Rozdział 22 'Konflikt'

Nie wiem, czy zdążyliście już znaleźć tą informację, czy też nie, ale pragnę Wam przedstawić fakt - nastąpił przełom w sprawie tłumaczenia Artemisa i jego ósmej części. Tłumaczenia podjął się Rafał Lisowski, który był odpowiedzialny za przekład "Kompleksu Atlantydy".


Zachowanie Minerwy trochę mnie zaskoczyło. Spojrzałem na Holindę i odnalazłem jej wzrok.
 - No i znów to samo - mruknęła. "Znów". To oznaczało, że podobna sytuacja miała już miejsce. Pytanie tylko czy chodziło o mnie (nie żeby było to pompatyczne) czy innego mężczyznę? Będę się musiał tego wywiedzieć.
Spojrzałem na nie, przenosząc wzrok z jednej na drugą, podczas gdy one zaczynały swoją dyskusję.
 - Znacie się?
 - Niestety - westchnęła Holinda. Rozumiałem, co ma na myśli. Po prostu... Minerwa była... ciężką osobą.
 Minerwa nie lubiła być ignorowaną. Dlatego też uderzyła pięściami w stół, tak głośno, jak tylko potrafiła.
 Ależ kulturalnie. Muszę przyznać, że czasem kwestionowałem maniery, których była podobno nauczona.
 - Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie pogardliwie. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
 - Słucham? - Zapytała Holinda ze złością w głosie.
 - Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać. - Minerwa uśmiechnęła się ironicznie.
 - Minerwa. - Upomniałem ją. Wiem, że potrafi być wredna, asertywna i zboczona (taki już jej urok), ale to zaszło zbyt daleko. Nawet jak na nią. Nie pozwolę zwracać się w ten sposób do Holindy czy kogokolwiek innego w mojej obecności.
 - Cśś, Arty - syknęła, przyciskając mi palec do ust. Poczułem potrzebę odsunięcia jej ręki. Zerknąłem na Holindę i zobaczyłem wściekłość w jej oczach. - Pozbędę się jej. - Chciałem się zaśmiać. Założę się, że skończy się to odwrotnie.
 - Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - powiedziałem to z nadzieją, że odwróci uwagę od Holindy.
 - Jesteście znajomymi? - Pisknęła. Musiałem westchnąć. Źle zrobiłem mówiąc to. Teraz nie odpuści. Nie trzebabyłobyć geniuszem, aby założyć, że to nie skończy się zbyt miło.
 - Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - Holinda rzuciła mi spojrzenie pełne wdzięczności, co trochę mnie zakłopotało. Była większym wyzwaniem niż Minerwa. Moze była szczęśliwa, że ją wsparłem, a może po prostu nie lubiła się kłócić. Chociaż wyglądała na taką, która przywykła do tego typu sytuacji.
 - Dobra - odparła naburmuszona.
 - A teraz przeproś - dopowiedziałem z surowością w głosie. W jej wzroku widać było zaskoczenie, ale ja tylko kiwnąłem głową w stronę, gdzie siedziala Holinda. Nie miała prawa mną rządzić. I obie powinny to zobaczyć.
 Minerwa westchnęła i spojrzała ze wściekłością na Holidnę nim przeprosiła.
 - Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony. - Wciąż się w nią wpatrywała, ale przynajmniej teraz nikt nie czuł się urażony.
 - A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć? - Zapytałem również jej, chcąc być sprawiedliwym. Obydwie musiały ponieść skutki swojego zachowania.
 - Przyjmuję przeprosiny - odparła chłodno, oczywiście nie mając tego w ogóle na myśli. Ale gdybym chciał, aby obie były szczere to chyba siedziałbym tutaj do końca życia.
 Minerwa oczywiście stwierdziła, że w takim obrocie spraw może to wykorzystać. Zazwyczaj lubię, kiedy ludzie są chytrzy, ale teraz to nie zaskarbiało mojego uznania.
 - Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Wiedziałem, że to pytanie zadała mi, ale spojrzałem na Holindę, chąc, aby ona się wypowiedziała. Czułem, że to ona musi wybierać, zanim zacznie tolerować Minerwę.
 - Oczywiście - uśmiechnęła się. To niezmiernie mnie zaskoczyło. Wybrała opcję pozostania miłą. Holinda Briefs była naprawdę interesująca.
 - Świetnie - Minerwa tryskała zadowoleniem, kiedy przysuwała sobie krzesło do stolika. Oczywiście, usiadła miedzy mną, a Holindą. "Przypadkowo" uderzyła Holindę, co z kolei tą zdenerwowało. Gdyby to było możliwe, byłbym jeszcze bardziej zirytowany zachowaniem Minerwy. - Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć? - Zapytała, chwytając się mojego ramienia. Ścinęła ja tak mocno, że aż mnie zabolało. W tym momencie chciałem tylko, aby mnie puściła.
 - Nie, dziękuję -  odpowiedziałem uprzejmie. Nie miałem nic do Minerwy, ale na pewno nie chciałem z nią tańczyć.
 - Oh, no proszę? - wydymała wargi, szczególnie z uwzględnieniem dolnej. Jakby to miało mieć jakikolwiek wpływ na moją decyzję. Ludzie nigdy niczego się nie nauczą.
 - Nie oznacza nie - wymamrotała Holinda, a Minerwa odwróciła się, by zmierzyć ją wzrokiem.
 - Pytał Cię ktoś o zdanie? - zażądała wyjaśnienia
 - Nikt nie musiał. Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi. - Bez komentarza.Chociaż rozumiałem, dlaczego próbowała mnie obronić. Znaliśmy się krótką chwilę, a wydawało się jakby to było wieki. Być może chciała pobyć ze mną sama już wcześniej.
 - Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
 - Oczywiście. - I muszę przyznać, że lubiłem Holindę. Miała silną wolę, była zabawna i inteligentna. Muszę dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Co oznaczało, że Minerwa będzie musiała niedługo nas opuścić.
 - Dziewczęta? - Spróbowałem im przerwać. - Może...
 - Nie wtrącaj się - Powiedziały razem. Nawet idiota by zatrybił, że zgadzały się tylko w tym jednym, jedynym wypadku.
 I chociaż wiedziałem, że to nic nie da próbowałem wtrącić się jeszcze raz.
 - Ale...
 - Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziała Holinda, a ja nie mogłem powstrzymać się od zachichotania. Musiałem nad tym panować.
 - Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa uśmiechnęła się szyderczo, w najgorszy sposób, jaki tylko umiała. - Próbująca-być-piękną-blondynką-o-kręconych-włosach.
 Ups. To nie mogło skończyć się miło. Matka kiedys mi powiedziała, że nigdy nie powinno się osądzać kogoś po kolorze włosów, nawet jeśli widać było odrosty i... chyba, że życzysz sobie śmierci. Minerwa najwyraźniej nie zauważyła swojego błędu lub po prostu się nie przejmowała. Tak czy siak, jej przyszłość nie zapowiadała się ciekawie.
 - Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj. - Holinda wzruszyła ramionami.
 - Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - zaśmiała się, równocześnie poprawiając włosy. Melodramatyczna i próżna. - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
 - A co to ma znaczyć? - Zapytała Holinda, gotowa do zadania ciosu.
 - Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato. I pewnie wszystko z wyprzedaży.
 Widziałem, jak Holinda staje się coraz bardziej zła, ale się opanowała i nie zaatakowała.
 - Jak ja jestem ubrana? - Dopytywała przez zęby. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać. - Nie potrafiłem powstrzymać się od śmiechu. Niestety. Minerwa to zauważyła i to zdenerwowało ją jeszcze bardziej.
- Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz. - Znowu poczułem potrzebę zaśmiania się. Minerwa wydawała się taka dumna ze swego żarciku. Oczywiście mogła rozegrać to inaczej, gdyby użyła siły swego intelektu. Sęk w tym, że jej intelekt był tłumiony przez zapał. Holinda wywróciła oczami i zaczęła powoli klaskać w dłonie.
 - Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - pogratulowała jej - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"? - Miała rację, ale nie chciałem idealizować żadnej z nich. Przyglądałem się, jak na twarz Minerwy wychodzi rumieniec, kiedy coraz bardziej się złościła. - Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - Holinda wzruszyła ramionami.
 - Arty to mój chłopak - Powiedziała Minerwa i zrobiła krótką przerwę. - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
 - Dobrze. Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać? - Zasugerowała Holinda. No, w końcu pozwolą mi mówić. Przyglądałem się jej, podczas gdy przenosiła wzrok z Minerwy na mnie. Chyba wiedziałem, jak się teraz czuje, jak myśli, że zareaguję... Dlatego ją zaskoczę.
 - Okej - Minerwa obdarzyła ją ironiczmym uśmiechem. - Zróbmy to - Wiedziałem, że jest pewna, że wygra to bez kiwnięcia dłoni. Ktoś musiał jej przypomnieć, że życie czasem zaskakuje.
 - Więc? - Holinda odwróciła się do mnie.
 - Co? - Wymamrotałem, próbując spojrzeć na obie dziewczyny. Zostałem dopuszczony do słowa, wow.
 - Która z nas a tutaj zostać? - Czułem ogień w oczach Holindy. Była zła, ale na szczęście to uczucie nie było kierowane w moją stronę.
 - A która odejść? - Minerwa zażądała odpowiedzi, spoglądając lodowatym wzrokiem na Holindę. Byłem pomiędzy młotem, a kowadłem.
 - Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - westchnąłem. Obie skinęły głową. To oczywiste, że jeśli zostaną obie wywiąże się tutaj niemały problem.
 - Więc? Kto ma zostać?
 - Minerwa - odpowiedziałem. Zrobiłem krótką przerwę w mówieniu, aby zobaczyć, co się stanie. Minerwa uśmiechała się triumfująco. Holinda zbladła. Wyglądała na bardzo rozbitą, kiedy próbowała odsunąć swoje krzesło. - Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą. 
 - C-co? O czym Ty mówisz? - Zająknęła się Minerwa. Była taka pewna, że wygra. Przypuszczenia jednak nie zawsze się sprawdzają.
 - Mówię, że chcę, abyś sobie poszła. 
 - Zamiast niej? - Wrzasnęła.
- Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. - Wzruszyłem ramionami. - Przepraszam.
- Świetnie - powiedziała. Potem odwróciła się do Holindy. - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój. - Po tym wszystkim ona nadal w to wierzyła. Złudzenia są okropne i irytują mnie bardziej niż wszystko inne.
 - Nie wygląda na to - odburknęła Holinda.
 - Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
 - Nie potrzebuję tego. - Holinda uśmiechnęła się sarkastycznie.  - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
 - Nieważne - Minerwa pisknęła, wstając i przewracając swoje krzesło. Odeszła mamrocząc coś do siebie pod nosem.
 - To było... - Zacząłem, ale nie byłem w stanie znaleźć odpowiedniego słowa na to, co przed chwilą się stało.
 - Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowała Holinda, próbując pomóc zapełnić dziury w moich słowach.
 - Odpowiedź D. Wszystko powyżej.
 Przez moment czułem się, jakbym brał udział w tych głupich testach wielokrotnego wyboru, które zdać może nawet idiota. Oczywiście, moja nauczycielka była o wiele inteligentniejsza.
 Usłyszałem śmiech Holindy.
 - Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiła sobie. - Masz tu trochę "dziewczyn".
 Kiedy to powiedziała przeszedł mnie dreszcz.
 - Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
 - Więc kim? I dlaczego tak sądzi?
 Westchnąłem, domyślając się, jak to zabrzmi.
 - Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła. 
 - A Ty? - Zapytała.
 Poczułem, jak robi mi się gorąco. Nie potrafiłem zdecydować się na to, co powiedzieć. Żeby było jasne - nie lubiłem jej. Chyba, że na początku, kiedy wydawała się ładna i interesująca. Dzięki Bogu, nie było żadnego progresu w moich uczuciach.
 Holinda przewróciła oczami. Chciała podnieść krzesło, które Minerwa przedtem wywróciła. Znalazłem się koło niego pierwszy i postawiłem je do pionu.
 Obydwoje nadal kucaliśmy. Jej zielone oczy mnie przenikały. Nie zauważyłem przed tam, jaki jasny i głęboki odcień mają. Błyszczały się jak dwa szmaragdy. Ale to nie była jedyna rzecz, na którą teraz zwróciłem uwagę. Jej twarz znajdowała się bardzo blisko. Skóra była opalona, a rzęsy długie. Holinda lekko się uśmiechnęła. Rumieniec wyszedł na jej policzki.
 - Lepiej przestańmy się tak "poznawać".
 Wyszczerzyłem zęby.
 - No nie wiem. Czy to takie złe?
 - Nie. Myślę, że nie - zachichotała. Więc naprawdę nie miała nic przeciwko spędzeniu trochę czasu ze mną. Uroczo. 
 Ciągle kucaliśmy w tym samym miejscu. Jeśli ktoś nas obserwował, mógł pomyśleć, że jesteśmy albo pijani, albo walnięci.
 - Pomóc? - Zapytałem, wyciągając do niej dłoń.
 Zerknęła na nią, ale nie przyjęła oferty.
 - Poradzę sobie - powiedziała z typowym dla niej nastawieniem. Dopiero teraz sięgnęła po moją rękę.
 - Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować pomocy - odparłem, podciągając ją w górę. Stała tak, trzymając moje ręce i patrząc mi w oczy.
 - Dziękuję, panie filozofie - wywróciła oczami, kiedy uprzejmie skinąłem głową.
 - Więc co będziemy robić dalej? - Zapytała. Pamiętałem, co powiedział mi Butler. Ludzie w klubach robią tylko trzy rzeczy.
 - Zależy - wzruszyłem ramionami.
 - Od czego?
 - Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
 - Czyli? - Położyła ręce na biodra.
 Nerwowo drgnąłem, jednak starałem się zachować pewność siebie. Starałem się nie myśleć nad tym, co powiem. Po prosu to zrobię:
 - Zatańczysz ze mną?

Rozdział 21 'Spotkanie z lalunią'

 - No i znowu to samo - powiedziałam, przewracjąc oczami.
 Artemis omiótł nas wzrokiem.
 - Znacie się?
 - Niestety - westchnęłam. Dałabym tonę złota bylebym tylko nie musiała jej znać.
 Wyglądało na to, że Minerwa nie lubiała być denerwowaną. Uderzyła pięścią w stół. Niegrzeczna. Prywatna szkoła jednak nie nauczyła jej, jak zachowywać się odpowiednio do sytuacji.
 - Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie z pogardą w oczach, która chyba miała być zastraszająca. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
 - Słucham?
 Każdy odgadłby, co miała na myśli i to mnie zirytowało.
 - Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać.
 - Minerwa - zaczął osłupiały Artemis.
 - Cśś, Arty - odparła, przykładając mu palec do ust, co spowodowało u mnie wielką chęć przyłożenia jej w twarz. I prawie to zrobiłam, gdy przypomniałam sobie, że jestem spokojną osobą, która nie posóługuje się przemocą. - Pozbędę się jej.
 - Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - sposób, w jaki to powiedział był jasny, że nie ma prawa mnie obrażać.
 Oczywiście nie załapała.
 - Jesteście znajomymi? - Wrzasnęła piskliwie. Czułam ogromną satysfakcję, widząc wyraz jej twarzy
 - Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - było mi miło, że Arty stanął po mojej stronie, bo w innej sytuacji musiałabym jej przywalić (cytując Julię).
 - Dobra - odpowiedziała naburmuszona, nie chcąc denerwować Artiego.
 - A teraz przeproś - zażądał ze stanowczością w głosie.
 Minerwa westchnęła i spojrzała na mnie:
 - Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony.
 Jeśli wzrokiem można byłoby zabijać to już bym nie żyła.
 - A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć?
(tekst tu się urywa :'( ~ Sb)
- Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Przyjaciółmi? Serio? Powiedzienie "przepraszam" nie skleja ran i nie robi z siebie przyjaciół. Byłam pewna, że o tym wiedziała i mówiła to tylko po to, żeby sobie pomóc. Artemis spojrzał na mnie, dając mi wybór.
 Zdecydowałam, że uszczęśliwie Artiego i będe lepszą osobą, nawet jeśli tego nie chciałam.
 - Oczywiście - uśmiechnęłam się.
 - Świetnie - odpowiedziała, odwróciła się i przyciągnęła sobie krzesło. Usiadła pomiędzy mną a Artym. Przez przypadek (samozwańczy) uderzyła mnie w kolano. W środku płonęłam, ale musiałam zachować spokój. Policzyć do dziesięciu i wziąć głeboki oddech. Na szczęście utrzymywałam się w ryzach.
 Złapała jego rękę.
 - Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć?
Ktoś chyba powiedział jej, że "mruczenie" jest seksi. Niestety wierzyła również w to, że coś tym osiągnie. Smutne.
 - Nie, dziękuję - odparł, najwyraźniej przerażony tym pomysłem. Trzeba było jeszcze zastanowić się, czy samo tańczenie było straszne, czy może taniec z Minerwą.
 - Oh, no proszę?
 - Nie oznacza nie - mruknęłam, a ona odwróciła się, aby na mnie spojrzeć.
 - Pytał Cię ktoś o zdanie? - Zażądała odpowiedzi, jakby miała prawo cokolwiek do mnie powiedzieć.
 - Nikt nie musiał - uśmiechnęłam się szyderczo - Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi.
 - Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
 - Oczywiście.
 - Dziewczęta? - Zaczął Arty. - Może...
 - Nie wtrącaj się - powiedziałyśmy jednocześnie.
 - Ale... - Spróbował ponownie. Niektórzy nigdy niczego się nie nauczą.
 - Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziałam do niego. Zaśmiał się lekko, kiedy usłyszał, jak nazwałam Minerwę.
 - Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa spojrzała na mnie z pogardą. - Fałszywa blondyneczko.
 Nieźle, ale spostrzegłam, że tym razem Arty się nie zaśmiał.
 - Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj.
 Ok. Dokładnie rzecz biorąc moje włosy nie są tak naprawdę naturalne. Ale kolor nie jest też z buteleczki, jak jej się wydaje.
 - Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - przeczesała je dłonią - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
 - A co to ma znaczyć? - Zażądałam wyjaśnienia. Ta dziewczynka naprawdę prosiła się o obicie jej buźki. I zrobiłabym to, gdyby nie fakt, że nie biję dzieci. Może jeśli ciągle będę to do siebie powtarzać to przejdzie mi chęć walnięcia w jej rozpuszczoną twarz.
 - Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato - zaśmiała się, jakby jej ubiór był bardzo odpowiedni - I pewnie wszystko z wyprzedaży.
 Myślałam, że ze złości zaraz wybuchnę. Nie chodziło o stwierdzenie, że wszystko było z wyprzedaży. To mnie w ogóle nie ruszało. Ale ta "zdzirowatość". Ktoś musiał się sobie przyjrzeć w lustrze.
 - Jak ja jestem ubrana? - Uśmiechnęłam się ironicznie. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać.
 Kątem oka widziałam, jak Artemis się podśmiewa. I zgadywałam, że ona mogłaby również.
 - Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz.
 Artemis znowu się zaśmiał. Tym razem ze mnie.
 Powoli i dramatycznie klasnęłam w dłonie. 
 - Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - ucieszyłam sie - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"?
 Minerwa wyglądała na wkurzoną. Jej twarz robiła się gdzie niegdzie czerwona. I muszę przyznać, że było to bardzo zabawne.
 - Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - wzruszyłam ramionami.
 - Arty to mój chłopak - odpowiedziała, a ja znalazłam kolejny powód do zaśmiania się - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
 - Dobrze - sapnęłam - Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać.
Niestety, nie pomyślałam nim powiedziałam. Gdyby wiedział, kim jestem naprawdę, wybrałby mnie bez wahania. W sytuacji, w której się teraz znajdowaliśmy znał o wiele lepiej Minerwę. Wybierze ją. A może zaskoczy nas obie. Ale jakos podważałam tą możliwość. Artemis był na swój sposób przewidywalny.
 - Okej, zróbmy to - odrzekła. Wyglądała jakby była kotem, który zaraz dostanie mysz w swoje łapy. - Więc? - Zapytała, odwracając się do niego.
  Arty mruknął nerwowo. Prawdopodobnie wszystko słyszał i podejmował decyzję albo po prostu chciał nas rozproszyć. Bo przecież zawsze wiedział, co ma zrobić.
 - Co?
 - Która z nas a tutaj zostać?
 - A która odejść? - Zapytała Minerwa spoglądając na mnie. Dobrze wiedziałam, czego sobie życzyła.
 - Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - przeszyłyśmy się wzrokiem i skinęłyśmy głowami. Inaczej za chwilę rozpocznie się tutaj burzliwa bitwa o najlepszą, jeśli któraś nie odejdzie w trybie natychmiastowym.
 - Więc? Kto ma zostać? - Dopytywała.
 - Minerwa - powiedział Artemis, a ja poczułam jak serce chce mi wyskoczyć z piersi. Wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że ją wybierze. Była jego "przyjaciółką", a ja - Holinda, byłam dopiero co poznaną znajomą. Zaczęłam odsuwać krzesło, gdy przemówił ponownie:
 - Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą.
 - C-co? O czym Ty mówisz?
 - Mówię, że chcę, abyś sobie poszła.
 - Zamiast niej? - Domagała się wytłumaczenia, rzucając mi nienawistne spojrzenie.
 - Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. Przepraszam.
 - Świetnie - wymamrotała do Artiego nic się do mnie odwróciła - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój.
 Czy ona naprawdę była taka oślepiona swoją obsesją. Po tym wszystkim nadal się łudziła? Tylko ona mogła być taką ignorantką.
 - Nie wygląda na to - uśmiechnęłam się sarkastycznie kiedy wstawała.
 - Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
 - Nie potrzebuję tego. - Arty był niezwykły, ale mogłam sama to zrobić. Pokonałabym ją w dziesięć sekund. Następne pięć do poprawienia fryzury. - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
 - Nieważne - obraziła się. Wstała od stołu, przewracjąc krzesło i odeszła ciężko tupiąc.
 - To było... - Zaczął Artemis, ale nie mógł skończyć. Wow, te nasze małe spotkanie było czymś... co wykończyło Artiego. Nie był w stanie nawet myśleć nad słowami, które mogłyby to opisać.
 - Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowałam, aby wypełnić dziurę w jego głowie.
 - Odpowied D. Wszystko powyżej.
 Musiałam się zaśmiać. Mówiliśmy, myśleliśmy bardzo podobnie od niezliczonego czasu. Nie chodziło o odpowiedzi na testach. Tak zamawiało się lunch. Po prostu mówiłeś "D. wszystko powyżej".
 - Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiłam. - Masz tu trochę "dziewczyn".
 Artemis zadrżał gdy tylko to powiedziałam.
 - Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
 - Więc kim? I dlaczego tak sądzi.
 - Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła.
 - A Ty? - Zapytałam, próbując nie ujawnić swojej prawdziwej ciekawści.
  Lekko się zarumienił. Wyglądało na to, że nie jest w stanie czegokolwiek powiedzieć, więc schyliłam się, aby podnieść krzesło, które Minerwa przewróciła. Niestety, znów był lepszy i zrobił to szybciej.
  Przyklękaliśmy na podłodze, patrząc sobie w oczy.
 - Lepiej przestańmy się tak "poznawać" - powiedziałam, zagubiona w jego oczach.
 Artemis uśmiechnął się w swój ulubiony sposób.
 - Nie wiem. Czy to takie złe?
 - Nie - zachichotałam - Tak myślę.
 - Pomóc? - Zapytał, wyciągając rękę w moją stronę, chcąc pomóc mi wstać.
 - Poradzę sobie - odpowiedziałam, ale chwyciłam jego dłoń.
 - Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować mojej pomocy.
 Ale czasem trzeba.
 - Dziękuję, panie filozofie - powiedziałam sarkastycznie, a on pochylił głową, co znaczyło "nie ma za co". Ta próżność.
 - Więc co będziemy robić dalej? - Zapytałam.
 - Zależy - wzruszył ramionami, co nie było zbyt Artemisowe.
 - Od czego?
 - Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
 - Czyli?
 - Zatańczysz ze mną?