Obydwoje
odwrócili się, aby zobaczyć, kto przemówił. Dziewczyna wyglądała na
miło zaskoczoną. Nie poświęciłem jej jednak zbyt wiele uwagi, bo
wiedziałem, że to mężczyźnie muszę się przyjrzeć.
- A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia. No cóż, był nieźle wstawiony.
-
Artemis Fowl. - Uśmiechnąłem się szarmancko, a na jego twarzy pojawiło
się zdezorientowanie. No, ale to mnie w ogóle nie zdziwiło. - Nigdy o
mnie nie słyszałeś?
-
I nigdy mnie to nie obchodziło - wzruszył ramionami. Jeśli ignorancja
może być formą rozkoszy i szczęścia, to on był najszczęśliwszym
człowiekiem na świecie.
-
Nieważne. Puść ją - rozkazałem lodowatym tonem głosu. Dziewczyna
spojrzała na mnie z nadzieją w oczach, ale widziałem w nich również
błysk gniewu.
- Nie, ona chce pójść ze mną - odpowiedział, kłamiąc - Czyż nie? - Zapytał, kiedy obejmował ją ramieniem.
Chciałem na niego wrzasnąć, ale wiem, że to pogorszyłoby tylko sprawę.
-
Nie wygląda na to - powiedziałem naspokojnie, jak potrafiłem - Nie ma
tu żadnego większego uczucia, prawda? - Zapytał, patrząć w jej zielone
oczy, jednocześnie prosząc o popracie. Skinęła opornie głową. Z powrotem
na niego zerknąłem. Z pewnością chciał odejść, ale niestety duma mu na
to nie pozwalała. Uznałby to za słabość.
- Jest tylko troszkę nerwowa - skłamał - Jest profesjonalistką.
-
W czym? - Zapytałem, mimo że dobrze znałem odpowiedź. I pozwólcie, że
dodam, ale wcale nie wyglądała na "profesjonalistkę". Wydawała się
przeciętną dziewczyną, która po prostu znalazła się w złej sytuacji.
- Byciu łatwą - powiedział.
W tym momencie dziewczyna wybuchła i wyrzuciła z siebie całą złość:
- Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
Miałem tylko nadzieję, że nie sprawiła tym więcej problemów.
- To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić.
-
Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - odparł. Widziałem, jak dziewczyna
wyciągnęła wolną dłoń, chcąc go uderzyć. Spojrzałem jej w oczy i
pokręciłem głową. Wyglądała opornie i trochę się nadąsała, kiedy
opuściła rękę. Dostrzegłem jednak, że wciąż miała ją zaciśniętą w pięść.
Była bardzo zdeterminowana, musiałem to przyznać. Na szczęście
młodzieniec nie zauważył niczego.
- Puść ją - zażądałem ponownie, jeszcze chłodniej niż przed tem.
- Kto mi rozkaże? - Poczułem alkohol w jego oddechu. Pięknie.
Zdobyłem się na najlepszy wampirzy uśmiech. Męczyła mnie ta dziecinna gierka:
-
Ja - odpowiedziałem i przyjąłem postawę, jakiej nauczył mnie Butler.
Dodawała mi ona siły i uderzenie było zawsze silniejsze. Miałem
nadzieję, że to pomoże. - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię
skrzywdzić.
Ale
on wciąż nie miał zamiaru tego zrobić. Wymamrotał coś pod nosem,
próbując zrozumieć, co mówię i robię. Wciąż ją trzymał, ale popełnił
błąd i lekko rozluźnił uścisk.
To
było wszystko, czego potrzebowała. Wyrwała rękę i posłała go w stronę
stołu. Gdy już leżał wcisnęła obcas buta w jego plecy i pochyliła się w
dół - prosto do jego twarzy. To z pewnością nie mogłobyć miłe.
-
Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle. - Syknęła
głosem, który był tak zimny, że aż chciałem skrzyżować nogi w razie
gdyby miała się odwinąć. - Zrozumiałeś? - Zapytała, chwytając go za
włosy i odciągając jego głowę do tyłu. Była niemożliwa. Silna, straszna i
mądra.
Wyglądał
na to, że stracił zdolność do porozumiewania się. Wtedy zrobił
najgłupszą rzecz, jaką mógł uczynić w tej chwili. Skinął głową, co
musiało nieźle zaboleć. Przy okazji stracił trochę włosów.
-
Dobrze. A teraz się wynoś. - Chyba nie muszę dodawać, że od razu się
posłuchał. Zniknął z jej pola widzenia, jak najszybciej mógł.
Dziewczyna wstała i strzepała włosy z dłoni. Gdy się wyprostowała stała się jeszcze wyższa. Odwróciła się do mnie.
- Holinda Briefs - przedstawiła się, wyciągając niechętnie rękę.
Była
to przyjaciółka Julii. I była dość interesująca. I była tą, dla której
tutaj przyszedłem. I jeszcze tą, którą właśnie uratowałem. To było aż
nazbyt przypadkowe.
-
Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać. Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.-
Powiedziałem, chociaż pewnie nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia.
Ale nie byłem w stanie niczego z tym począć. - Tak więc, wszystko w
porządku?
- Owszem - odparła, jakby rzeczy takie, jak ta przydarzały się jej na
codzień. A w to wątpiłem. Wyglądała na niebezpieczną, ale nie na taką,
która pakowałaby się w kłopoty. Była, no cóż, jak ja. Problemy biegały
za nią, ale nie robiła nic. A może jednak się myliłem - i to kochała? -
Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie.
Schylała się właśnie, aby podnieść stół, ale zrobiłem to za nią.
Postawiłem z powrotem stolik i krzesła, kiedy ona udawała, że ma
"focha":
- I to też mogłam zrobić - burknęła. Chyba nie pomyślała sobie, że mogła wydaćsię słaba? Bo na pewno nie o to chodziło.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałem, unosząc ulegle ręce do góry - Byłem po prostu pomocny.
- Nieważne - skrzyżowała ręce, chociaż wydawało się, że trochę się zrelaksowała.\
- Na pewno wszystko ok?
- Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie. - W jej oczach dostrzegłem błysk, kiedy kładła dłonie na biodrach.
- Przepraszam - powiedziałem, starając się nie zaśmiać - Może chcesz się drinka?
I nie, nie chciałem jej upić. Po prostu wyglądała tak, jakby chciała się napić.
- Nie. Nie piję alkoholu.
To
trochę zbiło mnie z tropu. Nie oczekiwałem, że będzie alkoholiczką.
Była na to zbyt elegancka. Ale większość ludzi uważa to za formę
rozrywki i dobrej zabawy. Następny punkt na liście o jej odróżnieniu od
innych, których znałem.
- Więc co pijesz w miejscach takich, jak to?
- Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przyznała i ponownie mnie zaskoczyła - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.
- Lubisz? - Zapytałem.
- Tak - starałem się zignorować tą banalną odpowiedź i głupio tego nie skometnować. I udało się.
- Usiądź, zaraz wrócę.
Ponownie założyła ręce na biodra i zawiesiła na mnie wzrok.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
Wow, wszystkie kobiety tak trudno rozgryźć?
-
Proszę? - Zapytałem najabrdziej przyjaznym głosem, na jaki było mnie
stać. Nie wiem dlaczego, ale chciałem z nią porozmawiać. Po prostu
musiałem dowiedzieć się o niej więcej. I sądziłem, że zwykła rozmowa
dostarczy mi najwięcej informacji.
- Ok - odburknęła - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
- Oczywiście. Po prostu bądź tu, kiedy przyjdę.
Ruszyłem w stronę baru. Barman o blond włosach wykonywał swoje obowiązki. Przełknąłem dumę i wcisnąłem się bez kolejki.
- Czy zechciałby Pan coś do picia? - Zapytał.
- Tak, dwa soki żurawinowe bez alkoholu.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, kiedy je przygotowywał:
-
Proszę bardzo - powiedział, popychając je w moją stronę. Zapłaciłem mu i
wróciłem do stołu. Byłem zaskoczony, że Holinda nadal tutaj była.
Usiadłem naprzeciwko niej i posunąłem szklankę po stole.
- Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
Zaśmiała się:
- Na Twoje szczęście - zachichotała - Hm, co to jest?
- Bezalkoholowy drink żurawinowy.
Spojrzała na drinka i wyglądało na to, że naprawdę chce go spróbować:
- Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu?
To było dziwne, ale mimo wszystko nie czułem się sfrustrowany. W sumie nawet dobrze się bawiłem.
- Słowo harcerza - odparłem, przykładając dłoń do serca.
Zaśmiała się ponownie, biorąc szklankę do góry.
- Nie wyglądasz na takiego.
No cóż, była inteligentną obserwatorką.
Ja
również zacząłem się śmiać, ale z powodu tego, że wpadło mi do głowy,
że jest do mnie bardzo podobna. Wydawało mi się, że znamy się nie od
dzisiaj.
- Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
-
Jestem zaskoczona - uđmiechnęła się, wiedziałem, o co chodzi - Przebywałeś odcięty, ale
byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie -
Nawet jeśli nie było to zbyt ładne stwierdzenie, zdawałem sobie sprawę o czym mowa. Podsumowała właśnie moje dzieciństwo.
- W zasadzie... Tak - powiedziałem - Pij.
Wescthnęła i zrobiła ogromne show, podnosząc szklankę do ust. Wzięła łyka i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Mhm, jest pyszne. Z czego jest?
- Po pierwsze: powiedziałem Ci już - nie mogłem się powstrzymać, aby nie zatriumfować.
- Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda? - Pochyliła się lekko do przodu.
- Tak. I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
- I wiesz to skąd...?
- Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
O
nie. Uświadomiłem sobie, co właśnie powiedziałem. Holly. To twoja wina
Butler. Przez niego o niej myślałem i nazwałem tak Holindę. O ile wiem,
to jeden z tych najgorszych faux pas'ów (fałszywych kroków), które
mężczyzna może uczynić kobiecie.
Holinda wyglądała na bardzo zdziwioną. Ale było coś jeszcze. Coś czego nie umiałem rozszyfrować.
-
Wow - odparła - Kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem? -
Wyglądała na zainteresowaną, nie na złą, jak mogłoby się wydawać.
-
Wybacz - odpowiedziałem zdezorientowany; zazwyczaj nie popełniam
błędów. Chociaż ostatnimi czasy zdarzało się to coraz częściej - Holly
jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
I
naprawdę tak było. Widziałem wiele podobieństw w tej dziewczynie, co do
Holly. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale wiedziałem, że jest w niej
coś, czego muszę się dowiedzieć, i co to wszystko wyjaśni.
- Naprawdę?
- Tak. - Zaśmiałem się. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolą.
To
prawda. Jeśli Holly kiedykolwiek poznałaby Holindę wzięłaby ją za swoją
nową najlepszą przyjaciółkę... A może odebrałaby to jako wyzwanie.
-
Prawda. Nie brzmi źle. - Na te słowa lekko się uśmiechnąłem. Nie miała
pojęcia, jak bardzo Holly była "interesująca". - Czy jest tutaj?
-
Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często. -
Jeden z tych smutnych faktów, do których musiałem przywyknąć.
Posiadanie przyjaciela, który jest innej rasy i mieszka pod powierzchnią
ziemi... jest trudne, i tak czy siak, dość nieopłacalne.
-
To smutne... - Odpowiedziała. Widziałem, że naprawdę to poczuła. Że
obchodziło ją to, że tęskniłem za moją przyjaciółką, a ona chciała jakoś
załagodzić.
-
Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - zzruszyłem
ramionami, jakby to nie było nic takiego. Chociaż prawdę mówiąc,
dzwonienie do siebie nie było wystarczającą rzeczą.
- Oczywiście -
uśmiechnęła się w sposób, że wiedziałem, że mi nie wierzy. Nieźle, to
pokazało, że jest bardzo inteligentna. - Tak więc... Myśle, że powinnam
Ci podziękować.
- Mi? Za co? - Zapytałem zdezorientowany.
- Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - zniżyła wzrok z zażenowaniem.
- W porządku - uśmiechnąłem się. - Wygladałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
-
Nawet nie wiesz jak - powiedziała to w sposób, że już sam nie
wiedziałem, jak mam to zinterpretować. Myślałem, w jaki jeszcze inny
sposób mogła potrzebować "wybawcy". Wyglądała na dość kompetentną do
wyciągania siebie i całego świata z opresji.
Zdecydowałem się na zmianę tematu:
- Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.
- Co masz na myśli? - Zażądała ze złością w głosie. Ale latwo było rozpoznać, że tylko udawała. Raczej polubiła się tak bawić. - Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem.
- Bo byłam - przyznała - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
- Rozumiem, ale to nie jest powód... To nie była Twoja... - Zacząłem, ale ona mi ucięła.
-
Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany. -
Wiedziałem, że mogę powiedzieć jej wiele różnych rzeczy; że czasem
ciężko jest rozpoznać, że ktoś coś wypił, ale wydawało mi się, że ona i
tak wie.
- Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
To znów ją rozśmieszyło.
- Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
Chciałem powiedzieć, że wcale nie zawróciła mi tym głowy, ale to brzmiało by zbyt łatwo.
- Nie ma problemu.
Przez kilka chwil nic nie mówiliśmy, aż w końcu zaczęła na nowo:
- Mogę zadać Ci pytanie?
- Pewnie. - Zgodziłem się, będąc ciekawym.
- Dlaczego tu przyszedłeś? - Spytała. - Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy.
Zarumieniłem
się i niespokojnie się poruszyłem. Przecież nie powiem jej, że
przyszedłem tutaj, aby ją poznać. Ale musiałem to zrobić. Na Fronda.
Dostałem tyle lekcji na temat i przez kłamanie.
- Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
- Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawda?
- Nie - przyznałem.
- Więc dlaczego mi pomogłeś?
Zaśmmiałem
się. Wydawało jej się, ze jestem zimny i bez serca? Albo po prostu
ludzie tacy byli? Jest tak wiele rzeczy, których musiałem się o niej
dowiedzieć.
- Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
- Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Chciała mi dociąć. - Chronisz kobitki przez złymi typami?
Musiałem
się uśmiechnąć. Pomyślała, że jestem bohaterem. Jeśli znałaby mnie jako
osobę, jaką byłem... Raczej nie pomyślałaby w ten sposób. Wręcz
przeciwnie.
- Coś w tym stylu.
-
Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - oznajmiła. Poczułem się
wspaniale. To miło, że ktoś oprócz mojej rodziny i przyjaciół ma o mnie
dobrą opinię.
Uśmiechnęliśmy się. Holinda lekko się nachyliła.
- Wiedziałam! - Zapiszczał znany mi głos, rujnując całą sytuację. - Próbujesz odbić mi Artiego!
Cześć,
Wilhelm z tej strony.;-) Dodaję notkę za Some, jako iż znalazła się w
ciężkiej sytuacji. Prawdopodobnie wróci z początkiem września;-)
Poprawiłem też błędy w poprzedniej części, bo było ich, oj!, niemało:-D
No
i naprawdę piszcie o błędach, choćby w wiadomościach prywatnych, bo
oboje jesteśmy ślepi, poza tym każde słowo podkreśla nam na czerwono, a
lenistwo nas przezwycięża i nie chce nam się zmieniać języka
przeglądarki:-D
Miło też widzieć, że troszku Was tutaj przybyło, witam Was gorrrąco:-)
Może jeszcze w któryś dzień coś wpadnie, bo w końcu, po roku stażu dostaję wolne, jako normalny pracownik, uff:-D
Pozdrawiam cieplutko:-)
Ps.
Chciałbym zapytać, czy u Was szablon bloga też dzieli notki na kilka
części i niektóre zdania zlewają się w jedno? Bo wiem, że to utrudnia
czytanie, a chcielibyśmy jak najlepiej:-)
Iii, nie denerwuje Was to, że te kwestie się powtarzają, zamienia się tylko punkt widzenia?
Mam nadzieję że szybko będą pojawiały się następne części.
OdpowiedzUsuńSuper opko :-) Kiedy next ?
OdpowiedzUsuńBardzo fajne ale to fakt, że troche denerwuje to że kwestie się powtarzają
OdpowiedzUsuńWstawiajcie częściej
OdpowiedzUsuńWstawiajcie częściej
OdpowiedzUsuńDzióbki moje, ja bym tego pragnęła, ale prawda jest taka, że na razie nie mam czasu i po prostu czekam na dłuższe wolne, żeby przysiąść i znowu więcej potłumaczyć, a potem wstawiać przez jakiś okres... Po prostu brak, albo szkoła, albo szpital i tak wkółko. Chciałam ostatnio DOKOŃCZYĆ tłumaczenie następnej części, bo została 1/3 tekstu, i skończyło się tak, że obudzono mnie 10,5 godziny później, śpiącą z laptopem. Więc błagam, bądźcie cierpliwi. Chociaż do tego 30, bo wtedy coś na pewno wstawię, obiecuję!
OdpowiedzUsuńNotka dziś wieczór, obserwujcie:)))o
OdpowiedzUsuń