Rozdział 21 'Spotkanie z lalunią'

 - No i znowu to samo - powiedziałam, przewracjąc oczami.
 Artemis omiótł nas wzrokiem.
 - Znacie się?
 - Niestety - westchnęłam. Dałabym tonę złota bylebym tylko nie musiała jej znać.
 Wyglądało na to, że Minerwa nie lubiała być denerwowaną. Uderzyła pięścią w stół. Niegrzeczna. Prywatna szkoła jednak nie nauczyła jej, jak zachowywać się odpowiednio do sytuacji.
 - Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie z pogardą w oczach, która chyba miała być zastraszająca. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
 - Słucham?
 Każdy odgadłby, co miała na myśli i to mnie zirytowało.
 - Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać.
 - Minerwa - zaczął osłupiały Artemis.
 - Cśś, Arty - odparła, przykładając mu palec do ust, co spowodowało u mnie wielką chęć przyłożenia jej w twarz. I prawie to zrobiłam, gdy przypomniałam sobie, że jestem spokojną osobą, która nie posóługuje się przemocą. - Pozbędę się jej.
 - Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - sposób, w jaki to powiedział był jasny, że nie ma prawa mnie obrażać.
 Oczywiście nie załapała.
 - Jesteście znajomymi? - Wrzasnęła piskliwie. Czułam ogromną satysfakcję, widząc wyraz jej twarzy
 - Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - było mi miło, że Arty stanął po mojej stronie, bo w innej sytuacji musiałabym jej przywalić (cytując Julię).
 - Dobra - odpowiedziała naburmuszona, nie chcąc denerwować Artiego.
 - A teraz przeproś - zażądał ze stanowczością w głosie.
 Minerwa westchnęła i spojrzała na mnie:
 - Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony.
 Jeśli wzrokiem można byłoby zabijać to już bym nie żyła.
 - A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć?
(tekst tu się urywa :'( ~ Sb)
- Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Przyjaciółmi? Serio? Powiedzienie "przepraszam" nie skleja ran i nie robi z siebie przyjaciół. Byłam pewna, że o tym wiedziała i mówiła to tylko po to, żeby sobie pomóc. Artemis spojrzał na mnie, dając mi wybór.
 Zdecydowałam, że uszczęśliwie Artiego i będe lepszą osobą, nawet jeśli tego nie chciałam.
 - Oczywiście - uśmiechnęłam się.
 - Świetnie - odpowiedziała, odwróciła się i przyciągnęła sobie krzesło. Usiadła pomiędzy mną a Artym. Przez przypadek (samozwańczy) uderzyła mnie w kolano. W środku płonęłam, ale musiałam zachować spokój. Policzyć do dziesięciu i wziąć głeboki oddech. Na szczęście utrzymywałam się w ryzach.
 Złapała jego rękę.
 - Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć?
Ktoś chyba powiedział jej, że "mruczenie" jest seksi. Niestety wierzyła również w to, że coś tym osiągnie. Smutne.
 - Nie, dziękuję - odparł, najwyraźniej przerażony tym pomysłem. Trzeba było jeszcze zastanowić się, czy samo tańczenie było straszne, czy może taniec z Minerwą.
 - Oh, no proszę?
 - Nie oznacza nie - mruknęłam, a ona odwróciła się, aby na mnie spojrzeć.
 - Pytał Cię ktoś o zdanie? - Zażądała odpowiedzi, jakby miała prawo cokolwiek do mnie powiedzieć.
 - Nikt nie musiał - uśmiechnęłam się szyderczo - Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi.
 - Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
 - Oczywiście.
 - Dziewczęta? - Zaczął Arty. - Może...
 - Nie wtrącaj się - powiedziałyśmy jednocześnie.
 - Ale... - Spróbował ponownie. Niektórzy nigdy niczego się nie nauczą.
 - Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziałam do niego. Zaśmiał się lekko, kiedy usłyszał, jak nazwałam Minerwę.
 - Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa spojrzała na mnie z pogardą. - Fałszywa blondyneczko.
 Nieźle, ale spostrzegłam, że tym razem Arty się nie zaśmiał.
 - Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj.
 Ok. Dokładnie rzecz biorąc moje włosy nie są tak naprawdę naturalne. Ale kolor nie jest też z buteleczki, jak jej się wydaje.
 - Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - przeczesała je dłonią - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
 - A co to ma znaczyć? - Zażądałam wyjaśnienia. Ta dziewczynka naprawdę prosiła się o obicie jej buźki. I zrobiłabym to, gdyby nie fakt, że nie biję dzieci. Może jeśli ciągle będę to do siebie powtarzać to przejdzie mi chęć walnięcia w jej rozpuszczoną twarz.
 - Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato - zaśmiała się, jakby jej ubiór był bardzo odpowiedni - I pewnie wszystko z wyprzedaży.
 Myślałam, że ze złości zaraz wybuchnę. Nie chodziło o stwierdzenie, że wszystko było z wyprzedaży. To mnie w ogóle nie ruszało. Ale ta "zdzirowatość". Ktoś musiał się sobie przyjrzeć w lustrze.
 - Jak ja jestem ubrana? - Uśmiechnęłam się ironicznie. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać.
 Kątem oka widziałam, jak Artemis się podśmiewa. I zgadywałam, że ona mogłaby również.
 - Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz.
 Artemis znowu się zaśmiał. Tym razem ze mnie.
 Powoli i dramatycznie klasnęłam w dłonie. 
 - Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - ucieszyłam sie - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"?
 Minerwa wyglądała na wkurzoną. Jej twarz robiła się gdzie niegdzie czerwona. I muszę przyznać, że było to bardzo zabawne.
 - Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - wzruszyłam ramionami.
 - Arty to mój chłopak - odpowiedziała, a ja znalazłam kolejny powód do zaśmiania się - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
 - Dobrze - sapnęłam - Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać.
Niestety, nie pomyślałam nim powiedziałam. Gdyby wiedział, kim jestem naprawdę, wybrałby mnie bez wahania. W sytuacji, w której się teraz znajdowaliśmy znał o wiele lepiej Minerwę. Wybierze ją. A może zaskoczy nas obie. Ale jakos podważałam tą możliwość. Artemis był na swój sposób przewidywalny.
 - Okej, zróbmy to - odrzekła. Wyglądała jakby była kotem, który zaraz dostanie mysz w swoje łapy. - Więc? - Zapytała, odwracając się do niego.
  Arty mruknął nerwowo. Prawdopodobnie wszystko słyszał i podejmował decyzję albo po prostu chciał nas rozproszyć. Bo przecież zawsze wiedział, co ma zrobić.
 - Co?
 - Która z nas a tutaj zostać?
 - A która odejść? - Zapytała Minerwa spoglądając na mnie. Dobrze wiedziałam, czego sobie życzyła.
 - Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - przeszyłyśmy się wzrokiem i skinęłyśmy głowami. Inaczej za chwilę rozpocznie się tutaj burzliwa bitwa o najlepszą, jeśli któraś nie odejdzie w trybie natychmiastowym.
 - Więc? Kto ma zostać? - Dopytywała.
 - Minerwa - powiedział Artemis, a ja poczułam jak serce chce mi wyskoczyć z piersi. Wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że ją wybierze. Była jego "przyjaciółką", a ja - Holinda, byłam dopiero co poznaną znajomą. Zaczęłam odsuwać krzesło, gdy przemówił ponownie:
 - Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą.
 - C-co? O czym Ty mówisz?
 - Mówię, że chcę, abyś sobie poszła.
 - Zamiast niej? - Domagała się wytłumaczenia, rzucając mi nienawistne spojrzenie.
 - Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. Przepraszam.
 - Świetnie - wymamrotała do Artiego nic się do mnie odwróciła - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój.
 Czy ona naprawdę była taka oślepiona swoją obsesją. Po tym wszystkim nadal się łudziła? Tylko ona mogła być taką ignorantką.
 - Nie wygląda na to - uśmiechnęłam się sarkastycznie kiedy wstawała.
 - Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
 - Nie potrzebuję tego. - Arty był niezwykły, ale mogłam sama to zrobić. Pokonałabym ją w dziesięć sekund. Następne pięć do poprawienia fryzury. - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
 - Nieważne - obraziła się. Wstała od stołu, przewracjąc krzesło i odeszła ciężko tupiąc.
 - To było... - Zaczął Artemis, ale nie mógł skończyć. Wow, te nasze małe spotkanie było czymś... co wykończyło Artiego. Nie był w stanie nawet myśleć nad słowami, które mogłyby to opisać.
 - Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowałam, aby wypełnić dziurę w jego głowie.
 - Odpowied D. Wszystko powyżej.
 Musiałam się zaśmiać. Mówiliśmy, myśleliśmy bardzo podobnie od niezliczonego czasu. Nie chodziło o odpowiedzi na testach. Tak zamawiało się lunch. Po prostu mówiłeś "D. wszystko powyżej".
 - Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiłam. - Masz tu trochę "dziewczyn".
 Artemis zadrżał gdy tylko to powiedziałam.
 - Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
 - Więc kim? I dlaczego tak sądzi.
 - Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła.
 - A Ty? - Zapytałam, próbując nie ujawnić swojej prawdziwej ciekawści.
  Lekko się zarumienił. Wyglądało na to, że nie jest w stanie czegokolwiek powiedzieć, więc schyliłam się, aby podnieść krzesło, które Minerwa przewróciła. Niestety, znów był lepszy i zrobił to szybciej.
  Przyklękaliśmy na podłodze, patrząc sobie w oczy.
 - Lepiej przestańmy się tak "poznawać" - powiedziałam, zagubiona w jego oczach.
 Artemis uśmiechnął się w swój ulubiony sposób.
 - Nie wiem. Czy to takie złe?
 - Nie - zachichotałam - Tak myślę.
 - Pomóc? - Zapytał, wyciągając rękę w moją stronę, chcąc pomóc mi wstać.
 - Poradzę sobie - odpowiedziałam, ale chwyciłam jego dłoń.
 - Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować mojej pomocy.
 Ale czasem trzeba.
 - Dziękuję, panie filozofie - powiedziałam sarkastycznie, a on pochylił głową, co znaczyło "nie ma za co". Ta próżność.
 - Więc co będziemy robić dalej? - Zapytałam.
 - Zależy - wzruszył ramionami, co nie było zbyt Artemisowe.
 - Od czego?
 - Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
 - Czyli?
 - Zatańczysz ze mną?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!