Rozdział 4 ‘Zaproszenie’, część 1.2/4

 Zaraz, zaraz. Nieformalnie? Wydaje mi się, że miała na myśli jeansy. Ale ja nie noszę jeansów. Ewentualnie mogę założyć eleganckie spodnie i jedwabną koszulkę. Będzie chciała mnie za to zabić, ale myślę, że mogę tak zaryzykować. Nie miałem własnej pary jeansów, i mimo, że mogłem je kupić w każdej chwili, nie zamierzałem robić tego w najbliższej przyszłości. Te rozmyślanie zostały gwałtownie przerwane przez mojego ojca, który wołał mnie na dół.
 - Arty, przyjdź tutaj! – krzyknął. Tata nigdy nie zwracał się do mnie w ten sposób, ale chodziło o poważną sprawę. Jest bardzo radosny i przepełniony żartami, szczególnie, kiedy spędza czas z bliźniakami. To znaczyło, że lepiej będzie, jeśli pójdę z nim pogadać. Z resztą musiałem też zapytać go o pozwolenie na wyjazd.
 - Już idę tato.
 Zszedłem po schodach w dół, sądząc, że znajdę mojego ojca w jego gabinecie. Było to miejsce, gdzie zazwyczaj rozmawialiśmy na ważne tematy, ale tata się zmienił. I nie było go tutaj.
 - Jestem tutaj, Arty – z jadalni dobiegł mnie jego głos.
 Ojciec nie siedział na czele stołu1, a po prawej stronie; nie tak, jak myślałem. Gestem ręki wskazał mi miejsce naprzeciwko siebie. Oczywiście, zająłem je. Domyślam się, że wybrał takie rozmieszczenie, aby odczytywać funkcję fatyczną2. Przecież wiedział, że jestem w stanie ukryć je z łatwością.
 - Arty, z pewnością wiesz, o czym chcę z Tobą porozmawiać.
 - Nie, tato, nie wiem – skłamałem niewinnym tonem.
 - Kłamca – zaśmiał się – Martwimy się o Ciebie z mamą.
 - Ojcze, zapewniam Cię, że nie ma się… - zacząłem, ale Artemis Senior mi przerwał. Wszyscy to dziś robili. I było to bardzo denerwujące.  Chciałbym w końcu dokończyć jakieś zdanie.
 - Nie, Artemisie, jest taka rzecz, o którą się martwimy. Dwa słowa: Relacje międzyludzkie.
 O nie, znowu to samo. Ostatnio moi rodzice zbyt często wpychali nos w moje prywatne życie. I kochają wnikać w każdy jego szczegół. To znaczy, nie aż tak głęboko. Najczęściej rozprawiali o tym, że nie mam dziewczyny. Nie żeby tutaj jakakolwiek była, która przyciągnęłaby moją uwagę na dłużej. Komunikacja ze społeczeństwem... Jakby rzeczywiście ona mnie obchodziła.
 - Jestem bardzo dobry w takowych relacjach – uśmiechnąłem się, mając nadzieję, że rozmowa na ten temat się skończy. Oczywiście, nic takiego się nie stało.  Fowlowie nigdy nie zaprzestają. Zazwyczaj podziwiam tą cechę, ale teraz ojciec mógłby sobie odpuścić.
 - Arty, jak wielu masz przyjaciół? – zapytał, krzyżując ramiona. Nie mogłem nic na to poradzić, ale przed oczami pojawił mi się obraz tego, jak robiła to Holly. D’Arvit! Skup się!
 - Ojcze, mam mnóstwo przyjaciół.
 Hm, ‘mnóstwo’ można interpretować na wiele sposobów. ‘Mnóstwo’ aspołecznych przyjaciół, kryminalistów; powinienem być bardziej szczery, jako geniusz.
 - Wymień trzech – powiedział z zadowalającym uśmiechem. Z moim uśmiechem. Myślał, że mnie ma.
 - Butler, Julia i Minerwa.
 - Wiem, że z Butlerem jesteście sobie bardzo bliscy, ale nie jestem pewny, co do tego, czy może być Twoim bardzo bliskim przyjacielem. Takie osoby są raczej… W podobnym wieku.
 - Wręcz przeciwnie, ojcze. Napisałem artykuł o… - zacząłem, czując, że ponownie nie dokończę zdania. I miałem rację.
 - Czy kiedykolwiek zwierzyłeś się Julii lub Minerwie? – zapytał.
 Nie, nie zrobiłem tego. Swoje sprawy zatrzymuję dla siebie. Nie jestem wylewny (emocjonalny), więc nie dzielę się z nikim moimi przeżyciami. Milczałem. A to milczenie było wystraczającą odpowiedzią dla ojca.
 - To właśnie robią przyjaciele, synu – wypomniał mi, a jego oczy były zatrwożone.
 - Skoro tak, mam takiego przyjaciela – powiedziałem, myśląc o elfce – Holly.
 - Nigdy o niej nie słyszałem – powiedział. Pewnie myślał, że powstała w mojej wyobraźni. Z resztą tak zachował by się każdy człowiek, kiedy zacząłbym opowiadać o moich przyjaciołach – wróżkach.
 - Mieszka bardzo daleko – odparłem.
 - Czy kiedykolwiek się jej zwierzyłeś? – zapytał.
 - Jak nikomu – odpowiedziałem szczerze.
 - Hm, może kiedyś będzie możliwość, abym ją poznał… - skinął głową i pewnie zaczął sobie wyobrażać, jak może wyglądać.
 - Może – mruknąłem. Chociaż raczej było to nieprawdopodobne.
 - Ale Arty, jeden przyjaciel to zbyt mało… - powiedział, podkreślając każde słowo uderzeniem pięści w stół.
 - Tak, oczywiście, w najbliższej przyszłości – przytaknąłem i wstałem, aby wyjść.
 - Siadaj, Arty. Jeszcze nie skończyłem. Teraz musimy przejść do najcięższej części.
 - N-n-najcięższej części? – zająknąłem się. Nie trzeba było być geniuszem, aby wiedzieć, że to zmierza do czegoś złego.
 - Tak, mój chłopcze - odpowiedział, jednocześnie ściskając knykcie, niezbyt dobry zwyczaj – Musimy pogadać o… dziewczynach.
 - Dz-dziewczynach? – znów zacząłem się jąkać. Dzięki Bogu, że Holly nie była tego świadkiem. Albo Ogierek. Albo Mierzwa! I w ogóle ktoś, kogo by to obchodziło.
 - Nie ma się czym martwić, to będzie szybkie. I nie zaszkodzi naszym relacjom – Artemis senior zaśmiał się – Oczywiście, będzie to na swój sposób okropne. Ale musimy przez to przebrnąć.
 - No dobrze… - odrzekłem nabierając głębokiego oddechu – Jestem gotowy – spróbowałem się opanować.
 - Arty – odchrząknął – Czy Ty… Czy lubisz dziewczyny… No wiesz… W ten sposób? – bardzo naciskał na słowo dziewczyny; ciągle.
 Byłem czerwony. Bardziej niż pomidor. Czy on naprawdę myślał, że ja… wybrałem… odmienność pod tym względem?
 - Ojcze!? – wrzasnąłem, byłem wściekły.
 - Po prostu odpowiedz na pytanie, Arty.
 - Tak, tato. Lubię dziewczyny. Czuję pociąg przy do każdej nastoletniej dziewczyny – zaczerwieniłem się. Wiedziałem, że sprawy mogą przybrać jeszcze gorszy obrót, ale ta sytuacja była taka głupia…
 - Och, to dobrze. Chociaż myślę, że wiesz, że ja i mama zaakceptowalibyśmy Cię jakikolwiek byś był i cokolwiek byś lubił – zastanawiam się nad tym, czy był świadomy, że ja myślę o ‘tym’. Hm, ciekawe, co by powiedział, na to, co ja tak naprawdę lubię.
 - Tak, wiem – powiedziałem. Jeśli mam być szczery, była to jedna z najokropniejszych rozmów, w których uczestniczyłem.
 - Przyczyną, dla której Cię o to zapytałem, jest to, że wyglądasz jakby oprócz nauki nic więcej Cię nie interesowało.
 - Zaufaj mi tato. Inne rzeczy również mnie obchodzą – przyznałem. Naprawdę tak było. W tej chwili na myśl przyszła mi Holly Nieduża, i nie wiedzieć czemu, nie umiałem tego od siebie odsunąć – I to bardzo często.
 - Więc w końcu dotknął Cię okres dojrzewania, tak? – zapytał.
 - Tak ojcze.
 - To dobrze – uśmiechnął się – Tak więc, skoro już wiemy, że na pewno lubisz dziewczyny… To musimy pogadać o Twoich bliższych stosunkach z nimi. A raczej ich braku.
 - Nie spotkałem jeszcze takiej dziewczyny, która wpadłaby mi w oko – skłamałem. Szczerze, to była taka jedna dziewczyna, ale raczej wątpię w ten związek. Tym bardziej, że ona nic do mnie nie czuła.
 - Trudno mi w to uwierzyć, synu. Będąc w Twoim wieku, każda dziewczyna ‘wpadała mi w oko’, jak to powiedziałeś – uśmiechnął się, prawdopodobnie wracając myślami do tych czasów. Wiem, że na pewno był w kilku związkach. Ale jakoś sobie tego nie wyobrażam.
 - Wychodzi na to, że jesteśmy odmienni – odciąłem się.
 - Nie aż tak, jak może Ci się wydawać – ponownie wyszczerzył zęby. Spojrzałem na niego.  Byłem pewny, że ojciec jest spokojny i opanowany… W przeciwieństwie do mnie.
 - A co z tą dziewczyną Paradizo? – zapytał ojciec, wyrywając mnie z zadumy – Minerwa, prawda? – sposób, w jaki o to zapytał, uświadomił mi, że było to pytanie retoryczne. On nigdy niczego nie zapominał, jeśli to wydawało się dla niego ważne. Po prostu chciał ocenić moje położenie.
 Minerwa jest geniuszem z zaskakującymi ambicjami. Jest ładna i zabawna, ale nie w moim typie. Kochałem jej żądzę, pragnienie pokazania siebie i wiem, że ona chciałaby mnie. Ale naprawdę nie jest w moim typie. Może w innym czasie; jednak muszę przyznać, że nie znaczy dla mnie nic ważnego. Szczerze mówiąc, to nie wiem, w jakim typie gustuję. Minerwa powinna nim być: mądra, ambitna. Ale chyba nie tego oczekuję. Lubię wyzywania, ale nie jest trudno przewidzieć jej zachowanie. Nie wiem… Po powrocie z Przedpiekła rozmawialiśmy, jak przyjaciele, ale nic nie poszło do przodu. Chociaż pewnie by tego chciała. Szybko to stłumiłem w odpowiedni sposób.
 - Ziemia do Artiego – powiedział mój ojciec – Rozmawialiśmy o panience Paradizo, pamiętamy?
 - Minerwa, tak – odparłem, wracając do siebie – Jesteśmy tylko przyjaciółmi – zaczerwieniłem się bardziej niż było to możliwe. Uhh, gdyby Holly i reszta teraz mnie widzieli. Jąkanie i zarumienienie. Nie przeżyłbym tego, gdyby mieli tą świadomość.
 - Ehe – skinął głową, wydymając usta. Oczywiście sądził, że nie jestem całkowicie szczery. Nie mogłem go za to winić. Gdybym nim był, zapewne też zachowywałbym się tak sceptycznie. Ale to było nieważne, ja znałem prawdę.
 - Ona nie jest w moim typie, tato – powiedziałem, wzruszając ramionami.
 - No dobrze, Artemisie. Rozumiem Twój punkt widzenia – rzekł, a ja westchnąłem z ulgą. Konwersacja zbliżała się do końca – Ale musisz zacząć trochę rozmawiać z dziewczynami w Twoim wieku.
 - Oczywiście – skłamałem, wiedząc, że takie coś nie jest możliwe. I mój ojciec również to wiedział.
 - Mówię poważnie, Arty – tata spojrzał na mnie gniewnie – Jeśli nic się nie poprawi, będę musiał wziąć to w swoje ręce.
 - Dobrze ojcze – skinąłem głową – Czy to wszystko?
 - Tak synu. Możesz już iść – uśmiechnął się, kiedy niemal odskoczyłem z krzesła. Byłem prawie przy drzwiach, kiedy przypomniałem sobie o zaproszeniu Holly.
 - Tato? – zapytałem, odwracając się do niego.
 - Tak Arty?
 - Mój dobry znajomy zaprosił mnie do siebie na półtorej tygodnia. Mogę jechać?
 - Gdzie mieszka ten ‘dobry znajomy’? – zapytał sceptycznie. Prawdopodobnie myślał, że go wkręcam. Nieprawda.
 - Na południu – odpowiedziałem, jak najszczerzej.
 - No dobrze, możesz jechać – powiedział ojciec machając ręką – Oh… Dobrej zabawy, synu.
 - Oczywiście – odpowiedziałem, uśmiechając się nieznacznie, kiedy otwierałem drzwi.
 A kiedy te się otwarły do środka wpadło pięć osób. Beckett, Myless, Matka (to znaczy mama), Julia, a nawet Butler, który przybrał uśmiech winowajcy.
 - Wścibska rodzinka – mruknąłem, kiedy wchodziłem do góry po schodach. Jeszcze tylko dwa tygodnie…
 Padłem na łóżko i nadąsałem się. Mniej-więcej dziesięć minut później ktoś zapukał. Zignorowałem to. Wiem, że to było dziecinne, ale byłem zły i zakłopotany. Następną rzeczą, którą zauważyłem były otwierające się drzwi i przepychający się w nich Butler. Nie był typem, który czekałby na zaproszenie. Zazwyczaj podziwiałem go za jego czyny, ale w tym momencie byłem zbyt zdenerwowany.
 - Artemis, przepraszamy Cię za wtargnięcie, ale byliśmy bardzo ciekawi…
 - Tak, sądzę, że rozumiem. Ale, jak to mówią „ciekawość to pierwszy stopień do piekła” – upomniałem go.
 - Tak, tak oczywiście. Tak więc, pewnie nam wybaczysz? – zapytał z błagalnym wzorkiem. Widziałem skruchę w jego oczach, więc musiałem to zrobić. Powoli złość zaczęła mi mijać. Mój gniew był całkiem inny niż kiedyś. Wtedy mogłem obrazić się ‘na zawsze’, nawet na własną rodzinę.
 - A czy mógłbyś odpowiedzieć mi na jedno pytanie? – zapytałem bardziej retorycznie, wiedziałem, że odpowie.
 - Oczywiście – skinął głową. Pewnie sądził, że moje pytanie będzie dotyczyło dziewczyn. I w pewien sposób było z tym powiązane.
 - Wiesz, kiedy ojciec rozpoczął rozmowę, zapytał o moją… orientację… - zatrzymałem się na chwilę – Czy ja Ci wyglądam na…?
 - Nie – uciął Butler – Wiem, że lubisz dziewczyny; a raczej kiedyś je polubisz. Gdy w końcu uwolnisz się od nauki.
  Świetnie. Zapewne pozostali też tak myśleli.
 - Artemisie – Butler uśmiechnął się – Nie wspomniałeś o płci Twojego ‘znajomego’  - wiedziałem, że Butler to zauważy.
 - Kobieta, oczywiście.
 - Pamiętaj, co powiedział Twój ojciec – zaśmiał się.
 - Tak, tak – powiedziałem zniecierpliwiony.
 - A więc, lecisz na południe? – ponownie się uśmiechnął; dobrze zdawał sobie sprawę z tego, co miałem na myśli.
 - Tak – odpowiedziałem – Holly zaprosiła mnie na półtorej tygodnia.
 - I jak się domyślam, mam zostać tutaj?
 - Tak. Przepraszam przyjacielu, ale za bardzo przerażasz wróżki.
 - Prawda – wyszczerzył zęby. I w tym momencie wydawał się o wiele młodszy. To było to, czego większość ludzi nie mogła zobaczyć. Zaliczałem się do tych małostkowych szczęśliwców – Poza tym wątpię, że mają pokój na moje rozmiary.
 Racja. To mogłoby być dużym problemem przy jego masywnej posturze.
 - Dobrze, więc do zobaczenia Artemisie – powiedział, szykując się do wyjścia.
 - Do widzenia – odparłem, może zbyt formalnie.
 - A właśnie, Artemisie? – szybko odwrócił się w moją stronę, co było trochę niemożliwe przy jego rozmiarach.
 - Tak? – zapytałem.
 - Dobrej zabawy – rzekł uśmiechając się – I nie zrób czegoś, czego nie zrobiłbym ja – dodał, zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie w zadumaniu, co mógł mieć na myśli.

C.D.N.


1 czoło stołu – krótsza strona.
2 f. fatyczna – wszystkie gesty i emocje odbiorcy


Rozdział 4 ‘Zaproszenie’, część 1.1/4

Ustaliliśmy z małą Ssomebe, że rozdział 4 /składający się z dwóch części/ podzielimy na cztery :) Wybaczcie nam za komplikacje, ale tak, jak Some pisała nie mamy zbyt wiele czasu >(

Ps. Wybaczcie, że numerki z odnośnikiem wyszły mi takie duże, ja się tam na tym nie znam >D




Artemis Fowl:


- Arty, musimy porozmawiać - powiedział mój ojciec, Artemis Fowl I senior.
Unikałem tego przed dłuższy czas, ale tego dnia tata był całkowicie poważny. A nic nie powstrzyma zdeterminowanego Fowla. Normalny nastolatek zacząłby się martwić, jednak ja nie jestem normalnym nastolatkiem. Jestem Artemisem Fowlem II juniorem. Umysłem przestępstwa i twórcą nadzwyczajnych planów.
Telefon wyrwał mnie z myśli. Zazwyczaj to ignorowałem, ale miałem dwa powody, aby odebrać. Po pierwsze, chciałem jak najdłużej przeciągnąć czas przed rozmową z ojcem. A po drugie, to nie był zwykły, regularny telefon. Brzęczenie dochodziło z ostentacyjnego pierścienia na moim środkowym palcu. Ten ‘pierścień’ w rzeczywistości był komunikatorem wróżek, który podarowała mi moja… przyjaciółka Holly.
- Tato, mam telefon, który muszę odebrać – krzyknąłem z ironicznym uśmieszkiem na ustach. Ah, ta satysfakcja.
- Dobrze Artemisie, ale pogadamy o tym później – zagroził ojciec. Przełknąłem ślinę. O czymkolwiek chciał rozmawiać, na pewno nie było to nic dobrego.
Przeszedł mnie lekki dreszcz, kiedy naciskałem rubin na pierścieniu. Wtedy pojawił się hologram mojego ulubionego elfa. Major Holly Nieduża.
Szczęka opadła mi z zaskoczenia. Bardzo mało mnie zaskakiwało. Ludzie i elfy są niezmienne, ale Holly naprawdę zawsze mnie szokowała. A dziś zrobiły to jej włosy. Dotykały jej ramion, a poza tym nigdy nie widziałem, aby miała falowane włosy. Szybko zamknąłem usta. Na szczęście, zanim zauważyła.
 - Hej Arty – uśmiechnęła się. Holly jest jedną z czterech osób, które mogą mówić do mnie w ten sposób. Pozostałymi są:  rodzice i Julia – Może zechciałbyś wytrzeć usta? – Instynktownie otarł wargi, przez co Holly zaczęła się śmiać.
- To nie było zabawne, kapitanie – powiedziałem, celowo zmniejszając jej rangi.
- Jestem majorem, jak dobrze wiesz – rzekła Holly, a jej uśmiech przemienił się w gniewny grymas, jednak był on udawany.
- To trochę obniża mój stan umysłu – odpowiedziałem, udając niewinnego.
- Artemis nigdy o niczym nie zapomina.
- Twoje zarzuty mnie bolą. Jestem człowiekiem.
- Tylko – usłyszałem, jak mruknęła pod nosem. Powinno ranić, jednak dla mnie było to wyłącznie zabawne – Dobrze wiesz, że jestem majorem – powiedziała Holly wciąż się uśmiechając.
- Tak, wiem – w końcu uległem, uśmiechając się sarkastycznie – Jednak do tej pory nie wiem, dlaczego zdecydowałaś się, aby do mnie zadzwonić.
- Nie mogę zadzwonić, aby powiedzieć po prostu ‘cześć’?
- ‘Cześć’, ‘cześć’? – zapytałem z niedowierzeniem. Wydaję mi się, że nigdy wcześniej nie wymówiłem tego słowa… Chociaż… Może w Rzymie.
- Tak. Cześć Arty. Wiesz, tak się mówi – wzruszyła ramionami, kiedy z niedaleka dobiegł sygnał – Hm, poczekaj chwilkę.
- Będę czekał z zapartym tchem – powiedziałem ironicznie.
Wydawało mi się, że Holly mówiła coś o sarkastycznym kretynie. Oczywiście, mogłem się mylić, jednak jak oboje wiemy, jest to bardzo znikome.
Tak, czy owak, Holly wstała, przeciągnęła i obróciła, i podeszła do stolika w rogu. Podczas konwersacji widać było jedynie jej twarz, lecz teraz całe jej ciało było uwidocznione.
Holly była typem kobiety, która nieważne, co na sobie miała, wyglądała zawsze pięknie. Miała świetne, wysportowane ciało. Typ, który wpływał na męskie fantazje. Dziś miała na sobie ciasny, limonkowy T-shirt, który eksponował jej pępek i część perfekcyjnie płaskiego brzucha. Na bluzce widniał kursywny napis ‘Dance’, oczywiście dostała go od Julii (proces eliminacji; ani ja, ani Butler jej takiego nie podarowaliśmy, więc to sprawka Julii). Miała też czarne, krótkie spodenki, które kończyły się nad kolanami. Były dobrze dopasowane, a jej pośladki lekko przeskakiwały, gdy się poruszała. Jej chód był kuszący. Oczywiście, wszystko w niej takie było. Usta. Oczy. Uszy. Wszystko. Ah te cholerne dojrzewanie.
- Przepraszam Arty – uśmiechnęła się. Nie zauważyłem, kiedy wróciła i usiadła. Muszę się lepiej kontrolować. I wziąć zimny prysznic – Pozwól, że poprawię kamerkę – Holly zbliżyła obraz, tak, że teraz wyraźnie widziałem jej twarz i doskonałą talię. Rozmowa i formowanie odpowiednich myśli stało się teraz takie… Skomplikowane.
- Wszystko w porządku, Holly – skinąłem głową – A teraz powróćmy do ‘cześć’.
- Oj, Arty! Powiedz to ze względu Fronda – elfka westchnęła. Nie mogłem nic na to poradzić, ale ciągle przyglądałem się unoszącej klatce Holly. Jednak to spojrzenie było niezauważalne – Kolejnym razem, kiedy zadzwonię powiedz ‘cześć’ zamiast ‘witam’ i ‘na razie’ zamiast ‘do zobaczenia’.
- Och, dobrze Holly – naburmuszyłem się. ‘Cześć’, dobre sobie. Czy ja wyglądam jak dziecko? Dobra, nie odpowiadajcie na to.
- Oczywiście wiesz, że jest inna przyczyna, dla której zadzwoniłam… - Holly założyła ręce na piersi. Unikała kontaktu wzrokowego. Nie byłem w stanie przestać jej podziwiać, ale zostałem skoncentrowany. Była poddenerwowana. Co może wynikało z tego, co chciała mi powiedzieć.
- Oczywiście, takowa zawsze jest – skinąłem głową, oczekiwałem tego. Kolejne sprawy do załatwienia. W końcu nie możesz sobie uciec od tego ot tak; zawsze powraca ratowanie przed jakimiś dziwnymi… nieszczęściami – Co tym razem? Trolle? Gobliny? Demony? Opal Koboi w końcu powróciła?
- Nic. Nie, nie, nie i nie – zaśmiała się – Czy zawsze musi się coś stać, abym dzwoniła?
- Nie, nie musi, ale zazwyczaj tak jest – odparłem.
- Prawda – przyznała Holly – Ale nie tym razem.
- Holly? – zapytałem – Wiesz, że już nie jestem taki, jak kiedyś. To oczywiste, że czegoś oczekujesz. Wyrzuć to z siebie. Co się dzieje?
- Naprawdę wiesz, jak zrujnować czyjeś intencje, Arty – Holly stęknęła. ‘Arty’, tylko cztery osoby na całym świecie mogły tak do mnie mówić. Szczerze, najbardziej lubię te dziecięce zdrobnienie, kiedy wypowiada je Holly.
- Tak, tak. Jestem okropną osobą. A teraz proszę, wróćmy do poprzedniej rozmowy.
- Uroczo – mruknęła. Głośno odchrząknąłem, chciałem dojść do sedna sprawy.
- Eee… Mam kilka wolnych dni za dwa tygodnie… Dostałam półtora tygodnia przerwy, tak więc… - zaczęła.
- Więc chciałabyś się u mnie zatrzymać? – zgadywałem – To mogłoby wyjść – Tak naprawdę byłoby to świetne. Rodzice z bliźniakami wyjeżdżali do Londynu na dwa tygodnie. Zostaliby Butler, Julia i ja. I oczywiście Butler całkowicie adorował Holly. Tak samo było z Julią.
- Nie, nie, Artemisie – uśmiechnęła się – Dzięki za propozycję – Nie chciała tu zostać? Więc co?
- W takim razie, o co chodzi? – zapytałem zmieszany.
- Tak właściwie to myślałam o tym…
- Tak, Holly? – przerwałem jej, aby w końcu wyciągnąć z niej informacje.
- Mógłbyś być chwilę cicho, tak, abym mogła zapytać Cię, czy nie zechciałbyś mnie odwiedzić? – zapytała sfrustrowana Holly.
- Słucham? – zapytałem. To totalnie mnie uderzyło
1. Ta odpowiedź.
- D’Arvit. To nie miało tak zabrzmieć – zaklnęła2. Biedactwo, denerwowała się. Ale nie byłbym sobą, gdybym jej tego nie wytknął. Owszem, zmieniłem się, ale nie aż tak bardzo.
- Chcesz, abym ja został u Ciebie? – zadałem pytanie wybałuszając oczy i lekko otwierając usta, aby podkreślić dramatyczność sytuacji (która wcale taka nie była).
Oczywiście Holly wiedziała, że robię to specjalnie.
- Tak, śmiej się, ile chcesz – warknęła – Ja, Holly Nieduża, kordialnie3 zapraszam Ciebie, Artemisie Fowlu do mojego domu na półtorej tygodnia.
- Łaskawie przyjmuję tą inwitację4 – odpowiedziałem i skinąłem głową.
- Co? – zapytała oniemiała. Oczywiście oczekiwała z mojej strony trochę trudności porozumienia się – Nie ma dziwnego zachowania? I sarkazmu? Co zrobiłeś z Artemisem, którego znałam?
Dobre pytanie. Już nigdy więcej nie będę taką osobą i sądzę, że to dobrze. Choć czasami tęsknię za tym starym Artemisem.
- Oh, później dostaniesz wystarczającą dawkę mojego sarkazmu – powiedziałem, przybierając swój wampirzy uśmiech.
- Spróbuj tego z kimś, kto Cię nie zna, Arty – parsknęła. Znaliśmy się zbyt dobrze, aby się w to bawić, tak jak robiliśmy to kiedyś. Ale to nic. Wciąż będę to robić, i wygrywać oczywiście.
- Prawda – odrzekłem.
- W końcu przełom. Artemis junior II przyznaje komuś innemu rację – powiedziała, wolno, ale mimo to głośno klaskając.
I to niby ja jestem sarkastyczny?
- Tak, tak. A co z moją podróżą? – rzuciłem – W końcu nie mogę poprosić biura podróży o podróż do środka Ziemi. Pomyśleliby, że jestem kompletnie obłąkanym szaleńcem.
- Owszem nie. Ale zabawnie by to wyglądało – zachichotała. Nie mogłem powstrzymać myśli, że wygląda pięknie, kiedy się śmieje. ‘Cholerne dojrzewanie’. Myślałem o dziewczynach w nieodpowiednim czasie – Wyślę do Ciebie e-maila z informacją.
- Świetnie, mój adres to… - zacząłem, ale Holly mi przerwała.
- Wiem… - Jest tylko jeden sposób, w jaki mogłaby go zdobyć.
- Ogierek? – zapytałem.
- Tak, Ogierek – przytaknęła. Znów ten centaur. Chociaż sądzę, że powinienem to zaakceptować. Hackowanie to nasze hobby. Holly twierdzi, że to sposób na okazanie koleżeństwa. Jakby to powiedział nastolatek ‘nie ma szans’.
- Czy mogłabyś zapytać go o…? – Holly znów mi przerwała.
- O nie – powiedziała kiwając palcem – Ty i Ogierek, kiedy cos zhackujecie możecie o tym gadać przez kolejne dwa tygodnie…
- No dobrze – sapnąłem. W normalnej sytuacji nigdy bym na tym nie poprzestał. Holly tak na mnie działała.
- Hm, Arty, muszę iść. Jestem na przerwie.
- Ojej, zmarnowałaś swój wolny czas na rozmowę ze mną – uśmiechnąłem się sarkastycznie – Jak słodko.
- Co za bzdury – wyszczerzyła do mnie zęby.
- Trzymaj się… Miałem na myśli ‘na razie’ Holly.
- Cześć, Artemisie – uśmiechnęła się, widząc moje starania.
Kobiety. Nie można z nimi normalnie żyć.
- Za bardzo Ci się to podoba – odwzajemniłem – Cześć – chciałem się rozłączyć, jednak Holly miała jeszcze coś do dodania.
- Oh i… Nie zapomnij ubrać się nieformalnie – elfka zakończyła połączenie. Zawsze musiała mieć ostatnie słowo.




C.D.N.





1 Uderzyło; tutaj: gwałtownie dostało się do moich myśli.

2 Uważam, że ‘przysięgła’ w tym kontekście byłoby nieporozumieniem.

3 Kordialnie; serdecznie.

4 Inwitacja; zaproszenie.

Rozdział 3 ‘Słabe punkty’

            Drogi pamiętniku,
            Przeczytałam ponownie moją ostatnią notkę i znalazłam wiele nieprzemyślanych, błędnych powodów. Jako iż jestem policjantką postaram się być całkowicie szczera. Mój poprzedni wpis nie był fair. Nie prezentowałam dobrych stron argumentów tylko same złe… Aby być szczerą, znalazłam niejedną dziurę w mojej argumentacji, którą teraz postaram się załatać w odmienny sposób. Tutaj jest lista z powodami, tymi w których słabości były najbardziej zauważalne (nie zgadzają się z numerami poprzedniej listy).
1.      Elf i człowiek - Naukowo potwierdzono (przez Ogierka i Artemisa), że te dwie rasy są sobie bardzo bliskie; jesteśmy podobnie przystosowani do warunków psychicznych i fizycznych zarazem.
2.      Różnica w rozmiarze – Mówią: ‘Czym większe tym lepsze’. Artemis jest większy, definitywnie.
3.      Sarkazm – Jest częścią Artemisa. Szczerze, czasami wolałabym zapomnieć tego jego uśmiechu. Ale aktualnie jest całkiem przyjemny.
4.      Geniusz – Lubię wyzwania. Bez jego geniuszu nie zrobilibyśmy nic pożytecznego, a może nawet zagmatwali sprawę. Aczkolwiek, gdyby był normalny nic z tych rzeczy by się nie wydarzyło.
5.      Nerwy – Jestem pewna (jak to kobieta), że potrafiłabym go wyluzować.
6.      Garnitury – Wygląda na serio fajnie w tych swoich garniturkach, ale myślę, że bardziej pasowałyby mu jeansy. Wiem, że dla mnie mógłby założyć jedną parę.
7.      Rodzina – Hm, jego mama wie. Oprócz tego, jestem pewna, że potrafilibyśmy funkcjonować.
8.      Minerwa Paradizo – Mogłabym się jej pozbyć, jednak wiem, że Artemis i tak ma inne gusta. Może być geniuszem, ale nigdy nie pozna go tak, jak znam go ja.
9.      Moja rodzina – Patrz punkt 7.
10.  Ogierek i Mierzwa – Mogę ich przecież ignorować, a jeśli to nie pomoże do akcji wejdzie moje Neutrino 3000.
11.  Policjant i kryminalista – Przeciwieństwa się przyciągają. A tak czy siak Artemis się zmienia. Nie jest taki sam jak kiedyś i wiem, że jeszcze bardziej może się zmienić.
12.  Oaza i powierzchnia Ziemi – Wiem, że z łatwością dostanę wizę na powierzchnię. Jak również on może swobodnie przekraczać granicę. Na pewno znalazłabym sposób, aby się z nim zobaczyć, gdy zaszłaby taka potrzeba.
13.  Brak emocji – Emocje są jakby lekcją, a Artemis kocha się uczyć. Może myśleć o tym, jak o eksperymencie. Artemis jest bystrym uczniem, a ja dobrym nauczycielem. To mogłoby wypalić. I zmienić jego nastawienie do emocji.
14.  Kłopot – On również jest moim przyjacielem, więc powinien zrozumieć. A jeśliby się zmienił, zeswatałabym go z Lilą Rzęską. Problem rozwiązany.
15.  Długość życia – Myślę, ze Ogierek i Arty znajdą na to rozwiązanie. Może nawet już nad tym pracują. W końcu są geniuszami.
16.  Mój wiek – Szczerze na wiek ludzki mam tylko 22 lata. On ma 18. To tylko 4 lata. W końcu ludzie są w związkach z dwudziestoletnią różnicą wiekową.
17.  Jadacz mięsa i wegetarianin – To było głupie. On musi jeść mięso. Nie obchodzi mnie to. Może jeść co chce, Frond wie, że tego nie zmienię.
18.  Odmienny w społeczeństwie – To jego urok. Nawet seksowny.
19.  Kłamał – Zrobił to, aby ocalić matkę, a ja pewnie zrobiłabym to samo. W każdym razie, wybaczyłam mu to. Zrozumiałam. I rozumiem nadal.
20.  Wszystko jest nauką – Jest w porządku, kiedy eksperymenty przeprowadza z miłości do mnie.
21.  Zbyt dużo nauki – Jest okej. Mogę nauczyć go trochę o anatomii elfów.
22.  Kwestia zaufania – Ufam mu. Oddaje w jego ręce całe moje życie i byt ludzi, i znacznie więcej. Frond wie, że uratował mnie i Mały Lud wiele razy.
23.  Błotniaki – Złym działaniem całego gatunku nie można winić jednej osoby, ale wiem, że jego geniusz i moje Neutrino zawsze uratują świat przed zagładą.
24.  On mnie nie kocha – Tak, to prawda. Znaczy, myślę tak. Raz naprawdę pomyślałam, że mnie kocha, wtedy w klatce goryla, ale potem dowiedziałam się, że kłamie. Czy on kiedykolwiek będzie kochać? A raczej, czy on kiedykolwiek pokocha mnie?
25.  Nie chcę być zraniona – Przyznałam, że go kocham i nie chciałabym, aby mnie odrzucił. Myślę, że nie mogłabym tego znieść. Myślę, żebym tego nie chciała.

To wszystko na dziś. Dobranoc. Ciao.

~ Holly.