Hej hej ;-)
Otworzyłam oczy. Na początku nie zorientowałam się, gdzie jestem; leżałam w całkiem innym łóżku. Nie wiedziałam skąd się tu wzięłam. Aż nagle wszystko do mnie powróciło. Centrum handlowe, Julia, Holinda Briefs. Dziś Phenom. Zauważyłam swoje odbicie w lustrze. To wciąż była Holidna. Wysoka blondynka. Ściągnęłam pierścień, będąc przemęczoną tą cała maskaradą. Położyłam go na nocnej szafce i wyszłam z pokoju na boso. Chciałam zobaczyć się z Julią.
Sądziłam, że będzie w swoim pokoju, ale nie. Siedziała na kanapie i oglądała MTV.
- Dobry, śpiochu - - zawołała nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
- Która godzina?
- Dwudziesta! I wiesz, co w związku z tym!?
- Nie - odparłam osowiale - Ale zapewne zaraz mnie wtajemniczysz.
- Czas się przygotować! - Odpowiedziała, ignorując mój nastrój.
- Julia... Mamy trzy godziny nim wybierzemy się do klubu.
- Wiem! Ja potrzebuję tylko jednej, ale Ty dwóch!
- Taa, pewnie - Zmarszyczłam brwi. Dwie godziny? Wszystko, co muszę zrobić to wrzucić na siebie jakiś ciuch.
Kiedy jej to powiedziałam, zaoponowała:
- Nie, nie. Musimy poszukać czegoś odpowiedniego i zobaczyć, kto wygrał zakład.
O nie, całkowicie o tym zapomniałam. Julia podeszła do torby i włożyła w nią ręce. Sekundę później wyciągnęla z niej maly czarny przyrząd.
- Wygrałam - oznajmiła. Po tym przemaszerowała do kolejnych i również z nich wyciągnęła podsłuch. Rozgniotła je wszystkie.
- No przecież - wymamrotałam.
- To ja - uśmichnęła się - Rozwesel się, zaraz znajdę dla Ciebie jakiś ciuszek.
- Ale uciecha - mruknęłam ze sarkazmem.
- Zachowanie umarłego - uśmiechnęła się, przeglądając zakupy.
- Zaraz Ci go pokażę...
- Mozesz przestać mamrotać? Weź prysznic albo coś. Zawołam Cię, kiedy będę gotowa.
- No dobra - odparłam, zmierzając do ogromnej łazienki.
Wow - pomyślałam tylko, kiedy spojrzałam na wannę. Była duża, okrągła i wbudowana w podłogę. Miała beżowy kolor, krany z kości słoniowej i grawerowane poręcze. Była głęboka i szeroka, coś w stylu mniejszego basenu. Odkręciłam wodę i czekałam aż się napełni. Co w sumie zajęło tylko pięć minut i zrobiło mi dużą niespodziankę. Pamiętam tylko, że miałam niezły ubaw.
Wydawało się, że minęło dopiero kilka sekund, kiedy Julia zapukała w drzwi.
- Holly, wychodź. Musimy coś z Tobą zrobić
- Idź sobie - wymamrotałam tym razem przez pozycję, w jakiej się znajdowałam.
- Holly, przysięgam, że jeżeli nie wyjdziesz wtedy ja wejdę - pogroziła mi. D'Arvit. Wiem, że była poważna, więc nie miałam wyboru.
- No dobra, zaraz będę - odparłam, wychodząc z wanny, Szybko się wytarłam i włożyłam na siebie jeden z miłych, pluszowych szlafroków.
- W końcu - powiedziała urażona Julia, gdy się pojawiłam - Chodź.
- Gdzie idziemy? - Zapytałam, kiedy prowadzila mnie przez hol.
- Do mojego pokoju - przewróciła oczyma.
- Po co?
- Eee, ponieważ "musimy się przygotować". A wszystkie rzeczy są w moim pokoju.
- Jeeny - jęknęłam - Nie ma innej opcji?
- Nie pytaj o takie bzdury - otworzyła drzwi. Jej sypialnia wyglądała jak moja. Karmazyn i beż, balkon, telewizor.
- Co mam robić?
- Siądź i daj mi zrobić wszystko, abyś wyglądała olśniewająco.
- Okej - stęko nęłam, oklapując na krzesło - Co dalej?
- Musisz to przymierzyć - uśmiechnęła się, czymś we mniee rzucając.
Odruchowo to złapałam. Spojrzałam w dół, na to, co wpadło mi do rąk. Krew w twarzy mi odpłynęła - Naprawdę?
- Nie chodzi o to.
Skąd mogłam wiedzieć, że one tu są?
Jęknęłam w duszy, podnosząc czarne, koronkowe majtki, które wcyiągnęła z mojej torby.
- Niech to zostanie między nami, dobrze?
- Ah, więc nie chcesz, aby Arty cokolwiek o nich wiedział?
Zarumieniłam się na samą myśl o tym.
- Mogę to wytłumaczyć... - Zaczęłam.
- Nie ma takiej potrzeby - Julia usmiechnęła się w ten swój cwany sposób.
- O co teraz chodzi? - Wybuchłam zdezorientowana.
- To znaczy, że nie porzuciłaś nadziei - powiedziała, jakby naprawdę byl to zwycajny temat. Muszę prziznać, że w tym momencie naprawdę poczułam, że z chęcią bym ją uderzyła.
- Ok, odpadam. Nadziei na co?
- O mój Boże. Naprawdę nie wiesz, co oznaczają czarne figi?
- Ta, próbuję Ci to uświadomić kolejny raz. Więc jak? Oświecisz mnie?
- Dobrze - zachichotała - Oznaczają, że jesteś gotowa na... No wiesz.
Znowu się zaczerwieniłam! Julia odebrała to jako znak.
- Widzę ten rumieniec! - Uśmiechnęła się ironicznie - Mogę zapytać, czy są przeznaczone dla byłego geniusza zła?
- Nie! - Odpowiedziałam zbyt szybko i za bardzo defensywnie. Pokręciłam kilkoma kosmkami włosów (nowy nawyk!) - Dlaczego rozmawiamy o moim pożyciu seksualnym!?
Julia uśmiechnęła się.
- Jakie znowu pożycie seksualne...?
- Dość tego - mruknęłam. Tutaj wszystko się kończyło. Nie mam nic do ukrycia. Nigdy niczego takiego... Nie zrobiłam. Czekam na odpowiedniego faceta, który jeszcze się nie pojawił. Albo nie taki, o którym mogłabym mówić.
- Mam rację - klasnęła w dłonie i zaczęła skakać jak dziecko.
- Pasuję, następny temat.
- Sądzę, że powinnyśmy wrócić do fig - nie spodobało mi się, jak to zabrzmiało.
- Co proszę? - Zapytalam zmieszana.
- Myślę, że powinnaś je włożyć - odparła, podając mi czarne, ciasne stringi.
- Nie ma mowy... - Zaczęłam.
- Zanim zaczniesz paplać, muszę Ci powiedzieć, że nie ma w nich nic złego. Poza tym są całkiem nowiutkie.
- Nie chodzi o to... Stringi są po prostu... Obrzydliwe.
- Więc nie założysz ich mimo tego, jak inne będą wyglądać na Twoim tyłku?
- Nie!
- W takim razie weź te - powiedziała, ponownie rzucając we mnie czarnymi, koronkowymi figami. Szybko je włożyłam, kiedy Julia przebierała w ciuchach leżących na jej łóżku.
- Więc co mi wybrałaś? - Zapytałam, wciąż kręcąc włosami.
- Zobaczysz. Załóż to - odparła, znowu czymś we mnie rzucając. Tym razem biustonosz. Nawet pasujący. Włożyłam go na siebie bez jakiegokolwiek słowa. Kiedy odwróciłam się do Julii miała już wybrane wdzianko.
- Gotowa? - Spytała.
- Jak najbardziej - wzruszyłam ramionami - Jestem gotowa na najgorsze.
- Oj skończ, królowo dramaturgii - przewróciła oczyma - Zachowujesz się, jakbym miała Cię zabić..
- Nie jestem "królową dramaturgii" - powiedziałam urażona, kiedy chwyciła mojw dłonie i podprowadzila mnie komody.
- Owszem, jesteś. Ale nie o to chodzi - odpowiedziała, sadowiąc mnie - Wygrałam zakład.
- Co? - Zapytałam zdziwiona tym, w jakim kierunku zmierzała konwersacja.
- Ten o podsłucach Butlera. To znaczy, że wybieram Ci ciuchy.
- Pamiętam, więc możesz zrobić, co chcesz.
- Za dużo gadasz z Artym - wymamrotała.
- Właśnie nie - uśmiechnęłam się.
- W sumie masz rację. Ty i Twój chłopak nie macie na to zbyt wiele czasu.
- Nie chłopak - zaprzeczam.
- Wmawiaj sobie, co chcesz.
- Możemy to w końcu skończyć? - Byłam tym już lekko zdenerwowana.
- Dobrze, ale najpierw zamknij oczy - powiedziała, nie owijając w bawełnę.
- Naprawdę muszę? - Jęknęłam w sposób, na jaki nie przystało.
- Tak! Już! - Wrzasnęła.
Mówiąc szczerze, czulam się coraz bardziej sfrustrowana.
- Dobra! - Odwzajemniłam urazę i zamknęła oczy.
Julia chwilę krzątała się wokół mnie, a potem ruszyła w stronę łóżka.
- Otwieraj! - Zachichotała.
Zrobiłam to co mi kazała i osłupiałam w zachwyceniu. Nie takim normalnym, tylko o-mój-Boże-czy-jesteś-szalona. Julia podała mi półtop w głębokim odcieniu zieleni z głebokim dekoltem i wstążką, którą trzeba było przewiązać za szyją. Błysnęły cekiny i brylanciki. Juliet wciągnęła mi na nogi czarną mini. Na górze byla bardzo obcisła, ale idąc wzrokiem w dół trochę się poszerzała. I ukazywała zbyt dużo. Czułam się naga. Niektóre kobiety mówiły, że to im dodaje jakby siły, ale ja czułam się po prostu dziwnie.
- Julia, proszę powiedz, że żartujesz...
- W ogóle. To Twoje wdzianko.
- O nie - jęknęłam - Nigdy wiecej o nic się z Tobą nie założę.
- Tak, tak. A teraz musisz jeszcze do końca się wywiązać.
- Słucham? - Zapytałam z przezornością.
- Buty! - Zaczęła piszczeć.
- Buty - jęknęłam.
Swoją drogą to nie ja dzielę tak te notki :-) A i przepraszam, pomyślicie, znowu wymówka, bo jest leniwa, ale mam problemy ze zdrowiem ostatnio i jakoś przemęczenie naprawdę góruje dzień w dzień. Ale w końcu znalazłam jakąs iskrę i jakoś to poszło. Życzę miłego weekendu :-)
Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 13 'Rozproszenie' część 3
Jeśli są jakieś błędy to naprawdę przepraszam, co widziałem to poprawiłem, ale jestem nieźle wykończony tym całym tygodniem. Pozdrawiam :)
- Artemisie? Artemisie! - Obudził mnie całkiem inny głos. Niski, męski. A duża dłoń potrząsała moim ramieniem.
Owtorzyłem niechętnie oczy, moje myśli wciąż krążyły wokół snu, który przed chwilą miałem.
- Butler - wymamrotałem słabo.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Jak Twoje słodkie sny?
Znowu te słowa przywróciły mi obraz, jakby 'marzenia'.
- Nawet nie masz pojęcia - odprałem nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówię. Wciąż czułem mrowienie na ustach.
- Mogę zapytać, o czym śniłeś?
- O niczym ważnym - powiedziałem z nadzieją, że przestanie drążyć temat.
- Holly? - Zapytał, uśmiechając się.
- Oczywiście, że nie - odrzekłem, uciekjąc wzrokiem, aby ukryć moje zakłopotanie.
- To dlaczego wołałeś ją po imieniu? - Dopytywał się, unosząc brwi.
- Jak dokładnie długo tutaj byłeś?
Bałem się, że może słyszał zbyt dużo. To w połączeniu z tym, o czym czytałem mogło by powiedzieć naprawdę za wiele.
- Krótko - wzruszył ramionami.
Zdecydowałem, że pora to zakończyć. Butler był jak głaz. Nie dało się go ruszyć. A kiedy już coś się wydało, chciał wiedzieć więcej. Właśnie teraz tak było.
- Co chciała Julia? - Zapytałem wymijająco.
- To samo co zawsze. Potrzebowała, abym zaniósł jej zakupy do auta, jakbym naprawdę nie miał nic innego do roboty.
- Bo nie miałeś? - Zachichotałem.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co, stary przyjacielu?
- O to, że nie jestem wołem towarowym - powiedział Butler, a w jego głosie było coś dziwnego.
- Wątpie, żeby ktoś mogłby Cię pomylić z "wołem towarowym".
- Prawda - stłumił śmiech.
- No dobrze. Muszę przyznać, że jestem zaciekawiony.
- Czym? - Butler udał zdezorientowanie.
- Wiesz o tym dobrze - odparłem ostro i poważnie.
- Naprawdę wątpię.
- Nowa przyjaciółka Julii - westchnąłem - Jaka ona jest?
- Spokojna i miła, ale nie łatwa. Definitywnie wyznacza granice i ma dobre poczucie humoru.
- Zaimponowała Ci? - Zapytałem, wychwytując dumę w głosie mojego przyjaciela.
- Trochę. A wiesz, jak ciężko to uczynić.
- Owszem - zaśmiałem się na samą myśl o tym - Jestem jeszcze bardziej zaintrygowany. Jak ona wygląda?
Butler uniósł wysoko brwi.
- Dlaczego?
- Jestem ciekawski?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedział, próbując ukryć uśmiech - Ale skoro chcesz wiedzieć to tak będzie.
- W odpowiednim czasie... - Mruknąłem do siebie.
- Jest ładna.
- Ładna? - Zapytałem. Takie słownictwo nie było raczej odpowiednie. Wiele dziewczyn było "ładnych", ale nie miały tego czegoś. Pewnie była podobna do nich.
- Hm, była bardzo wysokam, jak na jej wiek. Miała ciemną karnację. I ogromne zielone, przeszywające oczy i długie, kręcone, blond włosy. Wyglądała naprawdę naturalnie, prawdziwie, wiesz. Chodzi mi o makijaż. Ale w sumie Julia może to zmienić. Ma tony kosmetyków.
Nieźle. Ale na pewno była jakąś cizią z Kalifornii lub Francji, która chcialaby zobaczyć krasnoludki.
- Och. Julia prosiła, aby Ci coś przekazać - uśmiechnął się. Jestem pewien, że to nic dobrego.
- Co tym razem? Tylko nie kolejna randka - zawsze, gdy zaczynałem lubić jakąś dzieczynę, Julia próbowała mnie z nią zeswatać. Przychodziła z jakąś "idealną dziewczyną", przed którą zawsze się "bronię". Jeśli jest jakaś rzecz, której nienawidzę to właśnie to. Nigdy tego nie polubię.
- Zaprasza Cię w pewne miejsce dziś w nocy.
- To jest? - Zapytałem.
- Phenom.
- Mhm - mruknąłem.
Kiedy już miałem odpowiedzieć, coś mi przerwało:
- Artemisie, mogę Cię tutaj na moment prosić? - Zawołał ojciec ze swojego biura.
- Idę, idę - odkrzyknąłem - Pogadamy - powiedziałem do Butlera.
- Oczywiście.
- Tak ojcze? - Zapytałem, wchodząc do jego osobistego pokoju.
- Usiądź Arty - wskazał dłonią duży fotel na przeciwko niego.
- Czy czegoś potrzebujesz?
- Jestem trochę zaintrygowany... - Zaczął.
- Czym takim? - Wprawił mnie w zakłopotanie.
- Wszedłem do Twojego pokoju, podczas gdy spałeś. Nie miałem serca, żeby Cię obudzić. Ale chcę z Tobą porozmawiać.
- Zamieniam się w słuch ojcze.
- Chodzi mi o Ciebie. Do tej pory nic jeszcze nie zrobiłeś, ani nigdzie nie poszedłeś, a ja nie chcę brać tej sprawy w swoje ręce.
- To będzie zbędne - przełknąłem ślinę - Postaram się coś z tym zrobić.
- Mam nadzieję - ojciec skinął głową.
- To wszystko? - Zapytałem, szykując się do wyjścia.
- Tak, możesz odejść - uśmiechnął się do mnie.
- Butler! - Zawołałem, kiedy wchodziłem do swojego pokoju.
- Tak Artemisie?
- Wiesz, co dziś będziemy robić?
- To samo, co zawsze. Spróbujemy przejąć władzę nad światem! - Odgryzł się Domowoj.
- Bardzo zabawne. Naprawdę, Butler... - Potrząsnąłem głową.
- Tak więc?
- Wyjdziemy - odparłem, a jego brwi znowu się uniosły. Butler popadnie w nawyk robienia tego, jeśli bedę w pobliżu.
- Gdzie? - Uśmiechnąłem się, a jego oczy rozszerzyły się, a "szczęka opadła".
- Do Phenomu.
- Możesz mi podać jeden powód, dla którego to zrobisz?
- Nie mogę być normalnym facetem chodzącym do klubu?
- Nie - odparł bez wahania.
- O, dzięki.
- Mówię, co widzę i czuję - uśmiechnął się - A tak napawdę, po co tam idziesz?
- Zobaczysz...
- Artemisie? Artemisie! - Obudził mnie całkiem inny głos. Niski, męski. A duża dłoń potrząsała moim ramieniem.
Owtorzyłem niechętnie oczy, moje myśli wciąż krążyły wokół snu, który przed chwilą miałem.
- Butler - wymamrotałem słabo.
- Dzień dobry, śpiąca królewno. Jak Twoje słodkie sny?
Znowu te słowa przywróciły mi obraz, jakby 'marzenia'.
- Nawet nie masz pojęcia - odprałem nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówię. Wciąż czułem mrowienie na ustach.
- Mogę zapytać, o czym śniłeś?
- O niczym ważnym - powiedziałem z nadzieją, że przestanie drążyć temat.
- Holly? - Zapytał, uśmiechając się.
- Oczywiście, że nie - odrzekłem, uciekjąc wzrokiem, aby ukryć moje zakłopotanie.
- To dlaczego wołałeś ją po imieniu? - Dopytywał się, unosząc brwi.
- Jak dokładnie długo tutaj byłeś?
Bałem się, że może słyszał zbyt dużo. To w połączeniu z tym, o czym czytałem mogło by powiedzieć naprawdę za wiele.
- Krótko - wzruszył ramionami.
Zdecydowałem, że pora to zakończyć. Butler był jak głaz. Nie dało się go ruszyć. A kiedy już coś się wydało, chciał wiedzieć więcej. Właśnie teraz tak było.
- Co chciała Julia? - Zapytałem wymijająco.
- To samo co zawsze. Potrzebowała, abym zaniósł jej zakupy do auta, jakbym naprawdę nie miał nic innego do roboty.
- Bo nie miałeś? - Zachichotałem.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co, stary przyjacielu?
- O to, że nie jestem wołem towarowym - powiedział Butler, a w jego głosie było coś dziwnego.
- Wątpie, żeby ktoś mogłby Cię pomylić z "wołem towarowym".
- Prawda - stłumił śmiech.
- No dobrze. Muszę przyznać, że jestem zaciekawiony.
- Czym? - Butler udał zdezorientowanie.
- Wiesz o tym dobrze - odparłem ostro i poważnie.
- Naprawdę wątpię.
- Nowa przyjaciółka Julii - westchnąłem - Jaka ona jest?
- Spokojna i miła, ale nie łatwa. Definitywnie wyznacza granice i ma dobre poczucie humoru.
- Zaimponowała Ci? - Zapytałem, wychwytując dumę w głosie mojego przyjaciela.
- Trochę. A wiesz, jak ciężko to uczynić.
- Owszem - zaśmiałem się na samą myśl o tym - Jestem jeszcze bardziej zaintrygowany. Jak ona wygląda?
Butler uniósł wysoko brwi.
- Dlaczego?
- Jestem ciekawski?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - powiedział, próbując ukryć uśmiech - Ale skoro chcesz wiedzieć to tak będzie.
- W odpowiednim czasie... - Mruknąłem do siebie.
- Jest ładna.
- Ładna? - Zapytałem. Takie słownictwo nie było raczej odpowiednie. Wiele dziewczyn było "ładnych", ale nie miały tego czegoś. Pewnie była podobna do nich.
- Hm, była bardzo wysokam, jak na jej wiek. Miała ciemną karnację. I ogromne zielone, przeszywające oczy i długie, kręcone, blond włosy. Wyglądała naprawdę naturalnie, prawdziwie, wiesz. Chodzi mi o makijaż. Ale w sumie Julia może to zmienić. Ma tony kosmetyków.
Nieźle. Ale na pewno była jakąś cizią z Kalifornii lub Francji, która chcialaby zobaczyć krasnoludki.
- Och. Julia prosiła, aby Ci coś przekazać - uśmiechnął się. Jestem pewien, że to nic dobrego.
- Co tym razem? Tylko nie kolejna randka - zawsze, gdy zaczynałem lubić jakąś dzieczynę, Julia próbowała mnie z nią zeswatać. Przychodziła z jakąś "idealną dziewczyną", przed którą zawsze się "bronię". Jeśli jest jakaś rzecz, której nienawidzę to właśnie to. Nigdy tego nie polubię.
- Zaprasza Cię w pewne miejsce dziś w nocy.
- To jest? - Zapytałem.
- Phenom.
- Mhm - mruknąłem.
Kiedy już miałem odpowiedzieć, coś mi przerwało:
- Artemisie, mogę Cię tutaj na moment prosić? - Zawołał ojciec ze swojego biura.
- Idę, idę - odkrzyknąłem - Pogadamy - powiedziałem do Butlera.
- Oczywiście.
- Tak ojcze? - Zapytałem, wchodząc do jego osobistego pokoju.
- Usiądź Arty - wskazał dłonią duży fotel na przeciwko niego.
- Czy czegoś potrzebujesz?
- Jestem trochę zaintrygowany... - Zaczął.
- Czym takim? - Wprawił mnie w zakłopotanie.
- Wszedłem do Twojego pokoju, podczas gdy spałeś. Nie miałem serca, żeby Cię obudzić. Ale chcę z Tobą porozmawiać.
- Zamieniam się w słuch ojcze.
- Chodzi mi o Ciebie. Do tej pory nic jeszcze nie zrobiłeś, ani nigdzie nie poszedłeś, a ja nie chcę brać tej sprawy w swoje ręce.
- To będzie zbędne - przełknąłem ślinę - Postaram się coś z tym zrobić.
- Mam nadzieję - ojciec skinął głową.
- To wszystko? - Zapytałem, szykując się do wyjścia.
- Tak, możesz odejść - uśmiechnął się do mnie.
- Butler! - Zawołałem, kiedy wchodziłem do swojego pokoju.
- Tak Artemisie?
- Wiesz, co dziś będziemy robić?
- To samo, co zawsze. Spróbujemy przejąć władzę nad światem! - Odgryzł się Domowoj.
- Bardzo zabawne. Naprawdę, Butler... - Potrząsnąłem głową.
- Tak więc?
- Wyjdziemy - odparłem, a jego brwi znowu się uniosły. Butler popadnie w nawyk robienia tego, jeśli bedę w pobliżu.
- Gdzie? - Uśmiechnąłem się, a jego oczy rozszerzyły się, a "szczęka opadła".
- Do Phenomu.
- Możesz mi podać jeden powód, dla którego to zrobisz?
- Nie mogę być normalnym facetem chodzącym do klubu?
- Nie - odparł bez wahania.
- O, dzięki.
- Mówię, co widzę i czuję - uśmiechnął się - A tak napawdę, po co tam idziesz?
- Zobaczysz...
Rozdział 13 'Rozproszenie' część 2
No tak, Some sobie chodzi na jakieś spotkania, a ja tu muszę siedzieć. Buu, jutro o 5 do pracy :(
Gdzieś w natłoku tych myśli musiałem się w końcu zatrzymać i zasnąć. Wiedziałem, że śniłem.
Stałem na ganku Dworu Fowlów. Przede mną rozpościerał się naturalny, roślinny obasza. Niedaleko lasku stała elfka. Miała długie, kasztanowe włosy, które rozpoznawałem wszędzie. Holly. Chociaż może mógłby to być ktoś inny. Miliony kobiet posiadają takie włost, ale nie. Czułem w środku, że to była ona.
Zaszłem ją od tyłu. Nie odwróciła się, ani nie dała znać, że wie, iż tutaj jestem w żaden sposób. Nawet kiedy byłem jeszcze bliżej. Nie zrobiła tego.
- Holly - wyszeptałem jej imię, opierając się pokusie, aby dotknąć jej włosów.
- Artemisie? Chcesz czegoś? - Wypowiedziała moje imię w taki sposób, że przeszły mnie ciarki. Nie ze strachu czy zimna, ale raczej z jakiegoś... podniecenia?
- Jesteś w moim domu - wzruszyłem ramionami.
- Przecież widzę, że czegoś chcesz. O co chodzi? - Znała mnie tak dobrze. Czasem wydawało mi się, że nawet lepiej niż ja sam.
- Tego, czego chcę od zawsze. Najważniejszej rzeczy na świecie - odparłem, spoglądając na nią. Nadal opierałem się pokusie, aby dotknąć jej włosów czy ust.
- Więcej złota? - Kiedy o to zapytała dojrzałem coś w jej oczach. Złość.
- Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - trochę zdziwiłem się, że potrafiłem wykrzesać z siebie tak szczere zdanie. W całym teraźniejszym moim rozumowaniu nic takiego się nie pojawiło. Spojrzałem na nią. I w tym momencie nie mogłem oprzeć się, aby jej nie dotknąć. Mój palec wskazujący zaczął kręcić kosmykiem jej włosów. Byłem prawie pewien, że odepchnie moja dłoń, ale zamiast tego zeknęła na mnie z pewnym wzruszeniem. Z jakąś pasją, ale co ja wiem o takich rzeczach.
- Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytała, kładąc dłonie na moich policzkach. Jej dotyk był ciepły i przyjemny. Chciałem odsunąć od siebie te myśli i powrócić do konwersacji.
- Możesz mi mówić o wszystkim - odparłem szczerze. Muszę przyznać, że czułem się dobrze, gdy wiedziałem, że ona mi ufa. Że może powiedzieć mi wszystko, co dzieje się w jej życiu.
Holly poruszyła się niespokojnie. To znaczy lekko prouszała biodrami. Była taka... piękna. Jak mogłem przed tem tego nie zauważyć? Była idelana. I nerwowa. Nawet bardziej, niż wtedy, kiedy pytała, czy mogę ją odwiedzić.
- Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptała. A mnie to zmroziło. Jasne, że wiedziałem, iż ona mu się podoba. Komu nie. W sumie z logiki wynikało, że nie jest jeszcze tak źle. Najważniejsze pytanie brzmialo: Czy ona go kocha?
- Nie... Naprawdę? - Zapytałem, próbując ukryć rosnącą złość i zazdrość, ale nic nie mogło powstrzymać tego, jak zabrzmial mój głos. Nic - A Ty? Co mu powiedziałaś?
Holly lekko się uśmiechnęła, kiedy spoglądała mi w oczy:
- Że nie żywię do niego takich uczuć - wciąż dotykała mojej twarzy, a jej dłonie były delikatne jak piórka - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
Próbowałem zachować się spokojnie. Pomijając fakt, że serce zaczęło mi bić. Zatrzymałem oddech. To było pytanie o którym nieświadomie przed chwilą myślałem. Ale bałem się zapytać. Nawet byłbym przerażony jej odpowiedzią. Ogarnj się! Upomniałem się w myślach. Fowlowie nie boją się nieznanego:
- I co Ty na to? - Mój głos brzmiał tak bardzo zwyczajnie, iż mam podstawy sądzić, żę trochę ją to zdezorientowało.
- Powiedziałam, że Cię nie kocham - poczułem, jakby ktoś wbijał mi nóż w serce. Ból był nie do wytrzymania, owijał się wokół mnie. Odwróciłem wzork, ponieważ nie mogłem znieść myśli, co zobaczyłbym w jej oczach. Moje uczucia nie były podzielane. Jedyne, co mogłem zrobić to stłumić cierpienie i iść dalej przez życie - Ale myślę, że skłamałam.
Podniosłem na nią wzrok. Poczułem przypływ nadziei. Spróbowałem ją stlumić. To mogloby załamać mnie całkowicie - "Myślisz, że skłamałaś"?
- Nie, wiem, że to zrobiłam. Kocham Cię, Artemisie - I znowu to powtórzyła. Nie w sposób taki, w którym mogłaby zobaczyć moją rekcję. Ale w taki, abym zapmiętał to na... zawsze?- Kocham Cię.
Wziąłem głęboki wdech. Nawet nie zdawałem spobie sprawy, że nie oddychałem:
- To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly. Jak było od zawsze i będzie - nawet trochę się zdziwilem na punkcie moich słów. W sumie trochę już minęło odkąd braliśmy udział w sprawie na Arktyce. I wiedziałem, że zawsze będę to do niej czuł. Kiedy już to z siebie wyrzuciłem, poczułem się trochę bezbronny. Raczej nie dzieliłem się niczym z nikim, ale ufałem Holly i byłem pewien, że ona nie nadużyje mojego zaufania. A ja zrobię dla niej wszystko.
- A co z Minerwą? Albo Shry? - Nie, one nie były warte. Ale skąd znała Shry? Musiałem to zapamiętać.
- One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odpowiedziałem, spoglądając w jej dwu kolorowe oczy - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są.
Czułem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Odkąd tylko jej dotknąlem, miałem ochotę ją pocałować. No i do tego czasu walczyłem z tym dość dzielnie. Ale nie. Pocałowałem ją. Miała słodkie i ciepłe wargi. To było, jakbyśmy robili to już wiele razy. Nasz pierwszy pocałunek był niczym w porównaniu z tym. Iskierki zaczęły skakać wokół, gdy tylko złączyliśmy dłonie i usta.
Wplotłem ręce w jej włosy, a ona w moje. Nasze ciała były tak blisko, że bardziej już się nie dało. Ten pocałunek był jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Czułem, że wszystkie argumenty, dlaczego nie powinienem był tego zrobić odeszły w niepamięć. Po raz pierwszy czułem się naprawdę dobrze. Potrzebowaliśmy się w sposób fizyczny.
Trwało to dopóki nie skończyło nam się powietrze. Miałem nogi, jak z waty (chociaż może dlatego, że brakowało mi tlenu) więc zsunąłem się na ziemię, pociągając Holly ze sobą. Lekko zachichotała. Położyłem się na plecach, ale ona siedziała tyłem i to mi nie pasowało. Lekko ją do siebie przyciągnąłem i położyłem jej głowę na swojej klatce piersiowej. Wtuliła się we mnie.
- Artemisie - powiedziała. Chciała, aby to zabrzmiało troche ostro, ale jednak dla mnie było to bardzo pieszczotliwe.
- Holly? - Zapytałem, mój głos był lekko ochrypnięty.
- Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota - odparła, głeboko patrząc w moje oczy - Więc odpowiedz mi.
- Prawie jak policjantka - zaśmiałem się - Jesteś taka podejrzliwa.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - powiedziała głośniej.
Nie mogłem się zatrzymać i zachichotałem.
- Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem. Bez Ciebie jestem niczym.
- Przesadzasz - odchrząkneła, przybliżając się.
- Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham?
- Jestem policjantką.
- Więc, co mogę zrobić, abyś uwierzyła w moje słowa? - Zapytałem bardziej siebie, niż jej.
- Udowodnij to - wyzywała mnie.
- Postaram się.
Gdzieś w natłoku tych myśli musiałem się w końcu zatrzymać i zasnąć. Wiedziałem, że śniłem.
Stałem na ganku Dworu Fowlów. Przede mną rozpościerał się naturalny, roślinny obasza. Niedaleko lasku stała elfka. Miała długie, kasztanowe włosy, które rozpoznawałem wszędzie. Holly. Chociaż może mógłby to być ktoś inny. Miliony kobiet posiadają takie włost, ale nie. Czułem w środku, że to była ona.
Zaszłem ją od tyłu. Nie odwróciła się, ani nie dała znać, że wie, iż tutaj jestem w żaden sposób. Nawet kiedy byłem jeszcze bliżej. Nie zrobiła tego.
- Holly - wyszeptałem jej imię, opierając się pokusie, aby dotknąć jej włosów.
- Artemisie? Chcesz czegoś? - Wypowiedziała moje imię w taki sposób, że przeszły mnie ciarki. Nie ze strachu czy zimna, ale raczej z jakiegoś... podniecenia?
- Jesteś w moim domu - wzruszyłem ramionami.
- Przecież widzę, że czegoś chcesz. O co chodzi? - Znała mnie tak dobrze. Czasem wydawało mi się, że nawet lepiej niż ja sam.
- Tego, czego chcę od zawsze. Najważniejszej rzeczy na świecie - odparłem, spoglądając na nią. Nadal opierałem się pokusie, aby dotknąć jej włosów czy ust.
- Więcej złota? - Kiedy o to zapytała dojrzałem coś w jej oczach. Złość.
- Nie, złoto jest ostatnią rzeczą, która przychodzi mi na myśl w tym momencie - trochę zdziwiłem się, że potrafiłem wykrzesać z siebie tak szczere zdanie. W całym teraźniejszym moim rozumowaniu nic takiego się nie pojawiło. Spojrzałem na nią. I w tym momencie nie mogłem oprzeć się, aby jej nie dotknąć. Mój palec wskazujący zaczął kręcić kosmykiem jej włosów. Byłem prawie pewien, że odepchnie moja dłoń, ale zamiast tego zeknęła na mnie z pewnym wzruszeniem. Z jakąś pasją, ale co ja wiem o takich rzeczach.
- Arty, mogę Ci coś powiedzieć? - Zapytała, kładąc dłonie na moich policzkach. Jej dotyk był ciepły i przyjemny. Chciałem odsunąć od siebie te myśli i powrócić do konwersacji.
- Możesz mi mówić o wszystkim - odparłem szczerze. Muszę przyznać, że czułem się dobrze, gdy wiedziałem, że ona mi ufa. Że może powiedzieć mi wszystko, co dzieje się w jej życiu.
Holly poruszyła się niespokojnie. To znaczy lekko prouszała biodrami. Była taka... piękna. Jak mogłem przed tem tego nie zauważyć? Była idelana. I nerwowa. Nawet bardziej, niż wtedy, kiedy pytała, czy mogę ją odwiedzić.
- Kłopot był dziś u mnie... I powiedział mi, że mnie kocha - wyszeptała. A mnie to zmroziło. Jasne, że wiedziałem, iż ona mu się podoba. Komu nie. W sumie z logiki wynikało, że nie jest jeszcze tak źle. Najważniejsze pytanie brzmialo: Czy ona go kocha?
- Nie... Naprawdę? - Zapytałem, próbując ukryć rosnącą złość i zazdrość, ale nic nie mogło powstrzymać tego, jak zabrzmial mój głos. Nic - A Ty? Co mu powiedziałaś?
Holly lekko się uśmiechnęła, kiedy spoglądała mi w oczy:
- Że nie żywię do niego takich uczuć - wciąż dotykała mojej twarzy, a jej dłonie były delikatne jak piórka - I wtedy spytał, czy może kocham Ciebie.
Próbowałem zachować się spokojnie. Pomijając fakt, że serce zaczęło mi bić. Zatrzymałem oddech. To było pytanie o którym nieświadomie przed chwilą myślałem. Ale bałem się zapytać. Nawet byłbym przerażony jej odpowiedzią. Ogarnj się! Upomniałem się w myślach. Fowlowie nie boją się nieznanego:
- I co Ty na to? - Mój głos brzmiał tak bardzo zwyczajnie, iż mam podstawy sądzić, żę trochę ją to zdezorientowało.
- Powiedziałam, że Cię nie kocham - poczułem, jakby ktoś wbijał mi nóż w serce. Ból był nie do wytrzymania, owijał się wokół mnie. Odwróciłem wzork, ponieważ nie mogłem znieść myśli, co zobaczyłbym w jej oczach. Moje uczucia nie były podzielane. Jedyne, co mogłem zrobić to stłumić cierpienie i iść dalej przez życie - Ale myślę, że skłamałam.
Podniosłem na nią wzrok. Poczułem przypływ nadziei. Spróbowałem ją stlumić. To mogloby załamać mnie całkowicie - "Myślisz, że skłamałaś"?
- Nie, wiem, że to zrobiłam. Kocham Cię, Artemisie - I znowu to powtórzyła. Nie w sposób taki, w którym mogłaby zobaczyć moją rekcję. Ale w taki, abym zapmiętał to na... zawsze?- Kocham Cię.
Wziąłem głęboki wdech. Nawet nie zdawałem spobie sprawy, że nie oddychałem:
- To tak, jak ja kocham Ciebie, Holly. Jak było od zawsze i będzie - nawet trochę się zdziwilem na punkcie moich słów. W sumie trochę już minęło odkąd braliśmy udział w sprawie na Arktyce. I wiedziałem, że zawsze będę to do niej czuł. Kiedy już to z siebie wyrzuciłem, poczułem się trochę bezbronny. Raczej nie dzieliłem się niczym z nikim, ale ufałem Holly i byłem pewien, że ona nie nadużyje mojego zaufania. A ja zrobię dla niej wszystko.
- A co z Minerwą? Albo Shry? - Nie, one nie były warte. Ale skąd znała Shry? Musiałem to zapamiętać.
- One nic dla mnie nie znaczą w porównaniu z Tobą. Niezmiennie - odpowiedziałem, spoglądając w jej dwu kolorowe oczy - Akutalnie nie wiem nawet, kim one są.
Czułem, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Odkąd tylko jej dotknąlem, miałem ochotę ją pocałować. No i do tego czasu walczyłem z tym dość dzielnie. Ale nie. Pocałowałem ją. Miała słodkie i ciepłe wargi. To było, jakbyśmy robili to już wiele razy. Nasz pierwszy pocałunek był niczym w porównaniu z tym. Iskierki zaczęły skakać wokół, gdy tylko złączyliśmy dłonie i usta.
Wplotłem ręce w jej włosy, a ona w moje. Nasze ciała były tak blisko, że bardziej już się nie dało. Ten pocałunek był jak coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Czułem, że wszystkie argumenty, dlaczego nie powinienem był tego zrobić odeszły w niepamięć. Po raz pierwszy czułem się naprawdę dobrze. Potrzebowaliśmy się w sposób fizyczny.
Trwało to dopóki nie skończyło nam się powietrze. Miałem nogi, jak z waty (chociaż może dlatego, że brakowało mi tlenu) więc zsunąłem się na ziemię, pociągając Holly ze sobą. Lekko zachichotała. Położyłem się na plecach, ale ona siedziała tyłem i to mi nie pasowało. Lekko ją do siebie przyciągnąłem i położyłem jej głowę na swojej klatce piersiowej. Wtuliła się we mnie.
- Artemisie - powiedziała. Chciała, aby to zabrzmiało troche ostro, ale jednak dla mnie było to bardzo pieszczotliwe.
- Holly? - Zapytałem, mój głos był lekko ochrypnięty.
- Nigdy mi nie powiedziałeś, co jest dla Ciebie ważniejsze od złota - odparła, głeboko patrząc w moje oczy - Więc odpowiedz mi.
- Prawie jak policjantka - zaśmiałem się - Jesteś taka podejrzliwa.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - powiedziała głośniej.
Nie mogłem się zatrzymać i zachichotałem.
- Ty jesteś, Holly Nieduża. Jesteś ważniejsza niż cokolwiek innego. Jesteś dla mnie słońcem, księżycem, gwiazdami. A nawet powietrzem. Bez Ciebie jestem niczym.
- Przesadzasz - odchrząkneła, przybliżając się.
- Czemu nie możesz po prostu zaakceptować tego, że Cię kocham?
- Jestem policjantką.
- Więc, co mogę zrobić, abyś uwierzyła w moje słowa? - Zapytałem bardziej siebie, niż jej.
- Udowodnij to - wyzywała mnie.
- Postaram się.
Rozdział 13 'Rozproszenie' część 1
Witam, witam :) Przepraszam, że musieliście czekać, ale nie zdawałem sobie sprawy, dopóki Madzalen nie przysłała mi smsa, że trzy kolejne rozdziały są moje, wybaczcie za opóźnienie. Poza tym pracuje :(
Rozdział pisany z punktu widzenia Artemisa. Dzieje się to w czasie, gdy Holly biega po centrum.
- Butler, jestem pewien, że wszystko jest w porządku - powiedziałem podirytowany przez mojego starego przyjaciela. Przechodził z miejsca na miejsce, podczas gdy ja próbowałem skupić się na przeczytaniu książki.
- Artemisie, nie wiemy, kim może być ta dziewczyna. Nawet nie mamy pewności, jak się nazywa - westchnął. Siedziałem przy biurku i naprawdę próbowałem skoncentrować się na książce, ale Butler ciągle mówił o Julii.
- Nie sądzisz, że Julia jest w stanie dać sobie sama radę? - Zapytałem, w końcu ją zamykając. Wiedziałem, że raczej teraz nie mam szans zagłębić się w tekst.
- Oczywiście - skinął głową - Ale jest zbyt ufna. W każdym potrafi dojrzeć dobro.
- Więc dlaczego po prostu do niej nie zadzwonisz? - Ponownie zapytał, aczkolwiek znałem odpowiedź na to pytanie.
- Wtedy zdałaby sobie sprawę, że chcę ją sprawdzic...
- A nie robisz tego? - Uśmiechnąłem się przelotnie.
- Pewnie, że tak, ale ona nie może o tym wiedzieć.
- Świetnie - powiedziałem ostro - W takim razie może siedź spokojnie, abym mógł trochę
- Wybacz Artemisie - wymamrotał i usiadł w fotelu naprzeciwko mnie - Po prostu się... Martwię.
- W porządku Butler - skinąłem głową. A kiedy chciałem dodać jeszcze kilka słów, przerwał mi telefon Domowoja z kawałkiem "Beep"*. Popatrzyłem na niego z zapytaniem w oczach. To nie był styl, w którym się lubował.
Butler poruszył się z niepokojem, kiedy dostrzegł, że go obserwuję.
- To sprawka Julii. A dodatkowo jakoś to zablokowała i nie potrafię tego zmienić.
- Pozwolisz, że pomogę?
- Jeśli jesteś w stanie.
Nie mogłem nic na to poradzić, ale poczułem się urażony.
- Pewnie, że jestem. Na pewno nie jest takie trudne.
- Przepraszam. Wiesz, co miałem na myśli - powiedział wymachując swoją ogromną dłonią w powietrzu
- Oczywiście - skinąłem głową - Ale dlaczego nie odbierzesz?
- To nic ważnego - odparł. Lecz niecałe dwie minuty później telefon zadzwonił ponownie. Odebrał już po pierwszym sygnale. To musiała być Julia. Wiele razy skinął glową, ale konwersacja była naprawdę krótka.
- Julia - oznajmił.
- Wychodzisz? - Zapytałem niewinnym głosikiem.
- Tak, potrzebuje mnie na chwilę. Prawdopodobnie do tego, abym zaniósł jej zakupy do samochodu - stęknął.
- Nie zazdroszczę - odparłem potrząsając głową, dzięki Bogu, że miałem tylko braci - Życzę miłej zabawy.
- Mam przekazać twoje "życzenia>? - Odchrząknął - Wszak przyjaciółką Julii jest dziewczyna.
Poczułem, że się rumienię:
- Nie ma takiej potrzeby.
- Do zobaczenia później, Artemisie - Butler znowu chrząknął kiedy opuszczał pokój,
- Do widzenia - odburknąłem. Wyszedł z pokoju, a wtedy usłyszałem odgłos zamykanych drzwi i zaplający samochód. W pewnym sensie poczułem ulgę. Butler był jednym z moich najlepszych przyjaciół, ale są takie chwile, kiedy człowiek potrzebuje być sam na sam. Wyciągnąłem książkę i znowu spróbowałem wtopić się w kontekst. A kiedy tylko to się stało mój komputer zabrzęczał. Westchnąłem. Nigdy nie przeczytam tego tekstu. Rozmowa nadchodziła ze strony Ogierka.
(Artemis - Aurumestpotestas, Ogierek - Horselovin'69 XD)
- Hej Błotniaku - uśmiechnął się ironicznie.
- Ogierku... - skinąłem głową z dezaprobatą. Nie miałem humoru na jego głupie gierki. Pomijając fakt, że i tak zawsze je wygrywałem.
- Wow, co się stało? - Zapytał, wbijając we mnie wzrok. Od razu wiedziałem, o czym mówił. Zawsze byłem opisywany, jako "wampir". Teraz, moja skóra była jeszcze bardziej blada, biała a pod oczami widniały ciemne kręgi. Wszystko przez zbyt małą ilość snu. A działo się to dlatego, że ostatnio miewałem naprawdę przedziwne sny - Wszystko w porządku? - Usłyszałem zaniepokojenie przebijające się przez jego głos.
- Brak snu nie jest powodem do troskania się o mnie - powiedziałem trochę ostrzej niż zamierzałem.
Ogierek uśmiechnął się saraktycznie, jakbym w ogóle nic nie powiedział:
- A może to przez tą wielką książkę - skierował kamerę w dół, aby zobaczyć jej tytuł zanim zdążyłem go zakryć. D'Arvit! Ogierek wybuchnąl śmiechem - A więc "Jak zauroczyć kobietę i odnaleźć się w społeczeństwie" będąc kretynem? Przynajmniej ta ostatnia część ma coś wspólnego z prawdą - sapnął, a ja poczerwieniałem na twarzy
- Może Ty coś powiesz? - Zapytałem - Na przykład, po co zadzwoniłeś.
- Oj, po prostu, żeby zobaczyć, czy się ucieszysz.
- Pewnie. Po prostu skaczę z radości. Naprawdę to taka wielka tajemnica? - Dopytywałem, a mój głos ociekał sarkazmem.
- Nie słyaszłeś czegoś ciekawego od Holly? - spytal, jakby naprawdę tego nie wiedział.
- Nic od czasu, kiedy zaprosila mnie do siebie. Dlaczego? - Poczułem się zaniepokojny, że coś złego mogło się jej stać.
- To tylko moja ciekawość - Tak, na pewno w to uwierzę. Kiedy Grzebaczek będzie chociaż raz naprawdę niewinny.
- Co chciałbyś mi zameldować? - Zapytałem, wiedząc, że ma jakieś plotki, z którymi musi się podzielić. Gdyby nigdy wcześniej nie był podeksctyowany pewnie teraz skakałby z radości - Co Grzebaczek wykombinował tym razem?
- Szczerze mówiąc to wcale nie był on - uśmiechnął się z ironią. Czasami Ogierek potrafił mnie zadręczać.A szczególnie, gdy tak sobie siedział i oglądał moje staranie. Gdybym nie był tak chorobliwie ciekawy z pewnością zamknąłbym okienko. Na moje nieszczęście właśnie teraz byłem.
- Więc kto? - Spytalem, chociaż znakomicie znałem odpowiedź - Doodah? Kłopot?
- Połowa racji - odparł, chcąc mi dokuczyć
- Możesz mnie w końcu oświecić? - Bylem znużony. I zmęczony ślęczeniem nad tym tematem. Albo mi powie, albo nie. Chociaż wątpię, czy Ogierek zaprzepaściłby szansę wyagadania się komuś.
- Lepiej będzie jeśli sam to zobaczyc.
- Świetnie - powiedziałem ostro - Pokaż mi.
- Twoje życzenie to dla mnie rozkaz - wymamrotał otwierając kolejne okienko na moim monitorze.
- Mogłeś użyć tylko jednego - wypomniałem mu.
- Wiem, ale chcę zobaczyć Twoją minę - w tym momencie uświadomiłem sobie, jak naprawdę to będzie złe.
- Tak, tak. A teraz otwórz w końcu ten film! - Byłem zdenerwowany. Zły i zakłopotany. A nie ma nic gorszego niż zdezorientowany geniusz.
- Pod jednym warunkiem - powiedział, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie.
- Dobrze. O co chodzi? - Zgodziłbym się na wszystko.
- Odpowiesz na trzy pytania. Po video.
- Świetnie, zgadzam się - skinąłem głową. Pytania nie mogły być najgorsze. Prawda?
- Nie mów, że Cię nie ostrzegałem - pouczył mnie.
- Ogierku włącz film - rozkazalem. Ogierek wymamrotał coś, co zabrzmialo jak "zero szacunku". Ale w końcu zobaczyłem obraz.
Taśma pochodziła z kamery ochrony. Na wyświetlaczu widniała data i czas. Widziałem płtki holu i drzwi. Niecałą minutę później do środka wbiegła kobieta. Elfka. Wyglądała bardzo znajomo, ale na początku nie zorientowałem się kto to.
- Pozwól mi... - Uciął Ogierek, przybliżył i wyostrzył obraz - Teraz ją rozpoznajesz?
Mój pierwszy wniosek: była piękna. A wtedy przyjrzałem się bardziej. Miała dość nisko rozpięty mundur. Kształt jej piersi był bardzo dobrze widoczny. Twarz miała oblaną rumieńcem, a włosy rozczochrane, jakby dopiero co wyszła z łóżka. Wyglądało to bardzo dobrze. Po chwili uświadomiłem sobie, że miała kasztanowe włosy i ma dwoje różnych oczu. Jedno było orzechowe, drugie - moje - niebieskie. To była Holly.
- H-h-holly? - Zająknąłem się. Widok wprowadził mnie w zakłopotanie.
- Tak to, H-h-holly - zaśmiał się - Patrz dalej, błotniaku.
Video znów zaczęło się odtwarzać. Kolejną minutę później do środka wbiegł poczerwieniały mężczyzna. Jego włosy również były zmierzwine a unifrom wyglądał dość niepoprawnie. Również w połowie rozpięty ukazywał muskularną klatkę piersiową. Stanął przed Holly. Sposób w jaki Kłopot na nią spoglądał był... To jakby kot spoglądał na smaczną myszkę.
Holly spojrzała na jego twarz i zobaczyła jego uśmiech. Odwzajemniła gest z zakłopotaniem. Jakby właśnie przed chwilą na czymś ją przyłapano.
- To wszystko? - Zapytałem lodowato. Mój głos prawie w ogóle nie chciał wydobyć się z ust.
- Prawie. A to urywek z tego samego ranka, później - powiedział Ogierek, kiedy sceneria się zmieniła.
Środek biura. Na drzwiach napisane było: "Major H. Nieduża". A więc biuro Holly. I wtedy zobaczyłem dwie osoby stojące obok stolika. Teraz uniform Holly byl bez żadnego zarzutu. Włosy spływały w dół, a jej twarz nie była już zarumieniona - nie wyglądała tak samo, jak przed tem.
Kłopot stał tyłem do mnie. Obejmowali się. Poczułem się, jakby moje serce skamieniało. Ale skupiłem się z powrotem, ponieważ filmik się jeszcze nie skończył. Kłopot musiał wyszeptać coś do jej ucha, ponieważ otwarła szeroko oczy. Chociaż może i mi się to wydawało zobaczyłem cierpienie w jej oczach. Cofnęła się. Ale on przyciągnął ją do siebie i pocałował ją. Długi i pasjonujący pocałunek. Filmik się skończył.
- Artemis? Artemis! - Zawołał Ogierek, wyrywając mnie z odrętwienia.
- Czy oni...? - Te słowo nawet nie mogło przejść mi przez myśl.
- Holly mówi, że nie, ale strona całkiem co innego... - uciął, jakby chciał zobaczyć, co będzie sobie.
Pamiętaj, sprawdź potem to, o czym wspomina Ogierek.
- Strona? - Zapytałem - Powiedziałeś strona.
- Nie wiem, o czym mówisz - odparł urażony - A teraz przejdźmy do moich pytań.
- Dobrze, dobrze - To nie to, że tego chciałem, ale Fowl musiał dotrzymać słowa.
- Po pierwsze, jesteś zazdrosny? Chciałbyś, żeby to Tobie się przytrafiło?
- Nie, oczywiście, że nie. Są dorośli, mogą robić, co chcą - skłamałem. Pocałować Holly. Muszę przyznać, że ciągle o tym myślałem, odkąd powróciliśmy z przeszłości.
- Przeszłość lubi się powtarzać - wymamrotałem sam do siebie, mając nadzieję, że stara maksyma się sprawdzi.
- Że co? - Zapytał Ogierek, kiedy w myślach zbeształem się za głośne wyrażanie myśli
- Mowiłem do siebie - odparłem.
- "Mówienie do siebie" to pierwszy objaw obłędu - Nie, żebym tego nie wiedział.
- Nie masz więcej pytań? - Zagaiłem ostro, chociaż to raczej nie było potrzebne.
- Pewnie, że mam - Ogierek uśmiechnął się niecierpliwie - Kochasz Holly? Albo raczej czy ją lubisz?
- Bardzo. Jest jedną z moich najlepszych przyjaciół - odpowiedziałem, celowo omijając pyatnie.
- To nie byla zbyt precyzyjna odpowiedź. Wiesz, że nie o to mi chodziło - Jasne, że wiedziałem, co miał na myśli, ale nie mogłem dać mu solidnej odpowiedzi.
- W taki sposób nie. Nie kocham jej tak. Bardziej, jako przyjaciółkę, jak wszystkich innych - znowu kłanstwo. Jest moją przyjaciółką. Ale szczerze martwię się o nią najbardziej - Jak najlepszą przyjaciółkę i nic więcej.
- Artemisie, znam Cię dość długo, prawda? - Zapytał, szukając czegoś w wyrazie mojej twarzy.
- Taak - odrzekłem ostrożnie.
- I w tym czasie staliśmy się przyjaciółmi.
- Nie inaczej.
- I wiesz, że droczę się z Tobą, ponieważ się martwię?
- Tak? - Powiedziałem, ale to jednak zabrzmiało, jak pytanie.
- I przez te lata poznaliśmy się nawzajem, prawda?
- Prawda? - Spytałem niepewnie.
- Więc dość wciskania mi kitów i mówienia gówno prawdy.
- Co masz na myśli?
- Pomiędzy tobą a Holly istnieje strasznie silna więź, chemia, której jeszcze nigdy nie widziałem. Pragiecie się nawzajem. Ale wiesz, co w tym wszystkim najsmutniejsze?
- To, że próbujesz być mądrzejszy niż ja? - Zapytałem z gniewem w głosie.
- To, że nawet o tym nie wiesz - zignorował mnie - Widzę wyraz twojej twarzy, twoje oczy. Byłeś zazdrosny. I zraniony.
- Nie, nie byłem.
- Słuchaj Arty. Artemisie - szybko się poprawił, kiedy ujrzał moje piorunujące spojrzenie - Bądźmy szczerzy. Wiem, że kochasz Holly, nawet jeśli Ty nie jesteś tego pewny. Możesz mi wierzyć, albo zaprzeczać sobie w myślach. Ale pamiętaj, że kiedy się tak blokujesz a nią, Kłopot jest coraz bliżej. Wyobraź sobie, że Holly go kocha. Ją w jego ramiomach. Niezbyt przyjemny widok - wzdrygnąłem się mimo woli - Myślę, że dałem Ci dość dużo do zrozumienia. Do zobaczenia. I nie zapomnij odwiedzić mnie podczas twojej wizyty tutaj - zamknął okno rozmowy.
Siedziałem zszokowany, nie wiem, przez jak dlugo. To mogły być minuty, godziny, może nawet dni. Nie zauważyłem upływu czasu. Holly. Kłopot. Holly i Kłopot. Te słowa ciągle siedziały w mojej głowy. Nie kocham Holly. Nie mogę. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
I niczym więcej.
*"Beep", podejrzewam, że to piosenka z repertuaru The Pussycat Dolls (kumplujesz się z Ssomebodyy -> znasz większość popowych piosenek sprzed roku 2009 :D)
*Ok, żeby to zrozumieć trzeba być bardziej lub mniej wtajemniczonym:c
Rozdział pisany z punktu widzenia Artemisa. Dzieje się to w czasie, gdy Holly biega po centrum.
- Butler, jestem pewien, że wszystko jest w porządku - powiedziałem podirytowany przez mojego starego przyjaciela. Przechodził z miejsca na miejsce, podczas gdy ja próbowałem skupić się na przeczytaniu książki.
- Artemisie, nie wiemy, kim może być ta dziewczyna. Nawet nie mamy pewności, jak się nazywa - westchnął. Siedziałem przy biurku i naprawdę próbowałem skoncentrować się na książce, ale Butler ciągle mówił o Julii.
- Nie sądzisz, że Julia jest w stanie dać sobie sama radę? - Zapytałem, w końcu ją zamykając. Wiedziałem, że raczej teraz nie mam szans zagłębić się w tekst.
- Oczywiście - skinął głową - Ale jest zbyt ufna. W każdym potrafi dojrzeć dobro.
- Więc dlaczego po prostu do niej nie zadzwonisz? - Ponownie zapytał, aczkolwiek znałem odpowiedź na to pytanie.
- Wtedy zdałaby sobie sprawę, że chcę ją sprawdzic...
- A nie robisz tego? - Uśmiechnąłem się przelotnie.
- Pewnie, że tak, ale ona nie może o tym wiedzieć.
- Świetnie - powiedziałem ostro - W takim razie może siedź spokojnie, abym mógł trochę
- Wybacz Artemisie - wymamrotał i usiadł w fotelu naprzeciwko mnie - Po prostu się... Martwię.
- W porządku Butler - skinąłem głową. A kiedy chciałem dodać jeszcze kilka słów, przerwał mi telefon Domowoja z kawałkiem "Beep"*. Popatrzyłem na niego z zapytaniem w oczach. To nie był styl, w którym się lubował.
Butler poruszył się z niepokojem, kiedy dostrzegł, że go obserwuję.
- To sprawka Julii. A dodatkowo jakoś to zablokowała i nie potrafię tego zmienić.
- Pozwolisz, że pomogę?
- Jeśli jesteś w stanie.
Nie mogłem nic na to poradzić, ale poczułem się urażony.
- Pewnie, że jestem. Na pewno nie jest takie trudne.
- Przepraszam. Wiesz, co miałem na myśli - powiedział wymachując swoją ogromną dłonią w powietrzu
- Oczywiście - skinąłem głową - Ale dlaczego nie odbierzesz?
- To nic ważnego - odparł. Lecz niecałe dwie minuty później telefon zadzwonił ponownie. Odebrał już po pierwszym sygnale. To musiała być Julia. Wiele razy skinął glową, ale konwersacja była naprawdę krótka.
- Julia - oznajmił.
- Wychodzisz? - Zapytałem niewinnym głosikiem.
- Tak, potrzebuje mnie na chwilę. Prawdopodobnie do tego, abym zaniósł jej zakupy do samochodu - stęknął.
- Nie zazdroszczę - odparłem potrząsając głową, dzięki Bogu, że miałem tylko braci - Życzę miłej zabawy.
- Mam przekazać twoje "życzenia>? - Odchrząknął - Wszak przyjaciółką Julii jest dziewczyna.
Poczułem, że się rumienię:
- Nie ma takiej potrzeby.
- Do zobaczenia później, Artemisie - Butler znowu chrząknął kiedy opuszczał pokój,
- Do widzenia - odburknąłem. Wyszedł z pokoju, a wtedy usłyszałem odgłos zamykanych drzwi i zaplający samochód. W pewnym sensie poczułem ulgę. Butler był jednym z moich najlepszych przyjaciół, ale są takie chwile, kiedy człowiek potrzebuje być sam na sam. Wyciągnąłem książkę i znowu spróbowałem wtopić się w kontekst. A kiedy tylko to się stało mój komputer zabrzęczał. Westchnąłem. Nigdy nie przeczytam tego tekstu. Rozmowa nadchodziła ze strony Ogierka.
(Artemis - Aurumestpotestas, Ogierek - Horselovin'69 XD)
Horselovin'69: Co tam błotniaczku?
Aurumestpotestas: Witaj Ogierku, wszystko w porządku. Ale może być zmienił swoją nazwę?
H: Czemu? Co w niej złego?Wow, poczułem się lepszy. Bardziej znałem współczesną terminologię od niego.*
A: To nic. Zwykła myśl. A teraz do rzeczy, dlaczego zaszczyciłeś mnie możnością rozmowy z Toba?
H: Muszę Ci coś pokazać.Zrobiłem się ciekawy. To musiało być naprawdę coś... Dobrego. A znając jego chodziło o Holly. Na moim komputerze otworzyło się okienko. Twarz Ogierka wyrażała zadowolenie z siebie. Uważnie mi się przypatrywał. A u mnie pierwszą rzeczą, którą zauważyłem było to, że Ogierek schudł. Pewnie za sprawą Caballine
- Hej Błotniaku - uśmiechnął się ironicznie.
- Ogierku... - skinąłem głową z dezaprobatą. Nie miałem humoru na jego głupie gierki. Pomijając fakt, że i tak zawsze je wygrywałem.
- Wow, co się stało? - Zapytał, wbijając we mnie wzrok. Od razu wiedziałem, o czym mówił. Zawsze byłem opisywany, jako "wampir". Teraz, moja skóra była jeszcze bardziej blada, biała a pod oczami widniały ciemne kręgi. Wszystko przez zbyt małą ilość snu. A działo się to dlatego, że ostatnio miewałem naprawdę przedziwne sny - Wszystko w porządku? - Usłyszałem zaniepokojenie przebijające się przez jego głos.
- Brak snu nie jest powodem do troskania się o mnie - powiedziałem trochę ostrzej niż zamierzałem.
Ogierek uśmiechnął się saraktycznie, jakbym w ogóle nic nie powiedział:
- A może to przez tą wielką książkę - skierował kamerę w dół, aby zobaczyć jej tytuł zanim zdążyłem go zakryć. D'Arvit! Ogierek wybuchnąl śmiechem - A więc "Jak zauroczyć kobietę i odnaleźć się w społeczeństwie" będąc kretynem? Przynajmniej ta ostatnia część ma coś wspólnego z prawdą - sapnął, a ja poczerwieniałem na twarzy
- Może Ty coś powiesz? - Zapytałem - Na przykład, po co zadzwoniłeś.
- Oj, po prostu, żeby zobaczyć, czy się ucieszysz.
- Pewnie. Po prostu skaczę z radości. Naprawdę to taka wielka tajemnica? - Dopytywałem, a mój głos ociekał sarkazmem.
- Nie słyaszłeś czegoś ciekawego od Holly? - spytal, jakby naprawdę tego nie wiedział.
- Nic od czasu, kiedy zaprosila mnie do siebie. Dlaczego? - Poczułem się zaniepokojny, że coś złego mogło się jej stać.
- To tylko moja ciekawość - Tak, na pewno w to uwierzę. Kiedy Grzebaczek będzie chociaż raz naprawdę niewinny.
- Co chciałbyś mi zameldować? - Zapytałem, wiedząc, że ma jakieś plotki, z którymi musi się podzielić. Gdyby nigdy wcześniej nie był podeksctyowany pewnie teraz skakałby z radości - Co Grzebaczek wykombinował tym razem?
- Szczerze mówiąc to wcale nie był on - uśmiechnął się z ironią. Czasami Ogierek potrafił mnie zadręczać.A szczególnie, gdy tak sobie siedział i oglądał moje staranie. Gdybym nie był tak chorobliwie ciekawy z pewnością zamknąłbym okienko. Na moje nieszczęście właśnie teraz byłem.
- Więc kto? - Spytalem, chociaż znakomicie znałem odpowiedź - Doodah? Kłopot?
- Połowa racji - odparł, chcąc mi dokuczyć
- Możesz mnie w końcu oświecić? - Bylem znużony. I zmęczony ślęczeniem nad tym tematem. Albo mi powie, albo nie. Chociaż wątpię, czy Ogierek zaprzepaściłby szansę wyagadania się komuś.
- Lepiej będzie jeśli sam to zobaczyc.
- Świetnie - powiedziałem ostro - Pokaż mi.
- Twoje życzenie to dla mnie rozkaz - wymamrotał otwierając kolejne okienko na moim monitorze.
- Mogłeś użyć tylko jednego - wypomniałem mu.
- Wiem, ale chcę zobaczyć Twoją minę - w tym momencie uświadomiłem sobie, jak naprawdę to będzie złe.
- Tak, tak. A teraz otwórz w końcu ten film! - Byłem zdenerwowany. Zły i zakłopotany. A nie ma nic gorszego niż zdezorientowany geniusz.
- Pod jednym warunkiem - powiedział, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie.
- Dobrze. O co chodzi? - Zgodziłbym się na wszystko.
- Odpowiesz na trzy pytania. Po video.
- Świetnie, zgadzam się - skinąłem głową. Pytania nie mogły być najgorsze. Prawda?
- Nie mów, że Cię nie ostrzegałem - pouczył mnie.
- Ogierku włącz film - rozkazalem. Ogierek wymamrotał coś, co zabrzmialo jak "zero szacunku". Ale w końcu zobaczyłem obraz.
Taśma pochodziła z kamery ochrony. Na wyświetlaczu widniała data i czas. Widziałem płtki holu i drzwi. Niecałą minutę później do środka wbiegła kobieta. Elfka. Wyglądała bardzo znajomo, ale na początku nie zorientowałem się kto to.
- Pozwól mi... - Uciął Ogierek, przybliżył i wyostrzył obraz - Teraz ją rozpoznajesz?
Mój pierwszy wniosek: była piękna. A wtedy przyjrzałem się bardziej. Miała dość nisko rozpięty mundur. Kształt jej piersi był bardzo dobrze widoczny. Twarz miała oblaną rumieńcem, a włosy rozczochrane, jakby dopiero co wyszła z łóżka. Wyglądało to bardzo dobrze. Po chwili uświadomiłem sobie, że miała kasztanowe włosy i ma dwoje różnych oczu. Jedno było orzechowe, drugie - moje - niebieskie. To była Holly.
- H-h-holly? - Zająknąłem się. Widok wprowadził mnie w zakłopotanie.
- Tak to, H-h-holly - zaśmiał się - Patrz dalej, błotniaku.
Video znów zaczęło się odtwarzać. Kolejną minutę później do środka wbiegł poczerwieniały mężczyzna. Jego włosy również były zmierzwine a unifrom wyglądał dość niepoprawnie. Również w połowie rozpięty ukazywał muskularną klatkę piersiową. Stanął przed Holly. Sposób w jaki Kłopot na nią spoglądał był... To jakby kot spoglądał na smaczną myszkę.
Holly spojrzała na jego twarz i zobaczyła jego uśmiech. Odwzajemniła gest z zakłopotaniem. Jakby właśnie przed chwilą na czymś ją przyłapano.
- To wszystko? - Zapytałem lodowato. Mój głos prawie w ogóle nie chciał wydobyć się z ust.
- Prawie. A to urywek z tego samego ranka, później - powiedział Ogierek, kiedy sceneria się zmieniła.
Środek biura. Na drzwiach napisane było: "Major H. Nieduża". A więc biuro Holly. I wtedy zobaczyłem dwie osoby stojące obok stolika. Teraz uniform Holly byl bez żadnego zarzutu. Włosy spływały w dół, a jej twarz nie była już zarumieniona - nie wyglądała tak samo, jak przed tem.
Kłopot stał tyłem do mnie. Obejmowali się. Poczułem się, jakby moje serce skamieniało. Ale skupiłem się z powrotem, ponieważ filmik się jeszcze nie skończył. Kłopot musiał wyszeptać coś do jej ucha, ponieważ otwarła szeroko oczy. Chociaż może i mi się to wydawało zobaczyłem cierpienie w jej oczach. Cofnęła się. Ale on przyciągnął ją do siebie i pocałował ją. Długi i pasjonujący pocałunek. Filmik się skończył.
- Artemis? Artemis! - Zawołał Ogierek, wyrywając mnie z odrętwienia.
- Czy oni...? - Te słowo nawet nie mogło przejść mi przez myśl.
- Holly mówi, że nie, ale strona całkiem co innego... - uciął, jakby chciał zobaczyć, co będzie sobie.
Pamiętaj, sprawdź potem to, o czym wspomina Ogierek.
- Strona? - Zapytałem - Powiedziałeś strona.
- Nie wiem, o czym mówisz - odparł urażony - A teraz przejdźmy do moich pytań.
- Dobrze, dobrze - To nie to, że tego chciałem, ale Fowl musiał dotrzymać słowa.
- Po pierwsze, jesteś zazdrosny? Chciałbyś, żeby to Tobie się przytrafiło?
- Nie, oczywiście, że nie. Są dorośli, mogą robić, co chcą - skłamałem. Pocałować Holly. Muszę przyznać, że ciągle o tym myślałem, odkąd powróciliśmy z przeszłości.
- Przeszłość lubi się powtarzać - wymamrotałem sam do siebie, mając nadzieję, że stara maksyma się sprawdzi.
- Że co? - Zapytał Ogierek, kiedy w myślach zbeształem się za głośne wyrażanie myśli
- Mowiłem do siebie - odparłem.
- "Mówienie do siebie" to pierwszy objaw obłędu - Nie, żebym tego nie wiedział.
- Nie masz więcej pytań? - Zagaiłem ostro, chociaż to raczej nie było potrzebne.
- Pewnie, że mam - Ogierek uśmiechnął się niecierpliwie - Kochasz Holly? Albo raczej czy ją lubisz?
- Bardzo. Jest jedną z moich najlepszych przyjaciół - odpowiedziałem, celowo omijając pyatnie.
- To nie byla zbyt precyzyjna odpowiedź. Wiesz, że nie o to mi chodziło - Jasne, że wiedziałem, co miał na myśli, ale nie mogłem dać mu solidnej odpowiedzi.
- W taki sposób nie. Nie kocham jej tak. Bardziej, jako przyjaciółkę, jak wszystkich innych - znowu kłanstwo. Jest moją przyjaciółką. Ale szczerze martwię się o nią najbardziej - Jak najlepszą przyjaciółkę i nic więcej.
- Artemisie, znam Cię dość długo, prawda? - Zapytał, szukając czegoś w wyrazie mojej twarzy.
- Taak - odrzekłem ostrożnie.
- I w tym czasie staliśmy się przyjaciółmi.
- Nie inaczej.
- I wiesz, że droczę się z Tobą, ponieważ się martwię?
- Tak? - Powiedziałem, ale to jednak zabrzmiało, jak pytanie.
- I przez te lata poznaliśmy się nawzajem, prawda?
- Prawda? - Spytałem niepewnie.
- Więc dość wciskania mi kitów i mówienia gówno prawdy.
- Co masz na myśli?
- Pomiędzy tobą a Holly istnieje strasznie silna więź, chemia, której jeszcze nigdy nie widziałem. Pragiecie się nawzajem. Ale wiesz, co w tym wszystkim najsmutniejsze?
- To, że próbujesz być mądrzejszy niż ja? - Zapytałem z gniewem w głosie.
- To, że nawet o tym nie wiesz - zignorował mnie - Widzę wyraz twojej twarzy, twoje oczy. Byłeś zazdrosny. I zraniony.
- Nie, nie byłem.
- Słuchaj Arty. Artemisie - szybko się poprawił, kiedy ujrzał moje piorunujące spojrzenie - Bądźmy szczerzy. Wiem, że kochasz Holly, nawet jeśli Ty nie jesteś tego pewny. Możesz mi wierzyć, albo zaprzeczać sobie w myślach. Ale pamiętaj, że kiedy się tak blokujesz a nią, Kłopot jest coraz bliżej. Wyobraź sobie, że Holly go kocha. Ją w jego ramiomach. Niezbyt przyjemny widok - wzdrygnąłem się mimo woli - Myślę, że dałem Ci dość dużo do zrozumienia. Do zobaczenia. I nie zapomnij odwiedzić mnie podczas twojej wizyty tutaj - zamknął okno rozmowy.
Siedziałem zszokowany, nie wiem, przez jak dlugo. To mogły być minuty, godziny, może nawet dni. Nie zauważyłem upływu czasu. Holly. Kłopot. Holly i Kłopot. Te słowa ciągle siedziały w mojej głowy. Nie kocham Holly. Nie mogę. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
I niczym więcej.
*"Beep", podejrzewam, że to piosenka z repertuaru The Pussycat Dolls (kumplujesz się z Ssomebodyy -> znasz większość popowych piosenek sprzed roku 2009 :D)
*Ok, żeby to zrozumieć trzeba być bardziej lub mniej wtajemniczonym:c
Lokalizacja:
Trillakatu, 02610 Espoo, Finlandia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)