- No i znowu to samo - powiedziałam, przewracjąc oczami.
Artemis omiótł nas wzrokiem.
- Znacie się?
- Niestety - westchnęłam. Dałabym tonę złota bylebym tylko nie musiała jej znać.
Wyglądało na to, że Minerwa nie lubiała być denerwowaną. Uderzyła pięścią w stół. Niegrzeczna. Prywatna szkoła jednak nie nauczyła jej, jak zachowywać się odpowiednio do sytuacji.
- Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie z pogardą w oczach, która chyba miała być zastraszająca. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
- Słucham?
Każdy odgadłby, co miała na myśli i to mnie zirytowało.
- Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać.
- Minerwa - zaczął osłupiały Artemis.
- Cśś, Arty - odparła, przykładając mu palec do ust, co spowodowało u mnie wielką chęć przyłożenia jej w twarz. I prawie to zrobiłam, gdy przypomniałam sobie, że jestem spokojną osobą, która nie posóługuje się przemocą. - Pozbędę się jej.
- Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - sposób, w jaki to powiedział był jasny, że nie ma prawa mnie obrażać.
Oczywiście nie załapała.
- Jesteście znajomymi? - Wrzasnęła piskliwie. Czułam ogromną satysfakcję, widząc wyraz jej twarzy
- Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - było mi miło, że Arty stanął po mojej stronie, bo w innej sytuacji musiałabym jej przywalić (cytując Julię).
- Dobra - odpowiedziała naburmuszona, nie chcąc denerwować Artiego.
- A teraz przeproś - zażądał ze stanowczością w głosie.
Minerwa westchnęła i spojrzała na mnie:
- Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony.
Jeśli wzrokiem można byłoby zabijać to już bym nie żyła.
- A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć?
(tekst tu się urywa :'( ~ Sb)
- Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Przyjaciółmi? Serio? Powiedzienie "przepraszam" nie skleja ran i nie robi z siebie przyjaciół. Byłam pewna, że o tym wiedziała i mówiła to tylko po to, żeby sobie pomóc. Artemis spojrzał na mnie, dając mi wybór.
Zdecydowałam, że uszczęśliwie Artiego i będe lepszą osobą, nawet jeśli tego nie chciałam.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się.
- Świetnie - odpowiedziała, odwróciła się i przyciągnęła sobie krzesło. Usiadła pomiędzy mną a Artym. Przez przypadek (samozwańczy) uderzyła mnie w kolano. W środku płonęłam, ale musiałam zachować spokój. Policzyć do dziesięciu i wziąć głeboki oddech. Na szczęście utrzymywałam się w ryzach.
Złapała jego rękę.
- Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć?
Ktoś chyba powiedział jej, że "mruczenie" jest seksi. Niestety wierzyła również w to, że coś tym osiągnie. Smutne.
- Nie, dziękuję - odparł, najwyraźniej przerażony tym pomysłem. Trzeba było jeszcze zastanowić się, czy samo tańczenie było straszne, czy może taniec z Minerwą.
- Oh, no proszę?
- Nie oznacza nie - mruknęłam, a ona odwróciła się, aby na mnie spojrzeć.
- Pytał Cię ktoś o zdanie? - Zażądała odpowiedzi, jakby miała prawo cokolwiek do mnie powiedzieć.
- Nikt nie musiał - uśmiechnęłam się szyderczo - Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi.
- Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
- Oczywiście.
- Dziewczęta? - Zaczął Arty. - Może...
- Nie wtrącaj się - powiedziałyśmy jednocześnie.
- Ale... - Spróbował ponownie. Niektórzy nigdy niczego się nie nauczą.
- Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziałam do niego. Zaśmiał się lekko, kiedy usłyszał, jak nazwałam Minerwę.
- Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa spojrzała na mnie z pogardą. - Fałszywa blondyneczko.
Nieźle, ale spostrzegłam, że tym razem Arty się nie zaśmiał.
- Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj.
Ok. Dokładnie rzecz biorąc moje włosy nie są tak naprawdę naturalne. Ale kolor nie jest też z buteleczki, jak jej się wydaje.
- Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - przeczesała je dłonią - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
- A co to ma znaczyć? - Zażądałam wyjaśnienia. Ta dziewczynka naprawdę prosiła się o obicie jej buźki. I zrobiłabym to, gdyby nie fakt, że nie biję dzieci. Może jeśli ciągle będę to do siebie powtarzać to przejdzie mi chęć walnięcia w jej rozpuszczoną twarz.
- Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato - zaśmiała się, jakby jej ubiór był bardzo odpowiedni - I pewnie wszystko z wyprzedaży.
Myślałam, że ze złości zaraz wybuchnę. Nie chodziło o stwierdzenie, że wszystko było z wyprzedaży. To mnie w ogóle nie ruszało. Ale ta "zdzirowatość". Ktoś musiał się sobie przyjrzeć w lustrze.
- Jak ja jestem ubrana? - Uśmiechnęłam się ironicznie. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać.
Kątem oka widziałam, jak Artemis się podśmiewa. I zgadywałam, że ona mogłaby również.
- Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz.
Artemis znowu się zaśmiał. Tym razem ze mnie.
Powoli i dramatycznie klasnęłam w dłonie.
- Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - ucieszyłam sie - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"?
Minerwa wyglądała na wkurzoną. Jej twarz robiła się gdzie niegdzie czerwona. I muszę przyznać, że było to bardzo zabawne.
- Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - wzruszyłam ramionami.
- Arty to mój chłopak - odpowiedziała, a ja znalazłam kolejny powód do zaśmiania się - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
- Dobrze - sapnęłam - Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać.
Niestety, nie pomyślałam nim powiedziałam. Gdyby wiedział, kim jestem naprawdę, wybrałby mnie bez wahania. W sytuacji, w której się teraz znajdowaliśmy znał o wiele lepiej Minerwę. Wybierze ją. A może zaskoczy nas obie. Ale jakos podważałam tą możliwość. Artemis był na swój sposób przewidywalny.
- Okej, zróbmy to - odrzekła. Wyglądała jakby była kotem, który zaraz dostanie mysz w swoje łapy. - Więc? - Zapytała, odwracając się do niego.
Arty mruknął nerwowo. Prawdopodobnie wszystko słyszał i podejmował decyzję albo po prostu chciał nas rozproszyć. Bo przecież zawsze wiedział, co ma zrobić.
- Co?
- Która z nas a tutaj zostać?
- A która odejść? - Zapytała Minerwa spoglądając na mnie. Dobrze wiedziałam, czego sobie życzyła.
- Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - przeszyłyśmy się wzrokiem i skinęłyśmy głowami. Inaczej za chwilę rozpocznie się tutaj burzliwa bitwa o najlepszą, jeśli któraś nie odejdzie w trybie natychmiastowym.
- Więc? Kto ma zostać? - Dopytywała.
- Minerwa - powiedział Artemis, a ja poczułam jak serce chce mi wyskoczyć z piersi. Wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że ją wybierze. Była jego "przyjaciółką", a ja - Holinda, byłam dopiero co poznaną znajomą. Zaczęłam odsuwać krzesło, gdy przemówił ponownie:
- Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą.
- C-co? O czym Ty mówisz?
- Mówię, że chcę, abyś sobie poszła.
- Zamiast niej? - Domagała się wytłumaczenia, rzucając mi nienawistne spojrzenie.
- Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. Przepraszam.
- Świetnie - wymamrotała do Artiego nic się do mnie odwróciła - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój.
Czy ona naprawdę była taka oślepiona swoją obsesją. Po tym wszystkim nadal się łudziła? Tylko ona mogła być taką ignorantką.
- Nie wygląda na to - uśmiechnęłam się sarkastycznie kiedy wstawała.
- Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
- Nie potrzebuję tego. - Arty był niezwykły, ale mogłam sama to zrobić. Pokonałabym ją w dziesięć sekund. Następne pięć do poprawienia fryzury. - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
- Nieważne - obraziła się. Wstała od stołu, przewracjąc krzesło i odeszła ciężko tupiąc.
- To było... - Zaczął Artemis, ale nie mógł skończyć. Wow, te nasze małe spotkanie było czymś... co wykończyło Artiego. Nie był w stanie nawet myśleć nad słowami, które mogłyby to opisać.
- Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowałam, aby wypełnić dziurę w jego głowie.
- Odpowied D. Wszystko powyżej.
Musiałam się zaśmiać. Mówiliśmy, myśleliśmy bardzo podobnie od niezliczonego czasu. Nie chodziło o odpowiedzi na testach. Tak zamawiało się lunch. Po prostu mówiłeś "D. wszystko powyżej".
- Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiłam. - Masz tu trochę "dziewczyn".
Artemis zadrżał gdy tylko to powiedziałam.
- Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
- Więc kim? I dlaczego tak sądzi.
- Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła.
- A Ty? - Zapytałam, próbując nie ujawnić swojej prawdziwej ciekawści.
Lekko się zarumienił. Wyglądało na to, że nie jest w stanie czegokolwiek powiedzieć, więc schyliłam się, aby podnieść krzesło, które Minerwa przewróciła. Niestety, znów był lepszy i zrobił to szybciej.
Przyklękaliśmy na podłodze, patrząc sobie w oczy.
- Lepiej przestańmy się tak "poznawać" - powiedziałam, zagubiona w jego oczach.
Artemis uśmiechnął się w swój ulubiony sposób.
- Nie wiem. Czy to takie złe?
- Nie - zachichotałam - Tak myślę.
- Pomóc? - Zapytał, wyciągając rękę w moją stronę, chcąc pomóc mi wstać.
- Poradzę sobie - odpowiedziałam, ale chwyciłam jego dłoń.
- Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować mojej pomocy.
Ale czasem trzeba.
- Dziękuję, panie filozofie - powiedziałam sarkastycznie, a on pochylił głową, co znaczyło "nie ma za co". Ta próżność.
- Więc co będziemy robić dalej? - Zapytałam.
- Zależy - wzruszył ramionami, co nie było zbyt Artemisowe.
- Od czego?
- Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
- Czyli?
- Zatańczysz ze mną?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!