Rozdział 24 'Wschód słońca' cz. 2

 Znów wyciągnął rękę, którą pochwyciłam bez zawahania. Uśmiechnął się do mnie. Jakby myślał, że ma nade mną kontrolę. Przewróciłam oczami, a on prowadził nas przed siebie. Na szczęście, ziemia nie była zbyt kamienista. Szliśmy tak około pięciu minut. Otaczały nas gęste drzewa, aż ciężko było cokolwiek dojrzeć.
 W końcu doszliśmy na skraj. Przed nami rozpościerała się duża polana. Ależ tu było pięknie, nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego.

  Polana była idealnym okręgiem, no i raczej nie wyszła spod ręki człowieka. Niebo miało kolor atramentu i było pokryte gwiazdami. Księżyc wisiał nad nami. Kiedy nabrałam powietrza do płuc poczułam zapach i smak, usłyszałam muzykę, magiczne połączenie z tym miejscem. Rzadko rozłożone, wysokie drzewa dawały mi możliwość zauważenia potoku, który płynął obok polany. Trawa była bujna, gęsta jak dywan.
 Wszystko to skąpane w świetle naturalnego satelity Ziemi.
 - Łaaał, to wspaniałe – wyjąkałam zdumiona.
 - Tak, pięknie tu – potwierdził. Byłam cicho, kiedy pochłaniałam ten cudowny widok.. - Usiądziemy?
 - Jasne – mruknęłam. Nadal trzymając mnie za rękę, poprowadził nas do podnóża największego drzewa, które górowało nad wszystkimi innymi i wydawało się stare, jak sam czas. Spojrzałam na jego korzenie – niektóre pędy owinęły się na szczycie innych. Miejsce, w którym Arty chciał usiąść tworzyło sploty, które wyglądały jak siedzisko, i w sam raz zmieścilibyśmy się tutaj we dwoje.
 Artemis pozwolił mi usiąść i sam klapnął obok mnie.
 - Przytulnie tu, prawda? - Zapytał z uśmiechem.
 - Troszkę – przewróciłam oczami – Więc... Sprowadzasz tutaj wszystkie swoje dziewczyny?
 Na ogół Artemis lubi pięć dziewczyn. Mnie, Minerwę (która może sobie pomarzyć), Shry, która nie byłaby zainteresowana i wyśmiałaby go, gdyby zapytał, Julia umarłaby ze śmiechu, a jego mama najprawdopodobniej nie wyszłaby ze zdumienia.
 Myślałam, że się zarumieni, albo chociaż zająknie. Ale nie! Jak zwykle pozostał niewzruszony, w dodatku zachichotał!
 - Nie ma żadnych „dziewczyn”. Jesteś pierwszą osobą, którą tu ze sobą zabrałem.
 Łał. Jestem pierwsza. To znaczy bardziej Holinda niż ja. Rzeczywiście musiałam baaardzo go zainteresować. A raczej mój dzisiejszy wygląd go oczarował.
 - Serio? - Zapytałam, a on potaknął głową, z dziwnym spojrzeniem. Zadecydowałam, że nie będę nad tym rozmyślać. Przynajmniej nie teraz.
 - Więc dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? - zażądałam wyjaśnienia.
 - Chciałbym Cię lepiej poznać po prostu – wzruszył ramionami – Potrafiłabyś ze szczerością przyznać, że nie masz do mnie żadnych pytań? Nie chcesz nic więcej o mnie wiedzieć?
 - Okej, masz racje – przyznałam niechętnie – Więc... W jaki sposób chcesz się dowiedzieć więcej na mój temat?
 - Prosta gra.
 Chyba się przesłyszałam.
 - Gra? Co masz na myśli? - Zapytałam ponownie, unosząc brwi.
 Może i to zabrzmiało podejrzanie, ale każdy wie, że Arty nie gra w gry, chyba że: a) wygra, b) ktoś pomoże mu wygrać.
 - Jeśli odpowiesz szczerze na moje pytanie, ja zrobię to samo. Będziemy to ciągnąć, dopóki któremuś z nas nie zabraknie pytania.
 Brzmiało sensownie i fair... I zabawnie. No i jeszcze lepiej poznam Artiego.
 - Okej – zgodziłam się – Kto zaczyna?
 - Panie pierwsze – odparł.
 Grr, to było oczywiste, że pozwoli mi zacząć. O co by tu zapytać? Niby dał mi pierwszeństwo, ale wciąż nade mną górował. Znowu sobie ze mną pogrywał, uwielbiał to robić.
 - Dobra, daj mi chwilkę.
 - Nie śpiesz się – jego uśmieszek rozpraszał mnie bardziej niż cokolwiek innego. W końcu go zignorowałam i zaczęłam zastanawiać się nad pytaniem, ale tylko jedna rzecz przychodziła mi do głowy... Ale to nie miało nic wspólnego z Artemisem. Przed oczami ciągle mam twarz Shry, kiedy była okropnie zła i wymieniała z nim spojrzenie. Wiedział o co chodziło i ja też chciałam się dowiedzieć. I nie, nie jestem wścibska. Po prostu martwiłam się o swoją nową przyjaciółkę.
 - Mam coś, ale pytanie nie tyczy Ciebie – ostrzegłam go.
 Artemis uniósł brew, ciągle na mnie patrząc. Po chwili zamachnął na mnie ręką, abym kontynuowała.
 - Co sprawiło, że Shry tak wściekła się na Emorego?
 Chłopak zachmurzył się na chwilę. Ale nie przez to, że zadałam te pytanie, to była raczej reakcja na to, co musi mi powiedzieć. I cokolwiek to było musiało należeć do najnieprzyjemniejszych rzeczy.
 - Żeby to zrozumieć musiałabyś poznać historię Shry – zaczął, a ja tylko skinęłam głową, dając znak, aby mówił dalej.
 - Pochodzi z ciężkiej rodziny. Wyglądali na perfekcyjnych, ale oczywiście nie ma nic idealnego. Nic takiego nie istnieje. Tak czy siak, jej ojciec był miliarderem, który na całe nieszczęście był również alkoholikiem. A kiedy wypił stawał się agresywny – powiedział, a ja poczułam, jak moje serce się kraja. Nie sądziłam, że Shry przeszła tak wiele. Gdzie ona widziała dobro? Gdzie znalazła siłę, aby być tak miłą i dobrą?
 - Bił ją i jej matkę, której była aniołkiem. Trzymały się razem, ale rodzicielka nie chciała opuszczać męża. Miała nadzieję, że się zmieni, poza tym zbyt mocno go kochała. Shry opatrywała rany swojej mamie, dlatego też jest teraz taka opiekuńcza. I podczas tych wszystkich zdarzeń uczyła się i planowała, jak stamtąd uciec. Była geniuszem, w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Pracowała bardzo ciężka, była najlepsza w klasie. Jej ojciec chciał, aby poszła w jego ślady, ale ona nie była ani trochę taka jak on. Więc zrobiła kurs na sprzedawcę i otworzyła swój własny sklep. Swoją drogą, przeżycia z dzieciństwa dały natchnienie do nazwy sklepu.
 Czułam, że zaraz się rozbeczę, jednak powstrzymałam łzy i starałam się uspokoić. Nie mówiłam nic jeszcze przez chwilę, chcąc mieć pewność, że mój głos nie będzie się trząsł.
 - To dlatego nie piła.. - Więc to ukrywała, i to było tym, czego nie chciała mi powiedzieć.
 - Tak, łatwo popaść w alkoholizm. A ona nie chce ryzykować nawet w najmniejszym stopniu, że stanie się taka jak ojciec. Nigdy nic nie wypiła i nie zamierza.
 - Dziękuję, że mi powiedziałeś – słabo się uśmiechnęłam, aby ukryć przed nim to, co naprawdę czułam – Twoja kolej.
 - Jaki jest Twój ulubiony kolor? - Zapytał.
 - Co?
 - Chciałbym Cię poznać. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
 - No dobra – odpowiedziałam przewracając oczami – Zielony.
 - Naprawdę? - Spytał ponownie z błyskiem w oku. - Dlaczego?
 - Jest piękny. To kolor roślin, generalnie kojarzy się z naturą i...
 - I kolor Twoich oczu – przerwał mi.
 - Moich oczu, właśnie – powtórzyłam za nim, próbując w ogóle na niego nie patrzeć. W końcu się przełamałam. Patrzył na mnie radosnym wzrokiem.
 - Moja kolej?
 - Pewnie – skinął głową, wciąż patrząc na nie w ten sposób.
 - Jeśli mowa o oczach – zaczęłam – Twoje zawsze były innego koloru?
 - Nie – odpowiedział zamyślony, jakby przypominał sobie naszą podróż i wszystko to, co działo się dalej – Były takie same, zmieniły się dwa lata temu.
 - Teraz Ty – powiedziałam.
 - Ulubiony muzyk?
 Kiedy zawiał na nas chłodny wiatr przysunął się do mnie trochę bliżej.
 - Jest ich zbyt wielu i nie potrafię wybrać. Słucham praktycznie wszystkiego – wzruszyłam ramionami.
 To prawda. Kocham wszystkie gatunki muzyki. Jak większość elfów. Jesteśmy bardzo emocjonalną rasą i lubimy wiele rodzajów.
 - Hm, dobra zasada – uśmiechnął się do mnie, tak jak robił to kiedyś.
 - Nie, to nie żadna zasada, lol!
 - Lol? - Zapytał zaciekawiony – LOL?
 - Tak.. To kolokwializm... Coś w stylu „bardzo śmieszne”.
 - No tak, jasne – odparł. I nie trzeba być geniuszem, żeby widzieć, że nie zrozumiał.. - Twoja kolej.
 - Co to za wysoki facet, z którym byłeś wcześniej? - Taaak, musiałam zapytać o Butlera. W końcu sama Holinda nie miała pojęcia, kim on właściwie może być. Musiał być obiektem zainteresowania.  Dlatego zadałam to pytanie.
 - Butler. Jest moim ochroniarzem odkąd tylko się urodziłem. No i od tamtego czasu również najlepszym przyjacielem.
 - To bardzo miłe. Fajnie mieć kogoś tak bliskiego.
 Artemis uśmiechnął się, a na jego białych zębach odbiło się światło księżyca.
 - Tylko czasami jest... Przewrażliwiony na moim punkcie.
 - Na pewno – odpowiedziałam, również szczerząc zęby. Pomyślałam o wszystkich naszych wspólnych przygodach – Jak sądzisz, co teraz chodzi mu po głowie.
 - Nawet nie chcę wiedzieć – zachichotał, a ja poszłam w jego ślady.
 - Twoja kolej – powiedziałam po chwili.
 - Oczywiście... Pamiętasz kiedy nazwałeś Minerwę złą czarownicą z zachodu? - Zapytał.
 - Jasne, że pamiętam – znowu się zaśmiałam. Ona naprawdę jest czarownicą! Nietrudno wyobrazić sobie ją jako złą, manipulującą innymi osobę. O wiele ciężej gdyby miała być kimś miłym...
 - Do kogo z „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” byś mnie porównała?
 Podrapałam się po podbródku. Widziałam ten film tylko raz, kiedy Juliusz nam go włączył. Jeśli dobrze pamiętałam, to były tam tylko trzy lub cztery męskie, odgrywające ważniejszą rolę postacie.  Strach na wróble, Tchórzliwy Lew, Blaszany Drwal i Oz.
 - Na pewno nie strach na wróble – zastanowiłam się – myślę, że jednak masz mózg.
 - Mam taką nadzieję – zachichotał, a ja rzuciłam w niego maliną – kontynuuj – uśmiechnął się.
 To będzie ciężkie. Muszę kierować się tylko tym, co wie o nim Holinda.
 - Nie jesteś również lwem. Nie wydaje mi się, że brak Ci odwagi.
 - Skąd to wiesz? - Dociekał, robiąc wielkie oczy, tak jakbym właśnie popełniła błąd oceniając go. I gdybym go nie znała to pewnie by mnie przekonał.
 - Ocaliłeś dziewczynę z łap faceta-potwora. Później z nią rozmawiałeś, nawet gdyby chciała Cię pobić, albo coś.
 - Nigdy nie pomyślałem o tym, że mogłabyś mi coś zrobić – powiedział z pewnością.
 - Dzięki, staram się być miła. Ale wracając do mojego wyboru...
 - Właśnie... - Westchnął.
 - Blaszany Drwal również odpada.
 Gdyby Ogierek pobrał ten film ponownie, znów moglibyśmy się z tego pośmiać.
 - Och, naprawdę?
 - Oczywiście! Masz tam serce, nawet jeśli myślisz, że tak nie jest.
 Pod nosem wymamrotał coś, czego nie zrozumiałam. Ale nie miałam zamiaru pytać, o co chodziło.
 - Gdybyś go nie miał nie ocaliłbyś dziewczyny, której nie znasz. Nie zatańczyłbyś z nią, i nie wziąłbyś jej do tak specjalnego miejsca jak to, tylko po to, żeby z nią pogadać – zapewniłam go - Ktoś taki nie mógłby w ogóle żyć. No więc? Nie brzmi, jak Ty?
 - Raczej nie – odpowiedział – Są rzeczy, których o mnie nie wiesz.
 Oj, oj mój drogi, i tutaj się mylisz.
 - Artemisie są rzeczy, których nikt nigdy nie będzie o Tobie wiedział. Wszyscy tacy są. I wcale nie jesteś bez serca.
 - Dobrze więc – powiedział, wydawało mi się, że jest trochę weselszy. I oby tak było. Nienawidzę, kiedy jest smutny. - No więc? Kim jestem?
 Znowu zachichotałam na myśl o tym, kim mógłby być.
 - Oz, Toto i szef latających małp.
 - Wspaniały wybór! - Odparł baaardzo sarkastycznym tonem. - No taaak, kto nie chciałby być porównanym do psa lub latającej małpy?
 - Powstrzymałam chęć poprawienia go, że to był szef, a nie zwykła małpa...
 - Nic się nie martw – przestrzegłam go – Nie jesteś ani jednym, ani drugim.
 - Oz? - Zapytał z niedowierzaniem. - Podaj mi jakieś argumenty.
 - No więc... - Zaczęłam. - To zwykły facet, ukryty pod warstwami inteligencji, mądrości, obaw i pewności. Ma sekret, o którym nie może nikomu powiedzieć, ale chciałby, aby ktoś w końcu go odkrył. Daje innym rzeczy, dzięki którym Ci lepiej się czują. Aah, no i lubi mieć władzę, nie żeby coś – skończyłam, puszczając mu oczko.

c.d.n.

4 komentarze:

  1. Huraaaa! Mam nadzieję że szybko napiszesz kolejny rozdział. Weny

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy04 maja, 2017

    Kurczę czekam na c.d. od jakiś czterech miesięcy!! Wszystkie rozdziały są cuuuudne i naprawdę wciągają i cały czas chce więcej. Nadal z wielka niecierpliwością czekam na nexta i sprawdzam czy cos się pojawiło dosłownie codziennie❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy04 maja, 2017

    Kurczę czekam na c.d. od jakiś czterech miesięcy!! Wszystkie rozdziały są cuuuudne i naprawdę wciągają i cały czas chce więcej. Nadal z wielka niecierpliwością czekam na nexta i sprawdzam czy cos się pojawiło dosłownie codziennie❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdziały są naprawdę fantastyczne. Życzę Ci weny i... przetłumacz kolejny rozdział jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!