- Arty, przyjdź tutaj! – krzyknął. Tata nigdy
nie zwracał się do mnie w ten sposób, ale chodziło o poważną sprawę. Jest
bardzo radosny i przepełniony żartami, szczególnie, kiedy spędza czas z
bliźniakami. To znaczyło, że lepiej będzie, jeśli pójdę z nim pogadać. Z resztą
musiałem też zapytać go o pozwolenie na wyjazd.
- Już idę tato.
Zszedłem po schodach w dół, sądząc, że znajdę
mojego ojca w jego gabinecie. Było to miejsce, gdzie zazwyczaj rozmawialiśmy na
ważne tematy, ale tata się zmienił. I nie było go tutaj.
- Jestem tutaj, Arty – z jadalni dobiegł mnie
jego głos.
Ojciec nie siedział na czele stołu1,
a po prawej stronie; nie tak, jak myślałem. Gestem ręki wskazał mi miejsce
naprzeciwko siebie. Oczywiście, zająłem je. Domyślam się, że wybrał takie
rozmieszczenie, aby odczytywać funkcję fatyczną2. Przecież wiedział,
że jestem w stanie ukryć je z łatwością.
- Arty, z pewnością wiesz, o czym chcę z Tobą
porozmawiać.
- Nie, tato, nie wiem – skłamałem niewinnym
tonem.
- Kłamca – zaśmiał się – Martwimy się o Ciebie
z mamą.
- Ojcze, zapewniam Cię, że nie ma się… -
zacząłem, ale Artemis Senior mi przerwał. Wszyscy to dziś robili. I było to
bardzo denerwujące. Chciałbym w końcu
dokończyć jakieś zdanie.
- Nie, Artemisie, jest taka rzecz, o którą się
martwimy. Dwa słowa: Relacje międzyludzkie.
O nie, znowu to samo. Ostatnio moi rodzice
zbyt często wpychali nos w moje prywatne życie. I kochają wnikać w każdy jego
szczegół. To znaczy, nie aż tak głęboko. Najczęściej rozprawiali o tym, że nie
mam dziewczyny. Nie żeby tutaj jakakolwiek była, która przyciągnęłaby moją
uwagę na dłużej. Komunikacja ze społeczeństwem... Jakby rzeczywiście ona mnie
obchodziła.
- Jestem bardzo dobry w takowych relacjach –
uśmiechnąłem się, mając nadzieję, że rozmowa na ten temat się skończy.
Oczywiście, nic takiego się nie stało.
Fowlowie nigdy nie zaprzestają. Zazwyczaj podziwiam tą cechę, ale teraz
ojciec mógłby sobie odpuścić.
- Arty, jak wielu masz przyjaciół? – zapytał,
krzyżując ramiona. Nie mogłem nic na to poradzić, ale przed oczami pojawił mi
się obraz tego, jak robiła to Holly. D’Arvit! Skup się!
- Ojcze, mam mnóstwo przyjaciół.
Hm, ‘mnóstwo’ można interpretować na wiele
sposobów. ‘Mnóstwo’ aspołecznych przyjaciół, kryminalistów; powinienem być
bardziej szczery, jako geniusz.
- Wymień trzech – powiedział z zadowalającym
uśmiechem. Z moim uśmiechem. Myślał, że mnie ma.
- Butler, Julia i Minerwa.
- Wiem, że z Butlerem jesteście sobie bardzo
bliscy, ale nie jestem pewny, co do tego, czy może być Twoim bardzo bliskim
przyjacielem. Takie osoby są raczej… W podobnym wieku.
- Wręcz przeciwnie, ojcze. Napisałem artykuł
o… - zacząłem, czując, że ponownie nie dokończę zdania. I miałem rację.
- Czy kiedykolwiek zwierzyłeś się Julii lub
Minerwie? – zapytał.
Nie, nie zrobiłem tego. Swoje sprawy
zatrzymuję dla siebie. Nie jestem wylewny (emocjonalny), więc nie dzielę się z
nikim moimi przeżyciami. Milczałem. A to milczenie było wystraczającą
odpowiedzią dla ojca.
- To właśnie robią przyjaciele, synu –
wypomniał mi, a jego oczy były zatrwożone.
- Skoro tak, mam takiego przyjaciela –
powiedziałem, myśląc o elfce – Holly.
- Nigdy o niej nie słyszałem – powiedział.
Pewnie myślał, że powstała w mojej wyobraźni. Z resztą tak zachował by się każdy
człowiek, kiedy zacząłbym opowiadać o moich przyjaciołach – wróżkach.
- Mieszka bardzo daleko – odparłem.
- Czy kiedykolwiek się jej zwierzyłeś? –
zapytał.
- Jak nikomu – odpowiedziałem szczerze.
- Hm, może kiedyś będzie możliwość, abym ją
poznał… - skinął głową i pewnie zaczął sobie wyobrażać, jak może wyglądać.
- Może – mruknąłem. Chociaż raczej było to
nieprawdopodobne.
- Ale Arty, jeden przyjaciel to zbyt mało… -
powiedział, podkreślając każde słowo uderzeniem pięści w stół.
- Tak, oczywiście, w najbliższej przyszłości –
przytaknąłem i wstałem, aby wyjść.
- Siadaj, Arty. Jeszcze nie skończyłem. Teraz
musimy przejść do najcięższej części.
- N-n-najcięższej części? – zająknąłem się.
Nie trzeba było być geniuszem, aby wiedzieć, że to zmierza do czegoś złego.
- Tak, mój chłopcze - odpowiedział,
jednocześnie ściskając knykcie, niezbyt dobry zwyczaj – Musimy pogadać o… dziewczynach.
- Dz-dziewczynach? – znów zacząłem się jąkać.
Dzięki Bogu, że Holly nie była tego świadkiem. Albo Ogierek. Albo Mierzwa! I w
ogóle ktoś, kogo by to obchodziło.
- Nie ma się czym martwić, to będzie
szybkie. I nie zaszkodzi naszym relacjom – Artemis senior zaśmiał się –
Oczywiście, będzie to na swój sposób okropne. Ale musimy przez to przebrnąć.
- No dobrze… - odrzekłem nabierając głębokiego
oddechu – Jestem gotowy – spróbowałem się opanować.
- Arty – odchrząknął – Czy Ty… Czy lubisz dziewczyny… No wiesz… W ten
sposób? – bardzo naciskał na słowo dziewczyny; ciągle.
Byłem czerwony. Bardziej niż pomidor. Czy on
naprawdę myślał, że ja… wybrałem… odmienność pod tym względem?
- Ojcze!? – wrzasnąłem, byłem wściekły.
- Po prostu odpowiedz na pytanie, Arty.
- Tak, tato. Lubię dziewczyny. Czuję pociąg
przy do każdej nastoletniej dziewczyny – zaczerwieniłem się. Wiedziałem, że
sprawy mogą przybrać jeszcze gorszy obrót, ale ta sytuacja była taka głupia…
- Och, to dobrze. Chociaż myślę, że wiesz, że ja i mama zaakceptowalibyśmy Cię jakikolwiek byś był i cokolwiek byś lubił – zastanawiam się nad tym, czy był świadomy, że ja myślę o ‘tym’. Hm, ciekawe, co by powiedział, na to, co ja tak naprawdę lubię.
- Och, to dobrze. Chociaż myślę, że wiesz, że ja i mama zaakceptowalibyśmy Cię jakikolwiek byś był i cokolwiek byś lubił – zastanawiam się nad tym, czy był świadomy, że ja myślę o ‘tym’. Hm, ciekawe, co by powiedział, na to, co ja tak naprawdę lubię.
- Tak, wiem – powiedziałem. Jeśli mam być
szczery, była to jedna z najokropniejszych rozmów, w których uczestniczyłem.
- Przyczyną, dla której Cię o to zapytałem,
jest to, że wyglądasz jakby oprócz nauki nic więcej Cię nie interesowało.
- Zaufaj mi tato. Inne rzeczy również mnie
obchodzą – przyznałem. Naprawdę tak było. W tej chwili na myśl przyszła mi
Holly Nieduża, i nie wiedzieć czemu, nie umiałem tego od siebie odsunąć – I to
bardzo często.
- Więc w końcu dotknął Cię okres dojrzewania,
tak? – zapytał.
- Tak ojcze.
- To dobrze – uśmiechnął się – Tak więc, skoro
już wiemy, że na pewno lubisz dziewczyny… To musimy pogadać o Twoich bliższych stosunkach z nimi. A raczej ich braku.
- Nie spotkałem jeszcze takiej dziewczyny,
która wpadłaby mi w oko – skłamałem. Szczerze, to była taka jedna dziewczyna,
ale raczej wątpię w ten związek. Tym bardziej, że ona nic do mnie nie czuła.
- Trudno mi w to uwierzyć, synu. Będąc w Twoim
wieku, każda dziewczyna ‘wpadała mi w oko’, jak to powiedziałeś – uśmiechnął
się, prawdopodobnie wracając myślami do tych czasów. Wiem, że na pewno był w
kilku związkach. Ale jakoś sobie tego nie wyobrażam.
- Wychodzi na to, że jesteśmy odmienni – odciąłem
się.
- Nie aż tak, jak może Ci się wydawać –
ponownie wyszczerzył zęby. Spojrzałem na niego.
Byłem pewny, że ojciec jest spokojny i opanowany… W przeciwieństwie do
mnie.
- A co z tą dziewczyną Paradizo? – zapytał
ojciec, wyrywając mnie z zadumy – Minerwa, prawda? – sposób, w jaki o to
zapytał, uświadomił mi, że było to pytanie retoryczne. On nigdy niczego nie
zapominał, jeśli to wydawało się dla niego ważne. Po prostu chciał ocenić moje
położenie.
Minerwa jest geniuszem z zaskakującymi
ambicjami. Jest ładna i zabawna, ale nie w moim typie. Kochałem jej żądzę,
pragnienie pokazania siebie i wiem, że ona chciałaby mnie. Ale naprawdę nie
jest w moim typie. Może w innym czasie; jednak muszę przyznać, że nie znaczy
dla mnie nic ważnego. Szczerze mówiąc, to nie wiem, w jakim typie gustuję.
Minerwa powinna nim być: mądra, ambitna. Ale chyba nie tego oczekuję. Lubię
wyzywania, ale nie jest trudno przewidzieć jej zachowanie. Nie wiem… Po
powrocie z Przedpiekła rozmawialiśmy, jak przyjaciele, ale nic nie poszło do
przodu. Chociaż pewnie by tego chciała. Szybko to stłumiłem w odpowiedni
sposób.
- Ziemia do Artiego – powiedział mój ojciec –
Rozmawialiśmy o panience Paradizo, pamiętamy?
- Minerwa, tak – odparłem, wracając do siebie
– Jesteśmy tylko przyjaciółmi – zaczerwieniłem się bardziej niż było to
możliwe. Uhh, gdyby Holly i reszta teraz mnie widzieli. Jąkanie i
zarumienienie. Nie przeżyłbym tego, gdyby mieli tą świadomość.
- Ehe – skinął głową, wydymając usta.
Oczywiście sądził, że nie jestem całkowicie szczery. Nie mogłem go za to winić.
Gdybym nim był, zapewne też zachowywałbym się tak sceptycznie. Ale to było
nieważne, ja znałem prawdę.
- Ona nie jest w moim typie, tato –
powiedziałem, wzruszając ramionami.
- No dobrze, Artemisie. Rozumiem Twój punkt widzenia
– rzekł, a ja westchnąłem z ulgą. Konwersacja zbliżała się do końca – Ale
musisz zacząć trochę rozmawiać z dziewczynami w Twoim wieku.
- Oczywiście – skłamałem, wiedząc, że takie
coś nie jest możliwe. I mój ojciec również to wiedział.
- Mówię poważnie, Arty – tata spojrzał na mnie
gniewnie – Jeśli nic się nie poprawi, będę musiał wziąć to w swoje ręce.
- Dobrze ojcze – skinąłem głową – Czy to
wszystko?
- Tak synu. Możesz już iść – uśmiechnął się,
kiedy niemal odskoczyłem z krzesła. Byłem prawie przy drzwiach, kiedy
przypomniałem sobie o zaproszeniu Holly.
- Tato? – zapytałem, odwracając się do niego.
- Tak Arty?
- Mój dobry znajomy zaprosił mnie do siebie na
półtorej tygodnia. Mogę jechać?
- Gdzie mieszka ten ‘dobry znajomy’? – zapytał
sceptycznie. Prawdopodobnie myślał, że go wkręcam. Nieprawda.
- Na południu – odpowiedziałem, jak
najszczerzej.
- No dobrze, możesz jechać – powiedział ojciec
machając ręką – Oh… Dobrej zabawy, synu.
- Oczywiście – odpowiedziałem, uśmiechając się
nieznacznie, kiedy otwierałem drzwi.
A kiedy te się otwarły do środka wpadło pięć
osób. Beckett, Myless, Matka (to znaczy mama),
Julia, a nawet Butler, który przybrał uśmiech winowajcy.
- Wścibska rodzinka – mruknąłem, kiedy
wchodziłem do góry po schodach. Jeszcze tylko dwa tygodnie…
Padłem na łóżko i nadąsałem się. Mniej-więcej
dziesięć minut później ktoś zapukał. Zignorowałem to. Wiem, że to było
dziecinne, ale byłem zły i zakłopotany. Następną rzeczą, którą zauważyłem były
otwierające się drzwi i przepychający się w nich Butler. Nie był typem, który
czekałby na zaproszenie. Zazwyczaj podziwiałem go za jego czyny, ale w tym
momencie byłem zbyt zdenerwowany.
- Artemis, przepraszamy Cię za wtargnięcie,
ale byliśmy bardzo ciekawi…
- Tak, sądzę, że rozumiem. Ale, jak to mówią „ciekawość
to pierwszy stopień do piekła” – upomniałem go.
- Tak, tak oczywiście. Tak więc, pewnie nam
wybaczysz? – zapytał z błagalnym wzorkiem. Widziałem skruchę w jego oczach,
więc musiałem to zrobić. Powoli złość zaczęła mi mijać. Mój gniew był całkiem
inny niż kiedyś. Wtedy mogłem obrazić się ‘na zawsze’, nawet na własną rodzinę.
- A czy mógłbyś odpowiedzieć mi na jedno
pytanie? – zapytałem bardziej retorycznie, wiedziałem, że odpowie.
- Oczywiście – skinął głową. Pewnie sądził, że
moje pytanie będzie dotyczyło dziewczyn. I w pewien sposób było z tym
powiązane.
- Wiesz, kiedy ojciec rozpoczął rozmowę,
zapytał o moją… orientację… - zatrzymałem się na chwilę – Czy ja Ci wyglądam na…?
- Nie – uciął Butler – Wiem, że lubisz
dziewczyny; a raczej kiedyś je polubisz. Gdy w końcu uwolnisz się od nauki.
Świetnie. Zapewne pozostali też tak myśleli.
- Artemisie – Butler uśmiechnął się – Nie wspomniałeś
o płci Twojego ‘znajomego’ - wiedziałem,
że Butler to zauważy.
- Kobieta, oczywiście.
- Pamiętaj, co powiedział Twój ojciec –
zaśmiał się.
- Tak, tak – powiedziałem zniecierpliwiony.
- A więc, lecisz na południe? – ponownie się
uśmiechnął; dobrze zdawał sobie sprawę z tego, co miałem na myśli.
- Tak – odpowiedziałem – Holly zaprosiła mnie
na półtorej tygodnia.
- I jak się domyślam, mam zostać tutaj?
- Tak. Przepraszam przyjacielu, ale za bardzo
przerażasz wróżki.
- Prawda – wyszczerzył zęby. I w tym momencie
wydawał się o wiele młodszy. To było to, czego większość ludzi nie mogła
zobaczyć. Zaliczałem się do tych małostkowych szczęśliwców – Poza tym wątpię,
że mają pokój na moje rozmiary.
Racja. To mogłoby być dużym problemem przy
jego masywnej posturze.
- Dobrze, więc do zobaczenia Artemisie –
powiedział, szykując się do wyjścia.
- Do widzenia – odparłem, może zbyt formalnie.
- A właśnie, Artemisie? – szybko odwrócił się
w moją stronę, co było trochę niemożliwe przy jego rozmiarach.
- Tak? – zapytałem.
- Dobrej zabawy – rzekł uśmiechając się – I nie
zrób czegoś, czego nie zrobiłbym ja – dodał, zamykając za sobą drzwi i
zostawiając mnie w zadumaniu, co mógł mieć na myśli.
C.D.N.
1
czoło
stołu – krótsza strona.
2 f. fatyczna – wszystkie
gesty i emocje odbiorcy