Dodaję notkę za Wilhelma, który nie ma za bardzo czasu przez obecną pracę.
- Mówisz poważnie? - Zapytał Butler. Jego brwi były lekko uniesione i wskazywały, że jest naprawdę ciekawy.
- Oczywiście, że tak - odparłem - Rzadko kiedy żartuję.
Butler zaśmiał się, prawdopodobnie na wspomnienie tego, kiedy ostatni raz o tym rozmawialiśmy - To było prawdą, aczkolwiek teraz już nie za bardzo nią jest.
Poczułem lekko kpiący uśmiech wypływający mi na buzię - Zmieniłem się.
- Ogromnie - wyszczerzył zęby - W dużej mierze ze względu przez ludzi Cię otaczających... I Holly - Zawahał się przy ostatnim słowie, oceniając moją reakcję.
- Tak, to dużo wprowadziło w moje nowe ja.
- A jeśli już mówimy o Holly...
Próbowałem powstrzymać westchnięcie, ale mi nie wyszło: - Co z nią?
- Słuchaj Artemisie... Przez ten długi czas tak wiele między wami zaszło... Kiedy w końcu... Się zejdziecie?
- Butler, zapewniam Cię, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- To niesamowite - powiedział kręcąc głową i drapiąc się w czaszkę.
- Co? - Zapytałem zaciekawiony. Naprawdę, jeśli Butlera coś zdumiewało musiało to być również intrygujące.
- Jesteś najinteligentniejszą osobą, jaką znam. W tym momencie, na kogoś tak mądrego - jesteś głupi. Na kogoś pomysłowego i wszechstronnie uzdolnionego - jesteś naiwny. Na kogoś, kto widzi wszystko - jesteś ślepy. Na kogoś, kto słyszy wszystko - jesteś głuchy. Na kogoś tak elokwentnego - jesteś durniem i nie potrafisz nic powiedzieć.
- Wytłumacz to - zażądałem - Dlaczego jestem głupi, naiwny, ślepy, głuchy, durny i nie potrafię nic powiedzieć?
- Głupi, ponieważ nie pojmujesz tego, co każdy chce Ci powiedzieć i czego chce Cię nauczyć. Nieważne, jak bardzo jest to łatwe w zrozumieniu - nie ogarniasz.
- A czego chcecie mnie nauczyć? - Zapytałem z niecierpliwością.
- Ślepy, bo nie widzisz tego, co tak naprawdę Cię dotyczy i jest wprost przed Tobą - kontynuował, jakby mnie w ogóle nie usłyszał - Głuchy, jako iż nie słyszysz tego głosu w swym sercu, który do Ciebie krzyczy, pyta, nie błaga, o odpowiedź.
- Błaga? - Bądźmy szczerzy, Butler potrafi iść na całość, kiedy ma już dość tego, co chodzi mu po głowie.
- Naiwny, ponieważ odrzucasz prawdziwe uczucia, nie mając żadnego doświadczenia. Durny, bo nie potrafisz wyznać, czego chcesz. Nawet z tym swoim słownictwem, nie umiesz się wyrazić.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz - Wzruszyłem ramionami. I tak kłamałem.
- Cholernie dobrze wiesz, że chodzi o Holly - odparł, uderzając dłońmi w moje biurko. Komputer lekko zadrżał, kiedy jego ręce zderzyły się z polerowanym machoniem.
Przewróciłem oczami, nawet nie próbując ukryć mojego zniecierpliwienia i niedowierzenia - Dalej. Co w związku z nią? - Dopytywałem się, pocierając skronie.
- Kocha cię, Artemisie - powiedział otwarcie. Poczułem, że serce bije mi szybciej, kiedy chciałem od razu zapomnieć o słowach, które wypowiedział. Nie mogłem myśleć o nich, jak o prawdziwej rzeczy. Nie ma mowy, żeby Holly lubiła mnie w ten sposób.
- Artemisie... O czym myślisz?
- Że się mylisz, stary przyjacielu.
- Jesteś pewny, że to właśnie zaprząta Ci głowę? - A niech Cię szlag, Butler. Przez te wszystkie lata znajomości wie, jak odbierać i rozumieć moje emocje. Jasne, że to toleruję, ale w tym momencie musiałem się zastanowić nad tym wszystkim.
- Jasne. A tak na marginesie: co Ty o tym sądzisz? - Zapytałem z tonem, który wyrażał, że nie jest to dla mnie najważniejsze.
- Nieźle, Artemisie - zaśmiał się, opierając się o biurko - Ale niech będzie, to jedyna szansa, jaką mam. Myślę, że czujesz to samo, ale się boisz.
- Boję? - Byłem oburzony. Fowlów nie zastrasza nic. A szczególnie mnie - Nie przeraża mnie nic. A już na pewno nie Holly.
- Oczywiście, że nie - odpowiedział Butler, przewracając oczami. Był za bardzo przyzwyczajony do mojej złości, aby teraz się nią przejmować. Kiedy byłem młodszy miewałem napady złości. To, jak zachowywałem się teraz było miodem - Nie, nie. Masz rację - Niestety, sarkazm, i naprawde twierdził, że się mylę. Ale ja nigdy nie popełniam błędów.
- Ta - wymamrotałem, zwracając z powrotem uwagę na wyświetlacz ekranu komputera - Hm. Chyba powinienem... Powinniśmy się zacząć przygotowywać.
- Na? - Zapytał zdezorientowany.
- Idziemy do klubu.
- Poważnie? - Znowu zadał pytanie, a jego usta się otworzyły. Deja vu. Znowu o tym rozmawiamy, ale w sumie nie jest źle. Zapowida się wręcz komicznie.
- Naprawdę nusimy to powtarzać? - Westchnąłem - Nie żartuję.
- Teraz owszem - poprawił mnie.
- Prawda - odpowiedziałem z kpiącym uśmieszkiem - Ale nie nabijam się, jeśli chodzi o wyjście dzisiejszego wieczoru.
- Dobra. Zaciekawiłeś mnie. Dlaczego chcesz to zrobić?
- Po pierwsze - tata będzie zadowolony, a po drugie - dowiem się więcej o Holindzie Briefs.
- Oczywiście. Tylko dlatego to robisz - powiedział z niedowierzeniem.
- Tak.
- Więc czemu nie zaczynasz się przygotowywać?
- Szukam tutaj czegoś - powiedziałem, przeglądając stronę SKR.
- To jest? - Zapytał - I czemu to tak ważne?
- Właśnie tego próbuję się dowiedzieć.
Butler stał przez chwilę cicho, próbując zrozumieć o co mi tak właściwie chodzi. Ciągle wpatrywałem się w ekran, przewijałem stronę chcąc znaleźć jakieś pogłoski na temat Holly i Kłopota. Ale jedyne informacje, na ktore udało mi się natrafić były na temat ich ostatniego sukcesu w jakiejś sprawie. Żadnych sprywatyzowanych newsów i czułem się coraz bardziej sfrustrowany. I oczywiście artykuły nie wspomniały o osobie, która im pomogła. Nigdy. Spojrzałem na zegarek w rogu komputera. Wskazywał 20.30.
Westchnąłem - Chyba muszę się za siebie zabrać - Wstałem i rozciągnąłem odrętwiałe kończyny. Siedzenie przy komputerze przez cały dzień nie jest zbyt zdrowe. Przynajmniej nie dla mnie. Jutro trochę pozajmuję się jazdą.
- Racja. Chyba też to zrobię - dodał Butler, kiedy podnosił swoje gigantyczne ciało z krzesła - To znaczy, jeśli naprawdę mówisz poważnie.
- Mówię poważnie - odparłem, kiedy opuszczałem pokój. Z trudem wspiąłem się po schodach i wszedłem do mojego pokoju. Przeciągnąłem przesuwane drzwi prowadzące do garderoby.
Przekroczyłem próg i rozejrzałem się po ciuchach, które wisiały wokół mnie. Było tu pełno garniturów, elegenckich spodni róznego kroju w kolorach od szarego do czarnego. Były również gustowne koszule w różnych odcieniach. Ujrzałem również mokasyny i inne szykowne buty. I wtedy coś do mnie dotarło. Nie mialem pojęcia, co ubrać do klubu, bo nigdy w nim nie byłem. Chyba potrzebowałem czyjejś pomocy.
W miejscu, w którym otrzymam jej więcej niż kpiny czy drażnienia. Julia wiedziałao ciuchach najwięcej, ale jej tu nie było. Rownież ojciec i Butler byli poza zasięgiem. Tata zbyt bardzo przejmował się moim życiem społecznym i gdyby dowiedział się, że nie mam o czymś pojęcia natychmiast by to sprostował. Butler powiedziałby coś w stylu tego, co mówiła zawsze Holly, gdyby go o coś poprosił.
Miałem wybór pomiędzy pięcioma osobami: bliźniakami, Ogierkiem, mamą lub Holly. I niezależnie kogo bym zapytał i tak byłoby to kłopotliwe. Po pierwsze, chłopcy... W ogóle nie wiedzieli nic o klubach. I to lepiej dla nich. Chociaż Beckett ciągle stykał się z kulturą pop. Z drugiej strony, oni najmniej mnie stresowali. Wziąłem głęboki wdech i szybko zapukałem do drzwi. Stanęły otworem, ukazaując eksperymentującego Mylesa.
- Cześć - powiedzialem, rozglądając się za Beckettem. Skrzywiłem się, widząc nieporządek po stronie Becketta. W przeciwieństwie do Mylesa, który miał nieskazitelnie czyste stanowisko. W końcu dostrzegłem, że po drugiej stronie coś się rusza - O, tutaj jesteś, Beckett.
- Artemisie, skąd wiedziałeś, że to ja?
- Doświadczenie - uśmiechnąłem się - Zbyt dobrze Cie znam, aby nabrać się na takie łatwe sztuczki.
- Cześć Artemisie - wtrącił się Myles, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Pod wieloma względami bardzo przypominał mnie samego. Mam nadzieję, że nie popełni takich błędów, jakie zrobiłem ja.
- Heeej, Atemisie! - Dodał Beckett, kiedy w końcu uświadomił sobie, że zachował się nieodpowiednio. Uśmiechnął się do mnie, kiedy próbował założyć swoje blond włosy do tyłu - Coś się stało?
- Nic - odparłem, przewracając oczyma przez ten głupi slang.
- Słyszeliśmy, że gdzieś się wybierasz - dodał Myles. Nie byłem zadowolny, że newsy rozchodzą się tak szybko. Z innym geniuszem w jednym domu musiałem być bardzo uważny. Chociaż z drugiej strony Butler mógł powiedzieć im przez przypadek. No i jeszcze jeden aspekt - uczyłem się, jak działa prawdziwa rodzina.
- Owszem - przyznałem, walcząc z rumieńcem, który wypływał na moją twarz.
- Tak czy siak, czemu to robisz? - Zapytał Myles, jakbym właśnie popełnil przestępstwo. Chociaż z jego myśleniem wcale nie byłoby to coś zadziwiającego.
- Zrozumiesz to, gdy będziesz starszy - obiecałem, patrząc na niego z czułością. Lepiej, żeby doświadczył życia zanim pojawią się dziewczyny i dojrzewanie, i zaczną komplikować wszystko.
- Sądzę, że moje IQ jest wystarczająco wysokie, aby to zrozumieć - powiedział sarkastycznie. Tak jak ja bym to zrobił - To nie może być trudniejesze niż fizyka kwantowa.
Też tak myślałem zanim zacząłem dojrzewać. Wtedy do całego równania doszły dziewczyny i do tej pory nie mam pojęcia, jak je rozwiązać.
- Twoje IQ jest większe niż wystarczające - poczochrałem jego kręcone, blond włosy - I powiem Ci coś, z mojego doświadczenia - jest to bardziej trudne niż fizyka kwantowa. Zrozumiesz to, kiedy będziesz w moim wieku.
- Masz na myśli dziewczyny i dojrzewanie? - Zapytał Myles.
- Może - odparłem, przeklinając jego blyskotliwość. Jak to ktoś powiedział: "geniusz jest wielkim dobrodziejstwem, ale zarówno i przekleństwem" - Czasem po prostu trzeba się oderwać.
- Tak czy siak, co tutaj robisz? - Spytał tym razem Beckett. Zawsze przodował w zbieraniu newsów. I właśnie to go wyróżniało.
- Prawdę mówiąc... Potrzebuję pomocy. Twojej, Beckettcie - powiedziałem, zaczynając nienawidzić siebe, że go o to proszę.
- On? - Myles zaśmiał się - A po co Ci jego asysta?
- Oł, Myles jest zazdrosny. Co mogę dla Ciebie zrobić, Artemisie?
- Tak właściwie... - Zacząłem, ale wtedy coś mnie uderzyło: Co ja w ogóle robię? Chcę zapytać młodszego brata o pomoc? - Och, nieważne.
- Nie, chciałeś zapytać. Dokończ to.
- Ma rację, Artemisie - Myles potwierdził słowa brata. Również był bardzo ciekawy.
- Dobrze - westchnąłem, wiedząc że mi nie odpuszczą - Wychodzę i nie wiem, co mam na siebie ubrać. Macie jakieś pomysły?
- Pomysły? Wiesz, że mamy dopiero po cztery lata? - Zapytał Beckett.
Myles przytaknął: - W ogóle nie mamy pojęcia. I na razie raczej nie możemy się tam wybierać.
- Taaak, dzięki za wszystko - powiedziałem sarkastycznie, byłem na siebie wściekły, że zapytałem - Idę poszukać kogoś pomoże mi naprawdę.
- Do zobaczenia Artemisie - bliźniacy zaskrzeczeli razem. Wyrzuciłem ręce w górę, kiedy wyszedłem. Młodsi bracie czasem potrafią być tak irytujący. A co ciekawe, kolejna osoba, do której mogę się zwrócic nie jest o wiele lepsza. Ogierek. Zapewniam, że to nie będzie zbyt przyjemne. Przeszedłem przez drzwi do swojego pokoju.
Przekręciłem pierścień wokoło i podlączyłem do powerbook'a. Wysłałem do niego rządanie odbioru przychodzącej video rozmowy. Odpowiedział mniej-więcej po dwóch sekundach.
- Cześć Błotny Chłopaczku - powiedział - Znowu do mnie dzwonisz.
- To przez tą Twoją super osobowość - zażartowałem. (axaxax...)
- Pewnie - przewrócił oczami - A teraz serio. Czego potrzebujesz
- Czy to zawsze muszą być jakieś ważne cele? Nie mogę po prostu zadzwonić, żeby powiedzieć "cześć"?
- Taa - odparł, machając lekceważąco ręką.
- No dobra - przyznałem - Mam ukryte motywy.
- Nigdy bym nie zgadł - sapnął Ogierek, jakby w podekscytowaniu.
- Sarkazm odstaw na bok, albo zostawię Cię, żebyś siedział sobie tak w ciekawości.
- Spróbuję. Wow, ale czemu akurat ja na zasługuję na to, aby mi powiedzieć.
- Planowałem się gdześ wybrać i zastanawiałem się...
- Nie. Wybacz, Arty, nie jesteś w moim typie - przerwał mi.
- Dorośnij Ogierku - zaśmiałem się - Chciałem zapytać, czy byś mi nie pomógł.
Ogierek złożył palce w pirmaidkę, a brudza przecięła jego czoło:
- Zaciekawiłeś mnie.
- Jak już powiedziałem, idę do klubu dziś wieczorem. Do Phenomu.
- Oł - zaskrzeczał Ogierek - Mój mały Arty dorasta! Idzie na imprezę.
- Tak - przytaknąłem zdenerwowany.
- Ale to nie wyjaśnia, dlaczego potrzebujesz mojej pomocy. Potrzebujesz rady, jak przyciągać do siebie kobity?
Zrozumienie ostatniego zdania zajęło mi chwilę. A kiedy to się stało wybuchnąłem śmiechem:
- Jasne, jasne. Przecież masz w tym ogromne doświadczenie - wykrztusiłem.
Ogierek mrugnał, ale nie skomentował:
- Tak czy siak... Czego potrzebujesz?
Wracaj na ziemię, trzeba w końcu kogoś poprosić. Znając Ogierka najprawdopodobniej nagrywał całą rozmowę. Nie było innej możliwości. A ja musiałem to z siebie w końcu wyrzucić. Wziąłem głęboki wdech i powiedziałem:
- Nie wiem, w co się ubrać.
Ogierek chwilę mi się przyglądał, jakby nie zrozumiał, co właściwie powiedzialem. Chwilę potem to on zaczął się głośno śmiać. Kiedy w końcu przestał jego twarz była czerwona - Wybacz Artemisie, to było po prostu zbyt śmieszne.
- Tak, tak - odpowiedziałem urażonym tonem, ale również z zażenowaniem - A teraz, jeśli już skończyłeś...
- Racja, wróćmy do Twojego malutkiego problemu - powiedział i pogłaskał podbródek, jakby głęboko się zamyślił - A co Twoim zdaniem móglbyś na siebie włożyć?
Poruszyłem się, czując dyskomfort. Wiedząc, co pomyślałby o moim wyborze, nie miałem zamiaru odpowiadać. Ale chyba wyczytał mi to z myśli:
- Garniak? Serio?
- Rozważałem to - przyznałem szczerze.
- Wyśmialiby Cię w cholerę. Potrzebujesz czegoś... Zwyczajnego.
- Nie posiadam takich rzeczy.
- Ale możesz skądś je wytrzasnąć?
- Co dokładnie masz na myśli?
- Myślę, że jakieś ciemne, wąskie dżinsy i obcisła koszulka, która eksponowałaby mięśnie - o ile jakieś posiadasz... I trampki.
- Dżinsy...? Trampki...? - Zapytałem, a usta same mi się otworzyły - Ty mnie w ogóle znasz?
- Spójrz na to w ten sposób Arty. Chciałeś rady. Ja mówię: idź w czym chcesz, ale chociaż raz wyglądaj odpowiednio do sytuacji.
- Ogierku, ale ja nie noszę dżinsów!
- Wiem, ale raz już je na sobie miałeś. Wtedy w Berlinie, przy kradzieży obrazu.
- I nienawidzę tego momentu ani trochę!
- Wybacz Artemisie, ale nic więcej nie mogę zrobić. Twój wybór, co założysz.
- Rozumiem - zapewniłem go - Na pewno ich nie włożę, ale dzięki za radę.
- W porządku. Po to tu jestem. Aby zaspokoić kaprys człowieka - powiedział, przerywając połączenie. Muszę przyznać, z jednej strony miał rację.
Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 14 'Czas przygotowania: Holly i Julia' część 2
- Och, nie bądź taka - poprosiła - Musisz któreś wybrać - Od razu się zaciekawiłam. Mogłam zadecydować, które chcę. Wow, tylko nie takie, w których mogłabym się zabić.
- Jedne z dwóch - powiedziała, podając pudełka. Jedno było duże, jasnoczerwone, a drugie małe, czarne.
- Są jakieś szanse, że któreś z nich zawiera buty na płaskim obcasie? - Zapytałam powątpiewająco.
- Niestety nie, Holly - Nie mogłam nic na to poradzić, ale wykrzywiłam twarz. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jaka była zawartość pudełek. Obraz absurdalnie wysokich szpilek zatańczył mi przed oczami - Nie są aż takie złe, no i możesz wybrać.
- Ta, bo wybór na pewno sprawi, że będę czuła się lepiej - przewróciłam oczami.
- A powinno.
- Nieważne, po prostu je pokaż - zaczynałam się już denerwować.
- Wiem, że uznasz to za... Moją własną decyzję - uśmiechnęła się.
- Gdybym miała inny wybór - wymamrotałam
- Holly, zawsze go masz - poprawiła mnie - Musisz jedynie wybrać odpowiedni.
- Tak więc, kto teraz gada za bardzo jak Arty?
- Tak czy siak - powiedziała - Zacznijmy. To numer pierwszy - Julia wyciągnęła but. Wiedziałam, że nigdy nie założę czegoś takiego. Była to para czarnych, migocących szpilek. Miały z 13 centymetrow wysokości.
- Dalej - odparłam, momentalnie zapominając o tym, co przed chwilą widziałam. Następne były o wiele lepsze. Nawet w miarę takie, które mogłabym ubrać. Były to połyskujące, wysokie, czarne i skórzane (fałszywe) buty. Miały srebrny łańcuszek i pełen obcas, raczej wysoki.Wyglądały, jakby można było w nich chodzić, nie łamiąc przy okazji nóg.
- Biorę te - powiedziałam siadając i wsuwając w nie stopy. Zaciągnęłam zamek. Buty sięgały mi do kolan
- Wspaniały wybór - Julia przewróciła oczyma - Miałaś naprawdę wiele opcji, jak udało Ci się to zrobić?
- Oddanie i talent - zachichotałam.
- Także kiedy w końcu skonczysz się tym napawać... Będziemy musiały poświęcić trochę czasu na makijaż - uśmiechnęła się.
Poczułam, jak ciepło mnie obleka. Makijaż. Nigdy go nie robiłam. Nie musisz go nosić, jeżeli nie jesteś Lily. Chociaż czasem nawet Vinyaya go robiła - okazjonalnie!
- Nie chcę.
- No proszę Cię. To Cię nie zabije.
- Może. Powiedziałam, nie.
- Ale dlaczego? - Zażądała wyjaśnienia.
- Wtedy to nie będę ja, nie moja twarz. Lubię to, w jaki sposób wyglądam.
- Holly, makijaż poprawia Twoją naturalną urodę - odparła - Jeśli to coś da to... Obiecuję, że będziesz wyglądała olśniewająco!
- Nie jak klaun? - Zapytałam, próbując stłumić dziecięcy ton w moim głosie.
- Oczywiście, że nie! - Powiedziała uspokajająco - Chodź i usiądź, wytłumaczę Ci, co mam zamiar zrobić.
Klapnęłam na skraju krzesła.
- Szczerze, pewnie myślałaś, że będę Cię torturować - wymamrotałam. Posłałam jej krótki uśmiech i pochyliłam się do tyłu, aby potrafić się zreaksować. Tego nauczyłam się podczas odnawiania magii. To śmieszne, że wszyscy myślą, że się boję. A ja po prostu nie lubię małych przestrzeni. Obcasy, makijaż, spódniczki i inne pierdoły są definitywnie dziwne. Pomijając fakt, że nie mam z nimi żadnego doświadczenia. Chodzi o to, że nie są dla mnie komfortowe i nie w mojej lidze.
- Odchyl głowę i zamknij oczy - zastosowałam się do tego - Właśnie tak - pogratulowała mi, jak matka dziecku, które narobiło pierwszy raz do nocniczka - Na początku rzecz podstawowa - I odniosła się do swoich słów. Nakładała makijaż powoli, ale bardzo pewnie. Tłumaczyła każdy swój krok - No i... Gotowe - powiedziała - Spójrz.
Otworzyłam oczy powoli i nerwowo. Ale byłam zaskoczona, kiedy się zobaczyłam. Dziewczyna w lustrze była piękna. Jasnozielony, błyszczący cień uwydatniał róznokolorowe oczy. Długie rzęsy były podkręcone, ciemne i tajemnicze. Jej usta wykrzywiły się w uśmieszku, wargi miała różowe i połyskujące. Skóra pobłyskiwała z każdym ruchem. Trudno było uwierzyć, że to ja - No... Nie-nieźle... - Zająknęłam się.
- Wiem, wyglądasz świetnie!
- Dzięki - powiedziałam, ściskając Julię.
- Już, już - odparła klepiąc mnie po plecach - Teraz kolej na mnie.
- No dobrze - powiedziałam, siadając na łóżku, kiedy ruszyła do łazienki.
- Eee... Julia? - Zawołałam, kiedy tylko wyłączyła prysznic - Sądzisz, że on naprawdę się pojawi? - Wiedziała, kogo mam na myśli.
- Nie jestem całkowicie pewna, Holly. Ale jeśli coś to dla Ciebie będzie oznaczało, prawdopodobnie tak.
- Skąd to wiesz?
- Mówiłam Ci, będzie chciał Cię sprawdzić. Z drugiej strony, ojciec dał mu naganę za ciąłe przesiadywanie w domu.
- No dobrze - skinęlam do siebie głową.
- Będziesz z nim rozmawiać, jeśli się pojawi? - Zapytałam. W jej głosie słychać było radość.
- Może. Nie wiem - przyznałam - I jak, jesteś gotowa?
- Spokojnie, za niedługo będę. Nie wolno popędzać perfekcjonistów - odparła. Przewróciłam oczami.
Siedziałam w ciszy, czułam, że mogę odpłynąć. Kiedy już traciłam nad sobą kontrolę, drzwi łazienki stanęly otworem. Stała w nich Julia. Kręcone włosy opadały jej na plecy. Twarz podkreślały ciemne, dramatyczne oczy i jaskrawe usta.
Jej ubiór był bardzo podobny do mojego. Miała ciemnozieloną mini. Na górę założyła czarną podkoszulkę, a na nią bolerko pod kolor spódniczki. Miała również identyczne buty, zza których wystawała część futbolowych skarpetek z zielonym kółkiem. Mogłam ją opisać jako ciemność mojej jasności i na odwrót. Kto był ciemniejszy, trudno było stwierdzić.
- Jak wyglądam? - Zapytała, pozując.
- Świetnie - zaśmialam się - Czuję, że głowy będą się za nami odwracały.
- Holly, Holly, Holly. To robią normalne dziewczyny. Ja i moje przyjaciółki... Za nami łamią się szyje.
- Czy właśnie nie o to chodziło?
Rozdział 14 'Czas przygotowania: Holly i Julia' część 1
Hej hej ;-)
Otworzyłam oczy. Na początku nie zorientowałam się, gdzie jestem; leżałam w całkiem innym łóżku. Nie wiedziałam skąd się tu wzięłam. Aż nagle wszystko do mnie powróciło. Centrum handlowe, Julia, Holinda Briefs. Dziś Phenom. Zauważyłam swoje odbicie w lustrze. To wciąż była Holidna. Wysoka blondynka. Ściągnęłam pierścień, będąc przemęczoną tą cała maskaradą. Położyłam go na nocnej szafce i wyszłam z pokoju na boso. Chciałam zobaczyć się z Julią.
Sądziłam, że będzie w swoim pokoju, ale nie. Siedziała na kanapie i oglądała MTV.
- Dobry, śpiochu - - zawołała nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
- Która godzina?
- Dwudziesta! I wiesz, co w związku z tym!?
- Nie - odparłam osowiale - Ale zapewne zaraz mnie wtajemniczysz.
- Czas się przygotować! - Odpowiedziała, ignorując mój nastrój.
- Julia... Mamy trzy godziny nim wybierzemy się do klubu.
- Wiem! Ja potrzebuję tylko jednej, ale Ty dwóch!
- Taa, pewnie - Zmarszyczłam brwi. Dwie godziny? Wszystko, co muszę zrobić to wrzucić na siebie jakiś ciuch.
Kiedy jej to powiedziałam, zaoponowała:
- Nie, nie. Musimy poszukać czegoś odpowiedniego i zobaczyć, kto wygrał zakład.
O nie, całkowicie o tym zapomniałam. Julia podeszła do torby i włożyła w nią ręce. Sekundę później wyciągnęla z niej maly czarny przyrząd.
- Wygrałam - oznajmiła. Po tym przemaszerowała do kolejnych i również z nich wyciągnęła podsłuch. Rozgniotła je wszystkie.
- No przecież - wymamrotałam.
- To ja - uśmichnęła się - Rozwesel się, zaraz znajdę dla Ciebie jakiś ciuszek.
- Ale uciecha - mruknęłam ze sarkazmem.
- Zachowanie umarłego - uśmiechnęła się, przeglądając zakupy.
- Zaraz Ci go pokażę...
- Mozesz przestać mamrotać? Weź prysznic albo coś. Zawołam Cię, kiedy będę gotowa.
- No dobra - odparłam, zmierzając do ogromnej łazienki.
Wow - pomyślałam tylko, kiedy spojrzałam na wannę. Była duża, okrągła i wbudowana w podłogę. Miała beżowy kolor, krany z kości słoniowej i grawerowane poręcze. Była głęboka i szeroka, coś w stylu mniejszego basenu. Odkręciłam wodę i czekałam aż się napełni. Co w sumie zajęło tylko pięć minut i zrobiło mi dużą niespodziankę. Pamiętam tylko, że miałam niezły ubaw.
Wydawało się, że minęło dopiero kilka sekund, kiedy Julia zapukała w drzwi.
- Holly, wychodź. Musimy coś z Tobą zrobić
- Idź sobie - wymamrotałam tym razem przez pozycję, w jakiej się znajdowałam.
- Holly, przysięgam, że jeżeli nie wyjdziesz wtedy ja wejdę - pogroziła mi. D'Arvit. Wiem, że była poważna, więc nie miałam wyboru.
- No dobra, zaraz będę - odparłam, wychodząc z wanny, Szybko się wytarłam i włożyłam na siebie jeden z miłych, pluszowych szlafroków.
- W końcu - powiedziała urażona Julia, gdy się pojawiłam - Chodź.
- Gdzie idziemy? - Zapytałam, kiedy prowadzila mnie przez hol.
- Do mojego pokoju - przewróciła oczyma.
- Po co?
- Eee, ponieważ "musimy się przygotować". A wszystkie rzeczy są w moim pokoju.
- Jeeny - jęknęłam - Nie ma innej opcji?
- Nie pytaj o takie bzdury - otworzyła drzwi. Jej sypialnia wyglądała jak moja. Karmazyn i beż, balkon, telewizor.
- Co mam robić?
- Siądź i daj mi zrobić wszystko, abyś wyglądała olśniewająco.
- Okej - stęko nęłam, oklapując na krzesło - Co dalej?
- Musisz to przymierzyć - uśmiechnęła się, czymś we mniee rzucając.
Odruchowo to złapałam. Spojrzałam w dół, na to, co wpadło mi do rąk. Krew w twarzy mi odpłynęła - Naprawdę?
- Nie chodzi o to.
Skąd mogłam wiedzieć, że one tu są?
Jęknęłam w duszy, podnosząc czarne, koronkowe majtki, które wcyiągnęła z mojej torby.
- Niech to zostanie między nami, dobrze?
- Ah, więc nie chcesz, aby Arty cokolwiek o nich wiedział?
Zarumieniłam się na samą myśl o tym.
- Mogę to wytłumaczyć... - Zaczęłam.
- Nie ma takiej potrzeby - Julia usmiechnęła się w ten swój cwany sposób.
- O co teraz chodzi? - Wybuchłam zdezorientowana.
- To znaczy, że nie porzuciłaś nadziei - powiedziała, jakby naprawdę byl to zwycajny temat. Muszę prziznać, że w tym momencie naprawdę poczułam, że z chęcią bym ją uderzyła.
- Ok, odpadam. Nadziei na co?
- O mój Boże. Naprawdę nie wiesz, co oznaczają czarne figi?
- Ta, próbuję Ci to uświadomić kolejny raz. Więc jak? Oświecisz mnie?
- Dobrze - zachichotała - Oznaczają, że jesteś gotowa na... No wiesz.
Znowu się zaczerwieniłam! Julia odebrała to jako znak.
- Widzę ten rumieniec! - Uśmiechnęła się ironicznie - Mogę zapytać, czy są przeznaczone dla byłego geniusza zła?
- Nie! - Odpowiedziałam zbyt szybko i za bardzo defensywnie. Pokręciłam kilkoma kosmkami włosów (nowy nawyk!) - Dlaczego rozmawiamy o moim pożyciu seksualnym!?
Julia uśmiechnęła się.
- Jakie znowu pożycie seksualne...?
- Dość tego - mruknęłam. Tutaj wszystko się kończyło. Nie mam nic do ukrycia. Nigdy niczego takiego... Nie zrobiłam. Czekam na odpowiedniego faceta, który jeszcze się nie pojawił. Albo nie taki, o którym mogłabym mówić.
- Mam rację - klasnęła w dłonie i zaczęła skakać jak dziecko.
- Pasuję, następny temat.
- Sądzę, że powinnyśmy wrócić do fig - nie spodobało mi się, jak to zabrzmiało.
- Co proszę? - Zapytalam zmieszana.
- Myślę, że powinnaś je włożyć - odparła, podając mi czarne, ciasne stringi.
- Nie ma mowy... - Zaczęłam.
- Zanim zaczniesz paplać, muszę Ci powiedzieć, że nie ma w nich nic złego. Poza tym są całkiem nowiutkie.
- Nie chodzi o to... Stringi są po prostu... Obrzydliwe.
- Więc nie założysz ich mimo tego, jak inne będą wyglądać na Twoim tyłku?
- Nie!
- W takim razie weź te - powiedziała, ponownie rzucając we mnie czarnymi, koronkowymi figami. Szybko je włożyłam, kiedy Julia przebierała w ciuchach leżących na jej łóżku.
- Więc co mi wybrałaś? - Zapytałam, wciąż kręcąc włosami.
- Zobaczysz. Załóż to - odparła, znowu czymś we mnie rzucając. Tym razem biustonosz. Nawet pasujący. Włożyłam go na siebie bez jakiegokolwiek słowa. Kiedy odwróciłam się do Julii miała już wybrane wdzianko.
- Gotowa? - Spytała.
- Jak najbardziej - wzruszyłam ramionami - Jestem gotowa na najgorsze.
- Oj skończ, królowo dramaturgii - przewróciła oczyma - Zachowujesz się, jakbym miała Cię zabić..
- Nie jestem "królową dramaturgii" - powiedziałam urażona, kiedy chwyciła mojw dłonie i podprowadzila mnie komody.
- Owszem, jesteś. Ale nie o to chodzi - odpowiedziała, sadowiąc mnie - Wygrałam zakład.
- Co? - Zapytałam zdziwiona tym, w jakim kierunku zmierzała konwersacja.
- Ten o podsłucach Butlera. To znaczy, że wybieram Ci ciuchy.
- Pamiętam, więc możesz zrobić, co chcesz.
- Za dużo gadasz z Artym - wymamrotała.
- Właśnie nie - uśmiechnęłam się.
- W sumie masz rację. Ty i Twój chłopak nie macie na to zbyt wiele czasu.
- Nie chłopak - zaprzeczam.
- Wmawiaj sobie, co chcesz.
- Możemy to w końcu skończyć? - Byłam tym już lekko zdenerwowana.
- Dobrze, ale najpierw zamknij oczy - powiedziała, nie owijając w bawełnę.
- Naprawdę muszę? - Jęknęłam w sposób, na jaki nie przystało.
- Tak! Już! - Wrzasnęła.
Mówiąc szczerze, czulam się coraz bardziej sfrustrowana.
- Dobra! - Odwzajemniłam urazę i zamknęła oczy.
Julia chwilę krzątała się wokół mnie, a potem ruszyła w stronę łóżka.
- Otwieraj! - Zachichotała.
Zrobiłam to co mi kazała i osłupiałam w zachwyceniu. Nie takim normalnym, tylko o-mój-Boże-czy-jesteś-szalona. Julia podała mi półtop w głębokim odcieniu zieleni z głebokim dekoltem i wstążką, którą trzeba było przewiązać za szyją. Błysnęły cekiny i brylanciki. Juliet wciągnęła mi na nogi czarną mini. Na górze byla bardzo obcisła, ale idąc wzrokiem w dół trochę się poszerzała. I ukazywała zbyt dużo. Czułam się naga. Niektóre kobiety mówiły, że to im dodaje jakby siły, ale ja czułam się po prostu dziwnie.
- Julia, proszę powiedz, że żartujesz...
- W ogóle. To Twoje wdzianko.
- O nie - jęknęłam - Nigdy wiecej o nic się z Tobą nie założę.
- Tak, tak. A teraz musisz jeszcze do końca się wywiązać.
- Słucham? - Zapytałam z przezornością.
- Buty! - Zaczęła piszczeć.
- Buty - jęknęłam.
Swoją drogą to nie ja dzielę tak te notki :-) A i przepraszam, pomyślicie, znowu wymówka, bo jest leniwa, ale mam problemy ze zdrowiem ostatnio i jakoś przemęczenie naprawdę góruje dzień w dzień. Ale w końcu znalazłam jakąs iskrę i jakoś to poszło. Życzę miłego weekendu :-)
Otworzyłam oczy. Na początku nie zorientowałam się, gdzie jestem; leżałam w całkiem innym łóżku. Nie wiedziałam skąd się tu wzięłam. Aż nagle wszystko do mnie powróciło. Centrum handlowe, Julia, Holinda Briefs. Dziś Phenom. Zauważyłam swoje odbicie w lustrze. To wciąż była Holidna. Wysoka blondynka. Ściągnęłam pierścień, będąc przemęczoną tą cała maskaradą. Położyłam go na nocnej szafce i wyszłam z pokoju na boso. Chciałam zobaczyć się z Julią.
Sądziłam, że będzie w swoim pokoju, ale nie. Siedziała na kanapie i oglądała MTV.
- Dobry, śpiochu - - zawołała nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
- Która godzina?
- Dwudziesta! I wiesz, co w związku z tym!?
- Nie - odparłam osowiale - Ale zapewne zaraz mnie wtajemniczysz.
- Czas się przygotować! - Odpowiedziała, ignorując mój nastrój.
- Julia... Mamy trzy godziny nim wybierzemy się do klubu.
- Wiem! Ja potrzebuję tylko jednej, ale Ty dwóch!
- Taa, pewnie - Zmarszyczłam brwi. Dwie godziny? Wszystko, co muszę zrobić to wrzucić na siebie jakiś ciuch.
Kiedy jej to powiedziałam, zaoponowała:
- Nie, nie. Musimy poszukać czegoś odpowiedniego i zobaczyć, kto wygrał zakład.
O nie, całkowicie o tym zapomniałam. Julia podeszła do torby i włożyła w nią ręce. Sekundę później wyciągnęla z niej maly czarny przyrząd.
- Wygrałam - oznajmiła. Po tym przemaszerowała do kolejnych i również z nich wyciągnęła podsłuch. Rozgniotła je wszystkie.
- No przecież - wymamrotałam.
- To ja - uśmichnęła się - Rozwesel się, zaraz znajdę dla Ciebie jakiś ciuszek.
- Ale uciecha - mruknęłam ze sarkazmem.
- Zachowanie umarłego - uśmiechnęła się, przeglądając zakupy.
- Zaraz Ci go pokażę...
- Mozesz przestać mamrotać? Weź prysznic albo coś. Zawołam Cię, kiedy będę gotowa.
- No dobra - odparłam, zmierzając do ogromnej łazienki.
Wow - pomyślałam tylko, kiedy spojrzałam na wannę. Była duża, okrągła i wbudowana w podłogę. Miała beżowy kolor, krany z kości słoniowej i grawerowane poręcze. Była głęboka i szeroka, coś w stylu mniejszego basenu. Odkręciłam wodę i czekałam aż się napełni. Co w sumie zajęło tylko pięć minut i zrobiło mi dużą niespodziankę. Pamiętam tylko, że miałam niezły ubaw.
Wydawało się, że minęło dopiero kilka sekund, kiedy Julia zapukała w drzwi.
- Holly, wychodź. Musimy coś z Tobą zrobić
- Idź sobie - wymamrotałam tym razem przez pozycję, w jakiej się znajdowałam.
- Holly, przysięgam, że jeżeli nie wyjdziesz wtedy ja wejdę - pogroziła mi. D'Arvit. Wiem, że była poważna, więc nie miałam wyboru.
- No dobra, zaraz będę - odparłam, wychodząc z wanny, Szybko się wytarłam i włożyłam na siebie jeden z miłych, pluszowych szlafroków.
- W końcu - powiedziała urażona Julia, gdy się pojawiłam - Chodź.
- Gdzie idziemy? - Zapytałam, kiedy prowadzila mnie przez hol.
- Do mojego pokoju - przewróciła oczyma.
- Po co?
- Eee, ponieważ "musimy się przygotować". A wszystkie rzeczy są w moim pokoju.
- Jeeny - jęknęłam - Nie ma innej opcji?
- Nie pytaj o takie bzdury - otworzyła drzwi. Jej sypialnia wyglądała jak moja. Karmazyn i beż, balkon, telewizor.
- Co mam robić?
- Siądź i daj mi zrobić wszystko, abyś wyglądała olśniewająco.
- Okej - stęko nęłam, oklapując na krzesło - Co dalej?
- Musisz to przymierzyć - uśmiechnęła się, czymś we mniee rzucając.
Odruchowo to złapałam. Spojrzałam w dół, na to, co wpadło mi do rąk. Krew w twarzy mi odpłynęła - Naprawdę?
- Nie chodzi o to.
Skąd mogłam wiedzieć, że one tu są?
Jęknęłam w duszy, podnosząc czarne, koronkowe majtki, które wcyiągnęła z mojej torby.
- Niech to zostanie między nami, dobrze?
- Ah, więc nie chcesz, aby Arty cokolwiek o nich wiedział?
Zarumieniłam się na samą myśl o tym.
- Mogę to wytłumaczyć... - Zaczęłam.
- Nie ma takiej potrzeby - Julia usmiechnęła się w ten swój cwany sposób.
- O co teraz chodzi? - Wybuchłam zdezorientowana.
- To znaczy, że nie porzuciłaś nadziei - powiedziała, jakby naprawdę byl to zwycajny temat. Muszę prziznać, że w tym momencie naprawdę poczułam, że z chęcią bym ją uderzyła.
- Ok, odpadam. Nadziei na co?
- O mój Boże. Naprawdę nie wiesz, co oznaczają czarne figi?
- Ta, próbuję Ci to uświadomić kolejny raz. Więc jak? Oświecisz mnie?
- Dobrze - zachichotała - Oznaczają, że jesteś gotowa na... No wiesz.
Znowu się zaczerwieniłam! Julia odebrała to jako znak.
- Widzę ten rumieniec! - Uśmiechnęła się ironicznie - Mogę zapytać, czy są przeznaczone dla byłego geniusza zła?
- Nie! - Odpowiedziałam zbyt szybko i za bardzo defensywnie. Pokręciłam kilkoma kosmkami włosów (nowy nawyk!) - Dlaczego rozmawiamy o moim pożyciu seksualnym!?
Julia uśmiechnęła się.
- Jakie znowu pożycie seksualne...?
- Dość tego - mruknęłam. Tutaj wszystko się kończyło. Nie mam nic do ukrycia. Nigdy niczego takiego... Nie zrobiłam. Czekam na odpowiedniego faceta, który jeszcze się nie pojawił. Albo nie taki, o którym mogłabym mówić.
- Mam rację - klasnęła w dłonie i zaczęła skakać jak dziecko.
- Pasuję, następny temat.
- Sądzę, że powinnyśmy wrócić do fig - nie spodobało mi się, jak to zabrzmiało.
- Co proszę? - Zapytalam zmieszana.
- Myślę, że powinnaś je włożyć - odparła, podając mi czarne, ciasne stringi.
- Nie ma mowy... - Zaczęłam.
- Zanim zaczniesz paplać, muszę Ci powiedzieć, że nie ma w nich nic złego. Poza tym są całkiem nowiutkie.
- Nie chodzi o to... Stringi są po prostu... Obrzydliwe.
- Więc nie założysz ich mimo tego, jak inne będą wyglądać na Twoim tyłku?
- Nie!
- W takim razie weź te - powiedziała, ponownie rzucając we mnie czarnymi, koronkowymi figami. Szybko je włożyłam, kiedy Julia przebierała w ciuchach leżących na jej łóżku.
- Więc co mi wybrałaś? - Zapytałam, wciąż kręcąc włosami.
- Zobaczysz. Załóż to - odparła, znowu czymś we mnie rzucając. Tym razem biustonosz. Nawet pasujący. Włożyłam go na siebie bez jakiegokolwiek słowa. Kiedy odwróciłam się do Julii miała już wybrane wdzianko.
- Gotowa? - Spytała.
- Jak najbardziej - wzruszyłam ramionami - Jestem gotowa na najgorsze.
- Oj skończ, królowo dramaturgii - przewróciła oczyma - Zachowujesz się, jakbym miała Cię zabić..
- Nie jestem "królową dramaturgii" - powiedziałam urażona, kiedy chwyciła mojw dłonie i podprowadzila mnie komody.
- Owszem, jesteś. Ale nie o to chodzi - odpowiedziała, sadowiąc mnie - Wygrałam zakład.
- Co? - Zapytałam zdziwiona tym, w jakim kierunku zmierzała konwersacja.
- Ten o podsłucach Butlera. To znaczy, że wybieram Ci ciuchy.
- Pamiętam, więc możesz zrobić, co chcesz.
- Za dużo gadasz z Artym - wymamrotała.
- Właśnie nie - uśmiechnęłam się.
- W sumie masz rację. Ty i Twój chłopak nie macie na to zbyt wiele czasu.
- Nie chłopak - zaprzeczam.
- Wmawiaj sobie, co chcesz.
- Możemy to w końcu skończyć? - Byłam tym już lekko zdenerwowana.
- Dobrze, ale najpierw zamknij oczy - powiedziała, nie owijając w bawełnę.
- Naprawdę muszę? - Jęknęłam w sposób, na jaki nie przystało.
- Tak! Już! - Wrzasnęła.
Mówiąc szczerze, czulam się coraz bardziej sfrustrowana.
- Dobra! - Odwzajemniłam urazę i zamknęła oczy.
Julia chwilę krzątała się wokół mnie, a potem ruszyła w stronę łóżka.
- Otwieraj! - Zachichotała.
Zrobiłam to co mi kazała i osłupiałam w zachwyceniu. Nie takim normalnym, tylko o-mój-Boże-czy-jesteś-szalona. Julia podała mi półtop w głębokim odcieniu zieleni z głebokim dekoltem i wstążką, którą trzeba było przewiązać za szyją. Błysnęły cekiny i brylanciki. Juliet wciągnęła mi na nogi czarną mini. Na górze byla bardzo obcisła, ale idąc wzrokiem w dół trochę się poszerzała. I ukazywała zbyt dużo. Czułam się naga. Niektóre kobiety mówiły, że to im dodaje jakby siły, ale ja czułam się po prostu dziwnie.
- Julia, proszę powiedz, że żartujesz...
- W ogóle. To Twoje wdzianko.
- O nie - jęknęłam - Nigdy wiecej o nic się z Tobą nie założę.
- Tak, tak. A teraz musisz jeszcze do końca się wywiązać.
- Słucham? - Zapytałam z przezornością.
- Buty! - Zaczęła piszczeć.
- Buty - jęknęłam.
Swoją drogą to nie ja dzielę tak te notki :-) A i przepraszam, pomyślicie, znowu wymówka, bo jest leniwa, ale mam problemy ze zdrowiem ostatnio i jakoś przemęczenie naprawdę góruje dzień w dzień. Ale w końcu znalazłam jakąs iskrę i jakoś to poszło. Życzę miłego weekendu :-)
Rozdział 13 'Rozproszenie' część 3
Jeśli są jakieś błędy to naprawdę przepraszam, co widziałem to poprawiłem, ale jestem nieźle wykończony tym całym tygodniem. Pozdrawiam :)
- Artemisie? Artemisie! - Obudził mnie całkiem inny głos. Niski, męski. A duża dłoń potrząsała moim ramieniem.
Owtorzyłem niechętnie oczy, moje myśli wciąż krążyły wokół snu, który przed chwilą miałem.
- Butler - wymamrotałem słabo.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Jak Twoje słodkie sny?
Znowu te słowa przywróciły mi obraz, jakby 'marzenia'.
- Nawet nie masz pojęcia - odprałem nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówię. Wciąż czułem mrowienie na ustach.
- Mogę zapytać, o czym śniłeś?
- O niczym ważnym - powiedziałem z nadzieją, że przestanie drążyć temat.
- Holly? - Zapytał, uśmiechając się.
- Oczywiście, że nie - odrzekłem, uciekjąc wzrokiem, aby ukryć moje zakłopotanie.
- To dlaczego wołałeś ją po imieniu? - Dopytywał się, unosząc brwi.
- Jak dokładnie długo tutaj byłeś?
Bałem się, że może słyszał zbyt dużo. To w połączeniu z tym, o czym czytałem mogło by powiedzieć naprawdę za wiele.
- Krótko - wzruszył ramionami.
Zdecydowałem, że pora to zakończyć. Butler był jak głaz. Nie dało się go ruszyć. A kiedy już coś się wydało, chciał wiedzieć więcej. Właśnie teraz tak było.
- Co chciała Julia? - Zapytałem wymijająco.
- To samo co zawsze. Potrzebowała, abym zaniósł jej zakupy do auta, jakbym naprawdę nie miał nic innego do roboty.
- Bo nie miałeś? - Zachichotałem.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co, stary przyjacielu?
- O to, że nie jestem wołem towarowym - powiedział Butler, a w jego głosie było coś dziwnego.
- Wątpie, żeby ktoś mogłby Cię pomylić z "wołem towarowym".
- Prawda - stłumił śmiech.
- No dobrze. Muszę przyznać, że jestem zaciekawiony.
- Czym? - Butler udał zdezorientowanie.
- Wiesz o tym dobrze - odparłem ostro i poważnie.
- Naprawdę wątpię.
- Nowa przyjaciółka Julii - westchnąłem - Jaka ona jest?
- Spokojna i miła, ale nie łatwa. Definitywnie wyznacza granice i ma dobre poczucie humoru.
- Zaimponowała Ci? - Zapytałem, wychwytując dumę w głosie mojego przyjaciela.
- Trochę. A wiesz, jak ciężko to uczynić.
- Owszem - zaśmiałem się na samą myśl o tym - Jestem jeszcze bardziej zaintrygowany. Jak ona wygląda?
Butler uniósł wysoko brwi.
- Dlaczego?
- Jestem ciekawski?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedział, próbując ukryć uśmiech - Ale skoro chcesz wiedzieć to tak będzie.
- W odpowiednim czasie... - Mruknąłem do siebie.
- Jest ładna.
- Ładna? - Zapytałem. Takie słownictwo nie było raczej odpowiednie. Wiele dziewczyn było "ładnych", ale nie miały tego czegoś. Pewnie była podobna do nich.
- Hm, była bardzo wysokam, jak na jej wiek. Miała ciemną karnację. I ogromne zielone, przeszywające oczy i długie, kręcone, blond włosy. Wyglądała naprawdę naturalnie, prawdziwie, wiesz. Chodzi mi o makijaż. Ale w sumie Julia może to zmienić. Ma tony kosmetyków.
Nieźle. Ale na pewno była jakąś cizią z Kalifornii lub Francji, która chcialaby zobaczyć krasnoludki.
- Och. Julia prosiła, aby Ci coś przekazać - uśmiechnął się. Jestem pewien, że to nic dobrego.
- Co tym razem? Tylko nie kolejna randka - zawsze, gdy zaczynałem lubić jakąś dzieczynę, Julia próbowała mnie z nią zeswatać. Przychodziła z jakąś "idealną dziewczyną", przed którą zawsze się "bronię". Jeśli jest jakaś rzecz, której nienawidzę to właśnie to. Nigdy tego nie polubię.
- Zaprasza Cię w pewne miejsce dziś w nocy.
- To jest? - Zapytałem.
- Phenom.
- Mhm - mruknąłem.
Kiedy już miałem odpowiedzieć, coś mi przerwało:
- Artemisie, mogę Cię tutaj na moment prosić? - Zawołał ojciec ze swojego biura.
- Idę, idę - odkrzyknąłem - Pogadamy - powiedziałem do Butlera.
- Oczywiście.
- Tak ojcze? - Zapytałem, wchodząc do jego osobistego pokoju.
- Usiądź Arty - wskazał dłonią duży fotel na przeciwko niego.
- Czy czegoś potrzebujesz?
- Jestem trochę zaintrygowany... - Zaczął.
- Czym takim? - Wprawił mnie w zakłopotanie.
- Wszedłem do Twojego pokoju, podczas gdy spałeś. Nie miałem serca, żeby Cię obudzić. Ale chcę z Tobą porozmawiać.
- Zamieniam się w słuch ojcze.
- Chodzi mi o Ciebie. Do tej pory nic jeszcze nie zrobiłeś, ani nigdzie nie poszedłeś, a ja nie chcę brać tej sprawy w swoje ręce.
- To będzie zbędne - przełknąłem ślinę - Postaram się coś z tym zrobić.
- Mam nadzieję - ojciec skinął głową.
- To wszystko? - Zapytałem, szykując się do wyjścia.
- Tak, możesz odejść - uśmiechnął się do mnie.
- Butler! - Zawołałem, kiedy wchodziłem do swojego pokoju.
- Tak Artemisie?
- Wiesz, co dziś będziemy robić?
- To samo, co zawsze. Spróbujemy przejąć władzę nad światem! - Odgryzł się Domowoj.
- Bardzo zabawne. Naprawdę, Butler... - Potrząsnąłem głową.
- Tak więc?
- Wyjdziemy - odparłem, a jego brwi znowu się uniosły. Butler popadnie w nawyk robienia tego, jeśli bedę w pobliżu.
- Gdzie? - Uśmiechnąłem się, a jego oczy rozszerzyły się, a "szczęka opadła".
- Do Phenomu.
- Możesz mi podać jeden powód, dla którego to zrobisz?
- Nie mogę być normalnym facetem chodzącym do klubu?
- Nie - odparł bez wahania.
- O, dzięki.
- Mówię, co widzę i czuję - uśmiechnął się - A tak napawdę, po co tam idziesz?
- Zobaczysz...
- Artemisie? Artemisie! - Obudził mnie całkiem inny głos. Niski, męski. A duża dłoń potrząsała moim ramieniem.
Owtorzyłem niechętnie oczy, moje myśli wciąż krążyły wokół snu, który przed chwilą miałem.
- Butler - wymamrotałem słabo.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Jak Twoje słodkie sny?
Znowu te słowa przywróciły mi obraz, jakby 'marzenia'.
- Nawet nie masz pojęcia - odprałem nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówię. Wciąż czułem mrowienie na ustach.
- Mogę zapytać, o czym śniłeś?
- O niczym ważnym - powiedziałem z nadzieją, że przestanie drążyć temat.
- Holly? - Zapytał, uśmiechając się.
- Oczywiście, że nie - odrzekłem, uciekjąc wzrokiem, aby ukryć moje zakłopotanie.
- To dlaczego wołałeś ją po imieniu? - Dopytywał się, unosząc brwi.
- Jak dokładnie długo tutaj byłeś?
Bałem się, że może słyszał zbyt dużo. To w połączeniu z tym, o czym czytałem mogło by powiedzieć naprawdę za wiele.
- Krótko - wzruszył ramionami.
Zdecydowałem, że pora to zakończyć. Butler był jak głaz. Nie dało się go ruszyć. A kiedy już coś się wydało, chciał wiedzieć więcej. Właśnie teraz tak było.
- Co chciała Julia? - Zapytałem wymijająco.
- To samo co zawsze. Potrzebowała, abym zaniósł jej zakupy do auta, jakbym naprawdę nie miał nic innego do roboty.
- Bo nie miałeś? - Zachichotałem.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co, stary przyjacielu?
- O to, że nie jestem wołem towarowym - powiedział Butler, a w jego głosie było coś dziwnego.
- Wątpie, żeby ktoś mogłby Cię pomylić z "wołem towarowym".
- Prawda - stłumił śmiech.
- No dobrze. Muszę przyznać, że jestem zaciekawiony.
- Czym? - Butler udał zdezorientowanie.
- Wiesz o tym dobrze - odparłem ostro i poważnie.
- Naprawdę wątpię.
- Nowa przyjaciółka Julii - westchnąłem - Jaka ona jest?
- Spokojna i miła, ale nie łatwa. Definitywnie wyznacza granice i ma dobre poczucie humoru.
- Zaimponowała Ci? - Zapytałem, wychwytując dumę w głosie mojego przyjaciela.
- Trochę. A wiesz, jak ciężko to uczynić.
- Owszem - zaśmiałem się na samą myśl o tym - Jestem jeszcze bardziej zaintrygowany. Jak ona wygląda?
Butler uniósł wysoko brwi.
- Dlaczego?
- Jestem ciekawski?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedział, próbując ukryć uśmiech - Ale skoro chcesz wiedzieć to tak będzie.
- W odpowiednim czasie... - Mruknąłem do siebie.
- Jest ładna.
- Ładna? - Zapytałem. Takie słownictwo nie było raczej odpowiednie. Wiele dziewczyn było "ładnych", ale nie miały tego czegoś. Pewnie była podobna do nich.
- Hm, była bardzo wysokam, jak na jej wiek. Miała ciemną karnację. I ogromne zielone, przeszywające oczy i długie, kręcone, blond włosy. Wyglądała naprawdę naturalnie, prawdziwie, wiesz. Chodzi mi o makijaż. Ale w sumie Julia może to zmienić. Ma tony kosmetyków.
Nieźle. Ale na pewno była jakąś cizią z Kalifornii lub Francji, która chcialaby zobaczyć krasnoludki.
- Och. Julia prosiła, aby Ci coś przekazać - uśmiechnął się. Jestem pewien, że to nic dobrego.
- Co tym razem? Tylko nie kolejna randka - zawsze, gdy zaczynałem lubić jakąś dzieczynę, Julia próbowała mnie z nią zeswatać. Przychodziła z jakąś "idealną dziewczyną", przed którą zawsze się "bronię". Jeśli jest jakaś rzecz, której nienawidzę to właśnie to. Nigdy tego nie polubię.
- Zaprasza Cię w pewne miejsce dziś w nocy.
- To jest? - Zapytałem.
- Phenom.
- Mhm - mruknąłem.
Kiedy już miałem odpowiedzieć, coś mi przerwało:
- Artemisie, mogę Cię tutaj na moment prosić? - Zawołał ojciec ze swojego biura.
- Idę, idę - odkrzyknąłem - Pogadamy - powiedziałem do Butlera.
- Oczywiście.
- Tak ojcze? - Zapytałem, wchodząc do jego osobistego pokoju.
- Usiądź Arty - wskazał dłonią duży fotel na przeciwko niego.
- Czy czegoś potrzebujesz?
- Jestem trochę zaintrygowany... - Zaczął.
- Czym takim? - Wprawił mnie w zakłopotanie.
- Wszedłem do Twojego pokoju, podczas gdy spałeś. Nie miałem serca, żeby Cię obudzić. Ale chcę z Tobą porozmawiać.
- Zamieniam się w słuch ojcze.
- Chodzi mi o Ciebie. Do tej pory nic jeszcze nie zrobiłeś, ani nigdzie nie poszedłeś, a ja nie chcę brać tej sprawy w swoje ręce.
- To będzie zbędne - przełknąłem ślinę - Postaram się coś z tym zrobić.
- Mam nadzieję - ojciec skinął głową.
- To wszystko? - Zapytałem, szykując się do wyjścia.
- Tak, możesz odejść - uśmiechnął się do mnie.
- Butler! - Zawołałem, kiedy wchodziłem do swojego pokoju.
- Tak Artemisie?
- Wiesz, co dziś będziemy robić?
- To samo, co zawsze. Spróbujemy przejąć władzę nad światem! - Odgryzł się Domowoj.
- Bardzo zabawne. Naprawdę, Butler... - Potrząsnąłem głową.
- Tak więc?
- Wyjdziemy - odparłem, a jego brwi znowu się uniosły. Butler popadnie w nawyk robienia tego, jeśli bedę w pobliżu.
- Gdzie? - Uśmiechnąłem się, a jego oczy rozszerzyły się, a "szczęka opadła".
- Do Phenomu.
- Możesz mi podać jeden powód, dla którego to zrobisz?
- Nie mogę być normalnym facetem chodzącym do klubu?
- Nie - odparł bez wahania.
- O, dzięki.
- Mówię, co widzę i czuję - uśmiechnął się - A tak napawdę, po co tam idziesz?
- Zobaczysz...
Rozdział 13 'Rozproszenie' część 2
No tak, Some sobie chodzi na jakieś spotkania, a ja tu muszę siedzieć. Buu, jutro o 5 do pracy :(
Gdzieś w natłoku tych myśli musiałem się w końcu zatrzymać i zasnąć. Wiedziałem, że śniłem.
Stałem na ganku Dworu Fowlów. Przede mną rozpościerał się naturalny, roślinny obasza. Niedaleko lasku stała elfka. Miała długie, kasztanowe włosy, które rozpoznawałem wszędzie. Holly. Chociaż może mógłby to być ktoś inny. Miliony kobiet posiadają takie włost, ale nie. Czułem w środku, że to była ona.
Zaszłem ją od tyłu. Nie odwróciła się, ani nie dała znać, że wie, iż tutaj jestem w żaden sposób. Nawet kiedy byłem jeszcze bliżej. Nie zrobiła tego.
- Holly - wyszeptałem jej imię, opierając się pokusie, aby dotknąć jej włosów.
- Artemisie? Chcesz czegoś? - Wypowiedziała moje imię w taki sposób, że przeszły mnie ciarki. Nie ze strachu czy zimna, ale raczej z jakiegoś... podniecenia?
- Jesteś w moim domu - wzruszyłem ramionami.
- Przecież widzę, że czegoś chcesz. O co chodzi? - Znała mnie tak dobrze. Czasem wydawało mi się, że nawet lepiej niż ja sam.
- Tego, czego chcę od zawsze. Najważniejszej rzeczy na świecie - odparłem, spoglądając na nią. Nadal opierałem się pokusie, aby dotknąć jej włosów czy ust.
- Więcej złota? - Kiedy o to zapytała dojrzałem coś w jej oczach. Złość.
- Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - trochę zdziwiłem się, że potrafiłem wykrzesać z siebie tak szczere zdanie. W całym teraźniejszym moim rozumowaniu nic takiego się nie pojawiło. Spojrzałem na nią. I w tym momencie nie mogłem oprzeć się, aby jej nie dotknąć. Mój palec wskazujący zaczął kręcić kosmykiem jej włosów. Byłem prawie pewien, że odepchnie moja dłoń, ale zamiast tego zeknęła na mnie z pewnym wzruszeniem. Z jakąś pasją, ale co ja wiem o takich rzeczach.
- Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytała, kładąc dłonie na moich policzkach. Jej dotyk był ciepły i przyjemny. Chciałem odsunąć od siebie te myśli i powrócić do konwersacji.
- Możesz mi mówić o wszystkim - odparłem szczerze. Muszę przyznać, że czułem się dobrze, gdy wiedziałem, że ona mi ufa. Że może powiedzieć mi wszystko, co dzieje się w jej życiu.
Holly poruszyła się niespokojnie. To znaczy lekko prouszała biodrami. Była taka... piękna. Jak mogłem przed tem tego nie zauważyć? Była idelana. I nerwowa. Nawet bardziej, niż wtedy, kiedy pytała, czy mogę ją odwiedzić.
- Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptała. A mnie to zmroziło. Jasne, że wiedziałem, iż ona mu się podoba. Komu nie. W sumie z logiki wynikało, że nie jest jeszcze tak źle. Najważniejsze pytanie brzmialo: Czy ona go kocha?
- Nie... Naprawdę? - Zapytałem, próbując ukryć rosnącą złość i zazdrość, ale nic nie mogło powstrzymać tego, jak zabrzmial mój głos. Nic - A Ty? Co mu powiedziałaś?
Holly lekko się uśmiechnęła, kiedy spoglądała mi w oczy:
- Że nie żywię do niego takich uczuć - wciąż dotykała mojej twarzy, a jej dłonie były delikatne jak piórka - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
Próbowałem zachować się spokojnie. Pomijając fakt, że serce zaczęło mi bić. Zatrzymałem oddech. To było pytanie o którym nieświadomie przed chwilą myślałem. Ale bałem się zapytać. Nawet byłbym przerażony jej odpowiedzią. Ogarnj się! Upomniałem się w myślach. Fowlowie nie boją się nieznanego:
- I co Ty na to? - Mój głos brzmiał tak bardzo zwyczajnie, iż mam podstawy sądzić, żę trochę ją to zdezorientowało.
- Powiedziałam, że Cię nie kocham - poczułem, jakby ktoś wbijał mi nóż w serce. Ból był nie do wytrzymania, owijał się wokół mnie. Odwróciłem wzork, ponieważ nie mogłem znieść myśli, co zobaczyłbym w jej oczach. Moje uczucia nie były podzielane. Jedyne, co mogłem zrobić to stłumić cierpienie i iść dalej przez życie - Ale myślę, że skłamałam.
Podniosłem na nią wzrok. Poczułem przypływ nadziei. Spróbowałem ją stlumić. To mogloby załamać mnie całkowicie - "Myślisz, że skłamałaś"?
- Nie, wiem, że to zrobiłam. Kocham Cię, Artemisie - I znowu to powtórzyła. Nie w sposób taki, w którym mogłaby zobaczyć moją rekcję. Ale w taki, abym zapmiętał to na... zawsze?- Kocham Cię.
Wziąłem głęboki wdech. Nawet nie zdawałem spobie sprawy, że nie oddychałem:
- To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly. Jak było od zawsze i będzie - nawet trochę się zdziwilem na punkcie moich słów. W sumie trochę już minęło odkąd braliśmy udział w sprawie na Arktyce. I wiedziałem, że zawsze będę to do niej czuł. Kiedy już to z siebie wyrzuciłem, poczułem się trochę bezbronny. Raczej nie dzieliłem się niczym z nikim, ale ufałem Holly i byłem pewien, że ona nie nadużyje mojego zaufania. A ja zrobię dla niej wszystko.
- A co z Minerwą? Albo Shry? - Nie, one nie były warte. Ale skąd znała Shry? Musiałem to zapamiętać.
- One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odpowiedziałem, spoglądając w jej dwu kolorowe oczy - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są.
Czułem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Odkąd tylko jej dotknąlem, miałem ochotę ją pocałować. No i do tego czasu walczyłem z tym dość dzielnie. Ale nie. Pocałowałem ją. Miała słodkie i ciepłe wargi. To było, jakbyśmy robili to już wiele razy. Nasz pierwszy pocałunek był niczym w porównaniu z tym. Iskierki zaczęły skakać wokół, gdy tylko złączyliśmy dłonie i usta.
Wplotłem ręce w jej włosy, a ona w moje. Nasze ciała były tak blisko, że bardziej już się nie dało. Ten pocałunek był jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Czułem, że wszystkie argumenty, dlaczego nie powinienem był tego zrobić odeszły w niepamięć. Po raz pierwszy czułem się naprawdę dobrze. Potrzebowaliśmy się w sposób fizyczny.
Trwało to dopóki nie skończyło nam się powietrze. Miałem nogi, jak z waty (chociaż może dlatego, że brakowało mi tlenu) więc zsunąłem się na ziemię, pociągając Holly ze sobą. Lekko zachichotała. Położyłem się na plecach, ale ona siedziała tyłem i to mi nie pasowało. Lekko ją do siebie przyciągnąłem i położyłem jej głowę na swojej klatce piersiowej. Wtuliła się we mnie.
- Artemisie - powiedziała. Chciała, aby to zabrzmiało troche ostro, ale jednak dla mnie było to bardzo pieszczotliwe.
- Holly? - Zapytałem, mój głos był lekko ochrypnięty.
- Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota - odparła, głeboko patrząc w moje oczy - Więc odpowiedz mi.
- Prawie jak policjantka - zaśmiałem się - Jesteś taka podejrzliwa.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - powiedziała głośniej.
Nie mogłem się zatrzymać i zachichotałem.
- Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem. Bez Ciebie jestem niczym.
- Przesadzasz - odchrząkneła, przybliżając się.
- Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham?
- Jestem policjantką.
- Więc, co mogę zrobić, abyś uwierzyła w moje słowa? - Zapytałem bardziej siebie, niż jej.
- Udowodnij to - wyzywała mnie.
- Postaram się.
Gdzieś w natłoku tych myśli musiałem się w końcu zatrzymać i zasnąć. Wiedziałem, że śniłem.
Stałem na ganku Dworu Fowlów. Przede mną rozpościerał się naturalny, roślinny obasza. Niedaleko lasku stała elfka. Miała długie, kasztanowe włosy, które rozpoznawałem wszędzie. Holly. Chociaż może mógłby to być ktoś inny. Miliony kobiet posiadają takie włost, ale nie. Czułem w środku, że to była ona.
Zaszłem ją od tyłu. Nie odwróciła się, ani nie dała znać, że wie, iż tutaj jestem w żaden sposób. Nawet kiedy byłem jeszcze bliżej. Nie zrobiła tego.
- Holly - wyszeptałem jej imię, opierając się pokusie, aby dotknąć jej włosów.
- Artemisie? Chcesz czegoś? - Wypowiedziała moje imię w taki sposób, że przeszły mnie ciarki. Nie ze strachu czy zimna, ale raczej z jakiegoś... podniecenia?
- Jesteś w moim domu - wzruszyłem ramionami.
- Przecież widzę, że czegoś chcesz. O co chodzi? - Znała mnie tak dobrze. Czasem wydawało mi się, że nawet lepiej niż ja sam.
- Tego, czego chcę od zawsze. Najważniejszej rzeczy na świecie - odparłem, spoglądając na nią. Nadal opierałem się pokusie, aby dotknąć jej włosów czy ust.
- Więcej złota? - Kiedy o to zapytała dojrzałem coś w jej oczach. Złość.
- Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - trochę zdziwiłem się, że potrafiłem wykrzesać z siebie tak szczere zdanie. W całym teraźniejszym moim rozumowaniu nic takiego się nie pojawiło. Spojrzałem na nią. I w tym momencie nie mogłem oprzeć się, aby jej nie dotknąć. Mój palec wskazujący zaczął kręcić kosmykiem jej włosów. Byłem prawie pewien, że odepchnie moja dłoń, ale zamiast tego zeknęła na mnie z pewnym wzruszeniem. Z jakąś pasją, ale co ja wiem o takich rzeczach.
- Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytała, kładąc dłonie na moich policzkach. Jej dotyk był ciepły i przyjemny. Chciałem odsunąć od siebie te myśli i powrócić do konwersacji.
- Możesz mi mówić o wszystkim - odparłem szczerze. Muszę przyznać, że czułem się dobrze, gdy wiedziałem, że ona mi ufa. Że może powiedzieć mi wszystko, co dzieje się w jej życiu.
Holly poruszyła się niespokojnie. To znaczy lekko prouszała biodrami. Była taka... piękna. Jak mogłem przed tem tego nie zauważyć? Była idelana. I nerwowa. Nawet bardziej, niż wtedy, kiedy pytała, czy mogę ją odwiedzić.
- Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptała. A mnie to zmroziło. Jasne, że wiedziałem, iż ona mu się podoba. Komu nie. W sumie z logiki wynikało, że nie jest jeszcze tak źle. Najważniejsze pytanie brzmialo: Czy ona go kocha?
- Nie... Naprawdę? - Zapytałem, próbując ukryć rosnącą złość i zazdrość, ale nic nie mogło powstrzymać tego, jak zabrzmial mój głos. Nic - A Ty? Co mu powiedziałaś?
Holly lekko się uśmiechnęła, kiedy spoglądała mi w oczy:
- Że nie żywię do niego takich uczuć - wciąż dotykała mojej twarzy, a jej dłonie były delikatne jak piórka - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
Próbowałem zachować się spokojnie. Pomijając fakt, że serce zaczęło mi bić. Zatrzymałem oddech. To było pytanie o którym nieświadomie przed chwilą myślałem. Ale bałem się zapytać. Nawet byłbym przerażony jej odpowiedzią. Ogarnj się! Upomniałem się w myślach. Fowlowie nie boją się nieznanego:
- I co Ty na to? - Mój głos brzmiał tak bardzo zwyczajnie, iż mam podstawy sądzić, żę trochę ją to zdezorientowało.
- Powiedziałam, że Cię nie kocham - poczułem, jakby ktoś wbijał mi nóż w serce. Ból był nie do wytrzymania, owijał się wokół mnie. Odwróciłem wzork, ponieważ nie mogłem znieść myśli, co zobaczyłbym w jej oczach. Moje uczucia nie były podzielane. Jedyne, co mogłem zrobić to stłumić cierpienie i iść dalej przez życie - Ale myślę, że skłamałam.
Podniosłem na nią wzrok. Poczułem przypływ nadziei. Spróbowałem ją stlumić. To mogloby załamać mnie całkowicie - "Myślisz, że skłamałaś"?
- Nie, wiem, że to zrobiłam. Kocham Cię, Artemisie - I znowu to powtórzyła. Nie w sposób taki, w którym mogłaby zobaczyć moją rekcję. Ale w taki, abym zapmiętał to na... zawsze?- Kocham Cię.
Wziąłem głęboki wdech. Nawet nie zdawałem spobie sprawy, że nie oddychałem:
- To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly. Jak było od zawsze i będzie - nawet trochę się zdziwilem na punkcie moich słów. W sumie trochę już minęło odkąd braliśmy udział w sprawie na Arktyce. I wiedziałem, że zawsze będę to do niej czuł. Kiedy już to z siebie wyrzuciłem, poczułem się trochę bezbronny. Raczej nie dzieliłem się niczym z nikim, ale ufałem Holly i byłem pewien, że ona nie nadużyje mojego zaufania. A ja zrobię dla niej wszystko.
- A co z Minerwą? Albo Shry? - Nie, one nie były warte. Ale skąd znała Shry? Musiałem to zapamiętać.
- One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odpowiedziałem, spoglądając w jej dwu kolorowe oczy - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są.
Czułem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Odkąd tylko jej dotknąlem, miałem ochotę ją pocałować. No i do tego czasu walczyłem z tym dość dzielnie. Ale nie. Pocałowałem ją. Miała słodkie i ciepłe wargi. To było, jakbyśmy robili to już wiele razy. Nasz pierwszy pocałunek był niczym w porównaniu z tym. Iskierki zaczęły skakać wokół, gdy tylko złączyliśmy dłonie i usta.
Wplotłem ręce w jej włosy, a ona w moje. Nasze ciała były tak blisko, że bardziej już się nie dało. Ten pocałunek był jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Czułem, że wszystkie argumenty, dlaczego nie powinienem był tego zrobić odeszły w niepamięć. Po raz pierwszy czułem się naprawdę dobrze. Potrzebowaliśmy się w sposób fizyczny.
Trwało to dopóki nie skończyło nam się powietrze. Miałem nogi, jak z waty (chociaż może dlatego, że brakowało mi tlenu) więc zsunąłem się na ziemię, pociągając Holly ze sobą. Lekko zachichotała. Położyłem się na plecach, ale ona siedziała tyłem i to mi nie pasowało. Lekko ją do siebie przyciągnąłem i położyłem jej głowę na swojej klatce piersiowej. Wtuliła się we mnie.
- Artemisie - powiedziała. Chciała, aby to zabrzmiało troche ostro, ale jednak dla mnie było to bardzo pieszczotliwe.
- Holly? - Zapytałem, mój głos był lekko ochrypnięty.
- Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota - odparła, głeboko patrząc w moje oczy - Więc odpowiedz mi.
- Prawie jak policjantka - zaśmiałem się - Jesteś taka podejrzliwa.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - powiedziała głośniej.
Nie mogłem się zatrzymać i zachichotałem.
- Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem. Bez Ciebie jestem niczym.
- Przesadzasz - odchrząkneła, przybliżając się.
- Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham?
- Jestem policjantką.
- Więc, co mogę zrobić, abyś uwierzyła w moje słowa? - Zapytałem bardziej siebie, niż jej.
- Udowodnij to - wyzywała mnie.
- Postaram się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)