Nie wiem, czy zdążyliście już znaleźć tą informację, czy też nie, ale pragnę Wam przedstawić fakt - nastąpił przełom w sprawie tłumaczenia Artemisa i jego ósmej części. Tłumaczenia podjął się Rafał Lisowski, który był odpowiedzialny za przekład "Kompleksu Atlantydy".
#
Zachowanie Minerwy trochę mnie zaskoczyło. Spojrzałem na Holindę i odnalazłem jej wzrok.
- No i znów to samo - mruknęła. "Znów". To oznaczało, że podobna sytuacja miała już miejsce. Pytanie tylko czy chodziło o mnie (nie żeby było to pompatyczne) czy innego mężczyznę? Będę się musiał tego wywiedzieć.
Spojrzałem na nie, przenosząc wzrok z jednej na drugą, podczas gdy one zaczynały swoją dyskusję.
- Znacie się?
- Niestety - westchnęła Holinda. Rozumiałem, co ma na myśli. Po prostu... Minerwa była... ciężką osobą.
Minerwa nie lubiła być ignorowaną. Dlatego też uderzyła pięściami w stół, tak głośno, jak tylko potrafiła.
Ależ kulturalnie. Muszę przyznać, że czasem kwestionowałem maniery, których była podobno nauczona.
- Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie pogardliwie. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
- Słucham? - Zapytała Holinda ze złością w głosie.
- Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać. - Minerwa uśmiechnęła się ironicznie.
- Minerwa. - Upomniałem ją. Wiem, że potrafi być wredna, asertywna i zboczona (taki już jej urok), ale to zaszło zbyt daleko. Nawet jak na nią. Nie pozwolę zwracać się w ten sposób do Holindy czy kogokolwiek innego w mojej obecności.
- Cśś, Arty - syknęła, przyciskając mi palec do ust. Poczułem potrzebę odsunięcia jej ręki. Zerknąłem na Holindę i zobaczyłem wściekłość w jej oczach. - Pozbędę się jej. - Chciałem się zaśmiać. Założę się, że skończy się to odwrotnie.
- Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - powiedziałem to z nadzieją, że odwróci uwagę od Holindy.
- Jesteście znajomymi? - Pisknęła. Musiałem westchnąć. Źle zrobiłem mówiąc to. Teraz nie odpuści. Nie trzebabyłobyć geniuszem, aby założyć, że to nie skończy się zbyt miło.
- Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - Holinda rzuciła mi spojrzenie pełne wdzięczności, co trochę mnie zakłopotało. Była większym wyzwaniem niż Minerwa. Moze była szczęśliwa, że ją wsparłem, a może po prostu nie lubiła się kłócić. Chociaż wyglądała na taką, która przywykła do tego typu sytuacji.
- Dobra - odparła naburmuszona.
- A teraz przeproś - dopowiedziałem z surowością w głosie. W jej wzroku widać było zaskoczenie, ale ja tylko kiwnąłem głową w stronę, gdzie siedziala Holinda. Nie miała prawa mną rządzić. I obie powinny to zobaczyć.
Minerwa westchnęła i spojrzała ze wściekłością na Holidnę nim przeprosiła.
- Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony. - Wciąż się w nią wpatrywała, ale przynajmniej teraz nikt nie czuł się urażony.
- A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć? - Zapytałem również jej, chcąc być sprawiedliwym. Obydwie musiały ponieść skutki swojego zachowania.
- Przyjmuję przeprosiny - odparła chłodno, oczywiście nie mając tego w ogóle na myśli. Ale gdybym chciał, aby obie były szczere to chyba siedziałbym tutaj do końca życia.
Minerwa oczywiście stwierdziła, że w takim obrocie spraw może to wykorzystać. Zazwyczaj lubię, kiedy ludzie są chytrzy, ale teraz to nie zaskarbiało mojego uznania.
- Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Wiedziałem, że to pytanie zadała mi, ale spojrzałem na Holindę, chąc, aby ona się wypowiedziała. Czułem, że to ona musi wybierać, zanim zacznie tolerować Minerwę.
- Oczywiście - uśmiechnęła się. To niezmiernie mnie zaskoczyło. Wybrała opcję pozostania miłą. Holinda Briefs była naprawdę interesująca.
- Świetnie - Minerwa tryskała zadowoleniem, kiedy przysuwała sobie krzesło do stolika. Oczywiście, usiadła miedzy mną, a Holindą. "Przypadkowo" uderzyła Holindę, co z kolei tą zdenerwowało. Gdyby to było możliwe, byłbym jeszcze bardziej zirytowany zachowaniem Minerwy. - Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć? - Zapytała, chwytając się mojego ramienia. Ścinęła ja tak mocno, że aż mnie zabolało. W tym momencie chciałem tylko, aby mnie puściła.
- Nie, dziękuję - odpowiedziałem uprzejmie. Nie miałem nic do Minerwy, ale na pewno nie chciałem z nią tańczyć.
- Oh, no proszę? - wydymała wargi, szczególnie z uwzględnieniem dolnej. Jakby to miało mieć jakikolwiek wpływ na moją decyzję. Ludzie nigdy niczego się nie nauczą.
- Nie oznacza nie - wymamrotała Holinda, a Minerwa odwróciła się, by zmierzyć ją wzrokiem.
- Pytał Cię ktoś o zdanie? - zażądała wyjaśnienia
- Nikt nie musiał. Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi. - Bez komentarza.Chociaż rozumiałem, dlaczego próbowała mnie obronić. Znaliśmy się krótką chwilę, a wydawało się jakby to było wieki. Być może chciała pobyć ze mną sama już wcześniej.
- Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
- Oczywiście. - I muszę przyznać, że lubiłem Holindę. Miała silną wolę, była zabawna i inteligentna. Muszę dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Co oznaczało, że Minerwa będzie musiała niedługo nas opuścić.
- Dziewczęta? - Spróbowałem im przerwać. - Może...
- Nie wtrącaj się - Powiedziały razem. Nawet idiota by zatrybił, że zgadzały się tylko w tym jednym, jedynym wypadku.
I chociaż wiedziałem, że to nic nie da próbowałem wtrącić się jeszcze raz.
- Ale...
- Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziała Holinda, a ja nie mogłem powstrzymać się od zachichotania. Musiałem nad tym panować.
- Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa uśmiechnęła się szyderczo, w najgorszy sposób, jaki tylko umiała. - Próbująca-być-piękną-blondynką-o-kręconych-włosach.
Ups. To nie mogło skończyć się miło. Matka kiedys mi powiedziała, że nigdy nie powinno się osądzać kogoś po kolorze włosów, nawet jeśli widać było odrosty i... chyba, że życzysz sobie śmierci. Minerwa najwyraźniej nie zauważyła swojego błędu lub po prostu się nie przejmowała. Tak czy siak, jej przyszłość nie zapowiadała się ciekawie.
- Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj. - Holinda wzruszyła ramionami.
- Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - zaśmiała się, równocześnie poprawiając włosy. Melodramatyczna i próżna. - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
- A co to ma znaczyć? - Zapytała Holinda, gotowa do zadania ciosu.
- Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato. I pewnie wszystko z wyprzedaży.
Widziałem, jak Holinda staje się coraz bardziej zła, ale się opanowała i nie zaatakowała.
- Jak ja jestem ubrana? - Dopytywała przez zęby. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać. - Nie potrafiłem powstrzymać się od śmiechu. Niestety. Minerwa to zauważyła i to zdenerwowało ją jeszcze bardziej.
- Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz. - Znowu poczułem potrzebę zaśmiania się. Minerwa wydawała się taka dumna ze swego żarciku. Oczywiście mogła rozegrać to inaczej, gdyby użyła siły swego intelektu. Sęk w tym, że jej intelekt był tłumiony przez zapał. Holinda wywróciła oczami i zaczęła powoli klaskać w dłonie.
- Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - pogratulowała jej - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"? - Miała rację, ale nie chciałem idealizować żadnej z nich. Przyglądałem się, jak na twarz Minerwy wychodzi rumieniec, kiedy coraz bardziej się złościła. - Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - Holinda wzruszyła ramionami.
- Arty to mój chłopak - Powiedziała Minerwa i zrobiła krótką przerwę. - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
- Dobrze. Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać? - Zasugerowała Holinda. No, w końcu pozwolą mi mówić. Przyglądałem się jej, podczas gdy przenosiła wzrok z Minerwy na mnie. Chyba wiedziałem, jak się teraz czuje, jak myśli, że zareaguję... Dlatego ją zaskoczę.
- Okej - Minerwa obdarzyła ją ironiczmym uśmiechem. - Zróbmy to - Wiedziałem, że jest pewna, że wygra to bez kiwnięcia dłoni. Ktoś musiał jej przypomnieć, że życie czasem zaskakuje.
- Więc? - Holinda odwróciła się do mnie.
- Co? - Wymamrotałem, próbując spojrzeć na obie dziewczyny. Zostałem dopuszczony do słowa, wow.
- Która z nas a tutaj zostać? - Czułem ogień w oczach Holindy. Była zła, ale na szczęście to uczucie nie było kierowane w moją stronę.
- A która odejść? - Minerwa zażądała odpowiedzi, spoglądając lodowatym wzrokiem na Holindę. Byłem pomiędzy młotem, a kowadłem.
- Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - westchnąłem. Obie skinęły głową. To oczywiste, że jeśli zostaną obie wywiąże się tutaj niemały problem.
- Więc? Kto ma zostać?
- Minerwa - odpowiedziałem. Zrobiłem krótką przerwę w mówieniu, aby zobaczyć, co się stanie. Minerwa uśmiechała się triumfująco. Holinda zbladła. Wyglądała na bardzo rozbitą, kiedy próbowała odsunąć swoje krzesło. - Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą.
- C-co? O czym Ty mówisz? - Zająknęła się Minerwa. Była taka pewna, że wygra. Przypuszczenia jednak nie zawsze się sprawdzają.
- Mówię, że chcę, abyś sobie poszła.
- Zamiast niej? - Wrzasnęła.
- Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. - Wzruszyłem ramionami. - Przepraszam.
- Świetnie - powiedziała. Potem odwróciła się do Holindy. - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój. - Po tym wszystkim ona nadal w to wierzyła. Złudzenia są okropne i irytują mnie bardziej niż wszystko inne.
- Nie wygląda na to - odburknęła Holinda.
- Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
- Nie potrzebuję tego. - Holinda uśmiechnęła się sarkastycznie. - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
- Nieważne - Minerwa pisknęła, wstając i przewracając swoje krzesło. Odeszła mamrocząc coś do siebie pod nosem.
- To było... - Zacząłem, ale nie byłem w stanie znaleźć odpowiedniego słowa na to, co przed chwilą się stało.
- Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowała Holinda, próbując pomóc zapełnić dziury w moich słowach.
- Odpowiedź D. Wszystko powyżej.
Przez moment czułem się, jakbym brał udział w tych głupich testach wielokrotnego wyboru, które zdać może nawet idiota. Oczywiście, moja nauczycielka była o wiele inteligentniejsza.
Usłyszałem śmiech Holindy.
- Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiła sobie. - Masz tu trochę "dziewczyn".
Kiedy to powiedziała przeszedł mnie dreszcz.
- Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
- Więc kim? I dlaczego tak sądzi?
Westchnąłem, domyślając się, jak to zabrzmi.
- Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła.
- A Ty? - Zapytała.
Poczułem, jak robi mi się gorąco. Nie potrafiłem zdecydować się na to, co powiedzieć. Żeby było jasne - nie lubiłem jej. Chyba, że na początku, kiedy wydawała się ładna i interesująca. Dzięki Bogu, nie było żadnego progresu w moich uczuciach.
Holinda przewróciła oczami. Chciała podnieść krzesło, które Minerwa przedtem wywróciła. Znalazłem się koło niego pierwszy i postawiłem je do pionu.
Obydwoje nadal kucaliśmy. Jej zielone oczy mnie przenikały. Nie zauważyłem przed tam, jaki jasny i głęboki odcień mają. Błyszczały się jak dwa szmaragdy. Ale to nie była jedyna rzecz, na którą teraz zwróciłem uwagę. Jej twarz znajdowała się bardzo blisko. Skóra była opalona, a rzęsy długie. Holinda lekko się uśmiechnęła. Rumieniec wyszedł na jej policzki.
- Lepiej przestańmy się tak "poznawać".
Wyszczerzyłem zęby.
- No nie wiem. Czy to takie złe?
- Nie. Myślę, że nie - zachichotała. Więc naprawdę nie miała nic przeciwko spędzeniu trochę czasu ze mną. Uroczo.
Ciągle kucaliśmy w tym samym miejscu. Jeśli ktoś nas obserwował, mógł pomyśleć, że jesteśmy albo pijani, albo walnięci.
- Pomóc? - Zapytałem, wyciągając do niej dłoń.
Zerknęła na nią, ale nie przyjęła oferty.
- Poradzę sobie - powiedziała z typowym dla niej nastawieniem. Dopiero teraz sięgnęła po moją rękę.
- Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować pomocy - odparłem, podciągając ją w górę. Stała tak, trzymając moje ręce i patrząc mi w oczy.
- Dziękuję, panie filozofie - wywróciła oczami, kiedy uprzejmie skinąłem głową.
- Więc co będziemy robić dalej? - Zapytała. Pamiętałem, co powiedział mi Butler. Ludzie w klubach robią tylko trzy rzeczy.
- Zależy - wzruszyłem ramionami.
- Od czego?
- Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
- Czyli? - Położyła ręce na biodra.
Nerwowo drgnąłem, jednak starałem się zachować pewność siebie. Starałem się nie myśleć nad tym, co powiem. Po prosu to zrobię:
- Zatańczysz ze mną?
- No i znowu to samo - powiedziałam, przewracjąc oczami.
Artemis omiótł nas wzrokiem.
- Znacie się?
- Niestety - westchnęłam. Dałabym tonę złota bylebym tylko nie musiała jej znać.
Wyglądało na to, że Minerwa nie lubiała być denerwowaną. Uderzyła pięścią w stół. Niegrzeczna. Prywatna szkoła jednak nie nauczyła jej, jak zachowywać się odpowiednio do sytuacji.
- Myślałam, że go nie znasz? - Spojrzała na mnie z pogardą w oczach, która chyba miała być zastraszająca. - A wygląda na to, że znacie się bardzo dobrze.
- Słucham?
Każdy odgadłby, co miała na myśli i to mnie zirytowało.
- Chodzi mi o to, że każdy przy pomocy 5 euro może Cię poznać.
- Minerwa - zaczął osłupiały Artemis.
- Cśś, Arty - odparła, przykładając mu palec do ust, co spowodowało u mnie wielką chęć przyłożenia jej w twarz. I prawie to zrobiłam, gdy przypomniałam sobie, że jestem spokojną osobą, która nie posóługuje się przemocą. - Pozbędę się jej.
- Minerwo, to Holinda i jest moją nową znajomą - sposób, w jaki to powiedział był jasny, że nie ma prawa mnie obrażać.
Oczywiście nie załapała.
- Jesteście znajomymi? - Wrzasnęła piskliwie. Czułam ogromną satysfakcję, widząc wyraz jej twarzy
- Tak, i chciałbym, abyś nie odzywała się do niej w taki obelżywy sposób - było mi miło, że Arty stanął po mojej stronie, bo w innej sytuacji musiałabym jej przywalić (cytując Julię).
- Dobra - odpowiedziała naburmuszona, nie chcąc denerwować Artiego.
- A teraz przeproś - zażądał ze stanowczością w głosie.
Minerwa westchnęła i spojrzała na mnie:
- Przepraszam Holindo. To nie było miłe z mojej strony.
Jeśli wzrokiem można byłoby zabijać to już bym nie żyła.
- A Ty Holindo, chcesz coś powiedzieć?
(tekst tu się urywa :'( ~ Sb)
- Dobrze, teraz wszyscy jesteśmy przyjaciółmi. Nie macie nic przeciwko, abym się do was przyłączyła? - Przyjaciółmi? Serio? Powiedzienie "przepraszam" nie skleja ran i nie robi z siebie przyjaciół. Byłam pewna, że o tym wiedziała i mówiła to tylko po to, żeby sobie pomóc. Artemis spojrzał na mnie, dając mi wybór.
Zdecydowałam, że uszczęśliwie Artiego i będe lepszą osobą, nawet jeśli tego nie chciałam.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się.
- Świetnie - odpowiedziała, odwróciła się i przyciągnęła sobie krzesło. Usiadła pomiędzy mną a Artym. Przez przypadek (samozwańczy) uderzyła mnie w kolano. W środku płonęłam, ale musiałam zachować spokój. Policzyć do dziesięciu i wziąć głeboki oddech. Na szczęście utrzymywałam się w ryzach.
Złapała jego rękę.
- Um Arty, jesteś pewny, że nie chcesz ze mną zatańczyć?
Ktoś chyba powiedział jej, że "mruczenie" jest seksi. Niestety wierzyła również w to, że coś tym osiągnie. Smutne.
- Nie, dziękuję - odparł, najwyraźniej przerażony tym pomysłem. Trzeba było jeszcze zastanowić się, czy samo tańczenie było straszne, czy może taniec z Minerwą.
- Oh, no proszę?
- Nie oznacza nie - mruknęłam, a ona odwróciła się, aby na mnie spojrzeć.
- Pytał Cię ktoś o zdanie? - Zażądała odpowiedzi, jakby miała prawo cokolwiek do mnie powiedzieć.
- Nikt nie musiał - uśmiechnęłam się szyderczo - Każdy głupi powie, że on Cię nie lubi.
- Tak, i jestem bardzo pewna, że lubi Ciebie.
- Oczywiście.
- Dziewczęta? - Zaczął Arty. - Może...
- Nie wtrącaj się - powiedziałyśmy jednocześnie.
- Ale... - Spróbował ponownie. Niektórzy nigdy niczego się nie nauczą.
- Nie, ta sprawa toczy się pomiędzy mną a tą koszmarną czarownicą - powiedziałam do niego. Zaśmiał się lekko, kiedy usłyszał, jak nazwałam Minerwę.
- Myślisz, że kim jesteś? - Minerwa spojrzała na mnie z pogardą. - Fałszywa blondyneczko.
Nieźle, ale spostrzegłam, że tym razem Arty się nie zaśmiał.
- Kolor moich włosów jest naturalny. Nie jak ten należący do niektórych tutaj.
Ok. Dokładnie rzecz biorąc moje włosy nie są tak naprawdę naturalne. Ale kolor nie jest też z buteleczki, jak jej się wydaje.
- Proszę Cię. Farbujesz włosy. Moje zostały dane mi w darze - przeczesała je dłonią - Poza tym: kto by Cię chciał? Spójrz na siebie.
- A co to ma znaczyć? - Zażądałam wyjaśnienia. Ta dziewczynka naprawdę prosiła się o obicie jej buźki. I zrobiłabym to, gdyby nie fakt, że nie biję dzieci. Może jeśli ciągle będę to do siebie powtarzać to przejdzie mi chęć walnięcia w jej rozpuszczoną twarz.
- Zobacz, jak jesteś ubrana. Mega zdzirowato - zaśmiała się, jakby jej ubiór był bardzo odpowiedni - I pewnie wszystko z wyprzedaży.
Myślałam, że ze złości zaraz wybuchnę. Nie chodziło o stwierdzenie, że wszystko było z wyprzedaży. To mnie w ogóle nie ruszało. Ale ta "zdzirowatość". Ktoś musiał się sobie przyjrzeć w lustrze.
- Jak ja jestem ubrana? - Uśmiechnęłam się ironicznie. - Jeśli któryś z Twoich ciuchów byłby ciut krótszy zostałabyś aresztowana za negliż w miejscu publicznym. A może już powinno się to stać.
Kątem oka widziałam, jak Artemis się podśmiewa. I zgadywałam, że ona mogłaby również.
- Proszę Cię. Jedynym powodem do aresztowania jest Twoja twarz.
Artemis znowu się zaśmiał. Tym razem ze mnie.
Powoli i dramatycznie klasnęłam w dłonie.
- Bardzo dobrze. Zarzuciłaś najbardziej oczywistym i najmniej śmiesznym żartem ever - ucieszyłam sie - Co dalej? Nazwiesz mnie brzydką czy zaczniesz mówić o "mojej starej"?
Minerwa wyglądała na wkurzoną. Jej twarz robiła się gdzie niegdzie czerwona. I muszę przyznać, że było to bardzo zabawne.
- Cokolwiek. Nie obchodzi mnie to w sumie - wzruszyłam ramionami.
- Arty to mój chłopak - odpowiedziała, a ja znalazłam kolejny powód do zaśmiania się - Spadaj. On Cię tutaj nie chce.
- Dobrze - sapnęłam - Dlaczego po prostu nie zapytamy go z kim chce zostać.
Niestety, nie pomyślałam nim powiedziałam. Gdyby wiedział, kim jestem naprawdę, wybrałby mnie bez wahania. W sytuacji, w której się teraz znajdowaliśmy znał o wiele lepiej Minerwę. Wybierze ją. A może zaskoczy nas obie. Ale jakos podważałam tą możliwość. Artemis był na swój sposób przewidywalny.
- Okej, zróbmy to - odrzekła. Wyglądała jakby była kotem, który zaraz dostanie mysz w swoje łapy. - Więc? - Zapytała, odwracając się do niego.
Arty mruknął nerwowo. Prawdopodobnie wszystko słyszał i podejmował decyzję albo po prostu chciał nas rozproszyć. Bo przecież zawsze wiedział, co ma zrobić.
- Co?
- Która z nas a tutaj zostać?
- A która odejść? - Zapytała Minerwa spoglądając na mnie. Dobrze wiedziałam, czego sobie życzyła.
- Któraś z was musi to zrobić, żebyście obie się uspokoiły - przeszyłyśmy się wzrokiem i skinęłyśmy głowami. Inaczej za chwilę rozpocznie się tutaj burzliwa bitwa o najlepszą, jeśli któraś nie odejdzie w trybie natychmiastowym.
- Więc? Kto ma zostać? - Dopytywała.
- Minerwa - powiedział Artemis, a ja poczułam jak serce chce mi wyskoczyć z piersi. Wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że ją wybierze. Była jego "przyjaciółką", a ja - Holinda, byłam dopiero co poznaną znajomą. Zaczęłam odsuwać krzesło, gdy przemówił ponownie:
- Przepraszam, ale chcę zaznajomić się lepiej z Holindą.
- C-co? O czym Ty mówisz?
- Mówię, że chcę, abyś sobie poszła.
- Zamiast niej? - Domagała się wytłumaczenia, rzucając mi nienawistne spojrzenie.
- Dałaś mi ultimatum, a ja wybrałem najlepszą opcję z możliwych. Przepraszam.
- Świetnie - wymamrotała do Artiego nic się do mnie odwróciła - Idę. Ale pamiętaj, że on jest mój.
Czy ona naprawdę była taka oślepiona swoją obsesją. Po tym wszystkim nadal się łudziła? Tylko ona mogła być taką ignorantką.
- Nie wygląda na to - uśmiechnęłam się sarkastycznie kiedy wstawała.
- Bądź uważna - syknęła - Arty nie zawsze będzie Cię bronił.
- Nie potrzebuję tego. - Arty był niezwykły, ale mogłam sama to zrobić. Pokonałabym ją w dziesięć sekund. Następne pięć do poprawienia fryzury. - Potrafię zająć się sama sobą. Możesz powiedzieć to samo o sobie?
- Nieważne - obraziła się. Wstała od stołu, przewracjąc krzesło i odeszła ciężko tupiąc.
- To było... - Zaczął Artemis, ale nie mógł skończyć. Wow, te nasze małe spotkanie było czymś... co wykończyło Artiego. Nie był w stanie nawet myśleć nad słowami, które mogłyby to opisać.
- Dziwna, bezsensowna, głupia dziewczyna - zasugerowałam, aby wypełnić dziurę w jego głowie.
- Odpowied D. Wszystko powyżej.
Musiałam się zaśmiać. Mówiliśmy, myśleliśmy bardzo podobnie od niezliczonego czasu. Nie chodziło o odpowiedzi na testach. Tak zamawiało się lunch. Po prostu mówiłeś "D. wszystko powyżej".
- Wiesz, jak je "wyrwać". - Zakpiłam. - Masz tu trochę "dziewczyn".
Artemis zadrżał gdy tylko to powiedziałam.
- Nie "wyrywam" ich, jak to ujęłaś. I ona nie jest moją dziewczyną.
- Więc kim? I dlaczego tak sądzi.
- Może to zabrzmi trochę cliché, ale jest moją znajomą. Znamy się już trochę czasu, a ona zawsze mnie lubiła.
- A Ty? - Zapytałam, próbując nie ujawnić swojej prawdziwej ciekawści.
Lekko się zarumienił. Wyglądało na to, że nie jest w stanie czegokolwiek powiedzieć, więc schyliłam się, aby podnieść krzesło, które Minerwa przewróciła. Niestety, znów był lepszy i zrobił to szybciej.
Przyklękaliśmy na podłodze, patrząc sobie w oczy.
- Lepiej przestańmy się tak "poznawać" - powiedziałam, zagubiona w jego oczach.
Artemis uśmiechnął się w swój ulubiony sposób.
- Nie wiem. Czy to takie złe?
- Nie - zachichotałam - Tak myślę.
- Pomóc? - Zapytał, wyciągając rękę w moją stronę, chcąc pomóc mi wstać.
- Poradzę sobie - odpowiedziałam, ale chwyciłam jego dłoń.
- Jeśli tego nie chciałaś, nie musiałaś przyjmować mojej pomocy.
Ale czasem trzeba.
- Dziękuję, panie filozofie - powiedziałam sarkastycznie, a on pochylił głową, co znaczyło "nie ma za co". Ta próżność.
- Więc co będziemy robić dalej? - Zapytałam.
- Zależy - wzruszył ramionami, co nie było zbyt Artemisowe.
- Od czego?
- Od tego, jak odpowiesz na następne pytanie.
- Czyli?
- Zatańczysz ze mną?
Obydwoje
odwrócili się, aby zobaczyć, kto przemówił. Dziewczyna wyglądała na
miło zaskoczoną. Nie poświęciłem jej jednak zbyt wiele uwagi, bo
wiedziałem, że to mężczyźnie muszę się przyjrzeć.
- A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia. No cóż, był nieźle wstawiony.
-
Artemis Fowl. - Uśmiechnąłem się szarmancko, a na jego twarzy pojawiło
się zdezorientowanie. No, ale to mnie w ogóle nie zdziwiło. - Nigdy o
mnie nie słyszałeś?
-
I nigdy mnie to nie obchodziło - wzruszył ramionami. Jeśli ignorancja
może być formą rozkoszy i szczęścia, to on był najszczęśliwszym
człowiekiem na świecie.
-
Nieważne. Puść ją - rozkazałem lodowatym tonem głosu. Dziewczyna
spojrzała na mnie z nadzieją w oczach, ale widziałem w nich również
błysk gniewu.
- Nie, ona chce pójść ze mną - odpowiedział, kłamiąc - Czyż nie? - Zapytał, kiedy obejmował ją ramieniem.
Chciałem na niego wrzasnąć, ale wiem, że to pogorszyłoby tylko sprawę.
-
Nie wygląda na to - powiedziałem naspokojnie, jak potrafiłem - Nie ma
tu żadnego większego uczucia, prawda? - Zapytał, patrząć w jej zielone
oczy, jednocześnie prosząc o popracie. Skinęła opornie głową. Z powrotem
na niego zerknąłem. Z pewnością chciał odejść, ale niestety duma mu na
to nie pozwalała. Uznałby to za słabość.
- Jest tylko troszkę nerwowa - skłamał - Jest profesjonalistką.
-
W czym? - Zapytałem, mimo że dobrze znałem odpowiedź. I pozwólcie, że
dodam, ale wcale nie wyglądała na "profesjonalistkę". Wydawała się
przeciętną dziewczyną, która po prostu znalazła się w złej sytuacji.
- Byciu łatwą - powiedział.
W tym momencie dziewczyna wybuchła i wyrzuciła z siebie całą złość:
- Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
Miałem tylko nadzieję, że nie sprawiła tym więcej problemów.
- To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić.
-
Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - odparł. Widziałem, jak dziewczyna
wyciągnęła wolną dłoń, chcąc go uderzyć. Spojrzałem jej w oczy i
pokręciłem głową. Wyglądała opornie i trochę się nadąsała, kiedy
opuściła rękę. Dostrzegłem jednak, że wciąż miała ją zaciśniętą w pięść.
Była bardzo zdeterminowana, musiałem to przyznać. Na szczęście
młodzieniec nie zauważył niczego.
- Puść ją - zażądałem ponownie, jeszcze chłodniej niż przed tem.
- Kto mi rozkaże? - Poczułem alkohol w jego oddechu. Pięknie.
Zdobyłem się na najlepszy wampirzy uśmiech. Męczyła mnie ta dziecinna gierka:
-
Ja - odpowiedziałem i przyjąłem postawę, jakiej nauczył mnie Butler.
Dodawała mi ona siły i uderzenie było zawsze silniejsze. Miałem
nadzieję, że to pomoże. - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię
skrzywdzić.
Ale
on wciąż nie miał zamiaru tego zrobić. Wymamrotał coś pod nosem,
próbując zrozumieć, co mówię i robię. Wciąż ją trzymał, ale popełnił
błąd i lekko rozluźnił uścisk.
To
było wszystko, czego potrzebowała. Wyrwała rękę i posłała go w stronę
stołu. Gdy już leżał wcisnęła obcas buta w jego plecy i pochyliła się w
dół - prosto do jego twarzy. To z pewnością nie mogłobyć miłe.
-
Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle. - Syknęła
głosem, który był tak zimny, że aż chciałem skrzyżować nogi w razie
gdyby miała się odwinąć. - Zrozumiałeś? - Zapytała, chwytając go za
włosy i odciągając jego głowę do tyłu. Była niemożliwa. Silna, straszna i
mądra.
Wyglądał
na to, że stracił zdolność do porozumiewania się. Wtedy zrobił
najgłupszą rzecz, jaką mógł uczynić w tej chwili. Skinął głową, co
musiało nieźle zaboleć. Przy okazji stracił trochę włosów.
-
Dobrze. A teraz się wynoś. - Chyba nie muszę dodawać, że od razu się
posłuchał. Zniknął z jej pola widzenia, jak najszybciej mógł.
Dziewczyna wstała i strzepała włosy z dłoni. Gdy się wyprostowała stała się jeszcze wyższa. Odwróciła się do mnie.
- Holinda Briefs - przedstawiła się, wyciągając niechętnie rękę.
Była
to przyjaciółka Julii. I była dość interesująca. I była tą, dla której
tutaj przyszedłem. I jeszcze tą, którą właśnie uratowałem. To było aż
nazbyt przypadkowe.
-
Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać. Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.-
Powiedziałem, chociaż pewnie nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia.
Ale nie byłem w stanie niczego z tym począć. - Tak więc, wszystko w
porządku?
- Owszem - odparła, jakby rzeczy takie, jak ta przydarzały się jej na
codzień. A w to wątpiłem. Wyglądała na niebezpieczną, ale nie na taką,
która pakowałaby się w kłopoty. Była, no cóż, jak ja. Problemy biegały
za nią, ale nie robiła nic. A może jednak się myliłem - i to kochała? -
Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie.
Schylała się właśnie, aby podnieść stół, ale zrobiłem to za nią.
Postawiłem z powrotem stolik i krzesła, kiedy ona udawała, że ma
"focha":
- I to też mogłam zrobić - burknęła. Chyba nie pomyślała sobie, że mogła wydaćsię słaba? Bo na pewno nie o to chodziło.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałem, unosząc ulegle ręce do góry - Byłem po prostu pomocny.
- Nieważne - skrzyżowała ręce, chociaż wydawało się, że trochę się zrelaksowała.\
- Na pewno wszystko ok?
- Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie. - W jej oczach dostrzegłem błysk, kiedy kładła dłonie na biodrach.
- Przepraszam - powiedziałem, starając się nie zaśmiać - Może chcesz się drinka?
I nie, nie chciałem jej upić. Po prostu wyglądała tak, jakby chciała się napić.
- Nie. Nie piję alkoholu.
To
trochę zbiło mnie z tropu. Nie oczekiwałem, że będzie alkoholiczką.
Była na to zbyt elegancka. Ale większość ludzi uważa to za formę
rozrywki i dobrej zabawy. Następny punkt na liście o jej odróżnieniu od
innych, których znałem.
- Więc co pijesz w miejscach takich, jak to?
- Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przyznała i ponownie mnie zaskoczyła - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.
- Lubisz? - Zapytałem.
- Tak - starałem się zignorować tą banalną odpowiedź i głupio tego nie skometnować. I udało się.
- Usiądź, zaraz wrócę.
Ponownie założyła ręce na biodra i zawiesiła na mnie wzrok.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
Wow, wszystkie kobiety tak trudno rozgryźć?
-
Proszę? - Zapytałem najabrdziej przyjaznym głosem, na jaki było mnie
stać. Nie wiem dlaczego, ale chciałem z nią porozmawiać. Po prostu
musiałem dowiedzieć się o niej więcej. I sądziłem, że zwykła rozmowa
dostarczy mi najwięcej informacji.
- Ok - odburknęła - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
- Oczywiście. Po prostu bądź tu, kiedy przyjdę.
Ruszyłem w stronę baru. Barman o blond włosach wykonywał swoje obowiązki. Przełknąłem dumę i wcisnąłem się bez kolejki.
- Czy zechciałby Pan coś do picia? - Zapytał.
- Tak, dwa soki żurawinowe bez alkoholu.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, kiedy je przygotowywał:
-
Proszę bardzo - powiedział, popychając je w moją stronę. Zapłaciłem mu i
wróciłem do stołu. Byłem zaskoczony, że Holinda nadal tutaj była.
Usiadłem naprzeciwko niej i posunąłem szklankę po stole.
- Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
Zaśmiała się:
- Na Twoje szczęście - zachichotała - Hm, co to jest?
- Bezalkoholowy drink żurawinowy.
Spojrzała na drinka i wyglądało na to, że naprawdę chce go spróbować:
- Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu?
To było dziwne, ale mimo wszystko nie czułem się sfrustrowany. W sumie nawet dobrze się bawiłem.
- Słowo harcerza - odparłem, przykładając dłoń do serca.
Zaśmiała się ponownie, biorąc szklankę do góry.
- Nie wyglądasz na takiego.
No cóż, była inteligentną obserwatorką.
Ja
również zacząłem się śmiać, ale z powodu tego, że wpadło mi do głowy,
że jest do mnie bardzo podobna. Wydawało mi się, że znamy się nie od
dzisiaj.
- Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
-
Jestem zaskoczona - uđmiechnęła się, wiedziałem, o co chodzi - Przebywałeś odcięty, ale
byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie -
Nawet jeśli nie było to zbyt ładne stwierdzenie, zdawałem sobie sprawę o czym mowa. Podsumowała właśnie moje dzieciństwo.
- W zasadzie... Tak - powiedziałem - Pij.
Wescthnęła i zrobiła ogromne show, podnosząc szklankę do ust. Wzięła łyka i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Mhm, jest pyszne. Z czego jest?
- Po pierwsze: powiedziałem Ci już - nie mogłem się powstrzymać, aby nie zatriumfować.
- Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda? - Pochyliła się lekko do przodu.
- Tak. I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
- I wiesz to skąd...?
- Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
O
nie. Uświadomiłem sobie, co właśnie powiedziałem. Holly. To twoja wina
Butler. Przez niego o niej myślałem i nazwałem tak Holindę. O ile wiem,
to jeden z tych najgorszych faux pas'ów (fałszywych kroków), które
mężczyzna może uczynić kobiecie.
Holinda wyglądała na bardzo zdziwioną. Ale było coś jeszcze. Coś czego nie umiałem rozszyfrować.
-
Wow - odparła - Kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem? -
Wyglądała na zainteresowaną, nie na złą, jak mogłoby się wydawać.
-
Wybacz - odpowiedziałem zdezorientowany; zazwyczaj nie popełniam
błędów. Chociaż ostatnimi czasy zdarzało się to coraz częściej - Holly
jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
I
naprawdę tak było. Widziałem wiele podobieństw w tej dziewczynie, co do
Holly. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale wiedziałem, że jest w niej
coś, czego muszę się dowiedzieć, i co to wszystko wyjaśni.
- Naprawdę?
- Tak. - Zaśmiałem się. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolą.
To
prawda. Jeśli Holly kiedykolwiek poznałaby Holindę wzięłaby ją za swoją
nową najlepszą przyjaciółkę... A może odebrałaby to jako wyzwanie.
-
Prawda. Nie brzmi źle. - Na te słowa lekko się uśmiechnąłem. Nie miała
pojęcia, jak bardzo Holly była "interesująca". - Czy jest tutaj?
-
Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często. -
Jeden z tych smutnych faktów, do których musiałem przywyknąć.
Posiadanie przyjaciela, który jest innej rasy i mieszka pod powierzchnią
ziemi... jest trudne, i tak czy siak, dość nieopłacalne.
-
To smutne... - Odpowiedziała. Widziałem, że naprawdę to poczuła. Że
obchodziło ją to, że tęskniłem za moją przyjaciółką, a ona chciała jakoś
załagodzić.
-
Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - zzruszyłem
ramionami, jakby to nie było nic takiego. Chociaż prawdę mówiąc,
dzwonienie do siebie nie było wystarczającą rzeczą.
- Oczywiście -
uśmiechnęła się w sposób, że wiedziałem, że mi nie wierzy. Nieźle, to
pokazało, że jest bardzo inteligentna. - Tak więc... Myśle, że powinnam
Ci podziękować.
- Mi? Za co? - Zapytałem zdezorientowany.
- Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - zniżyła wzrok z zażenowaniem.
- W porządku - uśmiechnąłem się. - Wygladałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
-
Nawet nie wiesz jak - powiedziała to w sposób, że już sam nie
wiedziałem, jak mam to zinterpretować. Myślałem, w jaki jeszcze inny
sposób mogła potrzebować "wybawcy". Wyglądała na dość kompetentną do
wyciągania siebie i całego świata z opresji.
Zdecydowałem się na zmianę tematu:
- Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.
- Co masz na myśli? - Zażądała ze złością w głosie. Ale latwo było rozpoznać, że tylko udawała. Raczej polubiła się tak bawić. - Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem.
- Bo byłam - przyznała - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
- Rozumiem, ale to nie jest powód... To nie była Twoja... - Zacząłem, ale ona mi ucięła.
-
Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany. -
Wiedziałem, że mogę powiedzieć jej wiele różnych rzeczy; że czasem
ciężko jest rozpoznać, że ktoś coś wypił, ale wydawało mi się, że ona i
tak wie.
- Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
To znów ją rozśmieszyło.
- Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
Chciałem powiedzieć, że wcale nie zawróciła mi tym głowy, ale to brzmiało by zbyt łatwo.
- Nie ma problemu.
Przez kilka chwil nic nie mówiliśmy, aż w końcu zaczęła na nowo:
- Mogę zadać Ci pytanie?
- Pewnie. - Zgodziłem się, będąc ciekawym.
- Dlaczego tu przyszedłeś? - Spytała. - Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy.
Zarumieniłem
się i niespokojnie się poruszyłem. Przecież nie powiem jej, że
przyszedłem tutaj, aby ją poznać. Ale musiałem to zrobić. Na Fronda.
Dostałem tyle lekcji na temat i przez kłamanie.
- Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
- Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawda?
- Nie - przyznałem.
- Więc dlaczego mi pomogłeś?
Zaśmmiałem
się. Wydawało jej się, ze jestem zimny i bez serca? Albo po prostu
ludzie tacy byli? Jest tak wiele rzeczy, których musiałem się o niej
dowiedzieć.
- Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
- Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Chciała mi dociąć. - Chronisz kobitki przez złymi typami?
Musiałem
się uśmiechnąć. Pomyślała, że jestem bohaterem. Jeśli znałaby mnie jako
osobę, jaką byłem... Raczej nie pomyślałaby w ten sposób. Wręcz
przeciwnie.
- Coś w tym stylu.
-
Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - oznajmiła. Poczułem się
wspaniale. To miło, że ktoś oprócz mojej rodziny i przyjaciół ma o mnie
dobrą opinię.
Uśmiechnęliśmy się. Holinda lekko się nachyliła.
- Wiedziałam! - Zapiszczał znany mi głos, rujnując całą sytuację. - Próbujesz odbić mi Artiego!
Cześć,
Wilhelm z tej strony.;-) Dodaję notkę za Some, jako iż znalazła się w
ciężkiej sytuacji. Prawdopodobnie wróci z początkiem września;-)
Poprawiłem też błędy w poprzedniej części, bo było ich, oj!, niemało:-D
No
i naprawdę piszcie o błędach, choćby w wiadomościach prywatnych, bo
oboje jesteśmy ślepi, poza tym każde słowo podkreśla nam na czerwono, a
lenistwo nas przezwycięża i nie chce nam się zmieniać języka
przeglądarki:-D
Miło też widzieć, że troszku Was tutaj przybyło, witam Was gorrrąco:-)
Może jeszcze w któryś dzień coś wpadnie, bo w końcu, po roku stażu dostaję wolne, jako normalny pracownik, uff:-D
Pozdrawiam cieplutko:-)
Ps.
Chciałbym zapytać, czy u Was szablon bloga też dzieli notki na kilka
części i niektóre zdania zlewają się w jedno? Bo wiem, że to utrudnia
czytanie, a chcielibyśmy jak najlepiej:-)
Iii, nie denerwuje Was to, że te kwestie się powtarzają, zamienia się tylko punkt widzenia?
Odwróciliśmy się z Aidanem, aby zobaczyć kto do nas mówi. Nie mogłam być bardziej zaskoczona tym, kogo ujrzałam.
- A ty kim do cholery jesteś? - Zażądał wyjaśnienia.
- Artemis Fowl - uśmiechnął się. Aidan wyglądał na trochę zmieszanego, co wprawiło Artiego w złość - Nigdy o mnie nie słyszałeś?
- I nigdy mnie to nie obchodziło.
- Nieważne. Puść ją - nakazał pewnym głosem. Miałam nadzieję, że Aidan to zrozumie, bo nie chciałam go zranić.
- Nie, ona chce pójść ze mną - skłamał - Czyż nie? - Zapytał kurczowo ściskając moje ramię.
- Nię wygląda na to - utrzymywał Arty - Nie ma tu żadnego większego uczucia, prawda? - Szybko skinęłam głową, nie czułam się zbyt dobrze w tym momencie. Spojrzałam w oczy Aidana i zobaczyłam pragnienie. Niestety nie byłam w stanie stwierdzić, czy to było "pragnienie" zatrzymania mnie, czy jednak nie.
- Jest po prostu trochę zdenerwowana. Jest profesjonalistką.
- W czym?
- Byciu łatwą - odparł.
W tym momencie nie mogła dłużej powstrzymywać mojej złości - Nie jestem łatwa, dupku. A teraz mnie zostaw.
- To chyba sposób, w jaki każe Ci odpuścić - powiedział Artemis.
- Niee, ona tak gra, żeby mnie zdobyć - gdyby moja ręka była wolna, uderzyłabym go. No i uświadomiłam sobie, że jednak mogę to zrobić. Podniosłam dłoń, aby go walnąć, ale Arty spojrzał na mnie i powoli pokręcił głową - nie chciał, abym to uczyniła. Ufałam mu, więc odstąpiłam od swoich zamiarów. Chociaż tak czy siak, byłam gotowa zrobić to w każdym momencie.
- Puść ją - zażądał Artemis swom srogim tonem
- Kto mi rozkaże?
Artemis uśmiechnął się, ale jego oczy były lodowate. Tak bardzo, że prawie przeszły mnie dreszcze.
- Ja - powiedział, przyjmując agresywną postawę. Która była idealna. Tak mi się wydaję, że jego uderzenie na prawdę mogłoby być silne. Dobrze. Przynajmniej nie był tak słaby, jak kiedyś. Zmienił się bardziej niż sądziłam - A teraz zostaw ją, albo będę musiał Cię skrzywdzić.
Ale on wciąż tego nie chciał zrobić. Jednak coś musiało na niego podziałać, bo jego zalany alkoholem mózg zaczął chyba myśleć. Z pewnością mówił mu, że Arty nie żartuje. Aidan coś wymamrotał, podczas gdy jego myśli skupiały się wokół obrania jakiejkolwiek strategii. Nie, nie puścił mnie, ale w zadumaniu zluźnił uścisk. To było wszystko, czego potrzebowałam. Wyrwałam moją dłoń z jego i użyłam jego własnej siły, aby posłać go na stół.
Może i było to trochę dziecięce, ale musiałam się chociaż trochę zemścić. Kiedy znalazł się na ziemi, przycisnęłam stopę do jego pleców i schyliłam sie, tak, że miałam możliwość szepnięcia mu do ucha. Okej, może nie szeptałam, a mówiłam dość głośno:
- Nigdy więcej mnie nie dotykaj, w innym razie skończysz źle - powiedziałam - Zrozumiałeś? - Zapytałam, kiedy chwytałam jego włosy i odciągnęłam mu głowę w tył.
Był zbyt przestraszony, aby cokolwiek powiedzieć, więc tylko skinął głową. Co oczywiście musiało go zaboleć. Pomiędzy palcami zostało mi kilka jego włosów.
- Dobrze. A teraz się wynoś - rozkazałam. Aidan wstał i pobiegł do drzwi. Obserwowałam, jak potyka się i przewraca, próbując jak najszybciej zniknąć z zasięgu mojego wzroku.
Wstałam i strzepałam włosy z palców. Wyprostowałam się i wnet przepomniałam sobie, że nie jestem sama.
- Holinda Briefs - przedstawiłam się, wyciągając rękę do Artiego. To było dziwne uczucie - przedstawiać się przed najlepszym przyjacielem; ale nie dla niego.
- Artemis Fowl. Miło mi Cię poznać - i co było zaskakujące, wydawało się, że naprawdę ma to na myśli - Dobrze, że jesteś cała i zdrowa.
Taaaa, pomijając urażoną dumę. Wstyd.
- Tak więc, wszystko w porządku? - Zapytał.
- Owszem - odparłam - Ale muszę to powiedzieć: poradziłabym sobie - mówiłam, zbliżając się do przewróconego stołu i krzeseł.
Ale Artemis już tam był. Przywrócił je do poprzedniego stanu. Od kiedy był taki... uprzejmy?
- I to też mogłam zrobić.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział pokornie - Byłem po prostu pomocny.
- Nieważne - Skrzyżowałam ramiona na piersiach. Nowy charakter był dość... kuszący. Może wypróbuję go, kiedy będę już sobą. Ciekawe, czy by to polubił.
- Na pewno wszystko ok? - Jego nowa postawa - troskliwego Artiego - zaczynała mnie denerwować. Jeśli zapyta o to jeszcze raz chyba oszaleję.
- Jeśli nie przestaniesz o to pytać nie będzie.
- Przepraszam - powiedział, powstrzymując śmiech - Może chcesz się drinka?
- Nie. Nie piję alkoholu.
Wyglądał na trochę zaskoczonego. Najprawdopodobniej sądził, że Holina będzię wystrzałową imprezowiczką. Oj nie.
- Więc co pijesz w miejscach takich, jak to?
- Ogólnie rzadko do nich przychodzę - przynzałam - Ale poprzednio brałam sok żurawinowy.
- Lubisz?
- Tak - powiedziałam, czując się, jakbym odpowiadała na pytanie ślubne.
- Usiądź, zaraz wrócę.
Haha, czy on właśnie mi rozkazał? Holinda Briefs nie jest taka łatwa. Położyłam dłonie na biodrach.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić.
- Proszę? - Dodał, co mnie bardzo zaskoczyło. Nigdy przed tem nie widziałam Artiego tak... Uprzejmego.
- Ok - parsknęłam - Ale robię to dlatego, że tego chcę. Nie dlatego, że mi powiedziałeś.
- Oczywiście - wzruszył ramionami, próbując załagodzić sytuację.
Oddalił się w stronę baru. Muszę przyznać, że rozważałam ucieczkę. Ale moje ciało nie chciało współpracować. Odmawiało posłuszeństwa. Jakby czuło, że będę żałować swojej tajemniczości. Ale zastanawiałam się też, czy poszedłby mnie szukać.
Artemis pojawił się chwilę potem z dwoma szklankami napełnionymi rózowym płynem. Przystrojone były słomką i parasolką. Dziwna sprawa, zawsze sądziłam, że takie rzeczy są tylko w filmach.
Arty usiadł i przysunął jedną do mnie.
- Cieszę się, że wciąż tutaj jesteś.
Nie mogłam się powstrzymać przed zaśmianiem się.
- Na Twoje szczęście - zachichotałam - Hm, co to jest?
- Bezalkoholowy drink żurawinowy.
Wyglądał smacznie, poza tym ufałam Artiemu, choć nie mogłam za bardzo tego okazywać. Wierzenie komuś na słowo, dopiero co po poznaniu może się wydawać trochę podejrzane.
- Jesteś pewny, że nie ma w nim alkoholu? - Zapytałam ponownie.
- Słowo harcerza - zarzekł się, wykonując odpowiedni gest.
Chwytając szklankę, znowu się zaśmiałam.
- Nie wyglądasz na takiego.
Naprawdę. Jakoś nie mogłam wyobrazić sobie go jako dzieciaka ze skwaszoną miną, skaczącego po lesie w mudnurku.
On również zachichotał.
- Niee, myślę, że jako dziecko uwielbiałem przebywać w domu.
- Jestem zaskoczona - przewróciłam oczami - Przebywałeś odcięty, ale byłeś bardzo dobrze poinformowany, o tym co dzieje się w świecie - To stwierdzenie mogłobyć okropnie ciężkie do ogarnięcia.
- W zasadzie... Tak - Świetnie, wyglądało na to, że mnie zrozumiał. Oczywiście nic dziwnego. Był geniuszem - Pij.
Nie mogłam tego unikąć, a poza tym chciałam spróbować. Westchnęłam i powoli podniosłam szklankę do ust. Zrobiłam łyka i zaczęłam delektować się słodkim, a jednak jakże cierpkim smakiem - Mhm, jest pyszne - powiedziałam - Z czego jest?
- Po pierwsze: powiedziałm Ci już - uśmiechnął się. Taa, stary Arty powraca, aby potriumfować. Zdarza się ze "stary" on prześwituje pod całą tą powłoką nowego Artemisa. Szczerze mówiąc ciężko mi zadecydować, który jest lepszy.
- Musisz się pochełpić na swoim punkcie, prawda?
- Tak - odparł, a jego głos posiadał nutę zadowolenia, że załapałam, o co chodzi. Jakby to powiedzieć, że w końcu! - I odpowiadając na Twoje pytanie: woda, sok żurawinowy, sok pomarańczowy, lemoniada, cukier, limonkę.
- I wiesz to skąd...?
- Oh Holly, Holly. Kiedy się w końcu nauczysz, że wiem wszystko.
O nie. Nazwał mnie Holly. Mimo tego całego przedstawienia, wiedział, kim jestem. Dlatego był dla mnie taki miły. Wiedział, że udawałam i chciał, abym się do tego przyznała. Nie, że miałam zamiar to zrobić. A teraz z chęcią zablefuje.
- Wow, kim jest Holly i dlaczego nazwałeś mnie jej imieniem?
- Wybacz - powiedział zdezorientowany - Holly jest moją najlepszą przyjaciółką, a Ty trochę mi ją przypominasz.
Mhm, ciekawe, dlaczego?
- Naprawdę?
- Tak. Jesteście obie uparte, sarkastyczne, zabawne i macie silną wolę.
Miło było wiedzieć, co tak naprawdę o mnie sądzi.
- Prawda - zaśmiałam się - Nie brzmi źle. Czy jest tutaj? - Zapytałam, mimo że znałam odpowiedź. Bardziej interesowała mnie reakcja Artiego.
Wzrok Artemisa się zamglił.
- Nie... Żyje daleko, na dolnym południu. Nie widujemy się zbyt często.
"Daleko, na dolnym południu" jest rzeczywiście świetną formą do zastapienia "pod powierzchnią...". Oczywiście zwykła dziewczyna uznałaby, że jest idiotą i trzeba go gdzieś zamknąć. Nie żeby tego nie potrzebował.
- To smutne... - Powiedziałam. Muszę przyznać, że ja czułam się tak samo. Nieważne, jak wiele razy go widzę, zawsze jest niewystarczająco. Dobrze było wiedzieć, że jednak jest mu smutno z tego powodu. Tęsknił za mną i dzięki temu potrafiłam się uśmiechnąć.
- Jest w porządku. W końcu wciąż możemy się kontaktować - wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego, ale ja widziałam ból w jego oczach.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się - Tak więc... Myślę, że powinnam Ci podziękować.
- Mi? - Wyglądał na nieźle zaskoczonego. Albo jest niezawodnym manipulatorem (oczywiście, że nie) albo zapomniał, jak się "poznaliśmy" - Za co?
- Za to, że wybawiłeś mnie z opresji - odpowiedziałam, zanim nad tym pomyślałam.
- W porządku - znowu wyszczerzył zęby - Wyglądałaś, jakbyś potrzebowała pomocy.
Nerwowo przęłknęłam drinka:
- Nawet nie wiesz jak.
Arty wyglądał tak, jakby właśnie pomyślał, że ta rozmowa jest już zbyt uczuciowa. Zmienił temat.
- Ciekawa przemiana ze złej Holindy, która chciała mnie zabić.
- Co masz na myśli? - Zażądałam wyjaśnienia.
- Na początku wyglądałaś... Na złą, za to, że Ci pomogłem - wydawał się zdziwiony. Jakby nie potrafił mnie zrozumieć lub dlaczego byłam na niego zła.
- Bo byłam - przyznałam - Ale nie na Ciebie. Na samą siebie. Za to, że pozwoliłam mu się w ogóle dotknąć.
- Rozumiem, ale to nie jest powód... - Jakby wkurzenie miało czekać na odpowiedni moment - To nie była Twoja... - Zaczął, ale mu przerwałam.
- Nie mów tak. To była moja wina. Powinnam zauważyć, że jest pijany.
- Holindo, jest okej. Postąpiłaś słusznie i na koniec pokazałaś mu, do czego jesteś zdolna.
To prawda. Jednak uczucie słabości jest denerwujące. No dobra, brzmię jak dziesięcioletni Artemis. Zaśmiałam się.
- Oczywiście, przepraszam, że zawróciłam Ci tym głowę.
- Nie ma problemu.
- Mogę zadać Ci pytanie? - Miałam nadzieję, że się zgodzi, chociaż znałam odpowiedź.
- Pewnie.
- Dlaczego tu przyszdłeś? Nie wyglądasz na osobę lubiącą kluby i imprezy.
Artemis trochę się poruszył, jakby coś było nie tak.
- Tak naprawdę, byłem zaproszony tutaj, aby poznać nową przyjaciółkę Julii. Ciebie.
To potwierdzało, o czym mówiła Julia, a tym samym ja. Arty połknął haczyk.
- Ale nie wiedziałeś kim jestem, prawa? - Zapytałam.
- Nie.
- Więc dlaczego mi pomogłeś?
Zaśmiał się w sposób niepodobny do tego, jakiego zawsze używał.
- Nie, nie wiedziałem. Ale za to byłem pewny, że masz kłopoty.
- Hm... Więc jesteś kim w stylu bohatera? - Zapytałam - Chronisz kobitki przez złymi typami?
Wydął usta, prawdopodbnie myśląc o czasach, kiedy jedno wyciągało drugie z opresji.
- Coś w tym stylu.
Na początku chciałam odrzec w jakiś błyskotliwy sposób, ale jakoś nie potrafiłam tego zrobić. Więc znalazłam odpowiedź, nad którą chwilę myślałam.
- Zauważyłam. No i się zachwyciłam. Dzięki - usmiechnęliśmy się do siebie.
- Wiedziałam! - Wrzasnął głos z mojej prawej strony. Super, ona to potrafiła wszystko psuć - Próbujesz odbić mi Artiego!
Ok, do końca lipca raczej się już nic nie pojawi, bo nie mam z czego pisać (tą notkę przetłumaczyczył Wilhelm przypadkowo pomijając trzy rozdziały). Na razie czekam na laptopa, a jak będą nici to najwyżej się poświęcę i znów pomęczę na PC S lub dodam z okropnego telefonu:v