Rozdział 23 'Taniec: Holinda i Artemis' część 1

Pozwoliłam sobie nie przepisywać fragmentów piosenek, sens całego tekstu i tak się nie zmienia. Nieprzetłumaczona kursywa to słowa utworów.

 Spojrzałam na Artemisa. Czy mi się tylko wydawało, czy on naprawdę to powiedział? To było niemożliwe. Artemis nie tańczy.
 - Co proszę?
 - Nie słyszałaś? - Zapytał uśmiechając się szelmowsko, dał mi do zrozumienia, że wie, że bardzo dobrze go zrozumiałam. Artemis, jak zwykle arogancki.
 - Myślałam, że się przesłyszałam.
 - Jak się przesłyszałaś?
 Uśmiechnęłam się delikatnie.
 - Wydawało mi się, że powiedziałeś: "zatańcz ze mną".
 - Więc dobrze słyszałaś -  odpowiedział - Zaprosiłem Cię do tańca.
 No, przynajmniej nie jestem głucha. I dobrze.
 - Po co? - Zażądałam wyjaśnień, rumieniąc się.
 W takich momentach, a ten był kolejnym, wydawało mi się, że on dobrze wiedział, kim jestem. Albo po prostu mu się podobałam.
 - No cóż, są tylko trzy rzeczy, które robi się w klubie, a taniec jest chyba najbardziej opłacalną.
 - I... te trzy to?
 - Poznać kogoś płci przeciwnej - wzruszył ramionami.
 - Pewnie - uśmiechnęłam się - Co jeszcze?
 - Taniec, który jest bezsprzecznie najlepszą opcją - zapewnił mnie.
 - I ostatni pomysł?
 Artemis zaczął wiercić się na krześle. Był pewny, że raczej tego nie polubię:
 - Upić się.
 Ale nie sądziłam, że mógłby to zrobić.
 Nie mogłam się powstrzymać i wybuchłam śmiechem. Arty wyglądał, jakby jego najgorszy koszmar stał się jawą, a ja nie potrafiłam nad sobą zapanować.
 - Mając taki wybór, moja odpowiedź jest chyba oczywista.
 - Tak? - Zapytał. - Zatańczysz ze mną?
 Teraz, kiedy to powiedziałam mogłam nim manipulować. A teraz najwidoczniej tego chciał.
 - Jeszcze nie wiem... - Zamilkłam, chociaż odpowiedź znałam doskonale.
 - Co masz do stracenia? - Nagle zażądał mojej odpowiedzi.
 - Godność - zasugerowałam - Albo dumę.
 Artemis odchrząknął.
 - Nie sądzę, abyś mogła stracić którąkolwiek wartość. Widziałem wcześniej, jak tańczysz, więc uwierz mi na słowo, kiedy mówię Ci, że to niemożliwe. Z drugiej strony, Twoja duma jest jak ze stali.
Oparłam się pokusie odpowiedzenia na ostatni przytyk, ponieważ wiedziałam, że on chciał, abym to zrobiła.
 - Ah... Więc widziałeś? - Zapytałam, rumieniąc się. I jeśli teraz odkryłby, że JA to ja, spaliłabym się ze wstydu i nie mogłabym z tym żyć. Super.
 - A kto nie? - Wyszczerzył zęby, a ja zaczerwieniłam się jeszcze mocniej. - To było dość... intrygujące. Żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie mógł odwrócić wzroku.
 - Pochlebstwo nie zaprowadzi Cię zbyt daleko - zbeształam go, jak matka dziecko.
 Artemis zaśmiał się głośno.
 - Wręcz przeciwnie, sądzę że "pochlebstwo" zaprowadzi nas dokładnie tam, gdzie chcielibyśmy się znaleźć.
 - Ah tak? Czyli gdzie? - Dopytywałam, chociaż w zasadzie bardzo dobrze, wiedziałam, że chodzi mu o parkiet. Początkowo powiedziałabym, że zachowuję się trochę jak kretynka, ale teraz użyłabym raczej słowa wstydliwa.
 - Tam - odparł, wskazując jednocześnie i oczywiście parkiet.
 Spojrzał mi w oczy, a ja zatraciłam się w jego wzroku.
 - To jak? Zatańczysz?
 I to było niesamowite w Artemisie. Nie musiał nic na Tobie wymuszać. Po prostu był sobą i robiłaś automatycznie to, czego chciał.
 - Dobrze, zrobię to - zgodziłam się - Ale to dlatego, że wygrałeś ze mną tą małą potyczkę.
 - Zapewniam Cię, że wszystko jest w porządku... Dopóki wygrywam.
 Teraz byłam bardziej niż pewna. Zawsze musiał dominować, a ja powinnam grać do jego scenariusza.
 - Więc zawsze wygrywasz? - Zapytałam, mając nadzieję, że nie byłam jednym z pionków w jego grze.
 - Zazwyczaj tak - uśmiechnął się. Jednak nie chciał nic więcej objaśniać. Przypomniał mi się ten dwunastoletni dzieciak, który tak zaszedł nam za skórę te kilka lat temu. Teraz trochę wyrósł i się zmienił, jednak pragnienie zwyciężania wciąż w nim pozostawało.
 - Więc przygotuj się na to, że możesz być zaskoczony.
 - Zawsze jestem gotowy - wzruszył ramionami - A teraz chodź.
 Wziął moją dłoń i ścisnął ją jeszcze mocniej, kiedy prowadził mnie na parkiet. Najprawdopodobniej myślał, że może zechcę mu uciec. Ale był szczęściarzem.
 - Poczekaj - powiedziałam i wyciągnęłam rękę z uścisku.
 - Tak? - Zapytał z obawą w głosie.
 Zrzuciłam z siebie bolerko i powiesiłam je na oparciu krzesła.
 - Potem byłoby mi zbyt ciepło - powiedziałam. Definitywnie nauczyłam się dzisiaj czegoś na temat tańczenia.
 Muszę przyznać, że sprawiało mi przyjemność to, w jaki sposób na mnie patrzył. Nie chodziło tutaj tylko o to, że był to ten mężczyzna, ale ogółem. Uczucie, którego doświadczają kobiety, kiedy są akceptowane i podziwiane. Widziałam, jak jego oczy uważnie mnie obserwują. Jego wzrok zatrzymał się na moich butach i długich nogach. Widziałam, jak z góry na dół mierzy mnie wzrokiem.
 Uznałam to za okazję do przyglądnięcia się, tak naprawdę po raz pierwszy. Co mogę powiedzieć? Wow! Wyglądał... świetnie. Miał na sobie czarne, obcisłe spodnie i trampki tego samego koloru z domieszką bieli. Nigdy nie widziałam go w takich butach! Tak czy siak - dobrze na nim leżały. Spoglądałam na niego dalej. Przywdział niebieską koszulkę, która zgrywała się z odcieniem jego oczu. Bluzka połączona była z czarną kamizelką, pochodzącą z garnituru. Podwinięte rękawy uwydatniały jego ręce, które teraz stały się bardziej umięśnione. Również guziki na samej górze były rozpięte i odsłaniały trochę torsu.
 Mój wzrok w końcu zawędrował na jego twarz. Dziecięcy wyraz znikł, a w jego miejscu pojawiły się dojrzałe rysy. Jego dwukolorowe oczy były jasne i wyraźne, a brwi pociemniały jeszcze bardziej. Rozczochrane, czarne włosy nadały mu wygląd przyjaznej osoby, czego wcześniej nie widziałam nigdy. Artemis stał się mężczyzną, temu nie można było zaprzeczyć. Nie był już tym dzieciakiem, którego pamiętałam. I pomyśleć, że tak bardzo zmienił się w przeciągu kilku ostatnich miesięcy. Jedno słowo: ekstra! Adonis nie mógł mu dorównać pod żadnym względem!
 Kiedy skończyłam, Artemis wciąż jeszcze patrzył.
 - Możesz otrzeć ślinkę - rzuciłam.
 - To samo mógłbym powiedzieć - odrzekł, uśmiechając się. Zarumieniłam się. Nie wiedziałam, że zauważył, że tak mu się przyglądałam. Teraz w jego oczach wyglądałam pewnie jak jakaś głupia dziewczynka. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Na całe szczęście odwrócił wzrok.
 - Nie myśl o tym - ostrzegłam. Jednak dobrze wiedziałam, że to niemożliwe.
 - Nie da się tego nie zrobić - odpowiedział z jednym z tych swoich uśmieszków. Oczywiście. Mam nadzieję, że nigdy nie odkryje, kim naprawdę jestem. Nie przeżyłabym tego.
 - Idziemy tańczyć - nigdy nie czułam większej potrzeby zmiany tematu.
 - Ah więc teraz chcesz iść tańczyć? - Wyszczerzył zęby.
 DJ uratował mnie przed udzieleniem odpowiedzi.
 - Panie i panowie, po pierwsze chciałbym przypomnieć, że można składać zamówienia na piosenki - ogłosił - Po drugie, witam was wszystkich serdecznie w Phenomie tejże nocy. Specjalnej nocy. Obchodzimy dziś comiesięczny poranek...! - Przewał mu skandujący tłum ludzi.
 Odwróciłam się do jedynej mi znanej tutaj osoby, która mogła wiedzieć o co chodzi. Która zawsze wiedziała wszystko.
 - Wiesz co to znaczy, prawda? - Zapytałam Artiego.
 - To znaczy, że ludzie bawią się dziś do wschodu słońca, do bialutkiego rana - wyjaśnił z niesmakiem w głosie. Nie sądziłam, aby chciał zostać tutaj tak długo. Niestety, Julia zrobi to na pewno. A już w ogóle jeśli bawi się gdzieś z Emorym. Mam tylko nadzieję, że on nie jest jak jego brat. A jeśli tak to polecą głowy. Chociaż z bratem takim, jak Butler, powinna być bezpieczna.
 W końcu okrzyki radości ustały i po sali ponownie poniósł się głos DJa.
 - Będziemy grać dla was całą noc. Więc nie zapomnijcie trochę się z nami pobawić!
 - Powinniśmy? - Zapytał Arty, ciągnąc mnie w górę po schodach. Wyglądało na to, że chciałby zostać na skraju, w cieniu. Ale jeśli ja musiałam cierpieć to on również!
 - Idziemy - powiedziałam besztającym tonem, prowadząc go na sam środek parkietu. Miał przerażone oczy. Doskonale!
 - Nie martw się - wyszeptałam, kiedy DJ puścił pierwszą piosenkę.
 "Take it off" Ka$hy.
 Ta piosenka była już trochę stara, ale miała fantastyczny rytm.
 Zaczęłam bez skrupułów, przyciągnęłam Artiego do siebie i zaczęłam poruszać biodrami. Trzymał dłonie na mojej tali. No i co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem - potrafił tańczyć! Doskonale nadążał za tempem.
 Chwyciłam bluzkę Artemisa i za każdym razem, kiedy wybrzmiały słowa "take it off" podnosiłam ją do góry, jakbym chciała ją z niego ściągnąć. I nie miałabym nic przeciwko temu, gdybyśmy nie byli w miejscu publicznym.
 - Myślałeś, że będzie tak łatwo? - Szepnęłam, kiedy piosenka się skończyła. Artemis spojrzał na mnie i się zaśmiał.
 - Oczywiście, że nie! Chyba oszalałaś! - Odpowiedział i tym razem to ja wybuchłam śmiechem. Dobrze było spędzić z nim trochę czasu, kiedy nic nas nie obowiązywało. Widzieć go innym, niż był zawsze. Rozluźnionym.
 Przyszła pora na kolejną piosenkę: "He said, she said" od Ashley Tisdale - była dobra do tańca.
 Teraz Artemis prowadził. I to z wielką finezją. Ruszył w moją stronę bardzo wyluzowany. Postawił kołnierz swojej koszuli i szybko się obrócił. Wyciągnął dłoń i wskazał na mnie palcem, dając mi do zrozumienia, że w tym momencie przyszła kolej na mnie.
 Przybliżyłam się do niego. Zrobiłam rzecz, która jako jedyna przyszła mi na myśl. Przykucnęłam i po chwili wstałam z powrotem. Arty podszedł bliżej i zaczęliśmy ruszać się w jednym tempie. Kręciłam biodrami do rytmu i głaskałam go po policzkach.
 Kilka chwil później położył dłoń na mojej tali i zaczął mnie prowadzić w tańcu. Jego ręce były silne, ale jednocześnie i bardzo przyjemne.
 Znajdowałam się dokładne naprzeciwko Artemisa. Gładziłam jego tors. Jedna noc. Myślałam o wszystkich tych rzeczach, które mogłabym z nim zrobić przez jedną noc.
 - You're amazing - Artemis szepnął do mojego ucha.
 - Then why you waitin'? - Wiedziałam, że słowa, jak i również ton mojego głosu nadawał temu wszystkiemu drugie znaczenie. - What you doin'? Let's get to it*. (*przejdźmy do sedna)
 - Już to zrobiłem. - Odpowiedział przyciszonym głosem, a mnie przeszedł dreszcz. Nie byłam pewna, o co mu chodziło. A może miał powiedzieć, że chce to zrobić?
 Utwór się skończył. Zaczęłam myśleć nad tym, co powiedział. Chociaż z drugiej strony, lepiej było to wyrzucić z głowy i nie zastanawiać się teraz.
 Następna piosenka na pewno zażenowała Artemisa. A ja nie mogłam jej się oprzeć. Wiedziałam, że miał ochotę stamtąd uciec, ale było tutaj zbyt dobrze, aby mógł to zrobić. Stałam z determinacją w miejscu, kiedy DJ włączał "Peacock" Katy Perry.
 Chwyciłam Artiego za kołnierz i przyciągnęłam do siebie. W odpowiedzi objął mnie rękoma.
 Kiedy w piosence wystąpiło słowo "underneath" (poniżej), ugięłam się na kolanach, przykucając na chwilkę. Moje oczy znalazły się na wysokości jego spodni.
 Wstałam i zaczęłam z powrotem ruszać biodrami. Przejechałam dłonią po włosach i zbliżyłam się do Artiego., który próbował wyeksponować swoje kształty.
 Z każdym wersem poruszałam się coraz szybciej i zbliżałam się bardziej. Artemis wyglądał na lekko zaniepokojonego, ale podążał za moimi ruchami. Potem za każdym razem kiedy kręciłam biodrami obijałam się o jego kości. Zobaczyłam Minerwę i wtedy postanowiłam dać z siebie wszystko. Nasze twarze dzieliła minimalna odległość - była ona na tyle mała, że ocierałam się nosem o jego skórę. Fajnie się z niej pośmiać. Miałam nadzieję, że występ się jej podoba.
 Zderzyliśmy się biodrami w ostatnim momencie piosenki. Artemis poczerwieniał. Winna była temu piosenka i moja bliskość co do niego. Zerknęłam na Minerwę. Była wściekła. Posłałam jej ironiczny uśmiech. Wyglądała jakby miała zaraz spłonąć. I muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie widziałam niczego tak zabawnego.
 Czekałam na kolejną piosenkę. Los chyba był po mojej stronie i razem ze mną chciał wkurzyć Minerwę, bo następny kawałek idealnie się do tego nadawał. Kaci Battalgia i jej "Crazy Possessive".
 Miałam przed sobą Artemisa. Zaczęłam ruszać biodrami, zbliżając się do niego, aby po chwili się odwrócić. Widziałam teraz Minerwę.
 Za każdym razem, kiedy usłyszałam słowo "crazy" przykładałam palec do skroni i zataczałam nim koło, co było uniwersalnym znakiem okazywania "świrnięcia". Dotykałam "mego mężczyznę" po twarzy i całym ciele. Wszystkie moje ruchy były tańcem dla niej. Przy słowie "you" wskazywałam na nią palcem. Zabawnie było patrzeć na jej twarz, kiedy w nią celowałam przy tekście mówiącym o wyprowadzeniu i daniu jej kopa.
 W pewnym momencie, wraz ze słowami piosenki, odchyliłam się w tył, jakbym zasłabła, a Artemis mnie złapał. Oczy wychodziły jej z orbit!
 Ścisnęłam dłonie na ramionach Artemisa, wciąż podskakując w rytm muzyki. Spojrzałam na nią i zauważyłam, jak się czerwieni ze złości i frustracji. Zasłużyła sobie.
 Odsunęłam się na chwilę od niego, kręcąc się wokoło, po czym znowu wskazałam na nią, chcąc dać jej do zrozumienia, że słowa piosenki były do niej. I to musiało ją zaboleć. To było jej czułym miejscem. Artemis zauważył co robię i się przyłączył.
 Doskonale.
 Odwróciłam się, dotykając jego ramion. Wtedy on ponownie położył dłonie na mojej tali.
 Zbliżyliśmy się jak było to najbardziej możliwe. Ciągle byłam obok niego, mierząc wzrokiem Minerwę. Moje ręce ciągle go dotykały, a biodra nie oddalały nawet na centymetr. Może i wydawałam się w tym momencie bardzo zaborcza... A nawet szalona.
 Ponownie pokazałam jej moje bojowe nastawienie. Blondynka robiła się coraz bardziej blada. Artemis sam nie wiedział czy się śmiać, czy zastanawiać nad tym co się dzieje, ale nie miałam mu niczego za złe.
 - They call me crazy. They say I'm crazy. They think I'm crazy. - Szepnęłam do jego ucha.
 - Wybierasz bójki? - Zapytał. - Zgodziłbym się z nimi, że jesteś szalona.
 Uśmiechnął się. Wiedziałam, że żartuje. Było zabawnie, ale i tak musiałam mieć ostatnie słowo - jak zawsze.
 - Oh, I got you crazy!
 Musiałam to zrobić. Wygrać. Pokazać jej, kto tu rządzi. W rytm muzyki podeszłam do Minerwy. Przyłożyłam palce do jej twarzy. Kiedy kawałek się skończył, Minerwa była gotowa, aby się rozpłakać.
 Jakaś część mnie czuła się naprawdę źle, ale z drugiej strony musiałam się zemścić.


Po część 2 zapraszam pod koniec tygodnia:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!