Rozdział 18 'Przybycie: Artemis i Butler' część 3

 Obserwowałem tańczącą Julię, Shry, ich koleżankę o blond włosach i rudą dziewczynę. Tańczyły w sposób, który wielu ludzi określiłoby, jako "erotyczny". I zgodziłbym się z nimi.
 Na początku Julia prowadziła, proruszając biodrami do rytmu. Reszta podążała za nią do baru. Obróciła się wokół własnej osi, a spódniczka zrobiła to samo, w lekko opóźnionym czasie. Przyciągnęła do siebie blondynkę i zaczęły poruszać się synchronicznie.
 Wtedy blondynka przejęła piłeczkę. Wspięła się na blat baru i zaczęła poruszać rękoma góra-dół po swoim ciele, eksponując swój brzuch. Julia i reszta szybko do niej dołączyły. Przy końcu utworu, Julia złapała ją za biodra i zanurkowała w dół. Po chwili zniżyła się i blondynka. Ich twarze były bardzo blisko. I wyglądało to tak, jakby Julia miała ją zaraz pocałować. Ale ten moment szybko minął. Ponownie Julia podniosła się i zeszła w dół, ocierając nosem o jej koszulkę. Odwzajemniła się podobnie. Trzymała się blisko niej, jakby Julia była ofiarą. Jeździła dłońmi po jej biodrach i głaskała ją po buzi.
 Skończyły w pozie, która wyglądała na wyćwiczoną. Julia stała na jednym końcu z wysuniętym biodrem i ręką owiniętą wokół talii blondynki. Ta również to zrobiła, a drugim ramieniem objęła barki Shry. Wystawiła też nogę w przód. Shry położyła dłoń na szyi blondynki. Rudowłosa znajdowała się na drugim końcu i przylegała swoim ciałem do Shry. W świeckim punkcie widzenia taniec był perwersyjny. Albo całość była orgią.
 Spoglądałem, jak blondynka zeskakuje z blatu, jako pierwsza. Widziałem stąd rumieniec na jej twarzy. Pomogła zejść przyjaciółkom, ale chyba nie chciała się odwrócić. Wnioskuję, że to tańczenie na barku wśród tych wszystkich ludzi było żenujące. Widać było, że jest nieśmiała. Ale muszę przyznać, że byłem nastawiony sceptycznie. Ta strona osobowości nie mieszała się z tym, że była naprawdę niezłym napastnikiem.
 Patrzyłem, jak tłum płci męskiej je otacza. Rozmawiały ze sobą jednak na tyle długo, że mężczyźni się rozeszli. Nie przerywały do czasu, aż do Julii nie podszedł jakiś młodzieniec.
 Poczułem, jak Butler się naprężył. Ufał niewielu ludziom, którzy otaczali jego "malutką" siostrę. I wiedziałem, że ten facet zaufania nie dostanie. Oceniłem go w myślach. Miał rozczochrane brązowe włosy, miły uśmiech, był urokliwy i charyzmatyczny. Wyglądał na niegroźnego, ale przez te wszystkie lata nauczyłem się, że wiele rzeczy to tylko pozory.
 Ich rozmowa nie trwała zbyt długo. Butler wciąż nie mógł się odprężyć - tego właśnie się spodziewałem. A wyglądał jeszcze bardziej na zdenerwowanego, gdy mężczyzna prowadził Julię na parkiet.
 - Nie ufam mu - bruknął.
 - A komukolwiek innemu tak? - Zapytałem.
 Butler pozwolił sobie na mały uśmiech.
 - Za pozwoleniem, muszę mu się przyjrzeć. Nic Ci się nie stanie?
 - Oczywiście, że nie - pomachałem mu, kiedy odchodził, aby poszpiegować Julię. To może być interesujące. Chociaż nie tak ciekawe, jak ta tajemnicza blondynka. Odwróciłem się i zauważyłem ją z dwoma przyjaciółkami. Szły do miejsca, gdzie można było usiąść.
 Oddaliły się dość daleko i klapnęły na krzesła. ONA siedziała za ścianką działową. Ja mogłem ją dostrzec, ale ona mnie nie. Doskonale.
 Moje oczy powędrowały w miejsce, z którego Butler obserwował siostrę. Z nieznanego mi powodu po chwili mój wzrok wrócił do blondynki. To było, jakbym już skądś ją znał. Ale nie mogłem skojrzayć, więc znowu zacząłem się przyglądać. Każda z jej koleżanek poszła potańczyć z mężczyzną, od którego dostała zaproszenie.
 Więc została całkiem sama. Na początku wyglądała, jakby myślami była gdzie indziej. Potem jednak i do niej podszedł mężczyzna. Usiadł i zaczął mówić.
 Był odwrócony plecami do mnie, więc mogłem czytać tylko z jej ruchu ust. Chociaż to nie było moim zamiarem. Tak naprawdę przykładałem uwagę do uczuć przemykajcych po jej twarzy. Na początku wyglądała, jakby się wstydziła. Potem zobaczyłem jak jej buzia nabiera gniewnego wyrazu i obaw.
 Nie mogłem popatrzeć gdzie indziej, gdy łapał ją za rękę. Zauzważyłem, że jest zestresowana, a nie zadowolona, kiedy uświadomiła sobie, co robi. Chciała się wyrwać, ale on ścisnął ją mocniej. Była oburzona, a strach przebiegł po jej twarzy.
 Kiedy tylko to zobaczyłem zacząłem spoglądać na ruch warg.
 - Czego chcesz? - Wrzasnęła na niego.
 Zanim się nad tym zastanowiłem już byłem na nogach. Nie wiem, dlaczego, ale czułem coś, co nakazywało mi pomóc tej kobiecie. Wątpiłem, że aż tak się zmieniłem. Ale to było, jakby mój najlepszy przyjaciel znajdował się w niebezpieczeństwie. Ruszyłem między stołami.
 Byłem o jedno miejsce od nich, jednak żadno mnie nie zauważyło. Nawet, gdy stanąłem za nimi. Obydwoje byli zbyt przejęci tym, co się działo. Stąd słyszałem ich doskonale.
 - Chodź kochanie. Idziemy - powiedział, stawiając ją na stopy. Spojrzałem na dziewczynę i zostałem w nizłym zadumaniu. Mimo to, że był o wiele większy i silniejszy, ona wciąż się opierała i walczyła.
 - Nie - odparła. Widziałem, że próbuje się znów wyrwać. Niestety, to nie przyniosło żadnego pożytku. Nie była wystarczająco silna. - Zostaw mnie?
 W tym momencie doskonale wiedziałem, że ktoś musi zareagować.
 - Dlaczego? - Zapytał, a ja migiem znalazłem się zaraz koło dziewczyny.
 Dłoń miała zaciśniętą w pięść i była gotowa do zadania ciosu. Ale nie chciałem, aby to zrobiła.
 - Bo ja tak mówię. - Powiedziałem, w wtedy obydwoje odwrócili się do mnie.


Ok, za błędy, czy braki w słowach, mało szykowne zdania - przepraszam! Pisałam z telefonu i nicc nie było widać. Ale upominajcie mnie. Notka w środę lub czwartek, pozdrawiam :)

PS. Artemis Fowl w końcu trafi do kin! Sprawdź link!

Oby nie były to tylko plotki:)
No i nadal nici z tłumaczenia VIII części Artemisa, co mnie niezmiernie zaskakuje:( Czytałam e-booka po angielsku. Ale jest tak wiele okropnych sformułowań, że... To koniec. Umrzyłam.

Rozdział 18 'Przybycie: Artemis i Butler' część 2

 Zadumałem się:
 - Ta blondynka wyglądała na umiejętną.
 Butler wyglądał, jakby chciał przyjąć zwykły wyraz twarzy.
 - Tak, jej nastawienie dawało do zrozumienia, że nie ćwiczyła tylko jednej sztuki walki.
 - Ciekawe. Zapewne Minerwa nie jest na tyle głupia, aby walczyć z kimś o wiele silniejszym od niej.
 Butler uniósł brew.
 - Ciebie to nigdy nie zatrzymało, prawda?
 - Nie - uśmiechnąłem się - Ale wszystkie moje potyczki mogłyby być stoczone i wygrane przy pomocy mojego mózgu i bez użycia przemocy.
 - Wiem - powiedział, prawdopodobnie myśląc o tych wszystkich przygodach, przez które przeszliśmy i znajdujemy się własnie tutaj - Może powinniśmy "przywłaszczyć" stolik?
 - Tak. To dobry pomysł.
 Zajęliśmy stolik, ale obydwoje obawialismy się o wytrzymałość krzeseł. Wstrzymaliśmy oddechy, kiedy Butler siadał. Dzięki Bogu siedzenie nie było aż tak wątłe na jakie wyglądało i obydwoje pozwoliliśmy sobie głęboko nabrać powietrze do płoc.
 Kiedy się rozjerzałem znowu zatrzymałem wzrok na tej blondynce, której imię było mi nieznane. Siedziała przy barze ze Shry, a obok nich była jeszcze inna dziewczyna.
 - Widzisz, może jednak...
 Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.
 - Wątpię Butler. Nie sądzę, aby "clubbing" był czymś dla mnie.
 - Daj temu czas, Artemisie.
 Mruknąłem spoglądając z powrotem w miejsce, w którym siedziała tamta dziewczyna. Ale już jej nie było. Przyjrzałem się pobliskiej przestrzeni, wiedząc, że nie mogła odejść zbyt daleko.
 - Zgubiłeś ja? - Zapytał Butler, a kącik jego ust drgnął.
 - Kogo? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, mimo że dobrze wiedziałem o kim mówił.
 - Tą młodą damę z przed chwili... Czy może Minerwę?
 - Żadną z nich. Jedyną "młodą damą", jaką szukam jest twoja siostra.
 - Mhm - wymamrotał Butler, ale pozwolił odejść tematowi w niepamięć.
 A kiedy już miałem zacząć mówić, przerwał mi znajomy głos. Coś zbyt często się to zdarzało.
 - Hej Arty - powiedziała, zakrywając mi oczy dłońmi - Zgadnij kto.
 - Cześć Minerwo - odparłem, próbując ukryć moje zirytowanie w głosie.
 - Oh Arty, skąd wiedziałeś, że to ja? - Zapiszczała.
 Lekko się uśmiechnąłem:
 - Intuicja.
 - Ohh, jesteś taki mądry.Nie oczekuję niczego innego po geniuszu twojego kalibru.
 Jej słowa przypomniały mi, że jej dłonie nadal zasłaniają mi oczy. Prosto rzecz ujmując, stawało się to denerwujące.
 - Możesz wziąć ręce, proszę?
 Delikatnie zlapałem jej dłonie i ściągnąłem z moich oczu. Pierwszą rzeczą, która dostrzegłem był ironiczny uśmiech na twarzy Butlera. Rzuciłem mu najgorźniejsze spojrzenie, na jakie tylko było mnie stać. Które oczywiście zignorował.
 - Mogę usiąść Arty? -  Zapytała głosem, którym każdy normalny rodzic zwraca się do nastolatka, aby je uspokoić.
 Skrzywiłem się słysząc słowo "Arty".
 - Wiesz, że nie lubię być nazywany "Artym" - przypomniałem jej najłagodniej, jak potrafiłem. Niemniej jednak wstałem i podałem jej krzesło. Mogła sobie być najbardziej denerwującym geniuszem, którego znałem, ale wciąż była kobietą, której należał się szacunek. Matka by mnie zabiła jeśli dowiedziałaby się, że źle traktuje kobiety.
 Odciągnąłem krzesło do tyłu.
 - Oczywiście, że tak.
 Usiadła, a ja przysunąłem siedzenie do stolika, w czasie gdy ona szczerzyła zęby.
 - Przepraszam Butler; gdzie moje maniery. Co u Ciebie?
 - Bardzi dobrze, Minerwo. A jak ty się masz?
 - Fantastycznie - uśmiechnęła się - Przynajmniej teraz.
 Kiedy to powiedziała spróbowała spleść palce z moimi. Zamrugała też swoimi rzęsami. Delikatnie sie odsunąłem.
 - Więc co was tutaj sprowadza?
 - Potrzebujemy trochę zabawy - powiedziałem, pozwalając jej, aby usłyszała to czego chce.
 - Ja też. Musiała urwać się na weekend - odrzekła i położyła dłoń na moim kolanie, którą od razu strzepnąłem. Wydymała wargi, ale nic nie powiedziała.
 - A jak Twój tata?
 - Wszystko w porządku. Zastanawiał się, gdzie możesz się podziewać - przybliżyła się do mnie i zarzuciła trochę lokowanych włosów za jedno ramię - Powinieneś nas odwiedzić. Tatusiowi na pewno by się spodobało
 Spojrzałem na Butlera. Z całą pewnością nie miała na myśli "tatusia".
 - Jestem raczej zajęty.
 - Oczywiście, ale dopoki tu jesteśmy... - Jej ręka znów pocierała moje kolano.
 - Co miałaś na myśli? - Zapytałem, próbując zachować spokój.
 - Napijesz się czegoś? - Znowu zamrugała rzęsami. Przyjrzałem się dokładne i zobaczyłem grudki, które pozostawiła jej maskara.
 - Nie, dziękuję - odparłem.
 Przybliżyła się jeszcze bardziej, że aż się zdziwiłem, że to wciąż możliwe. Ciagle poruszała dłońmi. Przesuwała dłoń to niżej, to wyżej, ale w sumie zmierzała do góry.
 - Co powiesz na taniec? Ze mną? - Zanuciła.
 - Nie, dziękuję - powtórzyłem nerwowo. Jej ręka była prawie na samej górze mojeg uda. Nie pozwolę, aby powędrowała wyżej. Popchnąłem moje krzesło w tył, że aż prawie upadło.
 Spojrzałem z powrotem na Minerwę, oczekując, że zobaczę złość lub ból w jej oczach. Wyglądała jedynie na lekko rozbawioną.
 - Arty - zrobiła kwaśną minę - Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego?
 - Minerwo, przepraszam, ale nie "gram trudno dostępnego" - przyznałem - Nie interesujesz mnie w ten sposób.
  - Cokolwiek - powiedziała, wstając - Zadzwoń, kiedy uświadomisz sobie to, że musimy ze sobą być - odwróciła się i ruszyła na parkiet.
 - Artemisie - zbeształ mnie Butler - "Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego"?
 - Nie interesuje mnie to, Butler.
 - Prawda - odchrząknął - To raczej: jesteś niemożliwt do zdobycia.
 - Matko, Butler - odpowiedziałem, potrząsając głową - To nie było przyjemne.
 - Co robiła pod tym stołem? - Zapytał, uśmiechając się, a jednocześnie zmieniając temat.
 Nie widziałem przeciwności, aby przestać rozmawiać. A poza tym przecież nie musiałem opowiadać wszystkiego.
 - Dotykała mojego kolana - sposób, w jaki to powiedziałem dawał pewność, że tak właśnie było.
 - I? - Próbował się wywiedzieć.
 - Co i?
 Butler posłał mi wyrozumiały uśmieszek, jakby dopiero zaczynał pracę z ciężko chorym dzieckiem.
 - No wiesz Artemisie, gdyby to było nic, nie wywróciłbyś prawie swojego krzesła. Co jeszcze robiła?
 Westchnąłem. Czasami zapominałem, jak mądry był Butler i jak dobrze mnie znał. Co będzie tylko szkodliwe, jeśli znów spróbuję go pokonać. Daliśmy radę już raz, damy i drugi. Próbowałem odejść od tych drętwych myśli i wrócić do teraźniejszości.
 - Pocierała moje kolano... Potem zaczęła przesuwać dłoń w górę - powiedziałem z wahaniem, gdy Butler przerwał mi swoim napadem śmiechu, podczas którego zaczął trząść stołem.
Zwróciłem na niego wzrok, ukazując moje niezadowolenie. Wyłapał to i chyba sam siebie skarcił.
 - Przepraszam Artemisie, ale to było śmieszne
 - No dobrze, wybaczam Ci. A teraz możesz odpowiedzieć na jedno moje pytanie?
 - Oczywiście. Zapytaj, a ja odpowiem - zapewnił mnie, udając, że jest mu naprawdę przykro przez to, że się ze mnie śmiał.
 Wziąłem głęboki oddech, wiedząc, że to co teraz powiem będzie dość... nieswoje:
 - Czy to normalne, że na początku odczuwałem z tego przyjemność?
 Widziałem, jak Butler powstrzymuje się przed wybuchnięciem śmiechem. Po kilku chwilach uspokoił się na tyle wystarczająco, aby mi odpowiedzieć:
 - Nigdy nie sądziłem, że będę musiał uczyć Cię męskiej anatomii.
 Poczułem, jak ciepło zalewa moją twarz.
 - Co masz na myśli? Wiem wszystko o anatomii mężczyzn.
 - Uspokój się. Wytłumaczę Ci to.
 - Oczywiście - powiedziałem, stosując siędo jego "życzenia" - Zawsze jestem spokojny.
 Butler prychnął, ale kontynuował mówienie:
 - Zapewne znasz różnice anatomiczne pomiędzy mężczyzną, a kobietą.
 Skinąłem głową, a wtedy on przeszedł do sedna sprawy.
 - Więc... W Twoim wieku, każde czyny, szczególnie te z nawiązką seksualną są związane z twoim "środkiem". Nawet jeśli nie lubisz Minerwy, jej gierka wciąż pozostawała miła ponieważ zbliżała się do twojego "centrum". Pamiętaj, w tym wieku, większość chłopców kieruje się właśnie tym.
 - O to jej chodziło - uświadomiłem sobie. Chciała, abym zachowywał sie w sposób... inny. - Jest taka przebiegła - dodałem z podziwem i uznaniem.
 - Niedaleko pada jałbko od jabłoni - uśmiechnął się - Ale pamiętaj też, że to tak nie działa na kobiety. One kierują się emocjami, nie fizycznością.
 - Mam jeszcze jedno pytanie.
 - Możesz pytać do woli, Artemisie. Jestem miło zaskoczony, że chcesz o tym rozmawiać. - Ja również się tak czułem. Przyznam, że zdobywanie nowej wiedzy było przyjemne, nawet jeśli sam jej temat nie.
 - Kiedy tylko przestałem czuć przyjemność, napłynęła fala złośći, frustracji, zniesmaczenia i poczucia winy - przyznałem - Czy to anormalne?
 - Bardziej nienormalne byłoby gdybyś się tak nie czuł - zapewnił mnie - Ciało reaguje samo, nieprawdopodobnie i moze wydawać się, że w sposób nadzwyczajny.
 - Więc co tak naprawdę moje ciało próbowało powiedzieć? - Zapytałem.
 To było naprawdę dziwne. Moje ciało reaguje, jak samo chce. To musi być naprawione. Zanotować: popracuj nad tym w domu.
 - Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić jest wyizolowanie emocji - zaczął.
 - Da się zrobić - wtrąciłem tak, jak robił to on. Ale wyglądało na to, że wcale nie irytowało go to tak jak mnie. Chyba się już do tego przyzwyczaił.
 - Potem musisz zdecydować do kogo te emocje są skierowane - chciałem coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłem usta, on znów zaczął mówić. Może jednak go to denerwowało - Jesteś zły na nią za to, że to zrobiłam czy na siebie, że tak zareagowałeś? - Zapytał z wszystkowiedzącym uśmiechem, który dał mi do zrozumienia, że on już dobrze znał odpowiedź.
 Oczywiście zanim odpowiedziałem wrócił do lektury.
 - I jeszcze frustracja. Jesteś sfrustrowany przez to, że wiedziała co się stanie i dlatego to zrobiła czy przez to, że twoje ciało zareagowało tak samo, jak każdego innego nastolatka?
 Uświadomiłem sobie, że próbowanie powiedzenia czegokolwiek jest bezsensu. Nie pozwoli mi mówi, dopóki nie skończy.
 - Jeśli chodzi o poczucie winy to jest to sprawą oczywistą. Jest to uczucie, które pojawia się z głębi. W tym wypadku prawdopodobnie hamuje przyjemność. Chodzi o to, że zdradzasz kogoś Ci bliskiego. Teraz tylko - dodał - musisz sobie uświadomić przez kogo się tak czujesz i dla kogo twoje uczucie nie jest prawdziwe.
 - Dzięki za tą psychoanalizę - odparłem raczej oschle.
 Nie musiałem mówić nic więcej, ponieważ głos DJa buchnął przez głośniki:
 -  Witam szanownych panów i panie. Witam w Phenomie, gdzie niesamowite rzeczy mogą się stać i się dzieją - nie mogłem powstrzymać się, aby nie przewrócić oczyma - Mam nadzieje, że spędzicie dobrze czas i pamiętajcie: przyjmuje utwory z dedykacją.
 Dj zapuścił kolejny kawałek. Jęknąłem, kiedy go rozpoznałem:

My milkshake brings all the boys to the yard,
And they're like It's better than yours,
Damn right it's better than yours,
I can teach you,
But I have to charge.

 - Okropne - powiedziałem, potrząsając głową z niesmakiem.

 - Co jest okropne? - Zapytał Butler - Poza tym, że odbyliśmy tą "głęboką", "emocjonującą" i "filozoficzną" rozmowę w klubie.
 - Mówiłem o muzyce.
  Butler westchnął. Słyszał to ode mnie co chwilę. Ale mój stary przyjaciel był bardzo cierpliwy.
 - Co tym razem zrobił szatański przemysł muzyczny?
 Zignorowałem sarkazm w jego głosie.
 - Straciła całą ekspresję i uczucie - napuszyłem się - Posłuchaj tej piosenki. Wszędzie są podteksty seksualne.
 - Tak - powiedział Butler znudzonym głosem - Teraz porozmawiamy o obniżeniu wartości tekstów kultury, w tym wypadku muzyki, na przełomie ostatnich dziesięciu lat.
 - Nieważne - odparłem. 
 Po prostu siedzieliśmy i słuchaliśmy kolejnej okropnej piosenki. Ta akurat osiągnęła swiatowy sukces. "Single Ladies". Spojrzałem na parkiet i zobaczyłem tańczącą Shry. Jej dwie przyjaciółki - blondynka i rudowłosa, tańczyły razem. Westchnąłem, ale zostawiłem komentarz dla siebie.
 Dzięki Bogu, utwór się skończył... Po czym zaczął się nowy. Dostrzegłem kolejną blondynkę, która ruszała biodrami w rytm bitu.
 - Chyba znalazłem twoją siostrę - powiedziałem do Butlera.

Za błędy wybaczcie, piszę z PeCeta i nie ogarniam klawiatury:f

Rozdział 18 'Przybycie: Artemis i Butler' część 1

 - Może powinieneś zwolnić - zasugerował Butler, siedzący obok mnie. Gdyby przyjrzeć się jego luźno opadającym ramionom, można byłoby stwierdzić, że był zrelaksowany. Ale to błąd. Symulował swoje zrelaksowanie. Butler jest zazwyczaj nerwowy, kiedy prowadzę, mimo że nie ma takich powodów.
 Spojrzałem na niego kątem oka.
 - Nonses. Jestem świetnym kierowcą - zaprotestowałem.
 - Pewnie, że tak. Ale pędzenie po leśnej drodze jest trochę niebezpieczne. Dla każdego.
 Spojrzałem na prędkościomierz. Wskazywał 160 km/h. No dobra, przyznaję. Jechałem trochę za szybko niż było to rozsądne. Zwolniłem do odpowiedniej prędkości.
 - Lepiej? - Zapytałem ze sarkazamem.
 Usta Butlera wykrzywiły się w jego "uśmieszku".
 - O wiele. Teraz nie muszę martwić się o to, że zostanie ze mnie tylko plama na skraju drogi.
 Szczerze, nie wiem, czym zasłużyłem sobie na takie oszczerstwa.
 - Umm, Artemisie? - Zapytał, prawdopodobnie chcąc się upewnić, że uważam na wszystko.
 - Tak, stary przyjacieli? - Odparłem przezronie, dobrze pamiętam o czym nasza ostatnia "pogaduszka" była, i nie chciałem słyszeć tego ponownue.
 Butler dobrze wiedział, co chodzi mi po głowie.
 - Nie mów z taką rezerwą. Chcę się tylko dowiedzieć dlaczego tak się śpieszysz.
 - Nie ma konkretnej przyczyny - wzruszyłem ramionami.
 - Chcesz jak najszybciej poznać przyjaciółkę Julii, prawda? - Spytał - Chcesz wyzbyć się z myśli Holly?
 Odwróciłem wzrok od niego i spojrzałem z powrotem na drogę.
 - Wcale nie.
 - No pewnie.
 Wyjrzałem przez okno. Ciąg drzew już prawie się kończył.
 - Uważaj, możesz stracić odpowiedni zakręt - przypomniał mi Butler.
 - Cholera - zakląłem, kiedy tak się stało. Zawróciłem i tym razem nie było problemów.
 - Zdenerwowany? - Kiedy zapytał to po prostu odwarknąłem.
 Przejechałem wzdłuż linii prosto na parking. Spojrzałem na przysadzisty, szary budynek z wstrętem.
 - Trudno uwierzyć, że to jest jedno z "najlepszych" miejsc w Dublinie - prychnąłem przy wymawianiu słowa "najlepsze".
 Butler szczerze się uśmiechnął.
 - Czego oczekiwałeś? Rezydencji?
 - Nieważne - odburknąłem, zmierzając do wolnego miejsca.
 Zgasiłem silnik, ale nie wyciągnałem kluczyka ze stacyjki.
 - Gotowy? - Zapytał, lekko unosząc kąciki ust - Jesteś gotowy, aby poznać przyjaciółkę Julii?
 - Odpowiedź na twoje pierwsze pytanie brzmi: tak. Drugie pozostawiam tobie - odrzekłem, biorąc kluczyk. Wysiadłem z samochodu i sprawdziłem ciuchy. Zero kurzu, doskonale.
 Pomaszerowałem w stronę szklanych drzwi z Butlerem obok mnie. Tuż obok drzwi wisiały zwykłe czerwone, aksamitne liny. Co za banał.
 - Tak Artemisie, zwykły banał - Butler mnie uprzedził nim nawet otwarłem usta. Czasem zbyt dobrze mnie znał. Naprawdę nienawidziłem, kiedy ktoś mówił coś, zanim ja zdążyłem to wypowiedzieć.
 Za liną stał wysoki mężczyzna. Oczywiście nie tak wysoki jak Butler. Miał ciemną skórę i brązowe oczy. Jego włosy były dziwne - jakby dredy. Był muskularny i mógł być zastraszający dla każdego faceta i imponujący dla kobiety. Jestem pewien, że to dlatego go wynajmowali.
 - Cześć - powiedział głębokim głosem - Jestem Adonis. - Pasuje. Adonis to grecki mężczyzna, który swoim wyglądem oczarowywał boginie i rozgniewał tym bogów. Oczywiście wygląd doprowadził do śmierci - jego krew zabarwiła rzeki.
 - Artemis Fowl - odparłem, potrząsając jego dłonią. Próbował ścisnąc niemiłosiernie mocno moje palce, jak robił to każdy mięśniak. Kiedy w końcu puścił moją rękę, trochę była napuchnięta, ale nie dałem mu z tego satysfakcji.
 - Butler - powiedział mężczyzna, a szczęka Adonisowi opadła. Przypuszczam, że nawet ochroniarze rozpoznawali legendę, widząc go. Jego niebieski diament-tatuaż i tytuł trzeciego najpotworniejszego faceta przytłoczyło go.
 - Oczywiście proszę pana - przyskoczył do przodu - Ah to ten Artemis Fowl, o którym tak dużo słyszałem.
 Niesamowite, jak na początku nie potrafił mnie skojrzatć, kiedy się przedstawiałem a teraz byłem "tym Artemisem Fowlem" i wiele o mnie wiedział. Nigdy nie przestanie zadziwiać mnie to, jak jedno słowo, imię, może zmienić nastawienie ludzi.
 - Tak, to ja - odpowiedziałem, wamiprycznie się uśmiechając. Rozkoszowałem się momentem, w którym przeszedł go dreszcz i cofnął się o krok w tył.
 - Ah Panie Butler. Chciałbym kiedyś porozmawiać lub potrenować razem - Adonis na początku wydawał się twardy, ale teraz był jak dzieciak, który poznawał swojego bohatera z dzieciństwa.
 - Miło Cię poznać - powiedział Butler, potrząsając jego dłonią. Zauważyłem, że tym razem uścik Adonisa był bardzo lekki.
 Obydwoje wyglądali jakby mieli zacząć jakąś "gadkę".
 - Przepraszam, ale chciałbym dostać się do środka - rzekłem czystym i donośnym głosem.
 - Oczywiście, Panie Fowl - zająknął się. Pan Fowl, muszę przyznać, że to polubiłem.

 Podałem mu zapłatę za rachunek w euro.
 - Oh, Panie Fowl. To za dużo. Wstęp kosztuje 15 euro za każdego.
 - Weź to - nalegałem.
 - Jesteś pewny? - Zapytał, wsuwając już pieniądze do kieszeni.
 - Tak właśnie.
 Po kilku jąkliwych podziękowaniach postanowił opuścić linę w dół. Otworzył drzwi. Wpuszczając nas do środka przypomniał sobie o swojej pracy:

 - Witajcie w Phenom. Mam nadzieję, że dzisiejszej nocy zostaniecie zaskoczeni.
 Weszliśmy do środka. Hol był oczywiście cały szary i niezbyt imponujący. Duże, metalowe drzwi widniały na przeciwnej ścianie.
 - Więc... Powinniśmy się trochę zabawić - powiedziałem nieprzekonany, chociaż chciałem brzmieć entuzjastycznie.
 - Uspokój się Artemisie. To był twój pomysł, aby tu przyjechać. A poza tym to Cię nie zabije - Butler położył rękę na moim ramieniu, zbierając ze mnie cały ciężar.
 Otworzyłem drzwi i ściana dźwięku we mnie uderzyła.
 - Dźwiękoszczelne?
 - Żeby nie przeszkadzać innym, nie ma wątpliwości.
 Podążałem dalej, a po chwili się rozejrzałem.
 - Imponujące - zauważyłem beznamiętnie, spoglądając na ogromne pomieszczenie rozpościerające się przede mną. Czarne ściany były pokryte czymś w rodzaju gwiazd. Jako znawca sztuki mogę powiedzieć, że wyglądało to jak przedszkole. Potem ujrzałem ogromny parkiet, małe metalowe stoły i bar.
 - Te migające światła jeszcze przyprawią mnie o ból głowy - poskarżyłem się.
 - Nie jęcz - Butler udzielił mi reprymendy.
 - Nie jęczę. Fowlowie tego nie robią - odparłem - Chyba, że jesteś Beckettem - dodałem po chwili namysłu. Becket zawsze narzeka.

 Butler odchrząknął.
 - Chodźmy do baru.
 - Dobrze - zgodziłem się. Bar był jak każdy inny. Kolejny banał. Wysokie krzesła, drewniana lada i rzędy alkoholu za nią. Usiadłem na stołku na samym środku, a Butler zajął miejsce obok mnie.
 - Napijesz się? - Zapytał barman o blond włosach.
 - Nie, dziękuję. - Naprawdę nie chciałem, aby ten facet zrobił mi drinka. Szczerze mówiąc, w ogóle nie chciałem pić.
 - A co z Panem? - Dopytywał przezornie, oczywiście zbity z tropu rozmiarem Butlera.
 - Whisky z lodem proszę.
 Barman szybko wypełnił zadanie i podał alkohol Butlerowi. Ten obrócił szklankę z whisky zanim ją wypił.
 - Orzeźwiające - usmiechnął się.
 - Zapewne - odpowiedziałem - Co będziemy robić?
 Nie znałem odpowiedzi, i mimo, że to trochę urażało moją dumę musiałem się dowiedzieć. Jakoś sobie to odpokutuję.
 Mój stary przyjaciel bardziej wyszczerzył zęby. Sądzę, że mógł i zgadł, co chodziło mi po głowie.
 - Wiesz... Ludzie mają w zwyczaju tańczyć, rozmawiać z innym, albo po prostu pić.
 Z tego co widziałem wokół wszystko się zgadzało.
 - A co z nami? - Zapytałem, wyciągając kosmki włosów z oczu. To mnie okropnie denerwowało i znowu czułem się ja dziecko. - Z pewnością nie to trzecie.
 - Oczywiście, że nie. Nie jesteś jeszcze dorosły - zaśmiał się - A co z pierwszym?
 Taniec. Powstrzymałem się, aby nie przewrócić oczami.
 - Nie ma mowy, pozostaje... - Zacząłem, ale Butler mi przerwał.
 - Druga opcja. Pogadać z dziewczynami.
 - Myślę, że mam lepszy pomysł - uśmiechnąłem się, ciesząc się tą chwilą i napawając własnym intelektem.
 Butler uniósł brwi w znaku niezaspokojonej ciekawości. Znowu uniosłem kąciki ust, wyciągając rękę.
 - Co to ma znaczyć? - Jego głos brzmiał przezornie, jakbym zaproponował jakąs ohydną rzecz.
 - Poszukajmy twojej siostry - wyciągnąłem kartę na stół. Butlera o wiele bardziej obchodziła jego własna siostra niż "zabawa".
 - Jasne - odpowiedział, a jego oczy mówiły "poddaję się". Wpatrywałem się w tłum w poszukiwaniu Julii, ale nie potrafiłem jej dostrzec. - Wiemy przynajmniej, że tutaj jest. - Uniosłem sceptycznie brwi w niedowierzeniu.
 - Skąd masz takie informacje? - Zapytałem.
 - Intuicja - odparł. Było oczywiste, że coś ukrywa. Ale zanim zdążyłem zacząć o tym mówić, zmienił temat. - Spójrz. Twoja dziewczyna.
 Od razy wiedziałem o kim mówił. Zauważyłem stąd jej blond kręcone włosy. Minerwa Paradizo. Geniusz i przyjaciółka.
 - Nie mam dziewczyny - zaprzeczyłem.
 - Oczywiście, że nie - Butler wzruszył ramionami - Ale i tak wygląda dziś całkiem nieźle.
 Tak. Spojrzałem na nią po tym stwierdzeniu. Każdy zrobiłby to na moim miejscu.
 Była ubrana w sposób, który sprawiał przyjemność fizyczną. Oczywiście nie oczekiwałem, że tak właśnie się ubierze. Jej niebieska spódniczka była bardzo krótka, bluzka odkrywała brzuch, a obcasy były straszliwie wysokie.
- Może - odparłem bez emocji.
 Butler tylko zamruczał, kiedy nadal się jej przyglądaliśmy. Czułem, że to nie jest tym, na co powinienem patrzeć. Ale to nie zmieniło postaci rzeczy.

 Obserwowałem jej chód na wysokich obcasach, które mogły powodować potknięcia. Wyglądała na złą albo smutną. Kontynuowała marsz do stolika, przy którym samotnie siedziała blondynka. Minerwa usiadła i zaczęła z nią rozmawiać. Na początku obie wydawały się spokojne. Prowadziły pogaduszkę, ale nie widziałem ruchu ich ust, aby móc dowiedzieć się, o co chodzi.
Nagle oczy blondynki rozszerzyły się w złości. Wstała, przewracając krzesło. Była o wiele wyższa od Minerwy i bardziej niebezpieczna. Wyglądała jakby już miała ją uderzyć, co nie było zbyt dziwne, bo Minerwa miała upodobanie do przysparzania sobie wrogów. Choć cała sytuacja wydawała się raczej nagła, nawet dla niej. Butler uśmiechnął się do mnie.
 - Może powinniśmy coś zrobić, aby jej pomóc? - Zapytał, jednak nie miał zamiaru się poruszyć i tego też nie zrobił.
 - Nie ma potrzeby - odpowiedziałem.
 Moja przyjaciółka Shry stanęła za blondynką. Położyła dłoń na jej ramieniu i wydawało się, że próbuje ją uspokoić. Wyglądało na to, że zadziałało, bo dziewczyna przestała się tak napinać. Minerwa miała kręgosłup wygięty w łuk i wyglądała na ostrożną. Shry zwróciła się do niej i zaczęła przemawiać. Po minucie lub dwóch Minerwa odwróciła się i odeszła.


Rozdział 17 'Taniec', część 2

 - Patrzcie, kto idzie. Pan wysoki-brunet-w-dodatku-przystojny idzie w naszą stronę - powiedziała, a ja byłam pewna, że mówi o Adonisie, który zmierzał do stolika, przy którym siedziałyśmy. Obserwowałam jego powolne ruchy i rozumiałam, czemu Shry otworzyła buzię. Jakby to Julia powiedziała, był seksownie gorący, na jego widok "ciekła ślinka"... I jeszcze inaczej, ale lepiej o tym nie mówić. Nigdy.
 Wtedy do siebie doszłam. Ciągłe gapienie byłoby niegrzeczne lub wydawałoby się, że jestem zdesperowana. Odwróciłam głowę i zaczęłam rozmawiać z Mackenzie. Możesz się zastanawiać, dlaczego nie próbowałam odciągnąć Shry. Shry była zbyt zauroczona, abym mogła zrobić cokolwiek.
  - Witam Panie, Holindo - Adonis powiedział stojąc obok stołu. Udawałam, że nie zauważyłam, gdy podchodził.
 - Cześć - uśmiechnęłam się, jakby to było czymś naprawdę miłym, że go spotkałam. Jednak mój głos brzmiał trochę... Jakbym była znudzona.
 W tym czasie Shry wróciła na ziemię. Trąciła moją nogę. Zrozumiałam, co chciała mi przekazać.
 - Adonis, to są moje dobre przyjaciółki. Mackenzie - powiedziałam, zostawiając Shry na koniec - A to Shry.
 Właśnie to należało do mojej pracy hostessy.
 Ucałował ich obie dłonie. Może tylko mi się wydawało, ale przytrzymał dłużej dłoń Shry. Czy był to tylko mój wymysł, czy też nie, w głowie zakiełkował mi pewien pomysł.
 - Nie macie nic przeciwko temu, abym usiadł z wami? - Zapytał, aczkolwiek patrzył tylko na Shry.
 - Oczywiście, że nie - odparła.
 Adonis przyniósł sobie krzesło ze stołu obok i usiadł.
 - Więc... Dobrze się bawicie?
 - Oczywiście - odpowiedziała Shry.
 - Pewnie, że tak - uśmiechnęłam się.
 Mackenzie tylko skinęła głową.
 - Mógłbym powiedzieć, że - zaśmiał się - ostatni taniec był jeszcze czym innym.
 Poczułam, że się czerwienię.
 - Ah, więc widziałeś TO?
 - Myślę, że każdy facet to widział. I pozwólcie, że powiem to jako pierwszy, było to imponujące.
 Shry zachichotała.
 - Naprawdę tak uważasz? - Zapytała, odrzucając włosy za ramiona. Widziałam w niej Lili, która robiła to milion razy. Jej odruch tylko zwracał uwagę na szyję i klatkę piersiową.
 - Szczerze mówiąc, tak. A więc panie - nie planujecie już więcej tańczyć tego wieczoru? - Spojrzałyśmy po sobie z Mackenzie bardzo sceptycznie. Oczywiście, że nie mówił do nas wszystkich.
 - Nie teraz - powiedziałam - Jesteśmy zbyt zmęczone, prawda Mackenzie? - Szturchnęłam ją nogą.
 - Co? - Zapytała, ale wtedy do niej dotarło.Praktycznie widziałam, jak w głowie zapala się jej jasna żarówka - Racja.
 - A co z Tobą, Shry? - Dociekał Adonis.
 - Z chęcią jeszcze potańczę - uśmiechnęła się.
 - W takim razie, może ze mną? - Spytał z nadzieją.
 - Jasne, że tak.
 Adonis wziął ją za rękę i delikatnie pociągnął w górę. Odeszli gadając i uśmiechając się od ucha do ucha.
 - Wow - Mackenzie powiedziała, wymachując w powietrzu pięścią - Stworzą najlepszą parę!
 - Aż tak się ekscytujesz? - Zaśmiałam się.
 - Tak! - Wrzasnęła - Shry zasługuje na kogoś dobrego. Jest najlepszą szefową, jakąkolwiek miałam.
 Wiedziałam, że to powie.
 Wyobraziłam sobie coś.
 - I Adonis...
 - Jest gorący. Gorętszy niż ciepło w południe na Saharze - uśmiechnęła się - Wyglądało, jakby Cię znał. Co robi?
 - Jest ochroniarzem - wzruszyłam ramionami
 - Oh, naprawdę? Z tych wszystkich świetnych dziewczyn zainteresował się właśnie nią? To dobry znak.
 - Pewnie, że tak - zgodziłam się z nią.
 - Mackenzie? - Dobiegł nas czyjś głos.
 Widziałam, że oczy jej zaświeciły zanim jeszcze się odwróciła, aby się do niego odezwać. Wyglądało na to, że znała go bardzo dobrze i mocno go lubiła.
 - Hej Jasper, co tam?
 Nie chciałam się odwrócić, aby na niego spojrzeć. Kątem oka jednak, że był to kolega jej brata, którego spotkałyśmy kiedyś wcześniej.
 - Super, u Ciebie? - Zapytał.
 - To samo. Mam nadzieję, że dobrze się bawisz
 - Oczywiście. A Ty? - Dopytywał. Ta rozmowa dała mi do myślenia, że jestem tutaj jak TRZECIE koło u wozu. Powinnam wstać i odejść.
 I już kiedy miałam to zrobić, Mackenzie sobie o mnie przypomniała:
 - Jasper, to Holinda.
 - Miło Cię poznać - odparł, wyciągając rękę.
 Jego uścisk był stanowczy, ale zarazem ciepły.
 - Nawzajem.
 - Dlaczego nie jesteś z moim bratem? - Zapytała go.
 - Szukałem Cię od samego początku - przyznał, lekko się rumieniąc.
 Mackenzie zachichotała, jakby było to dla niej naprawdę coś nowego.
 - Naprawdę?
 - Tak - uśmiechnął się - I zastanawiałem się, czy nie zechciałabyś może ze mną zatańczyć? - Jego głos brzmiał tak, jakby był niepewny, jak może zareagować, był również zaskoczony swoją własną śmiałością. Każdy przy zdrowych zmysłach zauważyłby, że byli szaleńczo w sobie zakochani.
 Widziałam pożądanie w jej oczach. Chciała zatańczyć z nim bardziej niż cokolwiek innego, ale spoglądała na mnie. Nie chciała mnie zostawić. Oparłam się pokusie, aby wywrócić oczami. Definitywnie mogłam zająć się sama sobą.
 - No nie wiem - odpowiedziała, przygryzając dolną wargę. Jego mina nieznacznie się zmieniła, ale wciąż był cierpliwy i pełen nadziei.
 - Idź, idź - wywróciłam oczami - Uciekać stąd, dzieciaki!
 Jednak Mackenzie wciąż nie wstawała:
 - Jesteś pewna, że wszystko będzie ok?
 - Jasne - uśmiechnęłam się - Nic mi się nie stanie. Obiecuję. Idź już.
 - Okej, ale jeśli chcesz to przyjdź na parkiet. Zatańczymy z Tobą.
 Zaśmiałam się sama do siebie. Nie było mowy, żebym przy nich wszystkich była SIÓDMYM kołem u wozu.
 - Zapamiętam to.
 PO MOIM TRUPIE!
 Jasper pomógł jej wstać i poprowadził ją na parkiet. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyła moich przyjaciół. Julię i Emorego, Shry i Adonisa, Mackenzie i Jaspera, tańczących i kołyszących się. To przypominało mi szkoły taneczne. Chociaż byłam zazwyczaj jedyną osobą, którą prosiło się do tańca to teraz czułam się jak brzydka kumpela z okropnym aparatem na zębach, okularami, pryszczami i włosami w miejscach, gdzie nie powinno ich być.
 Kiedy tak ich obserwowałam, nie mogła przestać myśleć o tym, jak te dziewczyny pasowały do tych facetów. Poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Jedyną osobą, która do tej pory poprosiła mnie o randkę był mój przełożony, Kłopot. Inną osobą, która się mną interesowała był Chix, który i tak chciał tylko zaspokoić swoją potrzebę. I wyglądało na to, że mój najlepszy przyjaciel się nie pojawi.
 - Cześć - podskoczyłam na krześle, kiedy za mną odezwał się jakiś głos. Odwróciłam się najszybciej, jak mogłam - Wybacz kochanie - powiedział Aidan - Nie chciałem Cię przestraszyć - spojrzał na mnie, a ja na niego. Coś się w nim zmieniło. Jego włosy były w nieładzie, a koszula niedopięta. Wyglądał nieźle.
 - Nie przestraszyłeś mnie - skłamałam.
 - Taak, jasne - zaśmiał się trochę zbyt nachalnie - Usiądę - i to też zrobił.
 Co mnie lekko wkurzyło. Nie powinien tego robić. Powinien zachować maniery. I mnie o to zapytać.
 - Nie powiedziałam, że możesz.
 - To nie znaczy, że nie mogę.
 Jęknęłam.
 - Napijesz się?
 - Nie.
 - No chodź. Tequila? "Fuzzy nave"? A może "Sex on the bitch"? - Przysięgam, że ostatnia nazwa miała wyraźny podtekst, ale zadecydowałam, że będę mądrzejsza i to zignoruję.
 - Nie, dziękuję.
 Pozwolił więc iść tematowi w niepamięć.
 - Gdzie Craig i Dana? - Zapytałam.
 - Oh, gdzieś tutaj - wzruszył ramionami.
 - Dobrze się bawisz? - Chciałam podtrzymać jakąś normalną konwersację..
 - W porządku. Ale wiesz, możemy we dwójkę sprawić aby było o wiele lepiej.
 Spojrzałam na niego surowo, aby pokazać mu swoją nieprzychylność. Czas spędzony z Chixem nauczył mnie dobrze odczytywać takie kwestie.
 - Proszę? - Spytałam.
 Nie zauważyłam kiedy chwycił mnie za rękę, dopóki nie zaczął mnie za nią ciągnąć.
 - Chodź kochanie. Znam świetne miejsce, gdzie możemy iść.
 Moje zmysły ofensywne do mnie krzyczały, a włosy na karku mi się zjeżyły. Coś było bardzo nie tak.
 - Nie. Zostaw mnie - powiedziałam, trochę zbyt głośno. Był o wiele silniejszy, niż mogłam sobie wyobrazić. W sumie dobrze byłoby go porównać do trolla. I gdzie było Neutrino 3000 czy pałka elektryczna, kiedy się tego potrzebowało?
 - Mam pieniądze - powiedział, jakby to miało zmienić postać rzeczy.
 - Co chcesz przez to powiedzieć? - Zażądałam wyjaśnienia, oczy świeciły mi wściekłością. Tylko dlatego, że byłam ładną blondynką, stwierdził, że jestem panną lekkich obyczajów? Mam tego dość. Nigdzie i nigdy z nim nie pójdę.
 - Nie graj debilki. Widziałem twoje show na parkiecie. Proponuję Ci coś, ale nie chcę Cię kupić.
 Po raz pierwszy spojrzałam w jego niebieskie oczy. Teraz wyglądały, jak te od Craiga. Oczy Aidana były teraz czerwone i napuchnięte. Teraz wszystko stało się zrozumiałe. Jego słowa były obelgami. Był pijany lub naćpany. Jego pewność siebie była jeszcze większa. Kiedy wszelkie hamulce odeszły, stał się prawdziwym dupkiem.
 - Nie gram debilki, ale nie jestem zdzirą - powiedziałam zimno - Jesteś pijany, więc nie chcę Cię skrzywdzić. To ostatnie ostrzeżenie. Pozwól mi odejść.
 - Nie jestem pijany - przerażająco zarechotał - I nie zrobisz ze mnie głupka. Już Ci zapłaciłem.
 - Co masz na myśli mówiąc, że już mi zapłaciłeś? - Zapytałam, próbując powoli wysunąć moją rękę. Na co on ścisnął ją jeszcze mocniej. Wtedy zrozumiałam - W restauracji. Mam je w torebce. Oddam je, jeśli puścisz moją dłoń.
 - Nie chcę Twoich pieniędzy - mrugnął do mnie znacząco.
 - Więc czego? - Odparłam, choć w głowie kiełkował mi dobry pomysł.
 - Tego - odpowiedział i złapał mnie za udo. Zaczął posuwać dłoń coraz wyżej. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, aby się odwalił.
 - Spieprzaj! - Wrzasnęłam ze złością. Niestety, nie było obok mnie nikogo wystarczająco blisko, aby mógł mnie usłyszeć poprzez grającą muzykę.
 - Chodź kochanie. Idziemy - pociągnął mnie w górę. Zmagałam się z nim, jak najlepiej mogłam, próbując jednocześnie przykuć czyjąś uwagę. Jednak każdy kto na nas spojrzał pewnie myślał, że tańczymy lub w coś gramy i szybko odwracał wzrok.
 - Nie! - Krzyknęłam, próbując mu się oprzeć. Nie było mowy, aby z nim poszła. W końcu szamotanina zaczęła pożytkować dla mnie - Zostaw mnie!
 - Dlaczego? - Zapytał. Już miałam mu odpowiedzieć. Chciałam go uderzyć. Prosto z pięści, z nadzieją, że nie połamie ręki.
 - Bo ja tak mówię - powiedział głos zza mnie.

Ps. W poprzedniej notce słowa piosenki nie były tłumaczone, bo to byłoby dość bezsensu :o

Rozdział 17 'Taniec', część 1

 - Nie - powiedziałam, w tym samym czasie, gdy Shry i Mackenzie mówiły "Tak!".
 Wszyscy na mnie spojrzeli, jakbym właśnie powiedziała, że niebo jest zielone.
 - Co? - Zapytałam zażenowana.
 - Musisz zatańczyć - jęknęła Mackenzie - Proszę? - Złożyła ręce pod brodą, a jej oczy były przepełnione błaganiem. Nie mogłam oprzeć się tym jasnym, zielonym oczom.
 - Dobrze - burknęłam, kiedy wszyscy zaczęli wykonywać radosny taniec.
 - Chodź - powiedziała Julia. łapiąc mnie za rękę i ciągnąć na parkiet. Pozwoliłam, aby poprowadziła mnie do metalowych schodów, prowadzących na podest. Zadecydowałam jednak, że lepiej będzie jeśli wejdę po nich sama.
 Dj zaczął mówić, kiedy tylko weszłyśmy na górę.
 - Witam szanownych panów i panie. Witam w Phenomie, gdzie niesamowite rzeczy mogą się stać i się dzieją - powiedział głęboki męski głos - Mam nadzieje, że spędzicie dobrze czas i pamiętajcie: przyjmuje utwory z dedykacją - urwał i z powrotem włączył muzykę.
 - Oh! To moja piosenka! - Krzyknęła Mackenzie, kiedy tylko usłyszała intro.
 - Przywołujemy wspomnienia! - Krzyknął DJ, gdy Milkshakowie zabrzmieli w głośnikach.
 Zaśmiałyśmy się, dziewczyny ruszyły w stronę środka parkietu. Preferowałabym zostać na boku (bliżej schodów), ale zostałam przegłosowana.
My milkshake brings all the boys to the yard, 
And they're like It's better than yours, 
Damn right it's better than yours, 
I can teach you, 
But I have to la-la la la, 
Warm it up, 
La la-la la la, 
The boys are waiting
 Znaleźliśmy się w środku i zaczęliśmy tańczyć w rytm bitu, Wiedziałam, że byłyśmy obserwowane, ale za dobrze się bawiłam, aby się tym przejmować. Potrząsnęłam biodrami i zniżyłam się ku ziemi. Wydawało się, że te cztery minuty trwają całą wieczność. Ale w końcu piosenka się skończyła.
 A kiedy tylko to się stało, zabrzmiała następna, a wtedy to Shry zapiszczała:
 - Tak to się robi!
All the single ladies (All the single ladies) 
All the single ladies (All the single ladies) 
Now put your hands up. 
Up in the club, we just broke up 
I'm doing my own little thing. 
You decided to dip but now you wanna trip 
Cause another brother noticed me I'm up on him, 
he up on me don't pay him any attention. 
Cause I cried my tears, for three good years. 
Ya can't be mad at me I got gloss on my lips, a man on my hips. 
Hold me tighter than my Dereon jeans. 
Acting up, drink in my cup. 
I could care less what you think. 
I need no permission, did I mention 
Don't pay him any attention 
Cause you had your turn 
And now you gonna learn 
What it really feels like to miss 
if you liked it then you should have put a ring on it. 
If you liked it then you should've put a ring on it. 
Don't be mad once you see that he want it. 
If you liked it then you should've put a ring on it.
 Shry schyliła się do przodu. Poruszyła biodrami. Była jak główna gwiazda, a my zostalismy pobocznymi tancerzami. Ruszaliśmy się razem z nią.
 - Hej, zaraz przyjdę - Zawołała Julia - Muszę coś zamówić.
 Patrzyliśmy, jak odchodzi, ale wtedy rozpoczęła się następna piosenka i wróciliśmy do słuchania muzyki. Kolejny "staroć" (pięcioletni). "My Humps" rozbrzmiało głośno w głośnikach. Więc oczywiście zatrzęśliśmy się kręcić. Nim piosenka się skończyła, Julia wróciła do nas.
 Podrygnęłam w jej stronę.
 - Jaką piosenkę chciałaś? - Zapytałam.
 Jak to Julia, chciała być bardzo tajemnicza:
 - Zobaczysz - uśmiechnęła się ironicznie - Naśladuj mnie.
 - O Jezu - wzruszyłam ramionami, gdy piosenka się skończyła.
 A wtedy zaczęła się następna.
Fresh twenty one
Walk up to the club
Got my girls, cut the line
Cause we're a step above
Walk up to the bar
Buying drinks like a star
My girls, they wanna try it
 Więc dostosowałyśmy się do niej.
 - Chodź - powiedziała Julia. Zaczęła mocno poruszać biodrami. Wsunęłam się po jej prawej stronie, robiąc to samo. co ona. Jednak zaczęła schodzić z parkietu, wciąż tańczać. Ruszyła do baru. Poszłam za nią, a kątem oka widziałam Shry.
Uh huh, whip it up, lick it up, suck it down
Uh huh, drink it up (ooh I think she likes it)
Uh huh, whip it up, lick it up, suck it down
Uh huh, drink it up (ooh I think she likes it)
Doing shots at the bar, body shots at the bar
My girls, they wanna try it, so we had to buy it
At the what? At the bar, at the what? at the bar
My girls, they wanna try it
So we're drinking like we're rock stars
 Julia posunęła się i zakręciła wokół. Złapała mnie za talię i przyciągnęła do siebie, kiedy ja próbowałam dotrzymywać jej kroku. Rozjerzałam się i zobaczyłam, że Shry i Mackenzie robią to samo.
 - Teraz Ty prowadzisz - wyszeptała do mojego ucha.
Top alcohol, mix it up, mix it up
Got me laying down and I pull my shirt up
Baby get the whipped cream
Feeling like a wet dream
Got me at the bar doing body shots, now
 Dostałam olśnienia. Odsunęłam się od Julii i wspięłam na blat bary. Przyjaciółki poszły w moje ślady. Stałam tutaj i tańczyłam, dopóki Julia i inni mnie nie otoczyli. Przez kilka sekund byłam w samym środku uwagi (co nie było wcale takie zabawne) i próbowałam to jak najbardziej to wykorzystać. Przejechałam w dół i w górę dłońmi po ciele, pokazując trochę brzucha i wyglądając najlepiej. jak umiałam.
Can somebody, anybody, everybody please
Just tell me where all of my shots are
I'm trying to get them drunk and they're not far
Cause even though my name's Ludacris
When I get up in the club
I be drinking like a rock star
Pocket full of money and I'm throwing stacks
Grab a couple shots then throw 'em back
And conjure up your freaky side
When drinking the Conjure Cognac
Got you feeling kind of frisky and tipsy
We gon' drink 'till the bottle's gone
And these girls wanna try some things
And I'm a be the one that they try it on
Smoke, smoke, I'm a roll these papers
And ain't nobody on their best behavior
Cause I'm a taste this shot
Then I might taste you
If you come in all different flavors 
 Julia złapała moje biodra i zniżyłyśmy się w dół. Jej twarz była bliska mojej. Wyglądało to nawet trochę tak. jakby chciała mnie pocałować, ale w jej oczach widziałam przebłyski uwagi.
Uh huh, whip it up, lick it up, suck it down
Uh huh, drink it up (ooh I think she likes it)
Uh huh, whip it up, lick it up, suck it down
Uh huh, drink it up (ooh I think she likes it).
 Ponownie z Julią powędrowałyśmy w górę, a potem w dół. Jej nos musnął moją koszulkę. Teraz ja przeszłam do zadnia. Byłam blisko niej, jedną ręką dotykałam ją po biodrze, drugą głaskałam po twarzy. W tym momencie mogłam tylko dziękować, że jeszcze nie zleciałam. Kontynuowałyśmy tańczenie i kołysanie się na barze. Czułam na sobie oczy wszystkich, ale się tym nie przejmowałam. Kiedy piosenka się skończyła, złapałam Julię i cała nasza czwórka zakończyła na pozie, które wyglądała na długo ćwiczoną.
 Julia była na końcu, blisko mnie. Miała wystawione biodro i owinęła się ręką wokół mnie. Ja stałam następna z jednym ramieniem na niej. drugim na Shry. Wysunęłam w przód nogę. która wygladała teraz na o wiele dłuższą. Shry owinęła dłoń wokół mojej szyi i lekko ugięła nogi. wypinając pośladki. Mackenzie stała po drugiej stronie przyklejona do Shry.
 A teraz bardzo ważny punkt. Może i nasz taniec wyglądał trochę skandalicznie... Jak lesbijki. Ale nią nie jestem! Lubię mężczyzn, i tylko ich!
 Mówiąc o facetach... Chyba każdy na mnie patrzał. Zeskoczyłam z baru na stołek i próbowałam wyglądać na pewną siebie. Kiedy tańczyłam nic nie wyglądało tak prowokacyjnie, perwersyjnie czy.. przygodowo.. Wtedy to była zabawa. Ale teraz czułam zakłopotanie.
 Odwróciłam się plecami do mężczyzny, który próbował pomóc zejść Julii i Shry. Mackenzie również pomagała Shry. Gdy tylko Julia dotknęła stopami podłogi, otoczyli nas mężczyźni, To mogłoby zabrzmieć jak fantazja jakiejś kobiety, ale poczułam napad lęku, klaustrofobii.
 - Zechciałabyś się napić? - Zapytał blondyn.
 - Nie, dzięki - wzruszyłam ramionami. Byłyśmy zasypywane pytaniami. Niektóre z nich były naprawdę głupie, inne okropnie denerwujące. W końcu zdecydowałyśmy się przerwać to wszystko.
 - Widzicie, to było świetne - powiedziała Julia. dumna, że jej pomysł wypalił.
 Przyznałam jej rację.
 - I? - Dopytywała, próbując wydusić ze mnie coś innego.
 Westchnęłam. Nie ma nic gorszego, niż gdy zostanie Ci udowodnione, że nie miała racji: 
 - I nie wpakowałaś nas w kłopoty - przyznałam, a ona się uśmiechnęła. Musiałam dodać coś innego - Jeszcze.
 Przewróciła oczami, ale miło jej było, że przyznałam rację: 
 - Chodżmy tańczyć!
 Wtedy poczułam przypływ zmęczenia.
 - Nie ma mowy, chodźmy trochę odpocząć.
 Julia odwróciła się do Shry i Mackenzie, które nie zwracały na nas uwagi. Nie myślcie, że z Julią się kłóciłyśmy. Bo tak nie było. Ale one chyba wolały się nie wtrącać:
 - Chcecie jeszcze potańczyć? - Zapytała. Nie powiedziałam nic więcej. Wiedziałyśmy, co myślą. Ale przecież i tak nie muszę tańczyć, jeśli tego nie chcę!
 Shry rozejrzała się dookoła. Mackenzie nic nie mówiła, jakby nie chcąc nikomu sprawiać przykrości. I to może być dla niej problemem. Czasem po prostu trzeba powiedzieć, czego oczekujesz, bez względu na konsekwencje.
 - Właściwie to jesteśmy teraz trochę zmęczone.
 - Przepraszam - powiedział głęboki głos zza niej - Jeśli Twoi znajomi nie chcą tańczyć, ja mogę zatańczyć z Tobą - przypomniałam sobie ten głos. Emory, chłopak z Shamrock. Jego poczochrane, brązowe włosy wraz z czarnymi dżinsami i biała bluzką wyglądały naprawdę dobrze. Chciałam trzepnąć Julię, aby przestała się w niego wgapiać. Mmm, znaczy trzepnęłam ją. To był dla niej wystarczający bodziec, aby spojrzeć na mnie. To także sprawiło, że stała się nerwowa, jeśli chodziłoby o rozmowę z Emorym - a tego właśnie oczekiwałam.
 - Taa, jasne - powiedziała, z powrotem na mnie spoglądając. Może i wyglądała na trochę złą, ale jej oczy mówiły "dziękuję". I o to chodzi. Prawda?
 W ten sposób nas opuściła.
 - Więc chcecie usiąść i odpocząć? - Zapytałam.
 - Definitywnie - Shry i Mackenzie powiedziały jednocześnie. Nie mogłam się zdecydować, czy było to denerwujące, czy też raczej wręcz przeciwnie - fajne i miłe. Ruszyłyśmy z powrotem do stołów, wciąż odmawiając proponowanych drinków od tańczących ludzi. W końcu trafiłyśmy na trzyosobowy stół i zadecydowałyśmy się usiąść.
 - To było zabawne - rzuciła Mackeznie - Widzieliście jak oni wszyscy na nas patrzeli?
 Niestety - widziałam. Cieszyłam się, że Artiego tu nie było. Chociaż nawet gdyby, i tak nie wyglądałam jak JA... Ale i tak nie mogłabym z tym żyć. Lub spojrzeć mu ponownie w oczy. Może to i lepiej, że opóźniał swoje przyjście.
 - O tak! - Zaśmiała się Shry - Swoją drogą, wspięcie się na bar było świetnym pomysłem!
 - Dzięki wielkie - uśmiechnęłam się, jakby to naprawdę nie było niczym takim.
 - Więc jakie mamy dalsze plany? - Zapytała Mackenzie.
 - Będzie.. - Shry zaczęła, ale zatrzymała się w połowie słowa. Jej usta zostały otwarte, a oczy były szersze niż zazwyczaj. Wyglądała tak, jak wcześniej Julia, gdy zobaczyła Emorego.
...