- Może powinieneś zwolnić - zasugerował Butler, siedzący obok mnie. Gdyby przyjrzeć się jego luźno opadającym ramionom, można byłoby stwierdzić, że był zrelaksowany. Ale to błąd. Symulował swoje zrelaksowanie. Butler jest zazwyczaj nerwowy, kiedy prowadzę, mimo że nie ma takich powodów.
Spojrzałem na niego kątem oka.
- Nonses. Jestem świetnym kierowcą - zaprotestowałem.
- Pewnie, że tak. Ale pędzenie po leśnej drodze jest trochę niebezpieczne. Dla każdego.
Spojrzałem na prędkościomierz. Wskazywał 160 km/h. No dobra, przyznaję. Jechałem trochę za szybko niż było to rozsądne. Zwolniłem do odpowiedniej prędkości.
- Lepiej? - Zapytałem ze sarkazamem.
Usta Butlera wykrzywiły się w jego "uśmieszku".
- O wiele. Teraz nie muszę martwić się o to, że zostanie ze mnie tylko plama na skraju drogi.
Szczerze, nie wiem, czym zasłużyłem sobie na takie oszczerstwa.
- Umm, Artemisie? - Zapytał, prawdopodobnie chcąc się upewnić, że uważam na wszystko.
- Tak, stary przyjacieli? - Odparłem przezronie, dobrze pamiętam o czym nasza ostatnia "pogaduszka" była, i nie chciałem słyszeć tego ponownue.
Butler dobrze wiedział, co chodzi mi po głowie.
- Nie mów z taką rezerwą. Chcę się tylko dowiedzieć dlaczego tak się śpieszysz.
- Nie ma konkretnej przyczyny - wzruszyłem ramionami.
- Chcesz jak najszybciej poznać przyjaciółkę Julii, prawda? - Spytał - Chcesz wyzbyć się z myśli Holly?
Odwróciłem wzrok od niego i spojrzałem z powrotem na drogę.
- Wcale nie.
- No pewnie.
Wyjrzałem przez okno. Ciąg drzew już prawie się kończył.
- Uważaj, możesz stracić odpowiedni zakręt - przypomniał mi Butler.
- Cholera - zakląłem, kiedy tak się stało. Zawróciłem i tym razem nie było problemów.
- Zdenerwowany? - Kiedy zapytał to po prostu odwarknąłem.
Przejechałem wzdłuż linii prosto na parking. Spojrzałem na przysadzisty, szary budynek z wstrętem.
- Trudno uwierzyć, że to jest jedno z "najlepszych" miejsc w Dublinie - prychnąłem przy wymawianiu słowa "najlepsze".
Butler szczerze się uśmiechnął.
- Czego oczekiwałeś? Rezydencji?
- Nieważne - odburknąłem, zmierzając do wolnego miejsca.
Zgasiłem silnik, ale nie wyciągnałem kluczyka ze stacyjki.
- Gotowy? - Zapytał, lekko unosząc kąciki ust - Jesteś gotowy, aby poznać przyjaciółkę Julii?
- Odpowiedź na twoje pierwsze pytanie brzmi: tak. Drugie pozostawiam tobie - odrzekłem, biorąc kluczyk. Wysiadłem z samochodu i sprawdziłem ciuchy. Zero kurzu, doskonale.
Pomaszerowałem w stronę szklanych drzwi z Butlerem obok mnie. Tuż obok drzwi wisiały zwykłe czerwone, aksamitne liny. Co za banał.
- Tak Artemisie, zwykły banał - Butler mnie uprzedził nim nawet otwarłem usta. Czasem zbyt dobrze mnie znał. Naprawdę nienawidziłem, kiedy ktoś mówił coś, zanim ja zdążyłem to wypowiedzieć.
Za liną stał wysoki mężczyzna. Oczywiście nie tak wysoki jak Butler. Miał ciemną skórę i brązowe oczy. Jego włosy były dziwne - jakby dredy. Był muskularny i mógł być zastraszający dla każdego faceta i imponujący dla kobiety. Jestem pewien, że to dlatego go wynajmowali.
- Cześć - powiedział głębokim głosem - Jestem Adonis. - Pasuje. Adonis to grecki mężczyzna, który swoim wyglądem oczarowywał boginie i rozgniewał tym bogów. Oczywiście wygląd doprowadził do śmierci - jego krew zabarwiła rzeki.
- Artemis Fowl - odparłem, potrząsając jego dłonią. Próbował ścisnąc niemiłosiernie mocno moje palce, jak robił to każdy mięśniak. Kiedy w końcu puścił moją rękę, trochę była napuchnięta, ale nie dałem mu z tego satysfakcji.
- Butler - powiedział mężczyzna, a szczęka Adonisowi opadła. Przypuszczam, że nawet ochroniarze rozpoznawali legendę, widząc go. Jego niebieski diament-tatuaż i tytuł trzeciego najpotworniejszego faceta przytłoczyło go.
- Oczywiście proszę pana - przyskoczył do przodu - Ah to ten Artemis Fowl, o którym tak dużo słyszałem.
Niesamowite, jak na początku nie potrafił mnie skojrzatć, kiedy się przedstawiałem a teraz byłem "tym Artemisem Fowlem" i wiele o mnie wiedział. Nigdy nie przestanie zadziwiać mnie to, jak jedno słowo, imię, może zmienić nastawienie ludzi.
- Tak, to ja - odpowiedziałem, wamiprycznie się uśmiechając. Rozkoszowałem się momentem, w którym przeszedł go dreszcz i cofnął się o krok w tył.
- Ah Panie Butler. Chciałbym kiedyś porozmawiać lub potrenować razem - Adonis na początku wydawał się twardy, ale teraz był jak dzieciak, który poznawał swojego bohatera z dzieciństwa.
- Miło Cię poznać - powiedział Butler, potrząsając jego dłonią. Zauważyłem, że tym razem uścik Adonisa był bardzo lekki.
Obydwoje wyglądali jakby mieli zacząć jakąś "gadkę".
- Przepraszam, ale chciałbym dostać się do środka - rzekłem czystym i donośnym głosem.
- Oczywiście, Panie Fowl - zająknął się. Pan Fowl, muszę przyznać, że to polubiłem.
Podałem mu zapłatę za rachunek w euro.
- Oh, Panie Fowl. To za dużo. Wstęp kosztuje 15 euro za każdego.
- Weź to - nalegałem.
- Jesteś pewny? - Zapytał, wsuwając już pieniądze do kieszeni.
- Tak właśnie.
Po kilku jąkliwych podziękowaniach postanowił opuścić linę w dół. Otworzył drzwi. Wpuszczając nas do środka przypomniał sobie o swojej pracy:
- Witajcie w Phenom. Mam nadzieję, że dzisiejszej nocy zostaniecie zaskoczeni.
Weszliśmy do środka. Hol był oczywiście cały szary i niezbyt imponujący. Duże, metalowe drzwi widniały na przeciwnej ścianie.
- Więc... Powinniśmy się trochę zabawić - powiedziałem nieprzekonany, chociaż chciałem brzmieć entuzjastycznie.
- Uspokój się Artemisie. To był twój pomysł, aby tu przyjechać. A poza tym to Cię nie zabije - Butler położył rękę na moim ramieniu, zbierając ze mnie cały ciężar.
Otworzyłem drzwi i ściana dźwięku we mnie uderzyła.
- Dźwiękoszczelne?
- Żeby nie przeszkadzać innym, nie ma wątpliwości.
Podążałem dalej, a po chwili się rozejrzałem.
- Imponujące - zauważyłem beznamiętnie, spoglądając na ogromne pomieszczenie rozpościerające się przede mną. Czarne ściany były pokryte czymś w rodzaju gwiazd. Jako znawca sztuki mogę powiedzieć, że wyglądało to jak przedszkole. Potem ujrzałem ogromny parkiet, małe metalowe stoły i bar.
- Te migające światła jeszcze przyprawią mnie o ból głowy - poskarżyłem się.
- Nie jęcz - Butler udzielił mi reprymendy.
- Nie jęczę. Fowlowie tego nie robią - odparłem - Chyba, że jesteś Beckettem - dodałem po chwili namysłu. Becket zawsze narzeka.
Butler odchrząknął.
- Chodźmy do baru.
- Dobrze - zgodziłem się. Bar był jak każdy inny. Kolejny banał. Wysokie krzesła, drewniana lada i rzędy alkoholu za nią. Usiadłem na stołku na samym środku, a Butler zajął miejsce obok mnie.
- Napijesz się? - Zapytał barman o blond włosach.
- Nie, dziękuję. - Naprawdę nie chciałem, aby ten facet zrobił mi drinka. Szczerze mówiąc, w ogóle nie chciałem pić.
- A co z Panem? - Dopytywał przezornie, oczywiście zbity z tropu rozmiarem Butlera.
- Whisky z lodem proszę.
Barman szybko wypełnił zadanie i podał alkohol Butlerowi. Ten obrócił szklankę z whisky zanim ją wypił.
- Orzeźwiające - usmiechnął się.
- Zapewne - odpowiedziałem - Co będziemy robić?
Nie znałem odpowiedzi, i mimo, że to trochę urażało moją dumę musiałem się dowiedzieć. Jakoś sobie to odpokutuję.
Mój stary przyjaciel bardziej wyszczerzył zęby. Sądzę, że mógł i zgadł, co chodziło mi po głowie.
- Wiesz... Ludzie mają w zwyczaju tańczyć, rozmawiać z innym, albo po prostu pić.
Z tego co widziałem wokół wszystko się zgadzało.
- A co z nami? - Zapytałem, wyciągając kosmki włosów z oczu. To mnie okropnie denerwowało i znowu czułem się ja dziecko. - Z pewnością nie to trzecie.
- Oczywiście, że nie. Nie jesteś jeszcze dorosły - zaśmiał się - A co z pierwszym?
Taniec. Powstrzymałem się, aby nie przewrócić oczami.
- Nie ma mowy, pozostaje... - Zacząłem, ale Butler mi przerwał.
- Druga opcja. Pogadać z dziewczynami.
- Myślę, że mam lepszy pomysł - uśmiechnąłem się, ciesząc się tą chwilą i napawając własnym intelektem.
Butler uniósł brwi w znaku niezaspokojonej ciekawości. Znowu uniosłem kąciki ust, wyciągając rękę.
- Co to ma znaczyć? - Jego głos brzmiał przezornie, jakbym zaproponował jakąs ohydną rzecz.
- Poszukajmy twojej siostry - wyciągnąłem kartę na stół. Butlera o wiele bardziej obchodziła jego własna siostra niż "zabawa".
- Jasne - odpowiedział, a jego oczy mówiły "poddaję się". Wpatrywałem się w tłum w poszukiwaniu Julii, ale nie potrafiłem jej dostrzec. - Wiemy przynajmniej, że tutaj jest. - Uniosłem sceptycznie brwi w niedowierzeniu.
- Skąd masz takie informacje? - Zapytałem.
- Intuicja - odparł. Było oczywiste, że coś ukrywa. Ale zanim zdążyłem zacząć o tym mówić, zmienił temat. - Spójrz. Twoja dziewczyna.
Od razy wiedziałem o kim mówił. Zauważyłem stąd jej blond kręcone włosy. Minerwa Paradizo. Geniusz i przyjaciółka.
- Nie mam dziewczyny - zaprzeczyłem.
- Oczywiście, że nie - Butler wzruszył ramionami - Ale i tak wygląda dziś całkiem nieźle.
Tak. Spojrzałem na nią po tym stwierdzeniu. Każdy zrobiłby to na moim miejscu.
Była ubrana w sposób, który sprawiał przyjemność fizyczną. Oczywiście nie oczekiwałem, że tak właśnie się ubierze. Jej niebieska spódniczka była bardzo krótka, bluzka odkrywała brzuch, a obcasy były straszliwie wysokie.
- Może - odparłem bez emocji.
Butler tylko zamruczał, kiedy nadal się jej przyglądaliśmy. Czułem, że to nie jest tym, na co powinienem patrzeć. Ale to nie zmieniło postaci rzeczy.
Obserwowałem jej chód na wysokich obcasach, które mogły powodować potknięcia. Wyglądała na złą albo smutną. Kontynuowała marsz do stolika, przy którym samotnie siedziała blondynka. Minerwa usiadła i zaczęła z nią rozmawiać. Na początku obie wydawały się spokojne. Prowadziły pogaduszkę, ale nie widziałem ruchu ich ust, aby móc dowiedzieć się, o co chodzi.
Nagle oczy blondynki rozszerzyły się w złości. Wstała, przewracając krzesło. Była o wiele wyższa od Minerwy i bardziej niebezpieczna. Wyglądała jakby już miała ją uderzyć, co nie było zbyt dziwne, bo Minerwa miała upodobanie do przysparzania sobie wrogów. Choć cała sytuacja wydawała się raczej nagła, nawet dla niej. Butler uśmiechnął się do mnie.
- Może powinniśmy coś zrobić, aby jej pomóc? - Zapytał, jednak nie miał zamiaru się poruszyć i tego też nie zrobił.
- Nie ma potrzeby - odpowiedziałem.
Moja przyjaciółka Shry stanęła za blondynką. Położyła dłoń na jej ramieniu i wydawało się, że próbuje ją uspokoić. Wyglądało na to, że zadziałało, bo dziewczyna przestała się tak napinać. Minerwa miała kręgosłup wygięty w łuk i wyglądała na ostrożną. Shry zwróciła się do niej i zaczęła przemawiać. Po minucie lub dwóch Minerwa odwróciła się i odeszła.
Kiedy będzie następne? <3 Ten pamiętnik i ciebie, że tak cudownie tłumaczysz :D
OdpowiedzUsuńdziekuje, bardzo mi milo. postaram sie dodac cos w tym tygodniu, bo ostatnio nie mialam dostepu do laptopa
Usuń