- Patrzcie, kto idzie. Pan wysoki-brunet-w-dodatku-przystojny idzie w naszą stronę - powiedziała, a ja byłam pewna, że mówi o Adonisie, który zmierzał do stolika, przy którym siedziałyśmy. Obserwowałam jego powolne ruchy i rozumiałam, czemu Shry otworzyła buzię. Jakby to Julia powiedziała, był seksownie gorący, na jego widok "ciekła ślinka"... I jeszcze inaczej, ale lepiej o tym nie mówić. Nigdy.
Wtedy do siebie doszłam. Ciągłe gapienie byłoby niegrzeczne lub wydawałoby się, że jestem zdesperowana. Odwróciłam głowę i zaczęłam rozmawiać z Mackenzie. Możesz się zastanawiać, dlaczego nie próbowałam odciągnąć Shry. Shry była zbyt zauroczona, abym mogła zrobić cokolwiek.
- Witam Panie, Holindo - Adonis powiedział stojąc obok stołu. Udawałam, że nie zauważyłam, gdy podchodził.
- Cześć - uśmiechnęłam się, jakby to było czymś naprawdę miłym, że go spotkałam. Jednak mój głos brzmiał trochę... Jakbym była znudzona.
W tym czasie Shry wróciła na ziemię. Trąciła moją nogę. Zrozumiałam, co chciała mi przekazać.
- Adonis, to są moje dobre przyjaciółki. Mackenzie - powiedziałam, zostawiając Shry na koniec - A to Shry.
Właśnie to należało do mojej pracy hostessy.
Ucałował ich obie dłonie. Może tylko mi się wydawało, ale przytrzymał dłużej dłoń Shry. Czy był to tylko mój wymysł, czy też nie, w głowie zakiełkował mi pewien pomysł.
- Nie macie nic przeciwko temu, abym usiadł z wami? - Zapytał, aczkolwiek patrzył tylko na Shry.
- Oczywiście, że nie - odparła.
Adonis przyniósł sobie krzesło ze stołu obok i usiadł.
- Więc... Dobrze się bawicie?
- Oczywiście - odpowiedziała Shry.
- Pewnie, że tak - uśmiechnęłam się.
Mackenzie tylko skinęła głową.
- Mógłbym powiedzieć, że - zaśmiał się - ostatni taniec był jeszcze czym innym.
Poczułam, że się czerwienię.
- Ah, więc widziałeś TO?
- Myślę, że każdy facet to widział. I pozwólcie, że powiem to jako pierwszy, było to imponujące.
Shry zachichotała.
- Naprawdę tak uważasz? - Zapytała, odrzucając włosy za ramiona. Widziałam w niej Lili, która robiła to milion razy. Jej odruch tylko zwracał uwagę na szyję i klatkę piersiową.
- Szczerze mówiąc, tak. A więc panie - nie planujecie już więcej tańczyć tego wieczoru? - Spojrzałyśmy po sobie z Mackenzie bardzo sceptycznie. Oczywiście, że nie mówił do nas wszystkich.
- Nie teraz - powiedziałam - Jesteśmy zbyt zmęczone, prawda Mackenzie? - Szturchnęłam ją nogą.
- Co? - Zapytała, ale wtedy do niej dotarło.Praktycznie widziałam, jak w głowie zapala się jej jasna żarówka - Racja.
- A co z Tobą, Shry? - Dociekał Adonis.
- Z chęcią jeszcze potańczę - uśmiechnęła się.
- W takim razie, może ze mną? - Spytał z nadzieją.
- Jasne, że tak.
Adonis wziął ją za rękę i delikatnie pociągnął w górę. Odeszli gadając i uśmiechając się od ucha do ucha.
- Wow - Mackenzie powiedziała, wymachując w powietrzu pięścią - Stworzą najlepszą parę!
- Aż tak się ekscytujesz? - Zaśmiałam się.
- Tak! - Wrzasnęła - Shry zasługuje na kogoś dobrego. Jest najlepszą szefową, jakąkolwiek miałam.
Wiedziałam, że to powie.
Wyobraziłam sobie coś.
- I Adonis...
- Jest gorący. Gorętszy niż ciepło w południe na Saharze - uśmiechnęła się - Wyglądało, jakby Cię znał. Co robi?
- Jest ochroniarzem - wzruszyłam ramionami
- Oh, naprawdę? Z tych wszystkich świetnych dziewczyn zainteresował się właśnie nią? To dobry znak.
- Pewnie, że tak - zgodziłam się z nią.
- Mackenzie? - Dobiegł nas czyjś głos.
Widziałam, że oczy jej zaświeciły zanim jeszcze się odwróciła, aby się do niego odezwać. Wyglądało na to, że znała go bardzo dobrze i mocno go lubiła.
- Hej Jasper, co tam?
Nie chciałam się odwrócić, aby na niego spojrzeć. Kątem oka jednak, że był to kolega jej brata, którego spotkałyśmy kiedyś wcześniej.
- Super, u Ciebie? - Zapytał.
- To samo. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz
- Oczywiście. A Ty? - Dopytywał. Ta rozmowa dała mi do myślenia, że jestem tutaj jak TRZECIE koło u wozu. Powinnam wstać i odejść.
I już kiedy miałam to zrobić, Mackenzie sobie o mnie przypomniała:
- Jasper, to Holinda.
- Miło Cię poznać - odparł, wyciągając rękę.
Jego uścisk był stanowczy, ale zarazem ciepły.
- Nawzajem.
- Dlaczego nie jesteś z moim bratem? - Zapytała go.
- Szukałem Cię od samego początku - przyznał, lekko się rumieniąc.
Mackenzie zachichotała, jakby było to dla niej naprawdę coś nowego.
- Naprawdę?
- Tak - uśmiechnął się - I zastanawiałem się, czy nie zechciałabyś może ze mną zatańczyć? - Jego głos brzmiał tak, jakby był niepewny, jak może zareagować, był również zaskoczony swoją własną śmiałością. Każdy przy zdrowych zmysłach zauważyłby, że byli szaleńczo w sobie zakochani.
Widziałam pożądanie w jej oczach. Chciała zatańczyć z nim bardziej niż cokolwiek innego, ale spoglądała na mnie. Nie chciała mnie zostawić. Oparłam się pokusie, aby wywrócić oczami. Definitywnie mogłam zająć się sama sobą.
- No nie wiem - odpowiedziała, przygryzając dolną wargę. Jego mina nieznacznie się zmieniła, ale wciąż był cierpliwy i pełen nadziei.
- Idź, idź - wywróciłam oczami - Uciekać stąd, dzieciaki!
Jednak Mackenzie wciąż nie wstawała:
- Jesteś pewna, że wszystko będzie ok?
- Jasne - uśmiechnęłam się - Nic mi się nie stanie. Obiecuję. Idź już.
- Okej, ale jeśli chcesz to przyjdź na parkiet. Zatańczymy z Tobą.
Zaśmiałam się sama do siebie. Nie było mowy, żebym przy nich wszystkich była SIÓDMYM kołem u wozu.
- Zapamiętam to.
PO MOIM TRUPIE!
Jasper pomógł jej wstać i poprowadził ją na parkiet. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyła moich przyjaciół. Julię i Emorego, Shry i Adonisa, Mackenzie i Jaspera, tańczących i kołyszących się. To przypominało mi szkoły taneczne. Chociaż byłam zazwyczaj jedyną osobą, którą prosiło się do tańca to teraz czułam się jak brzydka kumpela z okropnym aparatem na zębach, okularami, pryszczami i włosami w miejscach, gdzie nie powinno ich być.
Kiedy tak ich obserwowałam, nie mogła przestać myśleć o tym, jak te dziewczyny pasowały do tych facetów. Poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Jedyną osobą, która do tej pory poprosiła mnie o randkę był mój przełożony, Kłopot. Inną osobą, która się mną interesowała był Chix, który i tak chciał tylko zaspokoić swoją potrzebę. I wyglądało na to, że mój najlepszy przyjaciel się nie pojawi.
- Cześć - podskoczyłam na krześle, kiedy za mną odezwał się jakiś głos. Odwróciłam się najszybciej, jak mogłam - Wybacz kochanie - powiedział Aidan - Nie chciałem Cię przestraszyć - spojrzał na mnie, a ja na niego. Coś się w nim zmieniło. Jego włosy były w nieładzie, a koszula niedopięta. Wyglądał nieźle.
- Nie przestraszyłeś mnie - skłamałam.
- Taak, jasne - zaśmiał się trochę zbyt nachalnie - Usiądę - i to też zrobił.
Co mnie lekko wkurzyło. Nie powinien tego robić. Powinien zachować maniery. I mnie o to zapytać.
- Nie powiedziałam, że możesz.
- To nie znaczy, że nie mogę.
Jęknęłam.
- Napijesz się?
- Nie.
- No chodź. Tequila? "Fuzzy nave"? A może "Sex on the bitch"? - Przysięgam, że ostatnia nazwa miała wyraźny podtekst, ale zadecydowałam, że będę mądrzejsza i to zignoruję.
- Nie, dziękuję.
Pozwolił więc iść tematowi w niepamięć.
- Gdzie Craig i Dana? - Zapytałam.
- Oh, gdzieś tutaj - wzruszył ramionami.
- Dobrze się bawisz? - Chciałam podtrzymać jakąś normalną konwersację..
- W porządku. Ale wiesz, możemy we dwójkę sprawić aby było o wiele lepiej.
Spojrzałam na niego surowo, aby pokazać mu swoją nieprzychylność. Czas spędzony z Chixem nauczył mnie dobrze odczytywać takie kwestie.
- Proszę? - Spytałam.
Nie zauważyłam kiedy chwycił mnie za rękę, dopóki nie zaczął mnie za nią ciągnąć.
- Chodź kochanie. Znam świetne miejsce, gdzie możemy iść.
Moje zmysły ofensywne do mnie krzyczały, a włosy na karku mi się zjeżyły. Coś było bardzo nie tak.
- Nie. Zostaw mnie - powiedziałam, trochę zbyt głośno. Był o wiele silniejszy, niż mogłam sobie wyobrazić. W sumie dobrze byłoby go porównać do trolla. I gdzie było Neutrino 3000 czy pałka elektryczna, kiedy się tego potrzebowało?
- Mam pieniądze - powiedział, jakby to miało zmienić postać rzeczy.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Zażądałam wyjaśnienia, oczy świeciły mi wściekłością. Tylko dlatego, że byłam ładną blondynką, stwierdził, że jestem panną lekkich obyczajów? Mam tego dość. Nigdzie i nigdy z nim nie pójdę.
- Nie graj debilki. Widziałem twoje show na parkiecie. Proponuję Ci coś, ale nie chcę Cię kupić.
Po raz pierwszy spojrzałam w jego niebieskie oczy. Teraz wyglądały, jak te od Craiga. Oczy Aidana były teraz czerwone i napuchnięte. Teraz wszystko stało się zrozumiałe. Jego słowa były obelgami. Był pijany lub naćpany. Jego pewność siebie była jeszcze większa. Kiedy wszelkie hamulce odeszły, stał się prawdziwym dupkiem.
- Nie gram debilki, ale nie jestem zdzirą - powiedziałam zimno - Jesteś pijany, więc nie chcę Cię skrzywdzić. To ostatnie ostrzeżenie. Pozwól mi odejść.
- Nie jestem pijany - przerażająco zarechotał - I nie zrobisz ze mnie głupka. Już Ci zapłaciłem.
- Co masz na myśli mówiąc, że już mi zapłaciłeś? - Zapytałam, próbując powoli wysunąć moją rękę. Na co on ścisnął ją jeszcze mocniej. Wtedy zrozumiałam - W restauracji. Mam je w torebce. Oddam je, jeśli puścisz moją dłoń.
- Nie chcę Twoich pieniędzy - mrugnął do mnie znacząco.
- Więc czego? - Odparłam, choć w głowie kiełkował mi dobry pomysł.
- Tego - odpowiedział i złapał mnie za udo. Zaczął posuwać dłoń coraz wyżej. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, aby się odwalił.
- Spieprzaj! - Wrzasnęłam ze złością. Niestety, nie było obok mnie nikogo wystarczająco blisko, aby mógł mnie usłyszeć poprzez grającą muzykę.
- Chodź kochanie. Idziemy - pociągnął mnie w górę. Zmagałam się z nim, jak najlepiej mogłam, próbując jednocześnie przykuć czyjąś uwagę. Jednak każdy kto na nas spojrzał pewnie myślał, że tańczymy lub w coś gramy i szybko odwracał wzrok.
- Nie! - Krzyknęłam, próbując mu się oprzeć. Nie było mowy, aby z nim poszła. W końcu szamotanina zaczęła pożytkować dla mnie - Zostaw mnie!
- Dlaczego? - Zapytał. Już miałam mu odpowiedzieć. Chciałam go uderzyć. Prosto z pięści, z nadzieją, że nie połamie ręki.
- Bo ja tak mówię - powiedział głos zza mnie.
Ps. W poprzedniej notce słowa piosenki nie były tłumaczone, bo to byłoby dość bezsensu :o
Super rozdział
OdpowiedzUsuńBłąd w nazwie koktajlu. Powinno być ,, Sex on the beach ".
OdpowiedzUsuńRacja, kopiowałam nazwy drinków, tak jak były pisane w oryginalnym tekście nawet na nie nie spoglądając.. A może to właśnie miał być taki podtekst...? :D
Usuń