Rozdział 16 'Potyczka'

 Więc tak - błagam nie męczcie mnie, żebym tłumaczyła szybciej - ja naprawdę nie mam tyle czasu :s Ah no i w tym rozdziale jest trochę takich... niemiłych słów, więc proszę... Uważajcie :v and dont blame me about it :)

- Holinda - zapiszczała Minerwa, gdy objęła mnie wzrokiem.
 Zareagowałam podobnie. Miała na sobie ciemnoniebieską mini dopasowaną z jasnoniebieskim podkoszulkiem, obszytym białą koronką. Na górze narzucone miała bolerko. który był identyczny w porównaniu do mojego, jeżeli chodzi o model. Na nogach włożone miała czarne buty sięgające łydek. Niebieskie skarpety w paski wystawały poza nie. Jej kręcone włosy były tak dziko roztrzepane, że wyglądały, jakby dopiero co wyszła z łóżka (znając ją to bardzo możliwe). Miała też niewielką niebieską opaskę, która przytrzymywała jej grzywkę w odpowiednim miejscu. Innymi słowy wyglądała jak chcę-być-super-laską.
 - Minerwa - skinęłam głową. Jeśli ona mogła udawać normalna osobę, to i ja mogłam. Ale nie przełamię pierwszych lodów.
 - Mogę usiąść?
 - Nikt Ci nie broni - wzruszyłam ramionami. Raz coś się wygrywa, raz coś się przegrywa.
 Wyglądała na lekko zaskoczoną. Usiadła, a wtedy cała uprzejmość zniknęła.
 - Czego chcesz? - Zapytałam i splotłam palce, patrząc na nią jakby chciała ją zabić.
 - Rozumiem, że chcesz pominąć bycie miłym i przejść do sedna sprawy.
 Znowu wzruszyłam ramionami:
 - Raczej nie mam ochoty siedzieć tu i patrzeć, jak próbujesz się podlizywać.
 - Okej - odparła, jakby nie oczekiwała niczego więcej. A może właśnie tak było. W końcu była geniuszem i każdy idiota zrozumiałby jak bardzo jej nienawidzę - Od czego powinnyśmy zacząć?
 - Czego chcesz? - Spytałam ponownie.
 - Tak bardzo mnie naprowadzasz... - Mruknęła do siebie - Jesteś Amerykanką? - Wiedziałam o co jej chodzi. Amerykanie są na ogół otwarci i uparci, i nie wstydzą się mówić o tym, co czują. I mimo że nie jestem Amerykanką dzielę z nimi kilka wspólnych cech.
 - Nieważne, kim jestem. Odpowiedz na pytanie.
 - Dobrze. Próbowałam być miła - powiedziałam napuszona, a ja uniosłam brwi. Ten błotniak był totalnym przeciwieństwem miłej osoby i wiedziałam to bardzo dobrze z własnego doświadczenia. W ogóle nie była ak Arty. On od zawsze ma w sobie jakieś dobre, które tylko potrzebuje się uwolnić. U Minerwy tego brakowało. Nie chce się zmienić i nigdy nie chciała - Wszystko, czego chcę to dać Ci ostrzeżenie.
 - Ostrzeżenie? O czym chcesz mnie ostrzegać? - Zapytałam, mimo że doskonale wiedziała. Czułam, że złość we mnie wzrasta.
 - Zostaw Artiego. Jest moim chłopakiem i nigdy nie zechciałby takiej biednej dziwki, jak Ty. Więc pozwól, że powtórzę jeszcze raz: ON JEST MÓJ. WIĘC SIĘ ODCZEP DO CHOLERY!
 Zanim pomyślałam, co robię wyskoczyłam do góry przewracając krzesło, na którym siedziałam. Upadło na ziemię, ale to nic. To mnie nie zatrzyma. Zrobiłam się chyba czerwona. Ale musiałam powiedzieć, to czego chciałam:
 - Posłuchaj suko, lepiej zastanów się, jak do mnie mówisz. Nie znam "Artiego", jak go nazywasz, ale jeśli jesteś jego dziewczyną to nie może być TAK mądry, jak wszyscy mówią. I kogo nazywasz biedną dziwką? Nie możesz nazywać nikogo prostytutką. To Twoja działka. Jesteś droższa niż wszystko, co masz. A jeśli nie ogarniasz, co mam na myśli to pozwól mi wyjaśnić: ZOSTAW MNIE W SPOKOJU. "ODCZEP SIĘ DO CHOLERY"!
 Minerwa wyglądała na trochę przestraszoną, ale otworzyła usta, żeby to skomentować. Jednak zanim cokolwiek powiedziała, poczułam rękę na moim ramieniu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Shry.
 - Hej, spokojnie - powiedziała, mimo, ze jej głoś wcale nie był ostrzegawczy - Głęboki oddech, dziewczęta.
 Zrobiłam tak, jak zasugerowała (nie pomogło), ale Minerwa stała nadal w rozkroku (chyba była przyzwyczajona), bardzo spięta. Dłonie miała zaciśnięte w pięści, ciało napięte. Poza atakującego. Było prawie perfekcyjnie, ale widziałam kilka błędów, które mogłabym wykorzystać i zadać osłabiający cios. Poradziłabym sobie z nią.
 - Minerwa, uspokój się. Teraz - powiedziała, lecz blondynka ją zignorowała.
 - Jesteś jej przyjaciółką, Shry? - Zapytała, jakby to było najgorsze przestępstwo. A może jest - Wychodzisz z tą zdzirą?
 - Minerwo, jesteś geniuszem - zaczęła ją besztać - Zachowuj się, jak przystało. Pomyśl o tym przez chwilę. Jak można dojść do takiej absurdalnej konkluzji? Wiesz, że Artemis nie będzie kontrolowany. Jeśli jest Twój - nie masz się o co martwić. Z drugiej strony - on nawet jej nie spotkał i wiesz, jak ciężko mu się dogadywać z ludźmi. Więc błagam, odejdź.
 Widziałam, że to robi na niej wrażenie, ale nie chciała wydać się słaba (zbyt późno).
 - Dlaczego?
 - Może dlatego, że Holinda potrafi być naprawdę niebezpieczna. Czarny pas w karate, taekwondo i innych stylach, które nie mają nawet odpowiedniej nazwy.
 Otwarłam usta ze zdziwienia. Miała bardzo dużo racji. SKR musiało trenować rzeczy tego typu. Ostatnio nawet wzięłam się za Qwan.
 Uśmiech znikł z twarzy Minerwy, za to ja przybrałam mój najlepszy, ustawiając się w pozycji bojowej. Wtedy ona szybko się odwróciła i odeszła dumnym krokiem.
 - Skąd wiedziałaś? - Zapytała trochę ostro.
 - Uspokój się Holinda. Masz doskonale napięte ciało a pozycja bojowa wskazuje na zmiksowanie kilku stylów walki, których sama próbowałam lub o nich czytałam. Wiesz - muszę znać ludzi. W końcu jestem geniuszem-sklepikarzem! A to naprawdę ważne, aby wiedzieć wiele o człowieku.
 Rozluźniłam ramiona i odpowiedziałam:
 - Nie lubię tej dziewczyny.
 - Rozumiem o co chodzi. Potrafi być taka pyszna.
 - I zdzirowata - dodałam.
 - I zdzirowata - zgodziła się - Swoją drogą, dobrze wyglądasz.
 Objęłam ją wzrokiem od dołu do góry po raz pierwszy. Nosiła krótką spódniczkę, która była jednak trochę dłuższa niż wszystkie, które dzisiaj widziałam. Była czarna i opływająca jej uda. Jej bluzka była pokryta czerwonymi cekinami. Miała również włożony mały, czarny krawacik, stworzony specjalnie dla dziewczyn. I wyglądał naprawdę nieźle. Włożyła również czarną, skórzaną kurtkę z 3/4 rękawa. Miała też czarne, lśniące buty z dopasowanymi czerwonymi cekinami na wykończeniu.
Wow, wszyscy się tak ubierają?
 - Dzięki, Ty też.
 - Plus bycia właścicielem własnego sklepu - uśmiechnęła się - Chodź do baru.
 - Co? Dlaczego? - Zapytałam. Julia właśnie zamawia drinki.
 - Powiedziałam Mackenzie, że właśnie tam się spotkamy - powiedziała, podnosząc krzesło do góry. Całkowicie o tym zapomniałam. Miałam pstro w myślach.
 - No dobra - odparłam, po czym ruszyłyśmy w tamtą stronę. Byłyśmy zatrzymywane przez mężczyzn, którzy pytali, czy nie chcemy się z nimi napić. Cierpliwie odmawiałyśmy, ale w końcu zaczęło mnie to drażnić. Wszyscy Ci faceci chcieli po prostu się do nas dobrać poprzez brak zahamowań po alkoholu. Dlatego właśnie Mały Lud nie może pić z nimi.
 Pierwszą osobą, którą zobaczyłam przy barze była Julia. Gorliwie rozmawiała z barmanem. Wyglądał na miłego, zagubionego szczeniaczka. Wielkie niebieskie oczy, rozbiegany wzrok, luźno wiszące włosy. Tak, zdecydowanie szczeniak. Usiadłyśmy z Shry koło Julii, która przystępowała do zamawiania swojego truskawkowego daiquiri i mojego żurawinowego soku. Po chwili barman podał je Julii, a ona posunęła mój po blacie. Shry zamówiła to samo, co ja. Spojrzałam na nią pytająco. Większość ludzi w jej wieku uwielbia pić i być pijanym. Nie żebym kogoś osądzała...
 - Nie lubię być wstawiona, kiedy wokół tyle napalonych piesków... - Skomentowała, kiedy ją o to zapytałam. Spojrzałam na nią i od razu wiedziałam, że coś ukrywa. A ja musiałam się dowiedzieć co.
 Zaśmiała się, chcąc dowiedzieć się jaka jest MOJA wymówka.
 - Po prostu nie piję - wzruszyłam ramionami.
 - To dobrze - uśmiechnęła się, kiedy Julia kończyła rozmowę z barmanem, ale mogłam się założyć, że mi nie wierzy.
 Julia odwróciła się do nas, szczerząc zęby.
 - Co tam u was?
 - Nic - odparłam.
 - Minerwa - dodała Shry.
 - Łoooł. Co zrobiła? - Zapytała Julia, spoglądając na mnie jakby oczekiwała zobaczyć krew na moich rękach lub kręcone włosy pomiędzy palcami. Trochę mnie to zabolało. Minerwa, praktycznie biorąc, była jeszcze dzieckiem. A ja takowego nigdy bym nie skrzywdziła. Nawet jeśli by zasługiwało.
 - Więc... Przyszła ostrzec Holindę, aby trzymała sie z dala od Artemisa. Co jest niedorzeczne, ponieważ nigdy się nie spotkali.
 Julia zwróciła wzrok na mnie. Wskazówka.
 - I ona jest geniuszem? - Zachichotała i po chwili uświadomiła sobie, że przerwała Shry - Sorki. Kontynuuj.
 - Tak czy siak. Była chwilowa "spina". A kiedy już przeradzała się w bójkę, wkroczyłam pomiędzy nie i uspokoiłam.
 - Artemis zakocha się w tym, kiedy to usłyszy - zarechotała - Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć jego minę.
 Miała rację. Na pewno będzie się śmiać. Prawie było warto rozmawiać z Minerwą. Prawie.
 - Chciałam mu powiedzieć - Shry uśmiechnęła się. Zgaduję, że jest typem osoby, która uwielbia wprawiać ludzi w zakłopotanie. To jedna z tych rzeczy, które w niej lubię, i jestem pewna, że Arty również.
 - Słuc...? - Zaczęła Julia, ale zatrzymała się w połowie słowa. Patrzyła przed siebie z otwartymi ustami, a jej oczy błyszczały.
 - Halo? - Powiedziałam, machając dłonią przed jej twarzą. Odwróciłam się do Shry - Co z nią?
Shry była geniuszem. Jeśli ktoś wiedział o co chodzi, to ona.
 - Czy to nie oczywiste? - Zapytała - Spójrz tam - powędrowałam więc wzrokiem w miejsce, które wskazywała Shry. Emory stał na jednym ze stołów.
 - Weź się w garść - przewróciłam oczami.
 Julia otrząsnęła się ze swoich myśli.
 - Wybaczcie, chyba odleciałam - przyznała z zakłopotaniem.
 - Kto może Cię za to winić? - Zażartowała Shry.
 - Winić? Kogo? Za co? - Zapytał pewien sopran.
 - Skąd się tu wzięłaś Mackenzie? - Zapytała Shry.
 - Z niedaleka - wzruszyła ramionami, wydając się całkiem odmienną od tej cichej dziewczyny, którą dziś spotkałam - Chłopaki właśnie parkują. Chyba nie zostaną z nami na długo.
 - No cóż, będziemy musiały zająć się same sobą - Julia uśmiechnęła się niestosownie.
 - Niee - powiedziałam, kręcąc głową. Każdy plan Julii jest dla mnie ZŁY.
 - Dlaczego nie?
 - Twoje pomysły wprowadzają ludzi, znaczy nas, w kłopoty.
 - Nieprawda. Podaj chociaż jeden przykład.
 Znałam ich tysiące. Prościej byłoby znaleźć taki, kiedy nie wpakowała nas w żaden szit.
 Shry nas obserwowała. Wyglądało to tak jakby rozgrywała jakąś intelektualną gierkę (albo ping-pong). W końcu nam przerwała:
 - Dość Julio. Holinda ma rację - odparła, a ja ironicznie się uśmiechnęłam - Ale z drugiej strony, Holindo, przyszłyśmy się tu bawić, a to zawsze oznacza choć trochę kłopotów.
 - No dobra! - Westchnęłam - Ale co może być większą zabawą niż obserwowanie pijanej Julii?
 - Hej! - Pisnęła Julia, a wtedy ja, Shry i Mackenzie zaśmiałyśmy się - Naprawdę mój pomysł nie jest taki zły - dodała.
 - Czyli? - Zapytałam.
 - Chodźmy tańczyć!

Ps. Ułatwiony został odczyt postów na urządzeniach mobilnych, na których przedtem nie było widać tekstu :) Albo mam spieprzony telefon:f

2 komentarze:

  1. Możesz dodawać chociaż raz na miesiąc?

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, czekam i czekam, a tu nic nowego! Dwa miesiące powoli mijają!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!