Rozdział 15 'Przybycie: Holly i Julia' część 3


Szczęka mi opadła. Nigdy nie wyobrażałam sobie takiej sytuacji. Sądziłam, że zapyta o coś na tyle demoralizującego, zboczonego, że będę musiała go uderzyć. I wciąż miałam otwarte usta. Gdyby Arty tu był na pewno powiedziałby coś o wlatywaniu much do otawrtej buzi...
Z wysiłkiem zdołałam powiedzieć:
 - Co?
 - Spotkamy się? - Zapytał z wolna, naciskając na każde słowo. Czułam się, jakbym ciągle była pytana o to samo. Najpierw Kłopot, teraz Adonis. Znałam Kłopota bardzo długo, więc było to bardziej zrozumiałe (ale wciąż dziwne!). Ale ten przypadkowy chłopak był jeszcze bardziej dziwaczny!
 - Przepraszam, ale nie mogę.
 - Dlaczego nie? - Zażądał wyjaśnienia.
 - Słuchaj, to nie przez Ciebie. Moja wina - drgnęłam, kiedy uświadomiłam sobie, co tak naprawdę powiedziałam. Poczułam się źle, ale to była prawda!
 - Taak? Nigdy nie słyszałem takiej wymówki -  przyglądałam się, jak jego twarz traci wyraz. To było okropne, ale naprawdę nie mogłam się z nim spotykać.
 - Poważnie. Nie jestem stąd, a to stawiałoby przeszkody na drodze w umawianiu się.
 - Skąd jesteś? - Zapytał z zaciekawieniem.
 - Z południa - pomachałam ręką - Jestem tutaj tylko dlatego, że Julia za mną bardzo tęskniła.
 - Więc, jak często bywasz w Dublinie? - Zapytał, wciąż mając nadzieję. Nie rozumiałam, dlaczego nie chciał odpuścić. W wielu przypadkach upartość była by wynagrodzona. Ale w tym momencie to może go zaboleć bardziej niż pomóc.
 - Nie często. Zwyczajowo raz na dwa lata więc nie ma możliwości spotykania się z kimkolwiek.
 - No dobrze - przyznał - Ale chcę zapłacić za wasze wejście.
 Spojrzałam na niego zdezorientowana. Nie rozumiem. Ludzie raczej nie pozostają mili, kiedy są odrzucani.
 - Jesteś pewny? - Zapytałam sceptycznie.
 - Proszę?
 - Okej - zgodziłam się, trochę z obrazą w głosie, ale po chwili wyraz mojej twarzy złagodniał - Dziękuję.
 - Witajcie w Phenomenie - powiedział, odpinająć czerwoną, welurową linę, wpuszczając nas do środka - Mam nadzieję, że choć trochę będziecie zaskoczone.
  Uśmiechnęłam się przelotnie. Adonis znowu obdarzył mnie swoim białym uśmiechem i odwrócił się:
 - Musze wracać do pracy, ale zobaczymy się, kiedy będziecie wychodzić.
 Zrobił więc to, co musiał. Julia z kolei wzięła mnie pod rękę i wprowadziła do klubu.
 Wyglądało na to, że pomieszczenie, do którego weszłyśmy było utrzymane w kolorach szarych czarnych i białych. A mała przestrzeń mowiła, że to hol albo  coś w tym stylu. O ile w klubie mógłbyć przedsionek. Może było to miejsce, w którym ludzie odbierali  lub jakoś tak... Julia przeprowadziła mnie przez stalowe drzwi. A gdy tylko stanęły one otworem, ściana dźwięku uderzyła prosto we mnie.
 - Idziemy - powiedziała Julia, wpychając mnie do środka.
 Klub był jednym ogromnym pomieszczeniem. Był tutaj ogromny parkiet, który zajmował połowę całego miejsca. Był zajęty przez mnóstwo par tańczących na nim. Chociaż bliżej było temu do skakania i trzepania się. Rozjerzałam się ponownie, spoglądając na ściany. Były czarno białe, w kropki, które bardziej przypominały gwiazdki. Poruszające się światła rozświetlały wszystko, na co natrafiły. W końcu, znalazł się i bar, który zajmował inny kąt pomieszczenia. W pozostałych miejscach porozstawiane były stoły i krzesła, które były srebrne i metalowe (i wysokie!). Każdy stoliczek był nakryty świeczką. Na pewno chodziło o stworzenie atmosfery bliskości. Najczęściej stały tylko dwa siedzenia na przeciwko siebie. A największe stoły miały po pięć miejsc wokół. Wyglądały bardziej... surrealistycznie. Poczułam się swobodniej, ale nie wiedziałam dlaczego. Nie miało to sensu, ale o czymś mi przypominało. O czymś, co powinnam pamiętać.
 - Łał - wyszeptałam, rozglądając się w zachwyceniu.
 - Taaa - Julia wzruszyła ramionami, jakby nic nie robiło na niej wrażenia - Zawsze jest tak za pierwszy razem.
 - Chodź, zaklepiemy sobie miejsce - powiedziałam, ciągnąc ją w stronę stołów. Usiadła naprzeciwko mnie.
 - Więc? - Zapytała.
 - Jest świetnie - odrzekłam z rozdziawioną buzią. Nagłośnienie było perfekcyjne. Kiedy bylam w pewnym klubie (Pixiedust) były tam z tym naprawdę poważne problemy. Muzyka była zbyt głośna, aby rozmawiać i zbyt stonowana, aby poczu prawdziwą atmosferę. A tutaj było idealnie. Nie mogłam nic na to poradzić, ale sie zaśmiałam. To pierwszy raz, kiedy ludzie robią coś w odpowiedni sposób.
 - Co pijesz? - Spytała Julia - Ja stawiam.
 - Nie mogę pić alkoholu - odparłam.
 - Dlaczego? Definitywnie masz więcej niż 21 lat.
 Na moich ustach wykwitł uśmiech. Będąc elfem, miałam około 80 lat, ale teraz... 23 lub 24.
 - Tak. Ale nie możemy się z wami upijać. Tak mówi Księga, odpowiednik waszej Biblii. Jeśli to zrobimy, nie będziemy mogli być dłużej wróżkami.
 - Więc nie możesz pić...? - Spytała zaniepokojona.
 - Nie z ludźmi - mrugnęłam, a ona posłała mi gniewne spojrzenie.
 - To co weźmiesz w takim razie?
 - Hm... Sok lub wodę - odpowiedziałam. Przemyślałam to. Picie wody mogłob wyglądać naprawdę głupio  - Jakie soki tutaj mają?
 - Lubisz żurawinę? - Dopytywała - Jestem pewna, że mają tutaj tego pełno.
 Moje uszy zaczęły mrowieć.
 - Tak, uwielbiam sok żurawinowy! Ale upewnij się, ze nie ma w nim ani grama alkoholu.
 - Oczywiście - zapewniła, wstała i ruszyla do baru - Możesz mi zaufać.
 Kiedy Julia zniknęła, teraz dokładnie widziałam drzwi. Niestety, własnie przechodziła przez nie osoba, która nie znajdowała się na liście ludzi, których lubiałam. Rozejrzała się po pokoju i wiedziałam, że juz mnie znalazła. Na jej ustach zawitał ironiczny uśmieszek.


2 komentarze:

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!