Zadumałem się:
- Ta blondynka wyglądała na umiejętną.
Butler wyglądał, jakby chciał przyjąć zwykły wyraz twarzy.
- Tak, jej nastawienie dawało do zrozumienia, że nie ćwiczyła tylko jednej sztuki walki.
- Ciekawe. Zapewne Minerwa nie jest na tyle głupia, aby walczyć z kimś o wiele silniejszym od niej.
Butler uniósł brew.
- Ciebie to nigdy nie zatrzymało, prawda?
- Nie - uśmiechnąłem się - Ale wszystkie moje potyczki mogłyby być stoczone i wygrane przy pomocy mojego mózgu i bez użycia przemocy.
- Wiem - powiedział, prawdopodobnie myśląc o tych wszystkich przygodach, przez które przeszliśmy i znajdujemy się własnie tutaj - Może powinniśmy "przywłaszczyć" stolik?
- Tak. To dobry pomysł.
Zajęliśmy stolik, ale obydwoje obawialismy się o wytrzymałość krzeseł. Wstrzymaliśmy oddechy, kiedy Butler siadał. Dzięki Bogu siedzenie nie było aż tak wątłe na jakie wyglądało i obydwoje pozwoliliśmy sobie głęboko nabrać powietrze do płoc.
Kiedy się rozjerzałem znowu zatrzymałem wzrok na tej blondynce, której imię było mi nieznane. Siedziała przy barze ze Shry, a obok nich była jeszcze inna dziewczyna.
- Widzisz, może jednak...
Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.
- Wątpię Butler. Nie sądzę, aby "clubbing" był czymś dla mnie.
- Daj temu czas, Artemisie.
Mruknąłem spoglądając z powrotem w miejsce, w którym siedziała tamta dziewczyna. Ale już jej nie było. Przyjrzałem się pobliskiej przestrzeni, wiedząc, że nie mogła odejść zbyt daleko.
- Zgubiłeś ja? - Zapytał Butler, a kącik jego ust drgnął.
- Kogo? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, mimo że dobrze wiedziałem o kim mówił.
- Tą młodą damę z przed chwili... Czy może Minerwę?
- Żadną z nich. Jedyną "młodą damą", jaką szukam jest twoja siostra.
- Mhm - wymamrotał Butler, ale pozwolił odejść tematowi w niepamięć.
A kiedy już miałem zacząć mówić, przerwał mi znajomy głos. Coś zbyt często się to zdarzało.
- Hej Arty - powiedziała, zakrywając mi oczy dłońmi - Zgadnij kto.
- Cześć Minerwo - odparłem, próbując ukryć moje zirytowanie w głosie.
- Oh Arty, skąd wiedziałeś, że to ja? - Zapiszczała.
Lekko się uśmiechnąłem:
- Intuicja.
- Ohh, jesteś taki mądry.Nie oczekuję niczego innego po geniuszu twojego kalibru.
Jej słowa przypomniały mi, że jej dłonie nadal zasłaniają mi oczy. Prosto rzecz ujmując, stawało się to denerwujące.
- Możesz wziąć ręce, proszę?
Delikatnie zlapałem jej dłonie i ściągnąłem z moich oczu. Pierwszą rzeczą, która dostrzegłem był ironiczny uśmiech na twarzy Butlera. Rzuciłem mu najgorźniejsze spojrzenie, na jakie tylko było mnie stać. Które oczywiście zignorował.
- Mogę usiąść Arty? - Zapytała głosem, którym każdy normalny rodzic zwraca się do nastolatka, aby je uspokoić.
Skrzywiłem się słysząc słowo "Arty".
- Wiesz, że nie lubię być nazywany "Artym" - przypomniałem jej najłagodniej, jak potrafiłem. Niemniej jednak wstałem i podałem jej krzesło. Mogła sobie być najbardziej denerwującym geniuszem, którego znałem, ale wciąż była kobietą, której należał się szacunek. Matka by mnie zabiła jeśli dowiedziałaby się, że źle traktuje kobiety.
Odciągnąłem krzesło do tyłu.
- Oczywiście, że tak.
Usiadła, a ja przysunąłem siedzenie do stolika, w czasie gdy ona szczerzyła zęby.
- Przepraszam Butler; gdzie moje maniery. Co u Ciebie?
- Bardzi dobrze, Minerwo. A jak ty się masz?
- Fantastycznie - uśmiechnęła się - Przynajmniej teraz.
Kiedy to powiedziała spróbowała spleść palce z moimi. Zamrugała też swoimi rzęsami. Delikatnie sie odsunąłem.
- Więc co was tutaj sprowadza?
- Potrzebujemy trochę zabawy - powiedziałem, pozwalając jej, aby usłyszała to czego chce.
- Ja też. Musiała urwać się na weekend - odrzekła i położyła dłoń na moim kolanie, którą od razu strzepnąłem. Wydymała wargi, ale nic nie powiedziała.
- A jak Twój tata?
- Wszystko w porządku. Zastanawiał się, gdzie możesz się podziewać - przybliżyła się do mnie i zarzuciła trochę lokowanych włosów za jedno ramię - Powinieneś nas odwiedzić. Tatusiowi na pewno by się spodobało
Spojrzałem na Butlera. Z całą pewnością nie miała na myśli "tatusia".
- Jestem raczej zajęty.
- Oczywiście, ale dopoki tu jesteśmy... - Jej ręka znów pocierała moje kolano.
- Co miałaś na myśli? - Zapytałem, próbując zachować spokój.
- Napijesz się czegoś? - Znowu zamrugała rzęsami. Przyjrzałem się dokładne i zobaczyłem grudki, które pozostawiła jej maskara.
- Nie, dziękuję - odparłem.
Przybliżyła się jeszcze bardziej, że aż się zdziwiłem, że to wciąż możliwe. Ciagle poruszała dłońmi. Przesuwała dłoń to niżej, to wyżej, ale w sumie zmierzała do góry.
- Co powiesz na taniec? Ze mną? - Zanuciła.
- Nie, dziękuję - powtórzyłem nerwowo. Jej ręka była prawie na samej górze mojeg uda. Nie pozwolę, aby powędrowała wyżej. Popchnąłem moje krzesło w tył, że aż prawie upadło.
Spojrzałem z powrotem na Minerwę, oczekując, że zobaczę złość lub ból w jej oczach. Wyglądała jedynie na lekko rozbawioną.
- Arty - zrobiła kwaśną minę - Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego?
- Minerwo, przepraszam, ale nie "gram trudno dostępnego" - przyznałem - Nie interesujesz mnie w ten sposób.
- Cokolwiek - powiedziała, wstając - Zadzwoń, kiedy uświadomisz sobie to, że musimy ze sobą być - odwróciła się i ruszyła na parkiet.
- Artemisie - zbeształ mnie Butler - "Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego"?
- Nie interesuje mnie to, Butler.
- Prawda - odchrząknął - To raczej: jesteś niemożliwt do zdobycia.
- Matko, Butler - odpowiedziałem, potrząsając głową - To nie było przyjemne.
- Co robiła pod tym stołem? - Zapytał, uśmiechając się, a jednocześnie zmieniając temat.
Nie widziałem przeciwności, aby przestać rozmawiać. A poza tym przecież nie musiałem opowiadać wszystkiego.
- Dotykała mojego kolana - sposób, w jaki to powiedziałem dawał pewność, że tak właśnie było.
- I? - Próbował się wywiedzieć.
- Co i?
Butler posłał mi wyrozumiały uśmieszek, jakby dopiero zaczynał pracę z ciężko chorym dzieckiem.
- No wiesz Artemisie, gdyby to było nic, nie wywróciłbyś prawie swojego krzesła. Co jeszcze robiła?
Westchnąłem. Czasami zapominałem, jak mądry był Butler i jak dobrze mnie znał. Co będzie tylko szkodliwe, jeśli znów spróbuję go pokonać. Daliśmy radę już raz, damy i drugi. Próbowałem odejść od tych drętwych myśli i wrócić do teraźniejszości.
- Pocierała moje kolano... Potem zaczęła przesuwać dłoń w górę - powiedziałem z wahaniem, gdy Butler przerwał mi swoim napadem śmiechu, podczas którego zaczął trząść stołem.
Zwróciłem na niego wzrok, ukazując moje niezadowolenie. Wyłapał to i chyba sam siebie skarcił.
- Przepraszam Artemisie, ale to było śmieszne
- No dobrze, wybaczam Ci. A teraz możesz odpowiedzieć na jedno moje pytanie?
- Oczywiście. Zapytaj, a ja odpowiem - zapewnił mnie, udając, że jest mu naprawdę przykro przez to, że się ze mnie śmiał.
Wziąłem głęboki oddech, wiedząc, że to co teraz powiem będzie dość... nieswoje:
- Czy to normalne, że na początku odczuwałem z tego przyjemność?
Widziałem, jak Butler powstrzymuje się przed wybuchnięciem śmiechem. Po kilku chwilach uspokoił się na tyle wystarczająco, aby mi odpowiedzieć:
- Nigdy nie sądziłem, że będę musiał uczyć Cię męskiej anatomii.
Poczułem, jak ciepło zalewa moją twarz.
- Co masz na myśli? Wiem wszystko o anatomii mężczyzn.
- Uspokój się. Wytłumaczę Ci to.
- Oczywiście - powiedziałem, stosując siędo jego "życzenia" - Zawsze jestem spokojny.
Butler prychnął, ale kontynuował mówienie:
- Zapewne znasz różnice anatomiczne pomiędzy mężczyzną, a kobietą.
Skinąłem głową, a wtedy on przeszedł do sedna sprawy.
- Więc... W Twoim wieku, każde czyny, szczególnie te z nawiązką seksualną są związane z twoim "środkiem". Nawet jeśli nie lubisz Minerwy, jej gierka wciąż pozostawała miła ponieważ zbliżała się do twojego "centrum". Pamiętaj, w tym wieku, większość chłopców kieruje się właśnie tym.
- O to jej chodziło - uświadomiłem sobie. Chciała, abym zachowywał sie w sposób... inny. - Jest taka przebiegła - dodałem z podziwem i uznaniem.
- Niedaleko pada jałbko od jabłoni - uśmiechnął się - Ale pamiętaj też, że to tak nie działa na kobiety. One kierują się emocjami, nie fizycznością.
- Mam jeszcze jedno pytanie.
- Możesz pytać do woli, Artemisie. Jestem miło zaskoczony, że chcesz o tym rozmawiać. - Ja również się tak czułem. Przyznam, że zdobywanie nowej wiedzy było przyjemne, nawet jeśli sam jej temat nie.
- Kiedy tylko przestałem czuć przyjemność, napłynęła fala złośći, frustracji, zniesmaczenia i poczucia winy - przyznałem - Czy to anormalne?
- Bardziej nienormalne byłoby gdybyś się tak nie czuł - zapewnił mnie - Ciało reaguje samo, nieprawdopodobnie i moze wydawać się, że w sposób nadzwyczajny.
- Więc co tak naprawdę moje ciało próbowało powiedzieć? - Zapytałem.
To było naprawdę dziwne. Moje ciało reaguje, jak samo chce. To musi być naprawione. Zanotować: popracuj nad tym w domu.
- Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić jest wyizolowanie emocji - zaczął.
- Da się zrobić - wtrąciłem tak, jak robił to on. Ale wyglądało na to, że wcale nie irytowało go to tak jak mnie. Chyba się już do tego przyzwyczaił.
- Potem musisz zdecydować do kogo te emocje są skierowane - chciałem coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłem usta, on znów zaczął mówić. Może jednak go to denerwowało - Jesteś zły na nią za to, że to zrobiłam czy na siebie, że tak zareagowałeś? - Zapytał z wszystkowiedzącym uśmiechem, który dał mi do zrozumienia, że on już dobrze znał odpowiedź.
Oczywiście zanim odpowiedziałem wrócił do lektury.
- I jeszcze frustracja. Jesteś sfrustrowany przez to, że wiedziała co się stanie i dlatego to zrobiła czy przez to, że twoje ciało zareagowało tak samo, jak każdego innego nastolatka?
Uświadomiłem sobie, że próbowanie powiedzenia czegokolwiek jest bezsensu. Nie pozwoli mi mówi, dopóki nie skończy.
- Jeśli chodzi o poczucie winy to jest to sprawą oczywistą. Jest to uczucie, które pojawia się z głębi. W tym wypadku prawdopodobnie hamuje przyjemność. Chodzi o to, że zdradzasz kogoś Ci bliskiego. Teraz tylko - dodał - musisz sobie uświadomić przez kogo się tak czujesz i dla kogo twoje uczucie nie jest prawdziwe.
- Dzięki za tą psychoanalizę - odparłem raczej oschle.
Nie musiałem mówić nic więcej, ponieważ głos DJa buchnął przez głośniki:
-
Witam szanownych panów i panie. Witam w Phenomie, gdzie niesamowite rzeczy mogą się stać i się dzieją - nie mogłem powstrzymać się, aby nie przewrócić oczyma - Mam nadzieje, że spędzicie dobrze czas i pamiętajcie: przyjmuje utwory z dedykacją.
Dj zapuścił kolejny kawałek. Jęknąłem, kiedy go rozpoznałem:
My milkshake brings all the boys to the yard,
And they're like It's better than yours,
Damn right it's better than yours,
I can teach you,
But I have to charge.
- Okropne - powiedziałem, potrząsając głową z niesmakiem.
- Co jest okropne? - Zapytał Butler - Poza tym, że odbyliśmy tą "głęboką", "emocjonującą" i "filozoficzną" rozmowę w klubie.
- Mówiłem o muzyce.
Butler westchnął. Słyszał to ode mnie co chwilę. Ale mój stary przyjaciel był bardzo cierpliwy.
- Co tym razem zrobił szatański przemysł muzyczny?
Zignorowałem sarkazm w jego głosie.
- Straciła całą ekspresję i uczucie - napuszyłem się - Posłuchaj tej piosenki. Wszędzie są podteksty seksualne.
- Tak - powiedział Butler znudzonym głosem - Teraz porozmawiamy o obniżeniu wartości tekstów kultury, w tym wypadku muzyki, na przełomie ostatnich dziesięciu lat.
- Nieważne - odparłem.
Po prostu siedzieliśmy i słuchaliśmy kolejnej okropnej piosenki. Ta akurat osiągnęła swiatowy sukces. "Single Ladies". Spojrzałem na parkiet i zobaczyłem tańczącą Shry. Jej dwie przyjaciółki - blondynka i rudowłosa, tańczyły razem. Westchnąłem, ale zostawiłem komentarz dla siebie.
Dzięki Bogu, utwór się skończył... Po czym zaczął się nowy. Dostrzegłem kolejną blondynkę, która ruszała biodrami w rytm bitu.
- Chyba znalazłem twoją siostrę - powiedziałem do Butlera.
Za błędy wybaczcie, piszę z PeCeta i nie ogarniam klawiatury:f
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!