Rozdział 4 ‘Zaproszenie’, część 1.1/4

Ustaliliśmy z małą Ssomebe, że rozdział 4 /składający się z dwóch części/ podzielimy na cztery :) Wybaczcie nam za komplikacje, ale tak, jak Some pisała nie mamy zbyt wiele czasu >(

Ps. Wybaczcie, że numerki z odnośnikiem wyszły mi takie duże, ja się tam na tym nie znam >D




Artemis Fowl:


- Arty, musimy porozmawiać - powiedział mój ojciec, Artemis Fowl I senior.
Unikałem tego przed dłuższy czas, ale tego dnia tata był całkowicie poważny. A nic nie powstrzyma zdeterminowanego Fowla. Normalny nastolatek zacząłby się martwić, jednak ja nie jestem normalnym nastolatkiem. Jestem Artemisem Fowlem II juniorem. Umysłem przestępstwa i twórcą nadzwyczajnych planów.
Telefon wyrwał mnie z myśli. Zazwyczaj to ignorowałem, ale miałem dwa powody, aby odebrać. Po pierwsze, chciałem jak najdłużej przeciągnąć czas przed rozmową z ojcem. A po drugie, to nie był zwykły, regularny telefon. Brzęczenie dochodziło z ostentacyjnego pierścienia na moim środkowym palcu. Ten ‘pierścień’ w rzeczywistości był komunikatorem wróżek, który podarowała mi moja… przyjaciółka Holly.
- Tato, mam telefon, który muszę odebrać – krzyknąłem z ironicznym uśmieszkiem na ustach. Ah, ta satysfakcja.
- Dobrze Artemisie, ale pogadamy o tym później – zagroził ojciec. Przełknąłem ślinę. O czymkolwiek chciał rozmawiać, na pewno nie było to nic dobrego.
Przeszedł mnie lekki dreszcz, kiedy naciskałem rubin na pierścieniu. Wtedy pojawił się hologram mojego ulubionego elfa. Major Holly Nieduża.
Szczęka opadła mi z zaskoczenia. Bardzo mało mnie zaskakiwało. Ludzie i elfy są niezmienne, ale Holly naprawdę zawsze mnie szokowała. A dziś zrobiły to jej włosy. Dotykały jej ramion, a poza tym nigdy nie widziałem, aby miała falowane włosy. Szybko zamknąłem usta. Na szczęście, zanim zauważyła.
 - Hej Arty – uśmiechnęła się. Holly jest jedną z czterech osób, które mogą mówić do mnie w ten sposób. Pozostałymi są:  rodzice i Julia – Może zechciałbyś wytrzeć usta? – Instynktownie otarł wargi, przez co Holly zaczęła się śmiać.
- To nie było zabawne, kapitanie – powiedziałem, celowo zmniejszając jej rangi.
- Jestem majorem, jak dobrze wiesz – rzekła Holly, a jej uśmiech przemienił się w gniewny grymas, jednak był on udawany.
- To trochę obniża mój stan umysłu – odpowiedziałem, udając niewinnego.
- Artemis nigdy o niczym nie zapomina.
- Twoje zarzuty mnie bolą. Jestem człowiekiem.
- Tylko – usłyszałem, jak mruknęła pod nosem. Powinno ranić, jednak dla mnie było to wyłącznie zabawne – Dobrze wiesz, że jestem majorem – powiedziała Holly wciąż się uśmiechając.
- Tak, wiem – w końcu uległem, uśmiechając się sarkastycznie – Jednak do tej pory nie wiem, dlaczego zdecydowałaś się, aby do mnie zadzwonić.
- Nie mogę zadzwonić, aby powiedzieć po prostu ‘cześć’?
- ‘Cześć’, ‘cześć’? – zapytałem z niedowierzeniem. Wydaję mi się, że nigdy wcześniej nie wymówiłem tego słowa… Chociaż… Może w Rzymie.
- Tak. Cześć Arty. Wiesz, tak się mówi – wzruszyła ramionami, kiedy z niedaleka dobiegł sygnał – Hm, poczekaj chwilkę.
- Będę czekał z zapartym tchem – powiedziałem ironicznie.
Wydawało mi się, że Holly mówiła coś o sarkastycznym kretynie. Oczywiście, mogłem się mylić, jednak jak oboje wiemy, jest to bardzo znikome.
Tak, czy owak, Holly wstała, przeciągnęła i obróciła, i podeszła do stolika w rogu. Podczas konwersacji widać było jedynie jej twarz, lecz teraz całe jej ciało było uwidocznione.
Holly była typem kobiety, która nieważne, co na sobie miała, wyglądała zawsze pięknie. Miała świetne, wysportowane ciało. Typ, który wpływał na męskie fantazje. Dziś miała na sobie ciasny, limonkowy T-shirt, który eksponował jej pępek i część perfekcyjnie płaskiego brzucha. Na bluzce widniał kursywny napis ‘Dance’, oczywiście dostała go od Julii (proces eliminacji; ani ja, ani Butler jej takiego nie podarowaliśmy, więc to sprawka Julii). Miała też czarne, krótkie spodenki, które kończyły się nad kolanami. Były dobrze dopasowane, a jej pośladki lekko przeskakiwały, gdy się poruszała. Jej chód był kuszący. Oczywiście, wszystko w niej takie było. Usta. Oczy. Uszy. Wszystko. Ah te cholerne dojrzewanie.
- Przepraszam Arty – uśmiechnęła się. Nie zauważyłem, kiedy wróciła i usiadła. Muszę się lepiej kontrolować. I wziąć zimny prysznic – Pozwól, że poprawię kamerkę – Holly zbliżyła obraz, tak, że teraz wyraźnie widziałem jej twarz i doskonałą talię. Rozmowa i formowanie odpowiednich myśli stało się teraz takie… Skomplikowane.
- Wszystko w porządku, Holly – skinąłem głową – A teraz powróćmy do ‘cześć’.
- Oj, Arty! Powiedz to ze względu Fronda – elfka westchnęła. Nie mogłem nic na to poradzić, ale ciągle przyglądałem się unoszącej klatce Holly. Jednak to spojrzenie było niezauważalne – Kolejnym razem, kiedy zadzwonię powiedz ‘cześć’ zamiast ‘witam’ i ‘na razie’ zamiast ‘do zobaczenia’.
- Och, dobrze Holly – naburmuszyłem się. ‘Cześć’, dobre sobie. Czy ja wyglądam jak dziecko? Dobra, nie odpowiadajcie na to.
- Oczywiście wiesz, że jest inna przyczyna, dla której zadzwoniłam… - Holly założyła ręce na piersi. Unikała kontaktu wzrokowego. Nie byłem w stanie przestać jej podziwiać, ale zostałem skoncentrowany. Była poddenerwowana. Co może wynikało z tego, co chciała mi powiedzieć.
- Oczywiście, takowa zawsze jest – skinąłem głową, oczekiwałem tego. Kolejne sprawy do załatwienia. W końcu nie możesz sobie uciec od tego ot tak; zawsze powraca ratowanie przed jakimiś dziwnymi… nieszczęściami – Co tym razem? Trolle? Gobliny? Demony? Opal Koboi w końcu powróciła?
- Nic. Nie, nie, nie i nie – zaśmiała się – Czy zawsze musi się coś stać, abym dzwoniła?
- Nie, nie musi, ale zazwyczaj tak jest – odparłem.
- Prawda – przyznała Holly – Ale nie tym razem.
- Holly? – zapytałem – Wiesz, że już nie jestem taki, jak kiedyś. To oczywiste, że czegoś oczekujesz. Wyrzuć to z siebie. Co się dzieje?
- Naprawdę wiesz, jak zrujnować czyjeś intencje, Arty – Holly stęknęła. ‘Arty’, tylko cztery osoby na całym świecie mogły tak do mnie mówić. Szczerze, najbardziej lubię te dziecięce zdrobnienie, kiedy wypowiada je Holly.
- Tak, tak. Jestem okropną osobą. A teraz proszę, wróćmy do poprzedniej rozmowy.
- Uroczo – mruknęła. Głośno odchrząknąłem, chciałem dojść do sedna sprawy.
- Eee… Mam kilka wolnych dni za dwa tygodnie… Dostałam półtora tygodnia przerwy, tak więc… - zaczęła.
- Więc chciałabyś się u mnie zatrzymać? – zgadywałem – To mogłoby wyjść – Tak naprawdę byłoby to świetne. Rodzice z bliźniakami wyjeżdżali do Londynu na dwa tygodnie. Zostaliby Butler, Julia i ja. I oczywiście Butler całkowicie adorował Holly. Tak samo było z Julią.
- Nie, nie, Artemisie – uśmiechnęła się – Dzięki za propozycję – Nie chciała tu zostać? Więc co?
- W takim razie, o co chodzi? – zapytałem zmieszany.
- Tak właściwie to myślałam o tym…
- Tak, Holly? – przerwałem jej, aby w końcu wyciągnąć z niej informacje.
- Mógłbyś być chwilę cicho, tak, abym mogła zapytać Cię, czy nie zechciałbyś mnie odwiedzić? – zapytała sfrustrowana Holly.
- Słucham? – zapytałem. To totalnie mnie uderzyło
1. Ta odpowiedź.
- D’Arvit. To nie miało tak zabrzmieć – zaklnęła2. Biedactwo, denerwowała się. Ale nie byłbym sobą, gdybym jej tego nie wytknął. Owszem, zmieniłem się, ale nie aż tak bardzo.
- Chcesz, abym ja został u Ciebie? – zadałem pytanie wybałuszając oczy i lekko otwierając usta, aby podkreślić dramatyczność sytuacji (która wcale taka nie była).
Oczywiście Holly wiedziała, że robię to specjalnie.
- Tak, śmiej się, ile chcesz – warknęła – Ja, Holly Nieduża, kordialnie3 zapraszam Ciebie, Artemisie Fowlu do mojego domu na półtorej tygodnia.
- Łaskawie przyjmuję tą inwitację4 – odpowiedziałem i skinąłem głową.
- Co? – zapytała oniemiała. Oczywiście oczekiwała z mojej strony trochę trudności porozumienia się – Nie ma dziwnego zachowania? I sarkazmu? Co zrobiłeś z Artemisem, którego znałam?
Dobre pytanie. Już nigdy więcej nie będę taką osobą i sądzę, że to dobrze. Choć czasami tęsknię za tym starym Artemisem.
- Oh, później dostaniesz wystarczającą dawkę mojego sarkazmu – powiedziałem, przybierając swój wampirzy uśmiech.
- Spróbuj tego z kimś, kto Cię nie zna, Arty – parsknęła. Znaliśmy się zbyt dobrze, aby się w to bawić, tak jak robiliśmy to kiedyś. Ale to nic. Wciąż będę to robić, i wygrywać oczywiście.
- Prawda – odrzekłem.
- W końcu przełom. Artemis junior II przyznaje komuś innemu rację – powiedziała, wolno, ale mimo to głośno klaskając.
I to niby ja jestem sarkastyczny?
- Tak, tak. A co z moją podróżą? – rzuciłem – W końcu nie mogę poprosić biura podróży o podróż do środka Ziemi. Pomyśleliby, że jestem kompletnie obłąkanym szaleńcem.
- Owszem nie. Ale zabawnie by to wyglądało – zachichotała. Nie mogłem powstrzymać myśli, że wygląda pięknie, kiedy się śmieje. ‘Cholerne dojrzewanie’. Myślałem o dziewczynach w nieodpowiednim czasie – Wyślę do Ciebie e-maila z informacją.
- Świetnie, mój adres to… - zacząłem, ale Holly mi przerwała.
- Wiem… - Jest tylko jeden sposób, w jaki mogłaby go zdobyć.
- Ogierek? – zapytałem.
- Tak, Ogierek – przytaknęła. Znów ten centaur. Chociaż sądzę, że powinienem to zaakceptować. Hackowanie to nasze hobby. Holly twierdzi, że to sposób na okazanie koleżeństwa. Jakby to powiedział nastolatek ‘nie ma szans’.
- Czy mogłabyś zapytać go o…? – Holly znów mi przerwała.
- O nie – powiedziała kiwając palcem – Ty i Ogierek, kiedy cos zhackujecie możecie o tym gadać przez kolejne dwa tygodnie…
- No dobrze – sapnąłem. W normalnej sytuacji nigdy bym na tym nie poprzestał. Holly tak na mnie działała.
- Hm, Arty, muszę iść. Jestem na przerwie.
- Ojej, zmarnowałaś swój wolny czas na rozmowę ze mną – uśmiechnąłem się sarkastycznie – Jak słodko.
- Co za bzdury – wyszczerzyła do mnie zęby.
- Trzymaj się… Miałem na myśli ‘na razie’ Holly.
- Cześć, Artemisie – uśmiechnęła się, widząc moje starania.
Kobiety. Nie można z nimi normalnie żyć.
- Za bardzo Ci się to podoba – odwzajemniłem – Cześć – chciałem się rozłączyć, jednak Holly miała jeszcze coś do dodania.
- Oh i… Nie zapomnij ubrać się nieformalnie – elfka zakończyła połączenie. Zawsze musiała mieć ostatnie słowo.




C.D.N.





1 Uderzyło; tutaj: gwałtownie dostało się do moich myśli.

2 Uważam, że ‘przysięgła’ w tym kontekście byłoby nieporozumieniem.

3 Kordialnie; serdecznie.

4 Inwitacja; zaproszenie.