Rozdział 14 'Czas przygotowania: Holly i Julia' część 1

 Hej hej ;-)

 Otworzyłam oczy. Na początku nie zorientowałam się, gdzie jestem; leżałam w całkiem innym łóżku. Nie wiedziałam skąd się tu wzięłam. Aż nagle wszystko do mnie powróciło. Centrum handlowe, Julia, Holinda Briefs. Dziś Phenom. Zauważyłam swoje odbicie w lustrze.  To wciąż była Holidna. Wysoka blondynka. Ściągnęłam pierścień, będąc przemęczoną tą cała maskaradą. Położyłam go na nocnej szafce i wyszłam z pokoju na boso. Chciałam zobaczyć się z Julią.
 Sądziłam, że będzie w swoim pokoju, ale nie. Siedziała na kanapie i oglądała MTV.
 - Dobry, śpiochu - - zawołała nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
 - Która godzina?
 - Dwudziesta! I wiesz, co w związku z tym!?
 - Nie - odparłam osowiale - Ale zapewne zaraz mnie wtajemniczysz.
 - Czas się przygotować! - Odpowiedziała, ignorując mój nastrój.
 - Julia... Mamy trzy godziny nim wybierzemy się do klubu.
 - Wiem! Ja potrzebuję tylko jednej, ale Ty dwóch!
 - Taa, pewnie - Zmarszyczłam brwi. Dwie godziny? Wszystko, co muszę zrobić to wrzucić na siebie jakiś ciuch.
 Kiedy jej to powiedziałam, zaoponowała:
 - Nie, nie. Musimy poszukać czegoś odpowiedniego i zobaczyć, kto wygrał zakład.
 O nie, całkowicie o tym zapomniałam. Julia podeszła do torby i włożyła w nią ręce. Sekundę później wyciągnęla z niej maly czarny przyrząd.
 - Wygrałam - oznajmiła. Po tym przemaszerowała do kolejnych i również z nich wyciągnęła podsłuch. Rozgniotła je wszystkie.
 - No przecież - wymamrotałam.
 - To ja - uśmichnęła się - Rozwesel się, zaraz znajdę dla Ciebie jakiś ciuszek.
 - Ale uciecha - mruknęłam ze sarkazmem.
 - Zachowanie umarłego - uśmiechnęła się, przeglądając zakupy.
 - Zaraz Ci go pokażę...
 - Mozesz przestać mamrotać? Weź prysznic albo coś. Zawołam Cię, kiedy będę gotowa.
 - No dobra - odparłam, zmierzając do ogromnej łazienki.
 Wow - pomyślałam tylko, kiedy spojrzałam na wannę. Była duża, okrągła i wbudowana w podłogę. Miała beżowy kolor, krany z kości słoniowej i grawerowane poręcze. Była głęboka i szeroka, coś w stylu mniejszego basenu. Odkręciłam wodę i czekałam aż się napełni. Co w sumie zajęło tylko pięć minut i zrobiło mi dużą niespodziankę. Pamiętam tylko, że miałam niezły ubaw.
 Wydawało się, że minęło dopiero kilka sekund, kiedy Julia zapukała w drzwi.
 - Holly, wychodź. Musimy coś z Tobą zrobić
 - Idź sobie - wymamrotałam tym razem przez pozycję, w jakiej się znajdowałam.
 - Holly, przysięgam, że jeżeli nie wyjdziesz wtedy ja wejdę - pogroziła mi. D'Arvit. Wiem, że była poważna, więc nie miałam wyboru.
 - No dobra, zaraz będę - odparłam, wychodząc z wanny, Szybko się wytarłam i włożyłam na siebie jeden z miłych, pluszowych szlafroków.
 - W końcu - powiedziała urażona Julia, gdy się pojawiłam - Chodź.
 - Gdzie idziemy? - Zapytałam, kiedy prowadzila mnie przez hol.
 - Do mojego pokoju - przewróciła oczyma.
 - Po co?
 - Eee, ponieważ "musimy się przygotować". A wszystkie rzeczy są w moim pokoju.
 - Jeeny - jęknęłam - Nie ma innej opcji?
 - Nie pytaj o takie bzdury - otworzyła drzwi. Jej sypialnia wyglądała jak moja. Karmazyn i beż, balkon, telewizor.
 - Co mam robić?
 - Siądź i daj mi zrobić wszystko, abyś wyglądała olśniewająco.
 - Okej - stęko nęłam, oklapując na krzesło - Co dalej?
 - Musisz to przymierzyć - uśmiechnęła się, czymś we mniee rzucając.
 Odruchowo to złapałam. Spojrzałam w dół, na to, co wpadło mi do rąk. Krew w twarzy mi odpłynęła - Naprawdę?
 - Nie chodzi o to.
Skąd mogłam wiedzieć, że one tu są?
 Jęknęłam w duszy, podnosząc czarne, koronkowe majtki, które wcyiągnęła z mojej torby.
 - Niech to zostanie między nami, dobrze?
 - Ah, więc nie chcesz, aby Arty cokolwiek o nich wiedział?
 Zarumieniłam się na samą myśl o tym.
 - Mogę to wytłumaczyć... - Zaczęłam.
 - Nie ma takiej potrzeby - Julia usmiechnęła się w ten swój cwany sposób.
 - O co teraz chodzi? - Wybuchłam zdezorientowana.
 - To znaczy, że nie porzuciłaś nadziei - powiedziała, jakby naprawdę byl to zwycajny temat. Muszę prziznać, że w tym momencie naprawdę poczułam, że z chęcią bym ją uderzyła.
 - Ok, odpadam. Nadziei na co?
 - O mój Boże. Naprawdę nie wiesz, co oznaczają czarne figi?
 - Ta, próbuję Ci to uświadomić kolejny raz. Więc jak? Oświecisz mnie?
 - Dobrze - zachichotała - Oznaczają, że jesteś gotowa na... No wiesz.
 Znowu się zaczerwieniłam! Julia odebrała to jako znak.
 - Widzę ten rumieniec! - Uśmiechnęła się ironicznie - Mogę zapytać, czy są przeznaczone dla byłego geniusza zła?
 - Nie! - Odpowiedziałam zbyt szybko i za bardzo defensywnie. Pokręciłam kilkoma kosmkami włosów (nowy nawyk!) - Dlaczego rozmawiamy o moim pożyciu seksualnym!?
 Julia uśmiechnęła się.
 - Jakie znowu pożycie seksualne...?
 - Dość tego - mruknęłam. Tutaj wszystko się kończyło. Nie mam nic do ukrycia. Nigdy niczego takiego... Nie zrobiłam. Czekam na odpowiedniego faceta, który jeszcze się nie pojawił. Albo nie taki, o którym mogłabym mówić.
 - Mam rację - klasnęła w dłonie i zaczęła skakać jak dziecko.
 - Pasuję, następny temat.
 - Sądzę, że powinnyśmy wrócić do fig - nie spodobało mi się, jak to zabrzmiało.
 - Co proszę? - Zapytalam zmieszana.
 - Myślę, że powinnaś je włożyć - odparła, podając mi czarne, ciasne stringi.
 - Nie ma mowy... - Zaczęłam.
 - Zanim zaczniesz paplać, muszę Ci powiedzieć, że nie ma w nich nic złego. Poza tym są całkiem nowiutkie.
 - Nie chodzi o to... Stringi są po prostu... Obrzydliwe.
 - Więc nie założysz ich mimo tego, jak inne będą wyglądać na Twoim tyłku?
 - Nie!
 - W takim razie weź te - powiedziała, ponownie rzucając we mnie czarnymi, koronkowymi figami. Szybko je włożyłam, kiedy Julia przebierała w ciuchach leżących na jej łóżku.
 - Więc co mi wybrałaś? - Zapytałam, wciąż kręcąc włosami.
 - Zobaczysz. Załóż to - odparła, znowu czymś we mnie rzucając. Tym razem biustonosz. Nawet pasujący. Włożyłam go na siebie bez jakiegokolwiek słowa. Kiedy odwróciłam się do Julii miała już wybrane wdzianko.
 - Gotowa? - Spytała.
 - Jak najbardziej - wzruszyłam ramionami - Jestem gotowa na najgorsze.
 - Oj skończ, królowo dramaturgii - przewróciła oczyma - Zachowujesz się, jakbym miała Cię zabić..
 - Nie jestem "królową dramaturgii" - powiedziałam urażona, kiedy chwyciła mojw dłonie i podprowadzila mnie komody.
 - Owszem, jesteś. Ale nie o to chodzi - odpowiedziała, sadowiąc mnie - Wygrałam zakład.
 - Co? - Zapytałam zdziwiona tym, w jakim kierunku zmierzała konwersacja.
 - Ten o podsłucach Butlera. To znaczy, że wybieram Ci ciuchy.
 - Pamiętam, więc możesz zrobić, co chcesz.
 - Za dużo gadasz z Artym - wymamrotała.
 - Właśnie nie - uśmiechnęłam się.
 - W sumie masz rację. Ty i Twój chłopak nie macie na to zbyt wiele czasu.
 - Nie chłopak - zaprzeczam.
 - Wmawiaj sobie, co chcesz.
 - Możemy to w końcu skończyć? - Byłam tym już lekko zdenerwowana.
 - Dobrze, ale najpierw zamknij oczy - powiedziała, nie owijając w bawełnę.
 - Naprawdę muszę? - Jęknęłam w sposób, na jaki nie przystało.
 - Tak! Już! - Wrzasnęła.
 Mówiąc szczerze, czulam się coraz bardziej sfrustrowana.
 - Dobra! - Odwzajemniłam urazę i zamknęła oczy.
 Julia chwilę krzątała się wokół mnie, a potem ruszyła w stronę łóżka.
 - Otwieraj! - Zachichotała.
 Zrobiłam to co mi kazała i osłupiałam w zachwyceniu. Nie takim normalnym, tylko o-mój-Boże-czy-jesteś-szalona. Julia podała mi półtop w głębokim odcieniu zieleni z głebokim dekoltem i wstążką, którą trzeba było przewiązać za szyją. Błysnęły cekiny i brylanciki. Juliet wciągnęła mi na nogi czarną mini. Na górze byla bardzo obcisła, ale idąc wzrokiem w dół trochę się poszerzała. I ukazywała zbyt dużo. Czułam się naga. Niektóre kobiety mówiły, że to im dodaje jakby siły, ale ja czułam się po prostu dziwnie.
 - Julia, proszę powiedz, że żartujesz...
 - W ogóle. To Twoje wdzianko.
 - O nie - jęknęłam - Nigdy wiecej o nic się z Tobą nie założę.
 - Tak, tak. A teraz musisz jeszcze do końca się wywiązać.
 - Słucham? - Zapytałam z przezornością.
 - Buty! - Zaczęła piszczeć.
 - Buty - jęknęłam.



Swoją drogą to nie ja dzielę tak te notki :-) A i przepraszam, pomyślicie, znowu wymówka, bo jest leniwa, ale mam problemy ze zdrowiem ostatnio i jakoś przemęczenie naprawdę góruje dzień w dzień. Ale w końcu znalazłam jakąs iskrę i jakoś to poszło. Życzę miłego weekendu :-)