zdanie, chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę sklepów.
Spojrzałam na nazwy tych, przed którymi się zatrzymałyśmy:
- Nie, nie i nie! - Wrzasnęłam, jednak to nie przyniosło pożadanego efektu.
- Och tak! Gucci, Prada, Juicy - zapiszczała.
- Juicy, jesteś pewna? - Zapytałam, przerwacając oczami.
- Jasne, że tak - zaśmiała mi się i wciągnęła w wir zakupów.
Biegałam od przebieralni do przebieralni. Przymierzyłam tyle ubrań, że po prostu wydaje mi się, że jestem jakąś modelką. A jakby tego było mało każda osoba znała Julię z imienia.
Julia robi zakupy przez pewien schemat. Wkracza do sklepu i wita się każdym, potem pyta ich o nowe, najlepsze ciuchy i dodatki, wtedy wysyła mnie do przymierzalni, a później ona i jej koledzy oceniają, jak wyglądam. W końcu albo zostało dodane na nasz rachunek, albo odłożone z powrotem na półkę. Oczywiście tylko jej zdanie się liczyło.
W kilka minut miałyśmy już pełno ciuchów. No i ja w końcu byłam gotowa. A kiedy tylko zapłaciłyśmy byłyśmy obładowane torbami, podobnie jak wcześniej. A sprzedawcy pozostali oniemiali i żadne z nich jakoś nie chciało nam pomóć.
Aż w końcu czarny mężczyzna podszedł do Julli.
- Pomóc wam to zanieść? - Zapytał.
- Pewnie - powiedziała - Jeden-dwa-jeden-jeden*, Jeeves - pochwycił torby i odeszł w swoją stronę. A ja byłam w szoku.
- Tak po prostu mu ufasz? - Spytałam zdziwiona.
- Wiesz, auto też ma podsłuch. A co do pytanie, znam Jeevesa od zawsze.
Sapnęłam?
- Nie widzę sensu w tym wszystkim - Tak czy siak, nie musialyśmy się już martwić o te wszystkie zakupy.
- Zoobacz, okularki! - Wskazałam palcem na mała budkę. Było tam wiele świetnych par, i wszystkie były w przecenie. Szybko wybrałam cztery najlepsze. A gdy tylko zapłaciłam, Julia pociągnęła mnie do kolejnego sklepu...
*Najprawdopodobniej jest to jakiś numer identyfikacyjny - tak jak to jest z tablicami rejstracyjnymi..