Rozdział 15 'Przybycie: Holly i Julia' część 1

Cześć skarby, jestem w końcu:*:*


 - Chodź - powiedziała Julia, wyciągając mnie z pokoju hotelowego - Musimy iść.
 - Już idę - powiedziałam skupiając się na tym, aby chwycić w tym samym czasie torebkę. Rozejrzałam się wokół, aby upewnić się, że wszystkie światła są zgaszone i zatrzasnęłam drzwi. Julia szybko zamknęła je na klucz.
 - Uhm... Tym razem schody w dół? - Jąknęła.
 - Możesz jechać windą, jeśli tego chcesz - odparłam i uświadomiłam sobie, ze brzmiało to, jak któreś ze słów Artiego. No i jesli chcę być bardziej sarkastyczna muszę to ciągle robić...  I właśnie z tym nawykiem muszę skończyć.
 - Oh, nie denerwuj się. Pójdziemy - westchnęła.
 - Myślisz totalnie jak ja - uśmiechnęłam się ironicznie, kiedy zaczęła narzekać na buty. Nie znam się za bardzo na nich, ale raczej nie popsują się na schodach, prawda?
 Schodziłyśmy na dół po kilkuset słowa i co było zadziwiające stopy w ogóle mnie nie bolały. Nie żebym chciała przyznać, ale Julia wiedziała co robi, biorąc baleriny.
 W końcu dotarłyśmy na sam dół. Byłam zaskoczona, że nasz samochód już czekał. Julia musiała to zorganizować jeszcze gdy byłyśmy w pokoju.
 - Dzięki - rzuciła Julia, cmokając lokaja w powietrzu. Po chwili podbiegła do samochodu i wsiadła na miejsce kierowcy.
 Młodzieniec spojrzał na mnie z nadzieją, że zrobię to samo. Oj nie, mój drogi przyjacielu.'
 - Pomóc w czymś Pani? - Zapytał z nadzieją, która aż opływała jego głos.
 - Nie dziękuję - powiedziałam ledwo tłumiąc chichot. Z wolna podeszłam do czekającego samochodu. Julia nachyliła się nad wolnym siedzeniem i z niecierpliwością spuściła szybę.
 - Jak sądzisz, dostaniemy się dzisiaj do klubu?
 - Mogę iść wolniej - wzruszyłam ramionami.
  Julia jęknęła, ale nic nie powiedziała, wiedząc, że naprawdę byłam w stanie zwolnić.
 Dotarłam w końcu do drzwi i usiadlam, robiąc to bardzo ostrożnie. W końcu nie miałam zbyt długiej spódniczki. Na szczęście, obyło się bez większych incydentów.
 - Dzisiaj...? - Mruknęła Julia.
 - Heeej, już jestem! - Powiedziałam, wyrzucając ręcę w górę w podporządkowaniu. Jeśli ktoś, kto mnie znał by to zobaczył pewnie zaniósłby się śmiechem. Nigdy nie byłam podporządkowana, co z pewnością wiecie.
 - Taak, a teraz ruszajmy się trochę powyginać, jak prawdziwe dziewczyny.
 Zapięłam pas, a gdy tylko się to stało Julia ruszyła z zawrotną prędkością. Teraz już wiedziałam, co Grzebaczek czuł w takich sytuacjach. Szybkość nie była tym, co mnie zaskoczyło. Trzy razy lecąc ponaddźwiękową kapsułą osiągałam większą prędkość. Ale to nie było to. Bardziej przeraziło mnie jej lekkomyślne postępowanie. A najbardziej to, że jestem w to zamieszana.
 - Włącz radio - powiedziała Julia, spoglądając na mnie.
 - Jasne - odparłam, wciskając guzik. Smutne piosenki poleciały z głośników. Nie lubię country. Miłość świrniętej dziewczyny lub oszukującego faceta. Jeśli wszystkie ludzkie związki są takie złe to ja spadam. Kolejny arguement za zniszczeniem Ziemi. Jeśli nie można sobie poradzić z własnymi problemami, jaki sens ma ratowanie świata?
 - Nie, nie - zmarszczyła nos - Przełącz.
 Tak więc skakałam po kilku stacjach, jednak Julia wciąż nie była zadowolona.
 - Dobra, weź to wyłącz, nie ma tu nic ciekawego.
 Zrobiłam to, o co mnie poprosiła, ponieważ miała całkowitą rację. Piosenki były nudne albo po prostu żałosne. Siedziałyśmy w ciszy, jednak nie była ona niekomfortowa. Patrzyłam w okno. Byłyśmy na "totalnym odludziu", jak niektórzy to nazywali. Obszar był zalesiony, zielony i tylko droga miała tutaj inny kolor.
 Nigdy nie miałam doświadczenia z przebywaniem w klubie. Więc jak będzie tutaj. Na pewno nie będzie taki pozerski, jak mogłoby się wydawać.
 - Prawie jesteśmy - Julia uśmiechnęła się, jakby czytała mi w myślach.
 Jechałyśmy kretą drogą, aż w końcu odbiłyśmy w prawo. Droga była pusta, więc szybko ją przemierzyłyśmy i zjechałyśmy na ogromny parking i przysadzisty budynek, który po prostu tutaj wyrósł. Z jakiegoś powodu nie potrafiłam sobie wyobrazić ekipy budowlanej, która realizowała ten projekt.
 - Phenom - powiedziała Julia, wskazując na szary budynek naprzeciwko nas. Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się. Byłam nieźle rozczarowana. Wszyscy mówili o tym miejscu, jakby naprawdę było niesamowite. A nie było. Julia spojrzała na mnie, ale nic nie powiedziała.
 Zaprakowała w strefie, która była możliwe najbliżej obiektu (ale i tak była daleko). Może budynek tak nie wyglądał, ale oceniając po ilości samochodów, które się tutaj znajdowały było to dość popularne miejsce. Ludzkie życie. Nigdy nie przestaje zadziwiać.
 Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam był brak znaków. Myślę, że to jedno z tych miejsc, które nie potrzebują zbyt wielu oznaczać, bo sam wiesz, gdzie możesz przebywać, a gdzie nie. Jedyne wielkie oznaczenie widniało nad ciężkimi, szarymi metalowymi drzwiami. Potem zorientowałam się, że "Phenom" nie był akutalną nazwą klubu. Teraz brzmiała ona "Phenomena". Napis zaznaczony był w ekscentryczny, biały, neonowy napis.
 - Gotowa? - Zapytała, wyłąłczając silnik.
 - Urodziłam się gotowa - odparłam, posyłając jej mój najgroźniejszy uśmiech i zarzuciłam włosami, jak robiła to Lili.
 - Więc ruszajmy - i bez kolejnych zbędnych słów, wysiadłyśmy z auta. Powietrze było jako tako ciepłe, więc czułam się dobrze.
 - Zaczekaj. To może Ci się przydać - oznajmiła i rzuciła mi kurtkę o rękawach 3/4 długości ze sztucznej skóry - Nie będzie tak ciepło przez całą noc.
 - Dzięki - powiedziałam, wsuwając ją na siebie - A teraz na serio chodźmy.
 - Jak sobie życzysz, tak też będzie - odparła tajemnicznym głosem, biorąc mnie pod ramię. Podeszłyśmy chwiejnym krokiemdo drzwi frontowych, które mimo wszystko były w pewnej odległości od samochodu. Jeszcze raz podziękowałam Frondowi za tak wygodne buty. Przed wejściem stał ochroniarz, blokując je całkowicie.Wyglądał na groźnego i nieustępliwego, ale na pewno nie tak bardzo jak Butler. W ogóle nie sądzę, żeby był ktoś lepszy od niego pod tym względem. Ale wracając do tematu bodyguarda, muszę przyznać, że był przystojnym mężczyzną, a nawet bardzo. Był wysokiim afroamerykaninem z mleczną karnacją i przenikliwymi, brązowymi oczami. Miał długie rzęsy, aż za długie jak na faceta tego typu. Długie włosy zabarwione były na czarno i brązowo, i skręcone w dredy, które z kolei opadały mu na twarz, jednocześnie artykułując wysoko położone kości policzkowe i idealny romański nos. Nosił czarne dżinsy, które podkreślały jego zgrabne nogi. Z kolei ciemny T-Shirt, opięty na klatce piersiowej uwydatniał muskuły. Tylko jedno słowo mogło go opisać: łał!
 - Witajcie, piękne Panie - powiedział. Jego głos był przenikający i wysoki. Słowa wypowiadał z lekko jamajskim akcentem - Nazywam się Adonis.
 Ah, więc tak. Adonis. To było sensowne. Adonis był greckim herosem, który słynął ze swojej urody. Podbił serce Afrodyty (bogini miłości i piękności) i Pesefony (bogini pory wiosennej i żona Hadesa). Na jego nieszczęście, wiele bogów płci męskiej było zazdrosnych i skończył zmaskarowany przez dzika. Jego krew zabarwiła kwiaty i rzeki na czerwono.
Ten mężczyzna z pewnościa zasługiwał na to imię. Ale wydawał się być pantoflarzem i dzięki komplementom mógł zmusić kobiety do robienia tego, czego chciał.
 - Cześć Adonis - odparła Julia, trzepiąc rzęsami. Ojj, czasem potrafiła nieźle flirtowac. Ale wygladało na to, że on tego nie zauważał. Prawdopodobnie napotykał już kobiety, które rzucały mu się do stóp.
 - Cześć - powiedziałam, uśmiechając się i w nijaki sposób kpiąc z nich obu. Z zapału Julii i oczekiwań Adonisa. Powiedziałabym, że tylko ludzie, ale mijałoby się to z prawdą, więc: wszystkie gatunki są szownistyczne. Postrzegają kobietę, jako słabszą. I może jest to zgodne z rzeczywistością w niektórych przypadkach, ale jednak nie zawsze.
 - Mogę zapytać, jak się nazywacie? - Uniósł brew.
 - Nazywam się Julia, a to moja najlepsza przyjaciółka Holinda. Wydałam z siebie przytłumiony jęk. Nie chciałam, aby cokolwiek o mnie wiedział. Ale co mogłam zrobić?



CHEEEEEEEEEEEEEEEER! <3

P.s. Dajcie znać, jak są gdzieś błędy, o :) I spóźnionych Wesłoych Świąt oraz udanego Sylwestra :)