Holly Nieduża:
Otworzyłam oczy, kiedy do pokoju wpadło jasne
światło ze sztucznego słońca Oazy. Dzisiejszy dzień zapowiadał się świetnie. Musiałam
zadzwonić do Artemisa. To dodało mi siły na ten kolejny, rutynowy dzień.
Wzięłam szybki prysznic i włożyłam uniform
SKR. Jest to czarny, jednoczęściowy kombinezon z odznaką SKR na lewej piersi.
Pod tym widniała plakietka z napisem ‘Major H. Nieduża’. Potem umyłam zęby.
Najwięcej czasu o poranku zajmowało mi układanie włosów. Były ładne, ale często
sprawiały mi kłopoty. Szybko je poczesałam i wyszłam z domu. Pobiegłam w dół
ulicy, mijając kilka bloków, prosto na Komendę.
Muszę przyznać, że czułam się bardzo
szczęśliwa. I nic nie mogło mnie złamać. Żaden nowy stażysta czy papierkowa
robota. Założę się, że nawet Chix nie dałby rady tego zrobić. Mój nastrój
musiał być oczywisty dla całego biura. Nie, że zazwyczaj jestem jakaś marudna,
po prostu nie jestem aż tak bardzo roześmiana – nie tak, jak dziś.
Byłam w takim stanie, kiedy do mojego biura
wszedł komendant Kłopot Wodorost i podszedł do biurka. Dowódca, lub Kłopek, jak
lubiono go czule nazywać, był moim przyjacielem jeszcze za czasów akademii. I
oczywiście zauważył mój nastrój.
- Nie mogę wykonywać swojej roboty, kiedy mój
ulubiony podwładny jest tak szczęśliwy – powiedział, śmiejąc się.
- Zawsze ją wykonujesz, dowódco Kłopek –
uśmiechnęłam się. Nadal jesteśmy przyjaciółmi. Jednak wszyscy uważają, że
powinnam go traktować, jak na to przystało. Żeby temu ulec, po policji
musiałyby zacząć chodzić jakieś nieodpowiednie pogłoski albo musiałabym
narzekać, jak ono jest bardzo niesprawiedliwe. A w rzeczywistości to i tak
doprowadziłoby do katastrofy.
- Po prostu Kłopot – nakazał, gdy zamknął za
sobą drzwi.
- W porządku, Kłopocie - uśmiechnęłam się.
- A tak na poważne Holly. Co z Tobą? – zapytał
– Nigdy się tak nie zachowujesz, a już szczególnie o poranku – w pewnym sensie
miał rację. A szczególnie gorszący nastrój miałam zawsze do przerwy obiadowej.
Ale podniecenie już tak ma, że rozsadza Cię od środka.
- Dwa tygodnie i mam wakacje! – krzyknęłam zachwycona.
- Hm, i dwa tygodnie, za które zobaczysz
Artemisa Fowla ponownie – Kłopot pogładził brodę, aż prześwitywało przez nią
światło. Oczywiście, musiał o wszystkim wiedzieć.
- Tak, to też – przyznałam, rumieniąc się
lekko – Ale też naprawdę potrzebuję przerwy od papierkowej roboty.
- Kombinujesz coś, nie? – uśmiechnął się.
- Nawet nie masz pojęcia.
- No cóż, mam nadzieję, że wszystko pójdzie po
Twojej myśli – powiedział, wstając z zamiarem opuszczenia biura – Twojej i
Błotnego Chłopca.
- Błotnego Mężczyzny – poprawiłam go.
- Błotnego Mężczyzny – powtórzył niechętnie.
- Dzięki. Będę tęsknić – powiedziałam,
przytulając go. To było bardzo nieodpowiednie, ale wydawał się taki smutny.
Ściskał mnie trochę dłużej, niż było to stosowne między kobietą a mężczyzną
przyjaciółmi. Oczywiście, w tym momencie Ogierek stanął za drzwiami. D’Arvit.
Los ma zwyczaj obchodzenia Cię wokół, a potem kopania Cię w tyłek. Obok Ogierka
wyrośli Chix i Lili, dwa najwięksi plotkarze biurowi. Jakie miałam szanse?
Wiesz co? Jednak coś może zrujnować ten dzień.
- Wiesz, Holly, bardzo podoba mi się Twoja
fryzura – powiedział Kłopot, który był na tyle daleko od drzwi, że nie
dostrzegał trzech twarzy przyciśniętych do pleksiglasu. Owinął sobie kosmyk
moich włosów na palcu i w końcu mnie puścił. Wciąż wydawał się niczego
nieświadomy. Interesowałam go tylko ja. Zupełnie nieświadomy, że zza szybki
wygląda Chix z przyklejonym do niej nosem.
Starałam się zachować mój umysł w spokoju. Po
pierwsze, pozbyć się Kłopota z mojego biura, bez żadnych emocjonalnych gestów.
To było serio trudne. Nawet bardziej, niż mogło się wydawać.
- Dziękuję, komendancie.
Twarze
moich przyjaciół wyrażały zaciekawienie i szelmowskość.
- Proszę Holly. Kłopocie.
- Dobrze – przyznałam – Dzięki Kłopocie.