Rozdział 10 "Przerwa obiadowa"

Cześć wszystkim ;) Zdaję sobie sprawę, że mnie trochę czasu nie było.

 Restauracja nazywała się "Shamrock Cafe". Była bardzo przyjemna. Niezbyt duża, ale tętniąca życiem. Było to miejsce, do którego przychodziła cała warstwa społeczna - od prawników, przez artystów, po zwykłych, szarych ludzi. Ale ogółem wszyscy byli bardzo spokojni. Pomieszczenie było rozświetlone, a w około porozstawiane były wysokie, okrągłe stoliczki, z których więszkość miała dostawione po dwa krzesła. Przednią część sklepu zajmowała długa lada. Kiedy weszłyśmy do środka uderzył mnie aromat świeżo zmielonej kawy.
 Julia poproawdziła mnie to stolika w kącie. Przez kilka minut patrzyłyśmy w menu.
 Po chwili zbliżyła się do nas kelnerka:
 - Dzień dobry Paniom. Jesteście gotowe? - Zapytała głośno. Chociaż może i nie chciała, żeby każdy ją usłyszał.
 - Tak - zmówiłyśmy się z Julią.
 - Tak więc? - Spytała, wyciągając notesik i długopis, który od razu skierowała w dół.
 - Wezmę grillowanego, wegetariańskiego hamburgera i... frytki* - powiedziała Julia. Zapewniła mnie przed tem, że w menu nie było żadnego mięsa, więć czułam, że mogę zamówić wszystko. Ale jednak...
 - To samo dla mnie - uśmiechnęłam się.
 - Coś do picia? - zapytała ponownie.
 - Mrożoną herbatę - odpowiedziała Julia.
 - Świeżą irlandzką wodę, jeśli macie - dodałam, jednak zabrzmiało to bardziej, jak pytanie.
 - Świetnie, za chwilę wrócę z waszymi zamówieniami - poinformmowała.
 Dziesięć minut później z powrotem do nas podeszła.
 Przez chwilę zajadałyśmy się "wegetariańskimi hamburgerami". Tak, musiałyśmy napełnić żołądki.
 Aż nagle Julia odłożyła jedzenie na talerz. Spojrzałam na nią z pytaniem w oczach. W burgerze nie było nic niedobrego, więc nie wiedziałam, czemu to zrobiła.
 - Holly, musimy pogadać.
 - O czym? - Zapytałam, wciąż przeżuwając.
 - O Tobie i Artemisie - powiedziała poważnie. A ja prawie wyplułam jedzenie z ust. Nie spodziwałam się. Że zapyta. I tak nie miałam pojęcia, co czułam.
 - Co w związku z tym? - Sapnęłam.
 - Proszę Cię. Cholernie dobrze wiesz, że... Kochacie się nawzajem.
 - Jako przyajciele, owszem - odparłam uparcie.
 - Z kogo chcesz zrobić idiotę? - Spytała - Pewnie samą siebie też.
 - Julio, on nie jest w moim typie.
 - Nigdy nie widziała osób, które bardziej by do siebie pasowały - rzekla.
 - Wcale nie - odpowiedziałam, nie ustępując - Nie posiadamy nic wspólnego.
 - Bzdura. I wiesz o tym, że tak jest - Julia zaczęła tracić cierpliwość - Kochasz go i to nie jest wcale złe.
 - Nie kocham i jest - próbowała przekonać... samą siebie.
 Chyba słyszała zawahanie w moim głosie:
 - Posłuchaj, Artemis zaczął... - zaczęła, ale nim skończyła przerwał jej bardzo znajomy głos.
 - Cześć Julio - powiedziala Minerwa Paradizo.
 Seksowna, blond geniuszka, która ostrzyłasobie pazurki na Artemisa odkąd tylko się poznali.
 Od razu moje tętno stało się szybsze, a dłonie zacisnęły się w pięści.
 Nie lubiałam jej. A szczerze mówiąc to nawet nienawidziłam. Była zadufana w sobie, bezlitosna, a na dodatek zakochana w Artemisie. Nie tak, że ja go kochałam. Po prostu ona nie traktowała by go tak, jak powinien być. Ona wolała wykorzystywać, żeby dostać to czego chciała. I pragnęła sławy i uwagi. A pomoc innego geniusza dałaby jej wszystko. Nie chciałabym, żeby to się stało.
 - Minerwo - odpowiedziała Julia i skinęła oschle głową.
 - Jak się masz? - zapytała z uśmiechem, który był strasznie sztuczny.
 - Dobrze, a Ty?
 Julia tak samo, jak ona mogła udawać.
 - Och, jak zawsze - zachichotała. A potem spojrzała na mnie, jakby nie zauważyła mnei wcześniej. Ona tak bardzo mnie denerwowała - Cześć - pomachała ręką - Jak się nazywasz?
 - Holl-Holinda - powiedziałam. Nie myślałam wcześniej nad żadnym imieniem, które mogłabym przybrać. A jeśli powiedziałabym "Holly" wtedy na pewno by się zorientowała. Holinda była pierwszą rzeczą, która przyszła mi na myśl. Cieżko się było przyznać, ale prawie bym wpadła.
 - Och Holindo, miło mi Cie poznać - uśmiechnęła się fałszywie. Szkoda, że nie mogła wiedzieć, że to nie ja jestem w tym momencie ofiarą.
 - Mi również, Minerwo - syknęłam. Ne tylko ona będzię grała w tą głupią gierkę. Mogę pokazać tak wiele nieżyczliwości, jak tylko ona może.
 - Hm, słyszłam trochę waszej rozmowy i myślę, że jestem zmuszona coś dodać - powiedziała - Jestem jego dziewczyną.
 - To zabawne, bo nigdy wcześniej o Tobie nie słyszałam - odparłam i przechyliłam głową w zamieszaniu.
 - Tak, jestem tego pewna - przyznała - Bo niby dlaczego miałby mówić komuś takiemu, jak Ty o swoim życiu?
 Kipiałam we wnątrz. Nawet chciałam ją uderzyć, ale w sumie... Mialabym potem jakieś porblemy z tutjeszą policją. Wolałam nie ryzykować.
 - Jak ja? A co to niby znaczy? - Wydusiłam przez zaciśniete zęby. To było dziwne, że potrafiłam się tak opanować. Ale tylko, żeby jej nie uderzyć.
 - Ktoś z tak niską inteligencją... Na pewno jesteś zwykłą szarą myszką... I masz pofarbowane włosy - zaśmiała się.
 Wybuchłam, zanim zdążyłam zrobić cokolwiek innego:
 - Słuchaj suko, radzę Ci nigdy więcej się tak do mnie nie odzywać - zagroziłam jej - Może i nie jestem geniuszem, ale to nie znaczy, że idiotą. A jeśli chodzi o włosy, to co powiesz na temat swojego siana?
 - Hej, hej, dość tego - Julia wstała i pomachała rękoma przed naszymi twarzami.
 - Minerwo, wiesz, gdzie Arty będzie dzisiaj wieczorem? - Szybko spojrzałam na Julię.
 - Gdzie? - Zapytała urażona.
 - W "Pheonmie" - Julia uśmiechnęła się. Oczywiście była po mojej stronie.
 - Artemis na pewno nie zrobiłby czegoś bez mówienia mi - powiedziała, wyraźnie wstrząśnięta.
 - Nie zrobiły, gdybyście rzeczywiście byli razem - poprawiłam ją.
 - Nieważne - odparła, pokazując mi nieprzyzwoity znak. Miała szczęście, że byłam taka spokojna - Muszę już iść.
 Skomentuje to tylko w jeden sposób: niech się cieszy, że może odejść w jednym kawałku.
 - Serdecznie żegnam - powiedziałam, kiedy się odwróciłai wyszła.
 Julia zachichotała, gdy tylko Minerwa znalazła się poza zasięgiem:
 - Racja, racja, Holindo.
 Ja również się zaśmiałam.
 - Swoją drogą, co to jest "Phenom"? - Zapytała, z powrotem siadając, aby skończyć jedzenie, jakby nic nie zaszło.
 - Klub, do którego dziś się wybierzemy - uśmiechnęła się.
 - I Arty tam będzie? - Spytałam, próbując ugasić ciekawość.
 - Prawdopodobnie, na pewno będzie ciekawy, gdzie się wybieram - zachichotała - I nawet jeśli nie przyjdzie, Twoi nowi przyjaciele się pojawią.
 Mruknęłam. "Nowi przyjaciele".
 I gdy już miałam to powiedzieć czyjś głos mi przerwał.
 - Cześć? - Powiedział jakiś młodzieniec. Odwróciłyśmy się z Julia w jego stronę. Stał tam wyskoi blondyn. Ze świecącymi niebieskimi oczyma, który wyglądały jakby były przyćpane. Craig.
 - Hej - uśmiechnęłam się do niego, jakbyśmy znali się już od dawna. Pomijając fakt, że poznaliśmy się dziś rano. Julia wyglądała na zdezorientowaną - najprawdopodobniej myślała, że to jakaś wróżka. Za Craigiem stało dwóch innych młodych mężczyzn. Jeden był blondynem i szeroko się uśmiechał, drugi miał jasno brązowe włosy - długie i proste. Oboje wyglądali dość... słodko.
 Obok stała również kobieta - wysoka i szczupła. Ale umięśniona. Naprawdę. Jej ciemne, kasztanowe włosy okalały jej plecy, a zielone oczy płonęły ciekawością i inteligencją.
 - Jak się masz? - Zapytałam.
 - Świetnie akurat mam trochę wolnego czasu - uśmiechnął się - A tak właściwie to... Nie znam Twojego imienia.
 - Holinda Briefs - powiedziałam (Briefs jako pierwsze przyszło mi na myśl. Krótki) - A to moja przyjaciółka - Julia.
 - Miło mi Cię poznać - skinął głową - A to miłość mojego życia, Dana. A to Aidan - dodał, wskazując na blondyna - I jego bliźniak Emory.
 Na początku nie zauważyłam podobieństw. Ale teraz, kiedy ponownie na nich spojrzałam widziałam je. Byli identyczni. Mieli proste włosy, te samo nosy i ten uśmiech. Jeden z nich przefarbował po prostu włosy. Myślę, że był to Emory. Aidan na pewno nie chciał zmieniać wyglądu.
 - Miło nam - zmówiłyśmy się z Julią.
 - Nie miałabyś nic przeciwko, abyśmy się dosiedli, Holindo? - Zapytał Craig.
 - Jasne, że nie. Właśnie jesteśmy po lunchu.
 Aidan i Emory przyciągnęli za sobą krzesła. Pierwszy usiadł obok mnie, drugi obok Julii. W ten sposób nas rozdzielili. Craig klapnął pomiędzy nimi dwoma. W tym momencie nie znalazło się więcej miejsca, więc Dana musiała usiąść na jego kolanie, czemu nie była zbyt przeciwna. Wydawało się nawet, że jej to pasuje.
 Craig i Dana świetnie razem wyglądali. Delikatnie jej dotykał. Nie w sposób, który mógłby zrazić, ale w taki, że dawał jej znać, że jest przy niej. Przejeżdzał dłonią po jej policzku, trzymał ją za ręce, jakby nie chciał aby odeszła. Pomyślałam o mnie i Artemisie. Wtedy ogarnęła mnie fala smutku. Nie mogliśmy być razem. To niemożliwe. Nigdy tak nie będzie. I nie, że tego bym chciała.
 - O co chodziło tej głupiej dziuni? - Zapytał Aidan. Jego głos był strasznie wyluzowany. Nawet myślałam, że doda na końcu zdania "lalunia" czy coś.
 - Taa, wyglądałaby, jakby chciała kogoś zabić - zaśmiał się, spoglądając na Julię.
 - Próbowała przywłaszyć sobie chłopaka Holindy - uciekając przed wzorkiem Emorego.
 - On nie jest moim chłopakiem - zgrzytnęłam zębami - I dobrze o tym wiesz.
 - Uch, och, więc jesteś singielką? - Zapytał Aidan.
 - Tak, w każdym calu - odparłam.
 - A co z Toba? - Emory zwrócił się do Julii z nadzieją.
 - Taa, ja też - nastolatka się zarumieniła.
 - Hej, hej, flirtujcie sobie, ale teraz chciałabym dowiedzieć się, czemu tak blondyneczka myślała, że jakiś koleś jest Twoim facetem - powiedziała Dana.
 - Jest po prostu moim najlepszym przyjacielem - uśmiechnęłam się na samą myśl o nim. Zorientowałam się, że Julia dziwnie na mnie patrzy, jakby chciała odczytać, co chodzi mi po głowie.
 - Skoro nie jest Twoim chłopakiem... - Zaczął Aidan.
 - Chcielibyśmy się dowiedzieć, co robicie dziś wieczorem - powiedział Emory, kończąc zdanie brata.
 - Wybieramy się do "Phenomu" - powiedziałam, jakbym niby wiedziała, o czym mowię.
 - Naprawdę? - zdziwiła się Dana.
 - Taak, będzie super - odparła podekscytowana Julia - Przetańczymy całą noc!
 - Nie przeszkadzałoby wam, gdybyśmy poszli z wami..? - Zapytał Aidan.
 - Oczywiście - znowu zmówilyśmy się z Julią.
 Odwróciłam się do Dany i Craiga:
 - Mam nadzieję, że wy rownież wpadniecie - zagaiłam.
 - Na pewno - odrzekła Dana.
 - Słyszeliście moją Panią. Przyjdziemy. A teraz musimy uciekać. Do zobaczenia wieczorem.
 Wstali z zamiarem opuszczenia restauracji.
 - Przepraszamy, że tak prędko idziemy, ale mamy trochę zakupow do zrobienia - Dana zaśmiała się.
 - Nic dziwnego - zgodziła się Julia - My również.
 Dana, Craig, Aidan i Emory pożegnali się z nami i ruszyli do wyjścia. Nim Aidan i Emory całkiem opuścili restaurację podeszli jeszcze do lady, może po coś do picia.
 - Gotowa? - Zapytała Julia.
 - Jasne, chodźmy - powiedziała i wstałam.
 Kiedy mijałyśmy ladę, moje oczy rozszerzyły się w zdumieniu.
 - Chciałybyśmy zapłacić - powiedziałam do młodego męzczyzny, stojącego za kontuarem.
 - Wszystko jest już zrobione - uśmiechnął się, spoglądając na Julię.
 - Przez kogo? - Spytała Julia, nie widząc w tym sensu.
 - Przez młodych mężczyzn, którzy z wami siedzieli - uśmiechnął się - Na pewno jesteście z nimi szczęśliwe.
 - Och... Możemy przynajmniej prosić o paragon? - Zapytałam. Oczywiście, potem oddalabym im pieniądzę. Nie było o czym mówić.
 - Przepraszam, ale nakazano mi, aby nie.
 Julia zadecydowała, aby zmienić strategię. Przyjęła bardzo gladki, jedwabny głos:
 - Moja przyjaciółka bardzo chciałaby ten paragon - zamruczala.
 - Jak ona się nazywa? - Zapytał, jąkając się.
 - Elizabeth - powiedziała, biorąc jego dłoń - Taka jedna królewna.
 Zauważyłam, że po coś sięgnął (Julia dała mu niemały napiwek, jakby coś :)). Pieniądze. Wrzucił je szybko do kieszeni, zanim mogłyśmy zmienić zdanie. Po chwili wstukał coś do kasy i podał nam kwitek.
 - Proszę bardzo. Przepraszam za niedogodności. Życzę miłego dnia.
 - O to się nie martw - odparła, machając mu na pożegnanie - Będzie miły, oj będzie.



Sęk w kilku ostatnich zdaniach jest taki: Julia zaczęła nim manipulować, bo niby skąd nastolatka może mieć tak dużo pieniędzy, aby dać tak wielki napiwek? :)


Życzę miłego dnia! :)