Hej hej ;-)
Otworzyłam oczy. Na początku nie zorientowałam się, gdzie jestem; leżałam w całkiem innym łóżku. Nie wiedziałam skąd się tu wzięłam. Aż nagle wszystko do mnie powróciło. Centrum handlowe, Julia, Holinda Briefs. Dziś Phenom. Zauważyłam swoje odbicie w lustrze. To wciąż była Holidna. Wysoka blondynka. Ściągnęłam pierścień, będąc przemęczoną tą cała maskaradą. Położyłam go na nocnej szafce i wyszłam z pokoju na boso. Chciałam zobaczyć się z Julią.
Sądziłam, że będzie w swoim pokoju, ale nie. Siedziała na kanapie i oglądała MTV.
- Dobry, śpiochu - - zawołała nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
- Która godzina?
- Dwudziesta! I wiesz, co w związku z tym!?
- Nie - odparłam osowiale - Ale zapewne zaraz mnie wtajemniczysz.
- Czas się przygotować! - Odpowiedziała, ignorując mój nastrój.
- Julia... Mamy trzy godziny nim wybierzemy się do klubu.
- Wiem! Ja potrzebuję tylko jednej, ale Ty dwóch!
- Taa, pewnie - Zmarszyczłam brwi. Dwie godziny? Wszystko, co muszę zrobić to wrzucić na siebie jakiś ciuch.
Kiedy jej to powiedziałam, zaoponowała:
- Nie, nie. Musimy poszukać czegoś odpowiedniego i zobaczyć, kto wygrał zakład.
O nie, całkowicie o tym zapomniałam. Julia podeszła do torby i włożyła w nią ręce. Sekundę później wyciągnęla z niej maly czarny przyrząd.
- Wygrałam - oznajmiła. Po tym przemaszerowała do kolejnych i również z nich wyciągnęła podsłuch. Rozgniotła je wszystkie.
- No przecież - wymamrotałam.
- To ja - uśmichnęła się - Rozwesel się, zaraz znajdę dla Ciebie jakiś ciuszek.
- Ale uciecha - mruknęłam ze sarkazmem.
- Zachowanie umarłego - uśmiechnęła się, przeglądając zakupy.
- Zaraz Ci go pokażę...
- Mozesz przestać mamrotać? Weź prysznic albo coś. Zawołam Cię, kiedy będę gotowa.
- No dobra - odparłam, zmierzając do ogromnej łazienki.
Wow - pomyślałam tylko, kiedy spojrzałam na wannę. Była duża, okrągła i wbudowana w podłogę. Miała beżowy kolor, krany z kości słoniowej i grawerowane poręcze. Była głęboka i szeroka, coś w stylu mniejszego basenu. Odkręciłam wodę i czekałam aż się napełni. Co w sumie zajęło tylko pięć minut i zrobiło mi dużą niespodziankę. Pamiętam tylko, że miałam niezły ubaw.
Wydawało się, że minęło dopiero kilka sekund, kiedy Julia zapukała w drzwi.
- Holly, wychodź. Musimy coś z Tobą zrobić
- Idź sobie - wymamrotałam tym razem przez pozycję, w jakiej się znajdowałam.
- Holly, przysięgam, że jeżeli nie wyjdziesz wtedy ja wejdę - pogroziła mi. D'Arvit. Wiem, że była poważna, więc nie miałam wyboru.
- No dobra, zaraz będę - odparłam, wychodząc z wanny, Szybko się wytarłam i włożyłam na siebie jeden z miłych, pluszowych szlafroków.
- W końcu - powiedziała urażona Julia, gdy się pojawiłam - Chodź.
- Gdzie idziemy? - Zapytałam, kiedy prowadzila mnie przez hol.
- Do mojego pokoju - przewróciła oczyma.
- Po co?
- Eee, ponieważ "musimy się przygotować". A wszystkie rzeczy są w moim pokoju.
- Jeeny - jęknęłam - Nie ma innej opcji?
- Nie pytaj o takie bzdury - otworzyła drzwi. Jej sypialnia wyglądała jak moja. Karmazyn i beż, balkon, telewizor.
- Co mam robić?
- Siądź i daj mi zrobić wszystko, abyś wyglądała olśniewająco.
- Okej - stęko nęłam, oklapując na krzesło - Co dalej?
- Musisz to przymierzyć - uśmiechnęła się, czymś we mniee rzucając.
Odruchowo to złapałam. Spojrzałam w dół, na to, co wpadło mi do rąk. Krew w twarzy mi odpłynęła - Naprawdę?
- Nie chodzi o to.
Skąd mogłam wiedzieć, że one tu są?
Jęknęłam w duszy, podnosząc czarne, koronkowe majtki, które wcyiągnęła z mojej torby.
- Niech to zostanie między nami, dobrze?
- Ah, więc nie chcesz, aby Arty cokolwiek o nich wiedział?
Zarumieniłam się na samą myśl o tym.
- Mogę to wytłumaczyć... - Zaczęłam.
- Nie ma takiej potrzeby - Julia usmiechnęła się w ten swój cwany sposób.
- O co teraz chodzi? - Wybuchłam zdezorientowana.
- To znaczy, że nie porzuciłaś nadziei - powiedziała, jakby naprawdę byl to zwycajny temat. Muszę prziznać, że w tym momencie naprawdę poczułam, że z chęcią bym ją uderzyła.
- Ok, odpadam. Nadziei na co?
- O mój Boże. Naprawdę nie wiesz, co oznaczają czarne figi?
- Ta, próbuję Ci to uświadomić kolejny raz. Więc jak? Oświecisz mnie?
- Dobrze - zachichotała - Oznaczają, że jesteś gotowa na... No wiesz.
Znowu się zaczerwieniłam! Julia odebrała to jako znak.
- Widzę ten rumieniec! - Uśmiechnęła się ironicznie - Mogę zapytać, czy są przeznaczone dla byłego geniusza zła?
- Nie! - Odpowiedziałam zbyt szybko i za bardzo defensywnie. Pokręciłam kilkoma kosmkami włosów (nowy nawyk!) - Dlaczego rozmawiamy o moim pożyciu seksualnym!?
Julia uśmiechnęła się.
- Jakie znowu pożycie seksualne...?
- Dość tego - mruknęłam. Tutaj wszystko się kończyło. Nie mam nic do ukrycia. Nigdy niczego takiego... Nie zrobiłam. Czekam na odpowiedniego faceta, który jeszcze się nie pojawił. Albo nie taki, o którym mogłabym mówić.
- Mam rację - klasnęła w dłonie i zaczęła skakać jak dziecko.
- Pasuję, następny temat.
- Sądzę, że powinnyśmy wrócić do fig - nie spodobało mi się, jak to zabrzmiało.
- Co proszę? - Zapytalam zmieszana.
- Myślę, że powinnaś je włożyć - odparła, podając mi czarne, ciasne stringi.
- Nie ma mowy... - Zaczęłam.
- Zanim zaczniesz paplać, muszę Ci powiedzieć, że nie ma w nich nic złego. Poza tym są całkiem nowiutkie.
- Nie chodzi o to... Stringi są po prostu... Obrzydliwe.
- Więc nie założysz ich mimo tego, jak inne będą wyglądać na Twoim tyłku?
- Nie!
- W takim razie weź te - powiedziała, ponownie rzucając we mnie czarnymi, koronkowymi figami. Szybko je włożyłam, kiedy Julia przebierała w ciuchach leżących na jej łóżku.
- Więc co mi wybrałaś? - Zapytałam, wciąż kręcąc włosami.
- Zobaczysz. Załóż to - odparła, znowu czymś we mnie rzucając. Tym razem biustonosz. Nawet pasujący. Włożyłam go na siebie bez jakiegokolwiek słowa. Kiedy odwróciłam się do Julii miała już wybrane wdzianko.
- Gotowa? - Spytała.
- Jak najbardziej - wzruszyłam ramionami - Jestem gotowa na najgorsze.
- Oj skończ, królowo dramaturgii - przewróciła oczyma - Zachowujesz się, jakbym miała Cię zabić..
- Nie jestem "królową dramaturgii" - powiedziałam urażona, kiedy chwyciła mojw dłonie i podprowadzila mnie komody.
- Owszem, jesteś. Ale nie o to chodzi - odpowiedziała, sadowiąc mnie - Wygrałam zakład.
- Co? - Zapytałam zdziwiona tym, w jakim kierunku zmierzała konwersacja.
- Ten o podsłucach Butlera. To znaczy, że wybieram Ci ciuchy.
- Pamiętam, więc możesz zrobić, co chcesz.
- Za dużo gadasz z Artym - wymamrotała.
- Właśnie nie - uśmiechnęłam się.
- W sumie masz rację. Ty i Twój chłopak nie macie na to zbyt wiele czasu.
- Nie chłopak - zaprzeczam.
- Wmawiaj sobie, co chcesz.
- Możemy to w końcu skończyć? - Byłam tym już lekko zdenerwowana.
- Dobrze, ale najpierw zamknij oczy - powiedziała, nie owijając w bawełnę.
- Naprawdę muszę? - Jęknęłam w sposób, na jaki nie przystało.
- Tak! Już! - Wrzasnęła.
Mówiąc szczerze, czulam się coraz bardziej sfrustrowana.
- Dobra! - Odwzajemniłam urazę i zamknęła oczy.
Julia chwilę krzątała się wokół mnie, a potem ruszyła w stronę łóżka.
- Otwieraj! - Zachichotała.
Zrobiłam to co mi kazała i osłupiałam w zachwyceniu. Nie takim normalnym, tylko o-mój-Boże-czy-jesteś-szalona. Julia podała mi półtop w głębokim odcieniu zieleni z głebokim dekoltem i wstążką, którą trzeba było przewiązać za szyją. Błysnęły cekiny i brylanciki. Juliet wciągnęła mi na nogi czarną mini. Na górze byla bardzo obcisła, ale idąc wzrokiem w dół trochę się poszerzała. I ukazywała zbyt dużo. Czułam się naga. Niektóre kobiety mówiły, że to im dodaje jakby siły, ale ja czułam się po prostu dziwnie.
- Julia, proszę powiedz, że żartujesz...
- W ogóle. To Twoje wdzianko.
- O nie - jęknęłam - Nigdy wiecej o nic się z Tobą nie założę.
- Tak, tak. A teraz musisz jeszcze do końca się wywiązać.
- Słucham? - Zapytałam z przezornością.
- Buty! - Zaczęła piszczeć.
- Buty - jęknęłam.
Swoją drogą to nie ja dzielę tak te notki :-) A i przepraszam, pomyślicie, znowu wymówka, bo jest leniwa, ale mam problemy ze zdrowiem ostatnio i jakoś przemęczenie naprawdę góruje dzień w dzień. Ale w końcu znalazłam jakąs iskrę i jakoś to poszło. Życzę miłego weekendu :-)