Rozdział 19 'Mój wybawca'

 Odwróciliśmy się z Aidanem, aby zobaczyć kto do nas mówi. Nie mogłam być bardziej zaskoczona tym, kogo ujrzałam.
 - A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia.
 - Artemis Fowl - uśmiechnął się. Aidan wyglądał na trochę zmieszanego, co wprawiło Artiego w złość - Nigdy o mnie nie słyszałeś?
 - I nigdy mnie to nie obchodziło.
 - Nieważne. Puść ją - nakazał pewnym głosem. Miałam nadzieję, że Aidan to zrozumie, bo nie chciałam go zranić.
 - Nie, ona chce pójść ze mną - skłamał - Czyż nie? - Zapytał kurczowo ściskając moje ramię.
 - Nię wygląda na to - utrzymywał Arty - Nie ma tu żadnego większego uczucia, prawda? - Szybko skinęłam głową, nie czułam się zbyt dobrze w tym momencie. Spojrzałam w oczy Aidana i zobaczyłam pragnienie. Niestety nie byłam w stanie stwierdzić, czy to było "pragnienie" zatrzymania mnie, czy jednak nie.
 - Jest po prostu trochę zdenerwowana. Jest profesjonalistką.
 - W czym?
 - Byciu łatwą -  odparł.
 W tym momencie nie mogła dłużej powstrzymywać mojej złości - Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
 - To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić - powiedział Artemis.
 - Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - gdyby moja ręka była wolna, uderzyłabym go. No i uświadomiłam sobie, że jednak mogę to zrobić. Podniosłam dłoń, aby go walnąć, ale Arty spojrzał na mnie i powoli pokręcił głową - nie chciał, abym to uczyniła. Ufałam mu, więc odstąpiłam od swoich zamiarów. Chociaż tak czy siak, byłam gotowa zrobić to w każdym momencie.

 - Puść ją - zażądał Artemis swom srogim tonem
 - Kto mi rozkaże?
 Artemis uśmiechnął się, ale jego oczy były lodowate. Tak bardzo, że prawie przeszły mnie dreszcze.
 - Ja - powiedział, przyjmując agresywną postawę. Która była idealna. Tak mi się wydaję, że jego uderzenie na prawdę mogłoby być silne. Dobrze. Przynajmniej nie był tak słaby, jak kiedyś. Zmienił się bardziej niż sądziłam - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię skrzywdzić.
 Ale on wciąż tego nie chciał zrobić. Jednak coś musiało na niego podziałać, bo jego zalany alkoholem mózg zaczął chyba myśleć. Z pewnością mówił mu, że Arty nie żartuje. Aidan coś wymamrotał, podczas gdy jego myśli skupiały się wokół obrania jakiejkolwiek strategii. Nie, nie puścił mnie, ale w zadumaniu zluźnił uścisk. To było wszystko, czego potrzebowałam. Wyrwałam moją dłoń z jego i użyłam jego własnej siły, aby posłać go na stół.
 Może i było to trochę dziecięce, ale musiałam się chociaż trochę zemścić. Kiedy znalazł się na ziemi, przycisnęłam stopę do jego pleców i schyliłam sie, tak, że miałam możliwość szepnięcia mu do ucha. Okej, może nie szeptałam, a mówiłam dość głośno:
 - Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle - powiedziałam - Zrozumiałeś? - Zapytałam, kiedy chwytałam jego włosy i odciągnęłam mu głowę w tył.
  Był zbyt przestraszony, aby cokolwiek powiedzieć, więc tylko skinął głową. Co oczywiście musiało go zaboleć. Pomiędzy palcami zostało mi kilka jego włosów.
 - Dobrze. A teraz się wynoś - rozkazałam. Aidan wstał i pobiegł do drzwi. Obserwowałam, jak potyka się i przewraca, próbując jak najszybciej zniknąć z zasięgu mojego wzroku.
 Wstałam i strzepałam włosy z palców. Wyprostowałam się i wnet przepomniałam sobie, że nie jestem sama.
 - Holinda Briefs - przedstawiłam się, wyciągając rękę do Artiego. To było dziwne uczucie - przedstawiać się przed najlepszym przyjacielem; ale nie dla niego.
 - Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać - i co było zaskakujące, wydawało się, że naprawdę ma to na myśli - Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.
 Taaaa, pomijając urażoną dumę. Wstyd.
 - Tak więc, wszystko w porządku? - Zapytał.
 - Owszem - odparłam - Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie - mówiłam, zbliżając się do przewróconego stołu i krzeseł.
 Ale Artemis już tam był. Przywrócił je do poprzedniego stanu. Od kiedy był taki... uprzejmy?
 - I to też mogłam zrobić.
 - Oczywiście, że tak - odpowiedział pokornie  - Byłem po prostu pomocny.
 - Nieważne - Skrzyżowałam ramiona na piersiach. Nowy charakter był dość... kuszący. Może wypróbuję go, kiedy będę już sobą. Ciekawe, czy by to polubił.
 - Na pewno wszystko ok? - Jego nowa postawa - troskliwego Artiego - zaczynała mnie denerwować. Jeśli zapyta o to jeszcze raz chyba oszaleję.
 - Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie.
 - Przepraszam - powiedział, powstrzymując śmiech - Może chcesz się drinka?
 - Nie. Nie piję alkoholu.
 Wyglądał na trochę zaskoczonego. Najprawdopodobniej sądził, że Holina będzię wystrzałową imprezowiczką. Oj nie.
 - Więc co pijesz w miejscach takich, jak to?
 - Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przynzałam - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.
 - Lubisz?
 - Tak - powiedziałam, czując się, jakbym odpowiadała na pytanie ślubne.
 - Usiądź, zaraz wrócę.
 Haha, czy on właśnie mi rozkazał? Holinda Briefs nie jest taka łatwa. Położyłam dłonie na biodrach.
 - Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
 - Proszę? - Dodał, co mnie bardzo zaskoczyło. Nigdy przed tem nie widziałam Artiego tak... Uprzejmego. 
 - Ok - parsknęłam - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
 - Oczywiście - wzruszył ramionami, próbując załagodzić sytuację.
  Oddalił się w stronę baru. Muszę przyznać, że rozważałam ucieczkę. Ale moje ciało nie chciało współpracować. Odmawiało posłuszeństwa. Jakby czuło, że będę żałować swojej tajemniczości. Ale zastanawiałam się też, czy poszedłby mnie szukać.
 Artemis pojawił się chwilę potem z dwoma szklankami napełnionymi rózowym płynem. Przystrojone były słomką i parasolką. Dziwna sprawa, zawsze sądziłam, że takie rzeczy są tylko w filmach.
 Arty usiadł i przysunął jedną do mnie.
- Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
 Nie mogłam się powstrzymać przed zaśmianiem się.
 - Na Twoje szczęście - zachichotałam - Hm, co to jest?
 - Bezalkoholowy drink żurawinowy.
 Wyglądał smacznie, poza tym ufałam Artiemu, choć nie mogłam za bardzo tego okazywać. Wierzenie komuś na słowo, dopiero co po poznaniu może się wydawać trochę podejrzane.
 - Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu? - Zapytałam ponownie.
 - Słowo harcerza - zarzekł się, wykonując odpowiedni gest.
 Chwytając szklankę, znowu się zaśmiałam.
 - Nie wyglądasz na takiego.
 Naprawdę. Jakoś nie mogłam wyobrazić sobie go jako dzieciaka ze skwaszoną miną, skaczącego po lesie w mudnurku.
 On również zachichotał.
 - Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
 - Jestem zaskoczona - przewróciłam oczami - Przebywałeś odcięty, ale byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie - To stwierdzenie mogłobyć okropnie ciężkie do ogarnięcia.
 - W zasadzie... Tak - Świetnie, wyglądało na to, że mnie zrozumiał. Oczywiście nic dziwnego. Był geniuszem - Pij.
 Nie mogłam tego unikąć, a poza tym chciałam spróbować. Westchnęłam i powoli podniosłam szklankę do ust. Zrobiłam łyka i zaczęłam delektować się słodkim, a jednak jakże cierpkim smakiem - Mhm, jest pyszne - powiedziałam - Z czego jest?
 - Po pierwsze: powiedziałm Ci już - uśmiechnął się. Taa, stary Arty powraca, aby potriumfować. Zdarza się ze "stary" on prześwituje pod całą tą powłoką nowego Artemisa. Szczerze mówiąc ciężko mi zadecydować, który jest lepszy.
 - Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda?
 - Tak - odparł, a jego głos posiadał nutę zadowolenia, że załapałam, o co chodzi. Jakby to powiedzieć, że w końcu! - I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
 - I wiesz to skąd...?
 - Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
 O nie. Nazwał mnie Holly. Mimo tego całego przedstawienia, wiedział, kim jestem. Dlatego był dla mnie taki miły. Wiedział, że udawałam i chciał, abym się do tego przyznała. Nie, że miałam zamiar to zrobić. A teraz z chęcią zablefuje.
 - Wow, kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem?
 - Wybacz - powiedział zdezorientowany - Holly jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
 Mhm, ciekawe, dlaczego?
 - Naprawdę?
 - Tak. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolę.
 Miło było wiedzieć, co tak naprawdę o mnie sądzi.
 - Prawda - zaśmiałam się - Nie brzmi źle. Czy jest tutaj? - Zapytałam, mimo że znałam odpowiedź. Bardziej interesowała mnie reakcja Artiego.
 Wzrok Artemisa się zamglił.
 - Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często.
 "Daleko, na dolnym południu" jest rzeczywiście świetną formą do zastapienia "pod powierzchnią...". Oczywiście zwykła dziewczyna uznałaby, że jest idiotą i trzeba go gdzieś zamknąć. Nie żeby tego nie potrzebował.
 - To smutne... - Powiedziałam. Muszę przyznać, że ja czułam się tak samo. Nieważne, jak wiele razy go widzę, zawsze jest niewystarczająco. Dobrze było wiedzieć, że jednak jest mu smutno z tego powodu. Tęsknił za mną i dzięki temu potrafiłam się uśmiechnąć.
 - Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego, ale ja widziałam ból w jego oczach.
 - Oczywiście - uśmiechnęłam się - Tak więc... Myślę, że powinnam Ci podziękować.
 - Mi? - Wyglądał na nieźle zaskoczonego. Albo jest niezawodnym manipulatorem (oczywiście, że nie) albo zapomniał, jak się "poznaliśmy" - Za co?
 - Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - odpowiedziałam, zanim nad tym pomyślałam.
 - W porządku - znowu wyszczerzył zęby - Wyglądałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
 Nerwowo przęłknęłam drinka:
 - Nawet nie wiesz jak.
 Arty wyglądał tak, jakby właśnie pomyślał, że ta rozmowa jest już zbyt uczuciowa. Zmienił temat.
 - Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.
 - Co masz na myśli? - Zażądałam wyjaśnienia.
 - Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem - wydawał się zdziwiony. Jakby nie potrafił mnie zrozumieć lub dlaczego byłam na niego zła.
 - Bo byłam - przyznałam - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
 - Rozumiem, ale to nie jest powód... - Jakby wkurzenie miało czekać na odpowiedni moment - To nie była Twoja... - Zaczął, ale mu przerwałam.
 - Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany.
 - Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
 To prawda. Jednak uczucie słabości jest denerwujące. No dobra, brzmię jak dziesięcioletni Artemis. Zaśmiałam się.
 - Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
 - Nie ma problemu.
 - Mogę zadać Ci pytanie? - Miałam nadzieję, że się zgodzi, chociaż znałam odpowiedź.
 - Pewnie.
 - Dlaczego tu przyszdłeś? Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy.
 Artemis trochę się poruszył, jakby coś było nie tak.
 - Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
 To potwierdzało, o czym mówiła Julia, a tym samym ja. Arty połknął haczyk.
 - Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawa? - Zapytałam.
 - Nie.
 - Więc dlaczego mi pomogłeś?
 Zaśmiał się w sposób niepodobny do tego, jakiego zawsze używał.
 - Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
 - Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Zapytałam - Chronisz kobitki przez złymi typami?
 Wydął usta, prawdopodbnie myśląc o czasach, kiedy jedno wyciągało drugie z opresji.
 - Coś w tym stylu.
 Na początku chciałam odrzec w jakiś błyskotliwy sposób, ale jakoś nie potrafiłam tego zrobić. Więc znalazłam odpowiedź, nad którą chwilę myślałam.
 - Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - usmiechnęliśmy się do siebie.
 - Wiedziałam! - Wrzasnął głos z mojej prawej strony. Super, ona to potrafiła wszystko psuć - Próbujesz odbić mi Artiego!



Ok, do końca lipca raczej się już nic nie pojawi, bo nie mam z czego pisać (tą notkę przetłumaczyczył Wilhelm przypadkowo pomijając trzy rozdziały). Na razie czekam na laptopa, a jak będą nici to najwyżej się poświęcę i znów pomęczę na PC S lub dodam z okropnego telefonu:v

2 komentarze:

Jeśli pojawiły się błędy - powiadom nas o tym!