„Znów wyciągnął rękę, którą pochwyciłam bez zawahania. Uśmiechnął się do mnie. Jakby myślał, że ma nade mną kontrolę. Przewróciłam oczami, a on prowadził nas przed siebie. Na szczęście, ziemia nie była zbyt kamienista. Szliśmy tak około pięciu minut. Otaczały nas gęste drzewa, aż ciężko było cokolwiek dojrzeć.W końcu doszliśmy na skraj. Przed nami rozpościerała się duża polana. Ależ tu było pięknie, nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego.”
Polana była idealnym okręgiem, no i raczej nie wyszła spod ręki człowieka. Niebo miało kolor atramentu i było pokryte gwiazdami. Księżyc wisiał nad nami. Kiedy nabrałam powietrza do płuc poczułam zapach i smak, usłyszałam muzykę, magiczne połączenie z tym miejscem. Rzadko rozłożone, wysokie drzewa dawały mi możliwość zauważenia potoku, który płynął obok polany. Trawa była bujna, gęsta jak dywan.
Wszystko to skąpane w świetle
naturalnego satelity Ziemi.
- Łaaał, to wspaniałe – wyjąkałam
zdumiona.
- Tak, pięknie tu – potwierdził.
Byłam cicho, kiedy pochłaniałam ten cudowny widok.. - Usiądziemy?
- Jasne – mruknęłam. Nadal
trzymając mnie za rękę, poprowadził nas do podnóża największego
drzewa, które górowało nad wszystkimi innymi i wydawało się
stare, jak sam czas. Spojrzałam na jego korzenie – niektóre pędy
owinęły się na szczycie innych. Miejsce, w którym Arty chciał
usiąść tworzyło sploty, które wyglądały jak siedzisko, i w sam
raz zmieścilibyśmy się tutaj we dwoje.
Artemis pozwolił mi usiąść i sam
klapnął obok mnie.
- Przytulnie tu, prawda? - Zapytał z
uśmiechem.
- Troszkę – przewróciłam oczami
– Więc... Sprowadzasz tutaj wszystkie swoje dziewczyny?
Na ogół Artemis lubi pięć
dziewczyn. Mnie, Minerwę (która może sobie pomarzyć), Shry, która
nie byłaby zainteresowana i wyśmiałaby go, gdyby zapytał, Julia
umarłaby ze śmiechu, a jego mama najprawdopodobniej nie wyszłaby
ze zdumienia.
Myślałam, że się zarumieni, albo
chociaż zająknie. Ale nie! Jak zwykle pozostał niewzruszony, w
dodatku zachichotał!
- Nie ma żadnych „dziewczyn”.
Jesteś pierwszą osobą, którą tu ze sobą zabrałem.
Łał. Jestem pierwsza. To znaczy
bardziej Holinda niż ja. Rzeczywiście musiałam baaardzo go
zainteresować. A raczej mój dzisiejszy wygląd go oczarował.
- Serio? - Zapytałam, a on potaknął
głową, z dziwnym spojrzeniem. Zadecydowałam, że nie będę nad
tym rozmyślać. Przynajmniej nie teraz.
- Więc dlaczego mnie tu
przyprowadziłeś? - zażądałam wyjaśnienia.
- Chciałbym Cię lepiej poznać po
prostu – wzruszył ramionami – Potrafiłabyś ze szczerością
przyznać, że nie masz do mnie żadnych pytań? Nie chcesz nic
więcej o mnie wiedzieć?
- Okej, masz racje – przyznałam
niechętnie – Więc... W jaki sposób chcesz się dowiedzieć
więcej na mój temat?
- Prosta gra.
Chyba się przesłyszałam.
- Gra? Co masz na myśli? - Zapytałam
ponownie, unosząc brwi.
Może i to zabrzmiało podejrzanie,
ale każdy wie, że Arty nie gra w gry, chyba że: a) wygra, b) ktoś
pomoże mu wygrać.
- Jeśli odpowiesz szczerze na moje
pytanie, ja zrobię to samo. Będziemy to ciągnąć, dopóki
któremuś z nas nie zabraknie pytania.
Brzmiało sensownie i fair... I
zabawnie. No i jeszcze lepiej poznam Artiego.
- Okej – zgodziłam się – Kto
zaczyna?
- Panie pierwsze – odparł.
Grr, to było oczywiste, że pozwoli
mi zacząć. O co by tu zapytać? Niby dał mi pierwszeństwo, ale
wciąż nade mną górował. Znowu sobie ze mną pogrywał, uwielbiał
to robić.
- Dobra, daj mi chwilkę.
- Nie śpiesz się – jego uśmieszek
rozpraszał mnie bardziej niż cokolwiek innego. W końcu go
zignorowałam i zaczęłam zastanawiać się nad pytaniem, ale tylko
jedna rzecz przychodziła mi do głowy... Ale to nie miało nic
wspólnego z Artemisem. Przed oczami ciągle mam twarz Shry, kiedy
była okropnie zła i wymieniała z nim spojrzenie. Wiedział o co
chodziło i ja też chciałam się dowiedzieć. I nie, nie jestem
wścibska. Po prostu martwiłam się o swoją nową przyjaciółkę.
- Mam coś, ale pytanie nie tyczy
Ciebie – ostrzegłam go.
Artemis uniósł brew, ciągle na mnie
patrząc. Po chwili zamachnął na mnie ręką, abym kontynuowała.
- Co sprawiło, że Shry tak wściekła
się na Emorego?
Chłopak zachmurzył się na chwilę.
Ale nie przez to, że zadałam te pytanie, to była raczej reakcja na
to, co musi mi powiedzieć. I cokolwiek to było musiało należeć
do najnieprzyjemniejszych rzeczy.
- Żeby to zrozumieć musiałabyś
poznać historię Shry – zaczął, a ja tylko skinęłam głową,
dając znak, aby mówił dalej.
- Pochodzi z ciężkiej rodziny.
Wyglądali na perfekcyjnych, ale oczywiście nie ma nic idealnego.
Nic takiego nie istnieje. Tak czy siak, jej ojciec był miliarderem,
który na całe nieszczęście był również alkoholikiem. A kiedy
wypił stawał się agresywny – powiedział, a ja poczułam, jak
moje serce się kraja. Nie sądziłam, że Shry przeszła tak wiele.
Gdzie ona widziała dobro? Gdzie znalazła siłę, aby być tak miłą
i dobrą?
- Bił ją i jej matkę, której była
aniołkiem. Trzymały się razem, ale rodzicielka nie chciała
opuszczać męża. Miała nadzieję, że się zmieni, poza tym zbyt
mocno go kochała. Shry opatrywała rany swojej mamie, dlatego też
jest teraz taka opiekuńcza. I podczas tych wszystkich zdarzeń
uczyła się i planowała, jak stamtąd uciec. Była geniuszem, w
każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Pracowała bardzo ciężka,
była najlepsza w klasie. Jej ojciec chciał, aby poszła w jego
ślady, ale ona nie była ani trochę taka jak on. Więc zrobiła
kurs na sprzedawcę i otworzyła swój własny sklep. Swoją drogą,
przeżycia z dzieciństwa dały natchnienie do nazwy sklepu.
Czułam, że zaraz się rozbeczę,
jednak powstrzymałam łzy i starałam się uspokoić. Nie mówiłam
nic jeszcze przez chwilę, chcąc mieć pewność, że mój głos nie
będzie się trząsł.
- To dlatego nie piła.. - Więc to
ukrywała, i to było tym, czego nie chciała mi powiedzieć.
- Tak, łatwo popaść w alkoholizm. A
ona nie chce ryzykować nawet w najmniejszym stopniu, że stanie się
taka jak ojciec. Nigdy nic nie wypiła i nie zamierza.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś –
słabo się uśmiechnęłam, aby ukryć przed nim to, co naprawdę
czułam – Twoja kolej.
- Jaki jest Twój ulubiony kolor? -
Zapytał.
- Co?
- Chciałbym Cię poznać. Jaki jest
Twój ulubiony kolor?
- No dobra – odpowiedziałam
przewracając oczami – Zielony.
- Naprawdę? - Spytał ponownie z
błyskiem w oku. - Dlaczego?
- Jest piękny. To kolor roślin,
generalnie kojarzy się z naturą i...
- I kolor Twoich oczu – przerwał
mi.
- Moich oczu, właśnie –
powtórzyłam za nim, próbując w ogóle na niego nie patrzeć. W
końcu się przełamałam. Patrzył na mnie radosnym wzrokiem.
- Moja kolej?
- Pewnie – skinął głową, wciąż
patrząc na nie w ten sposób.
- Jeśli mowa o oczach – zaczęłam
– Twoje zawsze były innego koloru?
- Nie – odpowiedział zamyślony,
jakby przypominał sobie naszą podróż i wszystko to, co działo
się dalej – Były takie same, zmieniły się dwa lata temu.
- Teraz Ty – powiedziałam.
- Ulubiony muzyk?
Kiedy zawiał na nas chłodny wiatr
przysunął się do mnie trochę bliżej.
- Jest ich zbyt wielu i nie potrafię
wybrać. Słucham praktycznie wszystkiego – wzruszyłam ramionami.
To prawda. Kocham wszystkie gatunki
muzyki. Jak większość elfów. Jesteśmy bardzo emocjonalną rasą
i lubimy wiele rodzajów.
- Hm, dobra zasada – uśmiechnął
się do mnie, tak jak robił to kiedyś.
- Nie, to nie żadna zasada, lol!
- Lol? - Zapytał zaciekawiony –
LOL?
- Tak.. To kolokwializm... Coś w
stylu „bardzo śmieszne”.
- No tak, jasne – odparł. I nie
trzeba być geniuszem, żeby widzieć, że nie zrozumiał.. - Twoja
kolej.
- Co to za wysoki facet, z którym
byłeś wcześniej? - Taaak, musiałam zapytać o Butlera. W końcu
sama Holinda nie miała pojęcia, kim on właściwie może być.
Musiał być obiektem zainteresowania. Dlatego zadałam to pytanie.
- Butler. Jest moim ochroniarzem odkąd
tylko się urodziłem. No i od tamtego czasu również najlepszym
przyjacielem.
- To bardzo miłe. Fajnie mieć kogoś
tak bliskiego.
Artemis uśmiechnął się, a na jego
białych zębach odbiło się światło księżyca.
- Tylko czasami jest...
Przewrażliwiony na moim punkcie.
- Na pewno – odpowiedziałam,
również szczerząc zęby. Pomyślałam o wszystkich naszych
wspólnych przygodach – Jak sądzisz, co teraz chodzi mu po głowie.
- Nawet nie chcę wiedzieć –
zachichotał, a ja poszłam w jego ślady.
- Twoja kolej – powiedziałam po
chwili.
- Oczywiście... Pamiętasz kiedy
nazwałeś Minerwę złą czarownicą z zachodu? - Zapytał.
- Jasne, że pamiętam – znowu się
zaśmiałam. Ona naprawdę jest czarownicą! Nietrudno wyobrazić
sobie ją jako złą, manipulującą innymi osobę. O wiele ciężej
gdyby miała być kimś miłym...
- Do kogo z „Czarnoksiężnika z
Krainy Oz” byś mnie porównała?
Podrapałam się po podbródku.
Widziałam ten film tylko raz, kiedy Juliusz nam go włączył. Jeśli
dobrze pamiętałam, to były tam tylko trzy lub cztery męskie,
odgrywające ważniejszą rolę postacie. Strach na wróble,
Tchórzliwy Lew, Blaszany Drwal i Oz.
- Na pewno nie strach na wróble –
zastanowiłam się – myślę, że jednak masz mózg.
- Mam taką nadzieję – zachichotał,
a ja rzuciłam w niego maliną – kontynuuj – uśmiechnął się.
To będzie ciężkie. Muszę kierować
się tylko tym, co wie o nim Holinda.
- Nie jesteś również lwem. Nie
wydaje mi się, że brak Ci odwagi.
- Skąd to wiesz? - Dociekał, robiąc
wielkie oczy, tak jakbym właśnie popełniła błąd oceniając go.
I gdybym go nie znała to pewnie by mnie przekonał.
- Ocaliłeś dziewczynę z łap
faceta-potwora. Później z nią rozmawiałeś, nawet gdyby chciała
Cię pobić, albo coś.
- Nigdy nie pomyślałem o tym, że
mogłabyś mi coś zrobić – powiedział z pewnością.
- Dzięki, staram się być miła. Ale
wracając do mojego wyboru...
- Właśnie... - Westchnął.
- Blaszany Drwal również odpada.
Gdyby Ogierek pobrał ten film
ponownie, znów moglibyśmy się z tego pośmiać.
- Och, naprawdę?
- Oczywiście! Masz tam serce, nawet
jeśli myślisz, że tak nie jest.
Pod nosem wymamrotał coś, czego nie
zrozumiałam. Ale nie miałam zamiaru pytać, o co chodziło.
- Gdybyś go nie miał nie ocaliłbyś
dziewczyny, której nie znasz. Nie zatańczyłbyś z nią, i nie
wziąłbyś jej do tak specjalnego miejsca jak to, tylko po to, żeby
z nią pogadać – zapewniłam go - Ktoś taki nie mógłby w
ogóle żyć. No więc? Nie brzmi, jak Ty?
- Raczej nie – odpowiedział – Są
rzeczy, których o mnie nie wiesz.
Oj, oj mój drogi, i tutaj się
mylisz.
- Artemisie są rzeczy, których nikt
nigdy nie będzie o Tobie wiedział. Wszyscy tacy są. I wcale nie
jesteś bez serca.
- Dobrze więc – powiedział,
wydawało mi się, że jest trochę weselszy. I oby tak było.
Nienawidzę, kiedy jest smutny. - No więc? Kim jestem?
Znowu zachichotałam na myśl o tym,
kim mógłby być.
- Oz, Toto i szef latających małp.
- Wspaniały wybór! - Odparł
baaardzo sarkastycznym tonem. - No taaak, kto nie chciałby być
porównanym do psa lub latającej małpy?
- Powstrzymałam chęć poprawienia
go, że to był szef, a nie zwykła małpa...
- Nic się nie martw – przestrzegłam
go – Nie jesteś ani jednym, ani drugim.
- Oz? - Zapytał z niedowierzaniem. -
Podaj mi jakieś argumenty.
- No więc... - Zaczęłam. - To
zwykły facet, ukryty pod warstwami inteligencji, mądrości, obaw i
pewności. Ma sekret, o którym nie może nikomu powiedzieć, ale
chciałby, aby ktoś w końcu go odkrył. Daje innym rzeczy, dzięki
którym Ci lepiej się czują. Aah, no i lubi mieć władzę, nie
żeby coś – skończyłam, puszczając mu oczko.
c.d.n.
c.d.n.
Huraaaa! Mam nadzieję że szybko napiszesz kolejny rozdział. Weny
OdpowiedzUsuńKurczę czekam na c.d. od jakiś czterech miesięcy!! Wszystkie rozdziały są cuuuudne i naprawdę wciągają i cały czas chce więcej. Nadal z wielka niecierpliwością czekam na nexta i sprawdzam czy cos się pojawiło dosłownie codziennie❤
OdpowiedzUsuńKurczę czekam na c.d. od jakiś czterech miesięcy!! Wszystkie rozdziały są cuuuudne i naprawdę wciągają i cały czas chce więcej. Nadal z wielka niecierpliwością czekam na nexta i sprawdzam czy cos się pojawiło dosłownie codziennie❤
OdpowiedzUsuńRozdziały są naprawdę fantastyczne. Życzę Ci weny i... przetłumacz kolejny rozdział jak najszybciej.
OdpowiedzUsuń