Obydwoje
odwrócili się, aby zobaczyć, kto przemówił. Dziewczyna wyglądała na
miło zaskoczoną. Nie poświęciłem jej jednak zbyt wiele uwagi, bo
wiedziałem, że to mężczyźnie muszę się przyjrzeć.
- A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia. No cóż, był nieźle wstawiony.
-
Artemis Fowl. - Uśmiechnąłem się szarmancko, a na jego twarzy pojawiło
się zdezorientowanie. No, ale to mnie w ogóle nie zdziwiło. - Nigdy o
mnie nie słyszałeś?
-
I nigdy mnie to nie obchodziło - wzruszył ramionami. Jeśli ignorancja
może być formą rozkoszy i szczęścia, to on był najszczęśliwszym
człowiekiem na świecie.
-
Nieważne. Puść ją - rozkazałem lodowatym tonem głosu. Dziewczyna
spojrzała na mnie z nadzieją w oczach, ale widziałem w nich również
błysk gniewu.
- Nie, ona chce pójść ze mną - odpowiedział, kłamiąc - Czyż nie? - Zapytał, kiedy obejmował ją ramieniem.
Chciałem na niego wrzasnąć, ale wiem, że to pogorszyłoby tylko sprawę.
-
Nie wygląda na to - powiedziałem naspokojnie, jak potrafiłem - Nie ma
tu żadnego większego uczucia, prawda? - Zapytał, patrząć w jej zielone
oczy, jednocześnie prosząc o popracie. Skinęła opornie głową. Z powrotem
na niego zerknąłem. Z pewnością chciał odejść, ale niestety duma mu na
to nie pozwalała. Uznałby to za słabość.
- Jest tylko troszkę nerwowa - skłamał - Jest profesjonalistką.
-
W czym? - Zapytałem, mimo że dobrze znałem odpowiedź. I pozwólcie, że
dodam, ale wcale nie wyglądała na "profesjonalistkę". Wydawała się
przeciętną dziewczyną, która po prostu znalazła się w złej sytuacji.
- Byciu łatwą - powiedział.
W tym momencie dziewczyna wybuchła i wyrzuciła z siebie całą złość:
- Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
Miałem tylko nadzieję, że nie sprawiła tym więcej problemów.
- To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić.
-
Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - odparł. Widziałem, jak dziewczyna
wyciągnęła wolną dłoń, chcąc go uderzyć. Spojrzałem jej w oczy i
pokręciłem głową. Wyglądała opornie i trochę się nadąsała, kiedy
opuściła rękę. Dostrzegłem jednak, że wciąż miała ją zaciśniętą w pięść.
Była bardzo zdeterminowana, musiałem to przyznać. Na szczęście
młodzieniec nie zauważył niczego.
- Puść ją - zażądałem ponownie, jeszcze chłodniej niż przed tem.
- Kto mi rozkaże? - Poczułem alkohol w jego oddechu. Pięknie.
Zdobyłem się na najlepszy wampirzy uśmiech. Męczyła mnie ta dziecinna gierka:
-
Ja - odpowiedziałem i przyjąłem postawę, jakiej nauczył mnie Butler.
Dodawała mi ona siły i uderzenie było zawsze silniejsze. Miałem
nadzieję, że to pomoże. - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię
skrzywdzić.
Ale
on wciąż nie miał zamiaru tego zrobić. Wymamrotał coś pod nosem,
próbując zrozumieć, co mówię i robię. Wciąż ją trzymał, ale popełnił
błąd i lekko rozluźnił uścisk.
To
było wszystko, czego potrzebowała. Wyrwała rękę i posłała go w stronę
stołu. Gdy już leżał wcisnęła obcas buta w jego plecy i pochyliła się w
dół - prosto do jego twarzy. To z pewnością nie mogłobyć miłe.
-
Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle. - Syknęła
głosem, który był tak zimny, że aż chciałem skrzyżować nogi w razie
gdyby miała się odwinąć. - Zrozumiałeś? - Zapytała, chwytając go za
włosy i odciągając jego głowę do tyłu. Była niemożliwa. Silna, straszna i
mądra.
Wyglądał
na to, że stracił zdolność do porozumiewania się. Wtedy zrobił
najgłupszą rzecz, jaką mógł uczynić w tej chwili. Skinął głową, co
musiało nieźle zaboleć. Przy okazji stracił trochę włosów.
-
Dobrze. A teraz się wynoś. - Chyba nie muszę dodawać, że od razu się
posłuchał. Zniknął z jej pola widzenia, jak najszybciej mógł.
Dziewczyna wstała i strzepała włosy z dłoni. Gdy się wyprostowała stała się jeszcze wyższa. Odwróciła się do mnie.
- Holinda Briefs - przedstawiła się, wyciągając niechętnie rękę.
Była
to przyjaciółka Julii. I była dość interesująca. I była tą, dla której
tutaj przyszedłem. I jeszcze tą, którą właśnie uratowałem. To było aż
nazbyt przypadkowe.
-
Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać. Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.-
Powiedziałem, chociaż pewnie nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia.
Ale nie byłem w stanie niczego z tym począć. - Tak więc, wszystko w
porządku?
- Owszem - odparła, jakby rzeczy takie, jak ta przydarzały się jej na
codzień. A w to wątpiłem. Wyglądała na niebezpieczną, ale nie na taką,
która pakowałaby się w kłopoty. Była, no cóż, jak ja. Problemy biegały
za nią, ale nie robiła nic. A może jednak się myliłem - i to kochała? -
Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie.
Schylała się właśnie, aby podnieść stół, ale zrobiłem to za nią.
Postawiłem z powrotem stolik i krzesła, kiedy ona udawała, że ma
"focha":
- I to też mogłam zrobić - burknęła. Chyba nie pomyślała sobie, że mogła wydaćsię słaba? Bo na pewno nie o to chodziło.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałem, unosząc ulegle ręce do góry - Byłem po prostu pomocny.
- Nieważne - skrzyżowała ręce, chociaż wydawało się, że trochę się zrelaksowała.\
- Na pewno wszystko ok?
- Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie. - W jej oczach dostrzegłem błysk, kiedy kładła dłonie na biodrach.
- Przepraszam - powiedziałem, starając się nie zaśmiać - Może chcesz się drinka?
I nie, nie chciałem jej upić. Po prostu wyglądała tak, jakby chciała się napić.
- Nie. Nie piję alkoholu.
To
trochę zbiło mnie z tropu. Nie oczekiwałem, że będzie alkoholiczką.
Była na to zbyt elegancka. Ale większość ludzi uważa to za formę
rozrywki i dobrej zabawy. Następny punkt na liście o jej odróżnieniu od
innych, których znałem.
- Więc co pijesz w miejscach takich, jak to?
- Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przyznała i ponownie mnie zaskoczyła - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.
- Lubisz? - Zapytałem.
- Tak - starałem się zignorować tą banalną odpowiedź i głupio tego nie skometnować. I udało się.
- Usiądź, zaraz wrócę.
Ponownie założyła ręce na biodra i zawiesiła na mnie wzrok.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
Wow, wszystkie kobiety tak trudno rozgryźć?
-
Proszę? - Zapytałem najabrdziej przyjaznym głosem, na jaki było mnie
stać. Nie wiem dlaczego, ale chciałem z nią porozmawiać. Po prostu
musiałem dowiedzieć się o niej więcej. I sądziłem, że zwykła rozmowa
dostarczy mi najwięcej informacji.
- Ok - odburknęła - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
- Oczywiście. Po prostu bądź tu, kiedy przyjdę.
Ruszyłem w stronę baru. Barman o blond włosach wykonywał swoje obowiązki. Przełknąłem dumę i wcisnąłem się bez kolejki.
- Czy zechciałby Pan coś do picia? - Zapytał.
- Tak, dwa soki żurawinowe bez alkoholu.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, kiedy je przygotowywał:
-
Proszę bardzo - powiedział, popychając je w moją stronę. Zapłaciłem mu i
wróciłem do stołu. Byłem zaskoczony, że Holinda nadal tutaj była.
Usiadłem naprzeciwko niej i posunąłem szklankę po stole.
- Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
Zaśmiała się:
- Na Twoje szczęście - zachichotała - Hm, co to jest?
- Bezalkoholowy drink żurawinowy.
Spojrzała na drinka i wyglądało na to, że naprawdę chce go spróbować:
- Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu?
To było dziwne, ale mimo wszystko nie czułem się sfrustrowany. W sumie nawet dobrze się bawiłem.
- Słowo harcerza - odparłem, przykładając dłoń do serca.
Zaśmiała się ponownie, biorąc szklankę do góry.
- Nie wyglądasz na takiego.
No cóż, była inteligentną obserwatorką.
Ja
również zacząłem się śmiać, ale z powodu tego, że wpadło mi do głowy,
że jest do mnie bardzo podobna. Wydawało mi się, że znamy się nie od
dzisiaj.
- Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
-
Jestem zaskoczona - uđmiechnęła się, wiedziałem, o co chodzi - Przebywałeś odcięty, ale
byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie -
Nawet jeśli nie było to zbyt ładne stwierdzenie, zdawałem sobie sprawę o czym mowa. Podsumowała właśnie moje dzieciństwo.
- W zasadzie... Tak - powiedziałem - Pij.
Wescthnęła i zrobiła ogromne show, podnosząc szklankę do ust. Wzięła łyka i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Mhm, jest pyszne. Z czego jest?
- Po pierwsze: powiedziałem Ci już - nie mogłem się powstrzymać, aby nie zatriumfować.
- Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda? - Pochyliła się lekko do przodu.
- Tak. I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
- I wiesz to skąd...?
- Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
O
nie. Uświadomiłem sobie, co właśnie powiedziałem. Holly. To twoja wina
Butler. Przez niego o niej myślałem i nazwałem tak Holindę. O ile wiem,
to jeden z tych najgorszych faux pas'ów (fałszywych kroków), które
mężczyzna może uczynić kobiecie.
Holinda wyglądała na bardzo zdziwioną. Ale było coś jeszcze. Coś czego nie umiałem rozszyfrować.
-
Wow - odparła - Kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem? -
Wyglądała na zainteresowaną, nie na złą, jak mogłoby się wydawać.
-
Wybacz - odpowiedziałem zdezorientowany; zazwyczaj nie popełniam
błędów. Chociaż ostatnimi czasy zdarzało się to coraz częściej - Holly
jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
I
naprawdę tak było. Widziałem wiele podobieństw w tej dziewczynie, co do
Holly. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale wiedziałem, że jest w niej
coś, czego muszę się dowiedzieć, i co to wszystko wyjaśni.
- Naprawdę?
- Tak. - Zaśmiałem się. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolą.
To
prawda. Jeśli Holly kiedykolwiek poznałaby Holindę wzięłaby ją za swoją
nową najlepszą przyjaciółkę... A może odebrałaby to jako wyzwanie.
-
Prawda. Nie brzmi źle. - Na te słowa lekko się uśmiechnąłem. Nie miała
pojęcia, jak bardzo Holly była "interesująca". - Czy jest tutaj?
-
Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często. -
Jeden z tych smutnych faktów, do których musiałem przywyknąć.
Posiadanie przyjaciela, który jest innej rasy i mieszka pod powierzchnią
ziemi... jest trudne, i tak czy siak, dość nieopłacalne.
-
To smutne... - Odpowiedziała. Widziałem, że naprawdę to poczuła. Że
obchodziło ją to, że tęskniłem za moją przyjaciółką, a ona chciała jakoś
załagodzić.
-
Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - zzruszyłem
ramionami, jakby to nie było nic takiego. Chociaż prawdę mówiąc,
dzwonienie do siebie nie było wystarczającą rzeczą.
- Oczywiście -
uśmiechnęła się w sposób, że wiedziałem, że mi nie wierzy. Nieźle, to
pokazało, że jest bardzo inteligentna. - Tak więc... Myśle, że powinnam
Ci podziękować.
- Mi? Za co? - Zapytałem zdezorientowany.
- Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - zniżyła wzrok z zażenowaniem.
- W porządku - uśmiechnąłem się. - Wygladałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
-
Nawet nie wiesz jak - powiedziała to w sposób, że już sam nie
wiedziałem, jak mam to zinterpretować. Myślałem, w jaki jeszcze inny
sposób mogła potrzebować "wybawcy". Wyglądała na dość kompetentną do
wyciągania siebie i całego świata z opresji.
Zdecydowałem się na zmianę tematu:
- Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.
- Co masz na myśli? - Zażądała ze złością w głosie. Ale latwo było rozpoznać, że tylko udawała. Raczej polubiła się tak bawić. - Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem.
- Bo byłam - przyznała - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
- Rozumiem, ale to nie jest powód... To nie była Twoja... - Zacząłem, ale ona mi ucięła.
-
Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany. -
Wiedziałem, że mogę powiedzieć jej wiele różnych rzeczy; że czasem
ciężko jest rozpoznać, że ktoś coś wypił, ale wydawało mi się, że ona i
tak wie.
- Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
To znów ją rozśmieszyło.
- Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
Chciałem powiedzieć, że wcale nie zawróciła mi tym głowy, ale to brzmiało by zbyt łatwo.
- Nie ma problemu.
Przez kilka chwil nic nie mówiliśmy, aż w końcu zaczęła na nowo:
- Mogę zadać Ci pytanie?
- Pewnie. - Zgodziłem się, będąc ciekawym.
- Dlaczego tu przyszedłeś? - Spytała. - Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy.
Zarumieniłem
się i niespokojnie się poruszyłem. Przecież nie powiem jej, że
przyszedłem tutaj, aby ją poznać. Ale musiałem to zrobić. Na Fronda.
Dostałem tyle lekcji na temat i przez kłamanie.
- Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
- Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawda?
- Nie - przyznałem.
- Więc dlaczego mi pomogłeś?
Zaśmmiałem
się. Wydawało jej się, ze jestem zimny i bez serca? Albo po prostu
ludzie tacy byli? Jest tak wiele rzeczy, których musiałem się o niej
dowiedzieć.
- Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
- Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Chciała mi dociąć. - Chronisz kobitki przez złymi typami?
Musiałem
się uśmiechnąć. Pomyślała, że jestem bohaterem. Jeśli znałaby mnie jako
osobę, jaką byłem... Raczej nie pomyślałaby w ten sposób. Wręcz
przeciwnie.
- Coś w tym stylu.
-
Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - oznajmiła. Poczułem się
wspaniale. To miło, że ktoś oprócz mojej rodziny i przyjaciół ma o mnie
dobrą opinię.
Uśmiechnęliśmy się. Holinda lekko się nachyliła.
- Wiedziałam! - Zapiszczał znany mi głos, rujnując całą sytuację. - Próbujesz odbić mi Artiego!
Cześć,
Wilhelm z tej strony.;-) Dodaję notkę za Some, jako iż znalazła się w
ciężkiej sytuacji. Prawdopodobnie wróci z początkiem września;-)
Poprawiłem też błędy w poprzedniej części, bo było ich, oj!, niemało:-D
No
i naprawdę piszcie o błędach, choćby w wiadomościach prywatnych, bo
oboje jesteśmy ślepi, poza tym każde słowo podkreśla nam na czerwono, a
lenistwo nas przezwycięża i nie chce nam się zmieniać języka
przeglądarki:-D
Miło też widzieć, że troszku Was tutaj przybyło, witam Was gorrrąco:-)
Może jeszcze w któryś dzień coś wpadnie, bo w końcu, po roku stażu dostaję wolne, jako normalny pracownik, uff:-D
Pozdrawiam cieplutko:-)
Ps.
Chciałbym zapytać, czy u Was szablon bloga też dzieli notki na kilka
części i niektóre zdania zlewają się w jedno? Bo wiem, że to utrudnia
czytanie, a chcielibyśmy jak najlepiej:-)
Iii, nie denerwuje Was to, że te kwestie się powtarzają, zamienia się tylko punkt widzenia?
Przekład jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii fan-artów o Artemisie Fowlu, autorstwa einstinette.
Rozdział 19 'Mój wybawca'
Odwróciliśmy się z Aidanem, aby zobaczyć kto do nas mówi. Nie mogłam być bardziej zaskoczona tym, kogo ujrzałam.
- A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia.
- Artemis Fowl - uśmiechnął się. Aidan wyglądał na trochę zmieszanego, co wprawiło Artiego w złość - Nigdy o mnie nie słyszałeś?
- I nigdy mnie to nie obchodziło.
- Nieważne. Puść ją - nakazał pewnym głosem. Miałam nadzieję, że Aidan to zrozumie, bo nie chciałam go zranić.
- Nie, ona chce pójść ze mną - skłamał - Czyż nie? - Zapytał kurczowo ściskając moje ramię.
- Nię wygląda na to - utrzymywał Arty - Nie ma tu żadnego większego uczucia, prawda? - Szybko skinęłam głową, nie czułam się zbyt dobrze w tym momencie. Spojrzałam w oczy Aidana i zobaczyłam pragnienie. Niestety nie byłam w stanie stwierdzić, czy to było "pragnienie" zatrzymania mnie, czy jednak nie.
- Jest po prostu trochę zdenerwowana. Jest profesjonalistką.
- W czym?
- Byciu łatwą - odparł.
W tym momencie nie mogła dłużej powstrzymywać mojej złości - Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
- To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić - powiedział Artemis.
- Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - gdyby moja ręka była wolna, uderzyłabym go. No i uświadomiłam sobie, że jednak mogę to zrobić. Podniosłam dłoń, aby go walnąć, ale Arty spojrzał na mnie i powoli pokręcił głową - nie chciał, abym to uczyniła. Ufałam mu, więc odstąpiłam od swoich zamiarów. Chociaż tak czy siak, byłam gotowa zrobić to w każdym momencie.
- Puść ją - zażądał Artemis swom srogim tonem
- Kto mi rozkaże?
Artemis uśmiechnął się, ale jego oczy były lodowate. Tak bardzo, że prawie przeszły mnie dreszcze.
- Ja - powiedział, przyjmując agresywną postawę. Która była idealna. Tak mi się wydaję, że jego uderzenie na prawdę mogłoby być silne. Dobrze. Przynajmniej nie był tak słaby, jak kiedyś. Zmienił się bardziej niż sądziłam - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię skrzywdzić.
Ale on wciąż tego nie chciał zrobić. Jednak coś musiało na niego podziałać, bo jego zalany alkoholem mózg zaczął chyba myśleć. Z pewnością mówił mu, że Arty nie żartuje. Aidan coś wymamrotał, podczas gdy jego myśli skupiały się wokół obrania jakiejkolwiek strategii. Nie, nie puścił mnie, ale w zadumaniu zluźnił uścisk. To było wszystko, czego potrzebowałam. Wyrwałam moją dłoń z jego i użyłam jego własnej siły, aby posłać go na stół.
Może i było to trochę dziecięce, ale musiałam się chociaż trochę zemścić. Kiedy znalazł się na ziemi, przycisnęłam stopę do jego pleców i schyliłam sie, tak, że miałam możliwość szepnięcia mu do ucha. Okej, może nie szeptałam, a mówiłam dość głośno:
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle - powiedziałam - Zrozumiałeś? - Zapytałam, kiedy chwytałam jego włosy i odciągnęłam mu głowę w tył.
Był zbyt przestraszony, aby cokolwiek powiedzieć, więc tylko skinął głową. Co oczywiście musiało go zaboleć. Pomiędzy palcami zostało mi kilka jego włosów.
- Dobrze. A teraz się wynoś - rozkazałam. Aidan wstał i pobiegł do drzwi. Obserwowałam, jak potyka się i przewraca, próbując jak najszybciej zniknąć z zasięgu mojego wzroku.
Wstałam i strzepałam włosy z palców. Wyprostowałam się i wnet przepomniałam sobie, że nie jestem sama.
- Holinda Briefs - przedstawiłam się, wyciągając rękę do Artiego. To było dziwne uczucie - przedstawiać się przed najlepszym przyjacielem; ale nie dla niego.
- Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać - i co było zaskakujące, wydawało się, że naprawdę ma to na myśli - Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.
Taaaa, pomijając urażoną dumę. Wstyd.
- Tak więc, wszystko w porządku? - Zapytał.
- Owszem - odparłam - Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie - mówiłam, zbliżając się do przewróconego stołu i krzeseł.
Ale Artemis już tam był. Przywrócił je do poprzedniego stanu. Od kiedy był taki... uprzejmy?
- I to też mogłam zrobić.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział pokornie - Byłem po prostu pomocny.
- Nieważne - Skrzyżowałam ramiona na piersiach. Nowy charakter był dość... kuszący. Może wypróbuję go, kiedy będę już sobą. Ciekawe, czy by to polubił.
- Na pewno wszystko ok? - Jego nowa postawa - troskliwego Artiego - zaczynała mnie denerwować. Jeśli zapyta o to jeszcze raz chyba oszaleję.
- Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie.
- Przepraszam - powiedział, powstrzymując śmiech - Może chcesz się drinka?
- Nie. Nie piję alkoholu.
Wyglądał na trochę zaskoczonego. Najprawdopodobniej sądził, że Holina będzię wystrzałową imprezowiczką. Oj nie.
- Więc co pijesz w miejscach takich, jak to?
- Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przynzałam - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.
- Lubisz?
- Tak - powiedziałam, czując się, jakbym odpowiadała na pytanie ślubne.
- Usiądź, zaraz wrócę.
Haha, czy on właśnie mi rozkazał? Holinda Briefs nie jest taka łatwa. Położyłam dłonie na biodrach.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
- Proszę? - Dodał, co mnie bardzo zaskoczyło. Nigdy przed tem nie widziałam Artiego tak... Uprzejmego.
- Ok - parsknęłam - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
- Oczywiście - wzruszył ramionami, próbując załagodzić sytuację.
Oddalił się w stronę baru. Muszę przyznać, że rozważałam ucieczkę. Ale moje ciało nie chciało współpracować. Odmawiało posłuszeństwa. Jakby czuło, że będę żałować swojej tajemniczości. Ale zastanawiałam się też, czy poszedłby mnie szukać.
Artemis pojawił się chwilę potem z dwoma szklankami napełnionymi rózowym płynem. Przystrojone były słomką i parasolką. Dziwna sprawa, zawsze sądziłam, że takie rzeczy są tylko w filmach.
Arty usiadł i przysunął jedną do mnie.
- Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
Nie mogłam się powstrzymać przed zaśmianiem się.
- Na Twoje szczęście - zachichotałam - Hm, co to jest?
- Bezalkoholowy drink żurawinowy.
Wyglądał smacznie, poza tym ufałam Artiemu, choć nie mogłam za bardzo tego okazywać. Wierzenie komuś na słowo, dopiero co po poznaniu może się wydawać trochę podejrzane.
- Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu? - Zapytałam ponownie.
- Słowo harcerza - zarzekł się, wykonując odpowiedni gest.
Chwytając szklankę, znowu się zaśmiałam.
- Nie wyglądasz na takiego.
Naprawdę. Jakoś nie mogłam wyobrazić sobie go jako dzieciaka ze skwaszoną miną, skaczącego po lesie w mudnurku.
On również zachichotał.
- Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
- Jestem zaskoczona - przewróciłam oczami - Przebywałeś odcięty, ale byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie - To stwierdzenie mogłobyć okropnie ciężkie do ogarnięcia.
- W zasadzie... Tak - Świetnie, wyglądało na to, że mnie zrozumiał. Oczywiście nic dziwnego. Był geniuszem - Pij.
Nie mogłam tego unikąć, a poza tym chciałam spróbować. Westchnęłam i powoli podniosłam szklankę do ust. Zrobiłam łyka i zaczęłam delektować się słodkim, a jednak jakże cierpkim smakiem - Mhm, jest pyszne - powiedziałam - Z czego jest?
- Po pierwsze: powiedziałm Ci już - uśmiechnął się. Taa, stary Arty powraca, aby potriumfować. Zdarza się ze "stary" on prześwituje pod całą tą powłoką nowego Artemisa. Szczerze mówiąc ciężko mi zadecydować, który jest lepszy.
- Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda?
- Tak - odparł, a jego głos posiadał nutę zadowolenia, że załapałam, o co chodzi. Jakby to powiedzieć, że w końcu! - I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
- I wiesz to skąd...?
- Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
O nie. Nazwał mnie Holly. Mimo tego całego przedstawienia, wiedział, kim jestem. Dlatego był dla mnie taki miły. Wiedział, że udawałam i chciał, abym się do tego przyznała. Nie, że miałam zamiar to zrobić. A teraz z chęcią zablefuje.
- Wow, kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem?
- Wybacz - powiedział zdezorientowany - Holly jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
Mhm, ciekawe, dlaczego?
- Naprawdę?
- Tak. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolę.
Miło było wiedzieć, co tak naprawdę o mnie sądzi.
- Prawda - zaśmiałam się - Nie brzmi źle. Czy jest tutaj? - Zapytałam, mimo że znałam odpowiedź. Bardziej interesowała mnie reakcja Artiego.
Wzrok Artemisa się zamglił.
- Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często.
"Daleko, na dolnym południu" jest rzeczywiście świetną formą do zastapienia "pod powierzchnią...". Oczywiście zwykła dziewczyna uznałaby, że jest idiotą i trzeba go gdzieś zamknąć. Nie żeby tego nie potrzebował.
- To smutne... - Powiedziałam. Muszę przyznać, że ja czułam się tak samo. Nieważne, jak wiele razy go widzę, zawsze jest niewystarczająco. Dobrze było wiedzieć, że jednak jest mu smutno z tego powodu. Tęsknił za mną i dzięki temu potrafiłam się uśmiechnąć.
- Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego, ale ja widziałam ból w jego oczach.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się - Tak więc... Myślę, że powinnam Ci podziękować.
- Mi? - Wyglądał na nieźle zaskoczonego. Albo jest niezawodnym manipulatorem (oczywiście, że nie) albo zapomniał, jak się "poznaliśmy" - Za co?
- Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - odpowiedziałam, zanim nad tym pomyślałam.
- W porządku - znowu wyszczerzył zęby - Wyglądałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
Nerwowo przęłknęłam drinka:
- Nawet nie wiesz jak.
Arty wyglądał tak, jakby właśnie pomyślał, że ta rozmowa jest już zbyt uczuciowa. Zmienił temat.
- Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.
- Co masz na myśli? - Zażądałam wyjaśnienia.
- Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem - wydawał się zdziwiony. Jakby nie potrafił mnie zrozumieć lub dlaczego byłam na niego zła.
- Bo byłam - przyznałam - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
- Rozumiem, ale to nie jest powód... - Jakby wkurzenie miało czekać na odpowiedni moment - To nie była Twoja... - Zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany.
- Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
To prawda. Jednak uczucie słabości jest denerwujące. No dobra, brzmię jak dziesięcioletni Artemis. Zaśmiałam się.
- Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
- Nie ma problemu.
- Mogę zadać Ci pytanie? - Miałam nadzieję, że się zgodzi, chociaż znałam odpowiedź.
- Pewnie.
- Dlaczego tu przyszdłeś? Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy.
Artemis trochę się poruszył, jakby coś było nie tak.
- Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
To potwierdzało, o czym mówiła Julia, a tym samym ja. Arty połknął haczyk.
- Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawa? - Zapytałam.
- Nie.
- Więc dlaczego mi pomogłeś?
Zaśmiał się w sposób niepodobny do tego, jakiego zawsze używał.
- Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
- Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Zapytałam - Chronisz kobitki przez złymi typami?
Wydął usta, prawdopodbnie myśląc o czasach, kiedy jedno wyciągało drugie z opresji.
- Coś w tym stylu.
Na początku chciałam odrzec w jakiś błyskotliwy sposób, ale jakoś nie potrafiłam tego zrobić. Więc znalazłam odpowiedź, nad którą chwilę myślałam.
- Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - usmiechnęliśmy się do siebie.
- Wiedziałam! - Wrzasnął głos z mojej prawej strony. Super, ona to potrafiła wszystko psuć - Próbujesz odbić mi Artiego!
Ok, do końca lipca raczej się już nic nie pojawi, bo nie mam z czego pisać (tą notkę przetłumaczyczył Wilhelm przypadkowo pomijając trzy rozdziały). Na razie czekam na laptopa, a jak będą nici to najwyżej się poświęcę i znów pomęczę na PC S lub dodam z okropnego telefonu:v
- A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia.
- Artemis Fowl - uśmiechnął się. Aidan wyglądał na trochę zmieszanego, co wprawiło Artiego w złość - Nigdy o mnie nie słyszałeś?
- I nigdy mnie to nie obchodziło.
- Nieważne. Puść ją - nakazał pewnym głosem. Miałam nadzieję, że Aidan to zrozumie, bo nie chciałam go zranić.
- Nie, ona chce pójść ze mną - skłamał - Czyż nie? - Zapytał kurczowo ściskając moje ramię.
- Nię wygląda na to - utrzymywał Arty - Nie ma tu żadnego większego uczucia, prawda? - Szybko skinęłam głową, nie czułam się zbyt dobrze w tym momencie. Spojrzałam w oczy Aidana i zobaczyłam pragnienie. Niestety nie byłam w stanie stwierdzić, czy to było "pragnienie" zatrzymania mnie, czy jednak nie.
- Jest po prostu trochę zdenerwowana. Jest profesjonalistką.
- W czym?
- Byciu łatwą - odparł.
W tym momencie nie mogła dłużej powstrzymywać mojej złości - Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
- To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić - powiedział Artemis.
- Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - gdyby moja ręka była wolna, uderzyłabym go. No i uświadomiłam sobie, że jednak mogę to zrobić. Podniosłam dłoń, aby go walnąć, ale Arty spojrzał na mnie i powoli pokręcił głową - nie chciał, abym to uczyniła. Ufałam mu, więc odstąpiłam od swoich zamiarów. Chociaż tak czy siak, byłam gotowa zrobić to w każdym momencie.
- Puść ją - zażądał Artemis swom srogim tonem
- Kto mi rozkaże?
Artemis uśmiechnął się, ale jego oczy były lodowate. Tak bardzo, że prawie przeszły mnie dreszcze.
- Ja - powiedział, przyjmując agresywną postawę. Która była idealna. Tak mi się wydaję, że jego uderzenie na prawdę mogłoby być silne. Dobrze. Przynajmniej nie był tak słaby, jak kiedyś. Zmienił się bardziej niż sądziłam - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię skrzywdzić.
Ale on wciąż tego nie chciał zrobić. Jednak coś musiało na niego podziałać, bo jego zalany alkoholem mózg zaczął chyba myśleć. Z pewnością mówił mu, że Arty nie żartuje. Aidan coś wymamrotał, podczas gdy jego myśli skupiały się wokół obrania jakiejkolwiek strategii. Nie, nie puścił mnie, ale w zadumaniu zluźnił uścisk. To było wszystko, czego potrzebowałam. Wyrwałam moją dłoń z jego i użyłam jego własnej siły, aby posłać go na stół.
Może i było to trochę dziecięce, ale musiałam się chociaż trochę zemścić. Kiedy znalazł się na ziemi, przycisnęłam stopę do jego pleców i schyliłam sie, tak, że miałam możliwość szepnięcia mu do ucha. Okej, może nie szeptałam, a mówiłam dość głośno:
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle - powiedziałam - Zrozumiałeś? - Zapytałam, kiedy chwytałam jego włosy i odciągnęłam mu głowę w tył.
Był zbyt przestraszony, aby cokolwiek powiedzieć, więc tylko skinął głową. Co oczywiście musiało go zaboleć. Pomiędzy palcami zostało mi kilka jego włosów.
- Dobrze. A teraz się wynoś - rozkazałam. Aidan wstał i pobiegł do drzwi. Obserwowałam, jak potyka się i przewraca, próbując jak najszybciej zniknąć z zasięgu mojego wzroku.
Wstałam i strzepałam włosy z palców. Wyprostowałam się i wnet przepomniałam sobie, że nie jestem sama.
- Holinda Briefs - przedstawiłam się, wyciągając rękę do Artiego. To było dziwne uczucie - przedstawiać się przed najlepszym przyjacielem; ale nie dla niego.
- Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać - i co było zaskakujące, wydawało się, że naprawdę ma to na myśli - Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.
Taaaa, pomijając urażoną dumę. Wstyd.
- Tak więc, wszystko w porządku? - Zapytał.
- Owszem - odparłam - Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie - mówiłam, zbliżając się do przewróconego stołu i krzeseł.
Ale Artemis już tam był. Przywrócił je do poprzedniego stanu. Od kiedy był taki... uprzejmy?
- I to też mogłam zrobić.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział pokornie - Byłem po prostu pomocny.
- Nieważne - Skrzyżowałam ramiona na piersiach. Nowy charakter był dość... kuszący. Może wypróbuję go, kiedy będę już sobą. Ciekawe, czy by to polubił.
- Na pewno wszystko ok? - Jego nowa postawa - troskliwego Artiego - zaczynała mnie denerwować. Jeśli zapyta o to jeszcze raz chyba oszaleję.
- Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie.
- Przepraszam - powiedział, powstrzymując śmiech - Może chcesz się drinka?
- Nie. Nie piję alkoholu.
Wyglądał na trochę zaskoczonego. Najprawdopodobniej sądził, że Holina będzię wystrzałową imprezowiczką. Oj nie.
- Więc co pijesz w miejscach takich, jak to?
- Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przynzałam - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.
- Lubisz?
- Tak - powiedziałam, czując się, jakbym odpowiadała na pytanie ślubne.
- Usiądź, zaraz wrócę.
Haha, czy on właśnie mi rozkazał? Holinda Briefs nie jest taka łatwa. Położyłam dłonie na biodrach.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
- Proszę? - Dodał, co mnie bardzo zaskoczyło. Nigdy przed tem nie widziałam Artiego tak... Uprzejmego.
- Ok - parsknęłam - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
- Oczywiście - wzruszył ramionami, próbując załagodzić sytuację.
Oddalił się w stronę baru. Muszę przyznać, że rozważałam ucieczkę. Ale moje ciało nie chciało współpracować. Odmawiało posłuszeństwa. Jakby czuło, że będę żałować swojej tajemniczości. Ale zastanawiałam się też, czy poszedłby mnie szukać.
Artemis pojawił się chwilę potem z dwoma szklankami napełnionymi rózowym płynem. Przystrojone były słomką i parasolką. Dziwna sprawa, zawsze sądziłam, że takie rzeczy są tylko w filmach.
Arty usiadł i przysunął jedną do mnie.
- Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
Nie mogłam się powstrzymać przed zaśmianiem się.
- Na Twoje szczęście - zachichotałam - Hm, co to jest?
- Bezalkoholowy drink żurawinowy.
Wyglądał smacznie, poza tym ufałam Artiemu, choć nie mogłam za bardzo tego okazywać. Wierzenie komuś na słowo, dopiero co po poznaniu może się wydawać trochę podejrzane.
- Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu? - Zapytałam ponownie.
- Słowo harcerza - zarzekł się, wykonując odpowiedni gest.
Chwytając szklankę, znowu się zaśmiałam.
- Nie wyglądasz na takiego.
Naprawdę. Jakoś nie mogłam wyobrazić sobie go jako dzieciaka ze skwaszoną miną, skaczącego po lesie w mudnurku.
On również zachichotał.
- Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
- Jestem zaskoczona - przewróciłam oczami - Przebywałeś odcięty, ale byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie - To stwierdzenie mogłobyć okropnie ciężkie do ogarnięcia.
- W zasadzie... Tak - Świetnie, wyglądało na to, że mnie zrozumiał. Oczywiście nic dziwnego. Był geniuszem - Pij.
Nie mogłam tego unikąć, a poza tym chciałam spróbować. Westchnęłam i powoli podniosłam szklankę do ust. Zrobiłam łyka i zaczęłam delektować się słodkim, a jednak jakże cierpkim smakiem - Mhm, jest pyszne - powiedziałam - Z czego jest?
- Po pierwsze: powiedziałm Ci już - uśmiechnął się. Taa, stary Arty powraca, aby potriumfować. Zdarza się ze "stary" on prześwituje pod całą tą powłoką nowego Artemisa. Szczerze mówiąc ciężko mi zadecydować, który jest lepszy.
- Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda?
- Tak - odparł, a jego głos posiadał nutę zadowolenia, że załapałam, o co chodzi. Jakby to powiedzieć, że w końcu! - I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
- I wiesz to skąd...?
- Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
O nie. Nazwał mnie Holly. Mimo tego całego przedstawienia, wiedział, kim jestem. Dlatego był dla mnie taki miły. Wiedział, że udawałam i chciał, abym się do tego przyznała. Nie, że miałam zamiar to zrobić. A teraz z chęcią zablefuje.
- Wow, kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem?
- Wybacz - powiedział zdezorientowany - Holly jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
Mhm, ciekawe, dlaczego?
- Naprawdę?
- Tak. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolę.
Miło było wiedzieć, co tak naprawdę o mnie sądzi.
- Prawda - zaśmiałam się - Nie brzmi źle. Czy jest tutaj? - Zapytałam, mimo że znałam odpowiedź. Bardziej interesowała mnie reakcja Artiego.
Wzrok Artemisa się zamglił.
- Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często.
"Daleko, na dolnym południu" jest rzeczywiście świetną formą do zastapienia "pod powierzchnią...". Oczywiście zwykła dziewczyna uznałaby, że jest idiotą i trzeba go gdzieś zamknąć. Nie żeby tego nie potrzebował.
- To smutne... - Powiedziałam. Muszę przyznać, że ja czułam się tak samo. Nieważne, jak wiele razy go widzę, zawsze jest niewystarczająco. Dobrze było wiedzieć, że jednak jest mu smutno z tego powodu. Tęsknił za mną i dzięki temu potrafiłam się uśmiechnąć.
- Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego, ale ja widziałam ból w jego oczach.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się - Tak więc... Myślę, że powinnam Ci podziękować.
- Mi? - Wyglądał na nieźle zaskoczonego. Albo jest niezawodnym manipulatorem (oczywiście, że nie) albo zapomniał, jak się "poznaliśmy" - Za co?
- Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - odpowiedziałam, zanim nad tym pomyślałam.
- W porządku - znowu wyszczerzył zęby - Wyglądałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
Nerwowo przęłknęłam drinka:
- Nawet nie wiesz jak.
Arty wyglądał tak, jakby właśnie pomyślał, że ta rozmowa jest już zbyt uczuciowa. Zmienił temat.
- Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.
- Co masz na myśli? - Zażądałam wyjaśnienia.
- Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem - wydawał się zdziwiony. Jakby nie potrafił mnie zrozumieć lub dlaczego byłam na niego zła.
- Bo byłam - przyznałam - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
- Rozumiem, ale to nie jest powód... - Jakby wkurzenie miało czekać na odpowiedni moment - To nie była Twoja... - Zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany.
- Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
To prawda. Jednak uczucie słabości jest denerwujące. No dobra, brzmię jak dziesięcioletni Artemis. Zaśmiałam się.
- Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
- Nie ma problemu.
- Mogę zadać Ci pytanie? - Miałam nadzieję, że się zgodzi, chociaż znałam odpowiedź.
- Pewnie.
- Dlaczego tu przyszdłeś? Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy.
Artemis trochę się poruszył, jakby coś było nie tak.
- Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
To potwierdzało, o czym mówiła Julia, a tym samym ja. Arty połknął haczyk.
- Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawa? - Zapytałam.
- Nie.
- Więc dlaczego mi pomogłeś?
Zaśmiał się w sposób niepodobny do tego, jakiego zawsze używał.
- Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
- Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Zapytałam - Chronisz kobitki przez złymi typami?
Wydął usta, prawdopodbnie myśląc o czasach, kiedy jedno wyciągało drugie z opresji.
- Coś w tym stylu.
Na początku chciałam odrzec w jakiś błyskotliwy sposób, ale jakoś nie potrafiłam tego zrobić. Więc znalazłam odpowiedź, nad którą chwilę myślałam.
- Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - usmiechnęliśmy się do siebie.
- Wiedziałam! - Wrzasnął głos z mojej prawej strony. Super, ona to potrafiła wszystko psuć - Próbujesz odbić mi Artiego!
Ok, do końca lipca raczej się już nic nie pojawi, bo nie mam z czego pisać (tą notkę przetłumaczyczył Wilhelm przypadkowo pomijając trzy rozdziały). Na razie czekam na laptopa, a jak będą nici to najwyżej się poświęcę i znów pomęczę na PC S lub dodam z okropnego telefonu:v
Rozdział 18 'Przybycie: Artemis i Butler' część 3
Obserwowałem tańczącą Julię, Shry, ich koleżankę o blond włosach i rudą dziewczynę. Tańczyły w sposób, który wielu ludzi określiłoby, jako "erotyczny". I zgodziłbym się z nimi.
Na początku Julia prowadziła, proruszając biodrami do rytmu. Reszta podążała za nią do baru. Obróciła się wokół własnej osi, a spódniczka zrobiła to samo, w lekko opóźnionym czasie. Przyciągnęła do siebie blondynkę i zaczęły poruszać się synchronicznie.
Wtedy blondynka przejęła piłeczkę. Wspięła się na blat baru i zaczęła poruszać rękoma góra-dół po swoim ciele, eksponując swój brzuch. Julia i reszta szybko do niej dołączyły. Przy końcu utworu, Julia złapała ją za biodra i zanurkowała w dół. Po chwili zniżyła się i blondynka. Ich twarze były bardzo blisko. I wyglądało to tak, jakby Julia miała ją zaraz pocałować. Ale ten moment szybko minął. Ponownie Julia podniosła się i zeszła w dół, ocierając nosem o jej koszulkę. Odwzajemniła się podobnie. Trzymała się blisko niej, jakby Julia była ofiarą. Jeździła dłońmi po jej biodrach i głaskała ją po buzi.
Skończyły w pozie, która wyglądała na wyćwiczoną. Julia stała na jednym końcu z wysuniętym biodrem i ręką owiniętą wokół talii blondynki. Ta również to zrobiła, a drugim ramieniem objęła barki Shry. Wystawiła też nogę w przód. Shry położyła dłoń na szyi blondynki. Rudowłosa znajdowała się na drugim końcu i przylegała swoim ciałem do Shry. W świeckim punkcie widzenia taniec był perwersyjny. Albo całość była orgią.
Spoglądałem, jak blondynka zeskakuje z blatu, jako pierwsza. Widziałem stąd rumieniec na jej twarzy. Pomogła zejść przyjaciółkom, ale chyba nie chciała się odwrócić. Wnioskuję, że to tańczenie na barku wśród tych wszystkich ludzi było żenujące. Widać było, że jest nieśmiała. Ale muszę przyznać, że byłem nastawiony sceptycznie. Ta strona osobowości nie mieszała się z tym, że była naprawdę niezłym napastnikiem.
Patrzyłem, jak tłum płci męskiej je otacza. Rozmawiały ze sobą jednak na tyle długo, że mężczyźni się rozeszli. Nie przerywały do czasu, aż do Julii nie podszedł jakiś młodzieniec.
Poczułem, jak Butler się naprężył. Ufał niewielu ludziom, którzy otaczali jego "malutką" siostrę. I wiedziałem, że ten facet zaufania nie dostanie. Oceniłem go w myślach. Miał rozczochrane brązowe włosy, miły uśmiech, był urokliwy i charyzmatyczny. Wyglądał na niegroźnego, ale przez te wszystkie lata nauczyłem się, że wiele rzeczy to tylko pozory.
Ich rozmowa nie trwała zbyt długo. Butler wciąż nie mógł się odprężyć - tego właśnie się spodziewałem. A wyglądał jeszcze bardziej na zdenerwowanego, gdy mężczyzna prowadził Julię na parkiet.
- Nie ufam mu - bruknął.
- A komukolwiek innemu tak? - Zapytałem.
Butler pozwolił sobie na mały uśmiech.
- Za pozwoleniem, muszę mu się przyjrzeć. Nic Ci się nie stanie?
- Oczywiście, że nie - pomachałem mu, kiedy odchodził, aby poszpiegować Julię. To może być interesujące. Chociaż nie tak ciekawe, jak ta tajemnicza blondynka. Odwróciłem się i zauważyłem ją z dwoma przyjaciółkami. Szły do miejsca, gdzie można było usiąść.
Oddaliły się dość daleko i klapnęły na krzesła. ONA siedziała za ścianką działową. Ja mogłem ją dostrzec, ale ona mnie nie. Doskonale.
Moje oczy powędrowały w miejsce, z którego Butler obserwował siostrę. Z nieznanego mi powodu po chwili mój wzrok wrócił do blondynki. To było, jakbym już skądś ją znał. Ale nie mogłem skojrzayć, więc znowu zacząłem się przyglądać. Każda z jej koleżanek poszła potańczyć z mężczyzną, od którego dostała zaproszenie.
Więc została całkiem sama. Na początku wyglądała, jakby myślami była gdzie indziej. Potem jednak i do niej podszedł mężczyzna. Usiadł i zaczął mówić.
Był odwrócony plecami do mnie, więc mogłem czytać tylko z jej ruchu ust. Chociaż to nie było moim zamiarem. Tak naprawdę przykładałem uwagę do uczuć przemykajcych po jej twarzy. Na początku wyglądała, jakby się wstydziła. Potem zobaczyłem jak jej buzia nabiera gniewnego wyrazu i obaw.
Nie mogłem popatrzeć gdzie indziej, gdy łapał ją za rękę. Zauzważyłem, że jest zestresowana, a nie zadowolona, kiedy uświadomiła sobie, co robi. Chciała się wyrwać, ale on ścisnął ją mocniej. Była oburzona, a strach przebiegł po jej twarzy.
Kiedy tylko to zobaczyłem zacząłem spoglądać na ruch warg.
- Czego chcesz? - Wrzasnęła na niego.
Zanim się nad tym zastanowiłem już byłem na nogach. Nie wiem, dlaczego, ale czułem coś, co nakazywało mi pomóc tej kobiecie. Wątpiłem, że aż tak się zmieniłem. Ale to było, jakby mój najlepszy przyjaciel znajdował się w niebezpieczeństwie. Ruszyłem między stołami.
Byłem o jedno miejsce od nich, jednak żadno mnie nie zauważyło. Nawet, gdy stanąłem za nimi. Obydwoje byli zbyt przejęci tym, co się działo. Stąd słyszałem ich doskonale.
- Chodź kochanie. Idziemy - powiedział, stawiając ją na stopy. Spojrzałem na dziewczynę i zostałem w nizłym zadumaniu. Mimo to, że był o wiele większy i silniejszy, ona wciąż się opierała i walczyła.
- Nie - odparła. Widziałem, że próbuje się znów wyrwać. Niestety, to nie przyniosło żadnego pożytku. Nie była wystarczająco silna. - Zostaw mnie?
W tym momencie doskonale wiedziałem, że ktoś musi zareagować.
- Dlaczego? - Zapytał, a ja migiem znalazłem się zaraz koło dziewczyny.
Dłoń miała zaciśniętą w pięść i była gotowa do zadania ciosu. Ale nie chciałem, aby to zrobiła.
- Bo ja tak mówię. - Powiedziałem, w wtedy obydwoje odwrócili się do mnie.
Ok, za błędy, czy braki w słowach, mało szykowne zdania - przepraszam! Pisałam z telefonu i nicc nie było widać. Ale upominajcie mnie. Notka w środę lub czwartek, pozdrawiam :)
PS. Artemis Fowl w końcu trafi do kin! Sprawdź link!
Oby nie były to tylko plotki:)
No i nadal nici z tłumaczenia VIII części Artemisa, co mnie niezmiernie zaskakuje:( Czytałam e-booka po angielsku. Ale jest tak wiele okropnych sformułowań, że... To koniec. Umrzyłam.
Na początku Julia prowadziła, proruszając biodrami do rytmu. Reszta podążała za nią do baru. Obróciła się wokół własnej osi, a spódniczka zrobiła to samo, w lekko opóźnionym czasie. Przyciągnęła do siebie blondynkę i zaczęły poruszać się synchronicznie.
Wtedy blondynka przejęła piłeczkę. Wspięła się na blat baru i zaczęła poruszać rękoma góra-dół po swoim ciele, eksponując swój brzuch. Julia i reszta szybko do niej dołączyły. Przy końcu utworu, Julia złapała ją za biodra i zanurkowała w dół. Po chwili zniżyła się i blondynka. Ich twarze były bardzo blisko. I wyglądało to tak, jakby Julia miała ją zaraz pocałować. Ale ten moment szybko minął. Ponownie Julia podniosła się i zeszła w dół, ocierając nosem o jej koszulkę. Odwzajemniła się podobnie. Trzymała się blisko niej, jakby Julia była ofiarą. Jeździła dłońmi po jej biodrach i głaskała ją po buzi.
Skończyły w pozie, która wyglądała na wyćwiczoną. Julia stała na jednym końcu z wysuniętym biodrem i ręką owiniętą wokół talii blondynki. Ta również to zrobiła, a drugim ramieniem objęła barki Shry. Wystawiła też nogę w przód. Shry położyła dłoń na szyi blondynki. Rudowłosa znajdowała się na drugim końcu i przylegała swoim ciałem do Shry. W świeckim punkcie widzenia taniec był perwersyjny. Albo całość była orgią.
Spoglądałem, jak blondynka zeskakuje z blatu, jako pierwsza. Widziałem stąd rumieniec na jej twarzy. Pomogła zejść przyjaciółkom, ale chyba nie chciała się odwrócić. Wnioskuję, że to tańczenie na barku wśród tych wszystkich ludzi było żenujące. Widać było, że jest nieśmiała. Ale muszę przyznać, że byłem nastawiony sceptycznie. Ta strona osobowości nie mieszała się z tym, że była naprawdę niezłym napastnikiem.
Patrzyłem, jak tłum płci męskiej je otacza. Rozmawiały ze sobą jednak na tyle długo, że mężczyźni się rozeszli. Nie przerywały do czasu, aż do Julii nie podszedł jakiś młodzieniec.
Poczułem, jak Butler się naprężył. Ufał niewielu ludziom, którzy otaczali jego "malutką" siostrę. I wiedziałem, że ten facet zaufania nie dostanie. Oceniłem go w myślach. Miał rozczochrane brązowe włosy, miły uśmiech, był urokliwy i charyzmatyczny. Wyglądał na niegroźnego, ale przez te wszystkie lata nauczyłem się, że wiele rzeczy to tylko pozory.
Ich rozmowa nie trwała zbyt długo. Butler wciąż nie mógł się odprężyć - tego właśnie się spodziewałem. A wyglądał jeszcze bardziej na zdenerwowanego, gdy mężczyzna prowadził Julię na parkiet.
- Nie ufam mu - bruknął.
- A komukolwiek innemu tak? - Zapytałem.
Butler pozwolił sobie na mały uśmiech.
- Za pozwoleniem, muszę mu się przyjrzeć. Nic Ci się nie stanie?
- Oczywiście, że nie - pomachałem mu, kiedy odchodził, aby poszpiegować Julię. To może być interesujące. Chociaż nie tak ciekawe, jak ta tajemnicza blondynka. Odwróciłem się i zauważyłem ją z dwoma przyjaciółkami. Szły do miejsca, gdzie można było usiąść.
Oddaliły się dość daleko i klapnęły na krzesła. ONA siedziała za ścianką działową. Ja mogłem ją dostrzec, ale ona mnie nie. Doskonale.
Moje oczy powędrowały w miejsce, z którego Butler obserwował siostrę. Z nieznanego mi powodu po chwili mój wzrok wrócił do blondynki. To było, jakbym już skądś ją znał. Ale nie mogłem skojrzayć, więc znowu zacząłem się przyglądać. Każda z jej koleżanek poszła potańczyć z mężczyzną, od którego dostała zaproszenie.
Więc została całkiem sama. Na początku wyglądała, jakby myślami była gdzie indziej. Potem jednak i do niej podszedł mężczyzna. Usiadł i zaczął mówić.
Był odwrócony plecami do mnie, więc mogłem czytać tylko z jej ruchu ust. Chociaż to nie było moim zamiarem. Tak naprawdę przykładałem uwagę do uczuć przemykajcych po jej twarzy. Na początku wyglądała, jakby się wstydziła. Potem zobaczyłem jak jej buzia nabiera gniewnego wyrazu i obaw.
Nie mogłem popatrzeć gdzie indziej, gdy łapał ją za rękę. Zauzważyłem, że jest zestresowana, a nie zadowolona, kiedy uświadomiła sobie, co robi. Chciała się wyrwać, ale on ścisnął ją mocniej. Była oburzona, a strach przebiegł po jej twarzy.
Kiedy tylko to zobaczyłem zacząłem spoglądać na ruch warg.
- Czego chcesz? - Wrzasnęła na niego.
Zanim się nad tym zastanowiłem już byłem na nogach. Nie wiem, dlaczego, ale czułem coś, co nakazywało mi pomóc tej kobiecie. Wątpiłem, że aż tak się zmieniłem. Ale to było, jakby mój najlepszy przyjaciel znajdował się w niebezpieczeństwie. Ruszyłem między stołami.
Byłem o jedno miejsce od nich, jednak żadno mnie nie zauważyło. Nawet, gdy stanąłem za nimi. Obydwoje byli zbyt przejęci tym, co się działo. Stąd słyszałem ich doskonale.
- Chodź kochanie. Idziemy - powiedział, stawiając ją na stopy. Spojrzałem na dziewczynę i zostałem w nizłym zadumaniu. Mimo to, że był o wiele większy i silniejszy, ona wciąż się opierała i walczyła.
- Nie - odparła. Widziałem, że próbuje się znów wyrwać. Niestety, to nie przyniosło żadnego pożytku. Nie była wystarczająco silna. - Zostaw mnie?
W tym momencie doskonale wiedziałem, że ktoś musi zareagować.
- Dlaczego? - Zapytał, a ja migiem znalazłem się zaraz koło dziewczyny.
Dłoń miała zaciśniętą w pięść i była gotowa do zadania ciosu. Ale nie chciałem, aby to zrobiła.
- Bo ja tak mówię. - Powiedziałem, w wtedy obydwoje odwrócili się do mnie.
Ok, za błędy, czy braki w słowach, mało szykowne zdania - przepraszam! Pisałam z telefonu i nicc nie było widać. Ale upominajcie mnie. Notka w środę lub czwartek, pozdrawiam :)
PS. Artemis Fowl w końcu trafi do kin! Sprawdź link!
Oby nie były to tylko plotki:)
No i nadal nici z tłumaczenia VIII części Artemisa, co mnie niezmiernie zaskakuje:( Czytałam e-booka po angielsku. Ale jest tak wiele okropnych sformułowań, że... To koniec. Umrzyłam.
Rozdział 18 'Przybycie: Artemis i Butler' część 2
Zadumałem się:
- Ta blondynka wyglądała na umiejętną.
Butler wyglądał, jakby chciał przyjąć zwykły wyraz twarzy.
- Tak, jej nastawienie dawało do zrozumienia, że nie ćwiczyła tylko jednej sztuki walki.
- Ciekawe. Zapewne Minerwa nie jest na tyle głupia, aby walczyć z kimś o wiele silniejszym od niej.
Butler uniósł brew.
- Ciebie to nigdy nie zatrzymało, prawda?
- Nie - uśmiechnąłem się - Ale wszystkie moje potyczki mogłyby być stoczone i wygrane przy pomocy mojego mózgu i bez użycia przemocy.
- Wiem - powiedział, prawdopodobnie myśląc o tych wszystkich przygodach, przez które przeszliśmy i znajdujemy się własnie tutaj - Może powinniśmy "przywłaszczyć" stolik?
- Tak. To dobry pomysł.
Zajęliśmy stolik, ale obydwoje obawialismy się o wytrzymałość krzeseł. Wstrzymaliśmy oddechy, kiedy Butler siadał. Dzięki Bogu siedzenie nie było aż tak wątłe na jakie wyglądało i obydwoje pozwoliliśmy sobie głęboko nabrać powietrze do płoc.
Kiedy się rozjerzałem znowu zatrzymałem wzrok na tej blondynce, której imię było mi nieznane. Siedziała przy barze ze Shry, a obok nich była jeszcze inna dziewczyna.
- Widzisz, może jednak...
Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.
- Wątpię Butler. Nie sądzę, aby "clubbing" był czymś dla mnie.
- Daj temu czas, Artemisie.
Mruknąłem spoglądając z powrotem w miejsce, w którym siedziała tamta dziewczyna. Ale już jej nie było. Przyjrzałem się pobliskiej przestrzeni, wiedząc, że nie mogła odejść zbyt daleko.
- Zgubiłeś ja? - Zapytał Butler, a kącik jego ust drgnął.
- Kogo? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, mimo że dobrze wiedziałem o kim mówił.
- Tą młodą damę z przed chwili... Czy może Minerwę?
- Żadną z nich. Jedyną "młodą damą", jaką szukam jest twoja siostra.
- Mhm - wymamrotał Butler, ale pozwolił odejść tematowi w niepamięć.
A kiedy już miałem zacząć mówić, przerwał mi znajomy głos. Coś zbyt często się to zdarzało.
- Hej Arty - powiedziała, zakrywając mi oczy dłońmi - Zgadnij kto.
- Cześć Minerwo - odparłem, próbując ukryć moje zirytowanie w głosie.
- Oh Arty, skąd wiedziałeś, że to ja? - Zapiszczała.
Lekko się uśmiechnąłem:
- Intuicja.
- Ohh, jesteś taki mądry.Nie oczekuję niczego innego po geniuszu twojego kalibru.
Jej słowa przypomniały mi, że jej dłonie nadal zasłaniają mi oczy. Prosto rzecz ujmując, stawało się to denerwujące.
- Możesz wziąć ręce, proszę?
Delikatnie zlapałem jej dłonie i ściągnąłem z moich oczu. Pierwszą rzeczą, która dostrzegłem był ironiczny uśmiech na twarzy Butlera. Rzuciłem mu najgorźniejsze spojrzenie, na jakie tylko było mnie stać. Które oczywiście zignorował.
- Mogę usiąść Arty? - Zapytała głosem, którym każdy normalny rodzic zwraca się do nastolatka, aby je uspokoić.
Skrzywiłem się słysząc słowo "Arty".
- Wiesz, że nie lubię być nazywany "Artym" - przypomniałem jej najłagodniej, jak potrafiłem. Niemniej jednak wstałem i podałem jej krzesło. Mogła sobie być najbardziej denerwującym geniuszem, którego znałem, ale wciąż była kobietą, której należał się szacunek. Matka by mnie zabiła jeśli dowiedziałaby się, że źle traktuje kobiety.
Odciągnąłem krzesło do tyłu.
- Oczywiście, że tak.
Usiadła, a ja przysunąłem siedzenie do stolika, w czasie gdy ona szczerzyła zęby.
- Przepraszam Butler; gdzie moje maniery. Co u Ciebie?
- Bardzi dobrze, Minerwo. A jak ty się masz?
- Fantastycznie - uśmiechnęła się - Przynajmniej teraz.
Kiedy to powiedziała spróbowała spleść palce z moimi. Zamrugała też swoimi rzęsami. Delikatnie sie odsunąłem.
- Więc co was tutaj sprowadza?
- Potrzebujemy trochę zabawy - powiedziałem, pozwalając jej, aby usłyszała to czego chce.
- Ja też. Musiała urwać się na weekend - odrzekła i położyła dłoń na moim kolanie, którą od razu strzepnąłem. Wydymała wargi, ale nic nie powiedziała.
- A jak Twój tata?
- Wszystko w porządku. Zastanawiał się, gdzie możesz się podziewać - przybliżyła się do mnie i zarzuciła trochę lokowanych włosów za jedno ramię - Powinieneś nas odwiedzić. Tatusiowi na pewno by się spodobało
Spojrzałem na Butlera. Z całą pewnością nie miała na myśli "tatusia".
- Jestem raczej zajęty.
- Oczywiście, ale dopoki tu jesteśmy... - Jej ręka znów pocierała moje kolano.
- Co miałaś na myśli? - Zapytałem, próbując zachować spokój.
- Napijesz się czegoś? - Znowu zamrugała rzęsami. Przyjrzałem się dokładne i zobaczyłem grudki, które pozostawiła jej maskara.
- Nie, dziękuję - odparłem.
Przybliżyła się jeszcze bardziej, że aż się zdziwiłem, że to wciąż możliwe. Ciagle poruszała dłońmi. Przesuwała dłoń to niżej, to wyżej, ale w sumie zmierzała do góry.
- Co powiesz na taniec? Ze mną? - Zanuciła.
- Nie, dziękuję - powtórzyłem nerwowo. Jej ręka była prawie na samej górze mojeg uda. Nie pozwolę, aby powędrowała wyżej. Popchnąłem moje krzesło w tył, że aż prawie upadło.
Spojrzałem z powrotem na Minerwę, oczekując, że zobaczę złość lub ból w jej oczach. Wyglądała jedynie na lekko rozbawioną.
- Arty - zrobiła kwaśną minę - Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego?
- Minerwo, przepraszam, ale nie "gram trudno dostępnego" - przyznałem - Nie interesujesz mnie w ten sposób.
- Cokolwiek - powiedziała, wstając - Zadzwoń, kiedy uświadomisz sobie to, że musimy ze sobą być - odwróciła się i ruszyła na parkiet.
- Artemisie - zbeształ mnie Butler - "Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego"?
- Nie interesuje mnie to, Butler.
- Prawda - odchrząknął - To raczej: jesteś niemożliwt do zdobycia.
- Matko, Butler - odpowiedziałem, potrząsając głową - To nie było przyjemne.
- Co robiła pod tym stołem? - Zapytał, uśmiechając się, a jednocześnie zmieniając temat.
Nie widziałem przeciwności, aby przestać rozmawiać. A poza tym przecież nie musiałem opowiadać wszystkiego.
- Dotykała mojego kolana - sposób, w jaki to powiedziałem dawał pewność, że tak właśnie było.
- I? - Próbował się wywiedzieć.
- Co i?
Butler posłał mi wyrozumiały uśmieszek, jakby dopiero zaczynał pracę z ciężko chorym dzieckiem.
- No wiesz Artemisie, gdyby to było nic, nie wywróciłbyś prawie swojego krzesła. Co jeszcze robiła?
Westchnąłem. Czasami zapominałem, jak mądry był Butler i jak dobrze mnie znał. Co będzie tylko szkodliwe, jeśli znów spróbuję go pokonać. Daliśmy radę już raz, damy i drugi. Próbowałem odejść od tych drętwych myśli i wrócić do teraźniejszości.
- Pocierała moje kolano... Potem zaczęła przesuwać dłoń w górę - powiedziałem z wahaniem, gdy Butler przerwał mi swoim napadem śmiechu, podczas którego zaczął trząść stołem.
Zwróciłem na niego wzrok, ukazując moje niezadowolenie. Wyłapał to i chyba sam siebie skarcił.
- Przepraszam Artemisie, ale to było śmieszne
- No dobrze, wybaczam Ci. A teraz możesz odpowiedzieć na jedno moje pytanie?
- Oczywiście. Zapytaj, a ja odpowiem - zapewnił mnie, udając, że jest mu naprawdę przykro przez to, że się ze mnie śmiał.
Wziąłem głęboki oddech, wiedząc, że to co teraz powiem będzie dość... nieswoje:
- Czy to normalne, że na początku odczuwałem z tego przyjemność?
Widziałem, jak Butler powstrzymuje się przed wybuchnięciem śmiechem. Po kilku chwilach uspokoił się na tyle wystarczająco, aby mi odpowiedzieć:
- Nigdy nie sądziłem, że będę musiał uczyć Cię męskiej anatomii.
Poczułem, jak ciepło zalewa moją twarz.
- Co masz na myśli? Wiem wszystko o anatomii mężczyzn.
- Uspokój się. Wytłumaczę Ci to.
- Oczywiście - powiedziałem, stosując siędo jego "życzenia" - Zawsze jestem spokojny.
Butler prychnął, ale kontynuował mówienie:
- Zapewne znasz różnice anatomiczne pomiędzy mężczyzną, a kobietą.
Skinąłem głową, a wtedy on przeszedł do sedna sprawy.
- Więc... W Twoim wieku, każde czyny, szczególnie te z nawiązką seksualną są związane z twoim "środkiem". Nawet jeśli nie lubisz Minerwy, jej gierka wciąż pozostawała miła ponieważ zbliżała się do twojego "centrum". Pamiętaj, w tym wieku, większość chłopców kieruje się właśnie tym.
- O to jej chodziło - uświadomiłem sobie. Chciała, abym zachowywał sie w sposób... inny. - Jest taka przebiegła - dodałem z podziwem i uznaniem.
- Niedaleko pada jałbko od jabłoni - uśmiechnął się - Ale pamiętaj też, że to tak nie działa na kobiety. One kierują się emocjami, nie fizycznością.
- Mam jeszcze jedno pytanie.
- Możesz pytać do woli, Artemisie. Jestem miło zaskoczony, że chcesz o tym rozmawiać. - Ja również się tak czułem. Przyznam, że zdobywanie nowej wiedzy było przyjemne, nawet jeśli sam jej temat nie.
- Kiedy tylko przestałem czuć przyjemność, napłynęła fala złośći, frustracji, zniesmaczenia i poczucia winy - przyznałem - Czy to anormalne?
- Bardziej nienormalne byłoby gdybyś się tak nie czuł - zapewnił mnie - Ciało reaguje samo, nieprawdopodobnie i moze wydawać się, że w sposób nadzwyczajny.
- Więc co tak naprawdę moje ciało próbowało powiedzieć? - Zapytałem.
To było naprawdę dziwne. Moje ciało reaguje, jak samo chce. To musi być naprawione. Zanotować: popracuj nad tym w domu.
- Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić jest wyizolowanie emocji - zaczął.
- Da się zrobić - wtrąciłem tak, jak robił to on. Ale wyglądało na to, że wcale nie irytowało go to tak jak mnie. Chyba się już do tego przyzwyczaił.
- Potem musisz zdecydować do kogo te emocje są skierowane - chciałem coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłem usta, on znów zaczął mówić. Może jednak go to denerwowało - Jesteś zły na nią za to, że to zrobiłam czy na siebie, że tak zareagowałeś? - Zapytał z wszystkowiedzącym uśmiechem, który dał mi do zrozumienia, że on już dobrze znał odpowiedź.
Oczywiście zanim odpowiedziałem wrócił do lektury.
- I jeszcze frustracja. Jesteś sfrustrowany przez to, że wiedziała co się stanie i dlatego to zrobiła czy przez to, że twoje ciało zareagowało tak samo, jak każdego innego nastolatka?
Uświadomiłem sobie, że próbowanie powiedzenia czegokolwiek jest bezsensu. Nie pozwoli mi mówi, dopóki nie skończy.
- Jeśli chodzi o poczucie winy to jest to sprawą oczywistą. Jest to uczucie, które pojawia się z głębi. W tym wypadku prawdopodobnie hamuje przyjemność. Chodzi o to, że zdradzasz kogoś Ci bliskiego. Teraz tylko - dodał - musisz sobie uświadomić przez kogo się tak czujesz i dla kogo twoje uczucie nie jest prawdziwe.
- Dzięki za tą psychoanalizę - odparłem raczej oschle.
Nie musiałem mówić nic więcej, ponieważ głos DJa buchnął przez głośniki:
- Witam szanownych panów i panie. Witam w Phenomie, gdzie niesamowite rzeczy mogą się stać i się dzieją - nie mogłem powstrzymać się, aby nie przewrócić oczyma - Mam nadzieje, że spędzicie dobrze czas i pamiętajcie: przyjmuje utwory z dedykacją.
Dj zapuścił kolejny kawałek. Jęknąłem, kiedy go rozpoznałem:
My milkshake brings all the boys to the yard,
And they're like It's better than yours,
Damn right it's better than yours,
I can teach you,
But I have to charge.
- Okropne - powiedziałem, potrząsając głową z niesmakiem.
- Co jest okropne? - Zapytał Butler - Poza tym, że odbyliśmy tą "głęboką", "emocjonującą" i "filozoficzną" rozmowę w klubie.
- Mówiłem o muzyce.
Butler westchnął. Słyszał to ode mnie co chwilę. Ale mój stary przyjaciel był bardzo cierpliwy.
- Co tym razem zrobił szatański przemysł muzyczny?
Zignorowałem sarkazm w jego głosie.
- Straciła całą ekspresję i uczucie - napuszyłem się - Posłuchaj tej piosenki. Wszędzie są podteksty seksualne.
- Tak - powiedział Butler znudzonym głosem - Teraz porozmawiamy o obniżeniu wartości tekstów kultury, w tym wypadku muzyki, na przełomie ostatnich dziesięciu lat.
- Nieważne - odparłem.
Po prostu siedzieliśmy i słuchaliśmy kolejnej okropnej piosenki. Ta akurat osiągnęła swiatowy sukces. "Single Ladies". Spojrzałem na parkiet i zobaczyłem tańczącą Shry. Jej dwie przyjaciółki - blondynka i rudowłosa, tańczyły razem. Westchnąłem, ale zostawiłem komentarz dla siebie.
Dzięki Bogu, utwór się skończył... Po czym zaczął się nowy. Dostrzegłem kolejną blondynkę, która ruszała biodrami w rytm bitu.
- Chyba znalazłem twoją siostrę - powiedziałem do Butlera.
Za błędy wybaczcie, piszę z PeCeta i nie ogarniam klawiatury:f
- Ta blondynka wyglądała na umiejętną.
Butler wyglądał, jakby chciał przyjąć zwykły wyraz twarzy.
- Tak, jej nastawienie dawało do zrozumienia, że nie ćwiczyła tylko jednej sztuki walki.
- Ciekawe. Zapewne Minerwa nie jest na tyle głupia, aby walczyć z kimś o wiele silniejszym od niej.
Butler uniósł brew.
- Ciebie to nigdy nie zatrzymało, prawda?
- Nie - uśmiechnąłem się - Ale wszystkie moje potyczki mogłyby być stoczone i wygrane przy pomocy mojego mózgu i bez użycia przemocy.
- Wiem - powiedział, prawdopodobnie myśląc o tych wszystkich przygodach, przez które przeszliśmy i znajdujemy się własnie tutaj - Może powinniśmy "przywłaszczyć" stolik?
- Tak. To dobry pomysł.
Zajęliśmy stolik, ale obydwoje obawialismy się o wytrzymałość krzeseł. Wstrzymaliśmy oddechy, kiedy Butler siadał. Dzięki Bogu siedzenie nie było aż tak wątłe na jakie wyglądało i obydwoje pozwoliliśmy sobie głęboko nabrać powietrze do płoc.
Kiedy się rozjerzałem znowu zatrzymałem wzrok na tej blondynce, której imię było mi nieznane. Siedziała przy barze ze Shry, a obok nich była jeszcze inna dziewczyna.
- Widzisz, może jednak...
Uśmiechnąłem się do mojego przyjaciela.
- Wątpię Butler. Nie sądzę, aby "clubbing" był czymś dla mnie.
- Daj temu czas, Artemisie.
Mruknąłem spoglądając z powrotem w miejsce, w którym siedziała tamta dziewczyna. Ale już jej nie było. Przyjrzałem się pobliskiej przestrzeni, wiedząc, że nie mogła odejść zbyt daleko.
- Zgubiłeś ja? - Zapytał Butler, a kącik jego ust drgnął.
- Kogo? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, mimo że dobrze wiedziałem o kim mówił.
- Tą młodą damę z przed chwili... Czy może Minerwę?
- Żadną z nich. Jedyną "młodą damą", jaką szukam jest twoja siostra.
- Mhm - wymamrotał Butler, ale pozwolił odejść tematowi w niepamięć.
A kiedy już miałem zacząć mówić, przerwał mi znajomy głos. Coś zbyt często się to zdarzało.
- Hej Arty - powiedziała, zakrywając mi oczy dłońmi - Zgadnij kto.
- Cześć Minerwo - odparłem, próbując ukryć moje zirytowanie w głosie.
- Oh Arty, skąd wiedziałeś, że to ja? - Zapiszczała.
Lekko się uśmiechnąłem:
- Intuicja.
- Ohh, jesteś taki mądry.Nie oczekuję niczego innego po geniuszu twojego kalibru.
Jej słowa przypomniały mi, że jej dłonie nadal zasłaniają mi oczy. Prosto rzecz ujmując, stawało się to denerwujące.
- Możesz wziąć ręce, proszę?
Delikatnie zlapałem jej dłonie i ściągnąłem z moich oczu. Pierwszą rzeczą, która dostrzegłem był ironiczny uśmiech na twarzy Butlera. Rzuciłem mu najgorźniejsze spojrzenie, na jakie tylko było mnie stać. Które oczywiście zignorował.
- Mogę usiąść Arty? - Zapytała głosem, którym każdy normalny rodzic zwraca się do nastolatka, aby je uspokoić.
Skrzywiłem się słysząc słowo "Arty".
- Wiesz, że nie lubię być nazywany "Artym" - przypomniałem jej najłagodniej, jak potrafiłem. Niemniej jednak wstałem i podałem jej krzesło. Mogła sobie być najbardziej denerwującym geniuszem, którego znałem, ale wciąż była kobietą, której należał się szacunek. Matka by mnie zabiła jeśli dowiedziałaby się, że źle traktuje kobiety.
Odciągnąłem krzesło do tyłu.
- Oczywiście, że tak.
Usiadła, a ja przysunąłem siedzenie do stolika, w czasie gdy ona szczerzyła zęby.
- Przepraszam Butler; gdzie moje maniery. Co u Ciebie?
- Bardzi dobrze, Minerwo. A jak ty się masz?
- Fantastycznie - uśmiechnęła się - Przynajmniej teraz.
Kiedy to powiedziała spróbowała spleść palce z moimi. Zamrugała też swoimi rzęsami. Delikatnie sie odsunąłem.
- Więc co was tutaj sprowadza?
- Potrzebujemy trochę zabawy - powiedziałem, pozwalając jej, aby usłyszała to czego chce.
- Ja też. Musiała urwać się na weekend - odrzekła i położyła dłoń na moim kolanie, którą od razu strzepnąłem. Wydymała wargi, ale nic nie powiedziała.
- A jak Twój tata?
- Wszystko w porządku. Zastanawiał się, gdzie możesz się podziewać - przybliżyła się do mnie i zarzuciła trochę lokowanych włosów za jedno ramię - Powinieneś nas odwiedzić. Tatusiowi na pewno by się spodobało
Spojrzałem na Butlera. Z całą pewnością nie miała na myśli "tatusia".
- Jestem raczej zajęty.
- Oczywiście, ale dopoki tu jesteśmy... - Jej ręka znów pocierała moje kolano.
- Co miałaś na myśli? - Zapytałem, próbując zachować spokój.
- Napijesz się czegoś? - Znowu zamrugała rzęsami. Przyjrzałem się dokładne i zobaczyłem grudki, które pozostawiła jej maskara.
- Nie, dziękuję - odparłem.
Przybliżyła się jeszcze bardziej, że aż się zdziwiłem, że to wciąż możliwe. Ciagle poruszała dłońmi. Przesuwała dłoń to niżej, to wyżej, ale w sumie zmierzała do góry.
- Co powiesz na taniec? Ze mną? - Zanuciła.
- Nie, dziękuję - powtórzyłem nerwowo. Jej ręka była prawie na samej górze mojeg uda. Nie pozwolę, aby powędrowała wyżej. Popchnąłem moje krzesło w tył, że aż prawie upadło.
Spojrzałem z powrotem na Minerwę, oczekując, że zobaczę złość lub ból w jej oczach. Wyglądała jedynie na lekko rozbawioną.
- Arty - zrobiła kwaśną minę - Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego?
- Minerwo, przepraszam, ale nie "gram trudno dostępnego" - przyznałem - Nie interesujesz mnie w ten sposób.
- Cokolwiek - powiedziała, wstając - Zadzwoń, kiedy uświadomisz sobie to, że musimy ze sobą być - odwróciła się i ruszyła na parkiet.
- Artemisie - zbeształ mnie Butler - "Kiedy w końcu przestaniesz grać trudno dostępnego"?
- Nie interesuje mnie to, Butler.
- Prawda - odchrząknął - To raczej: jesteś niemożliwt do zdobycia.
- Matko, Butler - odpowiedziałem, potrząsając głową - To nie było przyjemne.
- Co robiła pod tym stołem? - Zapytał, uśmiechając się, a jednocześnie zmieniając temat.
Nie widziałem przeciwności, aby przestać rozmawiać. A poza tym przecież nie musiałem opowiadać wszystkiego.
- Dotykała mojego kolana - sposób, w jaki to powiedziałem dawał pewność, że tak właśnie było.
- I? - Próbował się wywiedzieć.
- Co i?
Butler posłał mi wyrozumiały uśmieszek, jakby dopiero zaczynał pracę z ciężko chorym dzieckiem.
- No wiesz Artemisie, gdyby to było nic, nie wywróciłbyś prawie swojego krzesła. Co jeszcze robiła?
Westchnąłem. Czasami zapominałem, jak mądry był Butler i jak dobrze mnie znał. Co będzie tylko szkodliwe, jeśli znów spróbuję go pokonać. Daliśmy radę już raz, damy i drugi. Próbowałem odejść od tych drętwych myśli i wrócić do teraźniejszości.
- Pocierała moje kolano... Potem zaczęła przesuwać dłoń w górę - powiedziałem z wahaniem, gdy Butler przerwał mi swoim napadem śmiechu, podczas którego zaczął trząść stołem.
Zwróciłem na niego wzrok, ukazując moje niezadowolenie. Wyłapał to i chyba sam siebie skarcił.
- Przepraszam Artemisie, ale to było śmieszne
- No dobrze, wybaczam Ci. A teraz możesz odpowiedzieć na jedno moje pytanie?
- Oczywiście. Zapytaj, a ja odpowiem - zapewnił mnie, udając, że jest mu naprawdę przykro przez to, że się ze mnie śmiał.
Wziąłem głęboki oddech, wiedząc, że to co teraz powiem będzie dość... nieswoje:
- Czy to normalne, że na początku odczuwałem z tego przyjemność?
Widziałem, jak Butler powstrzymuje się przed wybuchnięciem śmiechem. Po kilku chwilach uspokoił się na tyle wystarczająco, aby mi odpowiedzieć:
- Nigdy nie sądziłem, że będę musiał uczyć Cię męskiej anatomii.
Poczułem, jak ciepło zalewa moją twarz.
- Co masz na myśli? Wiem wszystko o anatomii mężczyzn.
- Uspokój się. Wytłumaczę Ci to.
- Oczywiście - powiedziałem, stosując siędo jego "życzenia" - Zawsze jestem spokojny.
Butler prychnął, ale kontynuował mówienie:
- Zapewne znasz różnice anatomiczne pomiędzy mężczyzną, a kobietą.
Skinąłem głową, a wtedy on przeszedł do sedna sprawy.
- Więc... W Twoim wieku, każde czyny, szczególnie te z nawiązką seksualną są związane z twoim "środkiem". Nawet jeśli nie lubisz Minerwy, jej gierka wciąż pozostawała miła ponieważ zbliżała się do twojego "centrum". Pamiętaj, w tym wieku, większość chłopców kieruje się właśnie tym.
- O to jej chodziło - uświadomiłem sobie. Chciała, abym zachowywał sie w sposób... inny. - Jest taka przebiegła - dodałem z podziwem i uznaniem.
- Niedaleko pada jałbko od jabłoni - uśmiechnął się - Ale pamiętaj też, że to tak nie działa na kobiety. One kierują się emocjami, nie fizycznością.
- Mam jeszcze jedno pytanie.
- Możesz pytać do woli, Artemisie. Jestem miło zaskoczony, że chcesz o tym rozmawiać. - Ja również się tak czułem. Przyznam, że zdobywanie nowej wiedzy było przyjemne, nawet jeśli sam jej temat nie.
- Kiedy tylko przestałem czuć przyjemność, napłynęła fala złośći, frustracji, zniesmaczenia i poczucia winy - przyznałem - Czy to anormalne?
- Bardziej nienormalne byłoby gdybyś się tak nie czuł - zapewnił mnie - Ciało reaguje samo, nieprawdopodobnie i moze wydawać się, że w sposób nadzwyczajny.
- Więc co tak naprawdę moje ciało próbowało powiedzieć? - Zapytałem.
To było naprawdę dziwne. Moje ciało reaguje, jak samo chce. To musi być naprawione. Zanotować: popracuj nad tym w domu.
- Pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić jest wyizolowanie emocji - zaczął.
- Da się zrobić - wtrąciłem tak, jak robił to on. Ale wyglądało na to, że wcale nie irytowało go to tak jak mnie. Chyba się już do tego przyzwyczaił.
- Potem musisz zdecydować do kogo te emocje są skierowane - chciałem coś powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłem usta, on znów zaczął mówić. Może jednak go to denerwowało - Jesteś zły na nią za to, że to zrobiłam czy na siebie, że tak zareagowałeś? - Zapytał z wszystkowiedzącym uśmiechem, który dał mi do zrozumienia, że on już dobrze znał odpowiedź.
Oczywiście zanim odpowiedziałem wrócił do lektury.
- I jeszcze frustracja. Jesteś sfrustrowany przez to, że wiedziała co się stanie i dlatego to zrobiła czy przez to, że twoje ciało zareagowało tak samo, jak każdego innego nastolatka?
Uświadomiłem sobie, że próbowanie powiedzenia czegokolwiek jest bezsensu. Nie pozwoli mi mówi, dopóki nie skończy.
- Jeśli chodzi o poczucie winy to jest to sprawą oczywistą. Jest to uczucie, które pojawia się z głębi. W tym wypadku prawdopodobnie hamuje przyjemność. Chodzi o to, że zdradzasz kogoś Ci bliskiego. Teraz tylko - dodał - musisz sobie uświadomić przez kogo się tak czujesz i dla kogo twoje uczucie nie jest prawdziwe.
- Dzięki za tą psychoanalizę - odparłem raczej oschle.
Nie musiałem mówić nic więcej, ponieważ głos DJa buchnął przez głośniki:
- Witam szanownych panów i panie. Witam w Phenomie, gdzie niesamowite rzeczy mogą się stać i się dzieją - nie mogłem powstrzymać się, aby nie przewrócić oczyma - Mam nadzieje, że spędzicie dobrze czas i pamiętajcie: przyjmuje utwory z dedykacją.
Dj zapuścił kolejny kawałek. Jęknąłem, kiedy go rozpoznałem:
My milkshake brings all the boys to the yard,
And they're like It's better than yours,
Damn right it's better than yours,
I can teach you,
But I have to charge.
- Okropne - powiedziałem, potrząsając głową z niesmakiem.
- Co jest okropne? - Zapytał Butler - Poza tym, że odbyliśmy tą "głęboką", "emocjonującą" i "filozoficzną" rozmowę w klubie.
- Mówiłem o muzyce.
Butler westchnął. Słyszał to ode mnie co chwilę. Ale mój stary przyjaciel był bardzo cierpliwy.
- Co tym razem zrobił szatański przemysł muzyczny?
Zignorowałem sarkazm w jego głosie.
- Straciła całą ekspresję i uczucie - napuszyłem się - Posłuchaj tej piosenki. Wszędzie są podteksty seksualne.
- Tak - powiedział Butler znudzonym głosem - Teraz porozmawiamy o obniżeniu wartości tekstów kultury, w tym wypadku muzyki, na przełomie ostatnich dziesięciu lat.
- Nieważne - odparłem.
Po prostu siedzieliśmy i słuchaliśmy kolejnej okropnej piosenki. Ta akurat osiągnęła swiatowy sukces. "Single Ladies". Spojrzałem na parkiet i zobaczyłem tańczącą Shry. Jej dwie przyjaciółki - blondynka i rudowłosa, tańczyły razem. Westchnąłem, ale zostawiłem komentarz dla siebie.
Dzięki Bogu, utwór się skończył... Po czym zaczął się nowy. Dostrzegłem kolejną blondynkę, która ruszała biodrami w rytm bitu.
- Chyba znalazłem twoją siostrę - powiedziałem do Butlera.
Za błędy wybaczcie, piszę z PeCeta i nie ogarniam klawiatury:f
Subskrybuj:
Posty (Atom)