Rozdział 23 'Taniec: Holinda i Artemis' część 1

Pozwoliłam sobie nie przepisywać fragmentów piosenek, sens całego tekstu i tak się nie zmienia. Nieprzetłumaczona kursywa to słowa utworów.

 Spojrzałam na Artemisa. Czy mi się tylko wydawało, czy on naprawdę to powiedział? To było niemożliwe. Artemis nie tańczy.
 - Co proszę?
 - Nie słyszałaś? - Zapytał uśmiechając się szelmowsko, dał mi do zrozumienia, że wie, że bardzo dobrze go zrozumiałam. Artemis, jak zwykle arogancki.
 - Myślałam, że się przesłyszałam.
 - Jak się przesłyszałaś?
 Uśmiechnęłam się delikatnie.
 - Wydawało mi się, że powiedziałeś: "zatańcz ze mną".
 - Więc dobrze słyszałaś -  odpowiedział - Zaprosiłem Cię do tańca.
 No, przynajmniej nie jestem głucha. I dobrze.
 - Po co? - Zażądałam wyjaśnień, rumieniąc się.
 W takich momentach, a ten był kolejnym, wydawało mi się, że on dobrze wiedział, kim jestem. Albo po prostu mu się podobałam.
 - No cóż, są tylko trzy rzeczy, które robi się w klubie, a taniec jest chyba najbardziej opłacalną.
 - I... te trzy to?
 - Poznać kogoś płci przeciwnej - wzruszył ramionami.
 - Pewnie - uśmiechnęłam się - Co jeszcze?
 - Taniec, który jest bezsprzecznie najlepszą opcją - zapewnił mnie.
 - I ostatni pomysł?
 Artemis zaczął wiercić się na krześle. Był pewny, że raczej tego nie polubię:
 - Upić się.
 Ale nie sądziłam, że mógłby to zrobić.
 Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. Arty wyglądał, jakby jego najgorszy koszmar stał się jawą, a ja nie potrafiłam nad sobą zapanować.
 - Mając taki wybór, moja odpowiedź jest chyba oczywista.
 - Tak? - Zapytał. - Zatańczysz ze mną?
 Teraz, kiedy to powiedziałam mogłam nim manipulować. A teraz najwidoczniej tego chciał.
 - Jeszcze nie wiem... - Zamilkłam, chociaż odpowiedź znałam doskonale.
 - Co masz do stracenia? - Nagle zażądał mojej odpowiedzi.
 - Godność - zasugerowałam - Albo dumę.
 Artemis odchrząknął.
 - Nie sądzę, abyś mogła stracić którąkolwiek wartość. Widziałem wcześniej, jak tańczysz, więc uwierz mi na słowo, kiedy mówię Ci, że to niemożliwe. Z drugiej strony, Twoja duma jest jak ze stali.
Oparłam się pokusie odpowiedzenia na ostatni przytyk, ponieważ wiedziałam, że on chciał, abym to zrobiła.
 - Ah... Więc widziałeś? - Zapytałam, rumieniąc się. I jeśli teraz odkryłby, że JA to ja, spaliłabym się ze wstydu i nie mogłabym z tym żyć. Super.
 - A kto nie? - Wyszczerzył zęby, a ja zaczerwieniłam się jeszcze mocniej. - To było dość... intrygujące. Żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie mógł odwrócić wzroku.
 - Pochlebstwo nie zaprowadzi Cię zbyt daleko - zbeształam go, jak matka dziecko.
 Artemis zaśmiał się głośno.
 - Wręcz przeciwnie, sądzę że "pochlebstwo" zaprowadzi nas dokładnie tam, gdzie chcielibyśmy się znaleźć.
 - Ah tak? Czyli gdzie? - Dopytywałam, chociaż w zasadzie bardzo dobrze, wiedziałam, że chodzi mu o parkiet. Początkowo powiedziałabym, że zachowuję się trochę jak kretynka, ale teraz użyłabym raczej słowa wstydliwa.
 - Tam - odparł, wskazując jednocześnie i oczywiście parkiet.
 Spojrzał mi w oczy, a ja zatraciłam się w jego wzroku.
 - To jak? Zatańczysz?
 I to było niesamowite w Artemisie. Nie musiał nic na Tobie wymuszać. Po prostu był sobą i robiłaś automatycznie to, czego chciał.
 - Dobrze, zrobię to - zgodziłam się - Ale to dlatego, że wygrałeś ze mną tą małą potyczkę.
 - Zapewniam Cię, że wszystko jest w porządku... Dopóki wygrywam.
 Teraz byłam bardziej niż pewna. Zawsze musiał dominować, a ja powinnam grać do jego scenariusza.
 - Więc zawsze wygrywasz? - Zapytałam, mając nadzieję, że nie byłam jednym z pionków w jego grze.
 - Zazwyczaj tak - uśmiechnął się. Jednak nie chciał nic więcej objaśniać. Przypomniał mi się ten dwunastoletni dzieciak, który tak zaszedł nam za skórę te kilka lat temu. Teraz trochę wyrósł i się zmienił, jednak pragnienie zwyciężania wciąż w nim pozostawało.
 - Więc przygotuj się na to, że możesz być zaskoczony.
 - Zawsze jestem gotowy - wzruszył ramionami - A teraz chodź.
 Wziął moją dłoń i ścisnął ją jeszcze mocniej, kiedy prowadził mnie na parkiet. Najprawdopodobniej myślał, że może zechcę mu uciec. Ale był szczęściarzem.
 - Poczekaj - powiedziałam i wyciągnęłam rękę z uścisku.
 - Tak? - Zapytał z obawą w głosie.
 Zrzuciłam z siebie bolerko i powiesiłam je na oparciu krzesła.
 - Potem byłoby mi zbyt ciepło - powiedziałam. Definitywnie nauczyłam się dzisiaj czegoś na temat tańczenia.
 Muszę przyznać, że sprawiało mi przyjemność to, w jaki sposób na mnie patrzył. Nie chodziło tutaj tylko o to, że był to ten mężczyzna, ale ogółem. Uczucie, którego doświadczają kobiety, kiedy są akceptowane i podziwiane. Widziałam, jak jego oczy uważnie mnie obserwują. Jego wzrok zatrzymał się na moich butach i długich nogach. Widziałam, jak z góry na dół mierzy mnie wzrokiem.
 Uznałam to za okazję do przyglądnięcia się, tak naprawdę po raz pierwszy. Co mogę powiedzieć? Wow! Wyglądał... świetnie. Miał na sobie czarne, obcisłe spodnie i trampki tego samego koloru z domieszką bieli. Nigdy nie widziałam go w takich butach! Tak czy siak - dobrze na nim leżały. Spoglądałam na niego dalej. Przywdział niebieską koszulkę, która zgrywała się z odcieniem jego oczu. Bluzka połączona była z czarną kamizelką, pochodzącą z garnituru. Podwinięte rękawy uwydatniały jego ręce, które teraz stały się bardziej umięśnione. Również guziki na samej górze były rozpięte i odsłaniały trochę torsu.
 Mój wzrok w końcu zawędrował na jego twarz. Dziecięcy wyraz znikł, a w jego miejscu pojawiły się dojrzałe rysy. Jego dwukolorowe oczy były jasne i wyraźne, a brwi pociemniały jeszcze bardziej. Rozczochrane, czarne włosy nadały mu wygląd przyjaznej osoby, czego wcześniej nie widziałam nigdy. Artemis stał się mężczyzną, temu nie można było zaprzeczyć. Nie był już tym dzieciakiem, którego pamiętałam. I pomyśleć, że tak bardzo zmienił się w przeciągu kilku ostatnich miesięcy. Jedno słowo: ekstra! Adonis nie mógł mu dorównać pod żadnym względem!
 Kiedy skończyłam, Artemis wciąż jeszcze patrzył.
 - Możesz otrzeć ślinkę - rzuciłam.
 - To samo mógłbym powiedzieć - odrzekł, uśmiechając się. Zarumieniłam się. Nie wiedziałam, że zauważył, że tak mu się przyglądałam. Teraz w jego oczach wyglądałam pewnie jak jakaś głupia dziewczynka. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Na całe szczęście odwrócił wzrok.
 - Nie myśl o tym - ostrzegłam. Jednak dobrze wiedziałam, że to niemożliwe.
 - Nie da się tego nie zrobić - odpowiedział z jednym z tych swoich uśmieszków. Oczywiście. Mam nadzieję, że nigdy nie odkryje, kim naprawdę jestem. Nie przeżyłabym tego.
 - Idziemy tańczyć - nigdy nie czułam większej potrzeby zmiany tematu.
 - Ah więc teraz chcesz iść tańczyć? - Wyszczerzył zęby.
 DJ uratował mnie przed udzieleniem odpowiedzi.
 - Panie i panowie, po pierwsze chciałbym przypomnieć, że można składać zamówienia na piosenki - ogłosił - Po drugie, witam was wszystkich serdecznie w Phenomie tejże nocy. Specjalnej nocy. Obchodzimy dziś comiesięczny poranek...! - Przewał mu skandujący tłum ludzi.
 Odwróciłam się do jedynej mi znanej tutaj osoby, która mogła wiedzieć o co chodzi. Która zawsze wiedziała wszystko.
 - Wiesz co to znaczy, prawda? - Zapytałam Artiego.
 - To znaczy, że ludzie bawią się dziś do wschodu słońca, do bialutkiego rana - wyjaśnił z niesmakiem w głosie. Nie sądziłam, aby chciał zostać tutaj tak długo. Niestety, Julia zrobi to na pewno. A już w ogóle jeśli bawi się gdzieś z Emorym. Mam tylko nadzieję, że on nie jest jak jego brat. A jeśli tak to polecą głowy. Chociaż z bratem takim, jak Butler, powinna być bezpieczna.
 W końcu okrzyki radości ustały i po sali ponownie poniósł się głos DJa.
 - Będziemy grać dla was całą noc. Więc nie zapomnijcie trochę się z nami pobawić!
 - Powinniśmy? - Zapytał Arty, ciągnąc mnie w górę po schodach. Wyglądało na to, że chciałby zostać na skraju, w cieniu. Ale jeśli ja musiałam cierpieć to on również!
 - Idziemy - powiedziałam besztającym tonem, prowadząc go na sam środek parkietu. Miał przerażone oczy. Doskonale!
 - Nie martw się - wyszeptałam, kiedy DJ puścił pierwszą piosenkę.
 "Take it off" Ka$hy.
 Ta piosenka była już trochę stara, ale miała fantastyczny rytm.
 Zaczęłam bez skrupułów, przyciągnęłam Artiego do siebie i zaczęłam poruszać biodrami. Trzymał dłonie na mojej tali. No i co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem - potrafił tańczyć! Doskonale nadążał za tempem.
 Chwyciłam bluzkę Artemisa i za każdym razem, kiedy wybrzmiały słowa "take it off" podnosiłam ją do góry, jakbym chciała ją z niego ściągnąć. I nie miałabym nic przeciwko temu, gdybyśmy nie byli w miejscu publicznym.
 - Myślałeś, że będzie tak łatwo? - Szepnęłam, kiedy piosenka się skończyła. Artemis spojrzał na mnie i się zaśmiał.
 - Oczywiście, że nie! Chyba oszalałaś! - Odpowiedział i tym razem to ja wybuchłam śmiechem. Dobrze było spędzić z nim trochę czasu, kiedy nic nas nie obowiązywało. Widzieć go innym, niż był zawsze. Rozluźnionym.
 Przyszła pora na kolejną piosenkę: "He said, she said" od Ashley Tisdale - była dobra do tańca.
 Teraz Artemis prowadził. I to z wielką finezją. Ruszył w moją stronę bardzo wyluzowany. Postawił kołnierz swojej koszuli i szybko się obrócił. Wyciągnął dłoń i wskazał na mnie palcem, dając mi do zrozumienia, że w tym momencie przyszła kolej na mnie.
 Przybliżyłam się do niego. Zrobiłam rzecz, która jako jedyna przyszła mi na myśl. Przykucnęłam i po chwili wstałam z powrotem. Arty podszedł bliżej i zaczęliśmy ruszać się w jednym tempie. Kręciłam biodrami do rytmu i głaskałam go po policzkach.
 Kilka chwil później położył dłoń na mojej tali i zaczął mnie prowadzić w tańcu. Jego ręce były silne, ale jednocześnie i bardzo przyjemne.
 Znajdowałam się dokładne naprzeciwko Artemisa. Gładziłam jego tors. Jedna noc. Myślałam o wszystkich tych rzeczach, które mogłabym z nim zrobić przez jedną noc.
 - You're amazing - Artemis szepnął do mojego ucha.
 - Then why you waitin'? - Wiedziałam, że słowa, jak i również ton mojego głosu nadawał temu wszystkiemu drugie znaczenie. - What you doin'? Let's get to it*. (*przejdźmy do sedna)
 - Już to zrobiłem. - Odpowiedział przyciszonym głosem, a mnie przeszedł dreszcz. Nie byłam pewna, o co mu chodziło. A może miał powiedzieć, że chce to zrobić?
 Utwór się skończył. Zaczęłam myśleć nad tym, co powiedział. Chociaż z drugiej strony, lepiej było to wyrzucić z głowy i nie zastanawiać się teraz.
 Następna piosenka na pewno zażenowała Artemisa. A ja nie mogłam jej się oprzeć. Wiedziałam, że miał ochotę stamtąd uciec, ale było tutaj zbyt dobrze, aby mógł to zrobić. Stałam z determinacją w miejscu, kiedy DJ włączał "Peacock" Katy Perry.
 Chwyciłam Artiego za kołnierz i przyciągnęłam do siebie. W odpowiedzi objął mnie rękoma.
 Kiedy w piosence wystąpiło słowo "underneath" (poniżej), ugięłam się na kolanach, przykucając na chwilkę. Moje oczy znalazły się na wysokości jego spodni.
 Wstałam i zaczęłam z powrotem ruszać biodrami. Przejechałam dłonią po włosach i zbliżyłam się do Artiego., który próbował wyeksponować swoje kształty.
 Z każdym wersem poruszałam się coraz szybciej i zbliżałam się bardziej. Artemis wyglądał na lekko zaniepokojonego, ale podążał za moimi ruchami. Potem za każdym razem kiedy kręciłam biodrami obijałam się o jego kości. Zobaczyłam Minerwę i wtedy postanowiłam dać z siebie wszystko. Nasze twarze dzieliła minimalna odległość - była ona na tyle mała, że ocierałam się nosem o jego skórę. Fajnie się z niej pośmiać. Miałam nadzieję, że występ się jej podoba.
 Zderzyliśmy się biodrami w ostatnim momencie piosenki. Artemis poczerwieniał. Winna była temu piosenka i moja bliskość co do niego. Zerknęłam na Minerwę. Była wściekła. Posłałam jej ironiczny uśmiech. Wyglądała jakby miała zaraz spłonąć. I muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie widziałam niczego tak zabawnego.
 Czekałam na kolejną piosenkę. Los chyba był po mojej stronie i razem ze mną chciał wkurzyć Minerwę, bo następny kawałek idealnie się do tego nadawał. Kaci Battalgia i jej "Crazy Possessive".
 Miałam przed sobą Artemisa. Zaczęłam ruszać biodrami, zbliżając się do niego, aby po chwili się odwrócić. Widziałam teraz Minerwę.
 Za każdym razem, kiedy usłyszałam słowo "crazy" przykładałam palec do skroni i zataczałam nim koło, co było uniwersalnym znakiem okazywania "świrnięcia". Dotykałam "mego mężczyznę" po twarzy i całym ciele. Wszystkie moje ruchy były tańcem dla niej. Przy słowie "you" wskazywałam na nią palcem. Zabawnie było patrzeć na jej twarz, kiedy w nią celowałam przy tekście mówiącym o wyprowadzeniu i daniu jej kopa.
 W pewnym momencie, wraz ze słowami piosenki, odchyliłam się w tył, jakbym zasłabła, a Artemis mnie złapał. Oczy wychodziły jej z orbit!
 Ścisnęłam dłonie na ramionach Artemisa, wciąż podskakując w rytm muzyki. Spojrzałam na nią i zauważyłam, jak się czerwieni ze złości i frustracji. Zasłużyła sobie.
 Odsunęłam się na chwilę od niego, kręcąc się wokoło, po czym znowu wskazałam na nią, chcąc dać jej do zrozumienia, że słowa piosenki były do niej. I to musiało ją zaboleć. To było jej czułym miejscem. Artemis zauważył co robię i się przyłączył.
 Doskonale.
 Odwróciłam się, dotykając jego ramion. Wtedy on ponownie położył dłonie na mojej tali.
 Zbliżyliśmy się jak było to najbardziej możliwe. Ciągle byłam obok niego, mierząc wzrokiem Minerwę. Moje ręce ciągle go dotykały, a biodra nie oddalały nawet na centymetr. Może i wydawałam się w tym momencie bardzo zaborcza... A nawet szalona.
 Ponownie pokazałam jej moje bojowe nastawienie. Blondynka robiła się coraz bardziej blada. Artemis sam nie wiedział czy się śmiać, czy zastanawiać nad tym co się dzieje, ale nie miałam mu niczego za złe.
 - They call me crazy. They say I'm crazy. They think I'm crazy. - Szepnęłam do jego ucha.
 - Wybierasz bójki? - Zapytał. - Zgodziłbym się z nimi, że jesteś szalona.
 Uśmiechnął się. Wiedziałam, że żartuje. Było zabawnie, ale i tak musiałam mieć ostatnie słowo - jak zawsze.
 - Oh, I got you crazy!
 Musiałam to zrobić. Wygrać. Pokazać jej, kto tu rządzi. W rytm muzyki podeszłam do Minerwy. Przyłożyłam palce do jej twarzy. Kiedy kawałek się skończył, Minerwa była gotowa, aby się rozpłakać.
 Jakaś część mnie czuła się naprawdę źle, ale z drugiej strony musiałam się zemścić.


Po część 2 zapraszam pod koniec tygodnia:)

Cześć kochani, dzięki Wam za wszystkie miłe wiadomości, zarówno na priv, jak i komentarze! Na razie niestety jestem bardzo ograniczona czasowo, a nie chcę, aby kolejna notka tłumaczona była przeze mnie z niechęcią, bo wyjdzie to wtedy w błędach. Potrzebuję czasu do maja, żeby ogarnąć wszystkie swoje sprawy - wtedy zajmę się naszym geniuszem na dobre:)
Ps. Ktoś pytał nas o tłumaczenie Ostatniego Strażnika. Już kiedyś rozwinęła się na ten temat dyskusja - książka zawiera wiele nazw własnych, których żadne z nas może nie pamiętać, bo serie czytaliśmy stosunkowo dawno (3-5 lat temu), pojawiają się też inne połączenia słów i zwroty naukowe. Poza tym najpierw chcielibyśmy dokończyć tego fanfictiona, a niestety idzie to opornie, bo czasem nawet jeśli jest pora, nie ma chęci na pracę, a jest ona na odpoczynek.
Ps. 2. Na razie nad blogiem mogę pracować tylko ja, bo współautor "męczy się" nad swoim stopniem naukowym i nie daje rady tutaj zaglądać, a jak było w/w potrzebuję jeszcze troszku czasu i jestem do dyspozycji.
Pozdrawiam Was gorąco, proszę o wyrozumienie i wytrwałość, bo tylko dzięki Wam ten blog nie został zawieszony z dawien dawna:)

Rozdział 22 'Konflikt'

Nie wiem, czy zdążyliście już znaleźć tą informację, czy też nie, ale pragnę Wam przedstawić fakt - nastąpił przełom w sprawie tłumaczenia Artemisa i jego ósmej części. Tłumaczenia podjął się Rafał Lisowski, który był odpowiedzialny za przekład "Kompleksu Atlantydy".

# 
Zachowanie Minerwy trochę mnie zaskoczyło. Spojrzałem na Holindę i odnalazłem jej wzrok.
 - No i znów to samo - mruknęła. "Znów". To oznaczało, że podobna sytuacja miała już miejsce. Pytanie tylko czy chodziło o mnie (nie żeby było to pompatyczne) czy innego mężczyznę? Będę się musiał tego wywiedzieć.
Spojrzałem na nie, przenosząc wzrok z jednej na drugą, podczas gdy one zaczynały swoją dyskusję.
 - Znacie się?
 - Niestety - westchnęła Holinda. Rozumiałem, co ma na myśli. Po prostu... Minerwa była... ciężką osobą.
 Minerwa nie lubiła być ignorowaną. Dlatego też uderzyła pięściami w stół, tak głośno, jak tylko potrafiła.
 Ależ kulturalnie. Muszę przyznać, że czasem kwestionowałem maniery, których była podobno nauczona.
 - Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie pogardliwie. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
 - Słucham? - Zapytała Holinda ze złością w głosie.
 - Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać. - Minerwa uśmiechnęła się ironicznie.
 - Minerwa. - Upomniałem ją. Wiem, że potrafi być wredna, asertywna i zboczona (taki już jej urok), ale to zaszło zbyt daleko. Nawet jak na nią. Nie pozwolę zwracać się w ten sposób do Holindy czy kogokolwiek innego w mojej obecności.
 - Cśś, Arty - syknęła, przyciskając mi palec do ust. Poczułem potrzebę odsunięcia jej ręki. Zerknąłem na Holindę i zobaczyłem wściekłość w jej oczach. - Pozbędę się jej. - Chciałem się zaśmiać. Założę się, że skończy się to odwrotnie.
 - Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - powiedziałem to z nadzieją, że odwróci uwagę od Holindy.
 - Jesteście znajomymi? - Pisknęła. Musiałem westchnąć. Źle zrobiłem mówiąc to. Teraz nie odpuści. Nie trzebabyłobyć geniuszem, aby założyć, że to nie skończy się zbyt miło.
 - Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - Holinda rzuciła mi spojrzenie pełne wdzięczności, co trochę mnie zakłopotało. Była większym wyzwaniem niż Minerwa. Moze była szczęśliwa, że ją wsparłem, a może po prostu nie lubiła się kłócić. Chociaż wyglądała na taką, która przywykła do tego typu sytuacji.
 - Dobra - odparła naburmuszona.
 - A teraz przeproś - dopowiedziałem z surowością w głosie. W jej wzroku widać było zaskoczenie, ale ja tylko kiwnąłem głową w stronę, gdzie siedziala Holinda. Nie miała prawa mną rządzić. I obie powinny to zobaczyć.
 Minerwa westchnęła i spojrzała ze wściekłością na Holidnę nim przeprosiła.
 - Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony. - Wciąż się w nią wpatrywała, ale przynajmniej teraz nikt nie czuł się urażony.
 - A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć? - Zapytałem również jej, chcąc być sprawiedliwym. Obydwie musiały ponieść skutki swojego zachowania.
 - Przyjmuję przeprosiny - odparła chłodno, oczywiście nie mając tego w ogóle na myśli. Ale gdybym chciał, aby obie były szczere to chyba siedziałbym tutaj do końca życia.
 Minerwa oczywiście stwierdziła, że w takim obrocie spraw może to wykorzystać. Zazwyczaj lubię, kiedy ludzie są chytrzy, ale teraz to nie zaskarbiało mojego uznania.
 - Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Wiedziałem, że to pytanie zadała mi, ale spojrzałem na Holindę, chąc, aby ona się wypowiedziała. Czułem, że to ona musi wybierać, zanim zacznie tolerować Minerwę.
 - Oczywiście - uśmiechnęła się. To niezmiernie mnie zaskoczyło. Wybrała opcję pozostania miłą. Holinda Briefs była naprawdę interesująca.
 - Świetnie - Minerwa tryskała zadowoleniem, kiedy przysuwała sobie krzesło do stolika. Oczywiście, usiadła miedzy mną, a Holindą. "Przypadkowo" uderzyła Holindę, co z kolei tą zdenerwowało. Gdyby to było możliwe, byłbym jeszcze bardziej zirytowany zachowaniem Minerwy. - Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć? - Zapytała, chwytając się mojego ramienia. Ścinęła ja tak mocno, że aż mnie zabolało. W tym momencie chciałem tylko, aby mnie puściła.
 - Nie, dziękuję -  odpowiedziałem uprzejmie. Nie miałem nic do Minerwy, ale na pewno nie chciałem z nią tańczyć.
 - Oh, no proszę? - wydymała wargi, szczególnie z uwzględnieniem dolnej. Jakby to miało mieć jakikolwiek wpływ na moją decyzję. Ludzie nigdy niczego się nie nauczą.
 - Nie oznacza nie - wymamrotała Holinda, a Minerwa odwróciła się, by zmierzyć ją wzrokiem.
 - Pytał Cię ktoś o zdanie? - zażądała wyjaśnienia
 - Nikt nie musiał. Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi. - Bez komentarza.Chociaż rozumiałem, dlaczego próbowała mnie obronić. Znaliśmy się krótką chwilę, a wydawało się jakby to było wieki. Być może chciała pobyć ze mną sama już wcześniej.
 - Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
 - Oczywiście. - I muszę przyznać, że lubiłem Holindę. Miała silną wolę, była zabawna i inteligentna. Muszę dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Co oznaczało, że Minerwa będzie musiała niedługo nas opuścić.
 - Dziewczęta? - Spróbowałem im przerwać. - Może...
 - Nie wtrącaj się - Powiedziały razem. Nawet idiota by zatrybił, że zgadzały się tylko w tym jednym, jedynym wypadku.
 I chociaż wiedziałem, że to nic nie da próbowałem wtrącić się jeszcze raz.
 - Ale...
 - Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziała Holinda, a ja nie mogłem powstrzymać się od zachichotania. Musiałem nad tym panować.
 - Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa uśmiechnęła się szyderczo, w najgorszy sposób, jaki tylko umiała. - Próbująca-być-piękną-blondynką-o-kręconych-włosach.
 Ups. To nie mogło skończyć się miło. Matka kiedys mi powiedziała, że nigdy nie powinno się osądzać kogoś po kolorze włosów, nawet jeśli widać było odrosty i... chyba, że życzysz sobie śmierci. Minerwa najwyraźniej nie zauważyła swojego błędu lub po prostu się nie przejmowała. Tak czy siak, jej przyszłość nie zapowiadała się ciekawie.
 - Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj. - Holinda wzruszyła ramionami.
 - Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - zaśmiała się, równocześnie poprawiając włosy. Melodramatyczna i próżna. - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
 - A co to ma znaczyć? - Zapytała Holinda, gotowa do zadania ciosu.
 - Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato. I pewnie wszystko z wyprzedaży.
 Widziałem, jak Holinda staje się coraz bardziej zła, ale się opanowała i nie zaatakowała.
 - Jak ja jestem ubrana? - Dopytywała przez zęby. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać. - Nie potrafiłem powstrzymać się od śmiechu. Niestety. Minerwa to zauważyła i to zdenerwowało ją jeszcze bardziej.
- Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz. - Znowu poczułem potrzebę zaśmiania się. Minerwa wydawała się taka dumna ze swego żarciku. Oczywiście mogła rozegrać to inaczej, gdyby użyła siły swego intelektu. Sęk w tym, że jej intelekt był tłumiony przez zapał. Holinda wywróciła oczami i zaczęła powoli klaskać w dłonie.
 - Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - pogratulowała jej - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"? - Miała rację, ale nie chciałem idealizować żadnej z nich. Przyglądałem się, jak na twarz Minerwy wychodzi rumieniec, kiedy coraz bardziej się złościła. - Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - Holinda wzruszyła ramionami.
 - Arty to mój chłopak - Powiedziała Minerwa i zrobiła krótką przerwę. - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
 - Dobrze. Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać? - Zasugerowała Holinda. No, w końcu pozwolą mi mówić. Przyglądałem się jej, podczas gdy przenosiła wzrok z Minerwy na mnie. Chyba wiedziałem, jak się teraz czuje, jak myśli, że zareaguję... Dlatego ją zaskoczę.
 - Okej - Minerwa obdarzyła ją ironiczmym uśmiechem. - Zróbmy to - Wiedziałem, że jest pewna, że wygra to bez kiwnięcia dłoni. Ktoś musiał jej przypomnieć, że życie czasem zaskakuje.
 - Więc? - Holinda odwróciła się do mnie.
 - Co? - Wymamrotałem, próbując spojrzeć na obie dziewczyny. Zostałem dopuszczony do słowa, wow.
 - Która z nas a tutaj zostać? - Czułem ogień w oczach Holindy. Była zła, ale na szczęście to uczucie nie było kierowane w moją stronę.
 - A która odejść? - Minerwa zażądała odpowiedzi, spoglądając lodowatym wzrokiem na Holindę. Byłem pomiędzy młotem, a kowadłem.
 - Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - westchnąłem. Obie skinęły głową. To oczywiste, że jeśli zostaną obie wywiąże się tutaj niemały problem.
 - Więc? Kto ma zostać?
 - Minerwa - odpowiedziałem. Zrobiłem krótką przerwę w mówieniu, aby zobaczyć, co się stanie. Minerwa uśmiechała się triumfująco. Holinda zbladła. Wyglądała na bardzo rozbitą, kiedy próbowała odsunąć swoje krzesło. - Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą. 
 - C-co? O czym Ty mówisz? - Zająknęła się Minerwa. Była taka pewna, że wygra. Przypuszczenia jednak nie zawsze się sprawdzają.
 - Mówię, że chcę, abyś sobie poszła. 
 - Zamiast niej? - Wrzasnęła.
- Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. - Wzruszyłem ramionami. - Przepraszam.
- Świetnie - powiedziała. Potem odwróciła się do Holindy. - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój. - Po tym wszystkim ona nadal w to wierzyła. Złudzenia są okropne i irytują mnie bardziej niż wszystko inne.
 - Nie wygląda na to - odburknęła Holinda.
 - Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
 - Nie potrzebuję tego. - Holinda uśmiechnęła się sarkastycznie.  - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
 - Nieważne - Minerwa pisknęła, wstając i przewracając swoje krzesło. Odeszła mamrocząc coś do siebie pod nosem.
 - To było... - Zacząłem, ale nie byłem w stanie znaleźć odpowiedniego słowa na to, co przed chwilą się stało.
 - Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowała Holinda, próbując pomóc zapełnić dziury w moich słowach.
 - Odpowiedź D. Wszystko powyżej.
 Przez moment czułem się, jakbym brał udział w tych głupich testach wielokrotnego wyboru, które zdać może nawet idiota. Oczywiście, moja nauczycielka była o wiele inteligentniejsza.
 Usłyszałem śmiech Holindy.
 - Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiła sobie. - Masz tu trochę "dziewczyn".
 Kiedy to powiedziała przeszedł mnie dreszcz.
 - Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
 - Więc kim? I dlaczego tak sądzi?
 Westchnąłem, domyślając się, jak to zabrzmi.
 - Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła. 
 - A Ty? - Zapytała.
 Poczułem, jak robi mi się gorąco. Nie potrafiłem zdecydować się na to, co powiedzieć. Żeby było jasne - nie lubiłem jej. Chyba, że na początku, kiedy wydawała się ładna i interesująca. Dzięki Bogu, nie było żadnego progresu w moich uczuciach.
 Holinda przewróciła oczami. Chciała podnieść krzesło, które Minerwa przedtem wywróciła. Znalazłem się koło niego pierwszy i postawiłem je do pionu.
 Obydwoje nadal kucaliśmy. Jej zielone oczy mnie przenikały. Nie zauważyłem przed tam, jaki jasny i głęboki odcień mają. Błyszczały się jak dwa szmaragdy. Ale to nie była jedyna rzecz, na którą teraz zwróciłem uwagę. Jej twarz znajdowała się bardzo blisko. Skóra była opalona, a rzęsy długie. Holinda lekko się uśmiechnęła. Rumieniec wyszedł na jej policzki.
 - Lepiej przestańmy się tak "poznawać".
 Wyszczerzyłem zęby.
 - No nie wiem. Czy to takie złe?
 - Nie. Myślę, że nie - zachichotała. Więc naprawdę nie miała nic przeciwko spędzeniu trochę czasu ze mną. Uroczo. 
 Ciągle kucaliśmy w tym samym miejscu. Jeśli ktoś nas obserwował, mógł pomyśleć, że jesteśmy albo pijani, albo walnięci.
 - Pomóc? - Zapytałem, wyciągając do niej dłoń.
 Zerknęła na nią, ale nie przyjęła oferty.
 - Poradzę sobie - powiedziała z typowym dla niej nastawieniem. Dopiero teraz sięgnęła po moją rękę.
 - Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować pomocy - odparłem, podciągając ją w górę. Stała tak, trzymając moje ręce i patrząc mi w oczy.
 - Dziękuję, panie filozofie - wywróciła oczami, kiedy uprzejmie skinąłem głową.
 - Więc co będziemy robić dalej? - Zapytała. Pamiętałem, co powiedział mi Butler. Ludzie w klubach robią tylko trzy rzeczy.
 - Zależy - wzruszyłem ramionami.
 - Od czego?
 - Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
 - Czyli? - Położyła ręce na biodra.
 Nerwowo drgnąłem, jednak starałem się zachować pewność siebie. Starałem się nie myśleć nad tym, co powiem. Po prosu to zrobię:
 - Zatańczysz ze mną?

Rozdział 21 'Spotkanie z lalunią'

 - No i znowu to samo - powiedziałam, przewracjąc oczami.
 Artemis omiótł nas wzrokiem.
 - Znacie się?
 - Niestety - westchnęłam. Dałabym tonę złota bylebym tylko nie musiała jej znać.
 Wyglądało na to, że Minerwa nie lubiała być denerwowaną. Uderzyła pięścią w stół. Niegrzeczna. Prywatna szkoła jednak nie nauczyła jej, jak zachowywać się odpowiednio do sytuacji.
 - Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie z pogardą w oczach, która chyba miała być zastraszająca. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
 - Słucham?
 Każdy odgadłby, co miała na myśli i to mnie zirytowało.
 - Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać.
 - Minerwa - zaczął osłupiały Artemis.
 - Cśś, Arty - odparła, przykładając mu palec do ust, co spowodowało u mnie wielką chęć przyłożenia jej w twarz. I prawie to zrobiłam, gdy przypomniałam sobie, że jestem spokojną osobą, która nie posóługuje się przemocą. - Pozbędę się jej.
 - Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - sposób, w jaki to powiedział był jasny, że nie ma prawa mnie obrażać.
 Oczywiście nie załapała.
 - Jesteście znajomymi? - Wrzasnęła piskliwie. Czułam ogromną satysfakcję, widząc wyraz jej twarzy
 - Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - było mi miło, że Arty stanął po mojej stronie, bo w innej sytuacji musiałabym jej przywalić (cytując Julię).
 - Dobra - odpowiedziała naburmuszona, nie chcąc denerwować Artiego.
 - A teraz przeproś - zażądał ze stanowczością w głosie.
 Minerwa westchnęła i spojrzała na mnie:
 - Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony.
 Jeśli wzrokiem można byłoby zabijać to już bym nie żyła.
 - A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć?
(tekst tu się urywa :'( ~ Sb)
- Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Przyjaciółmi? Serio? Powiedzienie "przepraszam" nie skleja ran i nie robi z siebie przyjaciół. Byłam pewna, że o tym wiedziała i mówiła to tylko po to, żeby sobie pomóc. Artemis spojrzał na mnie, dając mi wybór.
 Zdecydowałam, że uszczęśliwie Artiego i będe lepszą osobą, nawet jeśli tego nie chciałam.
 - Oczywiście - uśmiechnęłam się.
 - Świetnie - odpowiedziała, odwróciła się i przyciągnęła sobie krzesło. Usiadła pomiędzy mną a Artym. Przez przypadek (samozwańczy) uderzyła mnie w kolano. W środku płonęłam, ale musiałam zachować spokój. Policzyć do dziesięciu i wziąć głeboki oddech. Na szczęście utrzymywałam się w ryzach.
 Złapała jego rękę.
 - Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć?
Ktoś chyba powiedział jej, że "mruczenie" jest seksi. Niestety wierzyła również w to, że coś tym osiągnie. Smutne.
 - Nie, dziękuję - odparł, najwyraźniej przerażony tym pomysłem. Trzeba było jeszcze zastanowić się, czy samo tańczenie było straszne, czy może taniec z Minerwą.
 - Oh, no proszę?
 - Nie oznacza nie - mruknęłam, a ona odwróciła się, aby na mnie spojrzeć.
 - Pytał Cię ktoś o zdanie? - Zażądała odpowiedzi, jakby miała prawo cokolwiek do mnie powiedzieć.
 - Nikt nie musiał - uśmiechnęłam się szyderczo - Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi.
 - Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
 - Oczywiście.
 - Dziewczęta? - Zaczął Arty. - Może...
 - Nie wtrącaj się - powiedziałyśmy jednocześnie.
 - Ale... - Spróbował ponownie. Niektórzy nigdy niczego się nie nauczą.
 - Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziałam do niego. Zaśmiał się lekko, kiedy usłyszał, jak nazwałam Minerwę.
 - Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa spojrzała na mnie z pogardą. - Fałszywa blondyneczko.
 Nieźle, ale spostrzegłam, że tym razem Arty się nie zaśmiał.
 - Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj.
 Ok. Dokładnie rzecz biorąc moje włosy nie są tak naprawdę naturalne. Ale kolor nie jest też z buteleczki, jak jej się wydaje.
 - Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - przeczesała je dłonią - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
 - A co to ma znaczyć? - Zażądałam wyjaśnienia. Ta dziewczynka naprawdę prosiła się o obicie jej buźki. I zrobiłabym to, gdyby nie fakt, że nie biję dzieci. Może jeśli ciągle będę to do siebie powtarzać to przejdzie mi chęć walnięcia w jej rozpuszczoną twarz.
 - Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato - zaśmiała się, jakby jej ubiór był bardzo odpowiedni - I pewnie wszystko z wyprzedaży.
 Myślałam, że ze złości zaraz wybuchnę. Nie chodziło o stwierdzenie, że wszystko było z wyprzedaży. To mnie w ogóle nie ruszało. Ale ta "zdzirowatość". Ktoś musiał się sobie przyjrzeć w lustrze.
 - Jak ja jestem ubrana? - Uśmiechnęłam się ironicznie. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać.
 Kątem oka widziałam, jak Artemis się podśmiewa. I zgadywałam, że ona mogłaby również.
 - Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz.
 Artemis znowu się zaśmiał. Tym razem ze mnie.
 Powoli i dramatycznie klasnęłam w dłonie. 
 - Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - ucieszyłam sie - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"?
 Minerwa wyglądała na wkurzoną. Jej twarz robiła się gdzie niegdzie czerwona. I muszę przyznać, że było to bardzo zabawne.
 - Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - wzruszyłam ramionami.
 - Arty to mój chłopak - odpowiedziała, a ja znalazłam kolejny powód do zaśmiania się - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
 - Dobrze - sapnęłam - Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać.
Niestety, nie pomyślałam nim powiedziałam. Gdyby wiedział, kim jestem naprawdę, wybrałby mnie bez wahania. W sytuacji, w której się teraz znajdowaliśmy znał o wiele lepiej Minerwę. Wybierze ją. A może zaskoczy nas obie. Ale jakos podważałam tą możliwość. Artemis był na swój sposób przewidywalny.
 - Okej, zróbmy to - odrzekła. Wyglądała jakby była kotem, który zaraz dostanie mysz w swoje łapy. - Więc? - Zapytała, odwracając się do niego.
  Arty mruknął nerwowo. Prawdopodobnie wszystko słyszał i podejmował decyzję albo po prostu chciał nas rozproszyć. Bo przecież zawsze wiedział, co ma zrobić.
 - Co?
 - Która z nas a tutaj zostać?
 - A która odejść? - Zapytała Minerwa spoglądając na mnie. Dobrze wiedziałam, czego sobie życzyła.
 - Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - przeszyłyśmy się wzrokiem i skinęłyśmy głowami. Inaczej za chwilę rozpocznie się tutaj burzliwa bitwa o najlepszą, jeśli któraś nie odejdzie w trybie natychmiastowym.
 - Więc? Kto ma zostać? - Dopytywała.
 - Minerwa - powiedział Artemis, a ja poczułam jak serce chce mi wyskoczyć z piersi. Wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że ją wybierze. Była jego "przyjaciółką", a ja - Holinda, byłam dopiero co poznaną znajomą. Zaczęłam odsuwać krzesło, gdy przemówił ponownie:
 - Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą.
 - C-co? O czym Ty mówisz?
 - Mówię, że chcę, abyś sobie poszła.
 - Zamiast niej? - Domagała się wytłumaczenia, rzucając mi nienawistne spojrzenie.
 - Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. Przepraszam.
 - Świetnie - wymamrotała do Artiego nic się do mnie odwróciła - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój.
 Czy ona naprawdę była taka oślepiona swoją obsesją. Po tym wszystkim nadal się łudziła? Tylko ona mogła być taką ignorantką.
 - Nie wygląda na to - uśmiechnęłam się sarkastycznie kiedy wstawała.
 - Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
 - Nie potrzebuję tego. - Arty był niezwykły, ale mogłam sama to zrobić. Pokonałabym ją w dziesięć sekund. Następne pięć do poprawienia fryzury. - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
 - Nieważne - obraziła się. Wstała od stołu, przewracjąc krzesło i odeszła ciężko tupiąc.
 - To było... - Zaczął Artemis, ale nie mógł skończyć. Wow, te nasze małe spotkanie było czymś... co wykończyło Artiego. Nie był w stanie nawet myśleć nad słowami, które mogłyby to opisać.
 - Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowałam, aby wypełnić dziurę w jego głowie.
 - Odpowied D. Wszystko powyżej.
 Musiałam się zaśmiać. Mówiliśmy, myśleliśmy bardzo podobnie od niezliczonego czasu. Nie chodziło o odpowiedzi na testach. Tak zamawiało się lunch. Po prostu mówiłeś "D. wszystko powyżej".
 - Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiłam. - Masz tu trochę "dziewczyn".
 Artemis zadrżał gdy tylko to powiedziałam.
 - Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
 - Więc kim? I dlaczego tak sądzi.
 - Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła.
 - A Ty? - Zapytałam, próbując nie ujawnić swojej prawdziwej ciekawści.
  Lekko się zarumienił. Wyglądało na to, że nie jest w stanie czegokolwiek powiedzieć, więc schyliłam się, aby podnieść krzesło, które Minerwa przewróciła. Niestety, znów był lepszy i zrobił to szybciej.
  Przyklękaliśmy na podłodze, patrząc sobie w oczy.
 - Lepiej przestańmy się tak "poznawać" - powiedziałam, zagubiona w jego oczach.
 Artemis uśmiechnął się w swój ulubiony sposób.
 - Nie wiem. Czy to takie złe?
 - Nie - zachichotałam - Tak myślę.
 - Pomóc? - Zapytał, wyciągając rękę w moją stronę, chcąc pomóc mi wstać.
 - Poradzę sobie - odpowiedziałam, ale chwyciłam jego dłoń.
 - Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować mojej pomocy.
 Ale czasem trzeba.
 - Dziękuję, panie filozofie - powiedziałam sarkastycznie, a on pochylił głową, co znaczyło "nie ma za co". Ta próżność.
 - Więc co będziemy robić dalej? - Zapytałam.
 - Zależy - wzruszył ramionami, co nie było zbyt Artemisowe.
 - Od czego?
 - Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
 - Czyli?
 - Zatańczysz ze mną?

Rozdział 20 'Jej wybawca, Jej bohater'

 Obydwoje odwrócili się, aby zobaczyć, kto przemówił. Dziewczyna wyglądała na miło zaskoczoną. Nie poświęciłem jej jednak zbyt wiele uwagi, bo wiedziałem, że to mężczyźnie muszę się przyjrzeć.
 - A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia. No cóż, był nieźle wstawiony.
 - Artemis Fowl. - Uśmiechnąłem się szarmancko, a na jego twarzy pojawiło się zdezorientowanie. No, ale to mnie w ogóle nie zdziwiło. - Nigdy o mnie nie słyszałeś?
 - I nigdy mnie to nie obchodziło - wzruszył ramionami. Jeśli ignorancja może być formą rozkoszy i szczęścia, to on był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
 - Nieważne. Puść ją - rozkazałem lodowatym tonem głosu. Dziewczyna spojrzała na mnie z nadzieją w oczach, ale widziałem w nich również błysk gniewu.
 - Nie, ona chce pójść ze mną - odpowiedział, kłamiąc - Czyż nie? - Zapytał, kiedy obejmował ją ramieniem.
 Chciałem na niego wrzasnąć, ale wiem, że to pogorszyłoby tylko sprawę.
 - Nie wygląda na to - powiedziałem naspokojnie, jak potrafiłem - Nie ma tu żadnego większego uczucia, prawda? - Zapytał, patrząć w jej zielone oczy, jednocześnie prosząc o popracie. Skinęła opornie głową. Z powrotem na niego zerknąłem. Z pewnością chciał odejść, ale niestety duma mu na to nie pozwalała. Uznałby to za słabość.
 - Jest tylko troszkę nerwowa - skłamał - Jest profesjonalistką.
 - W czym? - Zapytałem, mimo że dobrze znałem odpowiedź. I pozwólcie, że dodam, ale wcale nie wyglądała na "profesjonalistkę". Wydawała się przeciętną dziewczyną, która po prostu znalazła się w złej sytuacji.
 - Byciu łatwą - powiedział.
 W tym momencie dziewczyna wybuchła i wyrzuciła z siebie całą złość:
 - Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
 Miałem tylko nadzieję, że nie sprawiła tym więcej problemów.
 - To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić.
 - Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - odparł. Widziałem, jak dziewczyna wyciągnęła wolną dłoń, chcąc go uderzyć. Spojrzałem jej w oczy i pokręciłem głową. Wyglądała opornie i trochę się nadąsała, kiedy opuściła rękę. Dostrzegłem jednak, że wciąż miała ją zaciśniętą w pięść. Była bardzo zdeterminowana, musiałem to przyznać. Na szczęście młodzieniec nie zauważył niczego.
 - Puść ją - zażądałem ponownie, jeszcze chłodniej niż przed tem.
 - Kto mi rozkaże? - Poczułem alkohol w jego oddechu. Pięknie.
 Zdobyłem się na najlepszy wampirzy uśmiech. Męczyła mnie ta dziecinna gierka:
- Ja - odpowiedziałem i przyjąłem postawę, jakiej nauczył mnie Butler. Dodawała mi ona siły i uderzenie było zawsze silniejsze. Miałem nadzieję, że to pomoże. - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię skrzywdzić.
 Ale on wciąż nie miał zamiaru tego zrobić. Wymamrotał coś pod nosem, próbując zrozumieć, co mówię i robię. Wciąż ją trzymał, ale popełnił błąd i lekko rozluźnił uścisk.
 To było wszystko, czego potrzebowała. Wyrwała rękę i posłała go w stronę stołu. Gdy już leżał wcisnęła obcas buta w jego plecy i pochyliła się w dół - prosto do jego twarzy. To z pewnością nie mogłobyć miłe.
 - Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle. - Syknęła głosem, który był tak zimny, że aż chciałem skrzyżować nogi w razie gdyby miała się odwinąć. - Zrozumiałeś? - Zapytała, chwytając go za włosy i odciągając jego głowę do tyłu. Była niemożliwa. Silna, straszna i mądra.
 Wyglądał na to, że stracił zdolność do porozumiewania się. Wtedy zrobił najgłupszą rzecz, jaką mógł uczynić w tej chwili. Skinął głową, co musiało nieźle zaboleć. Przy okazji stracił trochę włosów.
- Dobrze. A teraz się wynoś. - Chyba nie muszę dodawać, że od razu się posłuchał. Zniknął z jej pola widzenia, jak najszybciej mógł.
 Dziewczyna wstała i strzepała włosy z dłoni. Gdy się wyprostowała stała się jeszcze wyższa. Odwróciła się do mnie.
 - Holinda Briefs - przedstawiła się, wyciągając niechętnie rękę.
 Była to przyjaciółka Julii. I była dość interesująca. I była tą, dla której tutaj przyszedłem. I jeszcze tą, którą właśnie uratowałem. To było aż nazbyt przypadkowe.
 - Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać. Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.- Powiedziałem, chociaż pewnie nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia. Ale nie byłem w stanie niczego z tym począć. - Tak więc, wszystko w porządku?
  - Owszem - odparła, jakby rzeczy takie, jak ta przydarzały się jej na codzień. A w to wątpiłem. Wyglądała na niebezpieczną, ale nie na taką, która pakowałaby się w kłopoty. Była, no cóż, jak ja. Problemy biegały za nią, ale nie robiła nic. A może jednak się myliłem - i to kochała? - Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie.
  Schylała się właśnie, aby podnieść stół, ale zrobiłem to za nią. Postawiłem z powrotem stolik i krzesła, kiedy ona udawała, że ma "focha":
 - I to też mogłam zrobić - burknęła. Chyba nie pomyślała sobie, że mogła wydaćsię słaba? Bo na pewno nie o to chodziło.
 - Oczywiście, że tak - odpowiedziałem, unosząc ulegle ręce do góry  - Byłem po prostu pomocny.
 - Nieważne - skrzyżowała ręce, chociaż wydawało się, że trochę się zrelaksowała.\
 - Na pewno wszystko ok?
 - Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie. - W jej oczach dostrzegłem błysk, kiedy kładła dłonie na biodrach.
 - Przepraszam - powiedziałem, starając się nie zaśmiać - Może chcesz się drinka?
 I nie, nie chciałem jej upić. Po prostu wyglądała tak, jakby chciała się napić.
 - Nie. Nie piję alkoholu.
 To trochę zbiło mnie z tropu. Nie oczekiwałem, że będzie alkoholiczką. Była na to zbyt elegancka. Ale większość ludzi uważa to za formę rozrywki i dobrej zabawy. Następny punkt na liście o jej odróżnieniu od innych, których znałem.
 - Więc co pijesz w miejscach takich, jak to? 
 - Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przyznała i ponownie mnie zaskoczyła - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.  - Lubisz? - Zapytałem.
 - Tak - starałem się zignorować tą banalną odpowiedź i głupio tego nie skometnować. I udało się.
 - Usiądź, zaraz wrócę.
 Ponownie założyła ręce na biodra i zawiesiła na mnie wzrok.
 - Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
 Wow, wszystkie kobiety tak trudno rozgryźć?
 - Proszę? - Zapytałem najabrdziej przyjaznym głosem, na jaki było mnie stać. Nie wiem dlaczego, ale chciałem z nią porozmawiać. Po prostu musiałem dowiedzieć się o niej więcej. I sądziłem, że zwykła rozmowa dostarczy mi najwięcej informacji.
 - Ok - odburknęła - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
 - Oczywiście. Po prostu bądź tu, kiedy przyjdę.
 Ruszyłem w stronę baru. Barman o blond włosach wykonywał swoje obowiązki. Przełknąłem dumę i wcisnąłem się bez kolejki.
 - Czy zechciałby Pan coś do picia? - Zapytał.
 - Tak, dwa soki żurawinowe bez alkoholu.  Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, kiedy je przygotowywał:
 - Proszę bardzo - powiedział, popychając je w moją stronę. Zapłaciłem mu i wróciłem do stołu. Byłem zaskoczony, że Holinda nadal tutaj była.
 Usiadłem naprzeciwko niej i posunąłem szklankę po stole.
 - Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
 Zaśmiała się:
 - Na Twoje szczęście - zachichotała - Hm, co to jest?
 - Bezalkoholowy drink żurawinowy.
 Spojrzała na drinka i wyglądało na to, że naprawdę chce go spróbować:
 - Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu?
 To było dziwne, ale mimo wszystko nie czułem się sfrustrowany. W sumie nawet dobrze się bawiłem.
 - Słowo harcerza - odparłem, przykładając dłoń do serca.
 Zaśmiała się ponownie, biorąc szklankę do góry.
 - Nie wyglądasz na takiego.
 No cóż, była inteligentną obserwatorką.
 Ja również zacząłem się śmiać, ale z powodu tego, że wpadło mi do głowy, że jest do mnie bardzo podobna. Wydawało mi się, że znamy się nie od dzisiaj.
 - Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
 - Jestem zaskoczona - uđmiechnęła się, wiedziałem, o co chodzi - Przebywałeś odcięty, ale byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie - Nawet jeśli nie było to zbyt ładne stwierdzenie, zdawałem sobie sprawę o czym mowa. Podsumowała właśnie moje dzieciństwo.
 - W zasadzie... Tak - powiedziałem - Pij.
 Wescthnęła i zrobiła ogromne show, podnosząc szklankę do ust. Wzięła łyka i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
 - Mhm, jest pyszne. Z czego jest?
 - Po pierwsze: powiedziałem Ci już - nie mogłem się powstrzymać, aby nie zatriumfować.
 - Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda? - Pochyliła się lekko do przodu.
 - Tak. I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
 - I wiesz to skąd...?
 - Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
 O nie. Uświadomiłem sobie, co właśnie powiedziałem. Holly. To twoja wina Butler. Przez niego o niej myślałem i nazwałem tak Holindę. O ile wiem, to jeden z tych najgorszych faux pas'ów (fałszywych kroków), które mężczyzna może uczynić kobiecie.
 Holinda wyglądała na bardzo zdziwioną. Ale było coś jeszcze. Coś czego nie umiałem rozszyfrować.
 - Wow - odparła - Kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem? - Wyglądała na zainteresowaną, nie na złą, jak mogłoby się wydawać.
 - Wybacz - odpowiedziałem zdezorientowany; zazwyczaj nie popełniam błędów. Chociaż ostatnimi czasy zdarzało się to coraz częściej - Holly jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
 I naprawdę tak było. Widziałem wiele podobieństw w tej dziewczynie, co do Holly. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale wiedziałem, że jest w niej coś, czego muszę się dowiedzieć, i co to wszystko wyjaśni.
 - Naprawdę?
 - Tak. - Zaśmiałem się. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolą.
 To prawda. Jeśli Holly kiedykolwiek poznałaby Holindę wzięłaby ją za swoją nową najlepszą przyjaciółkę... A może odebrałaby to jako wyzwanie.
 - Prawda. Nie brzmi źle. - Na te słowa lekko się uśmiechnąłem. Nie miała pojęcia, jak bardzo Holly była "interesująca". - Czy jest tutaj?
 - Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często. - Jeden z tych smutnych faktów, do których musiałem przywyknąć. Posiadanie przyjaciela, który jest innej rasy i mieszka pod powierzchnią ziemi... jest trudne, i tak czy siak, dość nieopłacalne.
 - To smutne... - Odpowiedziała. Widziałem, że naprawdę to poczuła. Że obchodziło ją to, że tęskniłem za moją przyjaciółką, a ona chciała jakoś załagodzić.
 - Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - zzruszyłem ramionami, jakby to nie było nic takiego. Chociaż prawdę mówiąc, dzwonienie do siebie nie było wystarczającą rzeczą.
 - Oczywiście - uśmiechnęła się w sposób, że wiedziałem, że mi nie wierzy. Nieźle, to pokazało, że jest bardzo inteligentna. - Tak więc... Myśle, że powinnam Ci podziękować.
 - Mi? Za co? - Zapytałem zdezorientowany.

 - Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - zniżyła wzrok z zażenowaniem.
 - W porządku - uśmiechnąłem się. - Wygladałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
 - Nawet nie wiesz jak - powiedziała to w sposób, że już sam nie wiedziałem, jak mam to zinterpretować. Myślałem, w jaki jeszcze inny sposób mogła potrzebować "wybawcy". Wyglądała na dość kompetentną do wyciągania siebie i całego świata z opresji.
Zdecydowałem się na zmianę tematu:
 - Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.

 - Co masz na myśli? - Zażądała ze złością w głosie. Ale latwo było rozpoznać, że tylko udawała. Raczej polubiła się tak bawić. - Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem.
 - Bo byłam - przyznała - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
 - Rozumiem, ale to nie jest powód... To nie była Twoja... - Zacząłem, ale ona mi ucięła.
 - Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany. - Wiedziałem, że mogę powiedzieć jej wiele różnych rzeczy; że czasem ciężko jest rozpoznać, że ktoś coś wypił, ale wydawało mi się, że ona i tak wie.

 - Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
 To znów ją rozśmieszyło.
 - Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
 Chciałem powiedzieć, że wcale nie zawróciła mi tym głowy, ale to brzmiało by zbyt łatwo.
 - Nie ma problemu.
 Przez kilka chwil nic nie mówiliśmy, aż w końcu zaczęła na nowo:

 - Mogę zadać Ci pytanie?
 - Pewnie. - Zgodziłem się, będąc ciekawym.
 - Dlaczego tu przyszedłeś? - Spytała. - Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy. 

 Zarumieniłem się i niespokojnie się poruszyłem. Przecież nie powiem jej, że przyszedłem tutaj, aby ją poznać. Ale musiałem to zrobić. Na Fronda. Dostałem tyle lekcji na temat i przez kłamanie.
 - Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
 - Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawda?
 - Nie - przyznałem.
 - Więc dlaczego mi pomogłeś?

 Zaśmmiałem się. Wydawało jej się, ze jestem zimny i bez serca? Albo po prostu ludzie tacy byli? Jest tak wiele rzeczy, których musiałem się o niej dowiedzieć.
 - Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
 - Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Chciała mi dociąć. - Chronisz kobitki przez złymi typami?
 Musiałem się uśmiechnąć. Pomyślała, że jestem bohaterem. Jeśli znałaby mnie jako osobę, jaką byłem... Raczej nie pomyślałaby w ten sposób. Wręcz przeciwnie.
 - Coś w tym stylu.
 - Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - oznajmiła. Poczułem się wspaniale. To miło, że ktoś oprócz mojej rodziny i przyjaciół ma o mnie dobrą opinię.
 Uśmiechnęliśmy się. Holinda lekko się nachyliła.
 - Wiedziałam! - Zapiszczał znany mi głos, rujnując całą sytuację. - Próbujesz odbić mi Artiego!

Cześć, Wilhelm z tej strony.;-) Dodaję notkę za Some, jako iż znalazła się w ciężkiej sytuacji. Prawdopodobnie wróci z początkiem września;-) Poprawiłem też błędy w poprzedniej części, bo było ich, oj!, niemało:-D
No i naprawdę piszcie o błędach, choćby w wiadomościach prywatnych, bo oboje jesteśmy ślepi, poza tym każde słowo podkreśla nam na czerwono, a lenistwo nas przezwycięża i nie chce nam się zmieniać języka przeglądarki:-D
Miło też widzieć, że troszku Was tutaj przybyło, witam Was gorrrąco:-)
Może jeszcze w któryś dzień coś wpadnie, bo w końcu, po roku stażu dostaję wolne, jako normalny pracownik, uff:-D
Pozdrawiam cieplutko:-) 
Ps. Chciałbym zapytać, czy u Was szablon bloga też dzieli notki na kilka części i niektóre zdania zlewają się w jedno? Bo wiem, że to utrudnia czytanie, a chcielibyśmy jak najlepiej:-) 
Iii, nie denerwuje Was to, że te kwestie się powtarzają, zamienia się tylko punkt widzenia?