Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 14 'Czas przygotowania: Holly i Julia' część 2
- Och, nie bądź taka - poprosiła - Musisz któreś wybrać - Od razu się zaciekawiłam. Mogłam zadecydować, które chcę. Wow, tylko nie takie, w których mogłabym się zabić.
- Jedne z dwóch - powiedziała, podając pudełka. Jedno było duże, jasnoczerwone, a drugie małe, czarne.
- Są jakieś szanse, że któreś z nich zawiera buty na płaskim obcasie? - Zapytałam powątpiewająco.
- Niestety nie, Holly - Nie mogłam nic na to poradzić, ale wykrzywiłam twarz. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jaka była zawartość pudełek. Obraz absurdalnie wysokich szpilek zatańczył mi przed oczami - Nie są aż takie złe, no i możesz wybrać.
- Ta, bo wybór na pewno sprawi, że będę czuła się lepiej - przewróciłam oczami.
- A powinno.
- Nieważne, po prostu je pokaż - zaczynałam się już denerwować.
- Wiem, że uznasz to za... Moją własną decyzję - uśmiechnęła się.
- Gdybym miała inny wybór - wymamrotałam
- Holly, zawsze go masz - poprawiła mnie - Musisz jedynie wybrać odpowiedni.
- Tak więc, kto teraz gada za bardzo jak Arty?
- Tak czy siak - powiedziała - Zacznijmy. To numer pierwszy - Julia wyciągnęła but. Wiedziałam, że nigdy nie założę czegoś takiego. Była to para czarnych, migocących szpilek. Miały z 13 centymetrow wysokości.
- Dalej - odparłam, momentalnie zapominając o tym, co przed chwilą widziałam. Następne były o wiele lepsze. Nawet w miarę takie, które mogłabym ubrać. Były to połyskujące, wysokie, czarne i skórzane (fałszywe) buty. Miały srebrny łańcuszek i pełen obcas, raczej wysoki.Wyglądały, jakby można było w nich chodzić, nie łamiąc przy okazji nóg.
- Biorę te - powiedziałam siadając i wsuwając w nie stopy. Zaciągnęłam zamek. Buty sięgały mi do kolan
- Wspaniały wybór - Julia przewróciła oczyma - Miałaś naprawdę wiele opcji, jak udało Ci się to zrobić?
- Oddanie i talent - zachichotałam.
- Także kiedy w końcu skonczysz się tym napawać... Będziemy musiały poświęcić trochę czasu na makijaż - uśmiechnęła się.
Poczułam, jak ciepło mnie obleka. Makijaż. Nigdy go nie robiłam. Nie musisz go nosić, jeżeli nie jesteś Lily. Chociaż czasem nawet Vinyaya go robiła - okazjonalnie!
- Nie chcę.
- No proszę Cię. To Cię nie zabije.
- Może. Powiedziałam, nie.
- Ale dlaczego? - Zażądała wyjaśnienia.
- Wtedy to nie będę ja, nie moja twarz. Lubię to, w jaki sposób wyglądam.
- Holly, makijaż poprawia Twoją naturalną urodę - odparła - Jeśli to coś da to... Obiecuję, że będziesz wyglądała olśniewająco!
- Nie jak klaun? - Zapytałam, próbując stłumić dziecięcy ton w moim głosie.
- Oczywiście, że nie! - Powiedziała uspokajająco - Chodź i usiądź, wytłumaczę Ci, co mam zamiar zrobić.
Klapnęłam na skraju krzesła.
- Szczerze, pewnie myślałaś, że będę Cię torturować - wymamrotałam. Posłałam jej krótki uśmiech i pochyliłam się do tyłu, aby potrafić się zreaksować. Tego nauczyłam się podczas odnawiania magii. To śmieszne, że wszyscy myślą, że się boję. A ja po prostu nie lubię małych przestrzeni. Obcasy, makijaż, spódniczki i inne pierdoły są definitywnie dziwne. Pomijając fakt, że nie mam z nimi żadnego doświadczenia. Chodzi o to, że nie są dla mnie komfortowe i nie w mojej lidze.
- Odchyl głowę i zamknij oczy - zastosowałam się do tego - Właśnie tak - pogratulowała mi, jak matka dziecku, które narobiło pierwszy raz do nocniczka - Na początku rzecz podstawowa - I odniosła się do swoich słów. Nakładała makijaż powoli, ale bardzo pewnie. Tłumaczyła każdy swój krok - No i... Gotowe - powiedziała - Spójrz.
Otworzyłam oczy powoli i nerwowo. Ale byłam zaskoczona, kiedy się zobaczyłam. Dziewczyna w lustrze była piękna. Jasnozielony, błyszczący cień uwydatniał róznokolorowe oczy. Długie rzęsy były podkręcone, ciemne i tajemnicze. Jej usta wykrzywiły się w uśmieszku, wargi miała różowe i połyskujące. Skóra pobłyskiwała z każdym ruchem. Trudno było uwierzyć, że to ja - No... Nie-nieźle... - Zająknęłam się.
- Wiem, wyglądasz świetnie!
- Dzięki - powiedziałam, ściskając Julię.
- Już, już - odparła klepiąc mnie po plecach - Teraz kolej na mnie.
- No dobrze - powiedziałam, siadając na łóżku, kiedy ruszyła do łazienki.
- Eee... Julia? - Zawołałam, kiedy tylko wyłączyła prysznic - Sądzisz, że on naprawdę się pojawi? - Wiedziała, kogo mam na myśli.
- Nie jestem całkowicie pewna, Holly. Ale jeśli coś to dla Ciebie będzie oznaczało, prawdopodobnie tak.
- Skąd to wiesz?
- Mówiłam Ci, będzie chciał Cię sprawdzić. Z drugiej strony, ojciec dał mu naganę za ciąłe przesiadywanie w domu.
- No dobrze - skinęlam do siebie głową.
- Będziesz z nim rozmawiać, jeśli się pojawi? - Zapytałam. W jej głosie słychać było radość.
- Może. Nie wiem - przyznałam - I jak, jesteś gotowa?
- Spokojnie, za niedługo będę. Nie wolno popędzać perfekcjonistów - odparła. Przewróciłam oczami.
Siedziałam w ciszy, czułam, że mogę odpłynąć. Kiedy już traciłam nad sobą kontrolę, drzwi łazienki stanęly otworem. Stała w nich Julia. Kręcone włosy opadały jej na plecy. Twarz podkreślały ciemne, dramatyczne oczy i jaskrawe usta.
Jej ubiór był bardzo podobny do mojego. Miała ciemnozieloną mini. Na górę założyła czarną podkoszulkę, a na nią bolerko pod kolor spódniczki. Miała również identyczne buty, zza których wystawała część futbolowych skarpetek z zielonym kółkiem. Mogłam ją opisać jako ciemność mojej jasności i na odwrót. Kto był ciemniejszy, trudno było stwierdzić.
- Jak wyglądam? - Zapytała, pozując.
- Świetnie - zaśmialam się - Czuję, że głowy będą się za nami odwracały.
- Holly, Holly, Holly. To robią normalne dziewczyny. Ja i moje przyjaciółki... Za nami łamią się szyje.
- Czy właśnie nie o to chodziło?